31 października 2010

Maeve Binchy. Kurs wieczorowy.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

O Meave Binchy przeczytałam u Kasi.Eire za co jestem Autorce bloga Notatki Coolturalne niezwykle wdzięczna:) Nabrałam ochoty na którąś z powieści Pani Binchy, powędrowałam do biblioteki, przyniosłam książkę do domu i odstawiłam na półkę, gdzie stała tak długo, że aż musiałam przesunąć termin jej oddania. Ale było warto, bo w jesienny dzień - słoneczny i wietrzny - nie ma nic lepszego niż zanurzenie się w prosto i ciepło opowiedzianą historię o ludziach, których łączyło jedno - chęć nauczenia się języka włoskiego.

Narracja przechodziła od bohatera do bohatera, a opowieść przypominała mi pajęczą sieć, która  wychodząc od pewnego punktu rozrasta się, łączy ze sobą coraz więcej elementów i tworzy przepiękną konstrukcję - silną i zwartą.

W pewnej szkole, mieszczącej się w niezbyt dobrej dzielnicy, zostaje uruchomiony pilotażowy kurs języka włoskiego. Nauczycielką zostaje Signora, kobieta, która wraca do Dublina po wielu latach spędzonych na Sycylii. Organizatorem i opiekunem kursu jest Aidan, nauczyciel, który był przekonany, że właściwym ukoronowaniem jego kariery nauczycielskiej będzie objęcie stanowiska dyrektora szkoły. Obydwojgu zależy na tym, by kurs się odbył i z radością witają każdego z trzydziestu uczestników spotkań, których tematem jest kultura Włoch i język włoski.

Powoli poznajemy wszystkie te osoby, które we wtorki i czwartki uczą się włoskiego. Przyglądamy się ich życiu, dowiadujemy się o trapiących ich kłopotach i tym, co ich cieszy. Poza tym - oczyma Signory - przyglądamy się współczesnej Irlandii. Ciekawe są więzi, z początku nieuświadamiane, które łączą bohaterów powieści, relacje jakie się rodzą między osobami tak od siebie różnymi jak np. operatywna bogata kobieta i młody mężczyzna pracujący dla mafii.

"Kurs wieczorowy" to ciepła opowieść o przyjaźni, miłości, o ludziach i spełnianiu marzeń. Historia opowiedziana tak udanie przez Maeve Binchy jest źródłem spokoju i zapewnia miło spędzony czas. Pewnie poszukam w bibliotekach innych książek tej Autorki, ale już nie pozwolę im czekać tak długo na moją uwagę.

30 października 2010

Robert Makłowicz. Café Museum.


Wydane przez
Wydawnictwo Czarne

Zacznę, wybaczcie, familiarnie - Kochani! Książka Roberta Makłowicza należy do tych nielicznych traktatów literackich, które swą materią i maestrią sprawiają, że ma się chęć czytać je głośno w miejscach publicznych, cytować rodzinie oraz bliższym i dalszym znajomym, a na tych, którzy słuchać nie chcą, wywierać presję nakłaniając do lektury:)

Opowieść, znawcy kulinariów i poprzez owe kulinaria historii i kultury miejsc przez niego odwiedzanych, w tym wypadku skupia się na niegdysiejszym Cesarstwie Austro-Węgierskim, na rejonie zwanym Mitteleuropą, czyli tym ziemiom, do których i ja mam wielki sentyment, w których czuję się jak u siebie (no, może z wyjątkiem chwil komunikacji z Węgrami), które wyjątkowo bliskie są mojemu sercu. Czy zatem mogłabym nie zazdrościć Autorowi podróży i wynoszonych z nich doświadczeń? Czy mogłabym nie chcieć czytać o tychże doświadczeniach i podróżach jeszcze i jeszcze? Oczywiście - nie mogłabym, więc pozostaje mi po lekturze, przebogatej i smakowitej, uczucie, żem nasycona, ale za jakąś godzinę lub dwie chętnie poczytałabym na nowo o kolejnych wędrówkach przez Dalmację, prowincję węgierską, itp.

Nie umiem przy tej książce zachować choćby pozorów obiektywizmu, więc nawet nie będę próbowała. Tekst o przygotowaniach do podróży pociągiem do Sarajewa - przecudny, bogactwo wiedzy prezentowanej przez Roberta Makłowicza, i to wiedzy nie tylko kulinarnej - zachwycające i tylko krótkie nawiązania odnoszące się do współczesnej sytuacji politycznej Polski będące wyrazem poglądów politycznych Autora wydawały mi się niekonieczne w tej na poły bajecznej opowieści o spadku kulturowym jaki otrzymaliśmy po Cesarstwie.


Kochani, chętnie - jak już wspomniałam - naszpikowałabym moje o tej książce pisanie cytatami, ale nie chcę Wam odbierać przyjemności odkrywania smaczków ukrytych w historiach opowiadanych przez Autora. Mnie, osobie, która tv lekceważy, a programów kulinarnych nie ogląda, bo nudne są, książka Roberta Makłowicza sprawia wiele, wiele radości. I Wam życzę podobnych odczuć. A teraz - czytajcie!

29 października 2010

Richard Paul Evans. Stokrotki w śniegu.


Wydane przez
Wydawnictwo Znak


Stokrotki w śniegu” są książką na adwentowe wieczory. Na czas przed Bożym Narodzeniem kiedy oderwać się chcemy od komercyjnych melodyjek i uwierzyć, że Święta są czasem mogącym nas odmienić, że wystarczy uwierzyć, znaleźć siłę, by stać się lepszym człowiekiem.

James Kier, znany z bezlitosnego traktowania swoich kontrahentów, podwładnych i najbliższych deweloper, ze zdumieniem czyta w prasie doniesienia o własnej śmierci. Gdy zagląda do Internetu i czyta komentarze pod ową informacją uderza go to, jak wiele osób cieszy jego śmierć. Wybiera się na pogrzeb drugiego Jamesa Kiera uświadamia sobie, że tamten – zwykły kierowca autobusu – żył życiem pełniejszym i szczęśliwszym niż on, człowiek sukcesu. Pomyłkę mediów Kier traktuje jako drugą szansę daną mu od Losu. Chce naprawić wszelkie nieszczęścia jakich stał się powodem.

Powieść Richarda Paula Evansa jest dość prostą, lekką i romantyczną historią z morałem. Zderzenie bohatera z rzeczywistością o jakiej zapomniał (albo i nie chciał pamiętać), świadomość tego, jak wielki wpływ jego decyzje i czyny mają na innych ludzi, jak łatwo odebrać komuś szczęście i jak trudno jest przyjąć czyjeś wybaczenie tworzą z książki fascynująca opowieść o naturze człowieka.

Jeśli zatem w zawierusze grudniowych przygotowań świątecznych potrzebujecie się zatrzymać, poczuć klimat serdeczności i ciepła sięgnijcie po współczesną wersję „Opowieści wigilijnej” – sprawcie sobie lekturą „Stokrotek w śniegu” prezent:)
Dziś nas i Kociaste odwiedziła Cioteczka Z., która ugłaskała koteczki, wymacała Nusiny, lekko pomniejszony, węzeł chłonny, uradowała nasze oczy i podniebienia Sisi różyczkami, a z przepastnej torebki wyjęła obłędnie pachnące drożdżowe. Sisi w tym momencie wybaczyła jej ciągłe próby głaskania...

Teraz czekamy na P., który, choć koty o tym nie wiedzą, będzie kocim towarzyszem podczas weekendu. Nusia ma zapewnione mecze w kasztanki, Sisulek - bitwy na żołędzie, a Gusia - kolana i dłonie do głaskania:)

Niespodzianka

Prawda, że ładna:

"Histmagowi", w którym wygrałam powyższe zaproszenia, dziękuję bardzo:)

Ale mam dobry dzień:)

28 października 2010

Wojciech Widłak, Paweł Pawlak. Podręczny NIEporadnik. Rękawiczka pięciopalczasta.

Wydane przez
Wydawnictwo Czerwony Konik

Z prawdziwą przyjemnością przeczytałam i obejrzałam kolejny z NIEporadników. Tym razem główną bohaterką doświadczeń Profesora Kurzawki i Adiunkta Kwasa jest pięciopalczasta, znana wszystkim świetnie - a szczególnie u progu zimy - rękawiczka.

Zatem do czego nie służy rękawiczka? Mnie po dzisiejszym spacerze przychodzi na myśl odpowiedź - do przechowywania liści. I do pisania. Nie da się z niej, niestety, napić gorącej herbaty. To moje pomysły. A co zaproponowali nasi ulubieni naukowcy? Zdaniem Kurzawki nie da się obcinać rękawiczka paznokci, chować w niej jeża i nie służy do oprawiania obrazów (to oczywiście nie wszystkie propozycje).

