30 września 2010

Elżbieta Pałasz, Agnieszka Żelewska. Czy znacie Wróżkę – Czarownicę?

Wydane przez
Wydawnictwo Bajka

Cóż za ciepła, pozytywna książka! Postać Wróżki-Czarownicy wokół której grupują się opowiadania nadaje specyficznego uroku tekstom Ewy Pałasz. Zupka-lubka, czarny kot, bez którego Wróżka ma pecha, jej wielkie serce życzliwe każdemu – toż to spełnienie marzeń o dobrym, bezpiecznym świecie, w którym zawsze znajdziemy przyjazne osoby.

Rusałka Iwonka budzi opiekuńczość, krasnoludki swoją postawą wyraźnie pokazują, iż w świecie potrzeba trochę chaosu, smocze głowy kłócące się o alergię na koty rozczulają, a Jaś i Małgosia pomni przestróg rodziców o tym, iż nie należy rozmawiać z obcymi, są godni podziwu. Najbliższa jednak wydała mi się królewna, która kochała zwierzęta i która odpowiadając na oczekiwania rodziców rozglądała się za właściwym królewiczem. Nie podobał jej się ten z siłowni, ani ten z łańcuchami ze złota, nawet ten od komputerów nie... Spotkanie właściwego królewicza było przypadkiem i efektem dobrego serca Królewny.

Książka Ewy Pałasz, zilustrowana udanie przez Agnieszkę Żelewską, ma moc balsamu. Wygładza wszelkie zmarszczki nieprzyjemnego świata i zapewnia wkroczenie w rzeczywistość jak z marzeń.

Polecam:)

Ewa Zaleska. Ja tu jeszcze wrócę!

Wydane przez
Wydawnictwo SOL

Takiego szefa jakiego mieli pracownicy agencji reklamowej „Lider” nie życzę nikomu. A jakiego mieli?

Pani Berenika Michalska-Kubisiak zarządza firmą autorytarnie i bezmyślnie. Nie szanuje pracowników, utyskuje, że tylko ona czuje się odpowiedzialna za dobro firmy, a każdą inicjatywę podwładnych traktuje jako obrazę. Chce mieć wpływ na ustawienie mebli w pomieszczeniach służbowych, doskonały kontrakt reklamowy z firma kosmetyczną realizuje w ramach barteru, a nowego pracownika ocenia po tym, jak bardzo jej jej uległy.

Ewa Zaleska świetnie pokazała problem relacji między szefem i pracownikami opierający się na strachu przez gniewem przełożonego. Nieco mniej udanie wydają się być przedstawione relacje rodzinne Karino Mroźnego, głównego bohatera powieści. Mężczyzna, z początku ulegający presji pani prezes, zaczyna coraz wyraźniej widzieć, w jaki sposób niszczy ona i ludzi, i firmę. Jednak sprzeciwianie się pani Bernice może źle skończyć się dla Krino i tych, którzy ośmielają się go poprzeć. Kto jednak zwycięży ową walkę o istnienie „Lidera”?

„Ja to jeszcze wrócę” to książka, w której pod lekkim tonem ukrywa się istotny problem.

Grażyna Bąkiewicz. Ada, strażniczka skarbu.


Wydane przez
Wydawnictwo Literatura

Pani Grażyna Bąkiewicz gości na blogu po raz pierwszy i mam wielką nadzieję, że nie ostatni.

Ada mieszka w szalenie interesującym miejscu – nad miastem górują ruiny zamku, wzgórze pokryte jest głazami z przedziwnymi rzeźbami, a maszkarony rozmieszczone w różnych częściach miasta kierują uwagę spostrzegawczych mieszkańców i turystów na tunele, w których ponoć schowane są skarby. Mama Ady zajmuje się legendami dotyczącymi przeszłości miasta i zamku. Ojczym Ady jest pracownikiem muzeum, który dzieli ze swoją małżonką pasję poznawania historii lokalnej. Gdy pewnego dnia Mama Ady i Radek nie wracają do domu dziewczynka zaczyna się niepokoić i próbuje odkryć tajemnicę zniknięcia rodziców, a co za tym idzie – tajemnicę ukrywaną w podziemnych korytarzach zamku.

Książkę o Adzie czyta się błyskawicznie i z dużym zainteresowaniem. Autorka umiejętnie buduje napięcie, rozjaśnia kolejne zagadki w miarę postępów w lekturze i wiedzie bohaterów (oraz czytelników) ku dobremu zakończeniu, pozostawiając jednak nadzieję na kontynuację przygód dziewczynki.

29 września 2010

Wielbicielkom Jane Austen polecam...

Wydawnictwo Literackie zapowiada na 6 października premierę książki, która zapewne ucieszy osoby ceniące twórczość Jane Austen.

Książka to to zbiór przepisów kuchni anglosaskiej z przełomu XVIII i XIX wieku, opatrzony komentarzem na temat obyczajów epoki, a także licznymi cytatami z ówczesnych dzienników, notatników kulinarnych oraz powieści i opowiadań autorki Dumy i uprzedzenia, pełen smaków i zapachów, które towarzyszyły Jane Austen w życiu codziennym i podczas odświętnych przyjęć. Dzięki tej książce dowiecie się jak przyrządzić solę w winie z grzybami, jabłka „pod kołdrą”, śliczną potrawę z jajek oraz lody.

W związku z premierą Wydawnictwo Literackie ogłasza konkurs fotograficzny "Kuchnia Jane Austen". Aby przeczytać regulamin konkursu proszę kliknąć w poniższy obrazek:

Roberto Saviano. Piękno i piekło.

Wydane przez
Wydawnictwo Czytelnik

Teksty wydane pod wspólnym tytułem „ Piękno i piekło” Roberto Saviano opublikował w latach 2004-2009 przede wszystkim we włoskiej prasie. Dokonano ich podziału grupując wokół słów: południe, ludzie, biznes, wojna, północ. Niektóre z nich – jak to zwykle bywa przy lekturze tak różnych tekstów – wzbudziły moje olbrzymie zainteresowanie, niektóre przeczytałam z ciekawością, na niektóre zareagowałam wręcz z niedowierzaniem.

Tom artykułów Autor zaczyna teksem zatytułowanym „Niebezpieczeństwo czytania”. Później zaprasza do zapoznania się z tym, z jakimi reakcjami spotkał się po opublikowaniu „Gomorry”, jak odebrano film i przedstawienie teatralne zrealizowane na podstawie jego książki i co ten medialny szum tak naprawdę oznacza dla jego życia i bezpieczeństwa.

Drugą część poświęca ludziom, których podziwia, z który zetknął go los i którzy w jakiś sposób są dla niego ważni. Opisuje Michela Petruccianiego doskonałego muzyka zmagającego się z osteogenesis imperfecta, Lionela Messiego, bokserów z Marcianise, mężczyznę, który był Donniem Brasco i ojca Eluany Englaro. W każdym z tyh portretów da się zauważyć owo szczeglne zainteresowanie opisywana osobą, pełne serdeczności i otwarcia na racje i los drugiego czlowieka.

Przyznaję, że części poświęcone biznesowi i wojnie przeczytałam z mniejsza uwagą. Przeraził mnie ogrom tras narkotykowych, wszechobecność korupcyjnych kontraktów, lukratywny biznes polegający na handlu odpadkami, narracja z wojny w Wietnamie.

Część ostatnia jest w dużej mierze poświęcona światu literatury. Autor wspomina swoją dyskusje z Salmanem Rushdiem w Królewskiej Akademii Szwedzkiej, przytacza przemowę jaką tam wygłosił. Przedstawia także czworo ludzi, których pisanie i postawa wywarły na niego wielki wpływ: Isaaca Bashevisa Sngera, Uwe Johnsona, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i Annę Politkowską.

Tak wiele miejsca poświęciłam streszczeniu tego, co znaleźć można w książce „Piękni o piekło”, bo chciałam wzbudzić w Was ciekawość. Jestem przekonana, że warto sięgnąć do tekstów Saviano, że warto spojrzeć na świat jego oczyma. Tam, gdzie uwidacznia wpływ mafii na funkcjonowanie miast, rządów, organizacji różnego typu przypomina Orianę Falacci nawołującą do trzeźwego spojrzenia na rzeczywistość nas otaczającą. Saviano podobnie jak jego słynna poprzedniczka nie wyraża zgody na świat zastany, nie zgadza się na coś, co jest chorobą na zdrowym organizmie społeczeństw. Ale czy owa choroba nie wywołała już zbyt daleko idących zmian swoją dominacją?

Pija Lindenbaum. Filip i mama, która zapomniała.

Wydane przez
Wydawnictwo Zakamarki

Mama Filipa jest bardzo zajęta osobą. Wiecznie się spieszy, pokrzykuje na syna popędzając go. Dziecko, by odizolować się od owego tempa życia, śniadania zjada z maską smoka na głowie. Gdy Filip budzi się pewnego dnia okazuje się, iż jego mama zamieniła się w smoka. Wraz ze zmianą powłoki cielesnej zmieniły się obyczaje mamy – nie pamięta co się je na śniadanie, jak korzysta się ze zmywarki, a także tego, że jedzenie chrząszczy nie jest zwyczajem ludzkim.

