31 maja 2008

Co z Pałacem?







Dwa dni temu media głośno zastanawiały się, co zrobić z Pałacem Kulury i Nauki. Ja jestem przeciwna niszczeniu PKiN.

Ania Shirley



Oczekiwanie, że coś miłego się wydarzy, to niemal połowa przyjemności. (Ania Shirley)

W tym roku rusowłosa Ania z Zielonego Wzgórza obchodzi sto lat. Historia książek o Ani wygląda następująco.

Pisarka rozpoczęła pracę nad powieścią wiosną 1904 roku. Ukończyła ją już w październiku następnego roku, jednak książkę nie od razu udało się wydać. Lucy oferowała ją kolejno pięciu wydawcom, niestety, żaden z nich nie był zainteresowany. Czytelniczki mogłyby nigdy nie poznać rudowłosej Ani, gdyż zrezygnowana panna Montgomery schowała rękopis do starego pudła na kapelusze i zapomniała o nim. Dopiero po jakimś czasie, przy okazji wielkich porządków, znalazła zapomnianą powieść i postanowiła wprowadzić do niej kilka poprawek.

Na przełomie lat 1906 -1907 rękopis ponownie trafił do kilku wydawnictw. Kiedy jeden z wydawców zainteresował się książką, Lucy Maud Montgomery do końca nie wierzyła w sukces powieści. Uważała, że będzie to tylko kolejna powiastka dla dorastających dziewczynek.

Po tych wszystkich kłopotach Ania z Zielonego Wzgórza pojawiła się na rynku w czerwcu 1908 roku i ku wielkiemu zaskoczeniu autorki stała się bestsellerem. Już w połowie września pracowano nad czwartym wznowieniem książki, a pod koniec listopada wyszło jej szóste wydanie.

W ciągu trzech lat od ukazania się pierwszego wydania książki w Anglii sprzedano 9 tys. egzemplarzy, a w latach 1921 - 1933 ponad 100 tys. Gdyby Lucy Maud Montgomery dożyła naszych czasów, byłaby zapewne zdziwiona, że postać, którą stworzyła w 1908 roku, nadal rozczula i rozśmiesza czytelników.

Mimo tak wielkiego sukcesu pisarka nie czuła się szczęśliwa. Drażniło ją zamieszanie wokół jej osoby - zwłaszcza wzmianki dotyczące życia osobistego, ukazujące się w gazetach. Wielbiciele Ani pragnęli spotkać i poznać autorkę powieści o niej, domagali się nowych, dalszych przygód rudowłosej dziewczynki. Lucu Maud Montgomery jednak nie miała najmniejszej ochoty na pisanie następnych części książki. Uważała, że pierwszy tom posiada wiele niedociągnięć - szkolne sukcesy Ani są mało wiarygodne, zakończenie zbyt konwencjonalne. Pomimo to wkrótce powstała Ania z Avonlea, która opisuje kolejne dwa lata życia Ani Shirley - już jako nauczycielki. Powieść została ukończona w listopadzie 1908 roku, ale żeby nie stwarzać ,,konkurencji" dla pierwszego tomu, wydana została dopiero we wrześniu następnego roku. Pisarka najbardziej obawiała się tego, że jeżeli druga część będzie się tak dobrze sprzedawała jak pierwsza, to będzie musiała dalej opisywać przygody Ani i szybko się od niej nie uwolni.

Te obawy okazały się jak najbardziej uzasadnione - następny tom powieści również odniósł sukces. Ponadto autorka zorientowała się, że w umowie z wydawcą są nieścisłości, których przedtem nie zauważyła. Wydawca miał prawo domagać się następnej książki o Ani Shirley.

W 1915 roku pisarka ciężko pracowała nad Anią na uniwersytecie. Wymarzony dom Ani, opisujący pierwsze lata małżeństwa już dorosłej bohaterki, został opublikowany w 1917 roku. Pod koniec 1919 roku Lucy Maud Montgomery ukończyła powieść o dorastających dzieciach Ani, pt. Dolina Tęczy.

Następnie pisarka zaczęła tworzyć książkę o najmłodszej z córek swojej bohaterki. Rilla ze Złotego Brzegu miała zakończyć cykl powieści przygodowych. Jednak wydawca domagał się następnej części. W 1939 roku powstała Ania z Szumiących Topoli, w której zakochana panna Shirley pisze listy miłosne do Gilberta. W 1938 roku, po czterech miesiącach bardzo ciężkiej pracy, pojawiła się Ania ze Złotego Brzegu, opowiadająca o czasach, gdy dzieci Ani były jeszcze małe.

