30 listopada 2010

Jacek Skowroński. Mucha.


Wydane przez
Wydawnictwo Oficynka

Jacek Skowroński postanowił wykorzystać ludzką, wciąż niezaspokojoną, ciekawość wiodącą żyjących cicho i mało ekscytująco do interesowania się codziennością mafiozów i gangsterów. Apoloniusz, agent ubezpieczeniowy, trafia do domu kapiącego bogactwem i przypadkowo, patrząc przez okno, jest świadkiem brutalnego zachowania obstawy pana domu. Jako, że widział zbyt wiele jego życie - przede wszystkim we własnym przekonaniu, traci na znaczeniu - staje się idealnym materiałem na ofiarę i nabiera przekonania, że ludzie Muchy ścigają go by zabić.

Główny bohater wspina się na wyżyny własnej wyobraźni i korzystając z chętnie przedstawianych w popkulturze wzorców oraz z pomocy przyjaciela rozpoczyna akcję "zemsta". Chyba nie ma we współczesnym świecie nic łatwiejszego niż zepsucie komuś reputacji - media, szczególnie tabloidy, czyhają na okazje, w których niewielkim kosztem będą mogły zdobyć materiał do epatowania czytelników/widzów historiami częstokroć wyssanymi z palca.

"Mucha" to powieść gangsterska à rebours - powieść, w której ściganym staje się mafiozo, a ścigającym - agent ubezpieczeniowy w pomarańczowym maluchu. Ta, przyjęta przez Autora, konwencja dała bardzo ciekawy efekt.

Kraje nordyckie - podsumowanie wyzwania


Przyznam od razu, że o zakończeniu wyzwania dowiedziałam się li i jedynie z powodu przeczucia. Tknęło mnie i powiedziało, abym zajrzała na stronę wyzwania i sprawdziła do kiedy czytamy książki z krajów nordyckich. Zrobiłam jak przeczucie kazało i ze zdumieniem dostrzegłam, że wyzwanie kończy się dziś. Rzutem na taśmę na blogu wyznaniowym opublikowałam zaległe recenzje i z westchnieniem uznałam, że należy dokonać podsumowania.


Przypomnę jak wyglądała moja lista wyjściowa:

a) literatura szwedzka
Hjalmar Söderberg. Niebłahe igraszki.
Liza Marklund. Studio Sex.
Liza Marklund. Zamachowiec.

b) literatura duńska:
Tove Ditlevsen. Twarze.

c) literatura fińska:
Arto Paasilinna. Fantastyczne samobójstwo zbiorowe.
Leena Lander. Rozkaz.
Risto Isomäki. LIT-6.

d) literatura norweska:
Karin Fossum. Za podszeptem diabła.
Anne B. Ragde. Ziemia kłamstw.

Realizacja wyzwania wyglądała zaś tak:


a) literatura szwedzka
Hjalmar Söderberg. Niebłahe igraszki.
Majgul Axelsson. Lód i woda, woda i lód.
Mari Jungstedt. Niewidzialny.

Görel Kristina Näslund, Kristina Digman. O zimie.
Kristin Dahl, Mati Lepp. Matematyka ze sznurka i guzika.


b) literatura islandzka:
Hallgrimur Helgason. Poradnik domowy kilera.

c) literatura fińska:
Arto Paasilinna. Fantastyczne samobójstwo zbiorowe.
Taavi Soininvaara. Wirus Ebola w Helsinkach.
Tove Appelgren, Salla Savolainen. Wilhelmina i aksamitny nosek.
T. Nopola, S. Nopola. Krzysio raper i szalony komputer.
Rosa Liksom, Klaus Haapaniemi. Samuraj Neko.


d) literatura norweska:
Halfdan W. Freihow. Drogi Gabrielu.


Cóż, nie jest tak bym przywiązywała specjalną uwagę do planów czytelniczych. Trochę mi wstyd, ale pocieszam się tym, że coś z zakresu wybranej literatury przeczytałam. Najważniejsze jest jednak dla mnie to, że miałam szansę wziąć udział w kolejnym projekcie literackim, czytać recenzje innych osób na temat książek, które i ja czytałam, poznawać różne opinie na temat tak ostatnio modnej literatury krajów nordyckich. Dziękuję organizatorce i współczytającym:)

Görel Kristina Näslund, Kristina Digman. O zimie.

Wydane przez
Wydawnictwo Zakamarki

Zima. Przyszła gwałtownie. Zasypała śniegiem. Przymroziła. Jest. Niektórym się podoba, niektórzy jej nie lubią, ale warto dzięki książce "O zimie" przekonać się, co jest w niej niezwykłego.

Dwoje dzieci opowiada nam po czym poznać, że jest zima, co dzieje się z ptakami zimą, do czego przydaje się śnieg, jak wygląda płatek śniegu. Mówią o tym, kiedy zapada zimą zmierzch, jakie dźwięki wydaje śnieg, zwracają uwagę czytelników na procesy fizyczne zachodzące zimą i podkreślają kiedy dobrze jest się bawić na śniegu, a kiedy w zaciszu domowym pić ciepłą herbatę.

Opowieść o zimie napisana przez Szwedkę i przez Szwedkę zilustrowana nie może nie zauroczyć. Brzmi poetycko, zachwyt mroźną porą roku widać bardzo wyraźnie, a argumenty, dzięki którym Autorka ukazuje piękno zimy przekonują.

Jeśli zatem marznąc na przystanku będziecie chcieli ponarzekać na zimę przypomnijcie sobie opowieść Görel Kristina Näslund i pomyślcie jak miły może być zimowy czas.

29 listopada 2010

Taavi Soininvaara. Wirus Ebola w Helsinkach.

Wydane przez
Wydawnictwo Kojro

Taavi Soininvaara czerpie z klasycznych powieści szpiegowskich i tworzy współczesną opowieść o broni biologicznej, bezpardonowej walce o duże pieniądze, strefach wpływów oraz agencjach wywiadu działających na terenie Finlandii.

Arto Ratamo po ciężkiej nocy spędzonej w pracy wypreparowuje szczepionkę niweczącą śmiercionośny wirus Ebola. Szczepi nią zarażone małpy, sprawdza pozytywny efekt, zapisuje w zeszycie w kratkę wzór chemiczny swojego wynalazku, zostawia szefowi karteluszek "wynalazłem szczepionkę" i idzie do domu spać (podziwiam spokój!). Po porannej rozmowie z szefem, któremu przekazuje całość informacji nt. szczepionki wokół niego zaczynają się dziać niedobre rzeczy. Ktoś zabija jego szefa, żonę i próbuje także jego pozbawić życia.

Dwie fińskie agencje wywiadowcze są przez sprytnego generała nastawiane wrogo wobec siebie, co niewątpliwie przeszkadza w wyjaśnieniu tego kim tak naprawdę jest Arto Ratamo i co planuje zrobić. Gdy do    ludzi interesujących się naukowcem dołącza również grupa z SVR (rosyjskiego wywiadu) sprawa staje się jeszcze trudniejsza niż była wcześniej. 

To, co napisał Taavi Soininvaara przypomina mi historię Jansona Bourne napisaną przez Roberta Ludluma. Nie do końca mówię tu o zbieżności tematycznej; ważny jest klimat, sposób tworzenia fabuły i ów, nieuchwytny element, który sprawia, że "Wirus Ebola w Helsinkach" czyta się angażując w opisywane wydarzenia, a podczas lektury nie sposób się powstrzymać przed spekulowaniem, któremu aktorowi z Hollywood powinno się powierzyć rolę Arta Ratamo.

Brak złudzeń - wynik losowania


Gratuluję:) Proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com

Aleksandra Woldańska - Płocińska. Pierwsze urodziny prosiaczka.


Wydane przez
Wydawnictwo Czerwony Konik

Historia opowiedziana przez Aleksandrę Woldańską - Płocińską jest uroczo prosta. Prosiaczek obchodzi swoje pierwsze urodziny. Obserwujemy kolejnych przyjaciół, który chcą być z solenizantem w tym uroczystym dla niego dniu. Każdy z przychodzących przynosi ze sobą prezent - czasami drobny, ale wyraźnie ofiarowany z serca, czasami zabawny, czasami wymagający wiele wysiłku ze strony obdarowywującego lub po prostu mający sprawić przyjemność obdarowywanemu. Gdy już dom Prosiaczka zapełnili goście, a mrówki wniosły tort ze świeczkami, solenizant zauważył nieobecność najlepszego przyjaciela. Czyżby borsuk zapomniał o urodzinach Prosiaczka?

Nie wiem jak Wy, ale ja wciąż nie mogę się wyzbyć tej radosnej, dziecięcej ekscytacji związanej z dniem urodzin. Wiem przecież, że to dzień jak wiele innych w roku, że w tym dniu nie nastąpi spektakularny przełom w moim życiu, a jednak już na kilka dni przed urodzinami zaczynam się cieszyć tortem i gośćmi, którzy mnie odwiedzą. Rozumiem zatem w pełni uczucia Prosiaczka, który radośnie witał swoich gości i domyślam się jak było mu przykro, gdy nie dostrzegł wśród odwiedzających przyjaciela. Na szczęście - jak to w bajkach bywa - wszystko dobrze się kończy.

Książeczka adresowana jest do młodszych dzieci. Stronice są kartonowe, format dobry do trzymania na kolanach i w niewielkich dłoniach. Graficznie książka też jest przyjazna dzieciom.

Moją ulubioną bohaterką książki jest dżdżownica. Ciekawe kogo szczególnie polubią dzieci:)

Krystyna Bęczkowska. Współczesna powieść dla dzieci i młodzieży po roku 1990.


Wydane przez
Oficynę Wydawniczą Impuls

W przerwie między kryminałami sięgnęłam po niewielką, ale bardzo rzeczową książkę Krystyny Bęczkowskiej. Autorka analizuje literaturę dla dzieci i młodzieży wydaną po 1990 roku pod kątem treści w niej przedstawianych. Owe treści grupuje wokół tematyki rodziny, szkoły, pierwszej miłości, dojrzewania i problemach moralnych. Przygląda się też nieco dokładniej twórczości Doroty Terakowskiej próbując odnaleźć w jej utworach obraz bohatera powieści w kontekście jego rodziny.

Wśród wymienianych przez Krystynę Bęczkowską autorów znajdziemy doskonale znane Martę Fox, Barbarę Kosmowską, Małgorzatę Musierowicz, Annę Onichimowicz, Beatę Ostrowicką. Przywołane są również nazwiska panów: Pawła Beręsewicza, Jacka Lelonkiewicza, Marcina Brykczyńskiego, Grzegorza Kasdepke, Tomka Tryzny.

Mam wrażenie, że jednak więcej w tej książce jest omówionych utworów dla starszych dzieci, czy młodzieży, niż dla najmłodszych czytelników. Być może tematykę na jakiej skupiła się Autorka opracowania łatwiej wyodrębnić w powieściach dla nastolatków. Bez względu jednak na zakres wiekowy odbiorców omawianej literatury wędrówka wskazanymi przez Krystynę Bęczkowską sprawiła mi przyjemność. Większość z przywoływanych książek znam, choć przyznam, że twórczość Ewy Przybylskiej, przedstawiana dość dokładnie, jest mi zupełnie obca.

Na końcu książki bibliografia. Oprócz omawianych powieści znajdziemy w niej listę opracowań cytowanych we "Współczesnej powieści dla dzieci i młodzieży po roku 1990", która to lista cieszy mnie szczególnie; można dzięki niej bardziej świadomie powędrować w świat książek o książkach dla dzieci i młodzieży.

28 listopada 2010

Niedzielnik nr 7

Nowe wyzwanie, nowy tydzień, wkrótce Nowy Rok. Ale póki co za oknem śnieg oznajmia zdecydowanie, że jesienne spacery się skończyły, że teraz wyjście z domu niemożliwe jest bez rękawic, czapki i szalika.

Spodobała mi się bardzo tematyka tego znalezionego dziś artykułu. Jest nieco zbieżny z tym, co czytać będę po kryminałach. Ale to za dni kilka...

Od kilku dni czekam na wiadomość od K., którą wylosowałam w zorganizowanej przeze mnie akcji "wędrująca książka". Dziś przestaję czekać i ogłaszam na nowo możliwość otrzymania ode mnie książki Marcina Pietraszka. Warunkiem jest zobowiązanie się do przekazania książki w kolejne ręce i zostawienie komentarza pod niniejszym wpisem. Losowanie zrobię jutro, w porze dobranocki.  To ciekawa książka, zbyt ciekawa, by zatrzymać ją tylko dla siebie.

Zmieniony szablon ponoć ładuje się szybciej. Mam nadzieję, że użytkownicy IE już nie będą mieli kłopotu z odwiedzaniem mojego bloga.

Dziś pierwsza niedziela Adwentu. Tym, którzy mają dzieci/pracują z dziećmi przypominam o ciekawej książeczce na ten czas - "Dobre postanowienia". 

(źródło zdjęcia)

Niezmiennie popadam w kompleksy oglądając blogi wnętrzarskie i robótkowe - muszę przestać oglądać. Mam wypróbowany przepis na dobre pierniczki. Chce ktoś?

Agata Christie. Tajemnica gwiazdkowego puddingu.


Wydane przez
Wydawnictwo Dolnośląskie

W książce zatytułowanej "Tajemnica gwiazdkowego puddingu" zamieszczono sześć opowiadań. W pięciu z nich śledztwo prowadzi Herkules Poirot, w jednym tajemnicę tropi Panna Jane Marple.

Akcja tytułowego opowiadania wiedzie Poirota na angielska prowincję. Detektyw zostaje zaproszony na okres Bożego Narodzenia do King Lacey, gdzie ma wyśledzić olbrzymi, bardzo cenny, rubin. 

"Zagadka hiszpańskiej skrzyni" zwraca uwagę czytelników na znaczenie emocji w związkach między ludźmi, a szczególnie na siłę zazdrości.

W "Popychadle" Herkules Poirot szuka winnych śmierci sir Rubena Astwella zaprzeczając - ku zmyleniu mordercy - intuicji kobiecej.

"Dwadzieścia cztery kosy" chyba najpełniej ze wszelkich opowieści z tego tomu oddają obyczajowość angielską. Czy wyobrażacie sobie kogoś, kto od dziesięciu lat odwiedza restaurację we wtorki i czwartki o tej samej porze i zamawia to samo, a nikt z obsługi nie wie kim jest ten mężczyzna, jak się nazywa i gdzie mieszka? To realne chyba tylko w Wielkiej Brytanii;) 

"Sen" to opowieść o mężczyźnie, któremu śni się co noc, że popełnia samobójstwo. Pewnego dnia Benedict Farley naprawdę odbiera sobie życie. I wówczas na scenę wkracza belgijski detektyw tropiąc powiązania między snem, a rzeczywistością.

Panna Marple wyjaśnia kto kogo zabił i dlaczego w domu zwanym "Szaleństwem Greenshawa".

Agata Christie w przedmowie do tej książki przyznała, że tytułowe opowiadanie jest hołdem złożonym świątecznym dniom jakie pamięta z dziecięcych lat. Zbiór opowieści detektywistycznych porównała do uczty, a każdemu z opowiadań wyznaczyła inną rolę - a to dania głównego, a to przystawki, czy też deseru. Z przyjemnością dopasowałam swoje czytanie do konwencji zaproponowanej przez Autorkę i śledząc losy jej bohaterów rozsmakowywałam się w atmosferze angielskiej prowincji z początków XX wieku.

Kogutek Ziutek...

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

(zdjęcie ze strony Wydawnictwa)

Barbara Sudoł powołała do życia bohatera, który jest ciekawski, przyjacielski, nieco urwipołciowaty, ale  dający się lubić. Kogutek Ziutek, bo o nim mowa, jest postacią pierwszoplanową serii składającej się z kilku książeczek.
Ziutek postanawia wyruszyć ze znanego sobie podwórka w świat. Na szlaku przygód prawie wpada pod samochód, niemalże topi się, aż wreszcie trafia w ręce sprytnego lisa, który udając przyjaciela zaprasza Kogutka na obiad. Biedny Ziutek nie wie, że to on ma być daniem głównym. Na szczęście kogutek ma przyjaciół.
Lutka obudziła moją sympatię trzpiotowatością i tym, że jest Ślązaczką . Gdy odwiedza kurze kuzynostwo nie bacząc na niebezpieczeństwa wsiada, jak zauważył słowik, do nissana, który uwozi ją do miasta. Zauroczony Lutką Ziutek wyrusza na wyprawę ratowniczą.
Ziutek dostaje zaproszenie na Mazury. Wyrusza w podróż pociągiem i z radością wita czekającą na niego na peronie olsztyńskiego dworca rodzinę. Rozbijają namioty nad brzegiem jeziora, szukają grzybów w Puszczy Piskiej, żeglują i tropią złodzieja, który okradł ich biwakowisko.
Kogutek Ziutek rozpoczyna sformalizowaną edukację. Wśród przyjaciół szybko płyną szkolne dni, a jedynym zmartwieniem dzieciaków są miś i wilczek z drugiej klasy, które dokuczają młodszym, mniej sprawnym kolegom. Na szczęście Ziutek i inni uczniowie zerówki znajdują sposób na sprzeciwienie się łobuzom. W nagrodę cała klasa wraz z wychowawcą wyjeżdża na wycieczkę do Zakopanego.
Tuż po tym jak klasa Kogutka Ziutka wróciła z Zakopanego, dzieciaki dostały zaproszenie ze Szczawnicy. Wąwóz Homole, Palenica, Trzy Korony. Uczniowie zerówki dowiedzieli się, że nie należy schodzić ze szlaku, i mieli przyjemność płynąć tratwami po Dunajcu.*
Ze Szczawnicy Kogutek z przyjaciółmi wrócili awionetką. Wkrótce jednak czekała ich o wiele dalsza podróż, a środkiem lokomocji był odrzutowiec, a później helikopter. W Komyszach powstał zespół wokalny - Lutka śpiewa solówki, a reszta uzdolnionych mieszkańców tworzy zespół. Ich sława dociera aż do Australii i w ten oto sposób Koszymszanie lądują na odległym kontynencie. Egzotyczna wyprawa, niemniej egzotyczni nowi znajomi - to wszystko sprawia, że Kogutek Ziutek poszerza horyzonty.


Poprzez postać sympatycznego Kogutka dzieci uczą się świata i zasad nim rządzących. Historie Ziutka Autorka opowiada wierszem, ilustracje wykonała Agata Nowak. Przygody Kogutka Ziutka obudowane są wieloma książeczkami tworzącymi serię: "Alfabet...", "Cyferki...", "Maluję wodą...", "Łamigłówki...", "Z Ziutkiem rysuje i koloruję", a także gadżetami  - kalendarzem, czy kartami do gry w Piotrusia.

* Jak podaje Wydawnictwo Skrzat na okładce książeczki "Kogutek Ziutek w Pieninach" jest jakiś błąd. Kto go odkryje i napisze o tym do Wydawnictwa ma szansę wygrać zestaw 10 książeczek o Kogutku. Szczegóły tutaj.

Robert Ziębiński. Dżentelmen.

Wydane przez
Wydawnictwo EMG

"Dżentelmen" jest debiutem literackim Roberta Ziębińskiego, dziennikarza, bodajże filmowego, Newsweeka. Bohater "Dżentelmena" jest dziennikarzem, mężczyzną, który jako jedyny przeżył zamach w metrze warszawskim*, któremu nie bez jego winy wypaliło się coś zwane małżeństwem, który często bywa w stanie upojenia i ramionach innych, niż żona, kobiet. Co więcej, ów bohater nosi imię i nazwisko Autora książki, co pachnie albo ekshibicjonizmem literackim, albo doskonałą grą konwencją powieściową (jeszcze się nie zdecydowałam czym bardziej).

Ziębiński (Autor) miesza style, więc znajdziemy tu opowieść obyczajową, political fiction, historię seksualną (bo powiedzenie "erotyczną" nie oddaje mocy przekazywanej treści), opowieść o miłości, pijaństwie, wątek detektywistyczny. Ziębiński (bohater) bywa w pracy, dochodzi do siebie po wypadku, niczym ćma do światła dąży do alkoholu świadomy tego, że z każdą szklanką danielsa oddala się od swojego małżeństwa, korzysta z wdzięków kobiecych nader chętnie i na wszelkie możliwe sposoby, dzieląc się owymi wdziękami z innmi mężczyznami, a tym, co zauważam w nim pozytywnego jest to, że zajmuje się swoimi psami.

Unikam podziałów literatury na damską i męską. Tu jednak czuję się uprawomocniona do takiego klasyfikowania tym, co usłyszałam na temat "Dżentelmena", a mianowicie "To nie jest książka dla grzecznych dziewczynek". Zgadzam się. To książka męska, co więcej - samcza. Jeśli więc Szanowna Panie chciałybyście się dowiedzieć jacy są mężczyźni, no - jakimi widzi ich Robert Ziębiński (Autor) - czytajcie "Dżentelmena". A Panom polecam ku ciekawości - czyżby ta książka miała być dla Was lustrem?

*Jednym z moich ulubionych żartów o metrze jest ten, że gadżetem ME 2012 w Warszawie będą długopisy z planem metra.