Czasami są takie dni, w których mamy wszystkiego dość. Kiedy chcemy zlekceważyć dobre obyczaje, złości nas konieczność wykonywania obowiązków, ludzie, telefony. Kiedy chcemy nie być grzecznymi, dobrze wychowanymi, a targa nami potrzeba wykrzyczenia swoich emocji.

Na szczęście wraca nam pamięć o sobie samych. Wraca nam chęć do cieszenia się życiem, obcowania z innymi, doceniania tego, co mamy dobre w życiu. Książka pomaga zrozumieć dzieciom tę przedziwną prawidłowość, zrozumieć zachowania dorosłych odbiegające wszak od codziennej normalności.

Pija Lindenbaum przedstawiła ciekawy problem we właściwy sobie serdeczny i lekki sposób. Polecam:)

28 września 2010

Ostatnie dni...

... spędzam opatulona kotami. Wszystkie trzy szukają bliskości, która mnie cieszy i dobrze mi robi na myśli. Akcja odchudzania trwa - oczywiście prowadzi ją Z.; ja zbyt miękka jestem na sprzeciwianie się Gusiowemu "miau";)

Olga Gromyko. Zawód: wiedźma. Część 2.


Wydane przez
Wydawnictwo Fabryka Słów

Drugi tom opisujący perypetie Wolhy Rednej spodobał mi się chyba jeszcze bardziej niż pierwszy. W części drugiej mamy klasyczną podróż trzech bohaterów zmierzających ku osiągnięciu dobra mającego stanowić odpowiedź na potrzeby jednej w osób, a jednocześnie podróż owa ma wieść ku zniszczeniu złego elementu zakłócającego funkcjonowanie uporządkowanego świata.

Pewnego dnia w Starminie zjawia się władca Dogewy, zaprzyjaźniony z Wolhą, wampir. Bierze udział w zawodach łuczniczych na Święcie Plonów i gdy już niemalże ma zdobyć miecz z drogocennym, z jego punktu widzenia, kamieniem okazuje się, że zawody wygrał ktoś inny, a na polanie pojawia się wałdak i kradnie nagrodę.

W pogoń za złodziejem udaje się Len - wampir, Wolha - magiczka i Wal- troll najemnik. Kompania to zatem wyborowa i należy się po nich spodziewać wszystkiego oprócz spokoju, rozwagi i paradoksalnie, mądrości.

Doskonała lektura na odprężenie:) Już cieszę się na dwie pozostałe książki Olgi Gromyko.

Thomas Halling, Eva Eriksson. Co za szczęście! Co za pech! Opowieść o tym, co się nie wydarzyło.

Wydane przez
Wydawnictwo EneDueRabe

Książka "Co za szczęście..." skłania do zastanowienia się na tym, jak postrzegamy świat. Czy w doświadczeniach codziennych widzimy pozytywną, czy negatywną stronę? Czy wychodząc rano z domu mamy nadzieję na dzień pełen miłych niespodzianek, czy raczej traktujemy owo wyjście jako drogę ku obowiązkowi spełnianemu z przymusu? Pytania mogą się mnożyć, ale pora na opowieść o książce.

Jej bohaterką jest dziewczynka. Wszystko, co robi Amanda można potraktować w dwojaki sposób - jako coś, co określamy szczęściem lub pechem. Wejście do parku? Przejście obok targowiska? Skręcenie w prawo? To wszystko może narazić dziewczynkę na coś niedobrego lub zagwarantować jej coś przyjemnego.

Opowieść Thomasa Hallinga uczy dzieci relatywizmu. Uczy, że to, co się z nami dzieje zależy od tego w jaki sposób zinterpretujemy owo doświadczenie. I choć początkowo oglądałam książkę z dużym niedowierzaniem, teraz przyznaję - to naprawdę dobra lektura mogąca być podstawą do wielu interesujących rozmów z dziećmi.

P.S. Przypomina mi się Pollyanna:) 

27 września 2010

Bruno Tessarech. Strażnicy.


Wydane przez
Oficynę Noir sur Blanc

Powieść francuskiego pisarza oparta w dużej mierze na zdarzeniach historycznych obejmuje fabułą lata 1938 - 2000, ze szczególnym uwzględnieniem wydarzeń z lat II wojny światowej.

Postaciami, z punktu widzenia których obserwujemy świat przestawiany w powieści, są owi tytułowi strażnicy:  Patrice Overto, pełniący rolę łącznika między brytyjskim i francuskim wywiadem, Jan Karski, emisariusz polskiego podziemia, Kurt Gerstein, Niemiec, który by najpełniej zgłębić informacje nt. bestialstwa hitlerowskiego dążył do osiągnięcia wysokiego stanowiska wojskowego w armii niemieckiej. Każdy z nich zmaga się na swój sposób z tym co wie na temat skrupulatnie zaplanowanej i równie skrupulatnie realizowanej zagłady narodu żydowskiego.

Wszyscy trzej mężczyźni próbują przekazać zgromadzone przez siebie wiadomości szerszemu gronu. Docierają do mediów, ambasadorów, władz wojskowych i napotykają na mur nieufności, spojrzenia wyrażające powątpiewanie i solenne obietnice, które jak się wkrótce okazuje nie maja pokrycia - "sprawdzimy".

Dzięki dość suchej i pozbawionej emocji narracji prawda o wydarzeniach lat wojennych wydaje się być jeszcze boleśniejsza. Naród żydowski trwający od trzech tysiącleci ma być złożony w ofierze ku budowaniu tysiącletniej Rzeszy. Taki jest plan szaleńca i tylko niektórzy widzą, jak straszny to plan. Niestety - od tych, którzy to widzą niewiele zależy.

"Strażnicy" to przejmująca lektura, będąca doskonałym dopełnieniem niedawno czytanej przeze mnie książki o Janie Karskim.

Polecam obydwie:)

P.S. Wiedzieliście, ze około 1,5 tys. niemieckich naukowców (ot, choćby tych pracujących nad eutanazją) zostało po wojnie zabranych do USA, gdzie stworzono im warunki do dalszej pracy naukowej? Jeden z nich, opisany w tej książce, pracował nad lotem człowieka na Księżyc.

26 września 2010

Elizabeth Flock. Krzyk ciszy.

Wydane przez
Wydawnictwo Mira

Jesteście perfekcjonistkami? Uważacie, że powinnyście być idealne, a to, co robicie  - najlepsze?

Isabel Murphy całe życie dążyła do doskonałości. Chciała być ideałem, by docenił ją ojciec, by zauważył jej obecność i powiedział jej jak jest dla niego ważna. Owo pragnienie, mające zaczątek już w dzieciństwie, rzutowało na całą dorosłość Isabel doprowadzając ją do załamania nerwowego i pobytu w szpitalu dla psychicznie chorych.

Autorka w bardzo realistyczny sposób przedstawiła proces dochodzenia do prawdy o sobie, proces, któremu poddała się główna bohaterka jej powieści. Równie udanie opisała świat za zamkniętymi drzwiami szpitala - świat skażony dziwactwami, krzywdami ludzkimi, bólem i obłudą, w którym niektórzy zapadają się w głąb siebie, inni - szarżując oszukują siebie i tych, którzy chcą im pomóc.

Najlepiej z perfekcjonizmu leczy życie. Uświadamia, że trzeba przystanąć, zatrzymuje szaleńczy pęd ku doskonałości i akceptacji przez innych zsyłając różnego rodzaju dolegliwości to somatyczne, to psychiczne. Uważam, że Elizabeth Flock doskonale opisała ten stan na kartach swojej powieści. Na mnie książka zrobiła duże wrażenie.

Marta Szarejko. Nie ma o czym mówić.

Wydane przez
Wydawnictwo AMEA

Książki wydawnictwa AMEA są prowokacyjne, nie da się potraktować ich obojętnie. Ostatnio wydany zbiór tekstów pod interesującym tytułem "Nie ma o czym mówić" doskonale wpisuje się w nurt literatury niespokojnej, takiej, która nie pozostawia czytelnikowi wyboru - zmusza go, by zabrał głos w dyskusji.

Bohaterami książki Marty Szarejko są osoby żyjące na marginesie, poza zainteresowaniem większości z nas. Autorka udziela im głosu i dzięki temu zbiegowi mamy szansę wysłuchać opowieści Marzenki z autobusu 106, monologu Tomasza Sztucznego o dworcu, przyglądamy się snom Cyganki, słuchamy poglądów Joanny i  i obsesyjnych przekonań Zuzanny. 

Ludzie, których wypowiedzi Szarejko przytacza w swojej książce, tworzą katalog wariactwa. Postacie wypowiadające się w publikacji są nam znane nam z ulic, autobusów, dworców. Słowo "znane" tu użyte nie oddaje w pełni swego znaczenia, wszak najczęściej opędzamy się od nich przesiadając w inną część autobusu, czy odchodząc z zainfekowanego szaleństwem miejsca na dworcu. Uciekamy przed ludźmi szepczącymi do siebie, chcącymi nam opowiadać historię swego życia, snującego nierzeczywiste plany i marzenia. Co więcej, mamy tendencję, by wykluczać ich ze społeczeństwa, czyli ludzi podobnych nam.