Johanna Nilsson. Sztuka bycia Elą.




Wydane przez

Wydawnictwo Replika

Bohaterka powieści Ela Sander jest dwudziestosześcioletnią kobietą, która nie może pogodzić się z tym, że jej rodzicie rozwiedli się i weszli w nowe związki. Niewątpliwie nie jest to trauma rzutująca na dzieciństwo Eli (miała 21 lat, gdy rodzice się rozstali), ale mimo to dziewczyna nie potrafi uporządkować własnego życia.

Ela jest nieszczęśliwa szczęściem innych. Poszukuje własnej drogi życia wystrzegając się tego, by owa droga była zbieżna z oczekiwaniami rodziców wobec niej. Rzuciła studia, pracuje w kawiarni, nie ma chłopaka i nie planuje mieć dzieci. Z nienawiścią spogląda na nowych partnerów życiowych swoich rodziców, żonę brata uważa za przedstawicielkę wózkowej mafii składającej się z kwok, których mózgi zostały wyparte przez hormony.

Jednocześnie Ela czuje sympatię do starszego pana mieszkającego w tym samym domu, co ona, opiekuje się jego psem, a gdy pewnego dnia spotyka kilkuletnią dziewczynkę sypiającą w piwnicy, zabiera dziecko do domu, by się nim zaopiekować.

Młoda kobieta czuje się zdradzona przez własną rodzinę i szuka wśród przypadkowych osób kogoś kto byłby dla niej tak bliski jak bliscy byli niegdyś ci, z którymi łączą ją więzy krwi.

Dość męczące są, gdy wykazać się empatią, rozterki dręczące Elę. Jest nieporadna w tworzeniu „rodziny”, ma kłopoty ze sobą i nie czuje się na siłach poświęcać życia innym, a jednocześnie spragniona bliskich, próbuje być osobą znaczącą w życiu Albina, Jimmiego, Klary, Wąchacza i Vegi.

Temat tożsamości młodych, rozpoczynających samodzielne życie osób, jest szalenie na aktualny. Próba odnalezienia siebie pomiędzy tym, czego oczekuje starsze pokolenie, a tym, czego się naprawdę chce (o ile ktoś uświadamia sobie, co to jest) jest sztuką kompromisów a jednocześnie dbałości o to, by nie sprzeniewierzyć siebie, marzeń, pragnień i planów.

Nilsson przedstawiła fragment społeczności szwedzkiej, czyli społeczności żyjącej w państwie opiekuńczym, a nawet więcej – w państwie, które chce mieć jak najszerszą wiedzę o obywatelach i sprawować władzę nad niemalże każdą dziedziną życia. Poraziła mnie postać pracownicy społecznej, która udowadnia Eli, że zaleganie z czynszem, częste zmiany pracy i bycie niezamężną dyskwalifikuje ją jako opiekunkę Klary.

Ela znajduje spokój. Jednak czy jest to spokój jakiego chcieli by jej rodzice, czy taki o jakim marzy ona pozostawiam Waszej ocenie.

Jarosław Klejnocki. Południk 21.



Wydane przez
Wydawnictwo Literackie

Książkę Klejnockiego zaliczyłabym do bardzo szerokiego (i poszerzającego się) grona powieści kryminalnych, które albo w dużym stopniu nawiązują do historii, albo wręcz rozgrywają się w czasach historycznych, których akcja rozgrywa się w jednym z bardziej znanych miast polskich i których bohater jest przedstawicielem prawa, działającym nieco poza strukturami obowiązującymi wszystkich, i funkcjonującym na wzór samotnego jeźdźca na Dzikim Zachodzie.

I tak mamy oczywiście Eberharda Mocka, który wiedzie nas ścieżkami miasta Breslau, Teodora Szackiego, prokuratora z Warszawy występującego w „Uwikłaniu” Zygmunta Miłoszewskiego, Jerzego Drwęckiego, bohatera książek Konrada Lewandowskiego, czy komisarza Michała Wrońskiego z powieści Rafała Dębskiego.

Lubię czytać te książki, choćby po to, by odnajdywać na ich kartkach opisy znajomych mi miejsc. A poza tym - ja po prostu lubię kryminały:)

Znalazłam w gazecie recenzję, której autor twierdzi, że Klejnocki pisze swoje powieści, by poprawić samopoczucie uniwersyteckim polonistom, których dzisiejszy świat ma za nic.