Zabawa fotograficzna

Zdecydowałam się przystąpić do zabawy fotograficznej organizowanej przez Beatę. Zachęcam kociarzy i kociolubnych do odwiedzenia strony "Mój kot, mój komputer i ja". Nasze zdjęcia biorące udział w  zabawie to:
Nie łatwo jest wybrać trzy zdjęcia z setek... ;)

27 listopada 2010

Tajemnice alkowy cz.2.

Śniło mi się, że gdy wysuwam stopy spod kołdry dotykam płaszczyzny, która delikatnie razi mnie prądem. Tkwiłam w tym śnie na tyle mocno, by dopiero po dłuższym czasie uświadomić sobie, że 1) w naszym domu nie ma płaszczyzn rażących prądem, 2) tym, co brałam za rażenie prądem były ząbki Nusi, która z właściwym sobie wyczuciem obgryzała palce u moich wystających spod kołdry stóp.

Kocinka rozżalona moim protestem wskoczyła na kołdrę i ułożyła się na mnie z ciężkim westchnieniem. I spałyśmy tak razem aż do rana.

Znaleziono pod choinką

Od Bożego Narodzenia dzieli nas już niecały miesiąc. Czekamy na świąteczne dni, pieczemy pierniki, lepimy pierogi, wybieramy prezenty dla najbliższych, śpiewamy kolędy, stawiamy choinkę, itd. Aby ułatwić nam wprowadzenie się w nastrój świąteczny i rozsmakowanie się w nim Mania czytania zaprasza do nowego, limitowanego czasowo, wyzwania literacko-filmowego.
 (obrazek jest linkiem)

Zasady wyzwania
1. Do wyzwania zaproszeni są wszyscy, którzy lubią Święta  Bożego Narodzenia 
2. Celem wyzwania jest przeczytanie minimum jednej książki i obejrzenie minimum jednego filmu o tematyce związanej z Bożym Narodzeniem (ale bardzo szeroko rozumianej) i zamieszczenie ich recenzji. Dowolność gatunkowa całkowita :)
3. Wyzwanie trwa od 28 listopada do 15 stycznia.
4. Na blogu wyzwania można zamieścić całą recenzję lub link do niej na własnym blogu.
5. Aby zgłosić się do wyzwania proszę wysłać mail na adres: maniaczytania@gazeta.pl lub zostawić informacje w komentarzach pod notką.

26 listopada 2010

Nienasycenie (stosik)

Czytam kryminały, by uczestniczyć, choćby zdalnie, w Międzynarodowym Festiwalu Kryminalnym. Na półce stoją już książki wybrane do kolejnego tematycznego tygodnia. Ale mnie gna do bibliotek i do miejsc, z których przynoszę nowe książki.
Od lewej:
1. "Książki zakazane", których nie mogłam sobie odmówić po tej recenzji.
2. "Świat według psa". Dorotę Sumińską podziwiam i wielbię z całym dobrodziejstwem inwentarza, więc jej najnowsza książka wśród powyższych jest oczywista.
3. "Głogowy gaj" Binchy to naturalna konsekwencja miłego klimatu jaki Autorka stworzyła w "Kursie wieczorowym".
4. Hrabal pojawił się, bo jest lekturą na DKK. Po "Auteczku" jestem dość nieufna wobec tego Autora.
5, 6. Dwie kolejne książki pojawiły się z powodu moich potrzeb edukacyjnych. "Zatopione królestwo" Joanny Papuzińskiej przedstawia polską literaturę fantastyczną dla dzieci i młodzieży powstałą w XX wieku. "Bunt czytelników" Grzegorza Leszczyńskiego traktuje o netgeneracji i jej inicjacjach literackich.
7. Pisząc o "Sekretnych zapiskach Agaty Christie" sporządziłam listę brakujących mi powieści Królowej Kryminału poddając ów spis pod rozwagę ewentualnym Mikołajom. I oto wczoraj w skrzynce listowej znalazłam "Tajemnicę gwiazdkowego puddingu". Drogi Mikołaju - dziękuję ślicznie!

Och, jak ja lubię książki...

Jeronimo Tristante. Sprawa "Czarnej Wdowy".

Wydane przez
Wydawnictwo Noir sur Blanc

Niemalże rok temu pisałam o młodym madryckim detektywie Victorze Rosie rozwiązującym tajemnicę domu Arandów. Nadszedł czas na ponowne spotkanie w owym bystrym mężczyzną i przyznam, że moja sympatia do tego bohatera rośnie.

Pułkownik Ansuategui wychodzi z domu tylko na mszę, do kościoła św. Sebastiana. Pewnego dnia ktoś strzałem w twarz pozbawia życia tego starszego mężczyznę, a następnie okazuje się, że gdy ciało pułkownika spoczywało w kostnicy ktoś ukradł mu olbrzymi pierścień brutalnie odcinając palec martwemu mężczyźnie. Z tego samego cmentarza kolejnej nocy wykradziony zostaje nieboszczyk, rudowłosy żebrak, którego jednak ciało nie wskazywało na to, by kiedykolwiek głodował, czy parał się pracą. Czy te dwa wydarzenia wiążą się ze sobą? I dlaczego mąż przyjaciółki Clary, żony słynnego detektywa, od chwili poślubienia Lucii czuł się gorzej niż dotychczas?

W "Sprawie " mamy przyjemność spojrzeć oczyma bohaterów na Madryt, ale też na Kordobę, do której Victor wyjeżdża tropem podejrzanych. Oprócz szczegółów architektonicznych obydwu miast możemy obserwować obyczaje lokalnych społeczności, tło historyczne i życie codzienne w XIX wiecznej Hiszpanii.

Lubię Victora. Jego intuicję, świetnie rozwinięty zmysł obserwacyjny, ufność w naukę i chłonność wiedzy. Podziwiam zapał, dociekliwość, zapał do nauki języka angielskiego, dzięki któremu bez przeszkód będzie mógł porozumiewać się z policjantami z innych krajów. Victor jest serdeczny i ciepły wobec bliskich, ale nieustępliwy i twardy w wyjaśnianiu zagadek kryminalnych.

Jeronimo Tristante pisze naprawdę dobrze. I wobec tego stwierdzenia należy jedynie dodać, że czekam niecierpliwie na jego kolejną powieść - "Zagadkę ulicy Calabria".

25 listopada 2010

Emmanuelle Lepetit. Ciało i zdrowie człowieka.


Wydane przez
Wydawnictwo Jedność

Książka skierowana do dzieci i tłumacząca jak wygląda ludzkie ciało i jak należy dbać o zdrowie wzbudziła moje zainteresowanie o tyle, że to temat niezbyt łatwy, mogący nużyć w przypadku zbyt wielkiej dawki wiedzy, a już z pewnością nużący wówczas, gdy przekazywana wiedza jest nieadekwatna do percepcji dziecka. A jak w tym wszystkim odnajduję powyższą książeczkę?

Po pierwsze - twarda oprawa, która stwarza nadzieję na dłuższe życie książki w rękach ciekawskiego 8-10 latka. Po drugie - podział książki na rozdziały, który podkreślony jest także kolorami marginesów. W kolejnych rozdziałach przedstawiono specyfikę wnętrza ludzkiego ciała, kości, mięśni i poszczególnych narządów, informację o tym, w jaki sposób ciało jest chronione przez skórę, włosy, paznokcie, opisano jak człowiek oddycha, jak je i trawi, omówiono pięć zmysłów, zwrócono uwagę na niepowtarzalność każdego z nas i uczulono na to, by właściwie dbać o zdrowie.

Przy niemalże każdym zagadnieniu dodane zostały informacje ujęte w pytaniu "Czy wiesz?", w chmurce zatytułowanej "Ostrożnie" i w jeszcze jednej "Ciekawski malec". Część opisu zatytułowano "Twoje zdrowie", a tym co zwróciło moją szczególna uwagę (i ucieszyło) jest fakt, że każdy z omawianych tematów zachęca rodziców do wspólnego z dzieckiem czytania, rozwiązywania zadań i obserwowania ciała i zdrowia dziecka.

Widzę w tej książce dobry materiał, na którym można się oprzeć podczas rozmów z dziećmi o ciele człowieka i jego zdrowiu. 

Carlos Ruiz Zafon. Książę Mgły.


Wydane przez
Wydawnictwo Muza

Lubię Zafona. Ot, tak po prostu lubię jak pisze, jak buduje napięcie, jak z pozornie zwykłych rzeczy potrafi powołać do życia coś na krawędzi realności i zjawy, coś co przeraża i każe bohaterowi stanąć wobec własnego strachu.

Tytułowy Książę Mgły spełnia ludzkie życzenia. Aby jednak je spełnił trzeba mu obiecać posłuszeństwo, wykonanie przysługi o jaką w dowolnie wybranym przez siebie czasie poprosi. Czy to dobra cena za realizację marzeń?

Max Carver wraz z rodzicami i siostrami przeprowadza się w 1943 roku do niewielkiego miasta u wybrzeży Oceanu Atlantyckiego. Na dworcu czeka na nich kot, czas na dworcowym zegarze idzie wspak, ale chłopiec próbuje przekonać siebie, że to tylko ułuda. Rodzina Carverów zasiedla dom cieszący się niezbyt dobrą sławą. Jednak entuzjazm głowy rodziny, specjalisty sztuki zegarmistrzowskiej, powoli uspokaja pozostałych członków rodziny, uczy ich cieszyć się z miejsca, w którym żyją.

Nadchodzi czas, w którym Książę Mgły upomina się o chłopca będącego zapłatą za czyjeś spełnione marzenie. Czy Max zdoła uratować przyjaciela? Czy miłość może odnieść zwycięstwo nad istotą bez serca?

W tle historii opowiadanej przez narratora pobrzmiewa wciąż wojna. Czy tytułowy bohater ma stanowić jej ucieleśnienie? Nie umiem tego rozstrzygnąć, choć kusi mnie, by skierować swoje myśli na takie rozwiązanie. Kusi mnie również, by w powieści Carlosa Ruiza Zafona doszukać się inspiracji wielkim dziełem C.S. Lewisa. Nie będę jednak drążyć - przyznam tylko, że kolejny raz udało się hiszpańskiemu pisarzowi zabrać mnie w świat, w którym nie tylko to, co namacalne istnieje, świat, w którym równie ważne jak czyn jest słowo.

24 listopada 2010

Tajemnice alkowy

Środek nocy. Z. z wysiłkiem ciągnie ku sobie kołdrę. Wydobywając się z głębokiego snu słyszę: "- Co z tą kołdrą? A to Misiu".

Nusia zalega na kołdrze jak plasterek. Ciężkawy dość, jak wiemy, ale plasterek. Wstaje za to błyskawicznie, towarzysząc człowiekowi, jakby bała się, że pozbawiony jej czujnego oka zje wszystko z kocich misek lub nie trafi do łazienki.

Agnieszka Lingas-Łoniewska. Zakręty losu.


Wydane przez
Wydawnictwo Navae Res

Mając w pamięci niedawno czytane "Bez przebaczenia" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej próbowałam "Zakręty losu" czytać bardziej z pozycji wnikliwego obserwatora stylu niż li i jedynie nienasyconego słowami czytelnika.

Autorka oś powieści osadza na pewnym schemacie, który jako że świetnie spełnił się w poprzedniej powieści, równie udanie trzyma konstrukcję historii o dwóch braciach i dwóch dziewczynach, które poprzez małżeństwo swoich rodziców stały się "patchworkowymi" siostrami. Pierwszoplanowymi bohaterami są Katarzyna i Krzysztof, których wzajemne uczucie zostaje wystawione na próbę przez splot okoliczności, poczucie obowiązku wobec rodziny i bujną wyobraźnię obydwojga młodych, którzy czasami zamiast rozmawiać wolą  działać.

Bohaterów poznajemy, gdy większość z nich (bo nie starszy brat Krzysztofa, zakała rodziny, Łukasz) uczy się w klasie maturalnej. To właśnie wtedy wybucha gorączkowa miłość łącząca Kasię i Krzyśka, to wobec nich stawia się oczekiwania, którym nie są w stanie sprostać. Gdy spotykamy ich kolejny raz, po trzynastu latach, są ludźmi nieco zgorzkniałymi, ale wciąż darzą się uczuciem. Czy czas, który upłynął pozwoli im na wyjaśnienie niedopowiedzeń?

Przeprowadzając ów lekko wiwisekcyjny opis powieści dostrzegam chwile mniej sprawnego poprowadzenia narracji w dialogach, czy wyrazistość szkieletu, na którym Autorka osadziła fabułę. I zauważając to wszystko, chciałabym powiedzieć, że po raz kolejny Agnieszka Lingas-Łoniewska przykuła mnie do swojej książki, zabrała sen i nie pozwoliła zgasić lampki nocnej dopóty, dopóki nie odwróciłam ostatniej strony powieści.

Pomyślałam, że gdyby wytwór wyobraźni Pani Agnieszki przybrał formę serialu, a nie powieści, to zapewne jego akcja byłaby głośno dyskutowana we wszelkich miejscach publicznych - kolejkach przed gabinetem lekarskim, u fryzjera, na poczcie, czy na portalach społecznościowych. Świadoma tego, że książka ma mniejszy zasięg niż film życzę Autorce, aby jej książki zawsze, tak jak dotychczas, budziły mnóstwo emocji u czytelników. I jeszcze raz brawa za umiejętność ładnego pisania o fizycznej stronie miłości.

Poczytaj mi mamo. Księga pierwsza.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Czytam książki dziecięce z różnych powodów. Jednym z nich jest to, że uwielbiam urządzać sobie - poprzez owe niedorosłe lektury - powrót do dziecięctwa. Tom z zebranymi opowiastkami zatytułowany "Poczytaj mi mamo" nadaje się do tego, jak mało który. Zaczyna się tak:


czyli od jednej z moich ulubionych bajek dzieciństwa (zwróćcie uwagę na nakład książeczki). Swoją radością z obecności poszukiwacza daktyli byłam gotowa dzielić się wszem i wobec, ale z racji nikłego liczebnie towarzystwa tuż obok mnie - dzielę się tą cudowną wiadomością z odwiedzającymi bloga. Pamiętacie wierszyk? Ech, jesteście pewnie za młodzi;)

Oprócz "Daktyli" znalazłam tu równie lubianych Filemona i Bonifacego, Niebieską dziewczynkę, Kolczatka szukającego schronienia na zimę, Julkę pragnącą mieć przyjaciela i - uwaga, uwaga - kotka, który zgubił mamusię. Ta ostatnia bajka została w mojej pamięci jako bajka opowiadana (a nie czytana) przez mamę; ciekawe czemu...

Bajek jest dziesięć. Do nich, będących reprintami wydań z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, dodano biogramy twórców, pisarzy i grafików. Teksty umieszczono w książce dużego formatu (B5?), z twardą oprawą. Okładkę zrobiono z czegoś, co skłania by książkę przytulać do policzka i głaskać...

Zazdroszczę dzieciom, które pierwszy raz spotkają bohaterów bajek zebranych w "Poczytaj mi mamo". Pamiętam jak wielkim dla mnie przeżyciem było poznawanie ich historii. Życzę małym czytelnikom wielu wzruszeń.

Hallgrimur Helgason. Poradnik domowy kilera.


Wydane przez
Wydawnictwo słowo obraz/terytoria

Nie wiem dlaczego nie sięgnęłam po tę książkę wcześniej zamiast przekładać ją z półki na półkę i zastanawiać się, czy jej lektura może okazać się warta poświęconemu na tę czynność czasu. Nie umiem znaleźć racjonalnych powodów, bo przecież pierwszą z serii "Książek do czytania" przeczytałam z przyjemnością i niecierpliwie czekałam na kolejną. 

Tomislav Boksic jest zawodowym zabójcą z Chorwacji. Mieszka i pracuje w Stanach Zjednoczonych. Wplątany w przedziwną historię zmuszony jest do ucieczki z USA, ale zamiast do ojczyzny trafia do Islandii, w dodatku jako ojciec Friendly. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, a chłopak ze zdumieniem patrzy na kraj, w którym nie ma broni, nie ma sklepów z bronią, a morderstwa przydarzają się bardziej niż sporadycznie.

Nie bez kozery wydawca oznaczył książkę symbolem "czarny humor". Ironia, humor iście zabójczy i cudowna mieszanina zdarzeń, ludzi, obyczajów, czy religijnych uniesień powoduje, że akcja powieści porywa.  Niemniej fascynujący, niż bohaterowie historii stworzonej przez Hallgrimura Helgasona, jest obraz Islandii przedstawiony w książce.

Obiecuję - jeśli zostanie wydana kolejna "Książka do czytania" nie będę zwlekać. Po cóż odsuwać od siebie przyjemność?

Międzynarodowy Festiwal Kryminału we Wrocławiu

Dziś o 18:00 odbędzie się pierwsze spotkanie festiwalowe. Niestety, z powodów różnych, nie mogę uczestniczyć w Festiwalu i z tego też względu postanowiłam urządzić sobie takiż w domowym zaciszu.
Wśród gości MFK znalazłam kilku autorów, których książki posiadam:
Większość z tych książek już czytałam (Wroński, Czubaj, Grzegorzewska, Theorin, Ubertowski). Ale nie wszystkie, więc dokładam do nich takie, których autorów we Wrocławiu nie będzie. Wszak jak kryminał, to kryminał...
Gdyby ktoś miał ochotę wybrać się na festiwalowe spotkania, to TU znajdzie program. Tych, którzy do Wrocławia nie dotrą namawiam do zdalnego uczestnictwa w Międzynarodowym Festiwalu Kryminalnym. No i czytajmy kryminały;)))

23 listopada 2010

Birgitta Stenberg, Mati Lepp. Billy i tajemniczy kot.

Wydane przez
Wydawnictwo Eneduerabe

Billy jest dzieckiem przerażająco samodzielnym. Słysząc dziwnie głośne miauczenie uchyla okno i pozwala wejść do swojego pokoju nieznajomemu kotu. Co więcej - chłopiec karmi tego kota, a później pozwala mu zasnąć obok siebie w łóżku.

Mama Billy'ego jest osobą obdarzoną niewyobrażalnym wręcz spokojem. Widząc rudego, wielkiego pręgusa w pokoju swojego syna zdumiona zauważa, że musi on być czyjś i daje mu jeść. 

Kot, który wiedział dobrze dlaczego, wybiera dom Billy'ego i jego mamy. Spokojna, serdeczna atmosfera sprzyjała temu, co kot musiał zrobić. I choć to był kot innego chłopca - to własnie dom Billy'ego spotkał zaszczyt.

Billy uczy się czym są wyrzuty sumienia i przekonuje o tym, że kłamstwo może sprawić przykrość okłamującemu. Przed chłopcem staje także znacznie poważniejsze wyzwanie - musi wybrać między przyjaźnią dopiero się rodzącą, a przyjaźnią już trwającą, wypróbowaną.

Historia Billy'ego i kota ma wydźwięk sympatycznej opowiastki uczącej dziecko podejmowania decyzji i ponoszenia konsekwencji swoich czynów. Czyli pod przyjemną treścią skrywa się morał :-) 

P.S. Skonsultowałam się w kwestii alergii. Można przypuszczać z dużym prawdopodobieństwem, że jeśli Billy miałby kota, a odwiedzająca Billy'ego Lotta wyczyściłaby ubranie z sierści i nie wcierałaby w swoją mamę sierści kociej - mama nie miałaby ataków alergicznych. 

Marcin Pietraszek. Brak złudzeń (książka do oddania).


Wydane przez
Wydawnictwo COMM

Męski dwugłos opowiadający o życiu samotnym i w owej samotności nieszczęśliwym to nieczęste zjawisko we współczesnej literaturze. Kobiety wdarły się do wszelkiego typu tekstów literackich i próbują zdominować rozmowy o człowieczeństwie. Także i tu, u Pietraszka, kobiety pełniące role drugoplanowe próbują przeistoczyć się w postacie niezbędne głównym bohaterom, próbują zawładnąć ich życiem (częściowo rzecz jasna za zgodą rzeczonych bohaterów), a naszą uwagą.

Zygmunt Frońd jest psychoterapeutą. Walenty Krawczyk jego dawnym klientem. Zygmunt kierowany ciekawością i potrzebą zwierzeń decyduje się na to spotkanie po latach. Walenty chce pochwalić się swoim szczęściem, chce pokazać terapeucie, że potrafił przezwyciężyć nękającego go demony.

Jak bardzo przekonanie o własnej ugruntowanej pozycji społecznej może być mylne, jak silny jest ostracyzm tych, który spodziewają się po nas czegoś innego niż jesteśmy w stanie im dać, jak wiele rozczarowań może spotkać kogoś, kto - jak się wydaje - niewiele oczekuje od życia pokazuje los obydwu bohaterów.

Zaskoczyła mnie ta historia. Historia o samotności wbrew sobie, o związkach, które zamiast ukojenia przynoszą utratę wszelkiego, co dobre w dotychczasowym życiu. Ta opowieść, mimo trudnego tematu, ma w sobie pewną świeżość. 

Nie chciałabym, aby powieść Marcina Pietraszka przeszła niezauważona i dlatego proponuję Wam lekturę tej książki. Jeśli zobowiążecie się, że po przeczytaniu "Braku złudzeń" przekażecie książkę kolejnemu czytelnikowi - zostawcie komentarz pod tą notatką. Wieczorem (o dziewiątej) zorganizuję losowanie.

*   *   *
Los uśmiechnął się do K. 
Proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com.
Gratuluję:)

22 listopada 2010

Roksana Jędrzejewska-Wróbel. Siedmiu Wspaniałych i sześć innych, nie całkiem znanych historii.


Wydane przez
Wydawnictwo Bajka

Koźlątka i wilk, królewna i krasnoludki, Roszpunka, Kopciuszek, trzy świnki to bohaterowie bajek towarzyszących naszym dziecięcym dniom. Roksana Jędrzejewska-Wróbel proponuje, abyśmy przedstawili ich także współczesnym kilkulatkom. W tym celu uwspółcześnia nieco bajkowe historie - stwarza nowe opowieści, bohaterów stawia w sytuacjach w jakich dziś znaleźć się mogą dzieci.

Jak poradzić sobie z łobuzem wymuszającym kanapki i pieniądze od młodszych kolegów? Czy bycie celebrytą jest naprawdę fajne? Jak przeżyć rozwód rodziców? Jak wielu rzeczy potrzebujemy do szczęścia? I co się liczy w życiu bardziej - wygląd czy charakter? Na takie pytania muszą odpowiedzieć sobie bohaterowie "Siedmiu Wspaniałych..." i młodzi czytelnicy poznający zawarte w książce historie.

Połączenie klasyki ze współczesnością może przynieść bardzo ciekawe efekty. Tak jest w przypadku opowieści stworzonych przez Roksanę Jędrzejewską-Wróbel - opowieści, w których kryje się także funkcja terapeutyczna.
*   *   *

Wydawnictwu Bajka gratuluję nagrody "Guliwer w Krainie Olbrzymów"

Jean-Louis Fournier. Tato, gdzie jedziemy?

Wydane przez
Wydawnictwo Książnica

Tę książkę chciałam przeczytać od dawna. Byłam ciekawa ciekawością zawodową o czym pisze ojciec dwóch upośledzonych intelektualnie i fizycznie chłopców.

Brak w tym swoistym liście do synów tonu słodkiego aż do przesady, poczucia niezawinionego nieszczęścia, pozy biednego skrzywdzonego przez los, któremu należny jest szacunek i współczucie, którego synów powinno otoczyć grono poważnych, smętnych i odczuwających żal z ich upośledzenia osób.

Fournier łamie schematy. Żartuje ze swoimi dziećmi, rozmawia z nimi, podejmuje kontakt jaki podejmowałby z dziećmi zdrowymi. Rokrocznie kupuje na Gwiazdkę klocki wiedząc, że to prezent najpełniej dopasowany do percepcji synów. Autor pokazuje rodziców dzieci upośledzonych innymi niż funkcjonują w stereotypowych opiniach tłumacząc, że przecież oni też mają prawo być dumnymi z własnego potomstwa, chcą być pełnoprawnymi rodzicami.

Zwróciłam uwagę na pewną, oczywistą dla Fourniera, rzecz, która u nas wciąż budzi emocje. Gdy jeden z ich synów zmarł, drugi - przecież coraz starszy - zamieszkał o ośrodku dla osób upośledzonych. Dla obydwojga rodziców jest to naturalny cykl życia - dorosły syn mieszka w innym domu, pod opieką ludzi profesjonalnie przygotowanych do pracy z niepełnosprawnymi. W Polsce podobna sytuacja byłaby szeroko dyskutowana, a rodzice traktowani z dużą dawką nieufności. Nie chcę, i chyba nie umiem, określać co jest właściwsze, lepsze (bo niby dla kogo), więc pozostawiam Was z zaproszeniem do lektury książki "Tato, gdzie jedziemy?"

21 listopada 2010

Niedzielnik nr 6

Trafiłam ostatnio na coś, co muszę Wam koniecznie pokazać. Lektura tej niewielkiej książeczki sprawiła mi wielką przyjemność i mam nadzieję, że i Was ucieszy. Kliknijcie w obrazek:

Wczoraj do Helenki dotarło kilka książek ode mnie. Dziś rano dzieciątko dzierżąc w pod pachą nowości wkroczyło do sypialni rodziców i gromkim głosem poprosiło - "Mamo, czytaj". Miło wiedzieć, że Hela jest typowym okazem molika.

Dopadła mnie niemoc. Potrząśnijcie mną ;-)

20 listopada 2010

Brzuchem do góry...

W takiej oto pozycji leżała dziś wieczorem Gusia na moich kolanach. Długo. I bodajże pierwszy raz w życiu tak długo i tak do góry;)

Czuję się dumna.

P.S. Zdjęcia kiepskie, bo telefonem robione.

Adam Swift. Wprowadzenie do filozofii politycznej.

Wydane przez
Wydawnictwo WAM

W "Przedmowie" Swift pisze, że książka powstała o to, by w systematyczny sposób przekazać wiedzę, którą studenci zdobywają na wykładach z filozofii politycznej. Mówiąc inaczej - Swift napisał podręcznik, bardzo dobry podręcznik.

Swift przytacza taką oto anegdotę, że kiedy podczas przyjęcia pewnego filozofa zapytano o to, czym tak naprawdę zajmują się filozofowie, ten odpowiedział: - Rozjaśniasz niektóre pojęcia. Dokonujesz pewnych rozróżnień. Samo życie.

Właśnie to robi w swojej książce Swift - wyjaśnia niektóre pojęcia i dokonuje pewnych rozróżnień. Kiedy śledzi się debatę publiczną dotyczącą polityki, zwłaszcza tę pokazywaną przez telewizję, łatwo stwierdzić, że poziom tej debaty bardzo często jest już nie tyle niezbyt wysoki, ale jest wręcz żenujący. Politycy, komentatorzy, eksperci i dziennikarze opowiadają nieraz takie głupoty, że aż trudno uwierzyć, iż jest to grupa ludzi mająca największy wpływ na całe społeczeństwo. Przypomnijcie sobie, co ci ludzie wygadują na temat polityki, sprawiedliwości, etyki, wolności...

Oczywiście - co Swift wielokrotnie podkreśla - paradygmaty polityków i filozofów politycznych zdecydowanie różnią się od siebie: filozofowie szukają prawdy (Swift pisze, że on sam posługuje się kategoriami prawdy i rozumności, co odróżnia go od postmodernistów), a politycy po prostu chcą być skuteczni.

Mamy w książce pięć rozdziałów poświęconych kolejno: sprawiedliwości społecznej, wolności, równości, wspólnocie oraz demokracji. Swift referuje poglądy rozmaitych myślicieli, przy czym najczęściej odnosi się do Rawlsa, w czym nie ma niczego dziwnego jeśli weźmie się pod uwagę, jaką renomę zdobyła sobie Rawlsowska teoria sprawiedliwości - nie oznacza to jednak, że Swift nachalnie agituje za Rawlsem i autorami mającymi podobne intuicje.

Swift pisze bardzo klarownie i w przystępny sposób wyjaśnia mnóstwo pojęć, które na ogół rozumiane są słabo albo źle. Mamy w książce parę swego rodzaju mini-wykładów na różne tematy. Świetny jest fragment poświęcony rozumieniu wolności przez Isaiaha Berlina, bardzo dobre są też krytyki utylitaryzmu.

Bibliografię Swift podaje w częściach, po każdym rozdziale - jeśli jest polskie wydanie jakiejś książki, to jest ono wskazane. Przy każdym tytule Swift daje zdanie lub dwa omówienia treści książki, co jest dużym atutem.

Myślę, że na koniec warto przytoczyć słowa samego Swifta:

"Filozofowie polityczni powinni skupić się na abstrakcyjnym i precyzyjnym myśleniu, zaś politycy na tym, w jaki najlepszy sposób przełożyć abstrakcyjne idee na konkretne rozstrzygnięcia polityczne."

Abstrahując od kwestii tego, co powinni robić filozofowie polityczni oraz politycy, zapytam: a my? Co powinniśmy robić my, czyli szeroka publiczność? W końcu to my jesteśmy demos, ten rządzący lud. Czyż nie?

18 listopada 2010

Sylwia Chmiel. Miś Gabryś i przyjaciele.


Wydane przez
Wydawnictwo Harmonia

Miś Gabryś jest szalenie towarzyskim stworzonkiem. Ma wielu przyjaciół - konika Kasztanka, muszkę Bzykuszkę, zajączka Cezarego, tygryska Urwiska, wróbla Huberta. Spędza z nimi czas, bawi się, zdobywa nowe doświadczenia i okazuje, na znane sobie sposoby, sympatię i przyjaźń.

Opowieści o Misiu Gabrysiu nasycone są wyrazami dźwiękonaśladowczymi - dziecko uczestnicząc w lekturze ma okazję do naśladowania pociągu, ptaków, konika, stukotu butów, itp. Jest to atrakcyjne o tyle, że do książki dołączone są dwie płyty, na których znajdują się nagrane teksty z książeczki. Dziecko może albo tylko słuchać o przygodach Misia (i taki jest główny zamysł Autorki), albo je tylko czytać, albo połączyć obydwie te czynności - i ćwicząc słuch fonematyczny - podejmować próby dopasowywania tego, co słyszy do tego co widzi.

Dźwięki na płytach są przyjazne - słucha się ich dobrze, brak im drażniących uszy elementów, których zawsze obawiam się sięgając po książki dla dzieci. W tekstach zamieszczonych w książce pogrubiono wyrazy dźwiękonaśladowcze, a kurysywą wydrukowano polecenia czynności jakimi można podkreślać czytany/słuchany tekst.

"- Miau - miauknął kotek i ziewnął znudzony (Ziewamy) - nie chce mi się."[s.25]

Podoba mi się pomysł Sylwii Chmiel na ćwiczenia artykulacyjne. Mam nadzieję, że dzieci polubią Misia Gabrysia i jego przyjaciół. Bo tego, że spodoba się on rodzicom i pedagogom/logopedom - jestem pewna:)

Anna Klejzerowicz. Ostatnią kartą jest śmierć.

Wydane przez
Wydawnictwo Oficynka

Weronika Daglewska traci pracę. W tym jakże przełomowym okresie swojego życia decyduje się odwiedzić wróżkę Semiramidę, by z jej ust usłyszeć o swojej przyszłości. Z kart tarota wynika, że nie jest dobrze i szans na poprawę wielkich nie ma. Jakiś czas później w miasteczku huczy od plotek - wróżka wypadła z okna. Mąż zmarłej prosi Dominikę o przeprowadzenie dziennikarskiego śledztwa. Kto mógł zabić wróżkę skoro sensem jej życia było pomaganie innym? 

Mam kłopot z tą książką. Czyta się ją błyskawicznie, akcja zbudowana jest z dobrze pasujących do siebie elementów, bohaterowie są zwykłymi ludźmi, którzy z zderzeniu z morderstwem okazują się wręcz wybuchać emocjami, a droga jaką Dominika przechodzi od czasu, gdy otrzymała zlecenie, do chwili odkrycia sprawcy
jest logicznie uporządkowana. W książce jest miejsce na miłość, śmierć, tajemnicę, zazdrość, czyli wszystko to, co nadaje charakteru postaciom literackim. A na czym polega kłopot? Na tarocie, jednym z bohaterów i czynników sprawczych tej powieści. Być może jestem nadto ostrożna, można mi też zarzucić pewną ortodoksyjność, ale nie zgadzam się z Panią Anną Klejzerowicz mówiącą w wywiadzie

Jego wartość tkwi moim zdaniem w tym samym, co dotyczy wszystkich dawnych „świętych ksiąg”: to jest zapis historii wierzeń i myśli ludzkiej. Pod tym względem jest tak samo bezcenny jak Biblia czy indyjskie Wedy.

A wracając jeszcze do treści książki - Autorka nader udanie oddała emocje popychające bohaterów powieści do działania. Aż czuć ową nienawiść jaką morderca Semiradmidy ją darzył. Miłość Wojciecha Dragona do żony, przyznaję dość nieoczekiwanie silna, też robi wrażenie. No i jeszcze to, jak znaczący wpływ miała wróżka na swoich klientów, jak umiała oddziaływać na ich samopoczucie, opinie o sobie. Za tę postać należą się brawa.

Całość odebrałam pozytywnie. Tylko te karty, z którymi nie wiem, co zrobić... Bardzo ciekawa jestem Waszej opinii. O książce, ale też o tarocie. Zapraszam do rozmowy:)

Andrzej Maleszka. Magiczne drzewo. Tajemnica mostu.


Wydane przez
Wydawnictwo Znak

Kolejna książka Andrzeja Maleszki zabiera nas w świat wyobraźni, magii, przygód. Znani z Czerwonego Krzesła Filip, Tośka i Kuki odzyskują krzesło, ale ich mama w obawie o bezpieczeństwo całej rodziny nakazuje mu niż nigdy nie spełniać życzeń żadnego z członków rodziny. Ale od czego pomysłowość dziecięca i koleżanka mieszkająca tuż obok?

W tym tomie Andrzej Maleszka pokazuje miłość młodych ludzi. Uświadamia do jakich poświęceń gotowa jest zakochana dziewczyna. Przentuje także ciemniejszą stronę ludzkiej natury - pożądanie władzy, zło.

Fascynująca opowieść. Z jednej strony tak bardzo nierzeczywista, że przypomina najdziwniejszą baśń, z drugiej - osadzona we współczesnych realiach. Jest miła rodzina 2+3, ale to właśnie oni lecą wraz z całym domem ponad chmurami. Są bilbordy z reklamującą żelki uroczą, acz sztuczną, dziewczyną, ale to książkowa Melania przemienia się w postać z plakatu. Istnieje Wenecja i coca-cola, ale Wenecja zalana płynącą kanałami wezbraną rzeką coli może istnieć tylko na kartach książki.

Mam nadzieję, że Andrzej Maleszka nie poprzestanie na dwóch książkach. Już od dziś czekam na kolejną.

17 listopada 2010

Gracje

W papierowych torbach dostałam od Mamy grzyby i suszony seler naciowy. Gusia zachwyciła się tylko jedną torebką. Jak myślicie, którą?
Sisi jest najszczęśliwsza śpiąc na wełnianej kołdrze lub polarze:
Nusia wyłania się spomiędzy książek jak z morskiej piany: