29 stycznia 2010

Doniesienia z Mazur.

STOP Kavka śpi wtulona w Mamę STOP Wstaje o 4 i zwiedza mieszkanie STOP W ciągu dnia sprawdza, czy kolana Pani są gotowe na kota STOP i się na nich układa prosząc o głaski STOP
:))))))))))))

Wywołana do tablicy...

przez Autora bloga Bumerang odpowiadam na pytania:

1. Będąc na zakupach gdziekolwiek, jesteś w stanie ominąć księgarnię, półkę z książkami  czy czasopismami, nie rzucić okiem, nie spojrzeć, nie kupić?
Zdecydowanie nie:)
2. Dlaczego zacząłeś czytać wręcz nałogowo, przecież jest tyle prostszych innych mediów które potrafią przynieść rozrywkę, a nie zajmują tyle przecież cennego czasu?
Gdy zaczynałam czytać nałogowo nie było jeszcze tylu innych, prostszych mediów. A skoro już tkwię w nałogu nie sposób z niego zrezygnować;)
3. Bierzesz udział w jakiś konkursach literackich, jak zgadywanie cytatów, autorów?
Nie.
4. Czy drażni Cię przy lekturze, że autor bardzo nachalnie przekazuję swoje przekonania przy książce typowo rozrywkowej?
Tak.
5. Czy przy chęci przeczytania jakieś pozycji sugerujesz się nagrodą np Nobla, Zajdla itp?
Sporadycznie. No, chyba, że jest to wyzwanie czytelnicze, w którym biorę udział:)

P.S. Przepraszam, ale nie wskażę kolejnych osób. Biblioteczny komputer, z którego korzystam podczas ferii, ma zainstalowanego "cenzora" blokującego dostęp do znacznej większości Waszych blogów (wydawało mi się, że piszecie tam o książkach;)) i nie mam pojęcia kto już na pytania odpowiadał.

28 stycznia 2010

Rachel Cusk. Arlington Park.

Wydane przez
Wydawnictwo Literackie

"Arlington Park" to książka o kobietach i dla kobiet. Myliłby się jednak ten, kto w powieści Rachel Cusk doszukiwałby się prostych schematów, przejrzystych i znanych z innych powieści lekkich, banalnych rozwiązań, czy fabuły opisującej bohaterki, których niezadowolenie z życia mija w chwili, gdy wyjdą za mąż.

Pięć mieszkanek ekskluzywnych przedmieść Londynu, które - jak by się zdawać mogło - mają wszystko to, czego inne kobiety mogą im zazdrościć, zastanawia się nad własnym życiem. Nad dniami, które mijają zbyt szybko i które trafnie scharakteryzowała jedna z nich, Christine: "Tu kawa, tam lunch, pośpiech, podrzucić do szkoły jedno dziecko i odebrać drugie, w tym czasie rozwiązać palące problemy tego świata i jeszcze zdążyć na ósmą nadziać kurze piersi."

Bohaterki powinny są zadowolone - mają piękne domy, są wzorowymi gospodyniami, ich dzieci są zdrowe zadbane, mężowie przystojni i pracowici, ale ... Co z nimi? Czy w tym byciu matką, żoną, panią domu z Arlington Park nie zatraca się ich osobowość?

Maisie stwierdza, że malowanie się przynosi skutek zupełnie odmienny od tego o jakim marzyła, "Nie pamięta, kiedy ostatnio mężczyzna spojrzał na nią inaczej jak na element zestawu, w skład którego wchodzi jako żona".

Solly normalności czy normalizacji swego życia szuka w jego niecodzienności decydując się wynajmować swój gościnny pokój cudzoziemkom pracującym jako wolontariuszki.

Juliet prowadząc kółko literackie poprzez lektury próbuje uświadomić swoim uczennicom to, co jedna z dziewcząt doskonale wie, czyli że "Małżeństwo to syndrom nienawiści".

Amanda próbuje zrozumieć "Dlaczego za solenne przyrzeczenie, że spędzi resztę życia z Jamesem, Jessicą i Eddiem, mąż odwdzięczał jej się brudnymi gatkami w koszu na bieliznę czy ścinkami zarostu w umywalce, a dzieci - brakiem wszelkich uczuć?".

Dużo dziś cytatów, ale słowa napisane przez Rachel Cusk wydawały mi się tak doskonale oddające problemy o jakich pisze, że uznałam, iż to one najdokładniej opowiedzą Wam o książce, jej bohaterkach i kwestiach w niej poruszanych.

"Arlington Park" to dla mnie metafora doskonałości w jakiej zamykane są kobiety. Zamykane nie tylko przez wyimaginowanych "ich" płci męskiej, ale także przez własne kobiece uprzedzenia, oczekiwania, przez potrzebę sprostania ideałom wykreowanym przez nie wiadomo kogo i po co. Powieść, czasami brutalna w odkrywaniu prawdy, zrobiła na mnie kolosalne wrażenie.

Miło mi...

jest powiadomić o tym, że Pani Katarzyna Enerlich napisała drugą, po "Prowincji pełnej marzeń", powieść. Tym milej, że na okładce "Prowincji pełnej gwiazd" Autorka zdecydowała się zamieścić fragment recenzji napisanej przeze mnie.











26 stycznia 2010

Spragnionych...

zdjęć Kocórek zachęcam do obejrzenia albumów podlinkowanych w dziale "Do oglądania" w prawej szpalcie bloga. My z Helenką właśnie obejrzałyśmy i na nowo zachwyciłam się własnymi kotami;)

24 stycznia 2010

Gottfried Schramm. Pięć rozdroży w dziejach świata.


Wydane przez
Państwowy Instytut Wydawniczy



Schramm pisze o pięciu przełomach, które miały istotne znaczenie dla dziejów świata, a mówiąc inaczej - o pięciu wspólnotach przekonań, które powstały w określonej opozycji do kultur, z których wyrosły, aczkolwiek ludzie, którzy tworzyli te nowe wspólnoty nie chcieli niczego burzyć. Schramm wyjaśnia to tak:


"Prekursorzy nowych porządków (...) nie zamierzali obalać istniejącego porządku, lecz go odnowić. Chodziło o sprowadzenie macierzystej kultury do jej jądra, jej właściwej istoty i udoskonalenie tego, co tkwiło w tej kulturze."


Te pięć przełomów, albo epizodów z dziejów powszechnych, to wystąpienie Mojżesza, które dało początek drodze Izraela do monoteizmu, działalność publiczna Jezusa z Nazaretu, reformacja w Europie i początek protestantyzmu, oderwanie się trzynastu północnoamerykańskich kolonii od brytyjskiej Korony oraz kształtowanie się idei rewolucyjnych w Rosji w latach 1860-1880.


Dlaczego Schramm wybrał właśnie tych pięć przełomów dziejowych? Otóż dlatego, że jak stwierdza, "Pięć powyższych przełomów, przy wszystkich dzielących je różnicach, przejawia cały zespół wspólnych właściwości systemowych. Okazuje się, że innych przełomów nie łączy podobny splot cech. Zgodność między tymi pięcioma przypadkami układa się w listę dziesięciu wspólnych wyróżników."


Całej listy nie zdradzę, żeby nie psuć przyjemności z czytania książki, ale niektóre z tych wyróżników wymienię :-) - oto żadnemu z omawianych przełomów nie udało się w całości zastąpić poprzedniego porządku; wszystkie przełomy, jakkolwiek siłą rzeczy wyrosły z określonego miejsca i określonej kultury, od początku charakteryzowały się dążeniem do tego, aby mieć znaczący wpływ na obszar daleko większy niż ten, z którego wyrosły; nowe porządki mające swoje źródła w omawianych przełomach były dobrowolnymi wspólnotami przekonań.


Schramm przekonująco udowadnia swoją tezę, a przy okazji podaje mnóstwo fascynujących wiadomości, takich ja ta, że Izrael nie wyznawał od początku religii monoteistycznej, gdyż stadium religii przed Mojżeszem trzeba uznać za monolatrię; albo ta, że ewangeliczny przekaz przesłuchania Jezusa przez wysokich kapłanów jest polemiką ze Świątynią, ale nie z Prawem. Schramm mówi bardzo dużo zastanawiających rzeczy, a swoje idee przekazuje w sposób klarowny, dobrze argumentując, dlatego lektura książki jest przyjemna, niezależnie od tego, że trzeba przy lekturze dość solidnie popracować. Oczywiście taki stan rzeczy bierze się z tego, że np. ja o wielu rzeczach, które autora interesują i o których napisał, nigdy nie myślałam, albo nie rozpatrywałam je w tym świetle, w jakim widzi je Schramm. Autor pisze coś takiego:


"Reformacja nie musiała nastąpić, tak jak nie musiało dojść do oddzielenia się nowej, chrześcijańskiej religii od judaizmu. Ani chrześcijaństwo, ani protestantyzm nie stanowią przecież postępu jak druk, koleje żelazne czy komputer, jak współczesne przyrodoznawstwo i walka z analfabetyzmem. Przy takich bowiem krokach najpierw chodzi o osiągnięcia, które prędzej czy później dotrą do każdego zakątka ziemi. Tkwi w nich tendencja do rozpowszechniania się wszędzie."


Książka jest napisana znakomicie, ciekawie. Posiada przypisy, indeks osób, a także indeks nazw geograficznych. Wkładka z kolorowymi, dobrze opisanymi ilustracjami jest dodatkową, miłą atrakcją. Jak najbardziej polecam :-)

Kate Morton. Dom w Riverton.




Wydane przez

Wydawnictwo Muza


Całe szczęście, że znajomość z Panią Morton rozpoczęłam od "Zapomnianego ogrodu":) Debiutanckiej powieści australijskie pisarki brakuje bowiem lekkości, tajemniczości i tego czegoś, co sprawia, że gdy mamy do wyboru książkę albo sen, wybieramy to pierwsze.


W "Domu w Riverton" śledzimy wspomnienia starszej pani, która niegdyś była służącą w domu, a później osobistą pokojówką jednej z córek lorda Ashbury'ego. Wspomnienia, w których skrywa się dość mroczna tajemnica, tajemnica śmierci utalentowanego, młodego poety.


Na wielki plus zasługuje realizm dotyczący portretowanej epoki. I choć zmiany świata wokoło domu w Riverton znajdują się zdecydowanie w tle opisywanych wydarzeń, to one w dużej mierze budują powieść.


Symboliczna spowiedź Grace (zgodna z postępującą technicyzacją, więc nagrywana na kasety opowieść skierowana do wnuka) pozwala się jej oczyścić i umrzeć w spokoju ducha.


Liczę na to, że kolejne powieści Autorki utrzymają się na poziomie "Zapomnianego ogrodu".


P.S. Gdyby ktoś chciał przeczytać "Dom w Riverton" mój egzemplarz jest na sprzedaż. Podobnie jak w przypadku "Zapomnianego ogrodu" pieniądze zasilą konto Katowickich Niekochanych. Książka ma miękką okładkę, a rogi noszą ślady zębów Nusi:(

23 stycznia 2010

Poczatek ferii wg kotów

Wczoraj popołudniu poczułam, że zaczęłam ferie. Wyłączyłam na noc telefon z ulgą myśląc o budziku, który rano nie zadzwoni.


Przed szóstą poczułam zimno i smyranie na twarzy. Skoro Gusia i Nusia śpią z nami owym chłodzącym i smyrającym musiała być Sisi. Otworzyłam oczy, wyciągnęłam rękę w stronę Sisuleńki, a ona kwiknęła i zwiała. Później przebiegła przez nas krzycząc donośnie, a jak i to nie przyniosło oczekiwanego przez nią skutku, zaczęła drapać w drzwi. Gdy wstałam jakieś 10 minut później drzwi od sypialni były zamknięte, Nusia drapała próbując je otworzyć, a Sisi siedziała promiennie uśmiechnięta na szafce w przedpokoju.


Poddałam się, przeszłam do pokoju, schowałam się pod koc i zaczęłam czytać książkę. Po czym zobaczyłam, że Sisuleńka myje się skrupulatnie na półce drapaka i zapada w sen. Nusia weszła do wersalki, a Gusia ułożyła mi się na ramieniu i zapadła w sen. Zastanowiłam się nad sensem czytanie książki o 6 rano w pierwszy dzień ferii i ... zasnęłam. O ósmej obudził mnie okrzyk Sisi. Napełniłam miseczki, umyłam się w towarzystwie Kociastych i zaczęłam dzień.


Z racji wyżu mieliśmy, oprócz obezwładniającego mrozu (prawie nie mamy śniegu), przepiękne słońce. Kocice poukładały się na parapetach, a mnie udało się przyłapać Sisuleńkę:









Słońce docierało nie tylko na parapety. Nusia złapała je u podstawy drapaka:







Gusia zaprotestowała przeciw zdjęciom, więc zdjęcia nie ma. Ale Gusia jest - uroczo burcząca i przemiło śpiąca z nami:)


P.S. Wyjeżdżam na ferie, zamierzam dotrzeć na Śląsk. Kociaste zostają z Z. 

Książki na ferie:-D


(po kliknięciu zdjęcie się powiększy)


P.S. Jadę na południe Polski; trzymajcie, proszę, kciuki za dobrą podróż.

Paweł Beręsewicz. Warszawa. Spacery z Ciumkami.

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Sympatyczną rodzinę Ciumków miałam okazję poznać podczas lektury "Wielkiej wyprawy Ciumków". Ich bezpretensjonalny, nieco ironiczny i nieco prostoduszny charakter zauroczył mnie na tyle, by chcieć z nimi spacerować po Warszawie.

Tata, oburzony brakiem wiedzy własnych dzieci o stolicy, postanawia edukować je czynnie, w czasie weekendowych spacerów ulicami Warszawy. Wytycza jedenaście szlaków, którymi rodzina Ciumków, ku niezadowoleniu latorośli, poznaje miasto.

Książka jest bogato ilustrowana, na marginesach czytelnik znajdzie mnóstwo informacji, na które nie ma miejsca w opowieści Taty Ciumka, a które warto poznać, by dopełnić sobie obraz i wiedzę o Warszawie. Rodzina odwiedza place, parki, pałace, zamek, wędruje ulicami i uliczkami, podziwia pomniki, ogrody, zbiory najróżniejszych muzeów. Mylił by się jednak ten, który w opowieści Pawła Beręsewicza doszukiwałby się nudnego dydaktyzmu - przygoda Ciumów jest co prawda naszpikowana wiedzą, ale wiedza owa jest podana w symatyczny, lekki sposób, z właściwym Autorowi poczuciem humoru.

Czy Wikta Wiedeńska z przedszkola Kasi ma coś wspólnego z victorią wiedeńską Sobieskiego? Czy opłaca się być oburęcznym zbójcą? Czy prezydent musi wyrzucać śmieci? To tylko niektóre z pytań, które Grzesiek i Kaśka zadawali rodzicom podczas spacerów. Ciekaw jakie pytania nasuną się młodym czytelnikom książki Pawła Beręsewicza podczas zwiedzania Warszawy z Ciumkami.

P.S. Do książki dołączona jest książeczka z jedenastoma krzyżówkami - po jednej na każdy spacer:) 

Gottfried Gabriel. Teoria poznania. Od Kartezjusza do Wittgensteina.


Wydane przez
Wydawnictwo WAM



Gabriel napisał książkę o teorii poznania, o tym, co na temat epistemologii powiedzieli wielcy filozofowie. Na początek idzie Kartezjusz, później Locke, Hume, Kant i inni, a historia opisana przez Garbiela kończy się na Wittgensteinie. Autor omawia tematy takie jak zagadnienia teorii poznania oraz źródeł poznania, zagadnienie realności świata zewnętrznego, pokazuje transformacje teorii poznania (w filozofię języka, w teorię wiedzy itd.), wreszcie w ostatnim rozdziale zajmuje się zagadnieniem właściwego przedstawiania świata.


Być może dla wielu czytelników zajmowanie się teorią poznania w ujęciu wielkich filozofów przypomina odgrzewanie starych kotletów - w końcu dzisiaj tym, w jaki sposób człowiek poznaje, zajmują się nauki empiryczne, z kogniwistyką i neurobiologią na czele. Gabriel już na początku stwierdza jednak, że nie można mieszać rozważań filozoficznych z wynikami badań przyrodniczych i bardzo, ale to bardzo trzeba uważać aby nie wchodzić w nie swoje kompetencje. Oto czytamy, co autor pisze na temat sytuacji w XIX wieku:


"Sytuację, w jakiej znajdowała się ówczesna filozofia, można opisać w sposób następujący: spekulacja zbankrutowała, a rozwijające się nauki szczegółowe - zwłaszcza przyrodnicze - zmierzały do konfrontacji z filozofią poheglowską. Nowe osiągnięcia nauk przyrodniczych wymagały nowych metod interpretacji, których poszukiwano w materializmie. Łatwo można zauważyć, że nowożytni filozofowie w większości wywodzili się z kręgu nauk przyrodniczych. Jak to często bywa, człowiek zaangażowany w pogląd w pewnych granicach słuszny nie powstrzymuje się we właściwym momencie."


I daje przykład twórcy chemii fizjologicznej, Jakuba Melschotta, który twierdził takie rzeczy: "Bez fosforu nie ma myśli" albo: "Osią, wokół której obraca się współczesna mądrość powinna być nauka o przemianie materii". Gabriel komentuje: "Nie chcemy temu przeczyć, ale czy prawda myśli zależy od zawartości fosforu w mózgu?"


Książka jest opracowaniem wykładów, które Gabriel wygłaszał głównie na uniwersytecie w Konstancji i można ją traktować jako podręcznik. Przy pierwszym czytaniu oczywiście nie w każdym miejscu nadążałam za autorem, bo w końcu Gabierl pisze o dość specjalistycznej dziedzinie, ale skorzystałam bardzo dużo. Najbardziej cieszę się z tego, że poznałam idee George'a Berkeleya - cieszę się dlatego, że tych idei zbyt dokładnie nie znałam, a także dlatego, że to bardzo piękne idee :-))


Nie jest to książka, że tak powiem - tylko techniczna, czyli sucha. Przeciwnie - Gabriel pisze ciekawie, robi wiele uniwersalnych spostrzeżeń nie ograniczając się do dziedziny, która jest tematem książki.  Oto jeszcze jeden fragment na zachętę:


"Sprawdza się teza, iż przesadny sceptycyzm jest tylko odwrotną stroną rozczarowanego dogmatyzmu. Wydaje się, że dla niektórych jeszcze nie skończyła się żałoba po metafizycznej utracie prawdy absolutnej i poznawalności rzeczy samej w sobie. Dlatego nie może być jeszcze mowy o przezwyciężeniu nowoczesności, co najwyżej tylko o tym, że nie została ona zrozumiana. Pierwszym krokiem, aby to zmienić, jest lektura klasyków pod kątem argumentacji."

22 stycznia 2010

"Szeptem" wędruje do...




Drodzy uczestnicy losowania! Dziś nie cięłam karteczek i nie wołałam na pomoc Nusi. Dziś - na wpół jeszcze przytomna - oparłam się w losowaniu o Królową Nauk. Sporządziwszy listę Waszych nicków przystąpiłam do wyznaczania zwycięzcy: dodałam 22+1+20+10* liczbę uczniów w mojej klasie/liczbę lat danych mi przeżyć do tej pory. Wyszło mi 14, a na liście numer czternasty miała jagnieszka



Gratuluję i proszę o przesłanie na m1b1m1m@gmail.com swojego adresu pocztowego, abym mogła wysłać do Ciebie książkę:) Wszystkim dziękuję za uczestnictwo":)

21 stycznia 2010

Słów kilka

Dziękuję za głosy oddane na "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki..."  w konkursie na blog roku:)


Przypominam - jutro około 6 wylosuję osobę, do której poślę "Szeptem" - zapraszam:)

20 stycznia 2010

Kate Morton. Zapomniany ogród.


Wydane przez
Wydawnictwo Albartos A. Kuryłowicz


Cieszę się, że na półce czeka na mnie druga książka wydana w Polsce tej pisarki, bo skoro przyjemność sprawiło mi czytanie pierwszej, nie powinnam się zawieść na drugiej.


W "Zapomnianym ogrodzie" bohaterki drążą tajemnicę pochodzenia, przynależności rodzinnej, tożsamości kobiety, która jako czteroletnie dziecko zeszła z pokładu statku płynącym z Anglii w Maryborough, w Australii. Dziewczynka nie pamiętała jak jej na imię, wiedziała, że na statek wprowadziła ją Autorka, a całym jej dobytkiem była niewielka biała walizeczka, w której, między innymi, znajdowała się książka z baśniami. Te baśnie okazały się być jedynym elementem pozwalającym wyruszyć Nell, gdy już była dorosła w fascynującą i bolesną podróż  odkrywania własnej przeszłości.


Śladami Nell podąża po wielu latach jej wnuczka, Cassandra i to ona odkrywa prawdę o pochodzeniu babci, podobnie jak odkrywa ów tytułowy, zapomniany ogród.


"Zapomniany ogród" to książka pełna tajemnic, przepięknych opowieści i silnych kobiet. Książka, która pozwala wędrować ścieżkami fabuły niby labiryntem odsłaniając przed czytelnikami coraz to nowsze informacje o przodkach Nell. Miło mi się czytało tę baśniową powieść.


P.S. Książka jest na sprzedaż. Cel szlachetny, bo pieniądze pozwolą kupić coś (jedzenie, leki, itp) kotom z katowickiego schroniska. Gdyby ktoś był zainteresowany, proszę o kontakt.


P.S. Ostatni tydzień przed feriami jest tygodniem szczególnie wymagającym - dlatego jestem tu rzadziej niż dotychczas.

17 stycznia 2010

Johan Theorin. Nocna zamieć.


Wydane przez
Wydawnictwo Czarne



Niedawno przeczytałam na jednym z blogów wyznanie, że im ciekawsza książka, tym trudniej o niej pisać. Dodam od siebie - tym trudniej pisać nie zdradzając za wiele z fabuły. Gdy czytałam "Nocną zamieć" myślałam o tym, jak ją Wam przedstawić, po czym najchętniej ograniczyłabym się do okrzyku - CZYTAJCIE!


Joakim i Katrine Westinowie wraz z dziećmi opuszczają Sztokholm. Ich nowym domem jest Aludden, siedziba położona u brzegów Morza Bałtyckiego, dom zbudowany z drewna wyrzuconego przez morze, stojący w otoczeniu dwóch latarnii na Olandii. Legendy głoszą, że owym domu wciąż gromadzą się dusze tych, którzy umarli w Aludden.


U progu nowego życia rodzinę Westinów dotyka tragedia. Joakim, zmuszony do samodzielnej opieki nad dziećmi, nie może otrząsnąć się z tego, czego doznał i nieco wbrew rozsądkowi coraz intensywniej poszukuje potwierdzenia historii towarzyszących domowi.


Młoda policjantka, zaczynająca pracę na wyspie, prosi brata swojego dziadka o opowieści z przeszlości rodziny, okolicy; pragnie zachować pamięć lat minionych.


Pozornie niezwiązane ze sobą wątki toczą się swobodnie, tworząc fabułę przesiąkniętą specyfiką szwedzkiej prowincji, życia związanego z morzem, życia uzależnionego od siły wiatru, mocy zimy, życia twardego i wymagającego wiele od tych, którzy wiążą swoją codzienność z Olandią.


Przeszłość skrywa tajemnice. Ukrywa zło, zawiść, miłość, niezrozumienie, nienawiść, samotność. Przeszłość, którą zgłębia Joakim uczy go, uspokaja, wyjaśnia. 


Ech... CZYTAJCIE!

Astrid Lindgren, Bo-Erik Gyberg. Ucieczka Pippi.

Wydane przez
Wydawnictwo Zakamarki

Z dużą przyjemnością czytałam o Pippi i z jeszcze większą oglądałam zdjęcia, dzięki którym poczyniłam w wyobraźni powrót do przeszłości i marzeń o tym, by być taką silną, mądrą i samodzielną jak Pippi.

Pippi ma konia, małpkę o imieniu Pan Nilsson, mieszka sama w Wilii Śmiesznotce. Na szczęście ma też dwoje oddanych przyjaciół Annikę i Tommy'ego, którzy podobnie jak Pippi może liczyć na nich mogą liczyć na tę szaloną, rudowłosą dziewczynkę.

Gdy pewnego dnia Annika obraziła się na mamę i zapragnęła uciec z domu, wiadomo było, że Pippi nie opuści przyjaciółki. I tak oto troje dzieci wyruszyło w podróż zwaną ucieczką.

Samodzielność Pippi wymusiła na niej wiele umiejętności i sprytu, które obce były dzieciom otoczonym opieką mamy i taty. Dziewczynka umiała poradzić sobie w sytuacjach zbyt trudnych dla Anniki i Tommy'ego i znała prawdę brzmiącą cudownie w uszach zmęczonego długą marszrutą rodzeństwa: "[uciekliśmy] żeby mieć później radość z powrotu do domu".

Może warto czasami dzieciom pozwolić odczuć radość z powrotu do domu? Taką szczerą, prawdziwą wynikającą z tęsknoty za rodzicami, własnym pokojem, zabawkami? Może nie trzeba wyprzedzać wciąż zachcianek dzieci, a jedynie pozwolić, by na chwilę się od nas oddaliły (oczywiście pod opieką kogoś zaufanego)?

Książka "Ucieczka Pippi" jest niezwykła nie tylko dlatego, że mądra, ale też dlatego, że jej treści nie znajdzie się w żadnej powieści o Pippi. Jej treść powstała na podstawie scenariusza do filmu o dziewczynce, filmu, z którego zdjęcia tworzą specyficzny, jakże miły klimat opowieści o Pippi.

Tomasz Konatkowski. Nie ma takiego miasta.


Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.


Tomasz Konatkowski, z którego pisaniem spotykam się pierwszy raz, oddaje czytelnikom już trzeci kryminał z prowadzącym śledztwa komisarzem Adamem Nowakiem. 


W ramach współpracy w policją angielską Adam wyjeżdża do Londynu. Wkrótce po jego przyjeździe zostaje zamordowany Polak, nic jednak nie wskazuje, że będzie to jakieś specjalne i niezwykłe odebranie komuś życia. Gdy niedługo po Dawidzie, ginie jego siostra, policjanci londyńscy wspierani przez warszawskiego próbują znaleźć winnych. Sprawa wyhamowuje, Adam wraca do własnej komendy, a w Warszawie ktoś zabija Anglika, nauczyciela języka, wielbiciela bilardowych rozgrywek i cudzych żon. 


