12 czerwca 2009

Tahar Ben Jelloun. To oślepiające, nieobecne światło.

Wydane przez
Wydawnictwo Karakter

Padł rozkaz. Młodzi żołnierze powędrowali w stronę królewskiego pałacu, by dokonać - w dużym stopniu nieświadomie - zamachu stanu.

Padł rozkaz. Młodzi żołnierze biorący udział w zamachu stanu zostali osadzeni w więzieniu Tazmamart, w celach wielkości grobu, skrytych pod ziemią.

Padł rozkaz. Po osiemnastu latach wyprowadzono z cel czterech mężczyzn, z osadzonych, dwudziestu trzech, którym udało się przeżyć. Wyprowadzono i pozwolono odejść.

Gdy zaczęłam czytać książkę Jellouna miałam wrażenie, że czytam opowieść więźniów obozu koncentracyjnego. Emocje głównego bohatera przypominały te, o jakich pisały/mówiły ofiary innych systemów totalitarnych. Relacja więźnia jest przejmująca, to w jaki sposób mężczyźni żyjący w ciemnościach, w odrębnych celach, organizują sobie porządek dnia, by nie ulec szaleństwu, by zachować zmysły, w trosce o własne człowieczeństwo. Codziennie w małym skrawku przestrzeni podejmują walkę z ograniczeniami wyniszczonego głodem i straszliwymi warunkami sanitarnymi, ciała i z umysłem, który nieustannie pragnie wracać do dobrych dni z przeszłości. Autor ubrał grozę w w przepiękne, poetyckie słowa; odebrał nimi to, co odrażające i podkreślił sens egzystencji bohatera.

Powieść "To oślepiające , nieobecne światło" jest lekturą poruszającą i bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę książkę. Czytajcie...

P.S. Cytat na zachętę:

"Wszędzie na świecie istnieją Kmandarzy. Choć wyglądają jak ludzie, ich ciała i umysły zostały skrupulatnie opróżnione z człowieczeństwa. Oddzielili sie od tego, co było w nich ludzkie, tak jak inni zdecydowali się przelać krew. Żadnych skrupułów. Żadnych wątpliwości."

Brak komentarzy: