14 listopada 2010

Eamon Javers. Agent, handlarz, prawnik, szpieg.

Wydane przez
Wydawnictwo Literackie


Javers pisze o szpiegach korporacyjnych – pokazuje nam świat, o którym nie wiemy prawie niczego, bo niby skąd mielibyśmy wiedzieć? Firmy oferujące usługi szpiegowskie nie mają przecież żadnego interesu w tym, żeby dzielić się swoją wiedzą z szeroką publicznością i zdobywać rozgłos.

Javers, zanim napisał swoją książkę, spotkał się z wieloma agentami i wykonał kapitalną robotę dokumentując to, czego dowiedział się podczas swoich tajnych spotkań - w przypiskach autor podaje namiary do źródeł i te przypiski są jednym z największych atutów książki.

Pierwsze 50 stron czytałam bardzo długo, bo sprawdzałam w Necie każdą firmę, o której pisze Javers, każde nazwisko i każdy fakt, który tylko dał się sprawdzić. Praca, która wykonałam, przyniosła ten efekt, że powiedziałam sobie: - OK, nie ma tu żadnej lipy, Javers wie o czym pisze. – I już w szybszym tempie doczytałam książkę do końca :-)

Javers opisuje wiele ciekawych historii związanych ze szpiegostwem korporacyjnym, pisze o technikach stosowanych przez firmy oferujące szpiegowskie usługi, świetnie pokazuje, że sektor publiczny i prywatny często niejako zachodzą na siebie, stwierdza, że szpiegostwo korporacyjne istnieje ponad podziałami politycznymi. Javers pisze:

„Międzynarodowa mentalność jest coraz częściej normą w branży wywiadu sektora prywatnego. Dzisiejszy sektor wywiadu gospodarczego ma agencje działające w prawie każdym kraju i znajduje klientów na całym świecie. Zdarza się, że dawni przeciwnicy polityczni stwierdzają nagle, że współpracują ściśle w sektorze prywatnym, a tradycyjni sojusznicy czasem staja się zaciekłymi rywalami. Kwestia etyczna, jak zawsze w przypadku szpiegów, jest następująca: gdzie leży prawdziwa lojalność? Czy jest to lojalność wobec kraju? Wobec firmy? Czy wobec każdego klienta, który płaci?”

Książka jest pełna nazw firm, nazwisk, faktów i dat – nazwy firm, nazwiska, fakty i daty wręcz wylewają się z tej książki. Najpierw bardzo mi to przeszkadzało, ale szybko zrozumiałam, że nie muszę się bać tego wszystkiego, nie muszę wszystkiego zapamiętywać, tym bardziej, że daleko mi do eksperta w kwestiach takich jak polityka, ekonomia, gospodarka czy prawo – powiedziałam sobie, że przecież zawsze mogę otworzyć książkę i sprawdzić to, czego potrzebuję.

Kiedy to zrozumiałam, mogłam pozostać na, tak to nazwę, meta poziomie i po prostu z przyjemnością czytać. Do jakich wniosków doszłam po lekturze? O, do bardzo wielu, ale przyznam się tylko do jednego :-), takiego, który nie ma związku ze szpiegostwem korporacyjnym. Chodzi mianowicie o to, że nie jest żadnym sukcesem rządzących sprawić, aby zawiadywane przez nich społeczeństwo stało się najbardziej inwigilowanym społeczeństwem w Europie; to jest łatwe do zrobienia, bo środki techniczne na to pozwalają, natomiast istotą sprawy nie są techniczne możliwości - istota sprawy leży gdzie indziej.

4 komentarze:

LOTTA pisze...

Tytuł tej książki jest taki, że nawet nie spojrzałabym w strone tej książki. Z drugiej strony piszesz przekonywująco...:)
pozdr.

http://lotta-kronika-pachnacych-kartek.blogspot.com/

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Lotta,
czasami warto, wbrew tytułowi:)

kornwalia pisze...

O, zaskoczyłaś mnie, myślałam, że nie lubisz takich książek :) A ja właśnie ją czytam.

Aneta pisze...

Ja też bym raczej nie sięgnęła, ale temat ciekawy :)