Z książki na książkę jest coraz zabawniej, coraz śmieszniej i podoba mi się coraz mocniej. Znajduję w NIEporadnikach prawdziwą przyjemność - humor na poły absurdalny, na poły ironiczny zapewnia doskonałą rozrywkę, a gimnastyka umysłowa, do której zachęcają doświadczenia Kurzawki i Kwasa, zadba o to byśmy się nigdy nie zestarzeli:)))

P.S. Moje ulubione hasło wpisane jest w poniższą ilustrację:
:-D

27 października 2010

Peter Hedges. Wyższe sfery.

Wydane przez
Wydawnictwo Bukowy Las

Powieść Petera Hedgesa opowiada o zwykłych ludziach. Głównymi bohaterami są Kate i Tim, dzieciate małżeństwo, w którym ona zajmuje się domem, a on uczy historii w elitarnej szkole. Gdy pewnego dnia Kate dostaje propozycję niezwykle intratnej posady, Tim decyduje się skorzystać z urlopu, opiekować się dziećmi i pisać doktorat. Ta zamiana ról udaje im się bez większych komplikacji, choć czasami Tim zapomina o przebraniu chłopców na bal i aby zapamiętać wszystkich spotykanych na placach zabaw rodziców, nadaje im prześmiewcze przydomki, a Kate myje się w dziecięcym mydle, by dłużej mieć ze sobą zapach dzieci, wydają się być szczęśliwi, pogodzeni z codziennością. Jednak jest ktoś, komu udaje się zburzyć ich uporządkowane życie. Anna Brody stanowi katalizator zmian - ma duży wpływ na obydwoje małżonków i wcale nie jestem przekonana, czy Kate i Tim życzyliby sobie znajomości z Anną, gdyby wiedzieli jak ta niepozorna, acz bogata, kobieta wkroczy w ich życie.

To spokojna, ale dostarczająca odrobiny ekscytacji, lektura. Obserwowanie wydarzeń relacjonowanych raz przez Kate, raz przez Tima pozwala osiągnąć dystans, ale i jednocześnie sprawia, że jesteśmy ciekawi tego, co wydarzy się dalej.

Na kanwie powieści powinien powstać film - ta książka nadaje się do tego jak mało która. I jeśli tylko powstanie - obiecuję sobie, że go obejrzę. Ale póki co - polecam powieść "Wyższe sfery".

26 października 2010

Małgorzata Gutowska-Adamczyk. Jak zabić nastolatkę (w sobie)?


Wydane przez
Oficynę Wydawniczą Ikar

"Małżeństwo partnerskie nie istnieje! To tylko slogan reklamowy mający nam sprzedać niewolnictwo zamiast demokracji."

Książka Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk jest niewielkich rozmiarów, ale treści ku rozwadze zawiera całe mnóstwo. Bohaterką opowieści jest kobieta po czterdziestce, która podczas wakacyjnego wyjazdu z mężem i synami uświadamia sobie dobitnie różnice między tym jak postrzegają ją inni i jak ona postrzega siebie.

Czy kobieta niepracująca zasługuje na szacunek? Kiedy nadchodzi czas na to, by przestać czuć się nastolatką? Jak zareagować, gdy mężczyźni patrzą przez nas jak przez szybę? A także o tym  - jak choruje mężczyzna, co może zapoczątkować poranny taniec na plaży i czy niegdysiejsi przyjaciele są dobrym towarzystwem podczas wakacji.

Ironicznie, zabawnie, czasami gorzko, czasami słodko i czasami ostro. Z pewnością mocno refleksyjnie. Obowiązkowa pozycja dla kobiet po trzydziestce.

Po

O 12 u doktora. Nusia zważona, na wskaźniku 6,05 kg. Zastrzyk. Kot coraz spokojniejszy. Po 1,5 godz. kot śpi w koszyku. Wracamy do domu - Nuśke pod koc i lampę.

Czekamy na obudzenie, które powinno nastąpić koło trzeciej. 15:03 dzwonimy do weta próbując zejść na zawał - Nusia się nie budzi. Doktor uspokaja, że środek nasenny rozpuszcza się w tłuszczach, a że u Nusi ich nie brak, to może spać nieco dłużej niż pierwotnie zakładano. Koło 4 Nusinka zaczyna ruszać uchem, łapkami a chwilę później podejmuje próbę pójścia w świat. Udało się jej dopiero koło piątej. Zawędrowała na uginających się łapkach do sypialni, wdrapała na łóżko po to, by po chwili z niego zejść.

Teraz śpi na wpół przytomna przytulona do Z., a ja mam irracjonalne wyrzuty sumienia.

P.S. Zęby, poza kamieniem, ok. Wyniki badań będą za czas jakiś - napiszę.
Dziś o 12 mamy wizytę u weterynarza. Nusia będzie miała, o czym już pisałam, czyszczone zęby (zaczęły jej krwawić dziąsła) i od razu doktor pobierze wycinek do badań z powiększonych znacząco węzłów chłonnych. Nerwy mam straszne mimo, że to podobno proste i nieskomplikowane.

A Nusia ma nerwy bo od wczoraj nic nie je. Co chwila podchodzi i wyłącza mi światło w nadziei, że jak już przestanie się świecić, to wreszcie zrozumiem, że trzeba iść nakarmić kotka. 

25 października 2010

Izabela Karasińska. Podaruj mi kowbojski strój.

Wydane przez
Franciszkańskie Centrum dla Europy Wschodniej i Azji Północnej
przy współpracy

Życie Henryka Howańca zasługuje na poświęcenie mu książki. Syn polskich emigrantów wychowujący się w Chicago, który został biskupem Ałmaty przeszedł drogę, wymagającą od czytelnika tego, by obdarzył bohatera opowieści szacunkiem i podziwem. A wszystko zaczęło się od modlitwy siedmioletniego chłopca proszącego Boga o kowbojski strój...

Materia do pisania książki doskonała, miałam jednak chwilami wrażenie, że Autorka nie do końca umie poradzić sobie z tematem. A może to moje wygórowane oczekiwania związane z tym, że pisanie o zacnej osobie powinno być zrealizowane w idealny sposób? Oprócz historii Ojca Howańca znajdziemy w książce wiele informacji nt. zakonu franciszkanów, Kazachstanu, struktury diecezji, itd. Zamieszczone na końcu kolorowe zdjęcia pozwalają nam zajrzeć do archiwum fotograficznego przedstawiające rodzinę naturalną i rodzinę zakonną Ojca Henryka.

Ojciec Henryk Howaniec otrzymał sakrę biskupią w wieku 69 lat. Wciąż, o ile dobrze zrozumiałam, pracuje ma misjach. Podziwiam.

Cieszę się, że dzięki książce poznałam losy kolejnego "szaleńca Bożego":)

Agnieszka Frączek. Rymobranie.


Wydane przez
Wydawnictwo Wilga

Jestem zauroczona po raz kolejny. Wierszyki prezentowane w serii platynowej w dialogu z doskonałymi ilustracjami Macieja Szymanowicza tworzą lekturę udaną, zabawną i pouczającą.

Agnieszka Frączek bawi się słowami, żartobliwie je przekręca tworząc zlepki, które nabierają radosnych znaczeń zadziwiająco nawiązując do słów, z których są stworzone. Otrzymujemy zatem potwórko, Krasmarudka, drżyrafę, poszczekalnia i kojarzącego mi się z Elemelkiem - grubelka.

Bohaterami wierszy są zwierzęta, postacie magiczne i ludzie. Przydarzają im się rzeczy niby zwyczajne, ale jednak dość zaskakujące, prezentują cechy niespodziewane, a ich portrety Autorka przyprawia odrobiną absurdu i humoru tak lubionego przez dzieci i starszych czytelników.

Polecam gorąco:)

24 października 2010

Ręczniki

Przypadkowo, przy wyciąganiu czystych ręczników, zostawiłam otwartą szafkę. Gdy wróciłam, by ją zamknąć okazało się, że nie mogę tego zrobić. Ko-córki udawały ręczniki:

Maria Nurowska. Nakarmić wilki.

Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Troje ludzi. Bieszczady. Wataha wilków. Stereotypy. Emocje. Takimi słowami mogłabym określić w wielkim, wręcz telegraficznym, skrócie powieść Marii Nurowskiej.


Od czasu, gdy przeczytałam "Nie taki wilk straszny" Farleya Mowata, marzyłam o kolejnej książce o wilkach. W przed chwilą przeczytanej powieści znalazłam i wilki, i ludzi, dla których są one ważne. Przyznam, że w pewnej chwili z oczu zniknęły mi sprawy ludzi, a na pierwszy plan wysunęła się wilcza rodzina obserwowana przez bohaterkę siedzącą na drzewie (marzyłam, żeby zamienić się z nią miejscami). W chwilach napięcia umiejętnie skonstruowanego przez Autorkę zaciskałam pięści i niemalże utożsamiałam się z emocjami bohaterów.

Maria Nurowska stworzyła fascynującą opowieść. Relacje między trojgiem badaczy, między nimi, a mieszkańcami okolicy, w której obserwują wilki przypominają szermierkę pełną uników, wyprowadzonych idealnie w czuły punkt pchnięć. Polubiłam bohaterów sportretowanych przez Autorkę, klimat historii przez nią opisanej i już dziś wiem, że do tej książki będę wracała.

P.S. Książka ukazała się także w wersji do słuchania. Fragment TU.

Renata Opala. Rudzielec.

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Wbrew opinii mojej koleżanki, która twierdzi, że promowanie w literaturze dla dzieci tylko rudych kotów jest niewłaściwe, sądzę, że promowanie jakichkolwiek kotów w skierowanych do dzieciach książkach jest warte pochwały. Dlatego też przedstawiam kolejną opowiastkę o dziewczynce, która marzyła o tym, by w jej domu zamieszkał zwierzak.

Podoba mi się to, iż Renata Opala nie czaruje czytelników nieskazitelnym obrazem Joasi. Owszem, gdy już wraz z dziewczynką, jej rodzicami i dziadkami zamieszka uratowany przed uśpieniem kotek, Joasia cieszyła się, spędzała z nim dużo czasu, ale z upływem dni inne aktywności odwracały jej uwagę od Rudzielca.

Rodzina sportretowana przez Autorkę jest ciepła i serdeczna. Co prawda, mama i tata dużo pracują, ale dziewczynka jest wówczas pod opieką babci i opowiadającego czarownej bajki dziadka. No i ma przecież ukochanego kota, który dotrzymuje jej towarzystwa, przynosi prezenty i mruczy, gdy zasypiają razem.

Książka oznaczona jest symbolem "Bajki-zasypiajki". Jeśli jednak Wasze dzieci nie maja kłopotów z zasypianiem to i tak przedstawcie im Rudzielca i Joasię - ich historia jest mądrze opowiedziana.

22 października 2010

Francesc Miralles. Miłość przez małe m.

Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Byłam przekonana, że to książka opowiadająca o tym, jak mały kot zmienia życie dorosłego człowieka. Zmienia, bo jest z nim codziennie, bo pokazując mu swoje zwyczaje sprawia, że człowiek przewartościowuje własny światopogląd. Tu jednak jest inaczej - owszem, do drzwi mieszkania Samuela drapie kot, mężczyzna przygarnia go, ale później okazuje się, że zjawienie się kota było tylko impulsem, iskrą rozpoczynającą zmiany o samotnym życiu nauczyciela akademickiego. Nagle wokół Samuela pojawiają się różne osoby, nawiązuje niezwykle wiele jak na niego znajomości, a wszystkie te relacje są jakby lekko surrealistyczne, wyraźnie wpływające na to, jak główny bohater postrzega rzeczywistość.

Jestem tak zdumiona różnicą między tym, czego się spodziewałam po tej książce, a tym, co przeczytałam, że nie wiem, co myśleć. Powędrowałam za Samuelem w jego znajomość z Tytusem, Gabrielą, Valdemarem i mężczyzną, który odwiedzał bar na 17 minut, ale nie zawsze udawało mi się za nim nadążyć. Teorie dotyczące badania kosmosu wprawiały mnie w zdumienie, a leksykon nieprzetłumaczalnych słów, istniejących tylko w jednym języku wzbudził moją ciekawość. Fascynujące były odwołania literackie do twórczości Kafki, Goethego, impresje muzyczne i zapisywania kocia filozofia. W tej książce znaleźć można wiele tropów, które kuszą, by nimi pójść. Pewne przemówiły do mnie bardziej, pewnej nieco mniej, ale zapewniam, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie.

Ewa Marcinkowska Schmidt, Natalia Jaroszewska, Tomek Sikora, Zagraj, Fryderyku.


Wydane przez
Wydawnictwo Klucze

Z moim muzycznym wyrobieniem jest tak, że wiem, co mi się nie podoba, ale trudniej mi sprecyzować, czego słuchać lubię. Utwory Fryderyka Chopina należą do tych, które dobrze mi brzmią (wiem, profanuję mistrza) i od czasu do czasu kiedy trafiam na audycję radiową prezentującą kompozycje Chopina słucham ich z przyjemnością.

Niedawno opublikowana książka dla dzieci przedstawiająca losy i muzykę Chopina jest urokliwie przedstawionym dziełem biograficznym w formie językowej dopasowanym do percepcji młodych czytelników. Grafika przywoływała na myśl dawne pocztówki i stare fotografie, a historia Kompozytora pozwala na to, by ujrzeć człowieka Wielkiego zwyczajnym dzieckiem, nietuzinkowym dorosłym i kimś, kto swoją miłość do Ojczyzny wyrażał w dźwiękach.

Uległam czarowi tej książki. Jestem przekonana, że dzieciom spodoba się historia Fryderyka Chopina opowiedziana przez Ewę Marcinkowską-Schmidt, Natalię Jaroszewską i Tomasza Sikorę.

21 października 2010

Manifestacja uczuć

Gdy wczoraj wychodziliśmy z domu wyjęliśmy mięso dla kotów do rozmrażania. Nie było nas ponad trzy godziny, po drodze dokupiliśmy worek żwirku, bo w kuwecie już bezczelnie prześwitywało dno. Otworzyliśmy drzwi od mieszkania i ujrzeliśmy dobitnie wyrażony protest przeciwko małej ilości żwirku, głodzeniu kotów i wychodzeniu sobie z domu na tak długo w tej, jakże napiętej, sytuacji. Podejrzewamy, że to Sisi zamanifestowała w ten sposób swoje z nas niezadowolenie korzystając zamiast z kuwety z kawałka podłogi pod drzwiami. Ale pewności nie mamy...

Marcin Pilis. Łąka umarłych.


Wydane przez
Wydawnictwo SOL

W miarę odwracania kolejnych stron powieści Marcina Pilisa czułam jak wokół serca zaciska mi się coś, czego nazwać nie umiem. Książka napawała mnie strachem, a umiejętnie dawkowana wiedza o tym, co wydarzyło się w Wielkich Lipach i o tym, jakie wpływ owe wydarzenia będą miały na życie wielu pokoleń, podsycała ten strach.

Fabuła powieści toczy się w kilku planach czasowych. Jest rok 1942, który poznajemy z zapisków Jerzego Hołotyńskiego, rok 1970, w którym jego syn przyjeżdża do Wielkich Lip i do obserwatorium astronomicznego odziedziczonego po przodkach i wreszcie - 1996 rok - rok odwiedzin Karla Straucha, oficera Wermachtu, który w Wielkich Lipach szuka wyzwolenia od przeszłości.

Nie chcę Wam zdradzać zbyt wiele, bo uważam, że wędrówka przez wydarzenia powieści jest doznaniem doprawdy robiącym wrażeniem. Dość będzie zatem powiedzieć, iż Wielkie Lipy to wieś skazana przez swoją głupotę i żądzę na wymarcie, to pewnego rodzaju skansen, w którym należy dożyć swych ostatnich dni, miejsce, o którym prawie zapomnieli już wszyscy (wydaje się, że zapomniał o niej też i Bóg).

Żałuję, że nie czytałam pierwszej powieści Marcina Pilisa, bo jeśli była tak przejmująca jak "Łąka umarłych", to żałować należy. Autorowi należą się ogromnym brawa za stworzenie opowieści, która nie pozostawia czytelnika obojętnym, która sprawi, że kwestia rozliczeń z przeszłością nabiera nowego znaczenia, która pokazuje jak wielkie krzywdy mogą sobie wzajemnie wyrządzać ludzie kierując się tylko tym, że mogą.

20 października 2010

Obfitość :-D

Mam zastój. Różne wydarzenia sprawiają, że na książki mam czasu nieco mniej niż zwykle, czego żałuję z całego serca. Tym bardziej, że "Pruska zagadka" rozwija się bardzo ciekawie. Dziś mają premiery książki, na które czekałam. Pierwszą z nich - "Łąkę umarłych" - zaczęłam już czytać i przyznam, że targają mną wątpliwości, co do tego, co teraz powinno mi towarzyszyć aż do ostatniej strony;) Robert Makłowicz pisząc: "Austriaccy Niemcy prawie bez żalu pożegnali habsburskie imperium, bo wreszcie mogli odłączyć się od hordy barbarzyńców, z którymi aż nazbyt długo dzielić musieli państwo, potem wmówili światu, że Hitler był to potwór z Rzeszy (...) Konsumując ochoczo mroczną twórczość pani Jedlinek lub smarując się kałem wiedeńskich performerów, głęboko w dupie mając doniesienia prasowe z Sarajewa, Krakowa, Pragi, czy też Lwowa." (s.21) sprawił, że mam chęć na kolejny kubek kawy i lekturę do świtu:) A przecież dziś pokazała się także najnowsza książka Andrzeja Stasiuka! Na mojej półce czeka nowa książka Marii Nurowskiej, kolejna powieść o kocie, "Trzeci klucz", którym zamierzam rozpocząć znajomość z Panem Nesbo. Ach, zapomniałabym - za dwa dni ukaże się "Siedem grzechów kubańskich". Wciąż podczytuję "Teologię zwierząt", mam smak na Patricię Briggs i kusi mnie opowieść o biskupie z Kazachstanu. Mogłabym wymieniać długo, ale idę zamieszać ciasto na chleb i spróbuję podjąć decyzję o tym, co czytać;)))
P.S. Oglądam z dużą ekscytacją stronę Targów Książki w Krakowie. Wybieracie się?

18 października 2010

Ewa Lenarczyk. Zojda z Bieszczad.

Wydane przez
Wydawnictwo Novae Res

Zofia, zwana podrzutkiem diabła, dogląda starutkiej kobiety, która przygarnęła ją, znajdę, wiele lat temu. Gdy zielarka umiera Zojda decyduje się wyjść za mąż za chłopaka sąsiadów. Po bestialskim morderstwie dokonanym na bliskich Franka, młodzi podejmują decyzję o wyjeździe za granicę. Udają się do Lwowa, bo tam mieszka ksiądz organizujący emigracyjne wyjazdy. Zojda i Franek, wraz z wieloma innymi, szukają swego szczęścia na brazylijskiej ziemi - budują domy, ciężko pracują i uczą się żyć z dala od świata sobie znanego, ojczystego.

Pisaną z odrobiną gwary opowieść o kobiecie z Bieszczad, która dzięki uporowi i ciężkiej pracy od przybranej córki zielarki staje się majętną kobietą z autorytetem czytałam z dużym zaciekawieniem, chwilami mając wrażenie, że zamiast fikcji literackiej mam do czynienia z tekstem dokumentalnym. Autorka ukazała wszelkie pozytywne i negatywne cechy życia kobiety w początkach wieku, opisała relacje panujące między ludźmi podczas podróży przez ocean, podczas zajmowania wyznaczonej ziemi na nowym dla emigrantów lądzie, przedstawiła trudności zaadaptowania się do nowych warunków.

"Zodja z Bieszczad" zabrała mnie w świat pionierów, w świat Polaków i ich ciężkiej pracy zmierzającej do tego, by jak najpełniej oswoić się z codziennością nad brzegami Iguacu.

17 października 2010

Teresa Monika Rudzka. Bibliotekarki.

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

"Bibliotekarki" wepchnęły się na listę debiutów zdecydowanie i nagle. Po prostu zjawiły się któregoś dnia i filuternie spoglądając wyraziły zdumienie, że jakże to - książka o pracy w bibliotece nie miałaby mieć pierwszeństwa? W bibliotece - tym ulubionym miejscu większości moli książkowych? Nie trzeba było przekonywać mnie zbyt długo i tak oto lista "Tygodnia z..." powiększyła się o debiut Teresy Moniki Rudzkiej.

Główną bohaterką scalającą historie poszczególnych bibliotekarek jest Pani Żywia, kobieta dystyngowana, starsza, obyta w świecie, która postanowiła ubiegać się o pracę w bibliotece miejskiej zamiast siedzieć w domu i korzystać z tego, że ma rentę. Determinacja i upór kobiety doprowadziły do tego, że po ponad roku dostała pracę. Trafiła do filii nr 32 i tak zaczęła się jej bibliotekarska codzienność.

W książce skorzystano w trzech rodzajów wypowiedzi: zapisków pamiętnikarskich Pani Żywii, cytatów z księgi skarg i zażaleń oraz z monologów poszczególnych osób, z którymi Żywia spotyka się w pracy. Zabieg taki urozmaica opowieść, pozwala zajrzeć głębiej w życie poszczególnych postaci, a jednocześnie ukazuje szersze tło dla funkcjonowania bibliotecznego porządku.

Chwilami historia bibliotekarek daleka jest od optymizmu - kobiety są wobec siebie niesprawiedliwe, złośliwe, często stosują wszelkie środki pozwalające upokorzyć, czy wyśmiać koleżankę. Brakuje osób z pasją, osób, którym zależy na pracy i nie doszukują się jej sensu w uklepywaniu książek tak, by stały równo na półce. Wręcz bolesne jest uświadomienie sobie jak wiele osób nie ma odpowiedniego przygotowania do pracy w bibliotece, jak wiele lekceważy ułatwienia niesione przez komputeryzację i wciąż ogranicza się do tego, by biblioteka pozostała li i jedynie wypożyczalnią książek, bo wszystko inne to już kłopot. Na szczęście w morzu osób bez pasji są te, które lubią swoją pracę, odnajdują w niej przyjemność, dla których kontakt w książkami i ludźmi jest satysfakcjonujący.

"Bibliotekarki" to słodko-gorzka opowieść o kobietach za biblioteczną ladą. Cieszę się, że mogłam ją dołączyć do mojego zestawu lektur - pozwoliła mi spojrzeć na nowo na pracę w bibliotece i uświadomić sobie pewne, dotychczas, nieuświadomione, oczywistości.

16 października 2010

Dariusz Szymaszek. Las dusz.

Wydane przez
Wydawnictwo Radwan

Debiutancka powieść Dariusza Szymaszka jest nietuzinkową opowieścią o walce ze złem. Główny bohater jest samotnikiem, mężczyzną, który po strasznych doświadczeniach życiowych wycofał się z życia społecznego i zamieszkał w leśnej chacie. Pewnego dnia Liam słyszy wołanie o pomoc. Dobiega do poranionego chłopca, prowadzi go we wskazane przez dziecko miejsce i otrzymuje czarny diament, a chłopiec znika. Osoby podobne do owego tajemniczego chłopca pojawiają się coraz częściej, a mężczyzna przekonuje się, że to dusze zmarłych, które potrzebują przewodnika wiodącego ich do wieczności. Diamenty próbują przechwycić też zakapturzeni Bezimienni, na czele których stoi ten, który sprzeciwił się Bogu, który skalał się zazdrością o rodzaj ludzki. By zwyciężyć Liam musi pozbyć się własnych demonów.

Zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie ta książka. Czułam się lekko przerażona, a jednocześnie zafascynowana tym, jak dalej rozwinie się akcja powieści. Liam walczący z przeszłością, zmagający się ze śmiercią najbliższych budzi współczucie i empatię, historie ludzi pojawiających się u Liama pokazują, że każdy jest równy wobec śmierci. Idea odwiecznej walki między Dobrem i Złem nowatorsko opisana pokazuje jak plastyczne moją być opowieści, jak wielką i dającą się wielorako kształtować materią jest literatura i jak cudowna jest wyobraźnia ludzka.

Śpiące królewny...


Andrzej Żak. Brajan i Ogniowe smoki (wygrywajka)

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Pamiętacie Brajana Chlebowskiego, sześcioletniego chłopca, który zimą 2005 roku uratował mieszkańców swojej kamienicy przed pożarem, a sam zmarł na skutek zaczadzenia? Pięć lat po tym wydarzeniu o Brajanie powstała książka.

Andrzej Żak stworzył alternatywną wersję łódzkich wydarzeń. Pozwolił swojemu bohaterowi, wzorowanemu na Brajanie, żyć. Literacki Brajan zawiadomił straż o pożarze i później znalazł się w zaczarowanej krainie. Poznał tam uczącą się magii Zoię, opiekunów owiec Foltyna i Nolana, opanował sztukę latania na sekstylach. Jednak najważniejszymi postaciami z jakimi przyszło się zetknąć Brajanowi podczas pobytu w Riss były smoki. Chłopiec otrzymał Smoczy Pazur, wyjątkowy amulet świadczący o zaufaniu smoków wobec noszącego, porozumiewał się mową smoków, został poddany próbie i przeszedł ją pomyślnie stając przed Królem Ognia. W uznaniu za bohaterstwo i odwagę dane mu było wrócić do najbliższych. Obudził się po kliku miesiącach śpiączki i ujrzał przy sobie starszego brata Kamila, który - jak rodzice i lekarze - wierzył w to, że Brajan śniąc czuje i zachowuje świadomość.

Przypomnienie historii Brajana skłania do refleksji i pozwala podjąć w rozmowie z dziećmi tematy trudne. Książka zwraca także uwagę na problem otoczenia właściwą opieką osób pozostających w śpiączce, którym w specjalny sposób zajmuje się Fundacja "Akogo?" budując klinikę-wzorzec, w której mali pacjenci przebywając pod opieką lekarską poddawani będą rehabilitacji podczas śpiączki.

"Brajan i Ogniowe smoki" to przepiękna wzruszająca opowieść o bohaterskim chłopcu, silnych więziach rodzinnych, szacunku wobec innych i o przyjaźni.

*   *   *

Wydawnictwo Skrzat ufundowało trzy egzemplarze książki dla czytelników mojego bloga. Jeśli chcecie wziąć udział w losowaniu zostawcie komentarz pod niniejszym wpisem. Losowanie o 21:00, jutro.

*   *   *
Trzy wylosowane osoby to:
Bazyl
Aneta
Izusr.

Gratuluję:)

Proszę o przesłanie adresów pocztowych na m1b1m1m@gmail.com. Książki otrzymacie bezpośrednio z Wydawnictwa Skrzat, któremu niniejszym dziękuję za możliwość zorganizowania wygrywajki.

15 października 2010

Z okazji połowy października (wygrywajka)

Każda okazja jest dobra, by świętować. A jak się świętuje, to ważne są prezenty:) I tak oto zapraszam Was do świętowania tego, że mamy połowę października i jeszcze chętniej zapraszam po prezent, którym oczywiście będzie kupon wartości 30 zł do księgarni 
Proszę, abyście się podzielili swoją opinią na temat tego, za co warto lubić jesień:)

Czas start. Losowanie o 20:00, dziś.

*   *   *
Z przyjemnością informuję, że szczęśliwy los uśmiechnął się do osoby o nicku NAVRANT.
 Proszę o kontakt e-mailowy na adres: m1b1m1m@gmail.com

P.S. Lubię jesień za kasztany:)
P.S.2. Facetczyta - ja nie mam kuponu, on jest dla Was:)

14 października 2010

Marek P. Wiśniewski. Rzeka szaleństwa.

Wydane przez
Wydawnictwo SOL

Michał Marlowski został zatrudniony, by nadzorować transport. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby ów transport nie miałby się odbywać na barce, rzeką, od Szczecina po Sieradz. Załoga, bosman i kapitan, jest dziwna, a całość wyprawy - mimo pozorów spokojnego rejsu, za który zgarnąć można 5 tysięcy - zaczyna Michała przerażać. 

Przyczyn dziwnego zachowania bosmana, kapitana i wielu jeszcze osób, które Michałowi przyjdzie spotkać, należy doszukiwać się w tym, co wydarzyło się podczas rejsu badawczego w latach osiemdziesiątych. Na pokładzie byli oceanografowie, tajemniczy Rosjanie i oczywiście załoga. Gdy po wielu dniach podróży przycumowali u wybrzeży nieznanej szeroko wyspy zaczęli doznawać na sobie przedziwnych przemian, zaczęło się z nimi dziać coś nie poddającego się ludzkiemu rozumowi.

Opowieść Marka P. Wiśniewskiego wiedzie przez takie meandry magii i władania nad człowieczym umysłem, w których udało się mi nieco zgubić. I trochę jak ów główny bohater, Michał, wędrowałam przez fabułę wszędzie tam, gdzie Autor chciał, abym zawędrowała, czasami dopiero później, bywało znacznie później, odkrywając znaczenie różnych słów, czy zdarzeń. To książka pełna niewytłumaczalnego i grozy, książka, która ze spokojnego tła wydarzeń każe wyłonić się lękom przeszłości, która obnaża psyche bohaterów i prowokuje czytelników.

W dniu święta

Nauczycielom tu zaglądającym życzę satysfakcji z pracy i uznania uczniów i rodziców;) A przede wszystkim życzę dobrych zwierzchników, od ministrów po dyrektorów:)

P.S.  Czy książka Ewy Nowackiej "Małe kochanie, wielka miłość" jest na liście lektur? W poszukiwaniu wpisu o tej książce trafia do mnie mnóstwo odwiedzających, co jest bardzo miłe, ale i intrygujące;)))

13 października 2010

Piotr Kobza. Polskie rekolekcje.

Wydane przez
Wydawnictwo Literackie

Ta powieść interesowała mnie, a zarazem czułam przed nią lęk. Miałam ochotę na porządnie napisaną książkę i bałam się tego, jak Autor ujmie poruszany przez siebie temat. Kiedyś słyszałam wypowiedź w tv, że w Polsce o Kościele można albo w tonie bałwochwalczym, albo z nienawiścią.  Byłam ciekawa jak wypadną, w kontekście tego zdania, "Polskie rekolekcje".

Borys żyjący sobie spokojnie w Rzymie (no, może nie tak do końca spokojnie - nigdy nie był spokojnym duchem) zostaje zaszczycony awansem. Powierza się mu godność biskupa w diecezji położonej tuż przy granicy z Białorusią. Sytuacja Borysa jest tym szczególniejsza, że wywodzi się on z zakonu dominikańskiego (kolejny dominikanin w powieściach), co niektórym, wobec ofiarowania mu biskupstwa, wyjątkowo przeszkadza. Nowy, młody i przystojny biskup, wprowadza swoje porządki. Zazwyczaj widać go w polarowej bluzie, wytacza krucjatę przeciwko agencji towarzyskiej umiejscowionej tuż przy kościele, nawołuje do umiaru, nie wchodzi w zawiłe relacje z lokalnymi politykami i funduje dzieciakom z domu dziecka ferie zimowe we Włoszech.

Książka jest napisana z humorem, bez niepotrzebnego zadęcia i patosu, a jednocześnie z szacunkiem wobec firmy, której rok założenia, jak mówi Borys, datuje się na rok "trzydziesty trzeci. Post Christium natum".  Pokazani są księża oddani swojej pracy, służbiści, ale i ci, którzy pozwalają innym i sobie na chwilę odpoczynku od uciążliwych odpoczynków. 

Ciekawa jest teza jaką Autor stawia na początku głosząc, iż "Piętnaście lat kapitalizmu i wolnej Polski przyniosło nam [czyt. Kościołowi] takie zniszczenia, że Moczar, Berman i pułkownik Różański zzielenieli by z zazdrości" i odnajdując na owe zniszczenie Kościoła w parafiach jedną radę - trzeba zasięgnąć pomocy u zakonników. Ot, takich jak dominikanie - z wielowiekową tradycją apostolską.

To książka, która przedstawia normalny Kościół. Książka, która pokazuje z jak wielka odpowiedzialnością i ogromem pracy muszą stawać w wypełnianiu swojego powołania księża i biskupi. Piotr Kobza nie potraktował tematu ani bałwochwalczo ani z nienawiścią - napisał po prostu kawał dobrej, wysmakowanej humorystycznie, literatury o pewnym biskupie. Przyznacie, Kościół przedstawiony w miarę subiektywnie to dziś w Polsce rzadkość. Tym bardziej należy sięgnąć po "Polskie rekolekcje".

Agnieszka Lingas-Łoniewska. Bez przebaczenia.

Wydane przez
Wydawnictwo Novae Res

"Bez przebaczenia" to kolejna z listy książka, która zrobiła na mnie duże wrażenie i spowodowała znaczne skrócenie godzin snu.

Historia dziewczyny, która mając lat osiemnaście po tragicznej śmierci swej matki trafia do domu surowego ojca  i chłopaka, który jest podwładnym wspomnianego ojca, mężczyzną honorowym, uczciwym i wiernym wydawać by się mogła zbyt prostą, gdyby nie to w jaki sposób autorka przedstawiła bohaterów i to co się działo między nimi.

Paulina Litwiak, dusza artystyczna, nie potrafi odnaleźć się w domu ojca-generała. Jest przekonana, że ów zostawił ją i jej matkę, gdy była małym dzieckiem i teraz - niemalże w każdej rozmowie z ojcem - daje upust swoim, nagromadzonym przez lata, negatywnym emocjom. Pewnego dnia, podczas wizyty w bibliotece, wpada na młodego, szalenie przystojnego mężczyznę. Zaczyna o nim marzyć, podobnie jak Piotr marzy o tym, by móc poznać dziewczynę, co do której w mgnieniu oka zdecydował, że jest idealna kobietą dla niego (można wątpić w to, ze tacy mężczyźni istnieją, ale przyznam Wam, że zamiast wątpić - chcę uwierzyć Autorce). Młodzi nawiązują znajomość i teraz dopiero zaczyna się to, co zrobiła na mnie najsilniejsze wrażenie - tworzenie więzi i to jak świetnie z przedstawieniem tego procesu poradziła sobie Autorka.

Dwa światy, których Paulina i Piotr są przedstawicielami, zderzają się chwilami boleśnie. Trudne jest również pokonanie obaw dziewczyny - dodanie jej pewności siebie, przekonanie, że zasługuje na miłość, że nie każdy chce ja oszukać i że jest osobą wartościową. Agnieszka Lingas-Łoniewska w umiejętny sposób oddaje emocje jakie kipią w relacji dziewczyny z ojcem i z chłopakiem. Podobnie nasycając emocjami, ale jednocześnie naturalnie, Autorka buduje opowieść o fizycznej stronie miłości Pauliny i Piotra. Należą się Pani Agnieszce wielkie brawa za sceny bliskości, bo przyznam, że  nie jest to językowo materia łatwa, a Autorka, poza niewielkimi mieliznami, doskonale się w niej odnalazła.

Bardzo ważnym wątkiem tej powieści jest idea honoru, wierności, moralności, a także rodziny w kontekście wojska. Z dużą wyrazistością Autorka opisała co to znaczy być żoną mężczyzny na służbie. Przedstawiła strach, niepokój i zestawiła z nim pewien komfort stałości. Zbudowała obraz zysków i strat, z którymi liczyć muszą się żony/rodziny wojskowych (i wszystkich tych, którzy nie pracują, a pełnią służbę). Ta tematyka wzbudziła we mnie równie wiele emocji, co relacje głównych bohaterów.

"Bez przebaczenia" Agnieszki Lingas-Łonieckiej to książka mocna, bezkompromisowa i szczera. Robi wrażenie, więc polecam:)

12 października 2010

Beatrix Potter. Powiastki.


Wydane przez
Wydawnictwo Wilga
PREMIERA 10 LISTOPADA

Beartix Potter nie znajdowała się na liście lektur debiutanckich, ale ucieszyło mnie wydanie jej książki, więc podzielę się z Wami wrażeniami. Tym bardziej, że choć to nie pierwsze w  Polsce wydanie twórczości Beatrix Potter,  jest szczególne - zawiera cztery niepublikowane dotychczas opowiastki, jest tłumaczone przez powszechnie znaną i lubianą Panią Małgorzatę Musierowicz, jest doskonałe pod względem graficznym i edytorskim. Lektura sprawiła mi wyjątkową przyjemność także dlatego, że dotychczas - może wstyd się przyznać - nie znałam tekstów autorstwa Beatrix Potter.

Każda z opowieści w książce poprzedzona jest krótką notą informującą o tym, kiedy i z jakich pobudek została napisana. Czytałam te informacje z nie mniejszym zainteresowaniem niż same opowieści. Podobało mi się to, że świat Beatrix Potter zapełniony był zwierzętami, że dostrzegała w nich cechy ludzkie z jednoczesnym pozostawieniem im ich zwierzęcej natury. Jakże baczną musiała być obserwatorką, jak musiała lubić zwierzęta, by później z taką wiernością oddawać ich, uczłowieczone, postacie w tekście i ilustracji.
Lektura chronologicznie zaprezentowanych "Powiastek" sprawiła mi przyjemność także tym, że trąciła myszką. Beatrix Potter, żyjąca w latach 1866 - 1943, przedstawiała inny niż znany nam świat i czyniła to, w odmienny od współczesnych pisarzy. Owa, z mojego punktu widzenia anachroniczna, rzeczywistość jest szalenie uporządkowana, postacie odpowiadają temu, co możemy o nich sądzić już po poznaniu ich imienia, więzi między bohaterami są warunkowane przez specyfikę życia, a całość stanowi pewien niepodlegający dyskusji obraz, dla mnie będący zapewnieniem o normach i sprawiający, że "Powiastki" Beatrix Potter uznaję za książkę bardzo istotną dla rozwoju dzieci.


Beatrix Potter wydaje się być kobietą fascynującą. Zamierzam obejrzeć film jej poświęcony, bo przecież nie sposób odmówić sobie po tak doskonalej lekturze poznania historii kobiety, która powołała do życia Królika Piotrusia, Teklę Kałużyńską, czy myszy wspomagające krawca.
Jeśli zaczynacie już myśleć o upominkach gwiazdkowych  to zapewniam, że "Powiastki" Beatrix Potter są idealnym prezentem i mają wielką szansę znaleźć się pod choinką w wielu domach. Bo kiedyż znajdziecie lepszy czas, by wrócić do opowieści Beatrix Potter i by jej bohaterów przedstawić młodszemu pokoleniu, niż podczas długich jesiennych i zimowych wieczorów?

Gorąco polecam:)

Marek Adamkowicz. Szepty.

Wydane przez
Wydawnictwo Oficynka


Tom "Szepty" zawiera jedenaście opowiadań, których akcja usytuowana jest to w Gdańsku, to w jego najbliższych okolicach. O ile miejsce wskazać jest łatwo, tak czas, dla każdego z opowiadań, wybrał Autor inny - warunkujący opisywane wydarzenia.

I tak oto jesteśmy w Danzing podczas II wojny światowej na kolacji weteranów wojennych, spacerujemy po parku w Oliwie, obserwujemy jak zniszczone zostało życie Otto Schwana, wyrocznię mody przedwojennego Gdańska, patrzymy oczyma chłopca na wojnę mającą oblicze więźniów Sztutowa, zderzamy się z rozpaczą kobiet tracących swoich mężów i ojców swoich dzieci, wraz z wiekowym Polakiem z Wilna odczuwamy strach podczas wizyty chłopaka z bezpieki i przyglądamy się temu, co poprzez swoją śmierć uczynił z ludźmi Jan Paweł II.

Każde z opowiadań przedstawia uczucie utraty - domu, bliskich, nadziei. Każde z nich pokazuje nam jak różny i nieprzewidywalny może być ludzki los, jak niewiele nasze pragnienia znaczą wobec wydarzeń historii, zderzeń niezależnych od nas, a będących splotem okoliczności lub planem innych osób, działań. Gdańsk i jego okolice, tak silnie obecne w opowiadaniach, nadają im wyjątkowego uroku, pozwalają zaobserwować niewielki wyimek historii regionu, historii, która - sami przyznacie - jest nieco skomplikowana.

Opowiadania Marka Adamkowicza zabrały mnie do świata, który już przeminął. I choć nadal można spacerując ulicami Gdańska usłyszeć owe szepty przeszłości, tak naprawdę zatrzymać je można jedynie na kartach książki. I to się Autorowi udało...

11 października 2010

Szafka, krawędź, zapach i szczerbatka (wpis tysięczny)

Dziś zamknęłam Nusię w szafce na buty. W drodze do kuchni zauważyłam misternie udrapowany chodnik w przedpokoju i buty, które powypadały z szafki. Niewiele myśląc (i nie zaglądając do środka) powkładałam buty, zamknęłam drzwi i skierowałam się do kuchni. Coś mnie jednak tknęło - sprawdziłam gdzie są koty. Gusia w koszyku, Sisi na łóżku, a Nusia? Oczywiście Nusia była we wspomnianej szafce. Mocno zaspana i lekko oburzona moją niefrasobliwością wyszła spomiędzy butów i powędrowała do koszyczka.

Ostatnio Gusia sprawiła nam niespodziankę. Jako kotek skoczny i sprytny świetnie poradziła sobie z wskoczeniem na tv i spacerowaniem po jego krawędzi. Do dziś zastanawia mnie jak jej się udało nie zachwiać ani na trochę tym, po czym chodziła.

Dostałam ostatnio urocze kwiaty ogrodowe, które równie mocno jak mnie, podobają się Sisi. Siada przy wazonie, zamyka ślepka i obwąchuje. Gdy wywącha już jednego kwiatka przesuwa się ku kolejnemu i w ten sposób okrąża cały wazon, coraz to pewniej wpychając noc między płatki. Uwielbiam patrzeć na nią pochłonięta wąchaniem:)

P.S. Koleżanka Z. donosi, iż Pirania wymienia zęby na stałe. Dziś ma szczerbaty uśmiech:)

Bożena Pinkos. Żyrafy w oborach.

Wydane przez 
Wydawnictwo Radwan

Bardzo cieszę się z tego, że przygodę z debiutami zaczęłam od książki Bożeny Pinkos. Gdy w połowie książki postanowiłam schować się pod kołdrę nie myślałam, iż rozstanie z bohaterkami "Żyraf w oborach" będzie aż tak trudne i skutek tego taki, że długo w noc (bo aż do ostatniej kartki) chichotałam nad książką pod zdziwionym i zaspanym kocim spojrzeniem. 

Gośka i Jolka to siostry. Obydwie są przedszkolankami, Jolka ma męża, a Gośka - jako ta młodsza - jeszcze nie. Ich przyjaciółką jest Dorota, pediatra, która zaczynała pracę w zawodzie od pielęgniarskiego fartuszka. Wszystkie trzy są szalenie energiczne, zdrowo szurnięte i serdecznie nastawione do całego świata. Owszem - bywają zapalczywe i nie zawsze ich postępowanie mieści się w ogólnie przyjętych normach kontaktów międzyludzkich (bo o tym, że panie nie wpisują się w stereotypy związane z wykonywanymi zawodami nawet nie trzeba wspominać). Jola i Gosia swoje wybuchowe charaktery zawdzięczają żeńskim przodkom - ich mama i babcia, kobiety w słusznym i słuszniejszym wieku, mają czasami szalone pomysły na utrwalanie młodości.

Opowieść toczy wartko, atrakcje pojawiają się często. Rodzina okazuje się być źródłem nieprzewidzianych niespodzianek, znajomi gwarantują nieszablonowe spędzanie czasu wolnego, a japoński kochanek babci i powinowaci z ukraińskiej prowincji dodają wyrazistego smaku opowieści. Bohaterki, co zaskoczyło mnie, ale nie oburzyło, używają soczystego języka, operują barwnymi porównaniami i bez problemu komunikują się z podwórkowymi menelami, jak i szacownym dyrektorem szkoły.

"Żyrafy w oborach" Bożeny Pinkos przypominają mi żywiołowy taniec. Jest energicznie, radośnie, bywa hałaśliwie, ale satysfakcja z dobrze wykonanych figur sprawia, że ze szczęścia aż chce się śmiać:) 

Holly Webb. Czaruś, mały uciekinier.

Wydane przez
Wydawnictwo Zielona Sowa

Holly Webb już gościła na moim blogu, więc tym chętniej sięgnęłam po jej kolejną książkę. Autorka przedstawia historie różnych zwierząt i dzieci, które za owe zwierzęta czują się odpowiedzialne.

Czaruś ze swoim panem mieszkają niedaleko domu Zosi. Jako, że Pan Nowak jest starszym, schorowanym mężczyzną, nie udaje mu się zadbać o spełnienie marzeń swojego czekoladowego labradora, marzeń o długim, pełnym zabaw spacerze. Podczas choroby starszego pana rodzice Tomka, Michała i Zosi proponują właścicielowi opiekę nad Czarusiem. Dzieci dbają o psa, spacerują z nim, uczą go posłuszeństwa. W końcu nadchodzi dzień, w którym trzeba się rozstać z Czarusiem.

Dzieci w książek Holly Webb są wrażliwe, empatyczne. Szanują starszych, lubią zwierzęta i wiedzą, że aby mieć zwierzę w domu trzeba być odpowiedzialnym. Mam nadzieję, że takie dzieci nie są tylko wytworem wyobraźni Autorki.

Mari Jungstedt. Niewidzialny.

Wydane przez
Wydawnictwo Bellona

Przyznam, że Wydawnictwo Bellona kojarzyło mi się dotychczas z książkami stricte historycznymi. Jakież było miłe moje zdziwienie, kiedy po odwiedzeniu strony wydawnictwa znalazłam wiele innych, niż się spodziewałam, publikacji.

Gotlandia to region turystyczny. Tuż przed czasem urlopowym, podczas porannego spaceru z psem, zostaje zamordowana trzydziestopięcioletnia kobieta. W wieczór poprzedzający zbrodnię pokłóciła się ze swoim partnerem i to przede wszystkim na nim skupia się uwaga policji próbującej wyjaśnić brutalne morderstwo. Trzy tygodnie później wszyscy rozumieją, że winnym nie był Per aktualnie przebywający w areszcie - kolejna kobieta ginie, a sposób w jaki morderca dokonuje zbrodni pozwala sądzić, że to ten sprawcą w obydwu przypadkach jest ten sam mężczyzna. Ciężar znalezienia sprawcy spoczywa na  policjantach z Gotlandii - przede wszystkim na Andersie Knutasie i jego współpracownicy Karin Jakobsson.

Akcja powieści osadzona jest w małej społeczności, w urokliwym miejscu . Niby jest już lato, ale turyści dopiero rezerwują miejsca, niby powinno być słońce, ale bywa zimno i nieprzyjemnie. Śledztwo toczy się powoli, pewne tropy, które wydają się stwarzać nadzieję, że posuną dochodzenie do przodu, zostają beztrosko zlekceważone, a całości brakuje "ognia". Mimo tego, co napisałam - powieść czyta się zaskakująco szybko, a poprowadzenie w taki, a nie inny sposób fabuły, wiedzie ku temu, by samemu odkryć tajemnicę i odczuć miłą satysfakcję po tym, gdy do właściwych wniosków dojdą policjanci;)

"Niewidzialny" Mari Jungested to pierwsza z siedmiu powieści. Jeśli potrzebujecie lekkiego kryminału, który pozwoli Wam niezobowiązująco spędzić czas na Gotlandii, sięgnijcie po tę książkę.

10 października 2010

Majgul Axelsson. Lód i woda, woda i lód.

Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Czekałam na tę książkę. Czekałam na powieść Majgul Axelsson, która spodoba mi się bardziej niż "Droga do piekła" i "Ta, którą nigdy nie byłam". 

Elsa i Inez to bliźniaczki. Ich drogi mentalnie rozeszły się już dawno, ale wciąż mogą liczyć na wzajemną pomoc. Gdy Elsa rodzi dziecko i odtrąca je, chłopca przyjmuje Inez. To ona, jej mąż i córka tworzą rodzinę Bjorka - rodzinę na co dzień, jednak zachowującą dystans.Któregoś dnia, podczas występu zespołu Bjorka , chłopak schodzi ze sceny i ślad po nim ginie.

Wiele lat później na lodołamaczu spotykają się przybrana, młodsza siostra Bjorka, mąż byłej dziewczyny Bjorka oraz mężczyzna, którego miejsce zajął Bjork w zespole.

Przedstawienie fabuły powieści Axelsson stanowi dla mnie zawsze duże wyzwanie. Trudno wyrazić, streścić w kliku słowach to, o czym Autorka pisze w tak wielką maestrią. Mam nieodparte wrażenie, że Axelsson doskonale w swoim pisaniu wypełnia zasady sformułowane przez Edgara Alana Poe - sama nie pokazuje się w powieści, nie pozwala sobie na wzruszenia opisywaną przez siebie historią, pisze tak, że łapie czytelników za serca, gra doskonały koncert na czytelniczych uczuciach, na wrażliwości, doświadczeniach. Pisze tak, iż łatwo ulec wrażenie, że powieść kieruje do jednostki. Do Ciebie i do Ciebie, no i do mnie... Nie ma tu odbiorcy zbiorowego, bo też Axelsson stwarza wrażenie, że nie chce porywać tłumów - zachwyty jej prozą następują w zaciszu domu, biblioteki, księgarni, gdzie do czytelnika trafia to, co Autorka ukryła w skompilowanej do prostego opowiedzenia warstwie fabularnej.

Ech, czekałam na te książkę.

*   *   *
Książkę kupicie w

Wojciech Widłak. Wesoły Ryjek.


Wydane przez
Wydawnictwo Media Rodzina

Wesoły Ryjek jest Prosiaczkiem. Ma Mamę i Tatę, którzy poświęcają mu wystarczająco dużo czasu, by poprzez rozmowy i wspólnie wykonywane czynności przekazywać synkowi wiedzę i rozmaite umiejętności. Wesoły Ryjek dziwi się światu - temu, że nieznane za każdym razem wygląda inaczej, że prezent cieszy nie tylko obdarowanego, ale też obdarowującego, że woda w zamrażalniku zamienia się w lód, a przyklejanie liście do drzewa nie zatrzyma jesieni.

Rzeczywistość jaką stworzył Wojciech Widłak przedstawiając czytelnikom Wesołego Ryjka jest bezpieczna, przepełniona zrozumieniem, wyrozumiałością, serdecznością i szacunkiem. Czuć, że rodzice kochają Wesołego Ryjka, że sprawia im przyjemność spędzanie czasu z synkiem i cieszą się jego zapałem do gromadzenia doświadczeń. Wesoły Ryjek traktuje rodziców jak osoby dla siebie najważniejsze, chętnie korzysta z ich umiejętności, by się czegoś od nich nauczyć, ufa w ich osądy i śmiało z nimi rozmawia.

Podoba mi się rodzina Wesołego Ryjka, odpowiada mi humor z jakim Autor (znany mi dotychczas z NIEporadników) przedstawia codzienność wśród kochających się bliskich sobie osób. Wiedza, zdawałoby się czasami oczywista, podana jest w sposób bezbolesny, udany i w tak, że wnioski z tego, czego się dowiadujemy są już nie tak oczywiste, jakby się mogło wydawać.

Zdecydowanie - Wesoły Ryjek podbił moje serce:) Czego i Wam życzę:)

09 października 2010

Tydzień z debiutantami

Od pewnego czasu gromadzę na półce książki, które napisały osoby debiutujące w świecie literackim. Niektórzy z Autorów opublikowali już więcej niż jedną powieść, więc na moją listę trafiła pierwsza opublikowana ich książka, niektórzy pisali, ale nie prozę - zatem pierwsza próba prozatorska widnieje na poniższym zdjęciu. Zakładam, że tytułowy tydzień może nie wystarczyć, więc traktuję owo określenie metaforycznie;)

W najbliższym czasie zamierzam przeczytać:

Ewa Lenarczyk. Zojda z Bieszczad.
Piotr Kobza. Polskie rekolekcje.
Marek Adamkowicz. Szepty.
Marek P. Wisniewski. Rzeka szaleństwa.
Bożena Pinkos. Żyrafy w oborach.
Piotr Schmandt. Pruska zagadka.
Dariusz Szymaszek. Las Dusz.
Agnieszka Lingas - Łoniewska. Bez przebaczenia. (tu miałam wątpliwości, czy jest to książka debiutowa)

Świadomie wybrałam tylko literaturę polską, zupełnie nieświadomie stworzyłam listę ośmiu książek, z których cztery napisały kobiety, cztery mężczyźni [edycja, 12.10.2010 - jestem pod wrażeniem Waszej kurtuazji; oczywiście na liście jest pięciu mężczyzn i trzy kobiety;)))] .

Teraz tylko muszę wybrać od czego zacząć:)

Salley Vickers. Anioł Panny Garnet.

Wydane przez
Wydawnictwo Zysk i S-ka

Wenecja, której nie chciałabym odwiedzić, ale której opisy oczarowują stała się miejscem ucieczki od szarości samotnego życia w Londynie tytułowej bohaterki powieści Salley Vickers.

Panna Garnet, po śmierci mieszkającej z nią przyjaciółki, czuje się osamotniona i zaskoczona tym, jak bardzo brakuje jej drugiej osoby. W poszukiwaniu pozytywnych emocji wyrusza do Wenecji wcześniej wynajmując swoje mieszkanie. Nowe miejsce i nowi ludzie gwarantują niedoświadczane dotychczas doznania, a te niepostrzeżenie zmieniają osobowość i sposób bycia panny Garnet.

Największą atrakcją tej książki było dla mnie obserwowanie przemiany Julii Garnet. Niegdysiejsza socjalistka zainteresowana Tobiaszem (tym od Księgi Tobiasza uznawanej przez katolików i prawosławnych jako księgę biblijną, a przez kanon hebrajski i protestancki uznana za księgę apokryficzną) i jego wędrówką w towarzystwie Archanioła Rafała, poddająca się urokowi weneckich kościołów, figur świętych zmienia swoje nastawienie wobec ludzi i relacji jakie można z nimi nawiązywać, zmienia poglądy na życie i społeczeństwo, doświadcza tego, przed czym zawsze się wzbraniała uznając, iż dama nie powinna odczuwać radości życia.

"Anioł Panny Garnet" to powieść pisana w nieco odmiennym od współczesnych powieści stylu (mimo, że napisana została w 2000 roku). Wymaga od czytelnika szacunku i czasu. Dobrze jest czasami zwolnić...

08 października 2010

Rupert Isaacson. Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Każdy, kto kiedykolwiek zetknął się z dzieckiem autystycznym, może spróbować wyobrazić sobie jak wyglądało życie Kristin i Ruperta, gdy okazało się, że ich synek jest autystykiem. Od osiemnastego miesiąca życia chłopca rodzice obserwowali niepokojące objawy w zachowaniu, czy opóźnienia w rozwoju, jednak zdiagnozowanie Rowana nastąpiło dopiero, gdy miał on 2,5 roku. Wówczas obydwoje zrozumieli, że zostali jedną z "tych" rodzin, rodziną dziecka specjalnej troski.

O decyzji zabrania chłopca do szamanów żyjących w Mongolii zadecydowały poglądy Ruperta i coś, co zarówno mężczyźnie jak i jego żonie wydawało się niebywałym osiągnięciem w rozwoju ich dziecka - więź emocjonalna nawiązywana przez Ruperta z końmi.

"Opowieść ojca" to wzruszająca historia. Bywa, że współczujemy Kristin i Rupertowi, bywa, że śmiejemy się razem z nimi przez łzy z czegoś, co powiedział lub zrobił ich syn. Rozumiemy ich bezsilność, gniew i podziwiamy wielkie pokłady cierpliwości na jaką wobec siebie i wobec syna potrafili się zdobyć. Stajemy bezbronni wobec mocy szamańskich zaklęć i rytuałów, nie rozumiemy tego, co zaszło, ale obserwujemy zmiany zachodzące w życiu Rowena.

Myślę, że w tej historii wiele osób znajdzie wątek przemawiający właśnie do nich. Czy to wątek więzi rodzinnych, czy ten dotyczący szamanizmu, Mongolii lub relacji pełnych szacunku jakie może nawiązać człowiek ze zwierzęciem, czy wreszcie ten związany z autyzmem. Mnie najmocniej poruszyło to, w jaki sposób Kristin i Rupert walczyli o swoje dziecko i swoje małżeństwo. Nie będę ukrywała także tego, iż zamarzyła mi się podróż do Mongolii.

Nie życzę nikomu, aby musiał dla swojego dziecka stawać wobec takich wyzwań i jednocześnie podziwiam determinację rodziców Rowena, którzy walcząc o niego sięgnęli po wszelkie znane im sposoby.

Podczas wędrówki do szamanów rodzinie Ruperta Isaacsona towarzyszyła ekipa filmowa. W Kinie Muranów w niedzielę o 16:00 będzie można zobaczyć zrealizowany wówczas film. Wybiera się ktoś?

Na zachętę zapraszam na oficjalną stronę filmu - znajdziecie tam, między innymi, trailer.

Jeśli film gwarantuje równie silne przeżycia, co lektura książki, to żałuję, że mam daleko do Warszawy.

Anna Jackowska. Kobieta na motocyklu.

Wydane przez
Wydawnictwo Pascal

Anna Jackowska jeździ na motocyklu. Jej pierwsza wyprawa odbyła się w 2002 roku, a jej trasa zawiodła Autorkę do Chorwacji. Następne wędrówki zaprowadziły ją do Portugalii, Maroko i wreszcie, w 2009 roku, do Syrii i Jordanii. Tej ostatniej podróży poświęcona jest książka "Kobieta na motocyklu".

Zapiski dziennika prowadzonego przez Annę Jackowską odsłania się świat egzotyczny przede wszystkim w sferze kulturowej, rodzinnej, kontaktów międzyludzkich. To, co u nas wydaje się być niestosownym, tam jest wyrazem troski tubylca o cudzoziemca, zwyczajnym jest poczęstowanie podróżnika herbatą, okazanie mu życzliwości. Co prawda, Jackowska przestrzega przed nadmiernym męskim zainteresowaniem, ale warto wiedzieć jak się ubierać i jak zachowywać, by nie zostać potraktowaną niewłaściwie.

Fascynujące są relacje jakie Autorka nawiązuje ze spotykanymi podczas podróży ludźmi, fascynujący jest ów kulturowy koloryt w jaki wjeżdża na swoim motocyklu budząc zainteresowanie pomieszane ze zdumieniem.

Podziwiam Annę Jackowską i jej determinację. W tej chwili (wedle informacji ze strony autorskiej) podróżniczka jest w Budwie - 6 sierpnia wyruszyła na podbój Półwyspu Bałkańskiego. Kibicuję i czekam na kolejną książkę:)

07 października 2010

Grzegorz Brzozowicz. Cejrowski. Biografia.

Wydane przez
Wydawnictwo Zysk i S-ka i Wydawnictwo Czerwone i Czarne

Z wielką ciekawością sięgnęłam po biografię Wojciecha Cejrowskiego - znanego mi z książek, programów podróżniczych, programu o zabarwieniu socjologicznym, audycji radiowych i autografu jaki dostałam od Pana Wojciecha kilka lat temu na warszawskich targach. Bohatera książki Grzegorza Brzozowicza cenię i choć nie umiem być tak radykalna w wyrażaniu opinii jak on, z wieloma poglądami Pana Cejrowskiego mam przyjemność się zgadzać.

A jaki Wojciech Cejrowski ukazuje się nam poprzez pióro Brzozowicza? Operatywny. Z głową idealną do interesów (to dziedzictwo po przodkach umiejętnie wykorzystywane od lat dziecięcych). Skupiony na tym co robi i przykładający wielką wagę do jakości wykonywanej przez siebie pracy. Mówiący głośno o tym, co mu się nie podoba i nie podlegający żadnym naciskom.

O wielu rzeczach dowiedziałam się z tej książki. Prześledziłam historię programu WC Kwadrans, czas, gdy Wojciech Cejrowski był osobą niemile widzianą w polskich mediach, chwile triumfalnego wkroczenia na listy bestsellerów z "Gringo..." i "Rio Anaconda", sprawy w wielu sądach i zaangażowanie bohatera biografii w promowanie postawy katolika i patrioty (które to promowanie jest odbieranie w sposób szalenie negatywny, czego zrozumieć nie potrafię).

Cieszę się, że miałam okazję dzięki tej książce poznać dogłębniej niż dotychczas opinie Pana Wojciecha Cejrowskiego. I, choć Pan Cejrowski, nie autoryzował biografii twierdząc, że jest ona "porażką Wojciecha Cejrowskiego" (s.256) uważam, że opowieść o najsłynniejszym polskim podróżniku jest dobrze skonstruowanym, dość wnikliwie przedstawionym opisem wycinka rzeczywistości związanej z Wojciechem Cejrowskim. 

Książka o postaci tak barwnej i tak interesującej jak Wojciech Cejrowski, wydana w przepiękny sposób - na kredowym papierze, w twardej oprawie, z wieloma zdjęciami gwarantuje zanurzenie się w ciekawe i estetyczne doznania czytelnicze.

P.S. Zazdroszczę Panu Wojciechowi Cejrowskiemu wielości zainteresowań i wielości dokonań:)