29 lutego 2008

Spacer po bibliotekach zaowocował...







zdjęciem książek Edgara Alana Poe z 1956 roku i wypożyczeniem różniastych książek.

Ewa Madeyska. Katoniela.

Książka Ewy Madeyskiej opowiada historię Anieli, dziewczynki, dziewczyny, kobiety, która żyła wśród ortodoksyjnych katolików jeśli chodzi do dopełnianie obowiązków widocznych i jednocześnie wśród osób, które toksycznie wpływały na najbliższych. Matka Anieli, mąż Anieli i jego matka narzucali dziewczynie swoje patrzenie na świat odmawiając jej jednocześnie dostępu do katolickiego świata przez swoje, nacechowane patologią, zachowania. Interesujący jest język jakim Madeyska przedstawia nam tę historię. Warto zerknąć, choćby z ciekawości.

Aniela przypomniała sobie, że On śpiewy lubi, bo babcia Jakuba zawsze powtarzała, że kto śpiewa na chwałę Pana Boga, ten podwójnie się modli. Jakby lepiej. Jakby mocniej. Jakby szlachetniej. Brała więc Aniela pod krzyż książeczkę do nabożeństwa i po różańcu, po ostatniej zdrowaśce, leciała po kolei: w parzyste dni pieśni wielkopostne, ludu mój ludu; w nieparzyste dni kolędy, Jemu wdzięcznie przygrywajcie; w niedzielę, która była siódma, dlatego nie wiadomo jaka, chyba specjalnej - jak Kryśka - troski, śpiewała wszystko, co nie było postnym smętem albo bożonarodzeniowym ust pląsaniem, u drzwi Twoich stoję Panie, czekam na Twe zmiłowanie.

Oriana Fallaci. List do nie narodzonego dziecka.

Brakuje mi w tej książce ognia jaki widać w innych rozprawach pani Fallaci. To mnie trochę zniechęciło. Choć opowieść przejmująca.

Owszem, jesteśmy dość dziwną parą, ja z Tobą. Wszystko w tobie zależy ode mnie i wszystko we mnie zależy od ciebie: jeśli ty zachorujesz, to i ja zachoruję, jeśli ja umrę, umrzesz i ty. A jednak ja nie mogę porozumieć się z tobą, ani ty nie możesz porozumieć się ze mną.
Przy twojej, zdawałoby się nieograniczonej wiedzy, nie znasz nawet mojej twarzy ani mojego wieku, ani języka, jakim przemawiam. Nie wiesz, skąd pochodzę, gdzie się znajduję, co robię. Gdybyś chciało mnie sobie wyobrazić, nie miałobyś żadnych danych, żeby odgadnąć czy jestem biała, czy czarna, młoda czy stara, wysoka czy niska. A ja sama wciąż się zastanawiam, czy jesteś już kimś, czy jeszcze nie. Nigdy dwoje obcych, związanych tym samym losem, nie było bardziej obcymi sobie. Nigdy dwoje nieznajomych, złączonych tym samym ciałem, nie znało się mniej, nie było tak dalekimi od siebie.

26 lutego 2008

Angela Hunt. Cena prawdy.

Istnieją dwie osoby, które podpisują się Theo Russel. Jedna z nich to znany pisarz pracujący nad książką dotyczącą zależności między aborcją, a rakiem piersi, którego owa książka kosztowała wiele. Druga osoba to początkująca pisarka, która po przypadkowym zaznajomieniu się z materiałami zebranymi przez pisarza postanawia opracować to samo zagadnienie, w nieco inny sposób. Książka odpowiada na pytanie kto i co zyskuje na aborcji? 

25 lutego 2008

Marta Zaraska. Zawieszeni.

Bohaterką książki jest Ewa Werner, której udało się wyrwać z Płocka i skończyć studia, rozpocząć pracę w Warszawie. Pewnego dnia, świat, który codziennie z mozołem układa, rozpada się - Ewa traci pracę, a tym samym staje przed dylematem: zostać - wyjechać. Wyjeżdza do Kanady i tam próbuje odnaleźć sens życia, pracy, miłości.

Praca to zbawienie ludzkości. Bez niej człowiek wariuje, gnije, traci wzrok i głuchnie. Gdy jesteśmy w szkole, nie możemy się doczekać, kiedy ją skończymy. Na studiach wierzymy, że praca da nam wolność. Kiedy zaczynamy pracować, marzymy o emeryturze. A jak nadchodzi, chcemy znów być w szkole, odrabiać lekcje i dostawać linijką po łapach od zakompleksionych nauczycieli. Cale życie czekamy jak w dworcowej poczekalni. Tyle, że pociąg nie przyjeżdza, bo kolejarze strajkują.

Chcę wiedzieć, że w państwie mam oparcie, że policjant pomoże, strażak ugasi, lekarz wyleczy, a sędzia sprawiedliwie osądzi. Chcę mieć wokół uśmiechniętych ludzi. Mam dość kurczowego trzymania torebki, zamykania samochodu na cztery spusty i blokadę, zostawiania zapalonego światła w mieszkaniu, sprawdzania rachunku w hipermarkecie, czy nie oszukali, nie okradli. To takie męczące.

Daphne du Maurier. Ptaki i inne opowiadania.

Tom opowiadań angielskiej pisarki zawiera ich sześć. Zaczyna się tutułowym opowiadaniem, na podstawie którego nakręcono później film. Opowiadania są napisane świetnie. Czyta się je z podskórną obawą, która niby nie ma z czego wynikać... Największe wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie zatytułowane "Stary". Polecam. Bardzo:)

24 lutego 2008

Święta Trójca w Będzinie




























Kościół góruje nad miastem. Nie udało mi się wejść do środka - świątynia była zamknięta. Na murze kościoła i przykościelnym mnóstwo tablic. Czasami warto obejść kościół dookoła.

Tatiana Polakowa. Wszystko w czekoladzie.

Olga Riazniecowa na tropie kolejnej afery kryminalnej. Nie będę czytała kolejnych książek Polakowej.

Spotkanie z Pilipiukiem.





Miałam wczoraj okazję uczestniczyć w spotkaniu z Andrzejem Pilipuikiem, którego wyobraźnię lubię i co za tym idzie, którego książki czytuję. Po spotkaniu doszłam do wniosku, że nie zawsze warto spotykać się z tymi, których książki czytamy.

To, co i jak mówił Pilipiuk, nie nie przypadło mi do gustu. Zaczął od krytyki Sapkowskiego, później wymienił nazwisko Dukaja - oczywiście też w niepochlebnym kontekście - a za czas jakiś kolejnego autora, którego nie lubi mówiąc o nim z przekąsem "ale on wydał dopiero jedną książkę, daleko ma do dogonienia mnie".

Autor mówi rozwlekle, malo interesująco, a na domiar wszystkiego ma dość wysoki głos i niezbyt zachęcającą aparycję.

Po 40 minutach spektaklu, w którym Pilipiuk próbował zniechęcić do siebie słuchaczy, a sytuację ratował promiennie uśmiechnięty Jakub Ćwiek, zrezygnowałam ze spotkania. Nie lubię gdy traktuje się mnie jak idiotkę, szczególnie jeśli czyni się to na spotkaniu, na które z ochotą poszłam. 

23 lutego 2008

Spacer po Bytomiu


















Carlos Maria Dominiguez. Dom z papieru.

To opowieść o książkach i ludziach je kochających. Gorąco polecam.

Książki zmieniają los ludzi.Niektórzy przeczytali "Tygrysa Malajów" i zostali profesorami literatury na odległych unwersytetach. "Siddhartha" przywiódł do buddyzmu dziesiątki tysięcy młodych ludzi, Hemingway przekształcił ich w sportowców, Dumas pogmatwał życie niezliczonym kobietom, a niejedną z nich uratowały od samobójstwa książki kucharskie.

22 lutego 2008

Jeffry Archer. Co do grosza.

Pewnien Amerykanin pochodzenia polskiego, daleki od uczciwości przez podstawioną firmę oszukuje ludzi mówiąc twierdząc, iż na jego działce na Morzy Północnym odkryto ropę i w związku z tym warto zainwestować w akcje spółki. Inwestują lekarz, wykładowca uniwersytecki, marszand i lord, po czym tracą wszystkie swoje oszczędności. Postanawiają odzyskać ukradzione pieniądze - odkraść je co do grosza. Ciekawie zarysowana intryga, miłe do czytania.

Osiedle przed wieczorem





Jako, że ostatnio mało ruchliwa jestem, a jak już gdzieś chodzę, to raczej utartymi ścieżkami pozwolę sobie kolejny raz przywołać Osiedle Tysiąclecia.

21 lutego 2008

Dyskusyjny Klub Książki

Wczoraj na spotkaniu rozmawiałyśmy o "Domu Augusty" M. Axelsson. Swoje wrażenia z lektury opisałam tu. Opinie o książce były takie, że to smuta opowieść, charakterystycznie skandynawska, choć opowiada o życiu jakie może się toczyć wszędzie indziej, o tym, co może dotykać kobiety - bo przede wszystkim to opowieść o kobietach. Zastanowiałyśmy się również nad więziami rodzinnymi, opieką nad osobami starszymi i upośledzonymi.

Na kolejne spotkanie czytamy Zbigniewa Mentzela i jego "Wszystkie języki świata".

Sinead Moriarty. Droga po dziecko.

Czytadło. Ale nieco odmienne od innych czytadeł, bo w ilu tego typu książkach można się natknąć na bezpłodność i adopcję. Interesująco pokazane zamknięcie społeczności irlandzkiej na odmienność kulturową lub jakąkolwiek inną.

20 lutego 2008

Arturo Perez-Reverte. Życie jak w Madrycie.

Ostatnio miałam okazję rozmawiać na temat tego, jak to w/w autor nie pisze już jakoś interesująco, że coraz bardziej jego powieści są małostrawne. A potem trafiłam na tom felietonów. Widać w nich ikrę, są napisane świeżo i ciekawie. Do przeczytania:)

19 lutego 2008

Podróż do Wielkopolski i Śląska w roku 1821...

z niewydanych dotąd rękopisów Juliana Ursyna Niemcewicza. Poznań. Nakładem i czcionkami Ludwika Merzbacha 1872.

Glewice porządniejsze, lepiej zabudowane miasto od Tarnowic, liczące około 3000 mieszkańców. Handel atoli całkiem przeszedł w ręce żydowskie tak dalece, iż w obszernym rynku dwóch tylko jest kupców chrześcian. Rabin tutejszy sprowadzony jest z Polski.

W deszcz i zimno udałem się w dalszą drogę z Wrocławia, nie doznawszy przy bramach żadnej rewizyi, żadnego nawet zapytania. Jak z wielu innych względów, tak i z tego trzeba oddać sprawiedliwość rządowi pruskiemu, iż nie jest on niepotrzebnie sam ani dręczącym, ani podejrzliwym i że człowiek i myśli jego rozsądnej doznają wolności.

Beatrix Beck. Dziecię kot.



Przecudna opowieść o kobiecie i kocie. Pani Bredaine, emerytowana nauczycielka, dostaje pewnego dnia od Babci T koteczkę o imieniu Zuzanna. Autorka pisze niesamowice plastycznie i z dużą dawką czułości.


Babcia T znikła zostawiając mi w ręku istotkę białą jak prześcieradło, czarną jak noc i płomiennie rudą.

Kładę ją na mojej poduszce; układa się na niej w doskonałe koło, unosząc się regularnie. Nie ma już głowy ni ogona. Jej oddech, głęboki jak na tak drobną istotkę, współgra z tik-tak zegara ściennego, który mimo swego wieku jest do niej podobny z kształtu, naiwnej miny i trzech kolorów: czerwieni miedzianej ramy, bieli cyferblatu i czerni cyfr.

Dla Zuli moje stopy to magnesy, sunie za nimi wszędzie, przy każdym kroku boję się, że ją rozdepczę. Ta kotka to moherowy motek popychany wiatrem. Ja dla niej nie jestem żadną całością i może ma rację. Tuli się nie do mnie, tylko do mojego łokcia. Śpi zwinieta w kłębek przy mojej głowie. Kocha być przy mnie, nawet kiedy już wstałam i w łóżku mnie nie ma. Bardzo też lubi być gdzie indziej. Bardzo lubi być.

Jej naczelna dewiza: nic beze mnie. A druga: wszędzie ja.

Żarłoczna, łakoma, łapczywa, po prostu żerty aniołek. Obwąchuje jedzenie nieufnie i wzgardliwie, po czym pożera je i domaga się więcej. Wielbi namiętnie wszystko, co jadalne: kawałki melona, krążki banana, okruchy kartofla - niczemu nie przepuści. Jeśli pozwalam sobie zjeść cokolwiek, nie częstując jej, dziecię otwiera swój czerwony, głęboki wilczy pysk, zbrojny w coś, co przypomina naostrzone pręciki kwiatu. Z tego kwiatowego kielicha dobywa się wrzask. Milusińska przymyka ślepki, żeby głosniej ryczeć.

Każde jej przebudzenie to świt, zmartwychwstanie. Nowy początek, no to gramy dalej, jazda, napatoczył się korek, więc dać mu łapą raz i drugi, suniemy skosem, cofamy się rakiem, jesteśmy dżudoką, czarnym pasem, wróg leci na matę, czyli pod kredens. Dzidzia co pięć minut rusza galopem w nową podróż. Wreszcie wyczerpana przygodami, ze smakiem pożywia się snem.

18 lutego 2008

153 lata temu...



wydano książkę. Miałam ją dziś w rękach, ot tak, po prostu... Cudne uczucie:)

Dariusz Chętkowski z uczniami. Ostatni weekend.

Ponoć na tę książkę składają się oryginalne zapiski młodych ludzi. Jeśli to prawda - jestem przerażona. Do przeczytania w celach badawczych.

Michael Connelly. Echo Park.

Dawno nie czytałam powieści Connellego i tę czytało mi się doskonale. Gdyby mniej było tam polityki moje szczęście byłoby pełniejsze;)
Hieronima Boscha wciąż męczy nierozwiązana sprawa śmierci pewnej kobiety. Mija 13 lat, a on wciąż szuka śladów, które mogłyby doprowadzić go do mordercy. Gdy dowiaduje się, że seryjny morderca przyznaje się adwokatowi do zabicia Marie Gesto podąża tropem jakim chce prowadzić go oskarżony. Okazuje się to jednak nie do końca rozważnym posunięciem...

Pablo De Santis. Kaligraf Woltera.

Ładne wydane, z interesującą okładką. Sama opowieść mniej zajmującą niż by się mogło zdawać. Czytamy relację kaligrafa, który przez różne zawirowania losu stał się pracownikiem Woltera. Ten wysyła go do Tuluzy, potem do Paryża. W tle jakaś plączę się nieszczęśliwa rodzina, w której ojciec popełnił synobójstwo. Dodatkowym elementem gmatwającym całość jest osoba von Kneppera i jego sztucznych ludzi. Uczciwie przeczytałam do połowy, a później poczułam, że szkoda czasu.

16 lutego 2008

Monika Szwaja. Jestem nudziarą.

Jako, że wkrótce w jednej z nieodległych bibliotek będzie można spotkać się z Panią Moniką Szwają, sięgnęłam po jej książkę.
Świetnie napisana opowieść. Można się pośmiać, jest kiedy się wzruszyć, pokiwać głową nad bohaterką i jej przyjaciółkami, pozwolić sobie na lekki stosunek do niedomyślności bohaterki (podczas, gdy my czytelniczki już wiemy kim jest Dzidzia), zauroczyć się skrzywionym Kamilem, drżeć z niepokoju pierwszego dnia w szkole, złościć się na wicedyrektor, i... Jeszcze wiele można. Doskonała lektura na sobotnie popołudnie:)

Jeff Lindsay. Dekalog dobrego Dextera.

Było tu nieco brutalniej, okrutniej i krwawiej niż w pierwszej części przygód Dextera. Ale nie wpłynęło to nic a nic na moją sympatię do bohatera. Znaczy - nie lubię Dextera i już.

Spacer po centrum (2)


























Spacer po centrum (1)








Jeff Lindsay. Demony dobrego Dextera.

Naczytałam się o Dexterze na różnych blogach i postanowiłam sprawdzić w czym ukryty jest jego fenomen. Mnóstwo ludzi czyta o seryjnie zabijającym policjancie, jeszcze więcej osób zachwyca się serialem. Hm... Przeczytałam i nie wiem skąd zachwyty. Nie polubiłam Dextera, nic nie ściska mego serca w niemej prośbie - "niech go nie złapią", a świadomość jego traumatycznych przeżyć w niczym nie dodaje mu uroku.
Czyta się moim zdaniem dość marudnie. Może przeszkadza w czytaniu rozdęte ego bohatera?

 

14 lutego 2008

Jorgen Gaare, Oystein Sjaastad. Harry Potter. Filozoficzny czarodziej.

Autorzy poddają filozoficznej analizie cechy bohaterów, symbole, zjawiska jakie przedstawiła J. K. Rowling w cyklu o Harrym Potterze. Polecam miłośnikom młodego czarodzieja.

Gene Brewer. Na promieniu światła.

Książka jest kontynuacją "K-PAX". Po pięciu latach od opisanych tam zdarzeń Prot powraca. Doktor Gene próbuje dotrzeć do jego alteg ego, Roberta - dąży do zrozumienia 
zahamowań pacjenta. Pojawiają się jeszcze inne składowe osobowości Prota.
Czy Prot odejdzie? Czy Robert będzie żył? Jaki wpływ będzie miał powrót Prota na pozodtałych pacjentów szpitala?

13 lutego 2008

Przeciw szarości











Jako, że za oknem szaro jest i buro, aż trudno uwierzyć, że mogłoby byc inaczej. A jednak mogłoby:) Niebieskie niebo dla unaocznienia:)