30 czerwca 2009

Rita Gombrowicz. Gombrowicz w Argentynie 1939-1963.

Wydane przez

Wydawnictwo Literackie

"Gombrowicz w Argentynie" to pierwsza z dwóch książek, w których Rita Gombrowicz opublikowała wspomnienia ludzi znających Witolda - drugi tom nosi tytuł "Gombrowicz w Europie".

Rita po raz pierwszy pojechała do Argentyny w roku 1973. Jak sama pisze, musiała pojechać żeby przekonać się, czy rację miał jej mąż, kiedy w roku 1966 zanotował w "Dzienniku": "W każdym razie jest pewne, że tam, za oceanem, nawet wspomnienie o mnie ulega rozkładowi, umiera".

We "Wprowadzeniu" do książki Rita pyta: "Upłynęło dziesięć lat od chwili, kiedy Gombrowicz ją [Argentynę] opuścił. Cóż mogłam tam znaleźć?"

I od razu odpowiada:

"Od pierwszej chwili po przyjeździe zrozumiałam, że moje żale i obawy były nieuzasadnione. Wspomnienie po nim ani nie uległo rozkładowi, ani nie umarło; było jakby uśpione i pragnęło, by je obudzono".

Książka zawierająca spisane przez Ritę wspomnienia o Gombrowiczu ludzi, którzy znali pisarza, uzupełniona o listy artysty i kalendarium, jest znakomitym świadectwem dwudziestu czterech lat, które pisarz przeżył na ziemi argentyńskiej. Całość jest ilustrowana zdjęciami, z których większość widziałam po raz pierwszy w życiu. Relacje bliższych lub dalszych znajomych artysty mają wielką wartość, bo każda z tych relacji wnosi coś do portretu człowieka, który tym, którzy go znali, jawił się na mnóstwo sposobów, bo przecież, jak sam twierdził, przybierał różne maski. Ale być może nie zawsze przybierał. Oto jak relacjonuje wyjazd Gombrowicza do Europy Maria Świerczewska:

"Kiedy przyszłam do portu, wszyscy już byli na statku. Witold był zdenerwowany, ale pełen energii i nadziei. Najbardziej uderzyła mnie czułość, z jaką się do nas odnosił. Tym razem był bez maski.

I jeszcze fragment ze wspomnienia Świerczewskiej:

"Po wyjeździe Witolda ciągle czuliśmy jego codzienną obecność. Staliśmy się jakby daleką rodziną połączoną jego osobą. Powodem tego nie była jego wielkość intelektualna, lecz jego ludzkie cechy."

Książkę czytałam dwa razy - po raz pierwszy kilka lat temu, a drugi raz teraz. Przy tym drugim czytaniu znalazłam mnóstwo rzeczy, które kiedyś mi umknęły. To ważna książka, choćby dlatego, że pozwala wyrobić sobie obraz człowieka, nie tylko autora powieści czy dramatów. No i po tym, jak przeczytałam tom "Gombrowicz w Argentynie", zupełnie inaczej smakuje mi "Trans-Atlantyk" :-)

List Małego Misia

ocy, gdy Z. odszedł od stołu z komputerem, jego miejsce zajęła Nusia. Ułożyła się na klawiaturze, otworzyła notatnik z akcesoriów (wszak notatnik nie znajduje się nigdzie na pulpicie) i napisala, co następuje:
"nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn200nnnnnnnnnnnnnnnnn 
nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn
nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn
nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn 
nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn 
nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn
nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn
nnbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbb 
bbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbb 
bbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbb
bbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbb
nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn 
nnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnnn 
nnnnnnnnnnnnnnnnn"
Zwróccie uwagę na wiele znaczące 200 pomiędzy literami;)

29 czerwca 2009

Bogumiła Śpiewakowska.Teraz jestem w Tęczowym Moście.

Wydane przez
Wydawnictwo Zysk i S-ka

Książka Bogumiły Śpiewakowskiej jest opowieścią o psach, opowieścią snutą z głębi serca, wynikającą z miłości i oddania psom człowieczej duszy.

Główną bohaterka pierwszej części jest Floksia, wilczuropodobna znajda, która swoją Pańcię pokochała równie mocno jak Pańcia ją. W owym dwugłosie śledzimy historię obu pań od chwili pierwszego spotkania, aż do odejścia jednej z nich.

Część druga to opowieści o różnych psach, które spotkała w życiu autorka. O tych czekających na swoich ludzi zabranych do szpitala, o tych, które znajdowały suchy kąt mimo wielkiej nieufności do ludzi.

Na koniec autorka przytacza legendę o Tęczowym Moście, znaną doskonale wszystkim tym, którzy zajmują się zwierzętami.

To ciepła, wzruszająca lektura.

Meloman(ka)


Podczas koncertu inaugurującego Festiwal Muzyki Organowej we Fromborku wśród słuchaczy znalazł się kot. Wsłuchiwał się w muzykę będąc blisko grającego mężczyzny, a w drugiej części koncertu zasiadł jeszcze bliżej - pomiędzy pedałami instrumentu.
* * *
Za relację i zdjęcie dziękuję Justynie:)

Dobry kocyk nie jest zły, ale własny człowiek jest najlepszy

Zalety kocyka doceniła Nusia. Nawet dwóch kocyków.

Zalety człowieka docenia wciąż Gusia. Zalega w ramach owego doceniania na mnie i nic jej nie ruszy.

Jutro bladym świtem jedziemy do Rodziców, na Mazury. Kociaste jeszcze tym chyba nie wiedzą. A... obcinaliśmy im dziś - przedppodróżnie pazurki. Nusia wyjątkowo prostestowała, więc udało nam się skrócić tylko te z trzech łapek, czwartą pozostawiając na czas, kiedy Nusia uśnie - jak zawsze popołudniu - na wersalce. Nusia dziś śpi zawinięta w supełek w kocim koszyku;)

Kenneth L. Woodward. Fabryka świętych.


Wydane przez

Wydawnictwo M

www. mwydawnictwo.pl

"Fabryka świętych" to, mówiąc najkrócej, książka o tym, jak wygląda proces, w wyniku którego Kościół Katolicki beatyfikuje albo kanonizuje jakąś postać. Woodward pisze o tym, w jaki sposób funkcjonuje i jak pracuje Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych, przedstawia też sylwetki kilku najznamienitszych pracowników Kongregacji. Nie jest to jednak książka, która tylko opisuje od strony formalnej pracę Kongregacji. Autor, dając przejrzysty mini-wykład historyczny, pokazuje, jak kult świętych kształtował się od zarania chrześcijaństwa i mówi o tym, kim są i jakie znaczenie dla Kościoła mają święci. Woodward cytuje Ernesta Blocha, który tak oto widzi rolę, jaką kult świętych odegrał w historii nie tylko chrześcijaństwa:

"To nie moralność Kazania na górze umożliwiła chrześcijaństwu pokonanie rzymskiego pogaństwa, ale wiara, że Jezus powstał z martwych. W epoce, kiedy senatorowie rzymscy konkurowali między sobą, który z nich zdoła splamić swoją togę największą ilością krwi wołów - łudząc się, że w ten sposób zapobiegną śmierci - chrześcijaństwo rywalizowało o życie wieczne, a nie o moralność."

Woodward dodaje:

"Gdyby chrześcijanie utrzymywali jedynie, że tylko Chrystus przeszedł przez własną śmierć, ich wiara mogłaby nie zastąpić rzymskiego pogaństwa. To, co zrobiło wrażenie na niechrześcijanach - co pociągało jednych, a przerażało innych - to wyłaniający się z chrześcijaństwa kult męczenników."

Autor przedstawia w jaki sposób zmieniało się podejście Kościoła do spraw związanych ze sposobem prowadzenia procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych, pisze o swego rodzaju sporze prowadzonym między zwolennikami metod prawnych i zwolennikami metod historycznych, który to spór, jeśli można tak powiedzieć, zakończył się zwycięstwem tych drugich. Woodward pisze:

"Z pewnością w podejściu prawniczym do konkretnych faktów i założeń tkwiła godna podziwu precyzja. Ale była to precyzja, która ostatecznie zakładała, że przed sądem, gdzie akceptowano tylko niezwykłą cnotę, winą kandydatów jest zwykłe człowieczeństwo."

Autor opowiada o tym, jak w ciągu wieków zmieniała się procedura dotycząca procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych, procedura, której, jak dotąd, ostateczny kształt nadał Jan Paweł II. Bardzo atrakcyjne, co zrozumiałe, są rozdziały poświęcone cudom wymaganym do beatyfikacji i kanonizacji (nie będę rozpisywać się na ten temat, żeby nie psuć lektury :-). Niejako przy okazji pisania o samej procedurze, Woodward przedstawia też sylwetki wielu świętych.

Książka jest pełna ciekawostek (np. dowiedziałam się, że nie ma już instytucji promotora wiary, czyli "adwokata diabła"), wspaniale udokumentowana. Tekst główny liczy 448 stron, przypiski 18 stron, a wybrana bibliografia zajmuje prawie 11 stron dość drobnym drukiem. Nie jestem biegła w dziedzinie na tyle, by móc porównać "Fabrykę świętych" z innymi książkami traktującymi o tym samym temacie, ale nie dziwi mnie recenzja, jaką Peter Hebblethwaite zamieścił w "The New York Times Book Reviev": "Jest to po prostu najobszerniejsza, najbardziej rzetelna i aktualna praca na temat procesu ustanawiania świętych, jaką dotąd napisano".

Łukasz Wierzbicki. Dziadek i niedźwiadek.

Wydane przez
Wydawnictwo Pointa

Opowieść Łukasza Wierzbickiego, oparta na wspomnieniach Wiesława Lasockiego i innych żołnierzy 22. Kompanii Zaopatrywania Artyrelii, przedstawia historię niedźwiedzia, który wędrował z Armią Andersa od Persji aż do Szkocji. Nigdy nie słyszałam o Wojtku, bo tak miał na imię ów niedźwiedź, i z dużą przyjemnością oddałam się lekturze.

Książka ujęta jest w formę historii, którą Dziadek opowiada wnuczce. To przepiekny ukłon w stronę Dziadków, którzy dla swoich wnuczek byli najważniejszymi mężczyznami na świecie; wszak Dziadkowie ci umieli wszystko i umieli taaak zajmująco opowiadać.

Przygody Wojtka w polskim wojsku brzmią nieprawopodobnie, ale są prawdziwe. A książka Łukasza Wierzbickiego to doskonały sposób na rozwijanie partiotyzmu (ostatnio nieco się zdewaluowało to pojęcie).

Mam z tej książki jeszcze jeden zysk. Hannę Ordonównę znam jedynie z pieśni "Miłość ci wszystko wybaczy". A okazuje się, że ona wędrowała wraz z sierocińcem do Libanu i zmarła w Bejrucie. Dziś idę do biblioteki po jej książkę pt. "Tułacze dzieci".

Jestem bardzo zadowolona z lektury "Dziadka i niedźwiadka". Polecam!

28 czerwca 2009

Kazimierz Mrówka. Wenecja.

Wydane przez

Wydawnictwo Formicula

Książka Kazimierza Mrówki składa się z dwóch części - jedną z nich stanowi opis podróży rowerowej do Wenecji, drugą - eseje na temat Wenecji i jej osadzenia w kontekście kulturowo-historyczno-społecznym.

Bohater i jego Matylda marzyli o odwiedzeniu Wenecji upatrując w mieście na wodzie magicznego znaczenia dającego nasycenie wszelkim doznawanym w nim emocjom. Gdy wreszcie nadeszła pora spełnienia marzeń każde z nich wybrało inną drogę - kobieta podróżowała autostopem, mężczyzna jechał na rowerze. Owej podróż - zdawało by się - jednoznacznej w wyrazie, narrator nadaje cechy mitologiczne lub legendarne. Bohater, niczym mityczny wędrowiec, musi zmierzyć się z pokusą, okazać swe człowieczeństwo i zderzyć z przeciwnościami.

Druga część to świetny przyczynek do poznania kulturowej strony Wenecji. Autor przytacza opinie Tomasza Mana, Adama Zagajewskiego, Henryka Sienkiewicza i innych, którzy o Wenecji pisali. Nadaje miastu cechy niemalże ludzkie – otacza je tajemniczością, wskazuje na cechy utopijne charakteru Miasta, odsłania zawiłości labiryntu miejskiego, sięga po symbole związane z Wenecją – lustra i maski. Nakreślając szerokie tło historyczno-społeczne przedstawia nam Wenecję znaną z przewodników, ale i tę w duchowym Miasta wymiarze.

Doskonałym dopełnieniem tekstu Kazimierza Mrówki są ilustracje Sławomira Zajkowskiego, młodego zambrowskiego malarza.

Może ktoś marzy, jak bohaterowie książki, o podróży do Wenecji? Zachęcam do literackiej podróży z książką Kazimierza Mrówki „Wenecja”.

Marta Bogdanowicz. Portrety nie tylko sławnych osób z dysleksją.

