17 października 2010

Teresa Monika Rudzka. Bibliotekarki.

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

"Bibliotekarki" wepchnęły się na listę debiutów zdecydowanie i nagle. Po prostu zjawiły się któregoś dnia i filuternie spoglądając wyraziły zdumienie, że jakże to - książka o pracy w bibliotece nie miałaby mieć pierwszeństwa? W bibliotece - tym ulubionym miejscu większości moli książkowych? Nie trzeba było przekonywać mnie zbyt długo i tak oto lista "Tygodnia z..." powiększyła się o debiut Teresy Moniki Rudzkiej.

Główną bohaterką scalającą historie poszczególnych bibliotekarek jest Pani Żywia, kobieta dystyngowana, starsza, obyta w świecie, która postanowiła ubiegać się o pracę w bibliotece miejskiej zamiast siedzieć w domu i korzystać z tego, że ma rentę. Determinacja i upór kobiety doprowadziły do tego, że po ponad roku dostała pracę. Trafiła do filii nr 32 i tak zaczęła się jej bibliotekarska codzienność.

W książce skorzystano w trzech rodzajów wypowiedzi: zapisków pamiętnikarskich Pani Żywii, cytatów z księgi skarg i zażaleń oraz z monologów poszczególnych osób, z którymi Żywia spotyka się w pracy. Zabieg taki urozmaica opowieść, pozwala zajrzeć głębiej w życie poszczególnych postaci, a jednocześnie ukazuje szersze tło dla funkcjonowania bibliotecznego porządku.

Chwilami historia bibliotekarek daleka jest od optymizmu - kobiety są wobec siebie niesprawiedliwe, złośliwe, często stosują wszelkie środki pozwalające upokorzyć, czy wyśmiać koleżankę. Brakuje osób z pasją, osób, którym zależy na pracy i nie doszukują się jej sensu w uklepywaniu książek tak, by stały równo na półce. Wręcz bolesne jest uświadomienie sobie jak wiele osób nie ma odpowiedniego przygotowania do pracy w bibliotece, jak wiele lekceważy ułatwienia niesione przez komputeryzację i wciąż ogranicza się do tego, by biblioteka pozostała li i jedynie wypożyczalnią książek, bo wszystko inne to już kłopot. Na szczęście w morzu osób bez pasji są te, które lubią swoją pracę, odnajdują w niej przyjemność, dla których kontakt w książkami i ludźmi jest satysfakcjonujący.

"Bibliotekarki" to słodko-gorzka opowieść o kobietach za biblioteczną ladą. Cieszę się, że mogłam ją dołączyć do mojego zestawu lektur - pozwoliła mi spojrzeć na nowo na pracę w bibliotece i uświadomić sobie pewne, dotychczas, nieuświadomione, oczywistości.

15 komentarzy:

nutta pisze...

O bibliotekach i bibliotekarzach można dyskutować, bo są różni: mądrzy i głupi, sympatyczni i złośliwi, wścibscy i otwarci na ludzi. Z zapisu wnioskuję, iż jest w książce obraz nielukrowany, a nawet krytyczny wobec pewnego procentu zatrudnionych. Bywa, że biblioteka staje się tylko rozdzielnią słowa drukowanego, ale też niektórzy potrafią stworzyć w swoich centra spotkań DKK.
Pozdrawiam niedzielnie:)

sabinka.t1 pisze...

no niestety bibliotekarze bywają różni :)
Opis niesamowicie ciekawy, muszę zobaczyć czy w u nas w bibliotece jej nie ma :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Nutto,
w bibliotekach, jak w każdym innym miejscu pracy, natknąć się można na rożnych ludzi. A tych, którym się chce (DKK, wszelkie spotkania autorskie, warsztaty, itd.) - doceniam:)

Sabinko,
polecam:)

Skarletka pisze...

Bardzo chętnie i z ogromnym zainteresowaniem sięgnę po tą książkę - zawsze chciałam się przekonać, jak to jest po drugiej stronie.

Pozdrawiam :)

Kala pisze...

Myślę, że to może być ciekawa lektura. Chętnie sięgnę kiedyś w przyszłości.

the_book pisze...

Ja jako bibliotekarz czuję się zobowiązana przeczytać tę książkę:) Fascynujące, że to polska rzecz! Pozdrawiam :D

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Skarletko,
ja też chciałam:) Fragmenty można znaleźć na pinezce.

Kala,
ciekawa, zaręczam:)

The_book,
oj, to ja czekam na Twoją opinię:)

rejestrator pisze...

Chętnie sięgnę w wolnej chwili - znając życie pewnie dopiero w wakacje ;)

Anonimowy pisze...

Przeczytałam i ja. Bardzo ciekawa powieść, a ten bibliotekarski światek tonie w oparach lekkiego absurdu. Tylko absolutnie nie można nazwać Żywii starszą kobietą; jakoś do niej to określenie nie pasuje.

Mała Gosia pisze...

musze ją przeczytać :)

Anonimowy pisze...

Jestem bibliotekarzem z powołania i wykształcenia, od kilku lat w zawodzie. Właśnie "bibliotekarzem", a nie "bibliotekarką", która to w naszym społeczeństwie kojarzy się bardzo negatywnie. Sięgnęłam po tę książkę z wielkim zainteresowaniem - nareszcie coś o nas. Nareszcie ludzie zobaczą, że pracownicy bibliotek to wykształceni ludzie na poziomie, którzy doskonale wiedzą co robią (przynajmniej większość z nich). A tu przysłowiowy ZONK - bohaterki to osoby małostkowe, kombinatorki lekceważące czytelników i siebie nawzajem. Osoby, dla których obsługa komputera to czarna magia, a najważniejsze jest by książki były równo poukładane... A z tego wszystkiego najsympatyczniejszy jest duch, tylko moim zdaniem to za mało by zrekompensować resztę książki.

Barbara pisze...

Pracuję w bibliotece od kilku lat i należę do najmłodszej kadry bibliotekarskiej. Z wielką nadzieją sięgnęłam po "Bibliotekarki", bo liczyłam na to, że w końcu ktoś obali mit bibliotekarki, jako osoby, która przychodzi do biblioteki odpocząć i poczytać sobie prasę czy książkę, między wejściem jednego czytelnika i drugiego. Oczywiście, biblioteki są różne. Główna bohaterka - Żywia, oczytana, zadbana, elegancka i wykształcona kobieta miała być (według mnie) świeżym powiewem w bibliotece, zapowiedzią zmian. Zakończenie powieści, wszelkie zmiany jednak wyklucza. I nawet podkreśla - że w bibliotekach zmian nie trzeba. Mnie się taki obraz biblioteki nie podoba. Ja się z nim nie zgadzam. I żałuję, bo liczyłam na więcej :(

Beata pisze...

Witam, jestem bibliotekarką i nie mogę się doczekać, by wziąć do ręki te książkę. Już teraz z recenzji wnioskuję, że pokazuje dużo prawdy o nas pracownikach bibliotek. Przecież wokół siebie widzę osoby, dla których ta praca to w żadnym razie nie pasja, ale odsiadówka, są tez inne oczywiście i tu jest nadzieja na przyszłość. W gronie bibliotekarzy tak jak wszędzie zdarzają się nieporozumienia, przepychanki, walki o stołki. Ja na szczęście pracuję sama w małej filii i jestem niejako poza tym wszystkim, lecz czasem wbrew woli i mnie to dotyka. Pozdrawiam.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Beato,
jestem ciekawa Twojej opinii po lekturze. Pozdrawiam:-)

niebieska376 pisze...

Dziewczyny, nie pozwólmy, by nadal panował stereotyp "bibliotekarki"(szary sweter, okulary i koczek) i biblioteki jako "poczekalni". Gdy zaczynałam pracę, pierwszą rzeczą jaką zrobiłam, było zdjęcie szarych, papierowych okładek z książek...dziś biblioteka wygląda zupełnie inaczej. Cieszę się, że jestem bibliotekarzem. Jestem w pewnym sensie odpowiedzialna za innych. Lubię swoją pracę i ludzi. Oprócz wypożyczania książek, robię wiele innych rzeczy np. wraz z młodzieżą śpiewam poezję...Dziewczyny, wszystkie jesteśmy wyjątkowe pod każdym względem. Pozdrawiam!