Marta Szarejko ujęła się za osobami, których istnienie podsumowuje się tym bezdusznym stwierdzeniem - "Nie ma o czym mówić". Przedstawiła ich społeczeństwu w literaturze.

P.S. Wydawnictwo zapowiada na listopad kolejną książkę - tym razem motywem przewodnim będzie przemijanie.  

25 września 2010

Magdalena Maria Kałużyńska. Ymar (wygrywajka)

Wydane przez
Wydawnictwo FOX Publishing

Premiera 1 października

Akcja powieści zawiązuje w się w sytuacji podobnej do tych, które znamy z innych powieści - dwóch policjantów wezwanych na miejsce zbrodni odkrywa ciało kobiety otoczone kałużą krwi. Jednak dalszy rozwój wydarzeń niewiele ma wspólnego, i tu tkwi główna atrakcja, z wzorcem poczytnych powieści grozy.

"Ymar" to mroczna opowieść o kobiecie szukającej zemsty, o demonicznych siłach przenikających do realnego świata, o poddawaniu się woli zła w celu osiągnięcia własnych zamierzeń. Powieść o odkrywaniu ciemnej strony swojej osobowości.

Bardzo podobało mi się trio próbujące rozwiązać tajemnicę Pierwszej i zagadkowych śmierci. Inspektor Aleksander Wojciechowski, technik policyjny marzący o pracy patologa sądowego Michał Smolik i doktor Agata Chomrzan współpracująca z policją. Ich obecność, relacje nadają powieści ciekawy ton, tworzą pewne zawirowania, układ dodający smaku fabule. Aż chciałoby się czytać o nich w kolejnych książkach. Ciekawe, co o tym sądzi Autorka;)

W debiutanckiej powieści Magdaleny Marii Kałużyńskiej widać inspirację jednym z moich ulubionych filmów.  Mowa o "Siedem" w reżyserii Davida Finchera z rewelacyjnymi rolami Morgana Freemana i Brada Pitta. Autorka nie ukrywa tego powiązania, podobnie jak nie omija w powieści nawiązań do "Z Archiwum X", czy tajemnic kościelnych lub okultystycznych.

Bałam się czytać "Ymar" wieczorem, ale nie miałam siły, by odłożyć książkę.

*   *   *
Wydawnictwo Fox Publishing ma dla czytelników mojego bloga egzemplarz książki Magdaleny Marii Kałużyńskiej. Osoby, które chciałyby otrzymać "Ymar" proszę o zostawienie w komentarzu informacji, którą z książek lub który z filmów grozy lubią najbardziej.

Losowanie dziś o 20:00. Jeśli wylosowana osoba nie skontaktuje się ze mną do poniedziałku, do godziny 10:00, zrobię kolejne losowanie. Osoby logujące się jako anonimowe proszę o podpisywanie się w komentarzu.

Zapraszam:)
*   *  *
Miło mi zakomunikować, iż szczęśliwy los uśmiechnął się do Maioofki. Proszę o przesłanie na m1b1m1m@gmail.com adresu pocztowego. Gratuluję:)

24 września 2010

Krystyna Piotrowska-Breger. Ja, Kotowski.

Wydane przez 
Oficynę Wydawniczą Impuls

"Ja, Kotowski" to historia kota Autorki. Ci ciekawe, narratorem jest tu bohater i to z jego opowieści dowiadujemy się w jaki sposób trafił do domu, jak poznawał swoich bliskich. Towarzyszymy Kotowskiemu podczas tułaczki po nieznanym podwórku, cieszymy się wraz z nim z powrotu do Kini i jej mamy. Obserwujemy jak Kotowski z obydwoma paniami leci samolotem i odkrywa nowy dom i zupełnie nowy świat.

Dużo jest w tej książce czułości. Autorka próbowała przedstawić losy swojego kota z pełnym realizmem, tłumacząc niektóre wydarzenia w taki sposób w jaki jej zdaniem odbierałby je kot. Dzięki zastosowanemu zabiegowi narracyjnemu młodzi czytelnicy tej książki mogą nauczyć się doceniać osobowość zwierząt, mogą jeszcze bardziej szanować odrębność i życie zwierząt. 

"Ja, Kotowski" to doskonała lektura dla tych, którzy decydują się dać dom kotu. Wszyscy inni też znajdą w tej książce wiele chwil sprzyjających wzruszeniu i zadumy nad tym jak ludzie wpływają na los kotów.

23 września 2010

Za każdym Sisulowym drapaniem w szybę łapię ją i biorę do łóżka, gdzie przytrzymuję na siłę.
*   *  *
Żołędzie podebrane leśnym dzikom i przyniesione nam jako prezent sprawdzają się świetnie. Są głównym narzędziem zabaw nocnych.
*   *   *
Koty nadal na diecie. Gusia głodna próbuje wydrapać mi dziury w nogach. Nusia robi baranki, a Sisi - standardowo - drapie w szybę.
*   *   * 
Karlik, z jednym oczkiem, wciąż szuka domu.
*   *   *
Wkrótce dodam kilka nowych linków do książek o zwierzętach.

Yannick Haenel. Jan Karski.

Wydane przez
Wydawnictwo Literackie

W czwartej klasie liceum przestałam korzystać z podręczników do historii. Uczyłam się tylko z książki Jana Karskiego, książki pisanej tak przejrzyście, że treść sama wchodziła do głowy. Niestety, wówczas nie zainteresowałam się kim był Jan Karski. Dziś na fali dobrych wspomnień sięgnęłam po książkę Yannicka Haenela, by poznać postać Jana Kozielewskiego ukrywającego się pod znanym szeroko pseudonimem.

Książka podzielona jest na trzy części. W pierwszej Autor omawia wizerunek Jana Karskiego ukazany w filmie "Shoah" Claude'a Lanzmanna. Druga opiera się na książce "Tajne państwo: opowieść o polskim Podziemiu" Karskiego. Część trzecia, najbardziej zbeletryzowana, przedstawia Jana Karskiego takiego jakim widział go Autor i jakim opisali go E. Thomas Wood i Stanisław M. Jankowski w książce o polskim tytule "Karski: opowieść o emisariuszu".

"Jan Karski" to niełatwa lektura. Trud jej czytania polega na tym, iż jest wymagająca, tak jak jej bohater. Wymaga od czytelnika uświadomienia sobie tego, co znaczy Shoah. Stawia czytelnika wobec twardych faktów - lekceważącego ziewania Roosevelta, zabaw młodych nazistów w gettcie, nocy spędzonych na nielegalnym przekraczaniu granicy, czy dni gestapowskich tortur. Najtrudniejsze jest jednak to, że Karskiemu  depozytariuszowi nadziei na życie, na pamięć, na sprzeciw nie chciano uwierzyć, bądź nie chciano zrobić nic, by przekonać proszących o pomoc, że uwierzono. 

Wstrząsająco jest czytać o Karskim, który udzielał wywiadów, spotykał się  dziennikarzami, śmietanką towarzyską, politykami, przywódcami, który opisując warunki życia w gettcie w Warszawie, czy obozie w Izbicy Lubelskiej natykał się na niedowierzanie, ba, wręcz zniesmaczenie płynące z przekonania, iż jego opowieści są przesadnym barwieniem rzeczywistości. Aż czuć ból człowieka wypełniającego swe posłanie i zderzającego się z twardą ścianą zależności politycznych, układów sił, obojętnością wobec milionów mordowanych. I choć chciałoby się spuentować wyzwalanie obozów koncentracyjnych okrzykiem "miałem rację" - triumf ten byłby zbyt gorzki . Lepiej milczeć.

Książka Yannicka Haenela to lektura, która nie daje ukojenia. Prowokuje do definiowania na nowo poglądów na historię, świat. To lektura obowiązkowa.

P.S. Przede mną "Strażnicy" Bruno Tessarecha. 

Andżelika Piechowiak. Koty i ich sławni ludzie.

Wydane przez
Wydawnictwo Nowy Świat

Andżelika Piechowiak przeprowadziła z wieloma znanymi z szeroko rozumianego świata kultury osobami rozmowy na temat kotów. Kotów, które jej rozmówcy mają, kotów, które mają jej rozmówców i kotów, które z rozmówcami dzielą życie. Wśród udzielających wywiadu znajdziemy postacie z kotami kojarzone  Joannę Chmielewską, Krystynę Sienkiewicz, czy Annę Chodakowską oraz osoby zaskakujące swoją obecnością w tym zestawieniu, czyli Katarzynę Dowbor, Allana Starskiego i Wojciecha Manna. Oprócz zadeklarowanych miłośników kotów spotkamy w tych rozmowach także tych, którzy dzielą serce między koty i psy, a także, jak w przypadku Doroty Sumińskiej, na wszelkie zwierzaki świata.

Mnóstwo w tych rozmowach jest mądrych słów, dobrych spostrzeżeń, ale są i takie, jakby niefrasobliwie czynione obserwacje, od których mnie - nadopiekuńczej kociarze - włos stawał dęba na głowie. Cieszyło mnie tropienie w wypowiedziach rozmówców Andżeliki Piechowiak kocich zachowań podobnych do tych, jakie prezentują moje koty. Uśmiechałam się czytając jak koty odmieniają ludzie życie, jak swoim charakterem sprawiają, że przybywając do domu stają się jego częścią i to jedną z ważniejszych. 

Czytałam o tym jak ludzie kochają swoje koty i bardzo spodobało mi się to, co powiedział Tomasz Raczek:
" Życie z nimi wygląda inaczej, jest pełniejsze, przestaje się myśleć egoistycznie. Nie zastanawiam się z czego muszę zrezygnować w życiu, by się nimi opiekować, albo ile zabierze mi to czasu. Traktuję je jako niezbędny element życia." (s. 119)

Polecam:)

Zazdrościmy Poznaniakom, czyli Magia obrazu


22 września 2010

Zainspirowana Waszymi wpisami... (stosik)

Naczytałam się na blogach różnych dobrych rzeczy o różnych książkach, no i sporządziłam listę. Książki z listy mile się zmaterializowały i oto one (od lewej):
1. "Trzy wiedźmy" T. Pratchetta. Może i nie czytałam o nim zbyt wiele na Waszych blogach, oczywiście książke już znam, ale nie mogłam oprzeć się Babci Weatherwax, Niani Ogg i lekko gapowatej Magrat.
2. Tak jak nie mogę czytać Jane Austin, tak mogę i lubię twórczość sióstr Bronte. A poza tym - to na wyzwanie z literatura klasyczną.
3. Obecność tej książki tłumaczyć można moim zainteresowaniem Chinami i ich wpływem na resztę świata.
4. Do czytania książek Maeve Binchy zachęcała niedawno Kasia.Eire.
5. Magdę Szabo i Salley Vickers znalazłam w komentarzach do wpisu Padmy o literaturze na pocieszenie (to oczywiście nie były jedyne książki jakie mnie zainteresowały, ale od czegoś trzeba zacząć).
6. W tym tomie "Komedii ludzkiej", oprócz tytułowego "Domu pod Kotem z Rakietką" znajdują się "Bal w Sceaux", "Listy dwóch młodych mężatek" i "Sakiewka". Czytanie Balzaka to dla mnie wielka przyjemność:)

Irena Landau. Bajki Babci Celiny.

Wydane przez
Wydawnictwo Papilon

"Bajki Babci Celiny" to zbiór niemalże trzydziestu bajek przeznaczonych dla dzieci, które jeszcze same czytać nie potrafią lub czytać już zaczęły. Bajkowy świat zaludniają krasnoludki, biedronki, żabki, pasikoniki, myślące drzewa, wróżki, ryby i ludzie. W każdej z opowieści Autorka zawarła morał, każdą kończy pytaniem, które pozwoli dziecku pełniej zrozumieć przeczytaną lub wysłuchana bajkę, które zachęca do tego, by z porozmawiać z dzieckiem o tym, co się przeczytało.

Odpowiedzi małych czytelników mogą być zaskakujące i stanowić naprawdę idealny sposób, by nawiązać dyskusję. Bo o cóż pyta Irena Landau? O to, czego nie lubi mama, czy tata może się mylić, czy należy się myć, czy możemy nie lubić kogoś, kto mieszka nie tam, gdzie my i czy każdą prośbę należy spełniać. Nieco wichrzycielsku zabrzmiało, w obliczu dążeń wspólnotowych, pytanie o to, czy wszystkim potrzebne jest to samo, zadane po opowiadaniu, w którym jeżom ma się wyrywać igły i owe igły dawać żabom w imię sprawiedliwości, ale przyznam, że jest to moja ulubiona bajka.

"Bajki Babci Celiny" to dobre bajki. A gdyby tak ktoś jeszcze pokusił się o spisanie i opublikowanie drukiem wszystkich rozmów, do których książka Irena Landau sprowokowała... Póki co, Drodzy Rodzice, róbcie notatki:)))

Aleksandra Marinina. Czarna lista.

Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Dawno nie czytałam nic Marininy, więc gdy ujrzałam jej ostatnią wydaną w Polsce książkę na bibliotecznej półce, uznałam, że nadszedł czas na odnowienie znajomości. Oczywiście, nie przeczytałam notatki z IV okładki i dziwiłam się, że wciąż nie ma Anastazji Kamińskiej;)

Władisław Nikołajewicz Stasow spędza urlop z córką nad morzem. W tym samym miejscu, w którym odbywa się festiwal filmowy. Była żona Stasowa, krytyk filmowy, z racji zawodu również uczestniczy w festiwalu. Ktoś zabija aktorkę mającą największe szanse na pierwszą nagrodę. Za kilka dni ginie jej przyjaciółka, także aktorka. Stasow, pułkownik moskiewskiej milicji, oferuje lokalnej milicji pomoc, którą - ku jego zdziwieniu - zostaje odrzucona z oburzeniem. Gdy okazuje się, że jedna z lokatorek wakacyjnej kwatery Lilii i jej taty jest śledcza i pisarką kryminałów, sprawa rozwikłania śmierci aktorek (i kolejnych postaci ze świata filmowego lub pozostających na jego obrzeżu) nabiera tempa. Czy jednak dość szybkiego? 

Przyznam, że rozwikłanie tajemnicy zaskoczyło mnie. Z dużą przyjemnością wkroczyłam w świat wykreowany przez Marininę i podczas lektury złapałam się na myśli, że czytając jej książki ma się pewność, że to fikcja literacka, że stworzona przez nią rzeczywistość da się zamknąć w okładkach i nie wywiera na czytelnikach presji, by w nią uwierzyć, by przestraszyć się  fanatyków.

Takiej lektury było mi trzeba.

21 września 2010

Bruno Schulz. Opowiadania, eseje, listy.


Wydane przez
Wydawnictwo Świat Książki

Twórczość Bruno Schulza wielbię, sławię i poważam. Aż dziw, że dotychczas o nim nie pisałam na blogu. Porywa mnie magia jego słów, bogate w ornamenty zdania, plastyczność i melodia. Gdy czytam Schulza świat wokół mnie spowalnia, nabiera innych niż dotychczas barw, otula się w mgły i rosy, a ja sama nabieram łagodniejszych myśli, moje oczy przesuwają się wolniej po literach, składają je w myśli w słowa, pozwalają się smakować, zachwycać, poczuć.

Jesień to tęsknota ludzkiej duszy do materialności., do istotności, do granic. Gdy z niezbadanych przyczyn metafory, projekty, marzenia ludzkie zaczynają tęsknić do realizacji, przychodzi czas jesieni. (s. 297)


Z przyjemnością wróciłam do Schulza. Tym bardziej, że w czytanym przeze mnie wydaniu jego pism znalazłam powyższy tekst o jesieni, listy Bruno Schulza do Witolda Gombrowicza i od Gombrowicza do Schulza, cudną recenzję "Ferdydurkę" i wiele innych listów, esejów, które zdecydowanie uradowały moje czytelnicze ego.

Zachwycam się Schulzem i paradoksalnie - nie mam w domu żadnej książki z jego utworami.

20 września 2010

Karlik

Na początku września przedstawiałam Wam Homera, kota, który w wyniku choroby stracił oczy. Gwen Cooper dała mu dom i napisała o nim mądrą książkę.

Dziś pragnę przedstawić kota, który chorował podobnie jak Homer. Karlik w wyniku choroby stracił jedno oko i tak jak jego literacki "starszy brat" ma zszytą powiekę. Nadaje mu to asymetryczny kształt pyszczka, ale i też sprawia, że Karlik wygląda nieco zawadiacko.

Karlik mieszka w domu tymczasowym, czyli u takiego człowieka, który zabrał go ze schroniska i otoczył opieką przed i po operacji. Teraz kotek jest już zdrowy i szuka domu stałego.

Tu przeczytacie dokładniejsze informacje na temat Karlika. Może ktoś z Was zdecyduje się mu pomóc?

P.S. Przeważnie informacje o kotach poszukujących domów zamieszczam na kocim blogu. Jednak wyjątkowość Karlika i to jak wiele kotów maja pod swoją opieką Niekochane, sprawia, że postanowiłam skierować ogłoszenie do szerszej i mniej zakoconej (niż na kociokwiku) publiczności :-)

Andrew Tarnowski. Rdzawe szable, blade kości...

Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Książka "Rdzawe szable, blade kości" jest wytrawnym opisem polskiej rzeczywistości z lat przełomu politycznego i początku XXI wieku. Pikanterii temuż opisowi dodaje fakt, że ów oglądany przez siebie i doświadczany wyimek Polski przedstawia Brytyjczyk o polskich korzeniach.

Andrew Tarnowski wspomina swój pierwszy pobyt w Polsce i zachwyt nad Mazurami. Z tego zachwytu zrodziła się chęć znalezienia domu, który służyć będzie Tarnowskim i ich przyjaciołom w letnie dni. Po wielu różnych perypetiach znaleziono właściwy dom i osobę, która zachce go sprzedać w Drwęcku, niedaleko Olsztynka.

Relację Tarnowskiego podzielić można na dwie znaczące części: historyczną, w której Autor wspomina bitwy, wojny i przeszłość terenu na jakim żyje oraz część skupioną na ludziach, na ich codziennym życiu, ale też na różnego rodzaju wpływie wydarzeń historycznych na sposób postępowania ludzi z Drwęcka i okolic. Dużą wagę przywiązuje Tarnowski do wciąż pobrzmiewającej w zachowaniach mieszkańców Mazur niechęci do tego co niemieckie i braku dbałości o rzeczy zostawione na dawnych pruskich ziemiach. Nieco zachowawczo Autor tłumaczy owo niechlujstwo komunizmem, ale to, jak bardzo zbulwersowały go zniszczone, niemalże zrównane z ziemią niemieckie cmentarze, widać dobrze mimo wyważonego tonu opowieści.

Andrew Tarnowski mieszka na wsi tylko kilka miesięcy w roku. Widzi mazurską przyrodę w pełni jej rozkwitu - zielone pola, las pełen smacznych owoców, ciepła woda w jeziorze. Nie ma go tam, gdy drogi zasypuje śnieg, gdy przyjeżdżający dwa razy dziennie autobus nie pojawia się wcale. Ta niepełna obecność w miejscu, w którym pisze jako o swoim raju jest widoczna w opowieściach Autora. Tarnowski próbuje żyć zgodnie z naturalnym rytmem wsi, ale brak stałego zamieszkania w Drwęcku wybija go z tego rytmu, odbiera mu pewną wiarygodność.

 Czy zatem słuszny staje się podtytuł książki "Jak zostałem mazurskim chłopem"? Osądźcie sami:)

P.S. Jeśli kogoś zainteresowały rozbudowane informacje historyczne w książce Tarnowskiego i chciałby je pogłębić, by poznać lepiej fascynującą przeszłość okolic Olsztynka, odsyłam do książki Roberta Traby "Wschodniopruskość". 

Mariusz Niemycki. Zuzia na tropie Makusynów.

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Szalenie intrygowały mnie tytułowe Makusyny. Okazało się, że to nastoletni miłośnicy twórczości Kornela Makuszyńskiego z końcówki lat sześćdziesiątych. Ich towarzyszki nazywano Makucórkami;)))

Zuzanna mieszka z mamą, która nie dała szansy tacie dziewczynki na to, by kiedykolwiek spróbować stworzyć rodzinę. Niemniej - dziewczynka zna tatę i ceni sobie jego obecność. Informacje o rodzinie Zuzy są o tyle ważne, że w trakcie powieści w relacjach Magdaleny i Błażeja następują wielce znaczące zmiany.

Zuza i jej przyjaciółka Paulina próbuję rozwiązać tajemnicę skarbu ukrytego w ruinach zamku w Siedlisku. W tym samym miejscu prace ma podjąć mama Zuzi. Gdy okazuje się, że na miejscu dokonano napaści na starszą kobietę, Makucórkę, sprawa staje się poważna i konieczne jest zaangażowanie się taty Zuzanny, inspektora policji.

Mariusz Niemycki napisała powieść z wartką akcją, różnymi przestrzeniami i ujęciem czasowym, z humorem i  wieloma informacjami dotyczącymi realnego świata. Niewielki format książki sprawia, że "Zuzia na tropie Makusynów" jest idealną lekturą do zabrania ze sobą na spacer, w podróż, czy do szkoły;) 

P.S. Wielkie brawa za nazwiska stomatologów w powieści: Wyrwał, Kozik, Cierpińska;)))

Joanna Święcicka. Uczeń z zespołem Aspergera.

Wydane przez
Oficynę Wydawniczą Impuls

Zanim zaczęłam lekturę książki Joanny Święcickiej zastanawiałam się nieco sceptycznie jak Autorce udało się zmieścić najważniejsze rzeczy nt. zespołu Aspergera na pięćdziesięciu stronach. Gdy już skończyłam czytać doceniłam wiedzę i kunszt jej przekazywania jakimi obdarzona jest Joanna Święcicka.

Autorka, zgodnie z podtytułem książki "Praktyczne wskazówki dla nauczycieli", zawarła w swojej publikacji przede wszystkim konkretne porady. Objaśnia w jaki sposób ZA wpływa na zachowania dziecka i jak ułatwić dzieciom z zespołem Aspergera funkcjonowanie w grupie rówieśniczej i społeczności szkolnej. Tłumaczy jak wyglądają zaburzenia komunikacyjne i społeczne, objaśnia stereotypowe zachowania i specyficzne zainteresowania dziecka z zespołem Aspergera, radzi jak pomagać dziecku z ZA i jak zorganizować jego proces edukacyjny.

Rynek książek pedagogicznych wciąż jest ubogi w publikacje na temat zespołu Aspergera. Miło jest mi powiedzieć, że książka Joanny Święcickiej  zaspokaja braki i czyni to na bardzo dobrym poziomie.

19 września 2010

Suzy Welch. 10 - 10 - 10.

Wydane przez
Wydawnictwo Remi

Książka Suzy Welch będzie doskonałą lekturą dla tych, którzy sądzą, że życie jest skomplikowane. Ale także dla tych, którzy tak nie myślą, bo mogą dzięki niej nauczyć się kolejnej techniki pomocnej przy podejmowaniu ważnych decyzji.



W poradniku zatytułowanym "10 - 10 - 10" Suzy Welch opisuje stworzoną przez siebie metodę pozwalającą na odpowiedzialne i samodzielne decydowanie o własnym życiu. Metodę, która nie wymaga konsultacji z psychologiem, skomplikowanych procedur, ani nawet zbyt wiele czasu. To, co spodobało mi się w podejściu Suzy Welch to wielokrotne podkreślanie, że mądrość mamy w sobie, że siebie powinniśmy słuchać, że sami dla siebie powinniśmy być największymi autorytetami - przecież to nasze życie i przede wszystkim my ponosić będziemy konsekwencje swoich decyzji. Może to zbyt "amerykańskie" podejście dla niektórych, ale jeśli dzięki niemu da się uniknąć kiedyś podjęcia jakiejś pochopnej, nierozsądnej decyzji, to może warto?



Kiedy sięgnęłam po tę książkę i kiedy przeczytałam pierwszych kilka stron opisujących metodę Welch, zastanawiałam się jak to możliwe, że co czymś tak prostym można pisać przez prawie trzysta stron. Otóż można i wierzcie mi - każda strona ma swój sens i każdą warto przeczytać.



Jeśli nigdy w swoim życiu nie wahałeś się myśląc "i co dalej?", jeśli nigdy nie żałowałaś jakiegoś swojego kroku, jeśli uważasz, że wszystkie podejmowane przez ciebie decyzje są świetne - nie czytaj tej książki. Ale jeśli przydałaby Ci się dobra, skuteczna i prosta metoda ułatwiająca opanowanie życia, zajrzyj do "10 - 10 - 10" Suzy Welch.

18 września 2010

J. Maarten Troost. Zagubiony w Chinach.

Wydane przez
Wydawnictwo Dolnośląskie

Seria z Różą Wiatrów spodobała mi się na tyle, by z dużą niecierpliwością czekać na kolejne książki z charakterystycznym symbolem. Aby przyjemność lektury rozłożyć w czasie, zostawiłam relację z podróży po Chinach na później. Później własnie nastąpiło i oto przedstawiam historię o tym jak Holendro-Czech podjął próbę zgłębienia istoty Chin.

Maarten i Sylvia mieszkali w miejscu, które chcieli opuścić. Szukali interesującej propozycji. Gdy ktoś podsunął im pomysł zamieszkania w Chinach, postanowili spróbować. Maarten wyruszył w podróż przygotowawczą chcąc sprawdzić, czy Chiny nadają się do tego, by zamieszkać w nich z dwojgiem małych dzieci.

Maarten Troost pojechał do Chin, by je sprawdzić i by poznać. Odwiedził duże miasta, miasta, które w jego wyobraźni były sennymi mieścinami, a które okazywały się wielomilionowymi molochami, miasteczka i rejony znane turystycznie i kulturowo polecane w przewodniku "Lonley planet".

Autor doprawia zadziwiające wydarzenia, obserwacje właściwym sobie humorem. Rozprawia się z stereotypami, przekonaniami o społeczności chińskiej, krytykuje niektóre z obyczajów, zachwyca się (tam, gdzie umożliwia to brak smogu) przyrodą. Sprawdza, próbuje, smakuje życia w Chinach i wciąż się zdumiewa,  zadziwia -  jest oszołomiony.

Opis trzymiesięcznego pobytu w Chinach pozwala nam zajrzeć za Wielki Mur. Odsłania pewne tajemnice, ale też budzi wiele pytań. Choćby to, o potęgę Chin i ich dominację nad światem.

Polecam:)

Danuta Noszczyńska. Hormon nieszczęścia.

Wydane przez
Wydawnictwo Philip Wilson

Sięgnęłam po kolejną książkę Danuty Noszczyńskiej dla zaspokojenia własnej potrzeby przeczytania wszystkich książek jednego autora (nie, Kraszewskiego nie zamierzam czytać w całości).

Młoda kobieta przedstawiająca się imieniem Mirka tak naprawdę nosi mało wdzięczne imię Marucha. Szczególnie niefortunnie imię to wygląda w zestawieniu z nazwiskiem Grucha. Mirka skłóciwszy się z rodzicami zamieszkała na poddaszu u koleżanki artystki, pracuje w bibliotece i walczy z hormonem nieszczęścia, jak nazywa potrzebę posiadania chłopa. Jakoś niemrawo się do posiadania chłopa zabiera - leży na kanapie i podgryza chipsy, odwiedza hipnotyzera i wciąż narzeka. A to na tuszę, a to na ciotkę, na pracę, brak chłopa, osobowość współmieszkanki lub ograniczenia rodziców. Gdy podczas pewnego seansu hipnotycznego Mirka przenosi się do średniowiecza, a w kolejnym do alternatywnie istniejącej historii Polski z lat osiemdziesiątych XX wieku udaje się jej wprowadzić wiele zamieszkania zarówna w czasach minionych, jak i teraźniejszości.

Pomysł na fabułę książki jest ciekawy. Jestem jednak nieco oszołomiona chaotycznością postępowania bohaterki. Co innego ktoś energiczny, z wieloma pomysłami na życie, a co innego ktoś, kto chwilami kręci się wkoło i robi hałas, z którego to działania niewiele wynika. Na szczęście wokół Mirki są osoby, które nieco hamują jej rozchwianie i czynią ją przez to łatwiejszą do zaakceptowania.

Akcja wpisuje się w schemat literatury "czytadłowatej". Dość pulchna bohaterka cierpi na brak męskiego ramienia. Podczas seansu hipnotycznego i pobytu w rzeczywistości alternatywnej gwałtownie chudnie i wzbudza zainteresowanie co najmniej dwóch mężczyzn. Gdy wraca w swoje czasy i do swego świata pozostaje szczupła i wkrótce poznaje mężczyznę życia. Oczywiście;)))

Zostały mi do przeczytania jeszcze dwie powieści tej Autorki. Pewnie nie sięgnę po nie natychmiast, ale kiedyś przyjdzie ich pora:) 

*   *   *
Książkę Danuty Noszczyńskiej można kupić w:

17 września 2010

Antonina Kozłowska. Kukułka.

Wydane przez
Wydawnictwo Otwarte

Najnowszą, a zarazem trzecią w dorobku, powieść Antoniny Kozłowskiej przeczytałam wczoraj. I od wczoraj zastanawiam się jak o tej książce napisać i  - to pytanie znacznie głębsze - co o niej myślę.

Fabuła powieści osadzona jest na osi łączącej dwie główne bohaterki. Łączy je to, że są kobietami, dzieli niemal wszystko. Jest to opowieść o Marcie i Iwonie, kobiecie, która nie może mieć dzieci i która stworzona jest do tego, by je rodzić, opowieść o kobiecie zamożnej i niezamożnej, wykształconej i niewykształconej, zamężnej i rozwódce, o losach życia, które jedną z nich postawiły po biedniejszej stronie płotu, a drugiej dały możliwość zamieszkania na strzeżonym osiedlu. Jeszcze jedna sprawa łączy Martę i Iwonę. Ta druga kobieta ma urodzić dziecko tej pierwszej, ma być brzuchem do wynajęcia w zamian za pieniądze pozwalające jej kupić córce nowy sweterek, pójść do dentysty, czy wykupić receptę astmatycznego syna.

Podczas lektury zafascynowało mnie pytanie, które Marta zadaje sobie po wielu nieudanych próbach donoszenia ciąży i po tym jak zarodek dziecka jej i Filipa wszczepiono w macicę obcej kobiety. Marta dopiero wówczas pyta samą siebie o to, dlaczego chce mieć dziecko, dlaczego owo pragnienie przeistoczyło się w uporczywe dążenie z dodatkowo odczuwaną nienawiścią wobec matek z osiedla.

Mnóstwo w tej książce emocji. Ciemnych - goryczy, nienawiści, smutku, bólu, czy rozpaczy. Jasnych - przyjaźni, miłości, serdeczności, ciepła. Jest też dwu biegunowo pojęty czas - czas wyrządzania krzywd i czas ich naprawiania, czas oddalenia i czas bliskości, czas oderwania od korzeni i czas powrotu do nich.

Autorka dużą wagę przykłada do tła społeczno-kulturowego w jakim osadza swoje bohaterki. Dlatego też znajdziemy tu wspomnienie o jednonogim zdobywającym bieguny, o korporacyjnym kieracie, o czymś co w polskim prawie nie istnieje, czyli matkach - surogatkach, czy o drapieżnym realizmie panującym w szpitalach.

"Noszę" tę książkę w sobie od wczoraj. Zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, więc pewnie będzie jeszcze długo w moich myślach, w tym specyficznym dopasowywaniu powieści i własnych przekonań. Po raz kolejny Antonina Kozłowska wyrwała mnie z rytmu codzienności.  No i dobrze - wszak tego właśnie oczekuję od literatury.

Grzegorz Kasdepke. Akademia detektywa Pozytywki. Zeszyt trzylatka.

Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Na serię zeszytów "Akademii detektywa Pozytywki", ilustrowaną przez Piotra Rychela, składają się cztery tytuły adresowane do dzieci od drugiego do piątego roku życia. Ja ze względu na Helenkę, która 12 listopada będzie obchodzić trzecie urodziny, przyjrzałam się bliżej zeszytowi dla trzylatków. 

Dziecko, które dotychczas nie miało okazji spotkać detektywa Pozytywki, poznaje głównego bohatera na początku książeczki. Poznaje również i inne postacie występujące w zaproponowanych przez Autora ćwiczeniach. Zadania zamieszczone w publikacji podzielono na cztery grupy: narysuj, pomyśl, porównaj, policz. Przy każdym z ćwiczeń znajduje się odpowiedni symbol kierujący uwagę dziecka na to, co powinno wykonać. I tak: trzeba dorysować parasol detektywowi, narysować drogę, którą musi pokonać gąsienica Magda chcąc zjeść jabłko jakim częstuje ją Asia, pokolorować klocki Zuzi tak, by wieża jaką buduje dziewczynka wyglądała tak samo jak ta zbudowana przez Dominika. Dzieci muszą wskazać co jest duże, co małe, zdecydować, który kotek jest wysoko, który nisko, czym różnią się dwa obrazki, podjąć decyzję, z których przedstawionych na obrazku przedmiotów da się zrobić sałatkę owocową. Oczywiście - to nie wszystkie zadania, ale przywołałam tylko kilka, by unaocznić jakiego typu zadania zawarto w książce.

Detektyw Pozytywka, po raz kolejny, zaprasza dzieciaki do świetnej zabawy. A, że przez zabawę poszerzą swoje umiejętności i wiedzę? Czysty zysk. Jestem przekonana, że książeczka spodoba się Helence:)

16 września 2010

Pucu - pucu, chlastu - chlastu

Gdy Nusia była mała kładła się koło mojej głowy i iskała mnie dopóty, dopóki byłam w stanie wytrzymać ów higieniczny zabieg. Kilka ostatnich dni pobytu Piranii u nas upłynęło Nusi na dokładnym szorowaniu Małego Czarnego Kota. Teraz nie ma Piranii, a Nusi chyba spodobało się czyszczenie kogoś jęzorkiem, bo przed chwilą - już drugi raz w ciągu tygodnia - podjęła próbę wypucowania mi włosów (na szczęście mam teraz krótkie włosy i ta Nusiowa pieszczota nie sprawia mi bólu).

I jak tu się odgonić od kota, który z maślanym spojrzeniem, mrucząc wyrywa się do wylizywania swojego człowieka...

Jan Antoni Homa. Kręgi albo kolejność zdarzeń.

Wydane przez
Wydawnictwo SOL

Dawno nie czytałam tak poetyckiej prozy jak ta, którą Jan Antoni Homa przedstawił wydarzenia w swojej powieści. 

Zawiązanie fabuły to moment, w którym polonista Marcin zostaje ukarany przez swoją zwierzchniczkę za to, że obudził w niej pragnienie z zejścia ścieżki ku wytyczonemu ściśle celowi, obudził w niej człowieka, kobietę, obudził drżenie zauroczonego serca. Ukarany zwolnieniem z pracy. Marcin decyduje się podjąć pracę w miejscowości czekającej od 4 lat na polonistę, w Zabijanach Krochmalnych.

Bohaterowie Homy są nakreśleni wyraziście i, co ważne w moim odczuciu, z pełnym spektrum osobowości, lęków, tęsknot. Kuba, najmłodsze dziecko w rodzinie uważane za odstającego od normy przez swoje umiłowanie zwierząt i wrażliwość. Zenobiusz, matematyk, próbujący od lat rozwiązać zagadkę śmierci swojej żony. Aurelia, wychowywana w sierocińcu, dzięki niespodziewanie otrzymanym pieniądzom tworząca miejsce schronienia dla zwierząt, których przeznaczeniem miała być rzeźnia. Rafał, dziennikarz interwencyjny, filozof, rozważający nad łóżeczkiem swoich dzieci istotę człowieczeństwa, Biegacz, który chce wzlecieć ku niebu, który biega by odkupić zło uczynione w czasie, gdy był Kierowcą. Aneta, Versace - funkcjonujący niby na obrzeżach wymienionych już postaci, ale dzięki swym zdecydowanym działaniom mający możliwość odmiany losów ludzi.

Powieść Jana Antoniego Homy upomina się o szacunek dla Stworzenia. Wrażliwość bohaterów staje się dla czytelnika lupą, przez które dostrzec może całe zło wyrządzane tym, których nazywamy "braćmi mniejszymi". Niechlujność wobec zwierząt, traktowanie ich niczym zepsutych zabawek, które trzeba wyrzucić na śmietnik, brak jakiejkolwiek refleksyjności związanej z tym, co nazywa się godnością i poszanowaniem Istnienia, brak zastanowienia się nad tym, jacy bestialscy potrafimy być - my ludzie.

Scena oczyszczenia, wstąpienia do miejsca założonego odpoczynku zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Podobnie jak wizja przyszłości w w miejscu zwanym Arqa.

"- Kim chcesz się stać?
- A kim być mogę? 
- (...) Aha, możesz urodzić się człowiekiem, ale ten wybór obarczy cie wiedzą i odpowiedzialnością - a to ciężki balast."

Nie chciałabym, by ta powieść przeszła niezauważona. Jest zbyt istotna na to, by o niej nie pisać i by nie mówić. Przeczytajcie "Kręgi albo kolejność zdarzeń" Jana Antoniego Homy, rozsmakujcie się w jego prozie i poczujcie odpowiedzialni za życie. Każde życie.

15 września 2010

Pytanie

Sisi budzi mnie co rano. Wcześnie rano. Nawet bardzo. Budzi, czeka kurtuazyjnie aż napełnię miskę, równie kurtuazyjnie posmakuje tego, co w misce i układa się do snu.

To po co ona mnie budzi?

Jeśli dziś piętnasty to... (wygrywajka z Selkarem)

Osoby chętne do tego, by stać się posiadaczem kuponu rabatowego (30 zł) na zakupy w Selkarze proszę o przedstawienie książki, która znajdowała się na liście lektury czytanych w szkole i która wzbudziła podczas lektury największe emocje*. 

Czas start. Losowanie o 21:00. 
Wygrywajka odbywa się, oczywiście, dzięki uprzejmości:


Zapraszam:)

*   *   *

Osobie o nicku Słońce gratuluję:) Proszę o kontakt e-mailowy na m1b1m1m@gmail.com

14 września 2010

Witold Szabłowski. Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji.

Wydane przez
Wydawnictwo Czarne

Marzyłam kiedyś o podróży, podczas której objadę Morze Czarne. Dotychczas nie udało mi się zrealizować marzenia, ale nie tracę nadziei. Może kiedyś? Póki co, do Turcji wybrałam się dzięki reportażom Witolda Szabłowskiego, za co pragnę Autorowi serdecznie podziękować.

Esencjonalne, to pierwsze słowo jakie przychodzi mi na myśl, gdy myślę o tekstach zawartych w tomie „Zabójca z miasta moreli”. Witold Szabłowski dotyka bowiem sedna, dotyka najbardziej bolących spraw, by ukazać Turcję w pełnym spektrum – z jej dążeniami ku Europie i tradycjami plemiennymi, z jej nowoczesnymi, młodymi ludźmi zaludniającymi ulice Stambułu i z kobietami z przysłoniętymi twarzami, w chustach i szarawarach, nie mającymi prawa głosu.

Szabłowski wiedzie nas ścieżkami trudnymi. Bo jak pojąć kulturę, w której matka krzyczy do ojca, by zabił córkę? I, w której grozę budzi długość wąsów wybieranego na premiera kandydata? Jak pogodzić świat przepełniony seksualnością z wiarą, naukami imamów i wdrukowanymi o ludzkie działania przesądami?

Chyba nie ma tu tekstu, który pozostawiałby obojętnym czytelnika. Jednak tym, który zrobił na mnie największe wrażenie, jest tytułowy „Zabójca z miasta moreli”, czyli reportaż o Mahmedzie Ali Agcy.

Jeden z rozmówców Witolda Szabłowskiego usłyszał od mułły „Zachód sam się wybije”. Nasze społeczeństwo się starzeje i jesteśmy rozleniwieni dobrobytem (no, może byłe demoludy nieco mniej). Czy to realne groźby?

„Zabójcę z miasta moreli” trzeba przeczytać, choćby po to by wiedzieć jak różna może być Turcja. Trzeba przeczytać – koniecznie.

Cicho tak jakoś...

Wczoraj w południe pojawili się Z. i A. aby odebrać Piranię. Stwierdzili, że jest bardziej niż była błyszcząca, że urosła, co nas ucieszyło, bo wstyd byłoby oddawać zabiedzonego kota.

Wieczorem uświadomiliśmy sobie, że w domu panuje dziwna cisza. Choć przecież Pirania nie wydawała zbyt wielu dźwięków, to jednak biegała, ganiała się z Nusią i Gusią, skakała po drapaku, czy burczała zasypiając na naszych kolanach.

Oczywiście, Nusia przed snem zaglądała we wszystkie zakamarki szukając Pirci.

Joanne Owen. Władca marionetek.

Wydane przez
Wydawnictwo Egmont
(Premiera 20 września)

Joanne Owen zaprasza czytelników swojej książki do Pragi. Zaprasza do Pragi zziębniętej, mroźnej bogatej zabytkami w progu 1898 roku. Poznajemy bohaterkę powieści, Milenę, osieroconą przez rodziców i wychowywana przez babcię. Dziewczynka czekając na Rynku Starego Miasta na przyjaciela, Łukasza, przeżywa dziwne spotkanie – tuż obok teatru, który niegdyś był własnością jej ojca pojawia się potężny i przerażający mężczyzna przedstawiający się jako Władca Marionetek. Milena czuje się zaniepokojona tym samozwańczym tytułem – wszak jej ojciec znany był jako twórca i właściciel najwspanialszego teatru marionetkowego w Pradze.

Konotacje literackie związane z hasłami „marionetka, kukła” są bogate i z nich Autorka wywodzi tematykę powieści. Sięga również po legendy opowiadające o Czechu, jego potomkach i władcach ziem czeskich. Milena, będąca potomkinią królowej Libuszy, wsparta przez siostry mamy odkrywa w sobie moc sprzeciwienia się Władcy Marionetek i jego próbom zawładnięcia ludźmi.

Książka zasługuje na głośne brawa za szatę graficzną. Autorka pisze o technice pracy jaką zastosował Mutt Ink, by zachwycić czytelników wyglądem powieści. Autorka w ogóle pisze do czytelników mówiąc im o swoich inspiracjach, tłumacząc odmianę nazwiska głównej bohaterki, opowiadając o tradycji czeskich teatrów marionetkowych, czy zamieszczając spis postaci i glosariusz.

Fascynująca opowieść wprowadzająca młodych czytelników w świat Pragi, w której legendy wciąż żyją, a tajemnice kryją się w każdym zaułku.

13 września 2010

Alexander McCall Smith. 44 Scotland Street.

Wydane przez
Wydawnictwo Muza

Ci, którzy czytają mnie już od dłuższego czasu, zapewne nie zdziwią się, gdy stwierdzę, iż moim zdaniem Aleksander McCall Smith jest dobry na wszystko – na niepogodę, chorobę, smutki małe lub większe, ale też na leniwe popołudnie w ogrodzie, czy wielogodzinną podróż pociągiem. Po prostu – dobry jest i już. Z wielką radością przywitałam najnowszą książkę tego Autora na polskim rynku. Z tym większą, że mimo iż McCall Smith pisze powieści proste i w tej prostocie rewelacyjne, jakoś nie święci triumfów w naszym literackim świecie. Może po tej książce to się zmieni?

Kamienicę na Scotland Street zamieszkują ludzie zwyczajni – podobni nam. Nadgorliwa matka, przytłoczony aspiracjami matki pięcioletni syn mówiący perfekcyjnie po włosku i grający na saksofonie, antropolożka będąca niegdyś właścicielką elektrowni w Indiach, narcystyczny rzeczoznawca nieruchomości, dziewczyna, która potrzebowała sobie zrobić przerwę i mężczyzna, którego nie poznamy, gdyż cierpi na agorafobię.

Życie bohaterów obserwujemy z właściwym dla prozy McCalla Smitha spokojnym dystansem. Nie znajdziemy tu emocjonujących rozgrywek międzyludzkich, a jedynie wzajemną ciekawość złagodzoną nieco flegmatycznym charakterem niektórych postaci. Choć mamy tu do czynienia z zauroczeniem to przybrało ono postać czerwieniących się panieńskich policzków i braku właściwych słów, a nie gorącego flirtu.

Uwielbiam McCalla za spokój emanujący z jego opowieści. Uwielbiam, gdy w usta swoich bohaterów wkłada szalenie trafne i ironiczne uwagi na temat świata wokół nas. Ot, na przykład:

„Brak czasu na walki międzyplemienne czy rytuały inicjacyjne, cala kultura popularna za bardzo wciąga. Ciężkie czasy dla antropologów.
- To smutne – zauważyła Pat. - Komu zależy na tym, by wszędzie było tak samo?
Domenica wzruszyła ramionami – Pewnie Komisji Europejskiej.” (ss.76-77)

Ciekawostką jest to, że Aleksander McCall Smith pisał „44 Scotland Street” jako powieść w odcinkach zamieszczaną na łamach „Scotsmana”; daje to interesujący efekt narracyjny.

Cóż, by zmierzać do podsumowania, muszę powiedzieć, że kolejny raz McCall Smith mnie kupił. A teraz, z zupełnym brakiem cnoty zwanej cierpliwością, czekam na „Rozmowy przy kawie”.

Jadwiga Stasica. Moja I klasa. Poradnik dla nauczycieli.

Wydane przez
Oficynę Wydawniczą Impuls

Publikacja Jadwigi Stasicy jest idealna dla nauczycieli, którzy bądź to rozpoczynają pracę w szkole z najmłodszymi dziećmi, bądź pracują z nimi od tak wielu lat, że kusi ich, by spróbować czegoś nowego, by na podbudowie swoich wypracowanych metod sprawdzić przeniesienie metod proponowanych przez równie doświadczonego pedagoga.

Nietrudno zgodzić się z tym, że pierwsze dni w szkole warunkują to, jak do tej instytucji oświatowej odnosić się będą dzieci. Warto zatem zadbać o to, by kontakt dzieci ze szkołą był jak najprzyjemniejszy, by dzieci nabrały przekonania (które rzecz jasna zweryfikuje życie;)), iż daje się im tam bezpieczne miejsce do rozwoju wszelkich upodobań, uzdolnień, a także stwarza szansę na wielokierunkową naukę.

Jadwiga Stasica, poza przypomnieniem założeń teoretycznych dotyczących organizacji zajęć w okresie przygotowawczym do nauki, przedstawia w swojej książce przykłady zajęć zintegrowanych do zrealizowania w tym okresie oraz zabawy, ćwiczenia, gry, które mogą ułatwić dziecku wdrożenie się w edukacyjną codzienność szkolną.

„Moja I klasa” pełna jest doskonałych pomysłów na to, jak urozmaicić swoją pracę i sprawić, by dzieciaki poczuły się w sali lekcyjnej najlepiej jak można, by nawiązały dobre relacje z nauczycielem i kolegami, by zaciekawiły się szkołą.

P.S. Zawsze wydawało mi się, że najszybciej aktualność tracą powieści osadzone bardzo mocno w rzeczywistości polityczno-społecznej. Podczas zapoznawania się w publikacją Pani Stasicy uświadomiłam sobie, że przepisy oświatowe zmieniające się wraz z każdym nowym ministrem, sprawiają, iż literatura pedagogiczna oparta o przepisy prawne, staje wobec ryzyka równie szybkiej dezaktualizacji, co fikcja literacka.

Katarzyna Berenika Miszczuk. Ja, diablica.

Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

(Premiera 6 października)

Z dużą ciekawością sięgnęłam po kolejną książkę młodej polskiej Autorki, tym bardziej, że "Wilczyca", jaką miałam okazję przeczytać ponad rok temu, zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie.

Wiktora Biankowska umarła i znalazła się w Piekle. Przepytujący ją demon i jego otoczenie przypominają urzędy i ich pracowników, gdzie petent jest nikim, a od dobrej woli urzędnika zależy udzielenie odpowiedzi. Wędrując od pokoju, do pokoju Wiki dowiaduje się, iż spotkał ją zaszczyt - nie dołączy do rzeszy ludzi, którzy w piekle zażywają przyjemności, ona stanie się diablicą, co po pierwsze pozwoli jej robić wszystko to, co ludzie, a po drugie nada moc podobną do mocy jaką dysponują diabły. To jak wykorzysta ową moc zależy od niej, ale też od tego do czego nakłonią ją udający przyjaciół Kleopatra i Azazel.

Podobnie jak Beleth, zakochany w Wiki diabeł, nie mogłam pojąć jej fascynacji Piotrusiem, lekko fajtłapowatym chłopakiem. Ale z drugiej strony - gdyby nie rywalizacja o serce Wiktorii i gdyby nie zauroczenie dziewczyny, nie mielibyśmy okazji poznać tak dobrze opisanych przez Autorkę mechanizmów piekła.

W powieści, napisanej lekko i z polotem znajdziemy plejadę gwiazd czasów minionych, przedstawicieli Nieba i Piekła, zwykłych ludzi. Bohaterowie, bez względu na ich konsystencję duchową, kochają, nienawidzą, lubią, bądź nie, pozwalają sobie na emocje i uczucia, które nie zawsze kojarzą się w wyrachowanym diabelskim pomiotem, czy wyważonym anielskim zastępem.

Autorka swobodnie snuję swą raczej humorystyczną, niż groźną opowieść wplatając w nią wiele faktów z demonologii, historii, topografii, czy zakresu posługiwania się biała bronią, które to wiadomości dodają powieści smaku, pikanterii i budują realizm zdarzeń i postaci.

Spędziłam z Diablicą Katarzyny Bereniki Miszczuk cały wieczór. Po skończonej lekturze uświadomiłam sobie, że był to czas, jeden z nielicznych ostatnio, w którym udało mi się zapomnieć o wszystkim, co poza powieścią. Książka "Ja, diablica" sprawiła mi iście diabelską przyjemność:)

12 września 2010

Peter Pezzelli. Kuchnia Franceski.

Wydane przez
Wydawnictwo Literackie

Wraz z zapachem zbliżającej się jesieni nabieram chęci na gotowanie, pieczenie i szperanie w książkach kucharskich, czy zeszytach z przepisami. Uznałam, że z takim nastrojem doskonale będzie korespondowała powieść Amerykanina włoskiego pochodzenia.
(fot. HB Studio)
Franceska jest wdową i matką trojga dorosłych już dzieci. Męczy ją to, że ma zbyt wiele wolnego czasu, żadnych obowiązków i to, iż mimo chęci i energii nie jest nikomu potrzebna. Gdy pewnego dnia znajduje ogłoszenie zamieszczone przez Lorettę, samotną matkę dwójki żywiołowych dzieci, w tajemnicy przed rodziną, decyduje się podjąć pracę opiekunki. Wraz z upływem czasu relacja obydwu kobiet przekształca się w przyjacielską, a Franceska zaspokaja swoją potrzebę bycia niezbędną.
(fot. HB Studio)
Powieść Peter Pezzelliego niesie w sobie ciepło i smakowite przepisy na potrawy kuchni włoskiej. I choć nie znajdziemy tu teorii odkrywających sens ludzkiego istnienia, książka zapewni nam miło spędzony czas, czas, w którym poczujemy się zauroczeni opowieścią o serdecznych relacjach międzyludzkich, o wartości rodziny, przyjaźni i ... dobrego jedzenia :) Na jesienne wieczory - jak znalazł.
(fot. HB Studio)
P.S. Przepisy na pyszności ze zdjęć znajdziecie w książce.
P.S. 2. Strona Autora.

Emma McLaughlin, Nicola Kraus. Powrót niani.

Wydane przez
Wydawnictwo Znak

Nie wiem skąd wzięło mi się przekonanie, że opowieść o niani z Manhattanu jest lekką, zabawną książką. Nieco mnie z owego błędnego myślenia wybił film zrealizowany na podstawie "Niani w Nowym Jorku", lecz mimo to, nie byłam przygotowana na ogrom emocji jakie znalazłam w "Powrocie niani".

Nan Hutchinson, żona "ciacha z Harvardu", wraca wraz z mężem do Nowego Jorku. Mieszkali dotychczas w różnych stronach świata, gdyż Ryan pracuje dla ONZ-u. Obydwoje doszli jednak do wniosku, że pora mieć stałe miejsce do życia, zadbać o codzienność w znanym sobie miejscu i własnych czterech kątach. Kupili dom do remontu, podyskutowali o dzieciach i Ryan wyjechał do pracy. Nan została próbując nadzorować ów remont, przyzwyczaić się do Manhattanu i rozkręcić własną firmę. Pewnej nocy pod jej drzwiami zjawia się Grayer X, którego opiekunką Nan była tuż po tym, gdy skończyła studia. To spotkanie wyzwala w Nan zadawnione poczucie winy i wpycha ją w świat matek z Piątej Alei.

Podziwiam Autorki za to, jak dogłębnie sportretowały relacje między dziećmi i ich rodzicami. Fascynuje mnie zależność szkoły od rady rodziców. A jednocześnie, to co przeczytałam o funkcjonowaniu społeczności przedstawionej w powieści, przeraża mnie i zasmuca. Państwo X unikający własnych dzieci, fundatorzy szkolnych remontów oczekujących, że to nauczyciel poniesie karę za rozpowszechnianie przez uczniów filmów erotycznych, związki zawierane wyłącznie dla pieniędzy tworzą zdegenerowany pejzaż mieszkańców Nowego Jorku.

Cieszę się, że przeczytałam tę książkę. Mimo, iż jest zupełnie inna niż myślałam.