Wydane przez
Wydawnictwo Harmonia

Dysleksja, mimo, że o niej coraz głośniej, wciąż jest tematem drażliwym. Jedni twierdzą, że dysleksja to nowomodna wymówka leniwych dzieci i głupio im przyklaskujących rodziców, inni uważają, że jest ona wielkim problemem stanowczo zbyt mocno bagatelizowanym.

Marta Bogdanowicz, profesor psychologii klinicznej dziecka, specjalista od wszelkich zaburzeń rozwojowych mogących mieć wpływ na powodzenie dziecia w nauce, autorka Metody Dobrego Startu, w książce "Portrety..." przybliża czytelnikom sylwetki znanych postaci, które z racji dysleksji miały kłopoty w nauce i funkcjonowaniu społecznym, a które owe problemy przezwyciężyły osiągając sukces.

Wśród opisanych przez Martę Bogdanowicz osób znajdziemy Hansa Christiana Andersena, Stefana Żeromskiego, Elizę Orzeszkową, Jacka i Macieja Kuroniów, Leonarda da Vinci, czy Toma Criuse'a lub Whoopi Goldberg. Obok charakterystyki zaburzeń związanych z dysleksją autorka umieszcza przypomnienie tych rzeczy, których dokonali wspomniani przez nią ludzie.

Niesamowicie cenną częścią tej książki są listy od czytelników i słuchaczy audycji jakie Pani Profesor prowadziła nt. dysleksji. Opisy przypadków osób z dysleksją poczynione tylko przez autorkę miałyby chyba nieco mniejszy wydźwięk; czytanie historii spisanych przez bohaterów książki jest znacznie bardziej wstrząsające i pouczające.

Znacie określenie "zdolny, ale leniwy"? Wiecie jaki rozwój dziecka wskazuje na możliwość wystąpienia dysleksji? Jak pracowac z dzieckiem dyslekstycznym? Jak osłabić i zniwelować negatywny obraz samego siebie u dziecka z dysleksją?

W książce Marty Bogdanowicz znajdziecie pierwsze odpowiedzi i - jeśli Waszym udziałem jest dysleksja - znajdziecie pokrzepienie. A po pomoc trzeba udać się TU.

Auderska & Webster


Wczoraj rano przeczytałam wpis Lirito, która zachwycała się książkami z okresu dzieciństwa. Te książki to "Poczwarki Wielkiej Parady" Haliny Auderskiej i "Tajemniczy opiekun" Jean Webster. Jako, że nigdy o nich nie słyszłam, a niegdyś uwielbiałam (i chyba nadal uwielbiam) "Godzinę pąsowej róży", czy "Szkołę żon", to powędrowałam do oddziału dla dzieci i młodzieży lokalnej biblioteki i przyniosłam obydwie, polecane przez Lirito, książki.

"Poczwarki Wielkiej Parady" to opowieśc snuta przez pensjonarkę w pamiętniku. Dziewczyna zwierza się pamiętnikowi ze smutków i radości życia na pensji, a także z niewyjaśnionej sytuacji materialno-rodzinnej. Urocza, trącąca myszką, lektura!

"Tajemniczy opiekun" opowiada historię Agatty Abbott, siedemnastolatki, która całe swoje życie spędziła w ochronce. Pewnego dnia jej los się odmienia - jeden z dobroczyńców Zakładu Wychowawczego postanawia zainwestować w edukację Agaty - finansuje jej naukę w zamian za miesięczne sprawozdania z postępów i anonimowość. Agata listy pisze przezabawne, a początek XX wieku wyłaniający się z jej pism jest uroczy. Interesujące jest, w jaki sposób autorka pokazała dziewczynę z ochronki, która pewnego dnia staje się samodzielna, jak bardzo Agata odstaje od szkolnych koleżanek w sprawach kulturowo-społecznych.

Spędziłam z "ramotkami" bardzo miłe popołudnie:)

27 czerwca 2009

Simon Beckett. Szepty zmarłych.

Wydane przez
Wydawnictwo Amber

Książki Simona Becketta (poprzednie to "Chemia śmierci" i "Zapisane w kościach") są doskonale napisanymi thillerami.

David Hunter jest antropologiem sądowym. Po tragicznych doświadczeniach życiowych odsunął się od pracy i by do niej wrócić, oswoić się na nowo z ofiarami morderstw i pozbyć się paraliżującego lęku przed tymi, którzy zabijają, wyrusza na "Trupią Farmę" w Tennessee. Tom Liberman, szef Ośrodka Antropologii Sądowej Uniwersytetu Tennesse, przyjaciel Davida prosi go o pomoc w zbadaniu zwłok znalezionych w górskiej chacie. Prozaiczna, wydawać by się mogło, czynność dla antropologów sądowych, wywiera olbrzymi wpływ na życie obydwu mężczyzn.

Beckett pisze książki, od których trudno się oderwać. Z wielką dbałością o szczegóły, z szerokim rozeznaniem przedstawianych warunków, podaje nam rewelacyjnie skonstruowaną powieść grozy, wypełnioną opisami tego, co w człowieku najgorsze. Akcja toczy się szybko, bohaterowie zmuszeni są do zderzenia się w własnymi lękami, a psychopatycznym mordercą okazuje się być ktoś zupełnie inny niż ten, kogo typowaliśmy.

Miłośnikom gatunku - polecam:)

26 czerwca 2009

Richard Glover. W łóżku z Jokastą.

Wydane przez
Wydawnictwo Otwarte

Do bogatego zbioru "literatury na wakacje" dołączyć można wydaną niedawno, drugą już, książkę australijskiego dziennikarza Richarda Glovera.

W tomie pod prowokacyjnym tytułem autor spiął różnego rodzaju teksty; mamy tu zatem i coś na kształt leksykonu, instrukcji obsługi, opowiadanka i kodeksów praw najdziwnieszych.

Richard Glover dokonuje ironicznych generalizacji przypisując wszystkim mężczyznom nieumiejętność mycia naczyń i wszystkim kobietom inklinacje do bycia kozłem ofiarnym. Niektóre z jego obserwacji są śmieszne, niektóre mają smak smutnej konstatacji, a niektóre z nich są mało prawdopodobne.

Rodzina sportretowana (swoją drogą w literaturze panuje ostatnio urodzaj na mężczyzn opisujących żartobliwie rodziny) przez pisarza jest rodziną jakich wiele. Od banalnej codzienności różni ich - i to wcale udane - nietuzinkowość pomysłów rodziców na to, jak powinno wyglądać i upływac życie rodzinne. Ot, choćby takie:

"Jedzenie zdrowych warzyw powinno dostarczać negatywnych kalorii, dzięki którym można by było jeść śmieciowe jedzenie.

Przyrzekam nauczyć się dziwacznych określeń używanych przez jej rodzinę, a potem nauczycć ich nasze dzieci, by nie dopuścić do zaginięcia tradycji."

P.S. Poprzednia książka Glovera ma tytuł "Gotowi na wszystko".

25 czerwca 2009

Patricia McConnell. Z miłości do psa.

Wydane przez
Wydawnictwo Galaktyka

Świetna książka! Autorka pisze o zwierzętach i uczy ludzi jak traktować psy. Odżegnuje się od antropomorfizowania i nakłania, abyśmy i my u swoich pupili nie szukali ludzkich cech.

Owszem, zwierzęta mają i okazują emocje (pasuje mi to rewelacyjnie do niedawno oglądanej rozmowy nt. zwierząt w TVP Kultura), ale dodawanie im wyrachowania, złośliwości czy innych przymiotów - przyznajmy ściśle ludzkich - nie jest rozsądne i fatalnie świadczy o naszych umiejętnościach rozumienia zwierząt.

Autorka zapraszana do wielu domów jako psycholog zwierząt zauważała jak mało ludzi obserwuje swoje psy i jak niewielu z tych obserwacji umie pojąć, co pies chce mu przekazać, jakie emocje okazuje.

Książka jest doskonałym "podręcznikiem", kluczem do nauki psów. Do tego, byśmy przestali się dziwić, że spokojny dotychczas pies warczy na sąsiada lub do tego, byśmy nauczyli się szanować psie emocje.

Polecam gorąco!

Rozmaitości

Jedne kotki śpią nie potrzebując wcale powietrza. Wystarczy nabrać go dużo i można spać i spać... aż do obudzenia.
Inne kotki leżą w pozycji Jam jest Królowa Świata Całego i demonstrują umaszczenie poduszeczek.
Jeszcze inne kotki, no cóż, przypominają pijanice ewentualnie pokazują, że posiadają maszt, na który wciągać można flagi.

Żaden komik nie zapewni człowiekowi tyle śmiechu co koty;)

84 Charing Cross Road

Dzięki podpowiedzi Jeanne_n obejrzałam dziś przecudowny film. Polecam gorąco!

Melchior Wańkowicz. Tędy i owędy.


Szukając w bibliotece Hłaski zupełnie przypadkowym przypadkiem trafiłam do miejsca, gdzie stoją książki Wańkowicza. Opanowałam rozszalałą chęć zgarnięcia wszystkich i do domu zabrałam jedynie "Tędy i owędy".

Jak Pan Melchior Wańkowicz pisze! Nie sposób nie uśmiechnąć się, roześmiać i jednocześnie pogrążać się w zachwycie nad językiem, humorem i niebywałą zdolnością dostrzegania rzeczy ważnych do przekazania tam, gdzie ktoś, kto nie nazywa się Wańkowicz, nie dostrzega nic.

"Tędy i owędy" zawiera opisy wydarzeń z różnych etapów życia pisarza. Mamy zatem szansę przekonać się gdzie i jak zdawało się maturę, jak wyglądało prawdziwe życie studenckie w Krakowie, poznać szczegóły pracy w redakcji "Time'a", a także historię nalewki, która rozsławiła Litwę.

Piliście kiedyś Trisz Divinis? Jeśli nie - spróbujcie, jeśli tak - z pewnością zrozumiecie ekscytację Wańkowicza, których swoich gości częstował od serca "trzema dziewiątkami", by później obserwując cóz też nalewka robi z nimi, mieć niebywałą uciechę;) A kołduny? Wyobrażacie sobie zjedzenie ponad 70 kołdunów? Co pieć popijać należało Trisz Divinis, ku lepszemu trawieniu;)

Nie sposób czytać Wańkowicza w osamotnieniu. Brak możliwości podzielenia się jego opowiastkami z druga osobą może spowodowac uduszenie czytelnika;)))

24 czerwca 2009

Spanko, godz. 17:39



Siostra Emmmanuelle. Mam sto lat i chciałabym wam powiedzieć.

Wydane przez
Wydawnictwo Esprit

Ostatnio rozsmakowałam w czytaniu rozmów, wywiadów, więc z dużą przyjemnością sięgnęłam po zapis rozmowy jaki Jacques Duquesne i Annabelle Cayrol przeprowadzili z Siostrą Emmanuelle ze Zromadzenia Sióstr Matki Bożej z Syjonu.

Siostra przeżyła 100 lat. Zmarła w zeszłym roku. 20 lat swojego życia (i to te dwadzieścia, które zaczęły się po 65 urodzinach) spędziła w dzielnicy ubogich w Kairze. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek o niej słyszała, więc tym większa moja radość z lektury.

Siostra Emmanuelle jest fascynująca. Opisując swoje wstąpienie do Zgromadzenia mówi o potrzebie Absolutu, którą zaspokoić w niej mógł tylko Bóg. Owo zaspokojenie, nasycenie Miłością Boga dało jej siłę i entuzjazm, dało determinację i pozwoliło na spełnienie marzenia o tym, by pomagać biednym.

Cała rozmowa z Siostrą pełna jest wykrzykników, tak że czytając ją miałam wrażenie, że po pierwsze Siostra cały czas się śmieje, po drugie zmęczona jest tłumaczeniem oczywistości i wymaga od ludzi (nie tylko tych rozmówców), by dziwili się nie temu, o czym ona mówi, lecz temu światu, który czynią sobie coraz bardziej nieprzyjaznym.

Uderzyło mnie porównanie jakiego dokonała Siostra między kairskimi ubogimi a współczesnymi Europejczykami. W Europie panuje "depresja i posępność", podczas gdy " W dzielnicy nędzy było zupełnie inaczej! Dlaczego? Ponieważ w miejscu całkowicie ogołoconym, w świecie gdzie nie ma nic, cóż pozostaje? Pozostaje człowiek."

W książce nie omija się trudnych tematów: wspomina się o celibacie księzy, o dopuszczalności środków antykoncepcyjnych, o tym, co jest charyzmatem Sióstr Matki Bożej z Syjonu, o dialogu między religiami.

Interesująca rozmowa z fascynującą kobietą, polecam:)

23 czerwca 2009

Doris Lessing. Znów ta miłość.


Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Tylko jedna z dotychczas czytanych przeze mnie książek Doris Lessing nie wzbudziła we mnie zainteresowania. Ale to nie ta... :)

"Znów ta miłość" otacza czytelnika delikatnym, spokojnym i jednocześnie pełnym namiętności nastrojem.

Sara, dojrzała kobieta współkierująca teatrem Zielony Ptak, przygotowuje sztukę na podstawie pamiętników Julie Vairon, kobiety nieprzeciętnej, silnej, wyzwolonej, owładniętej zmysłową miłością i pozostającą poza "dobrym towarzystwem" z racji swojego trybu życia.

Podczas przygotowywania sztuki, pracy z aktorami, muzykami, spotkań ze sponsorami, mecenasami Sara dokonuje badania własnej osobowości. Julie Vairon, mimo, iż nieżyjąca od ponad stu lat, wciąż wywiera magiczny wpływ na wszystkich, którzy pragną opowiedzieć światu o jej niezwykłym życiu:)

Obserwujemy relacje między mężczyznami i kobietami w różnym wieku, w różnych stanach zaangażowania emocjonalnego; są to relacje przepełnione dziwną, niewytłumaczalną pasją, bólem niespełnionych pragnień.

Doris Lesing pisze o kobiecie w wieku przekwitania, która wciąż ma prawo do emocji wiązanych z miłością. Pisze, jak to ona, bardzo celnie, prawdziwie i przejmująco. Nie można jej równiez odmówić poetyckości:

"Sara spacerowała po szarzejącym ogrodzie, dopóki ptaki nie skończyły komentować minionego dnia".

Dobrze mi było z kolejną powieścią Noblistki. Bardzo dobrze...

Sonia Naumann. Maja.bloog.pl


Wydane przez
Wydawnictwo Replika

Maja jest studentką pierwszego roku psychologii. Dość specyficzną studentką, gdyż pisze "muszę się przystosować do tych wszystkich nowych rzeczy (...), ale to wcale nie jest łatwe, jak myślałam (szczerze mówiąc, myślałam, że życie studenta to hulanki i swawole, a zupełnie zapomniałam o części edukacyjnej)! Wykładowcy są tacy dziwni - zachowują się tak, jakby im wcale nie zależało na tym, żebyśmy zdali egzaminy albo się w ogóle uczyli."

Jej naiwność, zapatrzenie w zakupy i chłopaków z początku było aż nadto przerysowane, ale już zdolności bohaterki do popadania w konflikty z prawem, szczególne upodobanie do ulegania pomyłkom i ogólnie pojmowany, szalony charakter Mai, wzbudzają sympatię i śmiech.

Maja ma wiecznie zakochaną mamę, tatę, który bywa gwiazdą, przyjaciółkę mocno związaną z pewnym muzykiem oraz gwałtowną potrzebę znalezienia chłopaka na Walentynki. Ale czy szukanie chłopaka poprzez czat jest dobrym rozwiązaniem?

Maja bawi swoją nieporadnością, spojrzeniem na świat godnym przedszkolaka, a czytanie o jej przygodach stanowiło miłe uzupełnienie zadeszczonego wieczoru po ciężkim dniu. I tylko gdzieś tam w tyle głowy wierci mi się pytanie, które oczywiście przeganiam, o to jak bardzo Maja jest reprezentatywna dla swego pokolenia?;) Pytanie, sio! Wszak to książka lekka, przyjemna, a nie psychologiczny portret współczesnych studentów:)

22 czerwca 2009

Beata Ostrowicka. Zła dziewczyna.

Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Tu nie ma dobrego zakończenia. Wydawało mi się, choć nie wiem czemu, że Beata Ostrowicka zakończy swoją powieść zupełnie inaczej, niż ją zakończyła. Ale teraz już wiem, że inne zakończenie odebrało by opowieści o złej dziewczynie wyrazistość...

Marcyśka uciekła z domu, w którym ojciec pił i bił, matka prała brudy tylko między swoimi do krakowskiego liceum. Początkowo zahukana zamiast szaleńczego oznajmiania wszystkim swojej wolności wybrała wycofanie. Nikt w klasie nic o niej nie wiedział, rodzina uważająca jej pobyt w Krakowie za nadmiernie kosztowną fanaberię, tym bardziej.

Jej życie zmienia się wraz z otrzymaniem spadku. Dziewczyna staje przed trudnymi wyborami, a jej wyjście ze skorupy osamotnienia rodzi konieczność kolejnych decyzji, planów - większej niż wcześniej samoświadomości i odpowiedzialności.

Lektura wciąga... Zaraz po otrzymaniu książki zerknąłam w tekst i... obiad ugotowałam znacznie później niż planowałam;)

Polecam, nie tylko nastolatkom.

Marek Hłasko. Felietony.

Rzutem na taśmę zrealizowałam swoje zamierzenie, by włączyć się w święto Marka Hłaski.

W liceum będąc przeczytałam całe dzieła zebrane Hłaski, w wydaniu Czytelnika (ot, takie jak na zdjęciu). I tyle mojej z tym pisarzem znajomości... Stąd też nie wiem, na ile ironiczne jest stwierdzenie Hłaski " Mamy również nadzieję, nadzieję partyjną...", a na ile jest ono prawdziwym upodobaniem do takiej poetyki, na ile pisarz dał się ponieść wzniosłym ideałom komunizmu...

Przeczytałam felietony - o Szołochowie, Dostojewskim, który zdaniem Hłaski w pisarstwie swym poszukiwał prawdy i o "Ferdydurke", która pozostaje "ciekawym obrazeczkiem karkołomnej ekwilibrystyki umysłowej".

Powinnam wiedzieć więcej o Marku Hłasce. Ale nie wiem i przyznam, że czytanie jego feletonów bez znajomości kontekstów w jakich powstawały przypomina błądzenie w ciemności. Niemniej jednak cieszę się, że po nie sięgnęłam...

Hugh Laurie. Sprzedawca broni.


Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Po książkę Hugha Lauriego sięgnęłam, pewnie jak większość, z powodu granej przez niego roli dr Grega House'a.

Bohaterem powieści jest Tom, który jest dobrym, prawym czlowiekiem wciągnętym w szemrane sprawy. Pewien bogaty mężczyzna zleca mu zabicie samego siebie, a później jest już tylko coraz bardziej dziwnie. Tom zostaje wplątany w działania potentatów sprzedaży broni i to wplątany jako członek organizacji terorystycznej.

Powieść czyta się nieźle; autor wciąż pozostawia czytelnika w nieodpartym przekonaniu, że to o czym pisze to jedynie prześmiewcza konwencja, że wystarczy żartobliwie mrugnąć okiem, by użycie terrorystów do wypromowania nowego typu helikoptera stało się li i jedynie fikcją literacką, a nie brutalną prawdą wartą olbrzymie pieniądze.

Aż strach pomyśleć o tym, że to może nie być fikcja...

P.S. Porównanie seksualności kobiet i mężczyzn do fiata pandy i volvo ubawiło mnie nieprzeciętnie;)))

21 czerwca 2009

Dziś dzień kocich nieszczęść...

W ciagu doby do katowickiego schroniska trafiło 14 kotów. Te przywiezione jako ostatnie umieszczone są w transporterkach, bo nie ma już miejsc w klatkach, a zanim trafią na - przepełnioną już kociarnię - trzeba je obejrzeć, wysterylizować itp. Koty nie jedzą, nie załatwiają się, zamierają w przerażeniu.

Jeśli ktoś może - niech stanie się domem tymczasowym lub stałym dla potrzebujących człowieka kotów.

Wolntariusze Cichego Kąta proszą o pomoc

Borykamy się z poważnymi problemami finansowymi. Nasz azyl słynie z tego, że jest prowadzony wzorcowo. Zwierzęta, które są pod naszą opieką, mają zapewnione wszystko to, co jest im potrzebne dla zdrowia i rozwoju - zdrowe karmy, leczenie weterynaryjne, odpowiednie warunki higieniczne, sterylizację (ograniczanie bezdomności bezpańskich zwierząt jest jednym ze statutowych celów naszego Stowarzyszenia).

Niestety w tym momencie staliśmy się bezradni - pod naszą opieką znajduje się aż 75 kotów, a jest dopiero maj... Czyli przed nami trzy miesiące, w których statystycznie przyjmowaliśmy najwięcej zwierzaków - głównie kociąt, tych urodzonych na podwórkach i tych, które zostały wyrzucone przez ludzi, którzy nie pomyśleli o sterylizacji swoich kotek. Nie jesteśmy w stanie przyjąć już żadnych zwierząt, a nieustannie dostajemy telefony z prośbą o pomoc.

Bardzo proszę, nie zostawiajcie tych biednych, niechcianych stworzeń samych...

Bardzo potrzebujemy wszelkiej pomocy, zarówno finansowej, rzeczowej, jak i fizycznej.

Pomoc fizyczna

  • Zamieszczanie ogłoszeń we wszelkich możliwych mediach, głównie w internecie. Wiadomości o kotach i ich zdjęcia znajdują się na stronie www.azyl.org


Bardzo prosimy o zwrócenie uwagi na informacje o mieście, w którym przebywa dany zwierzak.


  • Rozklejanie ogłoszeń, które można znaleźć tutaj w lecznicach weterynaryjnych, sklepach zoologicznych.



Pomoc rzeczowa

Są takie rzeczy, które zawsze są niezbędne w azylu. Można je przynieść - w Krakowie kontakt pod telefonem 888 214 806, w Tarnowskich Górach i okolicach telefony: 602 680 250 lub 795 138 858 lub zamówić w sklepie internetowym, podając adres azylu (ul. Wiśniowa 35, 42-600 Tarnowskie Góry). Do takich rzeczy należą:
  • karma dla zwierząt - sucha karma, np. Acana, Purina Pro Plan, Royal Canin (zwłaszcza karmy dla kociąt: Royal Canin Babycat, Royal Canin Kitten), Bento Kronen, Orijen, Hill's - te karmy ze względu na skład są najzdrowsze dla zwierząt;
  • żwirek drewniany odpowiedni dla małych kociąt, np. JRS Cat's Best Eko Plus, żwirki bentonitowe bezzapachowe, np. Benek Compact;
  • kontenerki plastikowe, najlepiej z metalową kratką, niezbędne do przewożenia kotów do weterynarza;
  • Stare koce, prześcieradła, pościel - ale tylko takie, które można wyprać. Z powodu bardzo wysokiego kosztu wywozu śmieci ze schroniska nie przyjmujemy poduszek, materacy, kołder, wszystkich rzeczy, które nie nadają się do prania.
Pomoc materialna

  • Adopcja wirtualna. Osoba adoptująca wirtualnie kota zobowiązuje się do comiesięcznych wpłat w wysokości 50 zł. Nazwisko/pseudonim opiekuna wirtualnego znajduje się na stronie w profilu danego kota, opiekun dostaje też informacje na temat kota, zdjęcia, zostaje powiadomiony, gdy dochodzi do adopcji kota;
  • Wpłaty na konto azylu:


ING Bank Śląski: 75 1050 1621 1000 0023 3410 7998
Stowarzyszenie Przyjaciół Bezpańskich Zwierząt

42-600 Tarnowskie Góry, ul. Korczaka 9/6



Wszystkie informacje można znaleźć także na stronie azylu "Cichy Kąt": www.azyl.org

20 czerwca 2009

Wieści z Wydawnictw...


słowo/obraz terytoria wydaje "Historię filozofii rosyjskiej" Leonida Stołowicza. Sądząc po spisie treści... Ach! Och! I tym podobne;)
* * *
W.A.B zaprasza na spotkania autorskie z Zygmuntem Miłoszewskim w Tomaszowie Mazowieckim 25 czerwca, o godzinie 17, z Maxem Cegielskim w Kaliszu o 18 w piątek, 26 czerwca.
* * *
Miłośnikom czasów Cesarstwa Rzymskiego polecam serię "Rzymianie" oferowaną przez Wydawnictwo WAM.
* * *
Znak zaprasza 22 czerwca do krakowskiego kina Kijów na siedemdziesiąte urodziny Normana Daviesa. O tym jak zdobyć zaproszenie przeczytacie TU.
* * *
Wczoraj w Red Horsie swoją premierę miała "Kartografia" Kamilii Shamsie.
* * *

Jacek Pałkiewicz na Dniach Żoliborza!

Zysk i S-ka Wydawnictwo serdecznie zaprasza na spotkanie z Jackiem Pałkiewiczem podczas Dni Żoliborza w niedzielę 21 czerwcaw Parku Żeromskiego w Warszawie

Jacek Pałkiewicz będzie dedykował książki między godziną 16 a 18 na stoisku Zysk i S-ka Wydawnictwo

* * *

Wydawnictwo Kojro, tym którzy kupią "Lit-6" proponuje w promocyjnej cenie po 10 zł "Rozkaz" i "Listy do Trynidadu".

* * *

Lektury na wakacje proponują: Wydawnictwo SOL "Gosposia prawie do wszystkiego", Replika - "Maja.bloog.pl" i Wydawnictwo Literackie "Kryształowy anioł".

* * *

Fundacja "Borussia" z Olsztyna poszukuje osób w wieku 18 - 30 lat zainteresowanych odbyciem rocznego wolontariatu na Warmii i Maurach w ramach projektu „Międzynarodowy wolontariat w ochronie krajobrazu kulturowego na Warmii i Mazurach".

* * *

A TU znalazłam świetne książki w zupełnie niezrozumiałych, niskich cenach. Powiedzcie sami - rewelacyjna "Tajemnica Kopernika" Wydawnictwa M za jedyne 9, 90 zł?

* * *

Za chwilę odetchnę, poczuję, że mam wakacje i zacznę czytać i pisać. Teraz mam blokadę ze zmęczenia...


18 czerwca 2009

Niby nie jest słonecznie,

ale i tak kociątki stwierdziły, że 4:27 jest dobra na szaleństwa. Ganiały się wszystkie trzy, co i rusz zmieniający konkigurację. Później Gusia i Nusia zaczęły się bawić frotkami do włosów; Gusia je podrzuca i łapie w locie, a Nusia wkłada pod materac, najgłębiej jak umie, a później wyciąga mając przy tym mnóstwo zabawy, a SIsi zajęła się kartonem otrzymanej wczoraj z Kącika Pupila paczki. Udało nam się jednak zasnąć, a i  koty - pozbawione widowni - zapadły w sen.

17 czerwca 2009

Neil Gaiman. Chłopaki Anansiego.



Wydane przez

Wydawnictwo MAG

Zaczęłam słuchać "Chłopaków Anansiego" w drodze do pracy. Ale, że do pracy mam blisko i za chwilę zaczynam urlop, to bałam się, że treść słuchana gdzieś mi umknie. Znalazłam na półce bibliotecznej książkę i wpadłam po uszy.

Rzeczywistość opisywana przez Neila Gaimana jest tą jaką znamy z życia. Z jedną tylko różnicą - rzeczywistość z powieści zakrzywia się gdzieś, kiedyś, w czymś tak, by do zwyczajnej codzienności wprowadzić elementy fantastyczne.

Gruby Charlie niezbyt mocno darzył ojca szacunkiem i miłością. Czuł się przez niego upokorzany i wstydził się, gdy przyszło im być razem w publicznym miejscu. W tym wstydzie było też chyba trochę zazdrości - ojciec Grubego Charliego czuł się dobrze wszędzie i w każdym towarzystwie. I robił z ludźmi coś takiego, że byli mu przyjaźni.

Charlie ma brata, o czym dowiaduje się będąc już całkiem dorosłym facetem. Jednak czy dobrze jest mieć brata? Czy brat to odrębna osobowość, czy esencja łobuzowatości wygnana z Charliego i ucieleśniona w Spiderze?

Czytam Gaimana i cieszę się, że poznałam jego pisanie późno i dużo jeszcze przede mną jego książek:)))

P.S. MAG wznowił powieściowy debiut Gaimana - "Nigdziebądź" z przedmową Andrzeja Sapkowskiego. Premiera dziś:)

16 czerwca 2009

U progu wakacji...

lektur mam mnóstwo... I z jednej strony cieszy mnie zbliżający się urlop, bo można gdzieś wyjechać, a z drugiej martwię się o to, jakie książki zabrać ze sobą i ile;) Ale bylebyśmy tylko takie zmartwienia mieli, prawda?


Stosik po lewej:
Rawi Hage. W co grał de Niro.
Dariusz Muszer. Lummick.
Bajkoterapia.
Siergiej Łukjanienko. Labirynt odbić.
Charles Martin. Gdzie rzeka kończy swój bieg.
Agnieszka Fibich. Dopóki widzę twój cień.
Podzielnik:
Stanisław Milewski. Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy.
Stosik po prawej:
C. S. Harris. Czego boją się anioły.(rozeznanie przed sierpniowym wydaniem kolejnej książki tej autorki, "Kiedy bogowie umierają")
Kazimierz Mrówka. Wenecja.
Elżbieta Cherezińska. Saga Sigrun.
Irshad Manji. Kłopot z islamem.
Friedrich Glasl. Pomocy - konflikty!
Helmut Eller. Nauczyciel wychowawca w szkole waldorfskiej.
Tomasz Szkudlarek. Media.Szkic z filozofii i pedagogiki dyskursu.
Dziecko w świecie wielkiej i małej Ojczyzny (wszak nauczycielem się jest, a nie się bywa;))

Bohumił Hrabal. Auteczko.

Wydane przez
Wydawnictwo Znak

Pewnego razu, Zosik, stwierdziła, że skoro kociarą jestem znać "Auteczko" powinnam. Czasu od tamtej "rozmowy" minęło sporo, ale o niej nie zapomniałam i rozpoczęłam znajomość z Panem Hrabalem od powieści, której bohaterami są, między innymi, koty.

Nie umiem się pozbierać po tej lekturze. Owszem, narrator opowiada o swoim silnym związku z kotami, o tym, jak przejmuje się nimi, jak one okazują mu miłość przytulając się do niego, śpiąc przy nim, powierzając mu swoje dzieci. A on wyjeżdżając do Pragi wyrzuca ukochane koty z domu na deszcz i chłód, ich dzieci wkłada do starego worka pocztowego i zabija uderzeniem o drzewo, oddaje obcym ludziom kota, który z tęsknoty za nim i za własnym domem marnieje, miauczy i wyje. I wszystko to z powodu pytania: "co będziemy robić z tyloma kotami?".

A później dręczą go wyrzuty sumienia, próbuje szukać odkupienia za zło, które wyrządził tym, które go kochały, które powierzyły mu swoje życie. Zadośćuczynnieniem uznaje własny wypadek, doznane obrażenia i ból - w jego odczuciu - zrównują go z tymi, których ukrzywdził i dokonują oczyszczenia.

Żałuję, że znajomość z Hrabalem zaczęłam od "Auteczka", bo tematyka przesłoniła mi wszelkie literackie plusy jego prozy.

Ludzi, którzy krzywdzą oddające się im w opiekę zwierzęta skazałabym na wieczne wyrzuty sumienia. Jest ich niestety wciąż wielu...

P.S. Ryczałam podczas czytania tej książki. Płakaniem nazwać tego nie sposób.

Sjón. Skugga Baldur.Opowieść islandzka.

Wydane przez
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria

Opowieść Sjóna toczy się w poetyce legend i podań. W realiach opisywanych przez autora znajdziemy rzeczy niejasne, sprawy magicznie tajemnicze, a opis wydarzeń - szczególnie tych dotyczące polowania - brzmi jak z baśni.

Z początku może się wydawać, że mało treści, dość oryginalnie rozplanowanej na stronicach książki, nie zapewni odpowiedniej przyjemności z lekury. Jednak, gdy czas już nadejdzie na to, by się w słowa autora wczytać, okazuje się, iż owe słowa zatrzymują czytelnika przy sobie, zatrzymują jego myśli, tajemniczo wiążą się z kolejnymi czytanymi zdaniami i... cóż tu dużo kryć - robią wrażenie.

Moja sympatia najsilniej utkwiła przy Fryderyku i lisicy. Obydwoje żyjący w swoim własnym świecie, obydwoje związani osobą pastora i w pewien sposób należący do natury.

Niewątpliwie uwagę zwraca język powieści. Archaiczny we frazach i stosowanym słownictwie, burzy utarte schematy czytania i nakłania do mocniejszego zaangażowania się w tekst, do spojrzenia na niego na nowo.

"Skugga Baldur" zapewnił mi nowe doznania czytelnicze. I choć to nie jedyny atut tej książki, to już dla przeżycia owych doznań, warto sięgnąć po książkę Sjóna.

15 czerwca 2009

David Gilman. W szponach Lucyfera.


Wydane przez

Wydaniwctwo Egmont

Z początku wydawało mi się, że jest to powieść dla młodzieży. Piętnastoletni bohater i uprawiane przez niego sporty ekstremalne stwarzały wrażenie, że dorosły czytelnik przeczyta owszem książkę Gilmana, ale bez tak silnego zaangażowania jak zrobi to młody człowiek.

Max Gordon na stokach Pirenejów bierze udział w zawodach sportów ekstremalnych. Podczas jednego ze zjazdów widzi mnicha uciekającego na nartach przez mordercą. Strzały wywołują lawinę, ranny mnich odkopuje chłopaka spod śniegu, by potem sam osunąć się w przepaść. Zanim zginie zdąży podzielić się z Maxem pewną tajemnicą.

Sekret mnicha Zabali dotyczy katastrofy jaka spotka Ziemię. Akcja powieści toczy się na dwóch kontynentach, a fabuła wymaga choć podstaw wiedzy o ekologii, CERN-ie i różnych podobnych sprawach, o których podczas lektury - wiedziona ciekawością - doczytywałam w internecie.

Bohater powieści ma jeszcze coś, oprócz szalenie sprawnego umysłu i odwagi, w chwilach silnego zagrożenia utożsamia się z niedźwiedziem. Nagle wyostrzają mu się zmysły, nabiera potężnej siły, a zwierzęta odczuwają w nim dzikość i ulegają jego potędze.

Max Gordon przypominał mi nieco Bonda. Jamesa Bonda, tyle tylko, że uboższego o wyraźnie zarysowaną sferę erotyczno-romansową, wszak Max ma lat piętnaście i na razie skupia się na tym, by ratować świat. Choć piękna Sophia, w której płynie krew plemienia Tuaregów nie jest chłopcu obojętna...

Jak się domyślacie popołudnie z tak ekscytującą powieścią upłynęło błyskawicznie:)

P.S. thedangerzone.co.uk

14 czerwca 2009

Ile w tekście z netu jest prawdy, czyli Ko-córki w całej krasie

Nasze koty mają znakomite wyczucie równowagi. Nie potłukły niczego z wyjątkiem ogonka kotka od Zuzu, którego to kotka Nusia z premedytacją zrzucała z półki.

Na firanach zawieszała się Sisi będąc Małym Kotem. Później zrezygnowaliśmy z firan;)

Kwiaty mieliśmy do czasu, w którym nie mieliśmy Nusi. Współegzystencja Małego Misia i doniczek okazała się niemożliwa. Dwa kwiatki umarły, jeden wyniosłam do pracy.

Gusia usiłuje nas przekonać, że nici wywleczone z kanapy są fajne.

Dywaniki łazienkowe i przedpokojowy chodnik służyły do ukrywania się pod nimi lub do ujeżdżania. Trzeba się było rozpędzić i wziiiiuuuuu;)

Jedyne zamykane drzwi w naszym domu to te wyjściowe.

Długo próbowaliśmy odkryć Sisukową skrytkę na skarby. Za szafką na buty znalazłam listek witamin, stado myszek, kasztany. Gdzie Nusia schowała około tuzina ping-pongów nie wiemy do dziś.

Tylko Gusia nie śpi z nami. Sisi i Nusia bez wahania kładą się na kołdrze wymuszając na nas wygibasy pozwalające spać i nam, i im.

Sisi uwielbia w nocy nas ugniatać. I jeszcze trąca łepetynką, żeby ją głaskać i świadomie uczestniczyć w owym czułym momencie. Moja świadomość nie jest zbyt długa…

Nieznajomi patrząc na moje ręce mówią „Ooo, ma pani koty?”

Tak, tylko ameby mają większe zdolności w zakresie zmiany kształtu i pozycji. Dzwonek wiszący z regału gdy wchodzimy do mieszkania wykonaniu Sisi, czy baranek robiony przez Nusię jakieś naście razy w ciągu dnia, a także posuwisty, tygrysi krok Gusi i jej wytrzeszczone zdziwieniem oczy powodują, że za każdym razem, gdziekolwiek idę i cokolwiek robię w myślach dokonuję przeglądu Kociastych zastanawiając się gdzie są i co robią. Po czym szukam w zamkniętym mieszkaniu, z coraz to większą paniką, jednej z nich, która- jak wczoraj Sisi – weszła do szafki pod zlewem i skrupulatnie tę szafkę za sobą zamknęła.

Nusia gryzie, gdy chce, żeby się z nią bawić. Gusia przychodzi położyć się na klawiaturze, gdy uzna, że miski zbyt długo są puste, a my podchodzimy do sprawy lekceważąco. Sisi skorzysta z wanny, jeśli w kuwecie nie będzie- jej zdaniem- odpowiednio czysto.

Gusia położy mi się na kolanach i zaczyna burczeć. Potrafi wyprosić u nas wszystko to, na co ma ochotę, bo jak nie ulec tym ślicznym, szeroko otwartym oczom? Gdy Sisi ogarną chwile czułości to wdrapuje się na moje ręce i przytula się burcząc i zlizując mi perfumy z nadgarstków czy szyi. I zawsze podczas podróży zawsze grzecznie śpi w koszyczku. Nusia zarzuciła już nawyk iskania mnie w dowód miłości, ale lubi podejść, by otrzeć się, przycupnąć na kolanie, liznąć w nos i pogalopować dalej w sobie tylko wiadomych kocich sprawach.

Nie oddalibyśmy ich. Co więcej – nie wyobrażamy sobie bez nich domu.