30 listopada 2007

Elementy krajobrazu










Okazuje się, że istnienie bilbordów jest ciekawym zjawiskiem. Niedawno czytałam u Stasiuka, że Belgrad wydawał mu się jakiś dziwny, a gdy zastanawaiał się nad źródłem owej dziwności dostrzegł, że w Belgradzie nie ma bilbordów (przyznam szczerze, że nie zwróciłam na to uwagi). Zatem bilbordy stanowią dla nas część krajobrazu i to część zakorzenioną w naszym, owego krajobrazu postrzeganiu, bez nich jest nam dziwnie i nieswojo.

29 listopada 2007

Margareta Stromstedt. Astrid Lingren. Opowieść o życiu i twórczości.

Przeczytałam uczciwie 77 stron. I więcej nie dam rady, bo nudne strasznie, pełne cytatów, szczególnie z "Dzieci z Bullerbyn". Uwielbiam tę książkę, ale gdybym chciała ją przeczytać nie musiałabym tego czynić za pośrednictwem Margatery Stromstedt. Kolejną zniechęcającą mnie rzeczą jest to, że do 77 strony na świat nie przyszła główna bohaterka książki. Przeczytałam nieco mniej niż 1/5 książki o Astrid, a Astrid jeszcze nie istnieje.
Odstawiam książkę, szkoda mi czasu. Może kiedyś trafię na lepszą biografię tej niezwykłej kobiety.

Naturalnie






















Zdjęcia robiłam nad jeziorkiem leżącym obok Osiedla Tysiąclecia. Nie znam nazwy jeziorka i nie udało mi się tej nazwy odszukać. Bez względu na nazwę jest urocze.
Ostatnie zdjęcie przedstawia Rawę, rzekę płynącą przez Katowice. Na przedostatnim widać w oddali budynki stojące w centrum miasta.


28 listopada 2007

Irena Matuszkiewicz. Przeklęte, zaklęte.

Książka opowiada o pięciu kobietach. Kobietach, które zostały przeklęte przez starą Cygankę. "Bądź przeklęta, głupia! Ty i całe twoje babskie nasienie aż do piątego pokolenia. Obyście nigdy nie poszły za tych, których pokochacie, oby los wiecznie was pod górę prowadził." Śledzimy zatem losy Marcysi, Eleonory, Zosi, Mirki i Agnieszki. Oprócz ich losów obserwujemy zmieniający się świat. Wędrujemy z bohaterkami od przełomu XIX i XXwieku, do lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Najciekawsze w tej książce są zmiany w obyczajowości, o tym, co kobietom narzuca zwyczaj i czego ów zwyczaj zabrania.

Silesia City Center











Silesia City Center to jedno z największych centrów handlowo-usługowo-rozrywkowych w Polsce. Znajduje się w Katowicach na terenach nieczynnej KWK Gottwald. Pozostałością po kopalni są budynki widoczne na starej pocztówce powyżej, szyb Georg oraz busynek maszynowni szybu, w której umieszczono kaplicę p.w. Św. Barbary. W niedzielę, 2 grudnia 2007 r., w kaplicy obchodzona będzie druga rocznica jej poświęcenia. Z tej okazji o godzinie 17:00 odbędzie się koncert Śląskiej Orkiestry Kameralnej pod dyrekcją prof. Jana Wincentego Hawela - wybitnego dyrygenta, kompozytora i wykładowcy katowickiej Akademii Muzycznej.
Zdjęcia:
1. Kopalnia Gottwald.
2. W otoczeniu SCC pozostawiono elementy wyposażenia kopalni. Oto jeden z elementów.
3-4. W miniony weekend w SCC odbyły się dwie imprezy: City Snow Show i Zimowe Targi Turystyczne. Postawiono stok i zaśnieżono go.
5. Ukłon w stronę stolicy.


Andrzej Stasiuk. Fado.

Fado, choć kojarzyć powinno się z Portugalią, towarzyszy autorowi podczas wędrówki po Bałkanach i w czasie rozważań o odmienności Europy Środkowo-Wschodniej od Europy Zachodniej. W oczach Stasiuka jest to bardzo silna odmienność, silna opozycja (i tu się z nim zgadzam).
Ta książka to zbiór mini-esejów z podróży. Zaglądamy do czarnogórskiej Budwy, do Albanii i zastanawiamy się cóż mieszkańcy krajów położonych na południe od Polski mogą uczynić ze Wspólnotą Europejską.
Jurij Andruchowycz powiedzial kiedyś, że pisarz przybywający na Zachód z naszej części Europy jest w komfortowej sytuacji - może opowiadać o swoim kraju niestworzone, fantastyczne historie, twierdzić, że są one rzeczywiste, a i tak nikt nigdy nie będzie dociekał ich prawdy - według Europy Zachodniej u nas wszystko może się zdarzyć, a poza tym łatwiej nasze istnienie odtrącić w literacką fikcję niż przypuścić rozważania nas naszym istnieniem i losem.

27 listopada 2007

Wojewódzki Park Kultury i Wypoczynku










W skład WPKiW wchodzą: Wesołe Miasteczko, Ogród Zoologiczny, Planetarium, Skansen, Stadion Śląski, Hala Wystaw "Kapelusz", Rosarium. Wszystko to zajmuje około 600 ha. Dziś zdjęcia pomieszane, kolejne będą segregowane według atrakcji;)
Kiedy byłam dzieckiem najbardziej lubiłam Wesołe Miasteczko. Teraz najbardziej lubię ZOO:)
1. Żyrafa- symbol ZOO.
2-4. Zwierzątki w ZOO.
5. Nieczynna (niestety) kolejka krzesełkowa. Czynna była w latach 1967-2005 i należy mieć nadzieję, że zadziała ponownie.
 

Grażyna Bąkiewicz. Coś za coś.

To pierwsza książka tej autorki, po którą sięgnęłam. Czyta się dobrze, wątki prowadzone są w przejrzysty sposób.
Bohaterką książki jest Julia, trzydziestosześcioletnia matka, której córka po dostaniu się na studia postanawia wyjechać do USA i tam zostać. Julia usiłuje zapełnić pustkę po córce, ale i po tym, co trzy lata temu wydarzyło się, gdy z przyjaciółmi chodziła po jaskiniach pod miastem. Czyta się dobrze, ale trudno się opisuje;)

Gerald Durrell. Menażeria.


W książce zamieszczono sześć opowiadań, których jak autor sam przyznaje w cytowanej na początku rozmowie z bratem, Lawrencem Durrellem, nie mógł dołączyć do innych swoich książek ze względu na rozbieżnośc tematyczną.
Książki Durrella dotyczą jego i jego rodziny otoczonej zachwycającym światem zwierząt. Autor potrafi w każdym zwierzęciu dostrzec jego urodę i opisać ją tak, że i czytelnik zaczyna zachwycać się mrówą czy mrówkojadem.
To dobre książki. Także dobre na poprawienie humoru.

26 listopada 2007

Literatura angielska z półki bibliotecznej

Parę dni temu pisałam o literaturze angielskiej posiłkując się, dla uporządkowania myśli, listą z wiki. Czułam niedosyt, więc dziś uzbrojona w notes i pióro powędrowałam do biblioteki.

O książce Moniki Ali pisałam, bo to książka wyzwaniowa. Nic więcej tej autorki nie znalazłam.
Kolejny na półce, znany mi z czytania, to Beckett. Simon Beckett. Napisał "Chemię śmierci" i "Zapisane w kościach". To pierwsze szalenie przejmujące, to drugie nieco wydumane.

Kiedyś sięgnęłam po "Ćpuna" (nie podobał mi się) i po "Jak stalam się suką" Burgessa, ale nie umiem zachwycić się jego pisaniem. Za to "Król szczurów" zrobił na mnie kolosalne wrażenie, podobnie jak książki F. Clifforda. Zapomniałam poprzednio o twórcy Sherlocka Holmesa, którego (twórcę i bohatera) odkryłam dość późno, ale od razu obdarzyłam serdecznością. Miłość natomiast ofiarowałam książkom Geralda Durella i jego wszystkim zwierzakom.

Nikolasa Evansa przeczytałam tylko "Zaklinacza koni" i być może sięgnę jeszcze po coś. Oczywiście przeczytałam Helen Fielding. Kiedyś wzięłam z półki książkę Roberta Goddarta i czytałam aż skończyłam. I tak jeszcze kilka. Latem czytałam kolejną jego powieść i ledwie dokończyłam, nudna była i rozwlekła. Albo mnie gust się zmienił, albo Goddard utracił zdolnośc pisania. Przeczytałam dwie ksiązki Caroline Graham, która pisze o morderstwach w Midsomer. I nie podobało mi się. Nie porównywałam z serialem, kiedyś to zrobię. "Dziwny przypadek psa nocna porą" jest dziwną książką. Przejmującą jednocześnie i wartą tego, by po nią sięgnąć.

Klasyka angielskiej powieści sensacyjnej to dla mnie P.D. James. Mimo nieangielsko brzmiąco nazwiska twórczośc Hari Kunzuru stoi na półce z literaturą angielską; jego "Impresjonista" podobał mi się o wiele bardziej niż "Transmisja". John le Carre pisze interesująco, lecz jednocześnie obezwładniająco sucho. Nie zdzierżyłam zbyt wiele takiej lektury. Mastertona czytałam jedną książkę, ot, tak na próbę. Nie przypadł mi do gustu. "Ulicę marzycieli" Willsona przeczytałam podobnie jak inne wydane w Polsce powieści tego autora; czytałam z przyjemnością. Ianowi Rankinowi nie dałam rady. Listę niech zamknie "Trzynasta opowieść" pani Setterfield i Oskar Wilde z "Dorianem Grayem". O "Trzynastej..." pisałam na blogu, a o "Dorianie...", cóż - wielkie dzieło zamknięte w niepozornej książeczce.

Parafia św. Jana i Pawła Męczenników w Dębie











Kościół stoi w najstarszej części Katowic - w Dębie. Na pobliskim cmentarzu jest grób pierwszego proboszcza tej parafii. Niegdyś wikarym był tu August Hlond, pochodzący z niedalekich Mysłowic, prymas Polski.
W tygodniu kościół jest zamknięty. Gdy kiedyś dowiem się modlitwę za jaką zniewagę postuluje rodzina Blaesche, dopiszę.

Wiesława Czapińska. Magiczne miejsca literackiej Europy.



Autorka w swych krótkich szkicach zabiera czytelników na spacer po Pradze Haska i Kafki, Berlinie Klausa Manna i do Wenecji jego ojca, Tomasza. Odwiedzamy Paryż, Wiedeń pijąc kawę tam, gdzie pili ją bahaterowie książek Canettiego, Colette i Remarqua. Ciekawostka.



25 listopada 2007

Mkną kolorowe tramwaje...













Linie tramwajowe na Śląsku ciągną się na długości 362 km. 

Bilbordami miasta kwitną...











Od niedawna mieszkam na Śląsku. Próbuję łapać jego rytmy i barwy.

Aleksandra Marinina. Kolacja z zabójcą.

Lubię pisanie Marininy. Ładnie i z sympatią mówi o swoich bohaterach. I dużo jest w jej książkach Moskwy.
Kolacja z zabójcą jest pierwszym tomem z cyklu powieści o Nasti Kamińskiej (u nas wydana dopiero w tym roku). Mało tu krwi, za to dużo rozmów i myślenia o motywach zbrodni.
P.S. W tytule link do strony Aleksandry Marininy.

24 listopada 2007

Maria Kuncewiczowa. Cudzoziemka.

Nigdy dotychczas nie miałam okazji sięgnąć po cokolwiek, co napisała Kuncewiczowa. Sięgnęłam i nie zawiodłam się. Czyta się lekko, sprawnie, a że zachowanie bohaterki budzi złość, to z tej złości ma się wiecej energii pozwalającej na sprawniejsze czytanie.
Akcja powieści zamyka się w jednym dniu. Ale pełno jest w wydarzeniach owego dnia dygresyjnych wspomnień. Poznajemy młodość głównej bohaterki, jej rozczarowania i chwile szczęścia.
Róża, piękna umuzykalniona panna zostaje wysłana do Polski, którą gardzi. Poznaje Michała, oddaje mu serce i poświęca marzenia. Michał okazuje się nie być godnym jej uwagi, Róża poślubia oddanego jej Adama, którym podobnie jak niegdyś Polską, gardzi. Gardzi, bo nie jest Michałem, gardzi, bo wydaje jej się, że bez niego byłaby szczęśliwsza. Kocha synów, córki nie zauważa, bo córka jest podobna do męża. Nienawidzi ich rozmów, wspólnego zamiłowania do ziemi. Odkrywszy w córce talent wokalny zaborczo odseparowuje ją od ojca. Rządzi całą rodziną, jest zgryźliwa, wtrąca się do małżeństw swych dzieci, pomiata mężem i służbą, zmusza do płaczu rozmówców, budzi w nich wyrzuty sumienia. Osiąga mistrzostwo w pogardzaniu ludzmi. Pewnego dnia Róża jest miła dla wszystkich. I to budzi niepokój całej rodziny...

Moja literatura angielska

W czasach licealnych czytałam mnóstwo i różnie. Pamiętam, że sięgnęłam po jakąś książkę Kingsleya Amisa, ale skoro nie pamiętam ani po jaką, ani cóż w niej było łatwo wysnuć wniosek, że to "nie zachwyca".
Jeffreya Archera znam z filmu "Kain i Abel", którego nawiasem mówiąc nie moglam oglądać;) I mimo, że półki biblioteczne uginają się pod ciężarem jego książek i wciąż publikuje, nie udało mi się przekonać siebie do jego twórczości.
Powieści Jane Austin też dotarły do mnie drogą filmową. I jest to znacznie przyjemniejsza droga (oj, rzadko mówię coś takiego), gdyż czytanie Austin męczy. "Duma i uprzedzenie", którą czytałam w ubiegłym roku wyczerpała we mnie wszelkie pokłady cierpliwości. Dialogi przyprawiały mnie o śmiech podszyty rozpaczą "dużo jeszcze?".
Natomiast czytanie utworów sióstr Bronte to sama przyjemność. Zarówno "Dziwne losy Jean Eyre" Charlotte Bronte,  jak i "Wichrowe wzgórza" Emily Bronte są dla mnie esencją Anglii i literatury angielskiej. Posępne domy, dźwięk wichru, nieszczęśliwa miłość, pasje i emocje.
"Alicja w Krainie Czarów" Lewisa Carrolla była dla mnie chyba zbyt dziwaczna. Królowa karciana napawała mnie lękiem, a jedzenie grzybów na surowo nie mogło się skończyć dobrze (uczył mnie tego Dziadek).
Zachwycam się, i mego zachwytu nigdy nie dość, tym co i ile napisałam Agatha Christie. Lubię pannę Jane Marple i Herkulesa Poirota, ale i z wielką przyjemnością sięgam po autobiografię autorki i "Opowiedzcie, jak tam żyjecie".
Jospeha Conrada znam z "Lorda Jima" czytanego w liceum. Przeczytałam i nosiłam w sobie drama Jima, myśląc nad nim. Dziś pewnie odczytałabym inaczej tę powieść.
"Robinson Cruzoe" zainspirował nas, dzieciaki z podwórka, do marzeń o dalekich podróżach, o robieniu czegoś z niczego. Pewnie dużo na świecie jest ludzi, na których podobny wpływ wywarł Daniel Defoe.
Karola Dickensa znam tylko "Opowieść wigilijną" i to zarówno w książce, jak i w rozmaitych filmowych wersjach. Pewnie i w tym roku bedziemy mieli możliwośc obejrzenia ekranizacji tego dzieła. W domu na półce stały też inne jego książki, ale jakoś nie sięgnęłam po nie. Może kiedyś...
"Władca much" Goldinga mnie przeraził.
Powieści Roberta Gravesa o Klaudiuszu i Messalinie zaszczepiły we mnie zamiłowanie do powieści, których akcja rozgrywa się w starożytności.
Z Grahamem Greenem zapoznałam się dość późno. Przeczytałam "Podróże z moją ciotką" i jakoś zapomniałam o pisarzu. Aż później sięgnęłam po "Moc i chwałę" i po "Trzeciego czlowieka". Wgniotlo mnie w ziemię, zachwyciło. To pisanie, które zmusza do myślenia, które pociąga za sobą rozmyślanie.
Przeczytałam większość z tego, co opublikowano w Polsce Joanne Harris. Jej książki nie wbiły mi się jakoś mocno w pamięć, ale ich czytanie było przyjemne. Oczarował mnie nastrój i zapach "Czekolady" i zastanowiałam się, czemu akurat księdza obdarzyła autorka niechęcią do bohaterki, jej sklepu, zachowania.
Aldous Huxley to moje zachwycenia też z czasów licealnych. "Nowy wspaniały świat" czytałam z trwogą i przedziwnym zafascynowaniem. Sięgnęłam jeszcze po "Geniusza i Boginię" oraz po "Kontrapunkt" -moje zachwyty nad pisarzem nie zmieniły się.
"Księga dżungli" była dla mnie najpierw filmem potem książką. Jeszcze w ubiegłym roku zdarzyło mi się oglądać przygody Tarzana w ujęciu Disneya. Kiedyś trafiłam też na powieść pt. "Kim" Kiplinga i byla dla mnie czymś nie kiplingowskim, bo on już zawsze kojarzyć będzie mi się z dżunglą.
"Opowieści z Narni" odkryłam dla siebie wieki całe temu podczas kilkudniowej wizyty u cioci mojego Taty. Bylam najstarsza z dzieci, mialam mnóstwo czasu wolnego i równie pełno książek na półkach. Sięgnęłam po C.S.Lewisa i wsiąkłam. Drugi raz przeczytałam cały cykl, gdy byłam w liceum. Oczywiście obejrzałam film i kolejny raz, przy okazji ekranizacji, przeczytałam książkę.
Kubuś Puchatek sprzed czasów Disneyowskich był znacznie przyjemniejszy. Książki z mojego dzieciństwa przetrwały dzieciństwo mojej siostry, a teraz najprawdopodobniej będą towarzyszyły dzieciństwu jej córki.
Po twórczość Georga Orwella sięgam wciąż z przyjemnością. "1984" okazuje sie być nie tak futurystyczny jak się wydawało kiedyś, a "Folwark zwierzęcy" poraża aktualnością. Lubię czytać eseje Orwella, a także to, co pisał autobiograficznie.
J.K. Rowling i jej cykl o Harrym Potterze czytałam, oglądam i przyjmuje do wiadomości wszelkie wątpliwości jakie towarzyszą tym książką. Mimo owych, ja je lubię.
William M. Thackeray napisał "Pierścień i Różę". Czytałam, zachwycałam się mottem nad każdą stroną, a polska ekranizacja z Katarzyną Figurą w roli głównej podobała mi się, jednak nie tak bardzo jak książka.
Trylogia Tolkienowska, po którą sięgnęłam dopiero, gdy na ekrany kin miała wejść pierwsza sfilmowana część. Przeczytałam w trzy dni całość, a potem zaczęłam od nowa, żeby czytając kolejny raz dostrzeć szczegóły, które umknęły mi w pierwszym czytaniu. Marzę, żeby na półce mieć swój egzemplarz:)
Dzienniki "Adriana Mola" okazały się być smieszne, ale nie aż tak jak sądziłam. Bardziej podobał mi się polski odpowiednik tychże.
"Wehikuł czasu" to jedna z tych lektur, które zapładniają umysł. Czytałam z upodobaniem.

Truman Capote. Gwiazdka.


Tomik zawiera dwa kilkunastostronicowe opowiadania o okresie przedświątecznym i świętach. Nie ma tu Mikołaja krzyczącego hohoho, ani czerwononosych reniferów. Jest obfitość emocji; miłość, rozczarowanie, wiara, przyjaźń. Są to opowiadania z tych, które zostają w pamięci.

23 listopada 2007

Lisa See. Miłość Peonii.

Opowieść o kobietach. Piękna opowieść, bogata w obyczaje, tradycje, wierzenia. Trudna do opowiedzenia.
Rzecz dzieje się w siedemnastowiecznych Chinach. Peonia, główna bohaterka przygotowuje się mentalnie do swego zamążpójścia. Nie zna swojego przyszłego męża, nigdy nie opuściła rodzinnego domu. Jej ojciec wystawia fragmenty znanej opery, której Peonia jest miłośniczką. Podczas przedstawienia w ogrodzie, dziewczyna oddala się od innych kobiet i spotyka młodego mężczyznę. Rozmawiają, zakochują się w sobie, ale nie mogą pozwolić by ktokolwiek dowiedział się o ich spotkaniu. Zbliżą się czas zaślubin Peonii, a ona marzy o nieznajomym spotkanym w ogrodzie rodziców. Ucieka w marzenia, zgłębia tekst opery, dopisuje do niego komentarze... Przestaje jeść, pić...
Są w tej książce jeszcze inne ważne kobiety. Babka i matka Peonii, stara służąca, kobiety z Klubu Bananowego Ogrodu, Yi i Ze, żony poety Ren. Nasycenie kulturą Chin sprawia, ze w książce wiele zdań wydaje się ważne. Tę książkę czyta się z uwzniośleniem ducha;)

Aleksandra Klich. Bez mitów: portrety ze Śląska.

Autorka przedstawia znane postacie ze Śląska. Opisuje w reportażach prymasa Augusta Hlonda, biskupa Bolesława Kominka, pisarza Gustawa Morcinka, wojewodę śląskiego i pomysłodawcę Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku, Spodka, Stadionu Śląskiego Jerzego Ziętka, biskupa Henryka Bednorza, twórcę kremu Nivea Oscara Troplowitza i innych. Fascynujące.

Odwiedziłam bibliotekę


Biblioteka miejska ma 37 filii. Zapisana jestem do czterech. Jedną odwiedzam niemalże codziennie, pozostałe trzy - mniej więcej raz w tygodniu. Dziś byłam w trzech.

Zabawa z książką

Złap najbliższą książkę. Otwórz ją na 123 stronie. Znajdź piąte zdanie. Opublikuj je na swoim blogu razem z tą instrukcją.

Moje piąte zdanie:
Kierowcy bez skrupułów lekceważyli sygnały, zupełnie jakby widzieli wypisaną na mojej twarzy niepewność.
Grażyna Bąkiewicz. Coś za coś.

22 listopada 2007

Dyskusyjny Klub Książki

Miałam wczoraj przyjemność uczestniczyć w spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki działającego przy jednym z oddziałów biblioteki miejskiej. Na spotkanie należało przeczytać książkę Ivana Klimy pt. "Ani święci, ani anioły". Po książkę sięgnęło 9 pań, a towarzystwa dotrzymał nam tłumacz utworu, Pan Jan Stachowski. Jedna z Pań postawiła tezę, że jest to książka pesymistyczna, pełna nieudacznictwa życiowego jednej z bohaterek. Zaczęliśmy zastanawiać się nad postawą Krystyny, nad wpływem zmarłego już ojca, na jej postępowanie, na jej relacje z córką. Pojawił się również wątek odtajniania akt, rozliczania z komunistyczą przeszłością i tu głos zabrał tłumacz, który mieszkając kilka lat w Pradze miał doskonałą okazję obserwować te zjawiska niejako "od środka". Porównywałyśmy obecną sytuację Czechów i Polaków. Godzina minęła błyskawicznie. Na następne spotkanie należy przeczytać książkę Zadie Smith "O pięknie".
Na stronie Instytutu Książki można znaleźć listę bibliotek, które uczestniczą w programie "Tu czytamy". Warto rozmawiać z innymi o swoich lekturach.

Margaret Atwood. Namiot.

Zbiór opowiadań. Mnie wyjątkowo do serca przypadła historia zatytułowana "Nasz kot idzie do nieba".


Sekrety mnichów czyli...

sprawdzone przepisy na szczęśliwe życie. Z o. Leonem Knabitem i o. Joachimem Badenim rozmawia Judyta Syrek.
Mądre uwagi dotyczące życia w szczęściu okraszone sowicie anegdotami, wspomnieniami i lekką złośliwością. Inny, przyjaźniejszy świat.

21 listopada 2007

Książka kucharska




Nie pamiętam już gdzie, ale kupiłam wegetariańskie książki kucharskie. One przeprowadzają się ze mną wszędzie. Jest w nich mnóstwo przepisów na pasty, pasztety, sałatki. Są zaczytane, mnóstwo w nich dopisków. Potem, dawno temu, dostałam w prezencie "Kuchnię Śląską". Lubiłam ją czytać, ot tak do poduszki, bo z przepisów wyłaniał się obraz śląskiej kultury, która mnie fascynowała i wciąż fascynuje. Książkę Neli Rubinstein kupiłam w prezencie Mamie i potem w czasie Bożego Narodzenia, objedzona do wypęku, zaczytywałam się we wspomnieniach Pani Neli przeplatanych przepisami. Gdzieś po drodze przewertowałam książkę Pani Ćwierciakowiczówny, Chmielewskiej i pewnie wiele innych, które specjalnie nie utkwiły mi w pamięci. Z "Biblijnej uczty" dowiedziałam się, jak otwierać granaty, by nie pochlapać siebie i wszystkiego wokoło i zaprzyjaźniłam się z kilkoma prostymi przepisami. Niedawno dostałam w prezencie "Gotowe w 30 minut", ale na razie książka leży i czeka na oswojenie. Oprócz książek przepisy notuję, jak Mama i Babcia, w zeszycie. Dwa dni temu widziałam w księgarni "Kuchnię z Zielonego Wzgórza"; ślicznie wydaną, zachęcająco uśmiechającą się ciepłem kuchni Maryli. Przypomniałam sobie jednak leguminy i budynie z chleba i nie zdecydowałam się na zabranie książki do domu.

20 listopada 2007

Gretkowska na dnie

Trafiłam na zbiór felietonów z lat 2001-2007 publikowanych w Cosmopolitan, Wprost, Twoim Stylu, Pani i in.
Te z Cosmopolitan są dość bełkotliwe; cieknie z nich seks, naigrywa się w nich z powołania zakonnego (uśmiechnięte hostessy Pana Boga), przelicza wielość środków antykoncepcyjnych przynależnych kobietom i mężczyznom.
Gretkowska krytykuje Orianę Fallaci: odmawia muzułmanom jakiegokolwiek wkładu w dorobek ludzkości. List-manifest Włoszki powinien być zatytułowany "Wściekłość i dżuma", ponieważ cofa nas do zadżumionego średniowiecza. (...) Włoszka atakuje ich /muzułmanów/ nie wdając się w subtelne podziały na dobrych (postępowych) i złych (średniowiecznych). Pani Gretkowskiej nie przyszło do głowy, że Fallaci pisze tylko o jednym aspekcie - o styczności Zachodu z tym, co złe w ortodoksyjnym wyznawcy Allaha i o tym, co dla nas, Europejczyków, z tego wynika.
Pisarka porównuje papieży: Jana Pawła II i Benedykta XVI, pisząc o tym drugim, że jest homoseksualnie przerafinowany, cokolwiek mogłoby to oznaczać.
W Kły kłamią feletonistka wyjaśnia gawiedzi czemu Zyta Gilowska zawdzięcza fotel ministra finansów. Ponoć Kaczyńscy dokonali w ten sposób swoistej projekcji własnej matki zarządzającej domowymi finansami. Gretkowska jednym pociągnięciem pióra uczyniła wieloletnią wdową matkę Kaczyńskich (niespełna rok po śmierci męża, Rajmunda Kaczyńskiego), a gdy Kancelaria Prezydenta poddała w wątpliwość artyzm i rzetelność dziennikarską felietonistki, ta zasłoniła się brakiem obowiązku znajomości życiorysów prezydenta i premiera oraz szczególnym przywilejem publicznego wyrażania subiektywnych opinii.
Na szczęście Gretkowska zauważa, że nie jest Orianą Fallaci ani Jadwigą Staniszkis. I mimo, że o córce pisze przeuroczo, lepiej byłoby dla jej pisania, gdyby nie sięgała po doraźne, polityczno-społeczne tematy.

Przytargane z bibliotek

Andrzej Stasiuk. Dojczland.



Książeczczyna o podróżowaniu. Przez Niemcy i do Niemiec. Pociągami i samolotami. Samochodami nie, bo jak autor sam przyznaje - zbyt dużo pije w czasie podrózowania, by być zdolnym do prowadzenia auta.
Na zdjęciu widać co autor napisał o swojej książce na okładce. W tekście natomiast pisze o lejącym się jimie beamie. I, że nie pamięta skąd dokąd jechał. To trochę zniechęca do uwierzenia w "celne obserwacje" i "błyskotliwe refleksje".
Podobało mi się, gdy Stasiuk napisał, że musimy mieć w sobie słowiańskość jadąc do Niemiec i być jej pewni, mieć ją w sobie silną. Rozśmieszyło mnie marzenie Polaków o tym, by Niemcy wyjechali ze swojego kraju, bo bez nich byłoby w nim lepiej, radosniej i bardziej po ludzku. I dało do myślenia, to w jaki sposób autor opisał pielgrzymkę Benedykta XVI do Oświęcimia.