Ciekawa jestem, co na ten temat sądzi Jarosław Klejnocki i jaka jest Wasza opinia.

Lilian Jackson Braun. Kot, który jadał wełnę.



Jim Qwilleran staje przed nowym wyzwaniem zawodowym. Naczelny gazety Daily Fluxion postanawia powierzyć mu prowadzenie dodatku wnętrzarskiego „Stylowe wnętrza”. Dziennikarz na wnętrzach zna się jeszcze mniej niż na poprzednio opisywanych dziełach sztuki, nie jest więc zachwycony, ale w związku ze sporymi potrzebami finansowymi decyduje się podjąć redagowania pisma.

Każdy z domów jaki Jim przedstawia na łamach gazety dotyka nieszczęście. Jeden zostaje okradziony, kolejny, po kontroli policji obyczajowej, okazuje się być domem publicznym, a właściciel następnego zostaje zamordowany.

Qwilleran, by ratować pismo, podejmuje się wyjaśnienia zaistniałych wydarzeń, w czym dzielnie pomaga mu Koko.

Na ścianę w empiku

30 maja 2008

Rosa Alberoni. Wygnać Chrystusa!


Wydane przez
Rosikon Press

W kontekście tytułu książki „Wygnać Chrystusa!”, kluczowym rozdziałem jest rozdział ostatni, „Pojedynek”. W rozdziale tym autorka stwierdza dobitnie, że świat jest świadkiem pojedynku toczonego w ramach cywilizacji chrześcijańskiej, pojedynku, którego stawką jest wyrzucenie lub zachowanie Boga w ludzkich sercach.

Alberoni podkreśla, że nawet wielu chrześcijan nie zdaje sobie sprawy z tego, że toczy się dramatyczna walka o zachowanie zasad stanowiących cywilizację chrześcijańską. Autorka widzi wielkie niebezpieczeństwo w tym, że chrześcijanie, nie zdając sobie sprawy z istniejącego stanu rzeczy, lękliwie dążą do kompromisu z tymi, którzy mają chrześcijan za „śmieci historii”.
Książka przybliża czytelnikowi myślicieli, których idee miały istotny wpływa na proces, z którego efektami mamy dzisiaj do czynienia. Alberoni prezentuje dużą erudycję i imponuje stylem, bardzo charakterystycznym. To ostatnie widać chociażby we fragmencie, który następuje po omówieniu idei Rousseau:

Rousseau opowiadał to arystokracji i najbardziej światłym intelektualistom Europy. Każdy, kto posiadał minimum wiedzy, mógł mu zaprzeczyć, ośmieszyć go. Nikt tego nie zrobił. Wręcz przeciwnie, wzięli go na serio.

Przedstawiając myśl Hegla autorka stwierdza, że ten mąż chciał za pomocą filozofii rozwiązać „zagadkę Opatrzności”, co Alberoni nazywa kardynalnym błędem.

Pisząc o Marksie autorka podkreśla, że nie jest on uczniem Hegla, jak utrzymuje wielu, a jeśli już, to jest uczniem wyrodnym, który zaprzeczając istnieniu Ducha konstruuje swój wielki świecki mit, swoją ideologię zła.

Alberoni jest bardzo radykalna w swoich sądach, ale wynika to z jej uczciwości intelektualnej i świadomości, o jak wielkiej wagi rzecz idzie.

Brytyjczyk szuka domu



Został znaleziony w Czeladzi, na ul. Zwycięstwa. Być może wybrał się tylko na dziewczyny i ktoś go szuka. Być może ktoś stwierdził, że nie chce mieć już kota.

Bez względu co spowodowało, że Brytyjczyk trafił do schroniska, Kot potrzebuje domu. Może ktoś z Szanownych Odwiedzających się zdecyduje?

Różne role













W świecie ludzi wiele mówi się o rolach społecznych jakie przychodzi nam spełniać. To matka, to żona, to kochanka. Kocie role są równie barwne jak ludzkie. Otóż powyżej widzimy Sisi w roli państwa opiekuńczego (dwukrotnie nawet), Lulu jako figurynkę a i Gusię spełniającą rolę zadziwiacza (bo któż by przypuszczał 3 miesiące temu, że przybranie takiej pozycji na moich kolanach jest w rozumieniu Gusi możliwe).

A w jakich rolach najlepiej czują się Wasze koty?

29 maja 2008

Marcin Pietraszek. Poza prawdą i kłamstwem.


Wydane przez
Wydawnictwo Replika

Jako, że wciąż uczę się doceniać opowiadania, sięgnęłam po twórczość Pietraszka ostrożnie i delikatnie. I od razu wpadłam w zachwyt.

Całość podzielona jest na trzy części: wstęp, zakończenie, suplement. Część pierwsza składa się aż z 13 utworów, pozostałe z nich mieszczą po 7 opowiadań. Najbardziej zauroczyły mnie opowiadania z części pierwszej.

Utwór zatytułowany „Znalazł ją niemal przypadkiem” jest cudnym rozważaniem nad miejscem człowieka z czasie, poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, co decyduje o tym, ze codziennie w drodze do pracy spotykamy tych samych ludzi? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Jeśli ktoś zmierza do pracy/szkoły komunikacją miejską z pewnością codziennie widuje te same osoby. I mimo, że niby się nie znamy, widzimy po pewnym czasie, ze ów młody człowiek z plecakiem ma jakieś zmartwienie, a kobieta w czerwonym płaszczu ucieka z autobusu w marzenia.

Opowiadanie „Kierowca” pokazuje nam, jak blisko naszych myśli są rzeczy, których się lękamy i jak niewiele trzeba, by naszym lękom nadać postać realną.

Z kolei w „Podróży” dostrzec możemy ironiczne odniesienie do wiary, w to, że jeśli zmienimy otoczenie, pójdziemy gdzieś, pojedziemy, nasze życie ulegnie zmianie. Opowiadanie pobudza do zamyślenia nad tym, co tak naprawdę ma moc odmienienia naszego życia i co sprawia, że chcemy je odmienić.

Ogólnie rzecz biorąc mogłabym pisać tak, o każdym z opowiadań, ale chyba nie o to chodzi;) Wspomnę zatem tylko o postaci, która opisana jest w ostatnim, kończącym tomik, opowiadaniu. Otóż bohaterem ostatniego utworu jest rybak. Rybak, który złowił złotą rybkę. I co dalej? Przeczytajcie sami:-)

Łupy antykwaryczne



Każde z opowiadań Edgara Allana Poe kosztowało mnie 50 groszy. Za inne książki zapłaciłam po 1 zł :-D

Wczorajsze popołudnie







Gusia odkryła koszyk na koty. Spędza w nim noce, ale i czasami skusi się na niego w dzień. Lulunia lubi siedzieć na nasłonecznionym parapecie, ale spać chodzi już na inny, mniej słoneczny parapet bliższy łóżku pachnącemu jej najbliższymi. Sisuleńka wynalazła parapet w pokoju Helenki i stojące na nim Helenkowe buty.

Kiedy kotki są razem my jesteśmy im potrzebni do napełniania misek, sprzątania w kuwetach i do tego, by ułożyć się w nocy na naszej kołdrze skutecznie uniemożliwiając jakiekolwiek pod tą kołdrą się przekręcanie.

Joanne Harris. Runy.


Wydane przez
Prószyński i S-ka

Znam twórczość Joanne Harris kierowaną do dorosłych czytelników. Jej historie są lekko opowiedziane, otulają czytelnika kokonem przyjemności i tęsknoty za czymś niewypowiedzianym. Odrobina magii jaką autorka doprawia swoje książki doskonale tworzy nastrój i pobudza owe pragnienie tajemniczości w człowieku.

„Runy” to opowieść skierowana do młodzieży. I jako taka pełna magii, tajemnic, dzielnych i tchórzliwych, bogów i władców świata. Autorka stworzyła odrębny świat. A nawet i dziewięć światów. Świat Porządku, gdzie badacze zamiast imion mieli numery i życie trawili na porządkowaniu życia innych, Świat Środka, skąd wywodzi się główna bohaterka powieści, Świat Podziemi znajdujący się poniżej Krainy Zmarłych i graniczący z Pozaświatem czyli Chaosem. (Gdyby próbować przyrównać światy wymyślone przez autorkę do czegoś co funkcjonuje w świadomości kulturowej, można by pokusić się o przypomnienie mitów greckich z Tartarem, Styksem, Hadesem).

Akcja powieści zawiązuje się we wsi Malbry, w Dolinie Strondu. Czternaście lat temu, w tym właśnie miejscu, urodziła się Maddy Kowalówna, dziewczyna ze znamieniem runicznym na dłoni. Znamię owo spowodowało, że równieśnicy i dorośli gnębili ją, dokuczali jej, wyrzucili niejako poza nawias społeczności wiejskiej; i choć dziewczynka nie rozumiała przyczyn takiego traktowania łatwo jest pojąć, że budziła ona strach swoją innością.

