15 listopada 2009

Izabela Sowa. Cierpkość wiśni.Smak świeżych malin. Zielone jabłuszko.

Wydane przez

Wydawnictwo Prószyński

Bohaterką "Cierpkości wiśni" jest dziewczyna, którą rodzice skrzywdzili imieniem Wisława (marząc o wspaniałam karierze literackiej córki). Wiśnia studiuje, nie spełnia pokładanych przez nią przez ojca nadziei, wprowadza się na stancję do koleżanek i sprawdza jak to jest być samowystarczalną, dorosłą i odwiedzialną. 

"W szkole mam dwadzieścia pięć godzin tygodniowo. Do tego raz w tygodniu niemiecki, w niedzielę basen i lekcje tenisa. W czwartki warsztaty plastyczne. Teraz ten hiszpański i angielski. Mama mówi, że w moim wieku człowiek szybko wchłania wiedzę i trzeba to wykorzystać. (...) Najgorsze - westchnął Miłosz - że już zawsze będziemy tak tyrać. Odpoczniemy dopiero na emeryturze. Jeny, jak ja marzę, żeby być stary jak mój dziadek. Mieszkać e lesie, mieć siedemdziesiąt lat i wszystko głęboko w dupie."

"Połowa moich pacjentów żyje w weicznej prowizorce. Wynajmuje, pomieszkuje na waleta, zasiedła na dziko, śpi w przytuliskach i podobnych placówkach (...) Właściwie, jak się dobrze zastanowić, rzadko kto jest naprawdę na swoim. A jeśli nawet, nie trwa to zbyt długo. Bo zaraz dopada człowieka zawał, dom starców, chciwe wnuki albo urząd skarbowy. I wracamy do punktu wyjścia. Dziwi mnie tylko, dlaczego niektórzy tracą tyle energii, żeby zdobyć na włąsność betonowe pudełko".

*   *   *

W "Smaku świeżych malin" poznajemy dziewczynę o imieniu Malina. Jej Mama opuszczona przez męża w przededniu przyjęcia komunijnego córki pociesza się towarzystwem różnych mężczyzn walczac o swoje szczęście, Malinę zostawia narzeczony tuż po tym, gdy marnotrawny ojciec Maliny wraca obiecując złote góry, które istnieja tylko w jego wybraźni, a jedynymi osobami na jaką dziewczyna może liczyć jest Babcia i przyjaciółka Ewa. Wsparcia Malina szuka również w pomocy specjalistów - trafia do gabinetu dr Gąbki, dzięki któremu kończy pracę magisterską, broni ją na piątkę i porządkuje swoje życie; do pewnego zadawalającego ją stopnia.

Autorka wyławia z rzeczywistości otaczającej jej bohaterkę absurdy, ironię zdarzeń. Wstawia Malinę w sytuacje, w których znajduje/znajdowało/ma szanse się znaleźć wielu z czytelników - poszukiwanie pracy, dzielone z koleżankami mieszkanie, brak wsparcia w rodzinie, czy porażająco olbrzymie kompleksy.

"- Przedwczoraj... wspominała pani o jednym psychologu, który pisze na ten temat.

- Vonnegut? - spytałam dla pewności.

- Właśnie - ucieszyła się. (...)

- Wiecie co mnie dobiło? Że ta mała naprawdę jest prymuską.

- Oni chyba nic nie czytają.

- Czytają - sprostował Leszek - streszczenia lektur, pamiętniki Leonarda DiCaprio oraz dziesiątki poradników o tym, jak zarobić 100 minionów, wykorzystać energię kosmosu, przyciągać masowo męzczyzn lub kobiety."

*   *   *

Z "Zielonego jabłuszka" wynika, że książki powinnam czytać w odwrotnej kolejności. Bolek, który w książce dopiero co przeczytanej jest uczniem i planuje studia na historii sztuki, w "Cierpkości wiśni" jest już lekarzem ratującym zagrypioną gromadę studentów. "Zielone jabłuszko" opowiada o Polsce zanurzonej w latach osiemdziesiątych, w czasie ukradkowych emigracji, zakupów w Peweksie, kolejek, nimbie opozycjonistów.

"Jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie - zaczął donośnym głosem - kraj, w którym szczytem rozrzutności jest podłożyć komuś świnię, a jedyne wiarygodne informacje podawane przez media, to data. Kraj, gdzie kobiety nie musza już rodzić dzieci, bo powstał Komitet Odrodzenia, a w sklepach nie ma ryb, żeby odwrócić uwagę od braki mięsa. Kraj, gdzie liczba mnoga od wyrazu 'człowiek' to 'kolejka' i gdzie nie można sięgnąć dnia tylko dlatego, że już dawno ktoś je ukradł i sprzedał na części. To kraj, gdzie ludzi traktuje się jak bezmyślne bydło, któremu można wcisnąć każdą blagę i najgorszą paszę. Któremu można wmówić, że białe jest czarne, a kryzys oznacza sukces."

10 komentarzy:

chiara76 pisze...

swego czasu uśmiałam się nieźle nad tymi książkami. Podobały mi się . Nie znam tylko "Zielonego jabłuszka".

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Chiaro,
owszem są śmiesznawa, ale też szalenie trafne w niektórych obserwacjach. Przygotowuję się do spotkania z pisarką:)))

chiara76 pisze...

o, to fajnie;) zazdraszczam. Tak, obserwacje trafne, ale mi właśnie podpasowało, że mogłam się szczerze pośmiać.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Spotkanie jest w czwartek - postaram się napisać coś "po":)

Sesolello pisze...

Uwielbiam "Zielone Jabłuszko" bo książka jest tak osadzona w realiach Stalowej Woli, że od razu ją pokochałam :) Mój narzeczony mieszkał na osiedlu Pławo właśnie i tak też jego dzieciństwo mogło wyglądać. A Izabelę lubię za całokształt:) Mocno jest też zakorzenione jej pisanie z Krakowem, a to już nasze studenckie czasy, więc "she had me at hallo".

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Sesolello,
im więcej znajduję w komentarzach dowodów sympatii do Izabeli Sowy, tym bardziej cieszę się na spotkanie:)

Anhelli pisze...

Witam :)

Choć nie przepadam za taką tematyką książek, a z polskich pisarek, cenię sobie głównie Olgę Tokarczuk, opis, który tu zamieszczasz pozwolę sobie zachować w myślach przy następnych odwiedzinach biblioteki. Widzę również, że lista wydawnictw na twojej liście jest spora, być może i tam kiedyś zajrzę...
Dziękuję za odwiedziny i ze swej strony zapewniam, że również wciągnę cię na swoją listę stron :)
Po prawdzie, dużo dla mnie znaczą pomysły beletrystyczne innych internautów, gdyż pamięć moja do tytułów nie jest wielka a skromny budżet, nie zawsze pozwala na odwiedziny w "renomowanych" księgarniach :)

pozdrawiam serdecznie :)

p.uella pisze...

"Smak świeżych malin" i "Cierpkość wiśni" czytałam. Lubię ten ciepły klimat książek Sowy.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Anhelli,
witam serdecznie:)

P.uella,
powtórzę to co pisałam powyżej - coraz bardziej cieszy mnie możliwość spotkania z Panią Sową:)

odcien-purpury pisze...

Jakiś czas temu upatrzyłam "Zielone jabłuszko", ale kierowana wątpliwościami i ziejącą dziura w portfelu w ostateczności nie zakupiłam tej pozycji. Zresztą cały czas sobie mówię, żeby nie szaleć bo stosik do czytania leży, a ja ciągle znoszę do domu nowe pozycje :)