28 lutego 2010

Słońce...

koty przywitały z dużym zadowoleniem. Zaległy na plamie słońca leżącej na dywanie, obsiadły parapety. Nusia i Gusia postanowiły także łapać zajączka, przy czym Gusia na widok aparatu poczuła się wyraźnie napastowana i odmówiła współpracy.

Katarzyna Miller, Monika Pawluczuk. Być kobietą i nie zwariować.

Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Zazwyczaj podchodzę sceptycznie do poradników. Po ten sięgnęłam, bo pasował mi do ostatnio czytanych książek o kobietach, komponował mi się tematycznie, a poza tym formuła "Być kobietą..." jest atrakcyjna i daleka od typowych poradników.

Jestem pod dużym wrażeniem ekspresji, sposobu bycia (wyrażonego w książce) Katarzyny Miller. Słucha, daje komunikaty, że słyszy, a poza tym wspiera swoje rozmówczynie. Rozmówczynie stworzone na potrzeby tej książki, postacie będące zlepkiem powstałym z wielu innych kobiet, ich historii, opowieści, doświadczeń.

Katarzyna Miller pokazuje kobietom to, co jest naszym najczęstszym - bywa, że nieuświadamianym - ograniczeniem. Wychowywanie kobiet na "grzeczne dziewczynki", narzucanie roli służebnej wobec wszystkich wokół, ukierunkowywanie nas na takie, które poświęcają się innym, bo inni są ważniejsi, na te mniej istotne, muszące zasłużyć na lubienie, miłość.

Pewnie większość z czytających tę książkę znajdzie w niej coś dla siebie. Ja znalazłam, coś o czym niby wiedziałam, ale jakoś nie chciałam o tym myśleć. Teraz już myślę:)

Zróbcie sobie prezent na Dzień Kobiet, przeczytajcie "Być kobietą i nie zwariować":)

Paweł Beręsewicz. Tajemnica człowieka z blizną.


Wydane przez
Wydawnictwo Literatura

Paweł Beręsewicz w swoich książkach edukuje. Czyni to w sposób ukryty, pokrętnie sympatyczny, a czytelnik zaangażowany w snutą przez Autora opowieść, dowiaduje się różnych - wartych tego - rzeczy bez doświadczenia nadmiernego dydaktyzmu.

Jasiek większą część wakacji spędził w domu. Gdy jego tata - po przegranym zakładzie - ogolił brodę, chłopiec zobaczył na lewym policzku ojca bliznę. Tata zapytany o ową dziwną szramę unikał odpowiedzi, więc chłopiec postanowił rozwiązać tajemnicę.

Podczas pracy śledczej Jasiek zgłębia historię rodziny i przy okazji poznaje przeszłość Polski, rzeczywistość lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Opowieści o kartach żywnościowych i kolejkach po masło brzmi dla niego równie fantastycznie co historie o wampirach i zombi, jednak to, o czym opowiadają mu członkowie rodziny było prawdą i pozwala chłopcu zaspokoić ciekawość, a także  - jego zdaniem - przybliżać się do rozwiązania zagadki blizny.

Rodzinnych opowieści osadzonych w realiach PRL-owskich nie trzeba szukać tylko w literaturze, przecież każda z naszych rodzin ma co wspominać. Paweł Beręsewicz poddał młodym czytelnikom swoich książek ciekawy pomysł. Aż kusi, by ogłosić konkurs na wspomnienia rodzinne spisane przez dzieci, a zainspirowane "Tajemnicą człowieka z blizną".

P.S. Lubię poczucie humoru Autora. I choć bliżej mi wiekiem do Taty Jaśka, niż do Jaśka, przeczytałam tę książkę z dużą radością:)

Ana M. Briongos. Iran. W jaskini Ali Baby.


Wydane przez
Wydawnictwo Ushuaia

Z dużą przyjemnością obserwowałam Isfahan opisywany przez zakochaną w Iranie hiszpańską dziennikarkę i pisarkę. Ana M. Briongos spędziła u zaprzyjaźnionej rodziny irańskiej kilka miesięcy w 2001 roku, stała się ich gościem i domownikiem, stała się rezydentką sklepu z dywanami na isfahańskim bazarze. Autorka przedstawia serce miasta, dzieli się swoimi wrażeniami na temat relacji rodzinnych, przedstawia rolę kobiet w społeczeństwie, a wszystko to doprawia swoją życzliwością wobec tego, co ogląda.

"(...) nie tylko antropologiczna ciekawość pcha mnie w obce strony, ale też potrzeba skosztowania mądrości ludzi, którzy tam mieszkają, sprawdzenia, co oni wiedza o życiu i co czują, towarzyszenia im we wszystkim, co przynosi los i dzielenie się tym - ciągłe ofiarowanie i bycie obdarowywanym. Tylko kiedy się pozna, można wyjść poza stereotypy, a żeby poznawać, trzeba nauczyć się słuchać." (s. 153)

Ana M. Briongos nie była w Isfahanie jako turystka, ona stawała się - podczas pobytu w mieście - jego mieszkanką; spacerowała po ulicach, placach, parkach, doświadczała tego, czego doświadczały jej przyjaciółki. Stwarzając literacki obraz Isfahanu skupiła się na ludziach, na klimacie relacji między nimi, na tym, co stanowi codzienności mieszkańców miasta. Autorka napisała o religii, tradycyjnej technice tkania dywanów, ale sięgnęła także po tematy intymne - kontrolę narodzin, bliskość między małżonkami, małżeństwa kontraktowe i sposoby korzystania z toalety lub dbania o czystość.

Fascynująca książka napisana przez niemniej fascynującą kobietę.

27 lutego 2010

O szablonie



Napisałam w poprzedniej notatce, że winy doszukuję się w trzech szpaltach bloga. Zmieniłam blog na dwuszpaltowy, część linków przeniosłam w górę, nad notatki, i przeszłam do IE celem sprawdzenia funkcjonowania strony. Niestety - nic to nie dało.

Wróciłam zatem do trzech szpalt przekonana, że rezygnacja z przejrzystości (a to oznaczałaby zmiana szablonu na pierwotny) nie wyjdzie blogowi na dobre.

Zachęcam zatem do wybrania innej niż IE przeglądarki (co ciekawe: nie na wszystkich komputerach otwieranie bloga w IE jest utrudnione). Polecam Operę, Firefoxa, Chrom, a osobom szczególnie angażującym się w blogowanie i portale społecznościowe Flocka.

Licząc na to, że zostaniecie gośćmi prowincjonalnegonauczycielstwa, dziękuję za pomoc i zapraszam!

26 lutego 2010

Kavka

W środę Kavka została zaniesiona do weterynarza na sterylizację. Tata odebrał ją po dwóch godzinach, nieco zakręconą, śpiącą. Wczoraj rano już była głodna, domagała się jedzenia. W południe była na wizycie kontrolnej - zmieniono jej opatrunek i zaaplikowano zastrzyk. Dziś znów odwiedziła gabinet - zdjęto opatrunek, wstrzyknięto jeszcze jakiś zastrzyk i - jak na razie - wizyty u weterynarza Kavka ma za sobą.

Wieczorami Kavka bierze w zęby obrożę Ciri, czerwona i podzwaniającą, i biega z nią po domu tak długo, aż Ciri zaprotestuje przeciw szaleńczym gonitwom kota. Pieska i kotka śpią na jednej wersalce - jedna na siedzisku, druga na oparciu. Obydwu Tata kojarzy się z pełna miską, a skutek tego taki, że Ciri waży około 18 kg, a Kavka 4,9kg.


Zdjęcia niewyraźne, bo z komórki:

Pytanie techniczne


Szanowni Odwiedzający Bloga! Zmieniłam szablon bloga i kilka osób napisało, że ma kłopot z otwieraniem strony. Chciałabym poprosić, abyście szerzej odezwali się w tej sprawie: czy kłopoty ma dużo osób? Czy w każdej przeglądarce tak jest? Czy zmiana przeglądarki polepsza sprawę? 

I najważniejsze - mam wrócić do dawnego szablonu, aby było Wam łatwiej?

Będę wdzięczna jeśli się odezwiecie:)

**************

Po przeczytaniu Waszych komentarzy (dziękuję!!!) i przeprowadzeniu prób w pięciu przeglądarkach doszłam do wniosku (mam nadzieję, że właściwego), iż to trójszpaltowość bloga powoduje problemy, że to w tym jest ukryty błąd. Spróbuje zatem zrobić tak, aby nie stracić na czytelności bloga, ale zlikwidować jedną szpaltę. Kolory zostają, choć nie twierdzę, iż rezygnacja ze zdjęcia w czołówce strony jest na stałe, ani też, że aktualne kolory zostaną na zawsze:)

Biorę się do pracy, a Was proszę o komentowanie zmian:)

P.S. Osoby, które mogą i chcą zmienić przeglądarkę zapraszam TU

Luiza Piotrowicz. Wszystkie moje matki.

Wydane przez
Wydawnictwo Replika

Niespełna trzydziestoletnia Weronika, wychowywana przez rodziców adopcyjnych, podczas jednej z wizyt w domu rodzinnym odkrywa w pokoju ojca list napisany do niej przez biologiczną matkę. Martyna, wbrew temu co wie, Weronika żyje, ale ma świadomość zbliżającej się śmierci i chciałaby spotkać się z córką. Dla Weroniki - uporządkowanej, funkcjonującej według konwenansów, samotnej pani prawnik - ów list jest niewytłumaczalnym impulsem do zmian. Porzuca pracę, wsiada w pociąg i pojawia się w domu biologicznej matki, w której miejscowi upatrują nadludzkiej mocy. Pobyt na wsi, w otoczeniu Martyny, psa, kotów, ale bez gazet, telewizji, radia, internetu, staje się dla Weroniki swoistymi rekolekcjami. Opowieść o demonie samotności nękającym wszystkie kobiety z rodziny skłania do zastanowienia się nad własnym życiem, do  - wbrew strachowi - poddania go analizie i rozkwitu samoświadomości.

O ile adopcyjna matka Weroniki należała do kobiet, które naturę zagłuszają wszelkimi możliwymi sposobami, to jej biologiczna matka żyła w jedności z naturą, czerpała z niej mądrość. Zafascynował mnie ten właśnie rys w powieści, to odwołanie do sił pierwotnych, z których czerpać mogą wszystkie kobiety, o ile chcą i potrafią.  Owo połączenie z Naturą, wyczulenie na zjawiska, myśli, emocje, wiedza o następstwach jakie niesie ze sobą przeszłość, o rytmie życia stanowią dla mnie wartość nie do przecenienia. Są również silnie związane z moimi wspomnieniami z dzieciństwa, kiedy wierzyłam, że moja babcia umie wszystko, że w jej domu, ogrodzie dokonują się cuda w zupełnie naturalny sposób. Mam świadomość tego, co po swojej mamie odziedziczyła moja mama i co ja otrzymałam w darze od nich obydwu. Niestety - nie ze wszystkich ofiarowanych mi umiejętności/zdolności korzystam. Może to się zmieni?

Książka Luizy Piotrowicz stała się dla mnie pretekstem do zastanowienia się nad kobiecą linią mojej rodziny. Linią silną, może w pewnym stopniu z siłą nie do końca uświadomioną, ale skoro nawet moja siostra tytułuje blog o swojej córce "Helena córka Izabeli", to musi coś w tym być:)

P.S. Wywiad z Autorką.

25 lutego 2010

Jak kot z kotem

Czas jakiś temu przeczytałam książkę - poradnik Pam Johnson-Bennett. Zanim jednak sięgnęłam po książkę, czytałam jej fragment  w kociej gazecie i pamiętam, że obruszyłam się na zalecenie Autorki, by kuwet mieć tyle ile kotów lub więcej. Gdy później doczytałam radę, aby kuwetę czyścić minimum dwa razy dziennie przestałam się dziwić wcześniejszemu zaleceniu, tym bardziej, że sami doświadczyliśmy tego, co zrobi kot, gdy w kuwecie jest brudno ( i teraz czyścimy niemalże po każdym skorzystaniu kotów z kuwety). Sisi na widok nieposprzątanej kuwety wywędrowała nam (z potrzebą nieco większą) dwa razy poza nią - raz do brodzika, a raz do wanny. 

Wracając jednak do książki... Autorka doskonale rozpisuje role poszczególnych kotów w domu (jeśli rzecz jasna jest ich więcej niż jeden) wskazując na te z cech zachowania kota, które świadczą o jego dominacji lub podporządkowaniu. Przeczytaliśmy, poddaliśmy wnikliwej analizie nasze stado i zauważyliśmy, co następuje:

- przy miskach: Nusia jest w stanie przegonić Gusię, ale Sisi przegonić się nie da i Mały Misiu skarcony Sisulkowym spojrzeniem podwija długaśny ogon i odchodzi do swojej miski,
- w gonitwie: gdy Sisi gania się z Gusią, to Gusia leży na plecach w starciu; podczas zabawy Nusi z Gusią taką sama pozycje przyjmuje Nusia; Sisi z Nusią bawią się bardzo rzadko, za to Gusia jest najczęściej inicjatorem ganianek z Nusią;
- na drapaku: bocianie gniazdo zajmują najczęściej Sisi i Gusia; Nusia przychodzi zaczepiać Sisi (czego efektem jest często rezygnacja Sisi z zajmowanego miejsca) ale sama z gniazda nie korzysta;
- w koszykach: jak pokazały ostatnie dni - Gusia się nie da wyrzucić z wybranego miejsca; Sisi ustępuje znacznie częściej, ale zawsze poprzedzone to jest syczeniem i łapoczynami,
- w zabawie: często zanim Nusia zdecyduje się przypuścić atak na sznureczek, sznureczka dopada Gusia nic sobie nie robiąc z zawiedzionej miny Nusiątka; Sisi też chętnie podbiera zabawki Nusi, która ustępuje przed jej majestatem.

Wiecie, to świetna zabawa - odnajdować w swoich kotach zachowania, o których napisała Autorka (behawiorystka zwierzęca). Polecam gorąco:)

P.S. Kavka wczoraj była sterylizowana. Ale o tym jutro.

Grzegorz Gortat. Szczury i wilki.

Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Grzegorz Gortat przypomina, że idee nazizmu wciąż pobudzają wyobraźnię młodych ludzi, że hasła głoszone przez Hitlera są "żywe" w niektórych środowiskach.

Heinrich, czyli Heniek, należy do grupy głoszącej neonazistowskie hasła, grupy działającej w ukryciu i zajmującej się przede wszystkim ideologicznym praniem mózgu. Bywają też i inne formy działalności osób skupionych wokół A.H., krwawe oczyszczanie miasta ze śmieci. Gdy Heinrich po jednej z takich akcji wraca do domu wplątuje się w sprzeczkę i wpada pod samochód. Podczas śpiączki przenosi się do Auschwitz, obozu podczas wojny.

To nagłe przeniesienie czasu i miejsca akcji wybiło mnie z rytmu. Wybiło, ale doszłam do wniosku, że słusznie, że potrzeba mi było mocnego przejścia od nazistów naszych czasów do nazistów z czasów pieców krematoryjnych. Historia opowiedziana przez Autora ma specyficzny styl, wydźwięk - prosty, zwyczajny bez względu na to, czy uwaga czytelnika ma się skupić na Niemcach, czy więźniach. Brutalność obozowa jest opisana tak jak brutalność A.H. i jego grupy, co sprawia, że porównanie dwóch plenerów czasowych jest łatwe i skłania do refleksji.

W "Szczurach i wilkach" najbardziej ludzki okazał się być pies.

Dimiter Inkiow. Ja, Klara i zwierzaki.


Wydane przez
Wydawnictwo Tatarak

Bohatera książki i jego siostrę czytelnicy mieli okazję poznać już dzięki opowieści zatytułowanej "Ja i moja siostra Klara". O ile tam poznawaliśmy codzienność tych dwojga czarujących i z lekka niesfornych dzieciaków, w najnowszej książce Dimitera Inkiowa mamy okazję zaobserwować w jaki sposób dzieci odnoszą się do zwierząt. 

Gdy wujek dzieci kupuje papugę obydwoje deklarują chęć opieki nad nią, a później martwią się, że papuga zna zbyt wiele brzydkich słów. Próbują dociec jakiej papuga jest płci i sprawdzają, czy można ją kąpać lub wyprowadzać na spacer jak latawiec.

Z podobnym oddaniem zajmują się kotem Kazimierzem, psem Wąchaczem, a Klara postanawiająca założyć pchli cyrk lub dosiadająca osiołka metodą westernową wywołała na mojej twarzy szeroki uśmiech.

Mimo wielu nowatorskich pomysłów mających niekoniecznie optymalne zakończenie, Klara i jej brat uczą, że zwierzętom należy się nasza troska, opieka i zainteresowanie. Co więcej - pokazują, że w domu dobrze jest mieć zwierzęta, że są one członkami rodziny.

Jestem fanką książek Dimitera Inkiowa i ilustracji do tychże Justyny Mahboob.

Anne Rivers Siddons. Kuzynka Nora.


Wydane przez
Wydawnictwo Libros

Dzięki Anne Rivers Siddons przeniosłam się do małego miasteczka na południu Stanów, do roku 1961 i do niepełnej rodziny, składającej się z nastoletniej Peyton i jej dość oschłego, surowego ojca. Dziewczynka żyje w przeświadczeniu, że rodząc się zabiła własna matkę, a ponieważ nikomu o tym nie mówi, nikt nie może jej wyprowadzić z błędu.

Pewnego razu w domu McKenzich pojawia się kuzynka Nora, której obecność powoli, niepostrzeżenie wybija życie codzienne w Lytton z utartych torów. Kobieta, która pali, pije, jeździ sama autem, bywa na tańcach z nieznajomymi mężczyznami i prowadzi lekcje dla czarnych, wywiera ogromny wpływ na społeczność małego miasteczka w Georgii. Zaciekli obrońcy ustalonego porządku czują się zaniepokojeni i sprzeciwiają się obecności Nory, młodych ludzi zachwyca jej bezkompromisowość i duch wolności. Nora odmienia również życie Peyton; staje się dla niej przewodnikiem przez czas dojrzewania, mentorką.

Podoba mi się książka Anne Rivers Siddons, klimat jaki odmalowuje, ideały przez nią opisywane. Sprawdziłam -  w mojej bibliotece są jeszcze trzy inne powieści jej autorstwa - zamierzam je przeczytać:)

24 lutego 2010

Druga rocznica

Wczoraj minęły 2 lata odkąd dołączyła do naszej rodziny Gusia. Gniewnie burcząca od pierwszej nocy spała na mnie nie zważając na to, czy kręcę się mniej, czy więcej. Początkowo dość nieufnie nastawiona do Sisi, później zakumplowana, ale bez zbytnich czułości. Kot o pięknym, mocnym futrze pręgowanym na grzbiecie i ciapatym na brzuszku. Kot o silnym charakterze, smakoszka, przyglądająca się światu okrągłymi - jakby ze zdumienia - oczyma.


Po prostu - nasz Guziolek:)

23 lutego 2010

Alasdair MacIntyre. Trzy antagonistyczne wersje dociekań moralnych.


Wydane przez
Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne


Alasdair MacIntyre po napisaniu "Krótkiej historii etyki", "Dziedzictwa cnoty" i "Czyja sprawiedliwość? Jaka racjonalność" zwieńczył cykl zwany "projektem Dziedzictwa cnoty" publikując "Trzy antagonistyczne wersje dociekań moralnych". O jakie wersje tu idzie? Otóż MacIntyre opisuje trzy tradycje, trzy sposoby podejścia do dociekań moralnych. Tradycja pierwsza to, mówiąc w skrócie, tomizm. Jest to tradycja oparta na systemie chrześcijańskim, na prawie naturalnym, na wierze w to, że istnieje niepodważalna prawda.

Tradycja druga to tradycja encyklopedii, charakteryzująca się przekonaniem, że istnieje jedna, niepodważalna racjonalność, że ludzie mogą porozumieć się w jednym, naukowym języku. Idee tej tradycji dobrze oddają tezy Louisa kawalera Jaucourta, jednego z głównych autorów francuskiej "Encyklopedii", które to tezy MacIntyre przypomina. Oto Jaucourt utrzymywał, że moralność to dyspozycja do tego, aby postępować zgodnie z zasadami, że w kwestii tego, czego te zasady wymagają, wszyscy ludzie mogą zgodzić się ze sobą, że moralność nie podlega wierze religijnej i wreszcie, że ludzie prości mają właściwy zmysł moralny i nie potrzebują żadnych teoretyków. Tradycja encyklopedii to tradycja Oświecenia.

Trzecią tradycją jest tradycja genealogii, która odrzuca oświeceniowe przekonania - odrzuca wiarę w obiektywną prawdę, pochwala wielość perspektyw oraz typów dyskursu, ściąga z piedestału racjonalność.

MacIntyre opowiada się za tomizmem, uważając, że dwie pozostałe tradycje wyczerpały swoje możliwości. Oczywiście propozycja, którą przedstawia MacIntyre jest bardzo kontrowersyjna, dzisiaj bardziej jeszcze niż dwadzieścia lat temu, kiedy "Trzy antagonistyczne wersje..." zostały opublikowane, niemniej jednak z pewnością warta jest tego, aby poświęcić jej należną uwagę. Magdalena Żardecka-Nowak w "Posłowiu" tak oto pisze na ten temat:

"MacIntyre, przedstawiając swoją propozycję, zmusza nas do wyboru tradycji, którą chcemy kontynuować; pozwala nam raz jeszcze odnaleźć się w roli bohatera dramatycznej narracji. Propozycja tomistycznego odrodzenia może ożywić i zaostrzyć nasz spór. Czy zechcemy wraz z MacIntyre'em uratować się przed katastrofą, ku której zmierza nowoczesny świat? Czy może raczej uznamy, że tomistyczne dziedzictwo izoluje nas od nowoczesności i permanentnie odsyła, z pewnością nie do średniowiecza, ale np. do czasów sprzed Soboru Watykańskiego II?"

Ja dodam tylko, że jeżeli ktoś może i chciałby wziąć udział w tym sporze, ale nie bardzo wie jak, to niech rzetelnie  przestudiuje "Trzy antagonistyczne wersje...", a z pewnością jego zapał do spierania się wzrośnie ogromnie :-))

Kitka Alicji

Dawno już w Kociokwiku nie gościły kotki inne niż nasze domowo-rodzinne. Z tym większą przyjemnością prezentuję Kitkę i jej psich przyjaciół Pani Alicji Tanajewskiej.







Prawda, że Kitka jest piękna?:)

22 lutego 2010

Spotkanie z Panią Katarzyną Enerlich


W piątek, 19 lutego, miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu autorskim Pani Katarzyny Enerlich. Ta rozmiłowana w prowincji Autorka pochodząca z Mrągowa, okazała się być uroczą, serdecznie uśmiechniętą rozmówczynią.

Pani Kasia wspólnie z czytelnikami swoich książek prześledziła ważne momenty powieści, zdradziła, które z sytuacji opisanych w powieściach są fikcyjne, podzieliła się przepisami na pyszne, tradycyjnie mazurskie (i nie tylko) potrawy. W rozmowie poruszono temat przydrożnych starodrzewów wkomponowujących się w krajobraz Mazur i tych, którzy walczą o ich istnienie, doświadczeń życiowych Autorki, które - podobnie jak w przypadku każdego z nas - wpływają na teraźniejszośc i przyszłość, sympatii jaką autor odczuwa do stworzonych prze siebie bohaterów. Usłyszeliśmy także historię powstania obydwu już wydanych powieści, a także tych, które bądź są w pisaniu bądź w fazie koncepecji myślowej. Pani Kasia opowiedziała o tym jak w jej życiu pojawił się rudy kot (a było to już po napisaniu ksiażki, w której kot występował).

Rozmowy trwały długo, atmosfera spotkania stawała się coraz bardziej przyjacielska, serdeczna i ciepła.

Z biblioteki wyszłam po ponad trzech godzinach. I uwierzcie - nie byłam ostatnią osobą, która wychodziła. Wokół Pani Katarzyny Enerlich wciąż krążyły uśmiechy i wiele dobrych słów.

Było mi bardzo miło:)

Michael Grant. Gone. Zniknęli. Faza druga: głód.


Wydane przez
Wydawnictwo Jaguar


W ETAP-ie robi się coraz gorzej. Ci, którzy przejęli odpowiedzialność za młodszych i bezradnych obarczani są codziennie od nowa każdym drobiazgiem jakim dzieci - wciąż przecież potrzebujące rodziców - postanawiają obciążyć starszych. Młodsi czują się zwolnieni z odpowiedzialności i z dnia na dzień prezentują   większe roszczenia wobec starszych, losu, czy czegokolwiek, czego nazwać nie potrafią. Głód staje się coraz silniejszy, a próby zdobycia jedzenia kończą się krwawo. Pomiędzy głodującymi dziećmi narasta niechęć wobec starszych i obdarzonych mocami, a miasto zamienia się w arenę walki. 

"Głod" jest powieścią jeszcze mroczniejszą niż pierwsza cześć cyklu. Postawione wobec sytuacji ekstremalnych dzieci znające dotychczas tylko cywilizacyjno-medialną egzystencję, zamieniają się w rywalizujące ze sobą o skrawek chleba, uwagi, czy władzy potwory.

Zastanawiałam się ku czemu wiedzie akcja powieści, co jeszcze spotka bohaterów, na jakie okropności będą musieli patrzeć czytelnicy. Jaka jest idea wiodąca cyklu powieściowego? Jakie doznania staną się udziałem dzieci, tych starszych i młodszych, jaka nauka ma z tego płynąc dla nas?

Lektura "Głodu" wzbudziła wiele pytań. I, podobnie jak "Ślady", chęć sięgnięcia po klasykę, po "Władcę much", do którego porównywano cykl Gone.

Malcolm Rose. Ślady. Winny-niewinny.

Wydane przez
Wydawnictwo Wilga

Luke Harding, uczeń bystry, ale nie należący do grzecznych, kończy z wysoką notą szkołę i - zanim pozna swój przydział do pracy śledczego - zostaje skierowany do pierwszego w swoim życiu prawdziwego morderstwa. Jego rywal szkolny zostaje zastrzelony z łuku. Po tajemniczej śmierci Crispin'a giną jeszcze dwie osoby, a tym na kogo najsilniej wskazują motywy, jest prowadzący śledztwo Luke.

Świat opisany przez Malcolma Rose jest o wiele bardziej zaawansowany technicznie niż ten, w którym żyjemy. Jest również odchumanizowany - ludzi dopiera się w pary według umiejętności, tak by spłodzili dobre genetycznie potomstwo, zwierzęta domowe uważane są za gatunki wymierające i takie na przykład koty trzyma się tylko w rezerwatach, szkoła dzieli według wiedzy i zdolności uczniów przydzielając im miejsce pracy (takie coś już w naszej historii przeżyliśmy), a wszelkie ludzkie działania są skanowane, obserwowane i filmowane przez wszechobecne i wszechwidzące komputery.

Przerażające, ale intrygujące. Im silniej wczytywałam się w "Ślady", tym czułam głębszą potrzebę przypomnienia sobie treści książek "Nowy wspaniały świat" i  1984". Kto wie, może wkrótce tu zagoszczą...

21 lutego 2010

Szaleństwo sznureczkowe...

odbywa się co wieczór. Uczestniczą w nim wszystkie trzy Ko-córki z mniejszym lub większym zaangażowaniem, ale niemniej jednak bardzo chętnie. Gdy Z. nie reaguje na to, jak Nusia poszukuje sznureczka dając mu do zrozumienia, że pora na zabawę, Nusia zasiada pod drzwiami i udaje - zawodząc rozpaczliwie - iż ona idzie w świat skoro się nikt z nią nie zamierza bawić. Tego Z. już nie ma sił zlekceważyć i czym prędzej rzuca się do zabawy.

Wczoraj szaleństwo sznureczkowe wyglądało tak:

Piotr Rowicki. Aurelka, czyli wielkie hece małej świnki.

Wydane przez
Wydawnictwo AMEA

Aurelka, świnka rozpoczynająca edukację szkolną, jest posłusznym - do pewnego stopnia - dziecięciem swoich rodziców. Ów "pewien stopień" dotyczy, zdaniem mamy Aurelki, sprawy szalenie istotnej. Otóż, wbrew zaleceniom rodzicielskim i rodzinnym, wbrew opinii nauczycielki, Aurelka ceni sobie - o zgrozo -  czystość. Straszne, prawda? Podczas dyskusji rodzinnych pojawia się nawet idea odwiedzin z Aurelką przychodni weterynaryjnej i zintensyfikowane przeciwdziałanie.

Rozgoryczona powszechnym brakiem zrozumienia Aurelka wyrusza w świat i zaprzyjaźnia się z dziką świnką, Topcią. Ale czy w lesie pełnym myśliwych, mezaliansów i  wyborów miss (w których ceni się przede wszytskim mądrość) może czuć się bezpiecznie?

Opowieść o Aurelce jest adresowana do dzieci, ale też i do ich rodziców. Ironia, którą dostrzegą czytelnicy starsi, a którą Autor obficie doprawił opisaną historię, może zauroczyć. Młodsi czytelnicy z pewnością polubią ułożoną, lekko szaloną, ale mądrą świnkę, która - jak pewnie każde dziecko - chce przekonać się, co kryje świat nie ograniczony własnym, doskonale znanym, podwórkiem.

Wielkie brawa należą się Dymirtowi Kuźmence, którego ilustracje sprawiały, że nad każdą ze stron książki zatrzymywałam się na wiele dłuższy czas, niż wymagało tego przeczytanie tekstu.

Rezolutna świnka chwyciła mnie za serce. Także tym, że bezbłędnie powiedziała: "Mała muszka spod Łopuszki chciała mieć różowe nóżki":) Nie zwlekacje - zawrzyjcie znajomość z Aurelką:)

Kai Meyer. Lodowy ogień.

Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

"Lodowy ogień" to współcześnie naznaczona opowieść o Królowej Śniegu. W 1893 roku w Sankt Petersburgu,  zapanowała wyjątkowo ostra zima. Mróz i śnieg skuwały miasto i tylko niektórzy wiedzieli, że odpowiedzialną za to jest Królowa Śniegu mieszkająca wraz z dziwnym, milczącym chłopcem w hotelu Aurora. W tym samym, majestatycznym, nowoczesnym hotelu zamieszkała też inna kobieta - niebieskowłosa Tamsin Spellwell próbująca zemścić się na Królowej Śniegu za śmierć swojego ojca. Autor wprowadza do powieści również wątek historyczny - w podziemiach hotelu mieszka Mysz, córka spiskowców próbujących zgładzić cara. "Aurora" jest dla Myszy jedynym domem jaki zna, jedynym miejscem, w którym czuje się względnie bezpiecznie. Gdy ta osamotniona dziewczynka stanie między obydwoma obdarzonymi czarodziejskimi mocami mieszkankami hotelu będzie musiała dokonywać ważnych wyborów, a jej działania okażą się być istotnymi dla przyszłości.

Książkę czyta się błyskawicznie, Autor jest mistrzem w prowadzeniu akcji, postacie przykuwają uwagę, a ośnieżona stolica Imperium Rosyjskiego wydaje się być idealnym miejscem do snucia opowieści o próbującej zapanować nad światem Królowej Śniegu.

Paweł Beręsewicz. Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek.

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

O zakochaniu opowiadają czytelnikom zazwyczaj bohaterki. Paweł Beręsewicz postanowił zmienić tendencję, choć z właściwym dla siebie przymrużeniem oka, i tym, kto mówi o miłości uczynił chłopca. Do klasy Jacka Karasia po wakacjach dołącza Kasia Kwiatek, na co ów młody mężczyzna reaguje racjonalnie - analizuje wygląd i osobowość nowej koleżanki.  Jacek dostrzega różne znaki ("Mamy bardzo podobne małe palce u rąk") podkreślające przeznaczenie łączące go z koleżanką i postanawia czym prędzej spowodować zakochanie u koleżanki. Wszak niemiło jest bez odwzajemnionego uczucia, prawda?

Bujna wyobraźnia chłopca robi wrażenie. Jacek planuje, intryguje, snuje marzenia i aż miło patrzeć na mężczyznę tak starającego się o wybrankę serca:)

Opowieść Pawła Beręsewicza wpisuje się w nurt powieści szkolnych i przedstawiających życie emocjonalne nastolatków. I choć bohater "Jak zakochałem..." potraktowany jest z uśmiechem, to jego inicjacja w świat zakochania porusza przecież prawdziwe, ważne tematy.

Constanze Köpp. Najdalsza podróż. Krótka opowieść o życiu i umieraniu.

Wydane przez
Wydawnictwo Esprit

Dziwić może umieszczenie recenzji książki "Najdalsza podróż" wśród książek dla dzieci. Dziwić może, bo tematyka powieści daleka jest od tej jaką z dziećmi poruszamy, jaką umiemy i chcemy poruszać. 

Narratorką powieści jest niespełna szesnastoletnia Franny. Zmarła zanim dożyła 16 urodzin. Opowiada o swojej rodzinie, o dniu, w którym rodzice opowiedzieli jej o chorobie i tym, że w jej przypadku mukiwiscydoza jest wyrokiem. Opowiada o przyjaciółce, szkole - o tym wszystkim, czym żyje nastolatka, nawet jeśli jest nastolatką naznaczoną chorobą.

Bogactwem tej książki są rozmyślania bohaterki. Franny, dojrzalsza od swoich rówieśników (co paradoksalnie zawdzięcza chorobie), zastanawia się nad sensem życia, nad Bogiem, nad tym jak wygląda śmierć i co dzieje się dalej (bo w owo "dalej" nie wątpi). Gdy już po śmierci obserwuje swoich bliskich dostrzega w ich działaniach pamięć o sobie i radość z życia. Podkreśla, że "Oddali się tylko ten, kto zapomni. Nigdy nie wolno przestawać myśleć o innych. Tej pamięci nikt nie może nam przecież odebrać!"

Franny mówi o swoich doświadczeniach szczerze i bez nadmiernego zadęcia - opowiada o czymś, co stanie się udziałem każdego z nas. Ona jednak uświadamiała sobie intensywniej niż my, że wkrótce nastąpi dzień pożegnania z życiem.

"Za życia nie potrafiłam poradzić sobie ze śmiercią. Była ona niemile widzianym gościem, bo przecież jej nie zapraszałam. (...) Osobliwy jest już sam fakt, że odrzuca się coś, czego się w ogóle nie zna, a co jednak może człowieka napawać strachem. Może właśnie dlatego? Dzisiaj zadaję sobie pytanie, czy potraktowałam śmierć niesprawiedliwie. Bądź co bądź przecież wypełnia ona tylko swoje zadanie. Śmierć jest jedynie ostatnią formą istnienia." (s. 78.)

To ważna książka.

Sorn Gara. Pan Toti. Pan Toti i ufoludki.

  

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Zanim zaczęłam czytać książeczki o Panu Totim próbowałam dociec kim jest twórca postaci. Okazało się, że Sorn Gara ma na imię Joanna i dysponuje własną stroną internetową. Zaspokoiwszy ciekawość otworzyłam książkę, by zawrzeć znajomość z "człowiekiem tak małym jak paluszek".

To, co mówi każdy z bohaterów, zapisane jest innym kolorem. I tak na przykład kwestie wypowiadane przez Pana Totiego są czerwone. Innowacyjne i - o ile dziecko czyta samo - utrwalające rozróżnianie barw i dopasowywanie kolorów do nazw. Oprócz opowieści i kolorowych ilustracji w książeczkach zamieszczono także obrazki czaro-białe stworzone wręcz do tego, by dziecko złapało za kredki, czy miejsca, w których należy dokończyć zdania, przeprowadzić bohaterów przez labirynt.

Pan Toti to życzliwie nastawiony do świata człowieczek. Towarzyszą mu Hehelem i Pozytyw. Opowieści okraszone są odrobiną magii, która ułatwia Panu Totiemu niesienie pomocy tym, którzy tej pomocy potrzebują.

Historie Pana Totiego uczą, że dobro jest dobrem, a zło - złem.

P.S. Ujęły mnie kotki z drugiej książki:)

Anna Mikita. Różne sposoby na wredne choroby.

Wydane przez
Wydawnictwo Harmonia

"Różne sposoby..." to zbiór wierszy uroczo zilustrowanych przez Agatę Półtorak. Wiersze są proste w odbiorze, więc i dzieciom w  domu, i dzieciom w przedszkolu, czy pierwszych klasach podstawówki powinny przypaść do gustu. Co więcej, ich treść zachęcająca dzieci do walki z zarazkami i ukazująca sposoby na zdrowe życie, oprócz czystej przyjemności płynącej z lektury, ma niewątpliwy wydźwięk edukacyjny.

Autorka opowiada dzieciom o witaminach, o tym jak dobrze jest w spokoju, przy stole z rodziną jeść posiłki (ciekawe w ilu rodzinach wciąż jest zwyczaj wspólnego jadania), o tym, jak ważny jest sen i odpoczynek. Pokazuje obrzydliwe zarazki uciekające przed mydłem z dziecięcych rączek, katar, który próbuje się panoszyć w przedszkolu i przestrzega przed kurzem gromadzącym się w niesprzątanych kątach. Jeden z wierszy kończy się hasłem: "Chorowanie nie jest w modzie", o czym z przyjemnością Wam i sobie przypominam.

Anna Paszkiewicz. Opowieść o znudzonej królewnie.

Wydane przez
Wydawnictwo Świat Baśni

Gdy człowiek jest znudzony, próbuje nudzie przeciwdziałać: a to tv nowe kupi, a to u fryzjera zaszaleje, wyremontuje mieszkanie lub wyruszy w podróż. Co jednak ma poczynić królewna, która otoczona ciepłem rodzicielskiej miłości i przytulnością niezliczonej liczby zabawek poczuje się znudzona? Tłum śmiałków przybyłych na wezwanie Króla próbujących zainteresować królewnę topniał, a dziewczę w koronie na głowie było coraz smętniejsze, coraz bardziej znużone i obojętne. Znalazł się jednak śmiałek, który - ku oburzeniu Królowej - zaproponował idealne rozwiązanie.

Okazuje się, że zerknięcie nieco dalej niż na czubek własnego nosa wyrywa z marazmu. Poczucie odpowiedzialności pozwala zainteresować się czymś innym niż sobą, a wychowanie poprzez pracę stosuje się już od dawna i z dużym powodzeniem (nie mówię tu o wynaturzeniach w tej materii), więc zadziałało również z przypadku koronowanej głowy.

A tak swoją drogą dziwię się tej królewnie - książek w królestwie nie było, czy co?;)

P. L. Travers. Marry Poppins otwiera drzwi.


Wydane przez
Wydawnictwo Jaguar

Targi Książki dla Dzieci i Młodzieży postanowiłam uczcić poświęceniem weekendu powieściom przeznaczonym dla młodych i młodszych czytelników. 

Kolejne spotkanie z Marry Poppins uświadomiło mi, że powtarzalność występująca w opowieściach o czarodziejskiej niani i dzieciach państwa Banks, stwarza wyśmienity klimat i pozwala poczuć się dobrym znajomym bohaterów.

Marry pojawia się w domu na Czereśniowej w dniu, w którym pan Banks zaczyna się głośno zastanawiać po co mu żona i dzieci i oznajmia donośnie, że nie zamierza wrócić z pracy. Pojawienie się ostoi ładu w postaci Marry zmienia zamiar pana domu, a pozostałych mieszkańców Numeru Siedemnastego wprawia w poczucie szczęścia i spokoju.

Janeczka, Michał i Bliźnięta mają okazję poznać kolejnego, niesztampowego, członka rodziny Marry, wysłuchać przepięknej bajki o Kocie, który patrzył na Króla, doświadczyć Magii, uczestniczyć w niezwyczajnych wydarzeniach. Jednak gdy przychodzi im rozstać się z Marry - a przecież są coraz starsi - bronią się przed pożegnaniem, choć jednocześnie starają się być powiernikami wiedzy jaką im przekazała, starają się pamiętać o czasie z nią spędzonym i doświadczeniach jakie były im dane za jej pośrednictwem.

Niezmiennie pozostaję pod urokiem opowieści P.L. Travers.

19 lutego 2010

Autograf i znaczenie książek

Dzięki staraniom mojej Siostry otrzymałam od Pani Sylwii Chutnik przemiły autograf:

Przy okazji prezentacji autografu chciałam zapytać, czy w jakiś sposób zaznaczacie Wasze książki, by oznajmić, że są Wasze? Podpisujecie? Wklejacie exlibris? Ja w swoich wycinam kotka. Tak, tego, z ust którego wydobywa się rzeczony autograf (jeszcze raz serdecznie dziękuję!). Zdjęcie jest przyciemnione, więc kotek wydaje się być czarny, ale to po prostu wycięty dziurkaczem kot. Owo oznaczanie nie ominęło nawet szacownych dzieł nie mniej szacownych autorów, czyli Coplestona, Eliadego, itp. ;)

Książka Dla Dzieci i Młodzieży w Poznaniu


Ktoś się wybiera? Napiszecie jak było?

18 lutego 2010

Terytorium

Do wyścielonego nowym wyścielidłem transporterka Nusi wczoraj wieczorem weszła Gusia. Nusia, niepomna tego, że spędziła całe popołudnie śpiąc w koszyku Gusi, poczuła się zagrożona i w te pędy przeganiać Guziolka. A Gusia się zaparła - Nie wyjdę i już! - zdecydowanie oznaczało jej gniewne burczenie. Na nic łapka Nusi ostrzegawczo podniesiona w górę, na nic wepchnięcie się do transporterka i próba wypłoszenia, na nic błagalne spojrzenia i westchnienia. Gusia nie wyszła, z zrezygnowana Nusia ułożyła się nieopodal transporterka na wykładzinie pokazując całemu światu, że jest kotkiem bezdomkowym i źle potraktowanym. Rano znów Gusia zajęła miejscówkę Nusi, a teraz? Teraz Nusia śpi na piętrze w koszyczku Gusi, a Gusia w pobliżu kaloryfera, w transporterku Nusi.


Sisi ostatnio uwielbia siedzieć na parapecie w sypialni. Schowana za białymi zasłonami, przez szparę między nimi obserwuje co dzieje się w pokoju i aż drży z radości, że ktoś ją będzie chciał za tą zasłoną pozaczepiać. Dziś nie było zaczepiania, więc ciekawska Kocinka wystawiła łepek, by sprawdzić, co się dzieje.

Jodi Picolut. Przemiana.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Książki Jodi Picoult mają przedziwną cechę - gdy je czytam, angażuję się w przeżycia bohaterów i ich perypetie, analizuję problem moralny nakreślony przez Autorkę, ale gdy już zamknę książkę i zaczynam dumać o jej treści, zdarza mi się pomyśleć, że wydarzenia przedstawione w powieści są do przesady nierealistyczne.

Israela M. Bourne'a oskarżono o zamordowanie córki i męża June Nealon. Gdy zbliżał się termin odebrania mu życia, usankcjonowany wyrokiem sądu, mężczyzna zapragnął oddać swoje serce drugiej córce June. Jego opiekunem duchowym zostaje ojciec Michael, który w przeszłości zasiadał w ławie przysięgłych skazujących Bourne'a na śmierć. Prawniczką walczącą o to, by zabicie dokonało się przez powieszenie a nie przez iniekcję jest Maggie, córka rabina, podchodząca do kwestii wiary dość nonszalancko.

W powieści porusza się problem odpowiedzialności za życie, wiary, poprawności religijnej, kary śmierci, pedofilii, winy i odkupienia. Autorka  - którą nieustannie podziwiam za bogatą wyobraźnię - żongluje ważnymi tematami zgrabnie, to podsuwając czytelnikowi pewne wskazówki, to je od niego odsuwając, by mógł sam rozważyć problemy świata powieściowego.

"Przemianę" zaliczyłabym do książek Jodi Picoul z "wyższej półki". I bez względu na to, jak nierzeczywista wydaje mi się historia opisane przez Autorkę jest w tej powieści coś takiego, co przykuło mnie do niej na czas czytania bardzo intensywnie.

*   *   *

Książkę "Przemiana" można kupić w

17 lutego 2010

Pam Johnson-Bennett. Jak kot z kotem.


Wydane przez
Wydawnictwo Galaktyka

Ci, którzy koty mają - wiedzą, ci, którzy nie mają - dowiedzą się z mediów, że dziś jest Światowy Dzień Kota. Trudno zatem o lepszą na ten dzień książkę:)

Autorka jest współmieszkanką trzech kotów, ale też - co w przypadku tej książki najważniejsze - behawiorystką zwierzęcą, specjalistką od kocich zachowań.

W "Jak kot z kotem" doradza czytelnikom jak ułożyć wzajemne relacje z kotami, by zadowolenie z ich czerpały i zwierzęta i koty. Sugeruje gdzie postawić drapak, wskazuje jaka kuweta będzie odpowiadać kotu, tłumaczy jak rozumieć mowę kociego ciała i objaśnia krok po kroku jak wprowadzić do domu kolejnego kota, by nie zaburzyć równowagi kocich terytoriów.

Książka Pam Johnson-Benett jest książką przeznaczoną dla wszystkich kociarzy: potencjalnych, z małym stażem i ze stażem nieco większym. Dowiedziałam się z niej paru istotnych rzeczy, o których dotychczas nie miałam pojęcia lub znalazłam potwierdzenie tego, co wyczuwałam dotychczas opierając się jedynie na intuicji.

Ostatecznym wnioskiem po tej lekturze jest jednak to, że moje koty są aniołami:) Czego i Waszym kotom życzę:)

Światowy Dzień Kota

Kotom - dobrych ludzi, miłych, ciepłych miejsc i jedzenia tyle, ile potrzeba. Kociarzom - nieustającej radości z obcowania z kotami.

Miłego świętowania!

16 lutego 2010

Amanda Sthers. Chicken street.

Wydane przez
Wydawnictwo Noir sur Blanc

"Chicken street" wygląda niepozornie. Pomyli się jednak ten, kto założy, że treść książki może być w jakilokwiek sposób determinowana przez to, że powieść liczy 166 stron, a rozmiarami nadaje się do niewielkiej torebki. "Chicken street" to bowiem książka o miłości. Miłości niespełnionej, motywującej ludzki los.

Narratorem opowieści jest jeden z mieszkających niegdyś w Kabulu Żydów, Szymon. Opowiada on o swoim przyjacielu, o młodej kobiecie, która spodziewała się dziecka dziennikarza amerykańskiego, o rodzinie tegoż dziennikarza. Powraca pamięcią do czasu sprzed 15 lat i dzieli się z czytelnikami emocjami jakie towarzyszyły tamtym dniom.

Istotą "Chicken street" jest wspomniana już miłość, przyjaźń, rygory kulturowo-religijne i jednocześnie wspólnota jaką tworzyć może wspólny obrządek religijny. Szymon opowiada dość sucho, choć z jego słów wyłaniają się postacie pełne nadziei, tęsknot, które z racji urodzenia, osadzenia w miejscu i czasie nie mogą się spełnić.

Trudno mi opowiadać o tej książce, prawdopodobnie dlatego, że historia opisana przez Amandę Sthers zrobiła na mnie duże wrażenie.

Przemek Opłocki. Zielony księżyc.


Wydane przez
Wydawnictwo Area

Wyobraźcie sobie parking przed hipermarketem. Przyjrzyjcie mu się dokładnie, a zobaczycie stojący pośród morza aut namiot. Namiot, a przy nim rudego kota i niechlujnie wyglądającego mężczyznę, który właśnie staje na deskorolce, by podjechać do Was i poprosić o jedzenie i/lub pieniądze.

P. żyje na parkingu, w swoim ograniczonym przestrzennie świecie. P., osoba korzystająca z tego, co zbywa innym, przypomina nieco ascetów, choć jego sytuacja jest o tyle specyficzna, że on jest ascetą XX wieku, ascetą hipermarketowym. Jest niczym wyrzut sumienia dla osób owładniętych konsumpcjonizmem, zakupoholików, polujących na okazje, przeceny i upodlających się za cenę kostki masła po 1,50 zł.

Książka Przemka Opłockiego jest przewrotną opowieścią o współczesnych ludziach. O braku refleksji, działaniach pod sztandarem Wielkich Słów, a będących jedynie zaspokojeniem potrzeb własnego ego, o świecie, w którym drugi człowiek jest dobry, o ile jest użyteczny.

Mam ostatnio szczęście do naprawdę dobrych książek. "Zielony księżyc" również do nich należy.

Marc Bekoff. O zazdrosnych psach i zakochanych małpach. Emocjonalne życie zwierząt.

Wydane przez
Wydawnictwo Znak

"Czasami chciałbym mieć ogon i móc ruszać uszami, by lepiej porozumiewać się z psami i innymi stworzeniami, w których te części ciała wyrażają emocje i myśli" - pisze Marc Bekoff i już takim stwierdzeniem podbija moje zainteresowanie książką. Zainteresowanie spore, bo po pierwsze Autor jest specjalistą w dziedzinie emocji zwierząt, a po drugie - umie o własnych doświadczeniach, opiniach i przekonaniach zajmująco opowiadać.

Wierzycie w to, że zwierzęta są emocjonalne? Nam, laikom, za którymi nie stoi żadna uczelnia finansująca badania na zwierzętach łatwiej się do tego przyznać, niż tym, którzy chcąc zachować dobre imię naukowca w imię celów naukowych nadają zwierzętom numery i przeprowadzają na nich doświadczenia w warunkach laboratoryjnych. Ja wierzę w to, że moje koty biegną do drzwi, by się ze mną przywitać, że pieska moich rodziców świetnie wie, że nie wolno jej spać na wersalce pani i gdy zostanie na tym przyłapana wstydzi się, że dała się przyłapać. Wierzę, choć nie miałam okazji tego zaobserwować osobiście, że słonie odprawiają rytuał żałobny, a wilki się czerpią radość z zabawy.

Marc Bekoff opowiada o specyfice pracy etologia poznawczego, obala zarzuty jakie stawia się naukowcom pracującym w terenie, pokazuje co złego jest w badaniach prowadzonych w sztucznych warunkach. Książka zawiera spory rozdział skierowany do osób sceptycznie podchodzących do informacji o emocjach zwierząt i tych, którzy zastanawiają się czy etyczne podejście do zwierząt nie zaburza dążenia naukowego.

Ostatni rozdział zawiera informacje tyle ważne, co wstrząsające. W części poświęconej naszym etycznym wyborom Autor przedstawia fakty na temat tego, jak ludzie traktują zwierzęta. Pisze o ogrodach zoologicznych, ubojniach, fermach, o myśliwych, badaniach w laboratoriach. Daleki jest jednak od szukania sensacji - po prostu pokazuje nam to, przed czym często, zbyt skwapliwie, zamykamy oczy.

"(...) zwierzęta posiadają moralny kodeks zachowania, ale nie twierdzę, ze posiadają etykę". Jeśli zwierzęta są moralne, to... Pozostawiam Was z tym cytatem.

Zawartość kocich koszyków

W kocich koszykach rezydują koty. Niby każda ma swój, ale i my i one dawno już zgubiliśmy pamięć o tym, czyj koszyk jest czyj. Może najwyraźniej Nusiowy jest plastikowy transporterek, ale i tak ostatnio spała w nim Sisi.

Zanim jednak kot położy się w koszyku dobrze byłoby ów koszyk czymś wyścielić. I tu pytanie do Was - co stosujecie w roli wyścielideł? Używacie w ogóle czegoś takiego?

My już dość dawno temu odkryliśmy rzecz znaną wszystkim matkom małych dzieci. Jest to ochronka na łóżeczko. Miły, dość gruby pas materiału wypchanego czymś co sprawia, że jest gruby ze sznureczkami służącymi do mocowania. Takie ochronki można kupić w sklepach z używaną odzieżą. My kupujemy, pierzemy, a jak już sierści na nich zbyt wiele - kupujemy następne. Te najnowsze, które trafią do kocich koszyków dziś kupiła nam (kotom) moja siostra. Prawda, że urocze?

Izuniu, dziękujemy:)

(Sznureczki w naszym/kocim przypadku służą do zabawy)