Pewnego dnia Maddy zostaje poproszona o przysługę. Ma wejść w głąb Góry Czerwonego Konia i przynieść Szeptacza. Podziemna droga nie jest łatwa, Maddy poznaje podczas wędrówki prawdę o sobie, dojrzewa, rozwija się i niewątpliwie można pokusić się tu o nawiązanie do baśni, w których podróż jest środkiem do poznania siebie. Osoby spotykane w drodze przez świat podziemny okazują się być nie tymi, za które się pierwotnie podają. Dziewczyna powoli uświadamia sobie swoje znaczenie i zadanie jakie na niej spoczywa.

Zauważyłam, że autorka stawia bardzo zdecydowaną linię pomiędzy światem przyjaznym, mającym przyciągnąć sympatię czytelników, a światem, który wzbudza w czytających jej książki niechęć poprzez swoje skostnienie i negowanie zmian.

Świat, który czytelnik ma polubić jest magiczny. W „Czekoladzie” unosi się z zapachem i sprawia, że ludzie są życzliwsi wobec siebie, w „Jeżynowym winie” magiczna jest atmosfera wiejskiego domu przesyconego ciepłem i dojrzewającym winem, a w „Runach” - odrzucona przez wiejską społeczność, Maddy Kowalówna i jej przyjaciel Jednooki, którzy zabierają czytelników w podróż, zachęcają do przygody i ukazują, że nie jest ważne to, o czym mówią ludzie Porządku.

Świat, który czytelnik ma odrzucić, jest reprezentowany w „Runach” przez Proboszcza i Dobrą Księgę. Autorka czyni bardzo wyraźne nawiązania do chrześcijaństwa i jego nauk. Zastanowiło mnie, na ile treści antychrześcijańskie (bo w ten sposób je odbieram) mogą wywierać wpływ na młodych ludzi czytających książkę Joanne Harris. Czy można założyć, że potraktują negatywnie opisane postaci jako równie fikcyjne co Wanowie i Jasnowidzący?

Intryguje mnie sposób w jaki Harris traktuje w swoich powieściach osoby związane z kościołem i próbuję znaleźć wyjaśnienie. Może w kolejnej powieści?


28 maja 2008

Nad Wisłą














My jesteśmy kotki trzy...















Śpią leniwie na słońcu. Albo nie na słońcu. Spacerują powolnie z ogonami uniesionymi do góry. Piją wodę z dzbanka do podlewania kwiatów. Albo, jak Lulu i Gusia, prosto z kranu. Przyjemnie jest na nie patrzeć.

Lilian Jackson Braun. Kot, który czytał wspak.



Jim Qwilleran, dziennikarz z wieloletnim doświadczeniem i kilkuletnią przerwą w pracy dziennikarskiej, znajduje zatrudnienie w „Daily Fluxion” jako dziennikarz działu kulturalnego. Jego zadanie polegać będzie na tworzeniu dziennikarskich portretów postaci ze świata sztuki. Okazuje się, że środowisko artystyczne nie jest jednorodne i spokojne, wręcz przeciwnie - pełno jest w nim zazdrości, nienawiści i pomówień.

Osobą szczególnie skupiającą na sobie złość atrystów jest krytyk sztuku, George Bonifield Mountclemens. Jim ma przyjemność poznać owego tajemniczego człowieka, a także zamieszkać w jego domu. Poznaje przy okazji kota gospodarza – Kao K’o-Kung’a, zwierzę o szalenie interesującej osobowości.

Pewnego dnia jeden z właścicieli galerii sztuki ginie zamordowany, a Jim Qwilleran zaczyna rozmyślać nad zagadką jego śmierci… Jednak Earl Lambreth nie jest jedynym, który w sposób kryminalny traci życie, a istotnych wskazówek koniecznych do rozwiązania sprawy morderstw dostarcza kot.

Lekkie czytadło (zarówno objętościowo jak i treściowo) do czytania w komunikacji miejskiej…

Koty posiadają wiele umiejętności, które nie są nam dane, a pomimo tego usiłujemy je oceniać według ludzkich standardów. Nie potrafią mówić, ale nie czyni to z nich istot niższych. Po co miałyby używać słów, skoro są w stanie porozumiewać się bez ich użycia? Między sobą komunikują się znakomicie, natomiast jeśli chodzi o kontakt z istotami ludzkimi, cierpliwie i wyrozumiale starają się przekazać nam swoje myśli.

Nauczył się już doceniać wdzięk, z jakim zaprojektowano tego kota – eleganckie proporcje, mięśnie falujące pod lśniącym futrem i wytworne ubarwienie, przechodzące od prawie bieli do koloru jasnobeżowego, a następnie w aksamitny brąz.

Nie całkiem na temat…

Od długiego czasu męczy mnie i denerwuje. Złoszczę się, brak mi zrozumienia zaistniałej sytuacji i czuję się zlekceważona. O co chodzi?

Chodzi o zwyczaj nieodpisywania na e-maile.

Zainteresowana felinoterapią napisałam do Fundacji „Mruczący Terapeuta”. I cisza.

Jakaś fundacja gromadziła historie kobiet, które musiały opuścić swój dom w wyniku działań wojennych. Nie mogłam opowiedzieć takiej historii, ale byłam chętna, by owych opowieści słuchać. Napisałam do nich. Nawet dwa razy. I nic.

O e-mailach wysyłanych w sprawie pracy na wakacje lub pracy dodatkowej nawet nie wspomnę. I tak wiadomo, że nikt nie odpisze. (Raz ktoś mi odpisał - szukał do pracy w antykwariacie książkowym na lipiec, a gdy się odezwałam pisząc, że jestem zainteresowana chciał pełnego CV i zdjęcia, a spotkania nie.)

Robi się taka sytuacja, w której każdy e-mail, na jakiego mi odpowiedziano cieszy. Nawet jeśli ktoś pisze , że nie jest zainteresowany moją ofertą. Oznacza to, że poświęcił chwilę, by się z ową ofertą zapoznać, podjąć decyzję i odpisać. Dziękuję tym, którzy zdecydowali się kiedykolwiek odpisać na mojego e-maila.

A czy Was też to denerwuje?

27 maja 2008

Wiersze w metrze

Projekt Wiersze w Metrze powstał z inicjatywy Instytutu Książki i British Council. Obecnie bierze w nim udział trzynaście instytutów kultury, Biuro Promocji m.st. Warszawy oraz liczni partnerzy. Inspiracją dla Wierszy w Metrze są podobne projekty tego typu, które miały miejsce w Dublinie, Paryżu, Nowym Jorku, Barcelonie, Sztokholmie, Stuttgarcie i Moskwie, a przede wszystkim zainicjowany w 1986 roku projekt Poems on the Underground, który odbywa się cyklicznie w Londynie.

Głównym celem Wierszy w Metrze jest popularyzacja współczesnej poezji europejskiej poprzez jej prezentacje w stołecznym metrze. Najważniejsze przedsięwzięcia związane z projektem odbędą się w centrum Warszawy (metro, Centrum Sztuki Współczesnej, Café Kulturalna, Chłodna 25). Projekt będzie również promowany poza Warszawą w ramach Dyskusyjnych Klubów Książki prowadzonych przez Instytut Książki w całej Polsce.

W programie Wierszy w Metrze, oprócz strony internetowej oraz ekspozycji poezji w warszawskim metrze, znajdą się także spotkania z europejskimi autorami, happening, IV Spoke’n’Word Festiwal, warsztaty slamowe dla gimnazjów i liceów oraz konkurs poetycki „Haiku dla Warszawy”.

Wiersze w metrze odbywać się będą w ramach stowarzyszenia europejskich instytutów kultury EUNIC – Warszawa Cluster oraz przy okazji obchodow zwiazanych z Europejskim Rokiem Dialogu Miedzykulturowego 2008.
Jest to również część ogólnopolskiego festiwalu „Pora Poezji” organizowanego przez Instytut Książki oraz międzynarodowego projektu „Creative Cities” zainicjowanego przez British Council.

Ciri jest chora

na chorobę odkleszczową - piroplazmozę (babeszjozę). Proszę trzymać kciuki, żeby leczenie się powiodło...

Kolejne 300 km za nami









\


Gusia się nieco wyrabia, ale jeszcze nie jest tak spokojna jak Sisi, która większość podróży leży grzecznie w koszyku i wychodzi z niego tylko na postojach. Lulu przywitała nas ze zdziwieniem, ale i radością:) Teraz wszystkie trzy śpią na słońcu:)

Zdjęcia - jak łatwo zgadnąć - z podróży;)