16 lutego 2009

Wiktor Jerofiejew. Rosyjska apokalipsa.


Wydane przez
Wydawnictwo Czytelnik

Głównym wrogiem Rosji sa jej mieszkańcy.

Zbiór tekstów Wiktora Jerofiejewa czytałam dłużej niż spodziewałam się to robić. Powód jest zaskakująco prosty – zachwyciłam się pisaniem i nie chciałam się z nim rozstać. Po wielokroć wracałam do już przeczytanych fraz, smakowałam ich brzmienie odczytując je sobie głośno, próbowałam zestawić prawdy objawione przez pisarza z moimi osądami.

Kolejne felietony, eseje podzielono na pięć grup. Pierwsze dwa są zdecydowanie grupą uderzeniową; znajdziemy w nich zdawałoby się oczywistości, ale podane tak, że odkrywają przed czytelnikiem drugie dno opisywanej idei czy portretowanego zjawiska.

Autor bierze na warsztat tematy dość oczywiste jak na stereotypowe myślenie o Rosji: wódkę, poetycki język wulgaryzmów, wielkość rosyjskiej literatury, Nową Rosję, humor rosyjski. Rozprawia się z owymi tematami w sposób zachwycająco brutalny (zachwycająco, bo brutalność owa skrywa się w sprawnym operowaniu językiem i erudycji) i jednocześnie prowokuje czytelnika, by zweryfikował swoje o Rosji myślenie.

W części drugiej, zatytułowanej „Dlaczego tanieją rosyjskie piękności?”, zamieszczono tekst „Gospodyni”. Jerofiejew zastanawia się w nim nad różnicą w sposobie traktowania czynności gotowania i jedzenia przez Rosjanki (i ogólnie społeczność rosyjską) i przez kobiety z Europy Zachodniej (skojarzyła mi się Nigella Lawson). Bycie gospodynią rozumiane jako znajdowanie przyjemności w gotowaniu dla bliskich sobie osób, zdaniem autora, dość topornie wdraża się w rosyjską kulturę. Prosta czynność przygotowywania jedzenia niesie ze sobą kontekst kulturowo-społeczny, który podkreśla autor. *

W „Rosyjskiej apokalipsie” znajdziemy świetny tekst o relacji między światem wykreowanym przez Orwella a codziennością w Rosji, o przyjaźni autora z Miłoszem i opinie autora na temat zwiedzanych miast. A gdy już ktoś zbliży się do końca książki, spotka go miła niespodzianka – list otwarty do prezydenta Putina.

To moje pierwsze spotkanie z Wiktorem Jerofiejewem, ale mam gorącą nadzieję, że nie ostatnie. Będę wracać do tej jego książki i chciałabym sięgnąć po inne. Bo czemużby odmawiać sobie przyjemności?

* po tym tekście pobiegłam do kuchni gotować;)

P.S. Seria „mała proza” Wydawnictwa Czytelnik przynosi mi same miłe niespodzianki i same zachwyty:)

Brak komentarzy: