31 grudnia 2011

Sylwestrowo-noworoczna wygrywajka [wyniki]

Za dwanaście godzin wejdziemy w Nowy Rok zostawiając za sobą dwanaście miesięcy 2011 roku. Świadomość upływającego czasu dziś szczególnie skłania nas do refleksji, podsumowań i marzeń. O rozliczenie z odchodzącym rokiem pokuszę się jutro; teraz chcę zaprosić do rozmowy i wygrywajki.

Lubię kalendarze. Gromadzę te z lat minionych; wracam do nich sporadycznie, ale lubię je mieć i zaglądać czasami za ich pomocą w przeszłość. Co roku, w grudniu, odzywa się moja zachłanność i z nią na ramieniu oglądam kalendarze w sklepach, na stronach, u znajomych. Chciałabym mieć i ten, i tamten, a może i taki artystyczny przydałby się do prowadzenia zapisków. Cenie jednak tylko kalendarze książkowe, te wiszące na ścianach są poza moim zainteresowaniem.

Lubię przenosić się z jednego kalendarza do drugiego. Ten zapowiadający Nowy Rok obiecuję sobie prowadzić skrupulatnie, zapisywać w nim wszystko wyważonym, ładnym pismem. Z upływem dni moje pismo robi się coraz szybsze i nieczytelne, między kartki kalendarza wpadają kartki i karteluszki, ulotki, czy - jak było w tym roku - mocno podniszczone zdjęcie Babci.Ważniejsze z tych kartek przytwierdzam zszywaczem, istotne informacje zakreślam innym niż są zapisane kolorem i pod koniec roku widzę jak dużo się działo w czasie minionych miesięcy.

Nowy kalendarz jest obietnicą.

Długo szukałam książki, którą chciałabym Wam zaoferować u progu Nowego Roku. Chciałam, aby była niebanalna, stanowiła punkt wyjścia do innych lektur, by nieco drażniła, zapraszała do odkrywania nowego i by była obietnicą:-) Wybór padł na powieść Jose Saramago, uhonorowanego Noblem w 1998 roku. Cenię sposób w jaki portugalski pisarz przedstawia świat. Mam nadzieję, że i Wam się spodoba.


Proszę, osoby chętne do otrzymania książki, o zostawienie komentarza, w którym wpiszecie swoje zrealizowane postanowienie noworoczne z ubiegłych lat. To, do kogo trafi "Historia oblężenia Lizbony", okaże się jutro w południe. Zapraszam:-)


*   *   *
Przepraszam, że musieliście czekać - czas mija mi dziś zdumiewająco szybko. Żeby nie przedłużać - książka Jose Saramago powędruje do Książkozaura. Bardzo proszę o kontakt (adres: m1b1m1m@gmail.com). Gratuluję, a wszystkim życzę raz jeszcze Dobrego w Nowym Roku!

29 grudnia 2011

Na świątecznym stole

Tydzień z... Miką Waltarim

Stos książek do przedstawienia Wam rośnie niebotycznie, a ja zachłannie czytam, czytam i rozmyślam o tym, co warto i co mam chęć przeczytać. Efektem rozmyślania jest powrót do wewnątrzblogowej akcji "Tydzień z...".


Cztery książki, cztery twarze Mika Waltarego? Nie będę ukrywała - dwie spośród widocznych na zdjęciu książek już czytałam, ale z przyjemnością wrócę do lektury. Dwie będą dla mnie wędrówką w nieznane i okazją do tego, by lepiej poznać autora.

28 grudnia 2011

Duszka

Kiedy 8 marca braliśmy do domu ze schroniska Duszkę wiedzieliśmy, że czeka nas sporo pracy przy tym agresywnym kocie. Pierwsze chwile, czyli Duszka mieszkająca za szafkami kuchennymi, czy pralką, utwierdzały nas w tym przekonaniu. Powoli jednak udawało się nam kotkę oswajać i jedyne czym mogliśmy się martwić to jej wciąż nienajlepszy wygląd. Latem okazało się, że Duszka ma cukrzycę i dla niej, no i dla nas, zaczęła się ostra jazda z glukometrem, restrykcyjną dietą i podawaną dwa razy dziennie insuliną. Wsparcie doktora i fachowej literatury dawało nam nadzieję, że unormujemy chorobę kotki, że będzie dobrze.