Oprócz tajników pracy policyjnej i tajemnic przestępczych grup zorganizowanych Autor przedstawia nam trasy turystyczne i leżące poza szlakami odwiedzanymi przez turystów w obydwu opisywanych miastach. Skłania się, głosami swoich bohaterów, do tezy głoszącej, że w Londynie nie sposób żyć, bo to miasto - maszyna, miasto - moloch funkcjonujące własnym tempem, własnym trybem, niezważające na pojedynczych ludzi.


Podobała mi się aktualność prozy Konatkowskiego, ów społeczny portret codzienności, choć jednocześnie myślałam, o tym, że za 7-10 lat ta książka stanie się w dużej mierze nieczytelna, że kod jaki dziś rozumieją czytelnicy (wielka emigracja, kultowy "Miś", targowisko Europa przekształcane w Stadion Narodowy) stanie się tylko nic nie znaczącym szumem. A może moje obawy są na wyrost?


Czas spędzony w Londynie i Warszawie z komisarzem Adamem Nowakiem uważam za udany. 

Gilles Leroy. Alabama song.

Wydane przez
Wydawnictwo Czytelnik

Narratorką opowieści jest Zelda Sayre, córka Sędziego z Montgomery w Alabamie. Dziewczyna Południa przekreślająca wszelkie powinności dobrze wychowanej panienki, kontrowersyjna, lubiąca zabawę, mężczyzn i  alkohol. Zelda, żona Scotta Fitzgeralda, bohaterka jego powieści, kochanka wielu innych mężczyzn.

Zelda wspomina lata młodości, barwny świat klubów wypełnionych żołnierzami, etap ukradkowych czułości i pełnego oddania się mężczyźnie, który nie był jej mężem, czas małżeństwa, jej upadku. Rola żony Pisarza nie wystarcza jej, zapomina, że tylko wśród swoich, w Alabamie groźne imię jej ojca zapewniało jej mentalną niedotykalność, że bycie kontrowersyjną wyczerpuje i by wciąż budzić zadziwienie, czy zgorszenie ludzi, trzeba sięgać bo drastyczniejsze niż dotychczas środki.

Zelda snuje swą opowieść przed lekarzami. Kolejnymi psychiatrami, których sowicie opłaca jej mąż. Przedstawia swoją szczęśliwą młodość, obyczaje jakim zadawała cios, nie bacząc na to, że społeczność w jakiej żyła przestała ją akceptować już dawno, że jej kolejne dziwactwa stawały się tylko powodem wstydu, czy lekceważącego wzruszenia ramion.

Odsunięta przez rodzinę, przez życie, zmarła w płonącym szpitalu psychiatrycznym.

Beletrystyczna biografia Zeldy Fitzgerald to świadectwo czasów minionych, pomnik wystawiony kobiecie i magicznej części świata - Alabamie. Historia bohaterki rwie się, jest chaotyczna, ale jednocześnie nie sposób Zeldę porzucić, nie sposób od niej odejść - pozostaje się pod wpływem tej oszalałej od samotności, tęsknoty za akceptacją i miłością kobiety.

Przejmująca lektura.

Friedrich Glasl. Pomocy - konflikty! Koncepcje - ćwiczenia - metody praktyczne


Wydane przez
Oficynę Wydawniczą Impuls


Książka Friedricha Glasla jest dokładnie tym, co zapowiada tytuł - poradnikiem (naukowym) dotyczącym konfliktów. Autor przedstawia koncepcję faz eskalacji konfliktu i bazując na tej koncepcji dokładnie omawia kolejne etapy narastania konfliktu, wskazuje rodzaje pomocy jaka jest właściwa do kolejnego etapu i co ważne - nie pomija tego, co trwanie w konflikcie robi z człowiekiem zadając arcyciekawe pytanie" "czy ja mam konflikt, czy konflikt ma mnie?".


W książce znajdziemy instrukcje na temat tego, jak pracować nad sobą w sytuacjach konfliktowych, jak postrzegać siebie, co zrobić, by nie dopuścić do trwania grupy w konflikcie. Kolejne zagadnienia dotyczą już stricte uczestnictwa w konflikcie - Autor podsuwa rozwiązana na sytuacje, w której konflikt się zawiązuje, narasta, przedstawia mechanizmy rządzące konfliktami podczas ich eskalacji, wyjaśniając również czym jest mobbing.


Ostatni rozdział książki poświęcony jest profesjonalnej pomocy, do skorzystania, z której Autor namawia.


Friedrich Glasl nie nakłania unikania konfliktów twierdząc, że pobudzają one kreatywność. Pokazuje jednak sposoby radzenia sobie w konfliktami, które wspomnianą kreatywność wyzwolą, które okażą się być konstruktywnymi zamiast niszczącymi.


"Pomocy - konflikty!" to książka, którą warto mieć pod ręką i z której warto się uczyć.

Co się robi w sobotę?

W sobotę uczestniczy się w nastawianiu prania, w myciu podłogi, w odkurzaniu (co prawda z wysokości regału, ale zawsze) i oczywiście w zmienianiu pościeli.

W sobotę oczywiście się śpi



i przeszkadza tym, którzy chcą spać.


Trzeba oczywiście poćwiczyć zapasy, zaznaczyć teren na drapaku, a w nocy przyjść przytulić się do swoich ludzi i zmusić ich, żeby spali pod kawałkiem zamiast pod całą kołdrą;)




P.S. Gusia wpadła w szał pucowania się i wymiotuje kłaczkami średnio raz na tydzień.

15 stycznia 2010

Agnieszka Błotnicka. Kiedy zegar wybije dziesiątą.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
PREMIERA 20 STYCZNIA


Sposób, w jaki Agnieszka Błotnicka opisała historię wakacyjnych przeżyć dwóch chłopców coś mi przypominał. Poszperałam w pamięci (i zasobach bloga) i znalazłam to, co pisanie Agnieszki Błotnickiej mi przypominało. Hm... Przypominało mi pisanie Agnieszki Błotnickiej, bo jak się okazało, to nie pierwsza książka tej Autorki przedstawiana przeze mnie. Ucieszona tym odkryciem i lekko skonfundowana tym, że musiałam sięgać do bloga, by przypomnieć sobie Autorkę, z przyjemnością wróciłam do lektury.


Janek jedzie z tatą do Kazimierza Dolnego przekonany, że wakacje w takiej "dziurze" będą beznadziejnie nudne. Kuba, syn właścicielki pensjonatu, w którym zatrzymają się Karscy, marzy o tym, by wakacje minęły mu we własnym pokoju na myśleniu i zgłębianiu matematycznych dokonań geniuszy. Dzieje się jednak tak, że początkowo niechętnie nastawieni do siebie chłopcy, zaczynają coraz więcej czasu spędzać razem, zaczynają się lubić, a wspólnie zauważone podejrzane zachowanie dwóch tajemniczych, bandycko wyglądających mężczyzn sprawia, że nuda staje się czymś, o czym chłopcy nie mają czasu pomyśleć.


Wartka akcja powieści, cudownie odmalowany klimat Kazimierza Dolnego, bohaterowie z "krwi i kości" sprawiają, że książkę czyta się doskonale. Znalazło się tu i miejsce na męską przyjaźń, rywalizację, zakochanie, odwiedziny cmentarza nocą i na zapracowanego ojca, policjanta incognito, tajemniczego rudowłosego Anglika. Ech, aż żałuję, że już to wszystko wiem, że nie mogę czytać książki na nowo odkrywając jej fabułę.


Grzegorz Leszczyński napisał: "Agnieszka Błotnicka nawiązuje do najlepszych doświadczeń wielkich twórców prozy sensacyjnej dla młodzieży, przede wszystkim do Edmunda Niziurskiego." Z wielką przyjemnością zgadzam się z tymi słowami:)


P.S. Fragment powieści można przeczytać TU.

Grzegorz Gortat. Zła krew.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia


Książka Grzegorza Gortata ma przedziwną moc. Opisuje codzienność w komunistycznej Polsce, z pochodami pierwszomajowymi i procesjami na Boże Ciało, z partyjnymi i nie- sąsiadami, w kolejkami po chleb i wydarzeniami 68 roku, by nagle z tej leniwie toczącej się historii przejść do zwierzeń byłego więźnia oświęcimskiego, do słów mężczyzny, który należał do Sonderkomanndo.


Michałowi, synowi robotnicy i pijaka, towarzyszył zawsze strach matki (i co bardziej wścibskich sąsiadów); bała się, że syn wda się w ojca, że będzie utracjuszem, nic nie wartym awanturnikiem, że jego "zła krew" przeważy nad właściwym wychowaniem i zawładnie nad jego czynami. Przyczynkiem do upadku mogły być książki, więc chłopiec mógł po nie sięgać tylko wówczas, gdy "nakazywała" to szkoła. Dom rodzinny, w którym dominował lęk i obawa człowieka niewykształconego wobec edukacji, sprawiał, że dziecko bardzo silnie lgnęło do książek, pragnęło wiedzy.


Świat łódzkiej kultury, kultury żydowskiej, której miasto zawdzięcza ów ceniony dziś klimat, unaocznił chłopcu osamotniony sąsiad, Jochanan Fajner. Pisarze, poeci, ludzie szeroko rozumianej kultury, sztuki, noblista, postacie, których istnienie i znaczenie przekreśliła wojna, pojawiają się na poddaszu bałuckiej kamienicy wywołane przez słowa starszego mężczyzny.


"Zła krew" zrobiła na mnie ogromne wrażenie. I po raz kolejny, w ciągu ostatnich dni, pozostaje mi żałować, że pozwoliłam tak świetnej książce czekać na moją uwagę.

14 stycznia 2010

Ciepło, komunikacja i nowy folder

W domu ciepło, cieplusieńko. Ciepłe kaloryfery sprawiają, że Gusia najbardziej lubi spać w swoim koszyczku stojącym przy kaloryferze, a ciepła ściana kominowa wywiera podobny wpływ na Sisi. Nusia nadal wybiera nasze łóżko:)

Sznureczkowe zabawy i wymuszenia trwają nadal. Tyle tylko, że dźwięk wody w butelce nieco studzi zapędy Nusi i sprawia, że Mały Miś ucieka od moich nóg w całkiem źrebaczkowym skoku. Wraca z ostrymi ząbkami jeszcze szybciej niż uciekała, więc mało to skuteczna metoda obrony;)

Gusia wczoraj straciła pięć minut i mnóstwo energii, żeby powiedzieć nam, że ona nie chce - barany jedne - na kolana, ani na ręce, ani maltretacji kota, bo w misce jest pusto, tzn. leżą tam ze cztery kulki suchego, ale przecież ona -najukochańszy pręgusek z ciapatym brzuszkiem - nie będzie się zniżała do czterech kulek, ona musi mieć pełną miskę. Spojrzenie Gusi, w chwili gdy wreszcie pojęłam o co chodzi i napełniłam miskę wyrażał... No, nie nie pogardę, ale pełną serdeczności pobłażliwość.

Czasami wychodzę z pokoju zostawiając włączony komputer. Koty uwielbiają ten moment i niestety często korzystają z mojej nieobecności, by zawłaszczyć klawiaturę dla siebie. Raz już zniknął nam z pulpitu folder, w który Z. chował to, co ważne. Gdy wczoraj wróciłam do pokoju znalazłam Nusię dogrzewającą się od spodu ciepły lapem, od góry lampką. Zdjęła ją i na środku monitora dostrzegłam folder o dziwnej nazwie. Sprawdziłam - był pusty, więc go wyrzuciłam dziwiąc się umiejętnościom Nusi - stworzyć folder i nazwać go przy pomocy skrótów klawiszowych, to - przyznacie - jak na kota spore umiejętności. Wieczorem okazało się, że to nie był stworzony od nowa folder. To był folder ze zdjęciami, które albo miałam umieścić na blogach, albo obrobić, albo po prostu - chciałam je mieć. Nusia wykasowała zawartość foldera i zmieniła mu nazwę. To też wyczyn, prawda?

13 stycznia 2010

Południowe stany USA w literaturze


Z Nowym Rokiem raźnym krokiem wchodzimy w dwa wyzwania. O wyzwaniu dotyczącym nagród literackich pisałam wczoraj, dziś zaprezentuję Wam nowy pomysł Padmy, który wiele osób, w tym, ja z radością przyjęło.

Literacka podróż zawiezie nas do południowych stanów USA. Lista lektur wygląda TAK.
Wyzwanie trwa od 12 stycznia do 31 marca. W tym czasie każdy uczestnik spróbuje przeczytać przynajmniej trzy książki z listy lektur.

Nie stworzyłam listy. Trochę trudno mi podejmować kolejne decyzje dotyczące lektur po tym jak wczoraj stworzyłam listę lektur do wyzwania z nagrodami;) Brak planów spowodowany jest też i tym, że obiecuję sobie być podczas ferii w pobliżu bardzo dobrze zaopatrzonej biblioteki i tam oddać się przyjemności wybierania książek prosto z półki:)

Zapraszam do udziału w wyzwaniu wszystkich mających chęć na literacką podróż:)

Christoph Born. Piekło Gutenberga.


Wydane przez
Instytut Wydawniczy PAX


Jest rok 1454. Wraz z sędzią Thomasem Bergiem docieramy do Moguncji, która - niegdyś będąca potężnym miastem - podupada, ubożeje i staje się coraz mniej atrakcyjna. Wkrótce po objęciu stanowiska przez sędziego (przy wyraźnej dezaprobacie biskupa) w mieście zostają zamordowane dwie osoby.


Mimo, iż teraźniejszość Moguncji jest zaledwie echem jej przeszłości swój warsztat w mieście prowadzi Gutenberg. Wieść niesie, że pracuje nad wynalazkiem, że dzięki jego pracy możliwe stanie się szybkie i wielokrotne powielanie ksiąg.


To czy między morderstwami i wynalazkiem Guteberga istnieje jakieś powiązanie próbuje odkryć sędzia Thomas. Pomaga mu atrakcyjna Katharina, siostra zabitej dziewczyny.


"Piekło Gutenberga" to dobrze napisana książka historyczna z wątkiem kryminalnym. Autor, który napisał i obronił pracę doktorską nt. wczesnych druków Biblii, udanie oddaje klimat epoki, doskonale nakreśla atmosferę towarzyszącą pracom Gutenberga, a poza tym daje nam po prostu interesujący wątek sensacyjny. Intryga nakreślona przez Borna zapewni atrakcyjną lekturę, a dzięki wiedzy jaką Autor przekazuje w powieści - mamy szansę zajrzeć do pierwszego na świcie warsztatu drukarskiego, w którymi wykorzystywano czcionki ruchome.


P.S. "(...) Na świecie istnieją egzemplarze podobne do siebie jak krople wody, z takimi samymi ilustracjami, inicjałami i literami. Niezwykła wizja, nawet przerażająca!" s. 68.

12 stycznia 2010

...

Śpimy, leżymy, przytulamy się, kokosimy... i wciąż ganiamy za sznureczkiem.


Dziś aż pochlapałam Nusię wodą, bo siedziała pod stołem i gryzła mnie w nogi domagając się zabawy. Zabawa miała polegać na tym, że ja uciekam ze sznureczkiem, a ona mnie goni. Od 6:06 do oporu... Postanowiłam się nie dać terroryzować;)

Ruszyło nowe wyzwanie :)

Czytamy książki nagrodzone czterema nagrodami - Booker Prize, Prix Goncourt, nagroda Nike i Orange Prize. Każdy uczestnik wyzwania powinienen zobowiązać się do przeczytania przynajmniej po jednej książce nagrodzonej każdą z tych nagród.

Wyzwanie trwa od 11 stycznia do 30 czerwca. Po 30 czerwca wybierzemy kolejne 4 nagrody i wyzwanie będzie można kontynuować. Można będzie też czytać nadal książki z zakresu pierwszych czterech nagród. Do 30 czerwca jednak należy postarać się przeczytać trzy obowiązkowe.


Strona wyzwania: http://nagrodyliterackie.blox.pl/html


Lista lektur:


BOOKER PRIZE
Trochę znam, większość jednak nie. Ale na pierwszy ogień pójdą: "Zachować swój świat" Nadine Gordimer, nad której książkami zastanawiałam się w wyzwaniu noblowskim i "Bóg rzeczy małych" Arundhati Roy.

PRIX GONCOURT
Tu kiepściutko. Zacznę zatem od "Życie przed sobą" Romaina Gary'ego (Autora chwalonego bardzo przez Martę Fox) w audiobooku i  "Alabama song" Gillesa Leroy'a. Chciałabym też przeczytać ksiązkę Tahara Ben Jelloun zatytułowaną "Święta noc".


ORANGE PRIZE
Czytałam tylko "O pięknie", ale skoro w mojej bibliotece jest niewiele, w planach ujmę jedynie "Kiedy żyłam w nowych czasach" Lindy Grant.

NIKE
 Znam większość prozy. Od poezji, a już szczególnie Tkaczyszyna-Dyckiego, stronię. Białą plamą na mojej znajomości z NIKE są "Widnokrąg" i "W ogrodzie pamięci", więc to im spróbuję przyjrzeć się bliżej.


Dwie książki już mam.


Miłego czytania wszystkim biorącym udział w wyzwaniu:) A Padmie stokrotne dzięki:)

11 stycznia 2010

Rachel Ward. Numery.


Wydane przez
Wydawnictwo Wilga


"Numery" stoją na mojej półce z książkami czas już jakiś. I, gdy wczoraj zaczęłam czytać historię Jem widzącej numery, beształam samą siebie za opieszałość w lekturze. Książka opiera się na naprawdę dobrym pomyśle, a ów pomysł Autorka dobrze zrealizowała literacko.


Piętnastoletnia Jem żyje na uboczu społeczności rówieśników. Izoluje się od ludzi, bo ma dziwny Dar - dostrzega w ludzkich oczach datę śmierci. O tym, że te numery, które jak sądziła widzą wszyscy, są tożsame z datą śmierci człowieka, dowiedziała się, gdy pracownik pogotowia wypisywał kartę zgonu jej matki.


Mimo niesympatycznego sposobu bycia Jem interesuje się nią Terry, zwany Pająkiem. Młodzi zaprzyjaźniają się, spędzają ze sobą wiele czasu, a okoliczności, w których chłopak dowiaduje się o Darze Jem są niezbyt dla nich korzystne.


"Numery" to książka, od której trudno się oderwać. Jest co prawda jeden moment, co do którego pierwotnego rozwiązania miałam wątpliwości, ale całość jest sprawnie napisaną powieścią o nastolatkach, które mimo swojego zbuntowanego image'u pragną czułości i bliskości drugiej osoby.

Bogusław Śliwerski. Pedagog w blogosferze.


Wydane przez
Wydawnictwo Impuls


"Pedagog w blogosferze" to zapis blogowych artykułów pisanych przez profesora pedagogiki, artykułów, w których Autor komentuje rzeczywistość (nie tylko oświatową), omawia interesujące spotkania czy konferencje poświęcone szeroko pojmowanej pedagogice, a wreszcie przedstawia to, co szczególnie zwróciło jego uwagę.


Mamy tu zatem całkiem przyjemny, znany z internetowych pamiętników misz-masz. Jest on jednak specyficzny ze względu na temat wiodący, czyli na pracę z dziećmi i młodzieżą, na pedagogów kształcenie, na nauczania i uczenie.


Autor, będący znanym i poważanym pedagogiem, komentuje decyzje kolejnych ministrów edukacji, chwali inicjatywy edukacji domowej, krytykuje dziwaczny wytwór chorej wyobraźni, czyli pozytywną pedofilię, wdaje się w dyskusje ze swoimi czytelnikami i komentatorami, co sprawia, że Autorytet pozostając Autorytetem staje się bardziej ludzki (bo bardziej dostępny w tej najprościej pojmowanej kategorii).


Najbardziej zainteresowały mnie wpisy, których treść skupia się na zagadnieniach związanych z edukacją domową oraz te, w których w prosty sposób Autor udowadnia jak wiele zła uczelniom i studentom wyrządził egalitaryzm.


Gdyby ktoś chciał poczytać  blog Autora - zapraszam: http://sliwerski-pedagog.blogspot.com/ Warto:)

Becca Fitzpartick. Szeptem.


Wydane przez
Wydawnictwo Otwarte


W swej debiutanckiej powieści Becca Fitzpatrick opisuje życie nastolatków czyniąc jednocześnie młodzież odbiorcą książki.


Nora, przyjaźniąca się z Vee, na pewnej lekcji biologii zostaje usadzona obok nowego w klasie chłopaka. Patch, szalenie atrakcyjny fizycznie nastolatek, wydaje się wiedzieć o koleżance o wiele za dużo niż powinien, zachowuje się dość arogancko, a jednak dziewczyna – jakby wbrew własnemu rozsądkowi – szuka kontaktu z Patchem.


Vee pochłania znajomość z kolejnym nowym chłopakiem w szkole, Elliotem (i jego kolegą Julesem), który ku jej rozżaleniu wydaje się być bardziej zainteresowany Norą niż jej przyjaciółką.


Między Patchem a Elliotem zaczyna się rywalizacja o uczucie Nory, a w życiu dziewczyny następuje szereg niewyjaśnianych, przerażających wydarzeń.


W rozmowach młodych mężczyzn pojawia się wspomnienia o Księdze Henocha, a oni sami okazują się nie być tymi, za których się ich uważa.


Powieść dla młodzieży sięgająca tematyką w apokryficzne księgi opisujące wydarzenia znane z Biblii jest dla mnie czymś nowym. Na tyle nowym, że postanowiłam zapoznać się bliżej z tym przykładem literatury apokaliptycznej i spróbować pojąć dlaczego w powieści skierowanej do młodzieży promuje się księgę, której żadne z wyznań chrześcijańskich (ani też judaizm) nie uznały za księgę kanoniczną. Nie chcę jednak szerzyć sceptycyzmu i doszukiwać się rzeczy niepokojących tam, gdzie najprawdopodobniej ich nie ma.


Powieść „Szeptem” okazuje się być literaturą podszytą niesamowitym i tajemniczym, co z pewnością przysporzy jej czytelników także w Polsce. Mnie pisanie Pani Fitzpartick zaintrygowało na tyle, że jeśli kiedyś jeszcze ukaże się u nas jej kolejną książka sięgnę po nią bez wahania.


P.S. Przypominam o losowaniu – odbędzie się 22 stycznia.
P.S. SZEPTEM - strona internetowa.

10 stycznia 2010

Terry Pratchett. Księgi Nomów.


Wydane przez
Wydawnictwo Rebis


W tomie zatytułowanym "Księgi Nomów" znajdziemy trzy księgi: Nomów księga wyjścia, Nomów księga kopania, Nomów księga odlotu, opisujące wydarzenia w porządku chronologicznym.
Nomy to stworzenia, które stwierdzają, że ludzie są do nich podobni. Niewielkie, żyjące w różnych miejscach, wywodzące się od wspólnych przodków (o których większość z nich już zapomniała), nieświadome, żę oprócz ich plemienia/gromady żyją gdzieś jeszcze inne nomy.


Maslikin i Grimmy, żyjąc na parkingu nieopodal baru, opiekowali się kilkunastoma starcami; troszczyli się o jedzenie, ciepło i wszystko to, co pozwoli przeżyć, nie spotykając się jednak ze szczególną wdzięcznością swoich podopiecznych. Za namową Maskinina grupa opuściła dotychczasowe miejsce i dotarła do dużego sklepu. Tam spotkali innych nomów, którzy zapomnieli już, że istnieje coś takiego jak Zewnątrz, a opowieści o niebie, deszczu, czy niebezpieczeństwach czyhających na nomy, traktowali jak bajki. Wieść o tym, że sklep ma zostać zniszczony zmusiła wszystkie nomy do intensywnego działania.


Stworzonka patrzą na świat jaki przyszło im dzielić z różnymi szkodnikami i ludźmi zdumiewająco prosto i dzięki temu wdzą wiele spraw takimi jakimi one są, a nie takimi jakimi my - ludzie - chcemy je widzieć. "Księgi Nomów" to, oprócz milej literackiej rozrywki, ciekawy obraz współczesnych społeczeństw, szczególnie tych o wyższym stopniu technicyzacji.


Polecam!

09 stycznia 2010

Ewa Ostrowska. Aniołki z ul. Śliwkowej.


Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat


Ulica Śliwkowa jest miłym miejscem. Stoją przy niej domy ludzi niezbyt zamożnych, ale za to bardzo przyjaznych i zżytych ze sobą. Spośród rozszczebiotanych dziecięcymi głosami podwórek wyróżnia się jedno – tajemniczych państwa Mroczków, którzy swój dom ogrodzili wysokim murem, a sami – chudzi i ciemno ubrani – wychodzą za bramę raz dziennie, by ukrywając twarze pod szerokimi rondami kapeluszy, wsiąść czym prędzej do auta i pojechać w nieznane… 

Tytułowe Aniołki to Banieczka, Buźka i Fredzia. A także Pysiolek, brat Banieczki, dziecię sześcioletnie, wrednawe, ale jak się ostatecznie okazuje wcale nie tak bardzo wredne;)

Buźka wyjechała na kolonie. Wróciła z nich zadziwiająco szybko i na dodatek z intrygującą wiadomością – na koloniach poznała chłopca noszącego nazwisko Mroczek, który miał tylko tatę, był chudy i smutny smutkiem osoby osamotnionej.

Aniołki uznając, że między Wiktorem poznanym przez Buźkę na koloniach, a państwem Mroczkami musi istnieć jakiś związek. I czym prędzej wzięły się do wyjaśniania sprawy…

Z książki Ewy Ostrowskiej bije ciepło, życzliwość, serdeczność. Co prawda jedna z dziewczynek jest kłamczuchą, mama Banieczki jest kobietą nieco groźną, ale i tak „Aniołki z ul. Śliwkowej” są przemiłą powieścią z dobrym morałem.

Henning Köhler. O dzieciach lękliwych, smutnych i niespokojnych.


Wydane przez
Oficynę Wydawniczą Impuls


Kolejna propozycja z doskonałej serii poświęconej pedagogice waldorskiej traktuje o duchowych podstawach wychowania. Autor, pedagog i terapeuta, przedstawia czytelnikom zagadnienia z pedagogiki i psychologii zmysłów.


Opisując funkcjonowanie dzieci lękliwych przez pryzmat tego, co my - jako rodzice, wychowawcy - możemy przedsięwziąć w ramach pomocy dziecku, Henning Köhler sięga często do postaw głoszonych przez Rudolfa Steinera.


Autor wyjaśnia przyczyny smutku, lękliwości i niepokoju wykazywanych przez dzieci, szukając owych przyczyn w duchowych przeżyciach. Metoda przezwyciężenia tych niepokojących stanów u dzieci również powinna opierać się na przesłankach duchowych. 

Jakich? Odsyłam do książki Henninga Köhlera:)