31 października 2008

Luis Miguel Rocha. Ostatni papież.


Wydane przez
Wydawnictwo Otwarte
Książka „Ostatni papież” osnuta jest wokół spraw stykających interesy Watykanu, masonów i USA. Papież Jan Paweł I zapoznaje się z pewną listą. Na liście tej umieszone są nazwiska osób zaangażowanych w działanie loży masońskiej, a co gorsza – wiele osób z tej listy piastuje odpowiedzialne stanowiska w państwie watykańskich i we Włoszech. Ojciec święty podejmuje decyzję, która kosztować go będzie życie.

Prawie trzydzieści lat później pewna młoda dziennikarka wśród poczty znajduje kopertę z dziwną zawartością. Na kartkach umieszczone są nazwiska, znane jej z prasy, telewizji, Internetu. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy jak ważne są to dokumenty – do chwili, aż jej ojciec przestrzega ją przed zbliżającym się niebezpieczeństwem.

Narracja w książce jest bardzo płynna, a autor przenosząc nas w czasie i miejscu, potrafi zrobić to na tyle sprawnie, byśmy nie czuli się zagubieni w akcji powieści. Bohaterowie są podzieleni na dobrych i złych, choć w pierwszym momencie zastosowany został lekki misz-masz, tak by zbudować odpowiednio napięcie.

Podczas lektury dobrze jest poszerzyć wiedzę o P2 opisywanej w powieści, zatem odsyłam tu. Z wielu spraw opisywanych w tej powieści, a będących faktami, nie zdawałam sobie sprawy. Powieść „Ostatni papież” sporo mi objaśniła, a jednocześnie spowodowała, iż zaintrygowała mnie tajemnica śmierci Jana Pawła II.

Dnie pełne wrażeń

Wczoraj pan kurier przywiózł takie wielkie coś. Dużo było foliowych opakowań i kartonu. Świetna zabawa. Popołudniu zostawiliśmy Kociaste z nowym łóżkiem, a gdy do nich wróciliśmy dzierżyliśmy strasznego potwora vel odkurzacz. Nusia i Sisi zwiały podczas próby odkurzacza do łazienki, a Gusia siedziała zamieniona w puchatą piłkę z głową na parapecie. Sisi obraziła się na nas na dobre pół godziny.

Dziś odwiedził nas kolejny kurier – tym razem przyniósł paczkę Ko-córkom. Dostały mnóstwo nowego, pachnącego żwirku, wielką paczkę jedzenia, myszy, zabawkę z dzwonkiem oraz smakołyki. Nusia oszalała na punkcie tychże myszy. Podskakuje, poluje, chowa pod koc, a potem udając, ze zapomniała gdzie są, odnajduje je z wyraźna radością na pyszczku. Sisi podskakuje do myszki i z myszką, a w biegu do myszki o pół głowy wygrywa z Nusią (choć i tak w ostatnim momencie pozwala złapać myszkę Maleńtasowi). Gusia z myszką robi sus, przytrzymuje myszkę między łapkami, przykrywa ją własną piersią i rozgląda się na boki sprawdzając, czy nikt nie zamierza zabrać jej białego stworzonka. Zabawki z dzwonkiem boją się wszystkie trzy:/

Umęczone nadmiarem wrażeń śpią. A w nocy włażą na kołdrę i śpią na nas.

Podsumowanie Miejskiego Czytania

Jako, że dziś upływa termin zakończenia wyzwania, czas na refleksję powyznaniową.
Założenia były takie:

Berlin:
Erica Fischer "Aimee i Jaguar"
Praga:
Gustav Meyrink “Golem” i/lub Milan Kundera "Nieznośna lekkość bytu"
Kraków:
Lucyna Olejniczak "Wypadek na ulicy Starowiślnej"
Gliwice:
Horst Bienek: "Pierwsza polka"

Odwiedziłam zatem Berlin z Ericą Fischer, Pragę z Gustavem Meyrinkiem, Kraków pani Lucyny Olejniczak, a do wędrowania przez Gliwice przymierzałam się, przymierzałam… No i dałam sobie spokój. Ale za to zawędrowałam do Lublina z komisarzem Maciejewskim (Marcina Wrońskiego), Mikołowa Macieja Malickiego, Moskwy i Archangielska Roberta Harrisa, Krakowa Łukasza Dębskiego, Kaliningradu profesora Mencwela, Budapesztu Sandora Marai i zwiedzałam z bohaterami powieści „Matisse ma słońce w brzuchu” kilka stolic europejskich i pozaeuropejskich.

Podróż przez miasta była ekscytująca, także dzięki temu, że miałam do dyspozycji Wasze relacje. Dziękuję za nie bardzo:) Mam nadzieję, że w kolejne wyzwanie wkroczymy już niedługo.

Nie ma KTK


Nie pojechałam na krakowskie Targi pocieszając się z lekka zbliżającymi się warszawskimi. A dziś znalazłam informację, że w Warszawie Targów nie będzie.

29 października 2008

Co babcia i dziadek śpiewali kiedy byli mali. Wybór i oprac. Katarzyna Zachwatowicz-Jasieńska.


Wydane przez
Wydawnictwo Impuls

Książka „Co babcia i dziadek…” zawiera około pięćdziesięciu piosenek znanych większości z nas z dzieciństwa. I choć niby znamy słowa i melodię, to gdyby tak kazano nam zaśpiewać „Zielony mosteczek”, „Zła zima”, czy „W murowanej piwnicy”, to okazać by się mogło, że jakoś nie do końca znamy frazy tekstu, a melodia kuleje, jak gdyby nie opierała się na nutach.

W książce znajdziemy zatem i teksty, i nuty, i podpowiedzi dla tych, który umieją grać na gitarze. A do książki dołączone płyty – z wersją instrumentalną proponowanych piosenek i z wersją pełną muzyczno-tekstową, która przyznam szczerze przeniosła mnie wspomnieniami do dzieciństwa na całe popołudnie.

Do sięgnięcia po tę książkę nakłoniła mnie pewna sytuacja – zaczęłam śpiewać siostrzenicy piosenkę o krasnoludkach i po dwóch linijkach uświadomiłam sobie, że kompletnie nie pamiętam treści utworu. Z „Co babcia i dziadek…” nie będę miała kłopotu.
Już ćwiczę;)

Markus Zusak. Złodziejka książek.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Ufff, cóż to za książka!

Liesel w 1939 roku trafia do niemieckiej rodziny na przedmieściach Monachium. Jej ojciec zniknął, brat zmarł w podróży, a mama nie może się nią zajmować. Zatem Rosa i Hans od czasu pojawienia się dziewczynki na Himmelstrasse będą dla niej mamą i papą.

Zastępczy rodzice Liesel otaczają ją miłością, troskliwością i opieką. Dom staje się enklawą spokoju, a gdy trafia do niej Max, chłopak żydowskiego pochodzenia, zamienia się w twierdzę, która choć nie do końca bezpieczna, pozostaje w opozycji do zawirowań wojennych.

Narratorem powieści jest Śmierć. Podobnie jak u Terrego Pratchetta Śmierć jest spersonifikowana – to mężczyzna, którego nużą obowiązki; szczególnie ten ich powiększony zakres. Narrator wiedzie nas przez historię dziewczynki zwanej „złodziejką książek” w sposób całkowicie autorytatywny. Czasami zdradza przyszłość, przemilcza pewne fakty, by później powrócić do nich i traktować jako oczywiste. 

W powieści sportretowani są Niemcy, którzy czują niechęć do partii nazistowskiej, którzy podobnie jak inni mieszkańcy Europy odczuwają niedogodności związane z wojną, którzy martwią się o bliskich na froncie i doświadczają okrucieństw jakie owa wojna.

Książka Markusa Zusaka to opowieść o mocy słów. O tym, jak wiele zyskujemy mogąc posługiwać się słowem, ale i jak wiele krzywdy słowa mogą wyrządzić. To również książka o emocjach – wszelkie sytuacje opisane przez autora przefiltrowane są przez uczucia, a ich wydźwięk na długo pozostaje w pamięci.

O tej książce ktoś gdzieś napisał – „tego nie można nie przeczytać!”. Podpisuję się pod tym stwierdzeniem.
*   *   *

Książkę Zusaka czytałam na spotkanie Dyskusyjnego Klubu Książki. Za spotkanie dziękuję gorąco prowadzącej spotkanie Oli i wszystkim uczestnikom dyskusji. Bardzo mi miło, ze Was odkryłam:)

Trish Kuffner. Jak to zrobić?


Wydane przez 
Wydawnictwo Zielona Sowa

Podtytuł książki brzmi: 365 pomysłów na kreatywne zajęcia dla dzieci w wieku przedszkolnym i młodszych.

Autorka książki jest mamą. Co więcej jest mamą piątki dzieci, co moim zdaniem, od razu pozytywnie nastraja do jej książki. Kobieta, która napisała jak bawić się z dziećmi, by zainteresować je, rozbudzić ich wyobraźnię i równocześnie wychowała własne dzieci – wypróbowując na nich opisane pomysły – budzi moje zaufanie i wiarę w jej kompetencję.

Trish Kuffner radzi, by zorganizować sobie dobre miejsce, podsuwa listę przedmiotów, narzędzi, materiałów potrzebnych do zaproponowanych przez nią zabaw i podpowiada jak urządzić w domu galerię prac dziecka (znajdziemy tu też wskazówki mówiące o tym, jak dyskretnie pozbyć się n-tego koszmarka wytworzonego przez naszą pociechę).

W poradniku znajdziemy dziesięć rozdziałów, czyli tematycznie zgromadzonych propozycji. Wśród nich są takie, które może wykonać samo dziecko, takie, podczas których konieczna jest współpraca, ale i takie, w których rodzic ma być tylko gwarantem kolejności wykonywania zadań, a dziecko – małym odkrywcą.

Dzięki Trish Kuffner dowiemy się jak w nieskomplikowany sposób ozdobić nasz dom na różne okoliczności, jak zrobić pomoce edukacyjne, zabawimy się z naszym dzieckiem w rzeźbiarzy, malarzy oraz nauczymy się wykorzystywać dary natury do tworzenia dzieł sztuki.

Najcenniejsze w pomysłach autorki jest to, że większość produktów potrzebnych nam do zrobienia tego, co znajdziemy w książce, mamy w domu. Kartka, długopis, blacha do ciasta, wata, nożyczki, krawat, krem do golenia, czy stary podkoszulek znajdą się chyba u każdego. Niektóre z przedmiotów są również świetnie nam znane, lecz trzeba poświęcić czas, by nazbierać ich odpowiednią liczbę: pudełka po lodach, butelki po tabletkach, korki, butelki do wina, rolki po kliszach.

Trish Kuffner uczy, że z tak szalenie prozaicznych przedmiotów mogą powstawać prawdziwe cuda. A ich powstawanie, wspólna praca nad nimi dziecka i rodzica, to kolejny sposób na pogłębienie więzi rodzinnych. Doskonały, moim zdaniem, pomysł.

Zabawne koteczki








Sisi i Nusia często się razem bawią. Co oczywiście nie przeszkadza Sisi w sytuacji, gdy czuje, że Nusia zagraża jej poczuciu indywidualności, wyjaśnić przy pomocy syków i pięści, że nie należy włazić tam, gdzie kota nie chcą. Ale zabawy są pocieszne... Ko-córki ganiają się, sprawdzają swoją wrażliwość na dotyk i czujność. Dziś udało mi się je przyłapać z aparatem.
P.S. Rozmawiałam dziś z panią, od której mamy Sisi. Mama Sisi wciąż jest u tej pani i miewa się dobrze:)

27 października 2008

Wendy Orr. Wyspa Nim.


Wydane przez
Wydawnictwo Zielona Sowa

Nim wraz ze swoim tatą mieszka na wyspie, której nikt nie zna. Wyspie najpiękniejszej na świecie. Tata jest naukowcem, a mama, która podobnie jak tata zajmowała się badaniami, zaginęła w brzuchu płetwala podrażnionego przez Turystów.
Nim ma na wyspie niezawodnych przyjaciół legwana Freda, lwicę morską Selkie i żółwicę Chikę. Towarzyszą jej przez większość dnia, a Selkie okazuje uczucia jak nadopiekuńcza matka.
Podczas nieobecności Taty  dziewczynka nawiązuje e-mailowy kontakt z, jak sądzi, pisarzem, autorem popularnych powieści przygodowych. Pisarz okazuje się pisarką, a przygody na papierze okazują sie być o wiele mniej barwnymi niż te, które można przeżyć samemu.

To bardzo dobra opowieść o bohaterstwie, przyjaźni, miłości i ważnych zadaniach. O odpowiedzialności i wierze w drugiego człowieka. Te całkiem poważne treści autorka w udany sposób przemyca w prostych zdawałoby się opowieściach o codzienności dziewczynki na wyspie.

Film nakręcony na podstawie książki opisującej przygody dziewczynki i jej przyjaciół od września można oglądać w naszych kinach. I ja się chyba wybiorę, bo polubiłam łagodny i familijny wydźwięk tej opowieści.

Zachar Prilepin. Sańkja.


Wydane przez
Wydawnictwo Czarne

Choć w wielu recenzjach podkreśla się przede wszystkim polityczny wymiar tej powieści, ja postaram się – jako, że od politycznych dywagacji jestem daleka – zauważyć życie poza rewolucyjne bohatera. Do mnie najbardziej przemówiły chwile rodzinne.

Sasza pochodzi z rodziny, w której siła jest w kobietach. Jego babcia straciła trzech swoich synów. Każdego z nich żegnała z wielką rozpaczą, bo każdy z nich był cząstką jej. Ciekawą obserwację poczynił wnuk tej silnej kobiety – nie umiała przenieść swojej miłości z syna na wnuka, nie czuła sercem, iż Sasza to przecież krew z krwi jej ukochanego syneczka – Wasi. Stara kobieta wciąż rozpamiętywała utratę dzieci, a jednocześnie w pełni pogodziła się z nadchodzącą śmiercią swojego męża. Zbliżające się kolejne nieszczęście nie zdołało zachwiać jej wolą życia.

Wstrząsający był dla mnie opis ostatniej drogi ojca Saszy. Gdy zmarł w mieści, najbliżsi postanowili pochować go na wsi, z której się wywodził, tak jakby chcieli oddać go pod matczyna opiekę. Żona i syn Wasi wynajęli auto, które miało ich dowieźć do wskazanej wsi, jednak z powodu zasp śnieżnych kierowca rozmyślił się na 17 km przed dotarciem do celu. Sasza wraz z przyjacielem ciągnęli zatem za sobą trumnę obwiązaną sznurkiem. Skrzynia zapadała się w śniegu, spadała do kolein, stawiała opór, a oni coraz bardziej zmarznięci, coraz bardziej głodni i wściekli szli przed siebie, mimo zmroku i kąsającego chłodu. Jedzenie i wódka dźwigane przez matkę Saszy odgoniły nieco wizję nocy spędzonej na leśnej drodze w towarzystwie ostygłego już dawno ciała.

Rosja sportretowana przez Prilepina jest szara, brudna, pijana i zaangażowana politycznie. Jest tu czas na ucieczkę, więzienie, demonstracje, aresztowania i katowanie pałkami. Ale jest też czas na bliskość, rodzinę, wspomnienia i przyjaciół.

Dla kogoś podobnego mnie w ignorancji politycznej „Sańkja” może być trudną lekturą. Ale przecież czasami warto sięgać po trudne, by poszerzać horyzonty…

Cała prawda


Z. stwierdził: Sisi jest grzeczna, Gusia jest grzeczna, a Nusia też jest kochana.

Halina Pawlowska. Zdesperowane kobiety postępują desperacko.


Młoda kobieta, Olga, uciekając ze wsi trafia za ladę sklepu z materiałami. Gdy spotyka Andrzeja, ulega jego czarowi i zostaje jego żoną nie zastanawiając się, czy ekspedientka i architekt to dobra para. Coraz częściej okazuje się, że brak wykształcenia przeszkadza mężowi Olgi i co więcej młody architekt zaczyna się wstydzić w towarzystwie swoje młodej żony. Zdesperowana Olga rozpoczyna studia. Ale czy żona z wyższym wykształceniem psychologicznym usatysfakcjonuje Andrzeja?

„Zdesperowane kobiety…” to przewrotna opowieść o męsko-damskich relacjach i o tym, co zdaniem autorki, rządzi światem;) To nieco złośliwy, ale i prawdziwy portret mężczyzn.

Spróbujcie:)

Zapasy na jesienne wieczory


Od lewej stoją:

K. Reichs. Zabójcza podróż.
K. Billerbeck. Czego chce dziewczyna, Moje życie jak tornado, Przyjmij tę obrączkę.
W. Orr. Wyspa Nim, Morska przygoda Nim.
P. Steward, Ch. Riddell. Północ nad Santaphraksem.
Lafavers. Teodozja i Węże Chaosu.
E. Karwan-Jastrzębska. Hermes 9:10
Pehnt. Annika i niezwykli przyjaciele.
E. Nowak. Pajączek na rowerze, Rezerwat Niebieskich Ptaków.
A. Błotnicka. Zatoka mrocznej krypty.
T. Brezino. Kosmiczny dowcip.
Jak to zrobić?
Scott. Alchemik.
D. Rubina. Syndykat.
Marquez. Rzecz o moich smutnych dziwkach.
Zafon. Cień wiatru.
F. Korinthy. Podróż wokół mojej czaszki.
W. Zazubrin. Drzazga.
Le Clezio. Urania.
P. i J. Bialowitz. Bunt w Sobiborze.
Cesarzowa Elżbieta.
Tischner. Historia filozofii po góralsku.
A. Grun. Każdy ma swojego anioła.
J. Podsiadło. Życie, a zwłascza śmierć Angeliny de Sanee.

I poza półką:
Pilipiuk. Oko jelenia. (Dwa tomy)
Pratchett. Zimmistrz.
Misja szczeniak

i kilka książek pedagogicznych.

Mira Michałowska. Portret nocą malowany.


Małgorzata, córka pediatry i aktora teatralnego, czuje się samotna. Zaprasza zatem do swojego życia wytwór wyobraźni – idealnie wyglądającą mądrą Lilę.

Lila działa na działa na dziewczynę jak katalizator – namawia ją do zmian w zachowaniu, do zainteresowania się życiem rodziców i ich upodobaniami.

Mira Michałowska, znana mi dotychczas jedynie z „Wojny Domowej”, napisała ciekawą opowieść o dojrzewaniu i wszelkich zawirowaniach tego okresu.

Jedno z ważniejszych w moim odczuciu zdań tej powieści jest dialog Małgorzaty i Lili:

- Czego ty ode mnie chcesz?
- Samoświadomości.

Czego wszystkim nam życzę:)

25 października 2008

Buwing, czyli romans w bibliotece

Buwing to nie tylko ślęczenie nad książkami. To styl życia, jak clubbing.

Hm, dla mnie BUW jest miejscem, gdzie mogę spełnić swoje czytelnicze zachcianki. A kawę idę pić bardziej z rozsądku niż z potrzeby. Dziesięć godzin spędzonych w bibliotece zdawało się zawsze płynąć zbyt szybko.

Załamał mnie ten artykuł.

Organizacyjnie

Zmieniłam listę linków na aktywną. Jeśli kogoś pominęłam, proszę o informację - dodam:)

Mikael Ollivier, Raymond Clarinard. E-den.



Wydane przez
Wydawnictwo Dwie Siostry

„E-den” to powieść futurystyczna. Akcja dzieje się w bliżej niesprecyzowanej odległości czasowej od nam współczesnej, w Paryżu. Bohaterami są: Serge, agent federalny ds. narkotyków i jego syn, Goran. Świat wokół nich jest sztucznie utrzymywany. Resztki zasobów paliwowych służą do nabijania kabzy politykom, podczas gdy ekologicznej i taniej byłoby jeździć pojazdami na prąd. Błękit nieba jest sterowany komputerowo, a trzymiesięcznym płodom robi się badania genetyczne określające ich choroby dziedziczne, tak by od urodzenia podawać im środki profilaktyczne mające chronić przed miażdżycą, zawałem, krótkowzrocznością czy nadwagą.

Na rynku środków odurzających pojawia się nowy narkotyk o przerażającym działaniu. Liczba osób, która po jego zażyciu straciła przytomność i zapadła w śpiączkę stale rośnie. Po ów specyfik sięga także córka znanego polityka, w której zakochuje się Goran. Serge próbuje wyjaśnić działanie narkotyki i znaleźć na niego remedium, syn marzy o spotkaniu z Mel. Nawet jeśli droga do dziewczyny prowadzi przez strzykawkę…

Zanim wczytałam się w tę książkę nie byłam pewna, czy przemówi do mnie coś, co opisuje wyimaginowaną przyszłość. Po kilku stronach wiedziałam już, że przemówiło, a im bliżej końca tym silniej potrzebowałam wiedzieć co jeszcze się wydarzy.

Autorom udało się doskonale sportretować świat przyszłości. Świat, do którego dążymy ze wszystkich sił, choć może nie do końca zdajemy sobie sprawę, że tak będzie wyglądał. Chcemy świata pięknego, a jednocześnie nie dbamy o to, by zachować go pięknym. Chcemy przyjaźni, miłości, rodziny i nie pamiętamy, że aby ich doświadczać musimy się nieco postarać, włożyć odrobinę pracy i wysiłku.

Czy e-den, wirtualna rzeczywistość, do której wiodą e-narkotyki, stanie się naszą rzeczywistością? Czy nie za często żyjemy traktując świat wokół nas, za mniej ciekawy od tego, który staje się naszym udziałem, gdy włączymy komputer?

Jest o czym myśleć.

P.S. Bardzo podoba mi się logo wydawnictwa:)

Kalendarz, siostrzane uczucia i solarium









P.S. Czy to możliwe, że po pewnym czasie użytkowania aparat przestaje robić "dobre zdjęcia"?

Organizacyjnie

Dodałam listę blogów, jakie czytam, podczytuję, na które zaglądam. Jeśli kogoś pominęłam, a miałby życzenie znaleźć się na tej liście - bardzo proszę o informację.
P.S. Z przyczyn dla mnie nie zrozumiałych blogspot napisał, że nie może pobierać informacji o nowych wpisach na następujących blogach:
Aglod, Lekturki, Dziennik literacki, Sevdalinki, Trójka, W moim świecie książek, Więcej niż pierwsza czytanka.
Mam nadzieję, że blogspot tylko tak straszy, a nowe wiadomości z Waszych blogów będą się u mnie objawiały:)

Mistrz i Małgorzata na deskach







Miałam okazję podziwiać wczoraj "Mistrza i Małgorzatę" w teatrze. Spektakl zrealizowano z rozmachem, a jednocześnie dość dużą dbałością o zgodność z powieścią. Miałam miejsce w III rzędzie i stanowiło to dla mnie olbrzymi powód do radości.

Jestem pod dużym wrażeniem.

P.S. Zdjęcia pochodzą ze strony teatru.

P.S.2. Kalio, przejeżdżałam dwukrotnie przez Twoje miasto i z sympatią o Tobie myślałam:)

23 października 2008

Per Olov Enquist.Opowieść o Blanche i Marie.


Dziś podczas spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki rozmawiałyśmy o Marii Cure-Skłodowskiej  sportretowanej przez szwedzkiego pisarza. Jedne z nas widziały w tej powieści historię kobiety z pomnika, która straciła nieco na postumentowości. Inne powieść o miłości we wszelkich jej przejawiach i sile. Ja widziałam powieść o sytuacji kobiet, wolnych duszą, na początku XX wieku.

Ogólnie in plus, choć czyta się nielekko - narracja wymaga uwagi, skrupulatności, koncentracji.

Na kolejnym spotkaniu będziemy mówiły o książce... Hm, nie pamiętam tytułu, pamiętam jednak, że recenzję tej książki czytałam u jednej z zaczytanych piszących blogi. Coś o ogrodzie... Mirandy? Marianny?

Sypiając z...




Jestem pod spodem. Znaczy - pod kotami.

22 października 2008

Janusz L. Wiśniewski. W poszukiwaniu najważniejszego. Bajka trochę naukowa.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Marcelinka pojawiwszy się we Wszechświecie spotkała Żywą Duszę, o imieniu Duszek. Ów Duszek objaśniał jej zasady funkcjonowania Wszechświata, a Marcelinka objaśniała Duszkowi to, co Najważniejsze.

Czytelnik ma więc szansę na zdobycie wiedzy na temat prędkości światła, fotonów, karłów, planet i gwiazd. Szansa ta okazuje się być niezwykle przyjazna – autor używa prostego, ładnego języka, ilustracje w książce nie przeszkadzają w odbiorze treści, a wzbogacają przyjemność lektury, a bohaterowie są przyjemni i sympatyczni.

Czym jest owo Najważniejsze, w poszukiwaniu którego dziewczynka i Duszek przemierzają kosmos? Czy czucie wpływa na postęp? Skąd się wzięły czarne dziury? I czy na Drodze Mlecznej można napić się mleka? Na takie, i nie tylko takie, pytania pomoże znaleźć odpowiedź bajka – przyznacie, że brzmi interesująco.

Nie znam powieści Janusza Wiśniewskiego dla dorosłych, więc nie mogę nic na ich temat powiedzieć. A po lekturze jego książki dla dzieci mogę powiedzieć, że o sprawach planet opowiada ładnie… Można się zasłuchać:)

P.S. W sobotę 25 października Janusz Leon Wiśniewski będzie podpisywał swoją najnowszą książkę dla dzieci „W poszukiwaniu Najważniejszego. Bajka trochę naukowa” – godzina 12.00, stoisko Wydawnictwa „Nasza Księgarnia”.

Maria Koszmider. Szkolne standardy jakości procesu kształcenia.


Wydane przez
Wydawnictwo Impuls

Kiedyś szkoła miała dwa zadania: uczyć i wychowywać. Teraz, wraz ze zmianami społecznymi, kulturowymi, politycznymi, szkoła oprócz swoich podstawowych zadań: edukacji, wychowania i opieki zaczyna rozwijać swoją (o ile mogę tak spersonifikować) samoświadomość. W oświacie nastąpił zwrot ku uczniowi i jego rodzicom, którzy nazywani są klientami, ku temu, by nie tylko edukować, ale by czynić to konkurencyjnie wobec innych szkół w zakresie jakości. Szkoły zatem mierzą jakość swojej pracy, kuratoria mierzą jakość pracy szkół, a zrozumienie tego jak się mierzy jakość i po co, tak naprawdę, ją się mierzy, zdecydowanie ułatwi czytelnikowi książka Marii Koszmider.

Publikacja „Szkolne standardy…” pozwala ukierunkować badania prowadzone w szkołach, odpowiednio je zaplanować. Autorka prowadzi nas przez zasady określania standardów, podpowiada jak je tworzyć i w jaki sposób sprawdzać ich osiągnięcie w placówce.

Gdyby komuś dociekliwemu było mało wiadomości przekazanych przez autorkę, objaśnia ona również jak zbadać jakość procesu kształcenia i jak zanalizować wyniki badań. Na koniec (ale jeszcze przed bibliografią) Maria Koszmider formułuje postulaty dotyczące szkolnych standardów jakości procesu kształcenia, co stanowi doskonale podsumowanie naukowego wywodu.

Ta książka powinna trafić do bibliotek szkolnych, na półkę „Polecane nauczycielom”.

Didier Levy. Elza chce być dorosła.


Wydane przez
Wydawnictwo Egmont

Elza, którą już wczoraj Was kusiłam, to jedenastoletnia dziewczynka, która nie może się doczekać dorosłości i tego wszystkiego, co zdaniem Elzy, do tejże dorosłości należy.

Spośród innych dziewcząt Elza wyróżnia się tym, że… nie ma biustu i nie całowała się z chłopakiem. Jest za to dość stanowcza – zarówno w poglądach jak i czynach, ma wyraziste poglądy na życie i choć przez ostatnie dwa miesiące jej pokój ozdabiały plakaty Johnnego Deppa, teraz znalazła innego idola. O czym powiadamia J.D. w liście.

Podczas czytania „Elzy” przypomniałam sobie swoje małonastoletnie czasy. I chociaż za nic w świecie nie chciałabym mieć znów nastu lat, przyjemnie było patrzeć z perspektywy dorosłości na nastolatkę, która marzy by przepoczwarzyć się w kobietę, a synonimem dorosłości są dla niej zakochanie, pocałunki i obecność stałego wianuszka wielbicieli.

W książce znajdziemy dobre (naprawdę dobre!) obserwacje i cięty dowcip. Na jesienne depresyjne i marudne stany – jak znalazł:) Gorąco polecam!

Agnieszka Wypych. Wspieranie werbalnego rozwoju dziecka w oparciu o eksperymenty językowe, tropy stylistyczne i dobrą literaturę. Ćwiczenia terapeutyc


Wydane przez
Wydawnictwo Harmonia

Książka Agnieszki Wypych została napisana na podstawie doświadczeń pedagogicznych i terapeutycznych autorki. Pomyślana jako pomoc do pracy z dziećmi dyslektycznymi, dziećmi rozpoczynającymi naukę w szkole, zaprojektowana tak, by nauczyć dzieci czerpać radość z przygody ze słowem.

Na kilkunastu pierwszych stronach autorka opisuje czytelnikom najlepsze, jej zdaniem, sposoby stymulowania werbalnego rozwoju dzieci. Sugeruje w jaki sposób do pracy z uczniami wykorzystać literaturę, zabawę literami i głoskami, pisaniem i mówieniem.

Część praktyczna zawiera trzydzieści ćwiczeń podzielonych na grupy: litera, wyraz, tekst. Ćwiczenia wydawały mi się trudne, ale gdy zaproponowałam wykonanie elementów kilku z nich moim uczniom okazało się, że dzieciaki świetnie bawią się podczas pracy i ogromną frajdę sprawia im wypełnianie poleceń zawartych w propozycjach Agnieszki Wypych.

Autorka zachęca nauczycieli i uczniów do tworzenia neologizmów, dokładania do znanych wyrazów sylab, do wyławiania z „dziwadeł” znanych potocznie słów. Mamy szansę poczuć się naukowcem odczytującym hieroglify lub rozmoczony przez morską wodę list od żeglarzy. Uczymy dzieci właściwej intonacji zdaniowej, ale i traktowania tekstu jako czegoś, co można dowolnie kształtować, interpretować głosem.

 „Wspieranie werbalnego…” chce, byśmy odrzucili schematyzm pracy edukacyjnej i pozwolili sobie na uwolnienie wyobraźni. Do mnie to przemawia.

Dubravka Ugresić. Nikogo nie ma w domu.


Wydane przez
Wydawnictwo Znak

Najnowsza książka Dubravki Ugresić to zbiór felietonów pisanych w latach 1998-2000 i w 2007 roku. Spodziewałam się dobrego pisania, bo znam poprzednie książki pisarki i jestem wiernym kibicem autorki. Znalazłam pisanie lepsze niż dotychczas – może słowa przychodzą łatwiej, gdy mają być zamieszczone w krótkiej formie?

Dowiedziałam się, że autorka nie znosi słowa tożsamość. Nie chce, by kazano jej określać swoją, nie lubi gdy próbuje się ją wtłoczyć w ramy literatury narodowej, bo ona – wieczny tułacz, rozkochany w walizkach – nie czuje się związana narodowościowo, ona, której paszport zmieniono i wciśnięto, po tym jak zniknął z map świat wypełniający jej dzieciństwo, czuje słuszną awersję, do prostego nazywania, dzielenia ludzi według tego w jakiego Boga wierzą, jaki dzień jest dla nich święty lub kiedy poszczą.

Oprócz tematyki anty-narodowościowej znajdziemy w tekstach pisarki wiele trzeźwego spojrzenia na świat. Fascynujące jest to, jak Ugresić postrzega rzeczywistość – ona pisze o wszystkim w taki sposób, w jakie ono – to wszystko – istnieje. Nie ubarwia, nie dodaje, ani też nie odejmuje, nie narzuca subiektywizmu. Patrzy ostro, a że owo patrzenie bywa czasami bolesne… Cóż… Może lepiej być boleśnie otrzeźwionym niż bezboleśnie otumanionym?

Doskonały jest tekst zatytułowany „Stereotyp”. Autorka stawia tezę, iż stworzenie UE jest pewnego rodzaju antidotum jakie zachodnia Europa postanowiła zażyć na rozłażącą się po kontynencie bałkanizację.

„Starość – szaleństwo” ukazuje wyraźnie jak daleko od poszanowania siwych głów jesteśmy i w jaki sposób staramy się odwrócić od tego, co zawsze symbolizowało mądrość, szlachetności i co darzyć powinniśmy estymą. 

I choć pisać mogłabym z zachwytem o każdym z przeczytanych felietonów, to dla smaku zaproponuję Wam fragment „Pomnika dla polskiego hydraulika”:

Nigdy nie było dla mnie jasne, czemu ludzie nie stawiają, na przykład, pomników ziemniakom. Ale nie, człowiek, stworzenie nawykłe do poddaństwa, najchętniej wznosi pomniki swoim politykom. A przecież ziemniaki go żywią, a politycy rujnują. Jednakże twardogłowa istota ludzka wciąż stawia pomniki swoim bohaterom, którzy koniec końców okazują się kryminalistami. Cóż począć, człowiek ma duszę kelnera, zawsze jest gotów służyć, nawet bez napiwku.

Im dalej wgłębiałam się w „Nikogo nie ma…” tym bardziej dostrzegałam podobieństwa w sposobie opisywania świata jakie istnieją między Dubravka Ugresić a Orianą Falaci. Dla mnie jest to argument zdecydowanie in plus na rzecz pisarki urodzonej w Jugosławii, opuszczającej Chorwację i mieszkającej w Holandii.

P.S. Wiem - autorka nie lubiłaby mojego przyporządkowania jej do literatury chorwackiej...

21 października 2008

Cała ja...


Jutro będą recenzje - dziś tylko pokusa z książki "Elza".

Żeby nie było...









że w kociokwiku tylko kotki w gościnie albo akcje adopcyjne - dziś trochę o Ko-córkach.

Największym przyjacielem Kota jest kasztan. Naznosiłam ślicznych, okrągłych, błyszczących całe kieszenie, mając nadzieję na sprawienie radości Kociastym. Im sprawiłam radość, a sobie utrapienie, bo kasztany mam w łóżku, szafce, pod lodówką, pod wanną, w butach, pudełku i - co najbardziej dotkliwe - pod bosymi stopami. Kasztanami bawią się wszystkie trzy kocie dziewczynki, choć na zdjęciach przyłapałam tylko Nusię. Tak, tak - kasztan jest w Z. butach;)

Równie przyjaznym przyjacielem Kota jest szafa. Sisi codziennie staje przed dzwiami i leciutko skrobie na znak, że chciałaby wejść do środka i sama sobie z otwieraniem nie poradzi. Uwierzycie, że doszłam już do takiej perfekcji, iż otwieram drzwi szafy niemalże bezwiednie i niemalże przez sen? Gdy już szafa stoi otworem, równie chętne, jak Sisi, do jej wypełnienia są Nusia i Gusia. Z tym, że Gusia zalega w ciemnościach i tylko błyszczące ślepka świadczą o bytności Kota w szafie, Nusia za punkt honoru przyjmuje wędrówkę wysokościową, a Sisi dotarcie do wnętrza ślicznych, niebieściutkich pokrowców na ubrania (jeden stracił już swoją cechę ochronną, bo przed czym on ma chronić skoro cały w strzępach?). O ile Sisi zwiedza szafę także od góry, przyglądając się marzycielsko sufitowu lub zwyczajnie uciekając przed napastliwością Maleńtasa, to Nusia i Gusia wykazują dośc lekceważący stosunek do takich ekscesów.

Niech nikogo nie zwiedzie szalenie przyjazna postawa - łapki w łapki. Sisi z Gusią toczyły zacięty bój, a to tylko chwilka przerwy - bo prześcieradło takie niebieskie, bo ciepłe wciąż od spania... Każdy powód jest dobry, by na chwilę zawiesić broń;)

O tym, że karton jest kocim przyjacielem o tyle lepszym od kasztana, że występuje rok cały - kociarzy nie muszę przekonywać. A jeśli ktoś potrzebuje upewnienia się w tym twierdzeniu, niech spojrzy na zdjęcia.