05 grudnia 2010

Jackie Todd. Nasze piękne dni i kochane psy w Andaluzji.


Wydane przez
Wydawnictwo Amber

Trochę bałam się, że będzie to książka zbyt ckliwa i prezentująca raczej uroki życia w Andaluzji, a psy w tytule to li i jedynie zabieg marketingowy. Na szczęście moje obawy nie były uzasadnione.

Jackie i Stephen, architekci londyńscy, marzyli o domu, psie i kocie. Gdy kupili letni dom w Hiszpanii nie spodziewali się, że wkrótce zamieszkają na stałe w południowej części Hiszpanii i oprócz pracy architektów zajmą się wynajmowaniem domów dla turystów. W swojej książce Jackie Todd opisuje to, w jaki sposób musieli uczyć się żyć w wiejskiej społeczności andaluzyjskiej i - co dla mnie istotniejsze - jak w ich domu zjawiały się kolejne zwierzęta. Podrzucane czworonogi, spotykane przy drodze, wrzucane za płot... Wiele z nich znalazło swój ostateczny dom u Jackie i Stephana - zapełniły kolejny dom swoja obecnością.

Największym zaskoczeniem tej opowieści jest to, że Autorka i jej mąż zostali domem tymczasowym. Nawiązali współpracę z stowarzyszeniem działającym na rzecz zwierząt i zdecydowali się stanowić dla czworonogów poszukujących domów etap przejściowy między kliniką, schroniskiem, a kochającymi ludźmi. Zapisują każde ze zwierząt przebywające u nich czas określony i Jackie sięgając do notatek z 2007 roku przytacza liczbę 123 kotów i psów, które przeszły przez ich ręce. Podziwiam zaangażowanie państwa Todd, a szczególnie to, że potrafią rozstawać się ze zwierzętami, które są u nich po to, by się wyleczyć, nauczyć towarzyszyć  człowiekowi, zsocjalizować.

P.S. Gdyby ktoś chciał przekonać się, czy historia opisana w książce jest prawdziwa może odwiedzić jeden z domów wynajmowanych przez Jackie i Stephana.

P.S.2. Namawiam do wolontariatu na rzecz zwierząt. Do polskich schronisk trafia mnóstwo psów i kotów (od początku roku do schroniska w Katowicach oddano 637 kotów i 1229 psów). Wolontariusze opiekują się zwierzętami i pomagają szukać dla nich domów. Dzięki ich pracy w w/w schronisku do domy znalazło 556 kotów i 875 psów. Przyznacie - imponujący wynik. Oby tak dalej!

6 komentarzy:

Isabelle pisze...

Jak tylko będę miała swoje mieszkanie, zatroszczę się o to,żeby zamieszkał w nim piesek ze schroniska ;)
A po książkę sięgnę na pewno... zachęciłaś mnie :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Isabelle,
to życzę tego jak najszybciej:)

Lirael pisze...

Widziałam tę książkę w księgarni kilka razy i rozważałam jej zakup, ale ostatnio zalewa nas fala pozycji typu "nasz nowy dom w zagranicznym, malowniczym miejscu" i chwilowo mam przesyt tego typu literatury. Z Twojej recenzji wynika jednak, że to coś zupełnie innego, tak więc będę wyglądać w bibliotece.
Nie wiem czemu na podstawie okładki założyłam, że autor i jego żona są hodowcami beagli :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Lirael,
jest w tej książce zachwyt odmiennością kultury, klimatu itp. Ale dla mnie najważniejsze były zwierzęta:) A Autorka i jej mąż mają psy różnych maści - przeważnie kundle;)

Viconia pisze...

Dużo ostatnio zwierząt w książkach :)
Ale to dobrze.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Viconia,
mnie to bardzo cieszy:)