30 września 2008

Dorota Pankowska. Pedagogika dla nauczycieli w praktyce. Materiały metodyczne.



Wydane przez
Wydawnictwo Impuls

Gdzież była ta książka kiedy byłam studentką pedagogiki? Kędy wieje duch pedagogiczny, że tak ładnie natchnął autorkę?

Książka podzielona jest na pięć rozdziałów. Każdy z nich zawiera od 3 do 5 bloków tematycznych. 

Aby przybliżyć schemat proponowanych przez autorkę scenariuszy zajęć ze studentami omówię jeden – „Idealna szkoła”. Scenariusz ten znajduje się w rozdziale pierwszym zatytułowanym „Nauczyciel, uczeń, szkoła”, w ostatnim bloku tematycznym.
Autorka na początku każdego scenariusza określa cel zajęć, oczekiwania wobec wiedzy jaką powinni posiadać studenci uczestniczący w zajęciach, literaturę do zajęć, potrzebne materiały. Następnie następuje opis przebiegu zajęć.

Po piątym rozdziale umieszczona została bibliografia. Jest to zbiorcza lista książek wymienianych przy każdych zajęciach i chwała autorce za to, że stworzyła taka listę, zamiast zostawiać polecaną literaturę li i jedynie w scenariuszach.

Po bibliografii (spis treści przytomnie zamieszczono na początku książki, co powoli staje się normą w tego typu publikacjach, acz można jeszcze napotkać niechlubne wyjątki) jest aneks (ze spisem treści). Aneks bogaty, zawierający materiały do niemalże każdego spotkania ze studentami, liczący ponad sto stron. Znajdziemy tu i przykłady ankiet, i ilustracje przedstawiające układ ławek w klasie, a także szczegółowe wskazówki na temat przeszkód w komunikacji, czy sposoby opracowywania danych zebranych w badaniu kwestionariuszowym.

Myślę, że dla tych, którzy uczą, jak uczyć, to pozycja obowiązkowa, a dla tych, którzy codziennie spotykają się z uczniami ciekawa podpowiedź, mogąca zmienić spojrzenie na otaczający ich szkolny świat.

Judith Katzir. Matisse ma słońce w brzuchu.


Wydane przez
Wydawnictwo EMG

Rywi mieszkająca w Tel Awiwie studentka żyje ot, tak normalnie, jak większość z jej rówieśników. Odsłużyła wojsko, ma średnio dobry kontakt z mamą, a wiele lepszy z siostrą swojej babci. Dziewczyna sypia z rówieśnikami, wolny czas wypełnia oglądaniem filmów na ekranie kinowym i pisaniem wierszy i tekstów prozatorskich.

Pewnego wieczoru, tuż obok niej, zatrzymuje się białe alfa Romeo, a prowadzący jej mężczyzna wręcza jej ciemną różę. Tak zaczyna się w życiu Rywi najpiękniejsza i najboleśniejsza znajomość.

Igal, wykładowca matematyki na Politechnice, żonaty i posiadający syna, zaczepiając Rywi kierował się… No, właśnie trudno stwierdzić, co go do tego pchnęło. Pierwsza odpowiedź jaka mi się nasuwa, to oczywiście potrzeba nieskomplikowanego, trwającego kilka nocy romansu. Ale znajomość Igala i Rywi trwała dłużej niż tylko kilka nocy i niosła ze sobą wiele wspólnie spędzonych chwil, wiele wspólnych przeżyć.

Romans z Igalem obudził w dziewczynie nowe strony jej osobowości, takie, których zdawała się w sobie nie dostrzegać. Wskoczywszy w ową znajomość jak w bezkresne morze łapczywie pragnęła wciąż więcej, a gdy okazywało się, że pewne sfery życia jej kochanka są przed nią zamknięte, traciła kontrolę nad sobą.

Równolegle do tego, jak Rywi czuje się szczęśliwa lub nieszczęśliwa, rozgrywają się ludzkie tragedie. Jej przyjaciel księgarz zmuszony jest do zamknięcia swego sklepu. Matka Rywi choruje na raka. Dziewczyna zaangażowana w ich problemy zaczyna dostrzegać również swój – za silną miłość do żonatego mężczyzny.

Rywi i Igal podróżowali. Odwiedzili Hiszpanię, Francję, Włochy, Egipt.

Było to wtedy, kiedy stali razem na wieży katedry w Sienie, wiatr smagał ich twarze, a nad głowami było tylko niebo, gęste, szerokie, szaro-niebiesko-białe chmury, a na dole nad otaczającymi miasto toskańską zielenią wzgórzami otwierał się horyzont, przedwieczorne jesienne słońce rozwinęło swój wachlarz nad miastem, a bizantyjskie złoto odbijało się od dachów domów, od kamiennych ścian i wież, prawdziwe żywe złoto, coś czemu nie mogła się jeszcze sprzeciwiać ani walczyć.

Później zatrzymali taksówkę i pojechali na Montparnasse, do La Closerie des Lilias. O tej godzinie, między czwartą a piątą po południu, restauracja była pusta, a w barze na czerwonej, skórzanej kanapie siedzieli obok siebie mężczyzna i kobieta w sile wieku. (…) Rywi przechodziła obok drewnianych stolików, czytając głośno nazwiska wypisane na miedzianych tablicach na stole: „Ernest Hemingway, Jean-Paul Sartre, Andre Gide, Gertruda Stein”, pocierając palcem po nazwiskach, jakby chciała ich wskrzesić, jakby za chwilę mieli pojawić się w barze w czarnych beretach, kolorowych szalikach, okularach o srebrnych oprawkach, w powietrzu unosiły się opary alkoholu i dym z papierosów w lufkach z kości słoniowej (…).


Po wrażenia wyniesione z odwiedzin kolejnych miast i zakątków świata zapraszam do książki. Zapraszam też do niej ze względu na bardzo dogłębnie i mocno opisany problem romansu młodej dziewczyny ze starszym od niej żonatym mężczyzną. Bo choć wydaje się, że temat ów jest już omówiony na wszelkie sposoby i nie da się powiedzieć nic więcej – Judith Katzir nadała mu świeżość. Ona umiała opowiedzieć nam to na nowo.

Luis de la Higuera.Piekielne relikwie


Wydane przez

Wydawnictwo Otwarte

Akcja zaczyna się w roku 1655, w Kaplicy Sykstyńskiej, w której kardynałowie podczas konklawe wybierają papieża, następcę zmarłego Innocentego X. Ostatnie, czwarte tego dnia głosowanie nie przynosi rozstrzygnięcia. Nadchodzi noc. Kardynałowie udają się na spoczynek, ale dwóch z nich, z których jeden jest głównym kandydatem do objęcia tronu papieskiego, nie śpi. Kardynał Donatelli opowiada kardynałowi Rampallo niesamowitą historię, w której uczestniczył.


Mamy w tej książce wiele dobrego. Świetną intrygę osnutą wokół tajemniczego szkieletu olbrzymich rozmiarów wykopanego w małej wiosce pod Montpellier. Dobrze nakreślone sylwetki bohaterów. Znakomite, osadzone w ciekawych kontekstach nawiązania do postaci historycznych, np. do Galileusza, a Molier występuje nawet na drugim planie. Mamy rzetelnie pokazane to, co często nazywane jest konfliktem może nie tyle wiary i nauki, ile Kościoła i nauki, przy czym z faktu, iż Kościół niejednokrotnie nie pozwalał nauce na rozwinięcie skrzydeł zdają sobie sprawę nie tylko uczeni, ale też niektórzy hierarchowie. De la Higuera uniknął popadnięcia w schemat, wedle którego są jedynie uczciwi uczeni, dążący do poznania prawdy, w których to dążeniach przeszkadzają im ludzie Kościoła powodowani przede wszystkim troską o zachowanie dominującej pozycji swojej instytucji.

Rzecz napisana jest w dobrym stylu, autor potrafi zachować właściwy dystans do swojego dzieła, a wszystko to razem sprawia, że "Piekielne relikwie", debiut powieściowy de la Higuery, czyta się znakomicie.

29 września 2008

Wyściubiwszy nos spod kołdry…





spieszę donieść, że u nas dobrze, tylko mnie chorobliwie zmogło. Efekt tego taki, że większość dni przesypiam, a jak nie przesypiam, to łażę jakaś taka mało obecna. Na szczęście kotek mój stan nie zraża i dzielnie mi towarzyszą.

Nusia, jakby nie patrzeć wciąż kocie dziecko, lubi przychodzić do wspólnego spania. Sisi tez tak robiła, gdy była malutka:) Gusia miała potrzebę spania na naszej kołdrze od pierwszego dnia u nas; przeszło jej po jakiś 2-3 tygodniach. Nusia natomiast śpi, burczy, ciamka i wszystkim tym sprawia nam mnóstwo radości.

Sisi, choć jest Kotką poważnych rozmiarów, jako jedyna potrafi wskoczyć z koszyka na szafę. Pokonuje jednym susem (bez rozpędu) 120 cm wzwyż. Spogląda na nas z odrobiną pogardy i dobrze pojmowanej dumy – z siebie.

Maleńtas, choć coraz większy – wciąż pozostający maleńtasem – podskakuje na metr. Przyuważyła, że klucze zostawiamy w zamku i usłyszała ich przecudny dla kociego ucha dźwięk. Siada zatem, rozpłaszcza pupę i daaaalej w górę. Klucze robią dzyń, dzyń…, a gdy cichną Nusia skacze znów. 

Gusia nie ma wysokopiennych potrzeb. Ona ma potrzebę, żeby pomaszkiecić, pooglądać świat, no i żeby mieć święty spokój do momentu, w którym ona zechce tenże święty spokój przerwać.

Na weekend wybieramy się do Ciri. Jest duże prawdopodobieństwo, że będzie tam także Lulu. Ale będzie szaleństwo:) Obawiam się nieco o stan ducha Cirulki, ale z drugiej strony ciekawe jestem bardzo jak Nusia zareaguje na nieznaną sobie Lulu. Bo tego, że Lulu będzie zdziwiona jestem stuprocentowo pewna.

28 września 2008

Rafał Dębski. Krzyże na rozstajach.


Wydane przez
Wydawnictwo Dolnośląskie

Porucznik Michał Wroński (znany z książek „Labirynt von Brauna” i „Żelazne kamienie”) nie może porozumieć się z nowym przełożonym i skonfliktowawszy się z nim i z jednym ze współpracowników zostaje wysłany na przymusowy urlop. Wroński nie przestaje szukać powodów osadzenia w więzieniu jego poprzedniego zwierzchnika i przyjaciela, Jacka Bzowskiego, a to skutkuje coraz większym zaangażowaniem się w sprawy – wydawać by się mogło – dawno zakończone.

W okolicach Brzegu pojawiła się wspólnota religijna – Zgromadzenie Serca Jezusa, na czele którego stoi kapłan, były pracownik służ specjalnych. Przyjacielem brata Wojciecha jest brat Robert, czyli znany nam z poprzednich powieści Dębskiego Łazarz.

Uwięzienie Bzowskiego i obecność Łazarza na Dolnym Śląsku są ściśle ze sobą powiązane. Podobnie jak przemyt radioaktywnych pierwiastków oraz działania wywiadowcze, których założenia nie zawsze są zgodne z tym, czego spodziewa się porucznik.

Duże wrażenie zrobiła na mnie przemowa Łazarza skierowana do przywódcy lokalnej grupy przestępczej:

Uczucia to słabość. Jeśli obciążysz się dzieciakami skapcaniejesz. Poza tym będzie cię gdzie uderzyć, nigdy nie zaznasz spokoju, zasypiać będziesz dręczony myślą, co się z nimi stanie, jeśli nie zdołasz ich upilnować, jeśli znajdzie się ktoś, kto weźmie się na twoją rodzinę. Zabij narzeczoną, powiadam ci. Inaczej nie dotrzesz na szczyt.

Rafał Dębski pokazuje nam gorszą stronę świata. Ciemną, brutalną, pozbawioną uczuć innych niż zimna nienawiść. Pokazuje nam świat, który istnieje, choć nie chcemy w niego wierzyć. Ubrany w literacką fikcję jest łatwiejszy do przyjęcia.

Åsa Lind. Piaskowy Wilk i ćwiczenia z myślenia.


Wydane przez
Wydawnictwo Zakamarki

Karusia mieszka z rodzicami nad morzem. Na plaży spotyka Piaskowego Wilka. Prowadzi z nim długie rozmowy, dzięki którym zaczyna dostrzegać różne, niezauważane dotychczas, rzeczy i zjawiska. Rozmowy z Piaskowym Wilkiem stanowią dla Karusi swoistą edukację, która choć mocno nieformalna, wzbogaca jej spojrzenie na świat dziewczynce najbliższy.

Piaskowy Wilk przekonuje dziewczynkę, że dobrze jest czasami zgodzić się na kompromis, uczy ją, że dzięki różnorodności doświadczeń umiemy rozeznać, które z nich są dobre, opowiada jej o przyjaźni i śmierci, a także o tym, co odróżnia ludzi od innych stworzeń. Wspólnie zastanawiają się nad pochodzeniem bajek, przydatnością komarów i tym, co to jest rzeczywistość oraz czy zawsze należy mówić prawdę. Poznają perfidię niebezpieczeństw i smak bycia odnalezionym.

Opowiastki o Karusi, jej rodzicach i Piaskowym Wilku są mądre. Dzięki nim można wyjaśnić dzieciom wiele spraw, których wyjaśnienie nie zawsze jest łatwe. Narracja przystosowana do dziecięcej percepcji ułatwia objaśnianie świata, a rodzina dziewczynki i jej przyjaciel są postaciami wzbudzającymi zaufanie i sympatię. Przygody Karusi pokazują dzieciom, że i one mogą znajdować odpowiedzi na różne nurtujące je pytania, że wyjaśnianie rzeczy codziennych nie musi być trudne, że – co dla mnie bardzo ważne – dzięki rozmowie można wiele się nauczyć.

Gorąco polecam:)

Prunella Bat. Jedna wróżka na milion. (Milla&Sugar).


Wydane przez
Wydawnictwo Egmont

Pewnego dnia w klasie Milli i Sugar podejrzanie mocno pachnie magią. Następny dzień przynosi niespodziankę pod postacią gąbki do tablicy, która zamienia się w kota. Dziewczyny próbują wyjaśnić tajemnicze zmiany i wówczas okazuje się, że są one dalekim echem knowań Dragomira i jego szczurzego pomagiera – Jago. Na szczęście dziewczęta zaczytują się w powieściach detektywistycznych i znajdują sposób, by dowiedzieć się kto i co zmienia w ich spokojnym dotychczas Old Town.
Milla i Sugar do wyjaśniania tajemnic zapraszają kolegę z klasy, Chrisa. Trochę to trudne, bo chłopak nie należy do Istot i dziewczyny muszą ukrywać przed nim swoje magiczne zdolności, ale udaje im się połączyć interesujące ich wątki i szukać rozwiązania.

W tej części przygód czarownicy i wróżki okazuje się, że jeśli nawet pewna czarownica nie ma zbyt dużych zdolności magicznych, ma inną siłę, która pozwoli jej zmienić otaczających ją ludzi. Jaka to siła?

Zapraszam do lektury:)

Prunella Bat. Czarownica i wróżka. (Milla&Sugar).


Wydane przez
Wydawnictwo Egmont

Dawno, dawno temu bardzo lubiłam oglądać w niedzielne południe serial „Sabrina, nastoletnia czarownica”. Książka Prunelli Bat nieco mi ten film przypomniała:)

Milla jest czarownicą. Ma kota Gumicza i chodzi do szkoły, w której nie powinna ujawniać się ze swoimi nadprzyrodzonymi zdolnościami. Sugar jest wróżką. Ma chomiczkę Albertynę i uczy się w tej samej klasie, w której Milla. Dziewczyny, mimo, że znają się z widzenia, nigdy nie rozmawiały ze sobą – zbyt wiele je różniło.

Pewnego dnia okazało się jednak, że dobro ich miasta wymaga, aby zaczęły współpracować. W podziemiach Old Town kryje się obrzydliwy Dragomir, który marzy o zawładnięciu miastem.

Książka powinna się spodobać przedstawicielkom młodszej młodzieży;) Jest właściwie kolorowa, brokatowa, a jej treść wiedzie czytelnika przez codzienność dwóch nastoletnich Istot, która to codzienność nie różni się diametralnie od codzienności zwykłych ludzi.

To miła opowieść, z wyraźnie zaznaczonymi dobrymi i złymi charakterami. A poza tym – naprawdę przyjemna dla oka:)

27 września 2008

Isabel Abedi. Kraina Imago.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Ta powieść niemieckiej autorki przeznaczona jest dla nieco młodszych, niż „Isola” - poprzednia czytana przeze mnie jej książka, czytelników. Jest jednak równie interesująca.

Trzynastoletnia Wanja mieszka tylko z mamą. Swojego taty nie pamięta, nic o nim nie wie, a jej najbliżsi unikają rozmów na jego temat. Od chwili gdy dziewczyna słyszy od swojej koleżanki „Nie mów mi, jaki powinien być mój ojciec, skoro swojego nie znasz”, narasta w niej pragnienie i wręcz potrzeba, by poznać historię swojego taty, by dowiedzieć się dlaczego nie ma go w jej życiu.

Pewnej nocy słyszy w radiu komunikat o wystawie zatytułowanej „Obrazy ojców”. Zostaje na nią zaproszona w przedziwny sposób, a już w muzeum okazuje się, że oprócz niej zaproszeni zostali różni młodzi ludzie. Każdy z nich oglądając obrazy ma wybrać ten, który jest dla niego ważny i dotknąć go, by przenieść się w świat po drugiej stronie płótna.

To kolejna książka z ostatnio przeze mnie czytanych, w której młody bohater musi – by wykonać zadanie/zdobyć informację – pokonać własne ograniczenia, uwierzyć w coś, co wydaje się być trudne do zaakceptowania, nauczyć się postrzegać przez świat prawdziwych wartości.

Wanja dąży do poznania swojego ojca, ale poprzez to, także do poznania siebie. Chce wiedzieć po kim odziedziczyła kształt nosa i niektóre cechy charakteru. Chce poznać przyczyny rozstania rodziców, bo oznaczało ono również jej rozstanie z tatą.

Rodzina Wanji składa się z kobiet. Jest prababcia, ponoć niegdyś apodyktyczna, a dziś złożona wylewem, babcia, która z trudem znajduje porozumienie z własną córką, Jo, matka Wanji, która odcina się od przeszłości i w dobre dni ubiera się na pomarańczowo i Wanja, która stojąc u progu dojrzewania chce zbadać własną tożsamość, chce znaleźć odpowiedź na pytanie kim jest? Jaka jest? I co znaczą dla niej inni ludzie?

To dobrze opowiedziana historia. I dobra historia.

26 września 2008

Czułość

Najbardziej lubię...

















moje - nie moje miasto rano. Idę do pracy, mijam nielicznych przechodniów, a nad rzeką i łąkami unoszą się mgły. To wszystko zapowiada słoneczny dzień... Ale ja wolę ową zapowiedź, od pełni dnia.

Joanna M. Chmielewska. Historia Srebrnego Talizmanu.


Wydane przez
Wydawnictwo AMEA

Pewnego dnia do Michała, Całkiem Zwyczajnego Chłopca, odezwał się jego pluszowy Miś. Miś, nazwany przez chłopca Kwintylianem, rzekł, iż Michał jest wybrany do spełnienie niezwykle ważnego zadania. I tak zaczęła się przygoda...

Joanna M. Chmielewska napisała bardzo ciepłą książkę. Bohater jej opowieści uczy się siebie, gromadzi dobre wspomnienia i przezwycięża własne słabości, by uratować świat. Dojrzewa, by nauczyć się, że jesteśmy bogaci przyjaźnią, że dobrze jest mieć wsparcie najbliższych w zmaganiach z niepowodzeniami, że robiąc cokolwiek powinniśmy myśleć o tym, jaki wpływ ma nasze działanie na innych.

Podróż Michała przypomina te z dawnych legend i bajek. Chłopiec przemierza kolejny etap wędrówki, uczy się nowych rzeczy niezbędnych do pokonania następnego, zdobywa wiedzę i wyrusza. Walczy z Potworem z Doliny Mgieł, który odbiera ludziom radość i pobudza złość. Michał jednocześnie doświadcza siły zła emanującego z Potwora i siły dobra, które za nim stoi. Potężnej dawki dobra, bo pochodzącej od wielu dobrych serc.

Książka, jak przypuszczam, skierowana jest do starszych dzieci lub młodszej młodzieży, ale ja – nienależąca do żadnej z tych grup – czułam prawdziwą przyjemność mogąc ją czytać. Spróbujcie:)

P.S. I jeszcze skrzywienie zawodowe: bardzo podobała mi się delikatna krytyka współczesnej edukacji ukryta w powieści.

25 września 2008

Erzsebet Fuchs. Ostatni statek z Odessy.


Wydane przez
Wydawnictwo Czytelnik

Niewielka, niespełna dwustustronicowa książka, zrobiła na mnie ogromna wrażenie. Od wczoraj noszę ją w głowie i myślę jak ją Wam przedstawić.

Bohaterką jest młoda węgierska żydówka, która opowiada o swojej rodzinie, II wojnie światowej i o małżeństwie z francuskim lekarzem. Opowieść snuta jest spokojnie, ze starannie wyważonymi emocjami i jednocześnie w przejmujący sposób.

Budapeszt w roku 1943 stanowił zaplecze armii niemieckiej i był miastem, w którym dopiero rozpoczynano sankcje wobec Żydów. Owszem mieszkańcy Budapesztu mojżeszowego wyznania wiedzieli o istnieniu obozów zagłady, ale u nich w kraju było względnie spokojnie; na tyle, że mogli czuć się bezpiecznymi. Niestety i tu postanowiono pozbyć się semitów.

Przyznam, że nigdy nie zastanawiałam się nad udziałem Węgier w II wojnie światowej. Stąd może i emocje jakie budziła lektura. Ot, choćby sytuacja, w której ukryta w piwnicy wielonarodowościowa grupka bardziej niż żołnierzy niemieckich obawiała się radzieckich (co, jeśli się głębiej nad tym zastanowić, i wczytać w różne relacje z czasów wyzwalania, nie jest aż tak zaskakujące).

Historia związku Erzsebet i Henriego jest opowieścią, w którą trudno uwierzyć. Ich uczucie przetrwało najgorsze upokorzenia, niedolę, choroby, brud i rozłąkę. A gdy już skończyła się wojna, a oni znaleźli się na francuskiej ziemi, ich miłość trwała jeszcze wiele, wiele lat. I to jest piękne…

Polecam gorąco.

24 września 2008

Czas na miłość

Gusia jest kotkiem, który sam wybiera czas na czułości. I choć czasami nie mamy dość cierpliwości, by czekać aż sama do nas przyjdzie i przytulamy ją bez pytania o zgodę, nie zraża się i wówczas kiedy miłość się jej nazbiera, przychodzi.

Wczoraj był TEN dzień. Gusia idąc jak gdyby nigdy nic skręciła nagle zamiast do kuchni w stronę Z. leżącego pod kocem. Wdrapała się na niego, ułożyła wygodnie i popatrzyła niemalże mówiąc – No, to teraz proszę mi okazać miłość. Gdy już nacieszyła się uczuciami Z., zeskoczyła, podeszła do mnie i ocierając się o moje nogi wyraźnie dała mi do zrozumienia, że teraz moja kolej na czułości. Pochyliłam się, położyłam sobie Gusię na kolanach i głaskałam, głaskałam, głaskałam…

Wieczorem, tuż przed snem przyniosłam sobie Gusię do łóżka, schowałam ją ramiona i delikatnie głaskałam. Nie wydobyły się z niej żadne dźwięki godne „groźnej pantery”; korzystała z okazji:)

Nie ukrywam, że my też…


Lisa Papademetriou, Chris Tebbetts. Chłopak czy dziewczyna?


Wydane przez

Wydawnictwo Znak

Po lekturze rozmaitych recenzji tej książki nabrałam przekonania, iż to wydumana opowieść o problemach z tożsamością seksualną. Przyznam – nieco mnie to zraziło. Książka stała jednak na półce radośnie mrugając do mnie kolorami i to sprawiło, że postanowiłam się przekonać o tym, czy warto ją czytać.

Książka „Chłopak czy dziewczyna?” jest przyjemną opowiastką o młodych ludziach. Nikt nie ma tu problemu z określeniem preferencji seksualnych – bohaterowie doskonale wiedzą jakie płcie pozostają w orbicie ich zainteresowań. To książka o sile przyjaźni – Frannie i Marcus mówią o sobie „bliźniacze mózgi”.

Marcus, zadeklarowany gej, pomaga Frannie nawiązać kontakt z chłopakiem, który od dawna ją interesuje. Znajomość rozwija się, a Marcus wykazując brak zrozumienia dla zachowawczości przyjaciółki ujmuje sprawę w swoje ręce – rozmawia z Jeffreyem na czatroom.

Postać Jeffreya jest, swoją drogą, świetnie nakreślona. Młodzieniec cud urody, z błękitnymi ślepkami, jasną czupryną, który z przyjaciółmi dyskutuje na temat konfliktu etiopsko-erytrejskiego, bojkotuje chińskie restauracje (Tybet!), zna doskonale kulinaria polskie i niedolę Szerpów. Oczywiście jest wegetarianinem i aktywnym organizatorem wszelkich akcji związanych z tolerancją, ekologią i … tym wszystkim co należy we współczesnym świecie. Czy to wystarczy, by stwierdzić czy Jeffrey jest homo czy hetero?

Frannie i Marcus próbują odnaleźć się w nowej dla obojga sytuacji. Obecność Jeffreya w ich życiu zmusza przyjaciół do zastanowienia się nad tym, co ich łączy i jakie sprawy są dla nich – w byciu ze sobą – najważniejsze.

Mogłabym pisać jeszcze bardzo dług, ale ograniczę się do jednego – z przyjemnością przeczytałam książkę Lisy Papademetriou i Chrisa Tebbettsa:)

23 września 2008

Monsieur Filip







Domi ma* Filipa. Pani Bożena, która ma* Franusia, jest Mamą Domi. Wniosek z tego taki, że Domi, która ma* Filipa, jest córką Pani Bożenki, która ma* Franusia. Ufff...

Franuś już gościł w galerii Kociokwika, teraz pora na Filipa:)

* "ma" jest skrótem myślowym, gdyż wszyscy wiedzą, że kota się nie ma (przynajmniej nie w tym sensie o jakim powyżej), a jedynie, że kotu się służy;)

P.S. Ostatnio bardzo ożywił się dział "Kotki w gościnie", co mnie cieszy. Czy ktoś jeszcze chciałby zaprezentować swoje Kociaste? Zapraszam:)

Colum McCann. Zoli.


Wydane przez

Wydawnictwo Muza

Zoli to męskie imię. Ale nosiła je Marienka Novotna, słowacka Cyganka, pieśniarka i poetka. Życia uczył ją Dziadek, bo to on po wymordowaniu przez członków nacjonalistycznej organizacji słowackiej rodziny Marienki, opiekował się dziewczynką. Uczył ją zwyczajów, umiejętności rozgraniczania dobrego i złego. Przepiękny głos Zoli uczynił ją popularną i stał się dla niej jednocześnie przepustką do innego świata. Ale ten nowy świat – kuszący, wabiący i pozwalający na spełnienie – wymagał sprzeniewierzenia się tradycji w jakiej dorastała. Zoli wybrała – ale czy to dobry wybór?

Autor używa języka, dzięki któremu przed oczyma czytelnika objawia się opisywany świat. Plastycznie, z wiernością szczegółu i wyjątkową poetyckością Colum Mc Cann przedstawia nam zmiany w cygańskim losie.

Jest stara cygańska piosenka, która mówi, że oddajemy ludziom kawałki naszego serca, a im dalej idziemy, tym mniej mamy go dla siebie, aż nie zostaje go dość, żeby iść dalej i to jest wędrowanie, a także śmierć, a ponieważ zdarza się każdemu z nas, nie ma nic bardziej zwykłego.

Nieczęsto w znanej mi literaturze obecni są Cyganie. Tu, w tej książce, stanowią głównych bohaterów. Oni, a może nawet bardziej poczucie „bycia Cyganem” i tego, co z owym poczuciem się wiąże fizycznie, emocjonalnie i społecznie. Ciekawym wydaje się pytanie, jak silnie osobowość cygańska wpływa na decyzje życiowe, ale i jak istotne znaczenie dla osoby wychowanej w kumpaniji ma bliska, stała, obecność innych osób.

Kazimierz Brakoniecki. Warmiński Budda. Ermländischer Budda.


Wydane przez

Wydawnictwo Borussia

Kazimierz Brakoniecki zamieścił w w „Warmińskim Buddzie” poetyckie obserwacje tego fragmentu świata, w jakim żyje, regionu miłość, do którego płynie mu w żyłach. Najbardziej kusi mnie, by przywołać fragmenty jego wierszy (co pewnie uczynię), ale napiszę jeszcze o tematyce wierszy. Autor pisze o tym, co codzienne. Poematy podzielone są na IV części: ŚWIĘTE, gdzie przepięknymi słowy Brakoniecki opisuje odwiedzane kościoły i cmentarze, ROWEROWANIE, czyli świat widziany z perspektywy rowerowego włóczęgi, BORUSSIA, czyli uwielbienie dla urody i tego, nieuchwytnego czegoś, co stanowi o uroku własnego zakątka świata i DALSZE OKOLICE.

Cudnie czyta się o miejscach, które znam i do których mam sentyment. Te, których jeszcze nie dane mi było poznać sportretowane frazą autora zachęcają by je odkryć.

A teraz, dla smaku…

Nigdy nie myślałem, że będę kochał to co niewidzialnie
Wtłacza krew i powietrze w usta idee pokarmy
Stając się życiem nie do pokonania skutecznym
Jak to miasto w którym rosłem zrywałem dni i żyję


Kaliningrad żałosny archipelag na potrzaskanym oceanie imperium
Betonowa maczuga pośrodku wybitej starówki
Sambijska katedra niezdarnie prostuje swoje stare kości
Po której oprowadza cię uśmiechają się złotymi zębami
Niewiasta z krainy Boscha biorąca cię za wiernego Niemca.


Berlin jest ekstatycznym robotnikiem przeszłości
Berlin jest placem pełnym rusztowań z którego Niemcy
Pozdrawiają kosmodrom Bajkonur
Berlin jest bezrobotnym bohaterem przyszłości
Komputerem podłączonym do nożnej maszyny do szycia Singer
Berlin jest Pergamonem zjednoczonej Europy.


Jest jeszcze śliczny wiersz o Lidzbarku Warmińskim, i o Fromborki, i… o wielu jeszcze miejscach. 

Rozmiłowanym w Warmii i tym, którzy jeszcze nie wiedzą, że należą do tych rozmiłowanych – polecam:)

22 września 2008

Nagroda COGITO



została już wręczona. Dostała ją autorka "Czarnego Ogrodu", Małgorzata Szejnert.

Gratuluję z wielką radością:)

Pełnia szczęścia za 9,90.





Wiem - pieniądze szczęścia nie dają. Ale już rzeczy, które możemy za pieniądze kupić - szczęście dają, zdecydowanie. Widać to, prawda?

21 września 2008

Terry Pratchett. Potworny regiment.


Wydane przez

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

W swym upodobaniu do prozy Pratchetta doszłam już do takiego stanu, że wszystko co on napisze jest w moich oczach warte przeczytania. Zatem recenzja będzie na wskroś przepojona subiektywizmem i brakiem krytycyzmu;)

Borogrvia toczy wojnę. Tak jak zwykle, bo jakoś tak się dzieje, że Borogravianie wciąż z kimś walczą.

Do kaprala i sierżanta prowadzącego rekrutację zgłasza się Polly, która udaje Oliviera. Po niej w punkcie werbunkowym pojawia się zombi, wampir, troll i czterech wychudzonych młodzieńców. Z racji trwania wojny nie należy być wybrednym i cała gromada – dość zaskakująca swym składem – rusza pod czujną opieką sierżanta Jackruma w stronę miejsc walk.

Po drodze z bezładnej gromady wyłania się zintegrowana ekipa współpracujących ze sobą żołnierzy. Łączą swe umiejętności i dzięki temu stają się grupą niezwyciężoną.

To książka o sile kobiet. O tym jak potrafią znaleźć sposób, by walczyć o swoje. Swoje szeroko pojmowane dobro. O tym, co przypisywane jest do płci i czemu czasami niewygodne są cechy społeczne narzucane kobietom i mężczyznom.

Pisanie Pratchetta ma jak zwykle pełno sympatycznych aluzji, śmiesznych odniesień i całkiem poważnych spraw. Ja czytam z zachwytem.

Pralinek i Trufelek szukają domu








Dziś ponownie gościmy Koty PannaKotty. Pralinek i Trufelek zostały znalezione koło lecznicy weterynaryjnej. Jako, że PannaKotta posiada już pokaźne stadko, to dla tych dwóch Maleńtasków szuka dobrych domów.

Tu nawiążecie kontakt z PannąKottą.