Dziś, po dobrze dobranej dawce insuliny, dobrej diecie, badamy poziom cukru we krwi nie tak często jak wcześniej. Jakieś trzy tygodnie temu zauważyliśmy, że Duszka zaczęła się zaokrąglać. Wcześniej, mimo, że łapczywie traktowała jedzenie, wciąż była chuda. Teraz zaczyna być widać brzuch. Poza tym, sierść - dotąd dość szorstka i mało przyjemna w dotyku, stała się gładsza, a kot wygląda lepiej. Cieszy nas to niezmiernie.

Bardzo rzadko zdarza się nam zostawiać coś do jedzenia na kuchennych blatach, bo wiemy, że Duszka - cokolwiek by to było - będzie się częstowała. Gdy jednak uda się jej coś zwędzić, natychmiast wszystko się wydaje, ponieważ Duszka wynosi ów ukradziony smakołyk z kuchni i zawodzi jękliwie, że nie wie jak sobie poradzić z jego jedzeniem, bo jest np. za duży.

Gdy pierwszy raz usłyszałam płaczącą w charakterystyczny sposób Duszkę byłam pewna, że coś się jej stało. Obydwoje pobiegliśmy przerażeni do niej, by odkryć, iż upolowała jakiegoś chrabąszcza i zupełnie nie wie, co z nim zrobić. Zdarzyło się jej także płakać nad zbyt, jej zdaniem, obszernym kawałkiem kurczaka, a wczoraj udało jej się ukraść małą drożdżową kuleczkę, którą wrzucamy do zupy makowej. Duszka żaliła się bardzo, że nie było mniejszych.

Usłyszeliśmy kiedyś, że kot na insulinie żyje rok, góra dwa lata. I wciąż mamy nadzieję, że naszej Duszki to nie dotyczy, że będzie z nami o wiele dłużej.

27 grudnia 2011

Tak jakby niedzielnik, choć we wtorek

W życiu każdego użytkownika bibliotek przychodzi taki dzień, w którym pożyczone książki trzeba zwrócić, a co gorsza - przychodzi taki dzień, kiedy książki trzeba było oddać bibliotece tydzień (lub więcej) temu. Przeszukałam wszystkie półki, stoliki, zakamarki, ułożyłam na stole całe mnóstwo tego, co trzeba było porozwozić, sprawdziłam na wszelkich możliwych kontach bibliotecznych zgodność stosów ze stołu z zawartością kont, zapakowałam całość do bagażnika rozkładając na stosiki adekwatne do odwiedzanych filii i przemyślawszy trasę wyruszyłam.

Mimo kiepskiej pogody i przeziębienia postanowiłam cieszyć się ową nieco wymuszoną wyprawą. Minęłam autostradę, jechałam ulicą Dobrego Urobku, przejechałam nieopodal Kopalni Wujek, obok osiedla, które dostało nagrodę za architekturę, a mnie przypomina zadrutowane domy i dotarłam do zalesionej części miasta. W dalszej drodze przeciskałam się przez wąskie uliczki, ulicę wspinającą się w wzwyż, niczym te w San Francisco i mijając katedrę wjechałam w jedną z moich ulubionych ulic. Później pomyślałam sobie niedobre rzeczy o braku miejsc parkingowych, ucieszyłam się wystawą obrazującą stulecie kremu Nivea, odwiedziłam dzielnicę, z której wywodzi się Jerzy Kukuczka, zapomniawszy, że z ulicy, którą jadę nie mogę skręcić w lewo nie odwiedziłam jednej z bibliotek na liście i zatrzymałam się na chwilę w miejscu, które - choć rzadko przeze mnie odwiedzane - budzi współczucie wobec pań zmuszonych by w nim pracować. Na koniec zostawiłam dwie biblioteki najbliższe mi fizycznie i mentalnie.

Tego, co oddałam było znacznie więcej niż tego, co przywiozłam.
Na książki Marii Pruszkowskiej nabrałam chęci już dawniej, ale dopiero teraz mogłam po nie sięgnąć. Każdy w sercu nosi zwierzę to książka jakby napisana dla mnie, przynajmniej sądząc po tytule. A Mika Waltari to miły powrót do Tygodnia z..., o którym jutro.

Katarzyna Zychla. Bardzo mała dziewczynka i bardzo duży miś.


Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Książki wydane w serii "Bajki-zasypiajki" opowiadają historie jakie dzieci znają ze swojego życia, uczą, tłumaczą, objaśniają świat wyciszając to, co niepokojące. 

Miś Maurycy czeka na sklepowej półce marząc o dziecku, dla którego stanie się ważny. Gdy zauważa go Marta i zabiera ze sobą do domu zaczyna się przygoda - zarówno w życiu Maurycego, jak i dziewczynki. Obecność misia powoduje, że Marta, zawsze z ochotą rysująca, rysuje jeszcze więcej i stwarza las, w który z Maurycym u boku wkracza.

Katarzyna Zychla porusza w książce dwa bardzo istotne tematy. Po pierwsze, pisze o upływającym czasie i odchodzącym dzieciństwie, o czasie na pluszowe misie i czasie, w którym pochłaniają nas inne - niż zabawki - rzeczy. Drugi z ważnych tematów poruszany przez autorkę dotyczy sieroctwa i adopcji. Przedszkolna koleżanka Marty mieszka w domu dziecka i dziewczynka poprzez kontakt z nią dowiaduje się o tym, iż istnieją dzieci, które nie mieszkają ze swoimi rodzicami.

"Bardzo mała dziewczynka i bardzo duży miś" to książka, która uczy wrażliwości. Opowieść o Marcie, jej rodzinie, przyjaciołach jest bardzo mocno skupiona na tym, by podkreślać wagę relacji międzyludzkich i zachęcać do tego, by się o jakość tychże relacji bardzo troszczyć.

P.S. Zaczęłam się, pod wpływem tej książki, zastanawiać, gdzie są moje ulubione dziecięce zabawki. Ze wstydem przyznaję, że nie wiem.

Meave Binchy. Liliowy autobus.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Raz w tygodniu, w piątkowe popołudnie, w podróż wyrusza liliowy autobus. Wiezie on ośmioro pochodzących z Rathdoon, a pracujących w Dublinie, ludzi. 

Nancy, Dee, Mikey, Judy, Kev, Rupert, Celia, Tom co tydzień pokonują trasę do i z domu, a wraz z nimi trasę ową pokonują ich radości, marzenia, tęsknoty i zmartwienia. Młodzi ludzie wracając w rodzinne strony zmierzają się z tym, przed czym uciekli lub uciekają na prowincję przed tym, co zostawili w Dublinie.

Klimat powieści Meave Binchy (zupełnie inaczej niż ich okładki) sprawia ciepłe, serdeczne wrażenie. Nieco, w moim odczuciu, pobrzmiewa w nich świat jaki znamy z książek Agathy Christie, nieco uwspółcześniony, aczkolwiek nadal taki, że chce się w niego wkroczyć i zaczerpnąć przyjemnych doznań.

26 grudnia 2011

Grzegorz Kasdepke. Fochy fortuny, czyli niezwykły słownik Kuby i Buby.


Wydane przez
Wydawnictwo Literatura

Na stronie wydawnictwa można znaleźć informację: Podobno niektórzy nauczyciele nie wyobrażają już sobie szkoły bez książek o Kubie i Bubie, która zafrapowała mnie na tyle skutecznie, by wzbudzić chęć zapoznania się z Kubą i Bubą.

Buba i Kuba, bliźnięta, mają babcię, która niedawno wyszła za mąż. Mąż babci, Pan Waldemar, poczuł się znakomicie w roli dziadka i by sprostać odpowiedzialności bycia dziadkiem postanowił przyczynić się do rozwoju słownictwa swoich nabytych wnucząt.

Dwadzieścia trzy opowiadania koncentrują się wokół liter. Mamy zatem admirowanie admirała, kajanie się kreatury, użytek z ułomka, nadobną niewiastę, tytułowe fochy fortuny i inne, różnie zabawne i najeżone słowami powoli znikającymi z naszych wypowiedzi.

Pan Waldemar okazuje się wytrawnym towarzyszem dla nieco rozbrykanych Kuby i Buby, choć czasami i jemu nie starcza już sił, by okiełznać ich szalone pomysły. Najistotniejsze jest jednak to, że bliźnięta niemalże mimowolnie poznają słowa dotychczas sobie obce; nie pozwolą sobie przecież na to, by nie rozumieć tego, co mówi babcia i jej mąż.

Przeurocza książka:-)

Allie Larkin. Zostań.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Jak wieść niesie, a doświadczenie wielu pokoleń uczy, pod wpływem alkoholu nie należy zakładać, iż jest się rozsądnym. Właściwiej będzie podejrzewam siebie o brak rozsądku i podchodzić do siebie i tego, co się robi, z dużą nieufnością.

Savannah ma przyjaciółkę. Ma również przyjaciela, którego kocha miłością nieodwzajemnioną. W dniu, w którym przyjaciółka i przyjaciel biorą ślub, dziewczyna upija się na smutno i dążąc do zaspokojenia potrzeba bycia kochaną, kupuje sobie psa. Owczarka niemieckiego, od słowackiego hodowcy. Savannah odbierająca szczeniaczka z lotniska, już zupełnie trzeźwa, przeżywa chwile oszołomienia. 

Joe spełnił pokładane w nim nadzieje; dotrzymywał towarzystwa Savannah, sprawiał, że dziewczyna czuła się potrzebna. Na samopoczucie młodej kobiety dobry wpływ miał także doktor weterynarii, którego odwiedzała z powodu Joego. Ale czy tylko z powodu psa?

"Zostań" to lekka odprężająca powieść, z dobrym, mimo różnych perypetii, zakończeniem. 

25 grudnia 2011

W świecie baśni.


Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

W przepięknie wydanym tomie zatytułowanym "W świecie baśni" zamieszczono dziewiętnaście baśniowych opowieści. Dwie z nich opracowała Agnieszka Sabak, dwie - Łukasz Libiszewski, a pozostałe Ewa Stadtmüller, w oparciu - rzecz jasna - o oryginalne baśnie Hansa Christiana Andersena, Jakuba i Wilhelma Grimmów, Charlesa Perraulta, Aleksandra Siergiejewicza Puszkina.

Wybrane baśnie należą do kanonu - znamy je wszyscy z różnych wersji, z bajek, często sięgają po nie filmowcy. Jest też jednak kilka takich, których dotychczas nie znałam, a które przeczytałam z prawdziwym zainteresowaniem. Mówię tu o "Czarodziejskim gwizdku", "Hipku z czubkiem", "Zaczarowanym pędzelku", czy "Kalifie bocianie".

Kocham baśnie. W rodzinnym domu wciąż czekają na mnie i dwutomowe braci Grimm, i baśnie włoskie zaczytane niemalże do cna, baśnie kaszubskie, litewskie i wszystkie te, którymi karmiłam swoja wyobraźnię będąc dzieckiem, czy nastolatką. Moim zdaniem - z baśni się nie wyrasta; rzesze fanów Tolkiena czy Lewisa są potwierdzeniem tej tezy.

Uroku temu wydaniu baśni dodają ilustracje wykonane przez Alicję Rybicką, graficzką współpracującą z wydawnictwem nie po raz pierwszy i doskonale oddającą w rysunku ideę tekstu. Aż ma się wrażenie, że bez tych konkretnych ilustracji baśnie nie byłyby aż tak baśniowe.

"W świecie baśni" to kolejna doskonale wydana książka z serii "Klasyka z feniksem". Do zaczytania...

Tunia i Inga

Z okazji Świąt dostaliśmy życzenia od Rodzin, które zaadoptowały nasze tymczaski. Do życzeń dołączone były zdjęcia, którymi z przyjemnością się z Wami podzielę.


Dziękujemy za pamięć:-)

David Gilmour. Klub filmowy.


Wydane przez
Wydawnictwo Dobra Literatura

Podoba mi się ta książka. Podejrzewałam, że będę z niej zadowolona i nie zawiodłam się, o czym miło jest mi napisać.

Gdy nastoletni syn zaczyna opuszczać się w nauce, a jego relacje z ojcem niemal niezauważalnie zaczynają być podszyte narastającą obojętnością i buńczucznością, mądry ojciec podejmuje mądre decyzje. David proponuje synowi rezygnację z formalnej edukacji. Wprowadza jednak zasady: żadnych narkotyków i wspólne oglądanie trzech filmów tygodniowo wybranych przez ojca. Jesse jest zachwycony, błyskawicznie podejmuje decyzję i tak oto zaczyna się wyjątkowy czas w relacjach ojca i syna.

"Klub filmowy" to po pierwsze książka o miłości ojcowskiej. O uczuciu jakie łączy mężczyznę i jego dziecko. O tym, jak z perspektywy ojca wyglądają dni, w których syn czuje się przygnębiony rozstaniem z dziewczyną, w których jest szczęśliwy, bo jego zespół odniósł sukces. 

Po drugie, "Klub filmowy" to opowieść nasycona doskonałymi propozycjami filmowymi, szczegółami dotyczącymi niektórych produkcji. Wzruszyła mnie historia Marlona Brando i przyklasnęłam temu, za co David kocha Clinta Eastwooda: 

2. Kocham to, że - jak to opisał brytyjski krytyk David Thomson - gdy w 1993 roku w London's Film Theatre Clint usiadł obok księcia Karola, każdy dobrze wiedział, kto jest p r a w d z i w y m królem. [s. 100])

Bardzo podoba mi się to, że na końcu książki umieszczono listę filmów, które Jesse obejrzał z ojcem. Lista ta jest doskonałym punktem wyjścia do tego, by urządzić sobie swój "Klub filmowy".

24 grudnia 2011

Dobrych Świąt Bożego Narodzenia


Bóg się z Panny narodził,
aby ludzi oswobodził.
Tego dnia wesołego
Narodzenia Bożego,
weselmy się, radujmy się, Bogu cześć dajmy.

Dobrych Świąt, moi Mili. Cieszy mnie, że mogę z Wami przeżywać kolejne już Święta Bożego Narodzenia.

Gusia

Dziś mijają cztery lata od chwili, w której Gusia trafiła do schroniska. Miała wówczas około roku i dlatego też, 24 grudnia traktujemy jako dzień urodzin naszej Ko-córki.
Wiecie - cieszymy się, że tamci ludzie nie okazali się godni naszej Gusi.

23 grudnia 2011

Choinka

Nie jest tak, żebyśmy kupili największą i najprostszą choinkę świata. Ale skoro poda się kotom i nam, to chyba ok?









P.S. Życzenia będą jutro:-)

Irena Landau. Superdziadek.

Wydane przez
Wydawnictwo Literatura

Dobrze jest mieć dziadka. Superdziadka jest mieć rewelacyjnie. Zgodzicie się ze mną? 

Dorotka ma dziadka, który bez wątpienia zasługuje na same dobre słowa, grad pochwał, mnóstwo przytulańców i wszystko, co najlepsze. Dziadek bawi się z dziećmi w berka, z wnuczką odgrywa sceny teatralne, leczy zęby, odwiedza ZOO, inicjuje zabawę w kalambury, opowiada historie rodzinne, gotuje (no, może mniej udanie niż babcia), jest bohaterski, odważny, usłużny i nie do zastąpienia.

Irena Landau podkreśla ważną rolę jaką w życiu dziecka odgrywają dziadkowie, pokolenie rodziców rodziców. Pod ich czujna opieką, niezgłębionymi pokładami cierpliwości i pomysłów na wspólnie spędzany czas dzieci rozwijają się doskonale ucząc się przy okazji szacunku do starszych od siebie osób. To, że rodzice mają ze swoimi rodzicami dobre relacje, że okazują sobie sympatię ma bardzo dobry i edukacyjny wpływ na dziecko.

"Superdziadek" to książka ucząca wrażliwości. Wydawnictwo opisuje ją symbolem +3. Myślę, że spodoba się zarówno dzieciom, którym będzie ja trzeba przeczytać, jak i tym, które przeczytają ją sobie same.

Magda Parus. Rodzinnych ciepłych świąt.


Wydane przez
Wydawnictwo Muza

Gromadząc lektury do tegorocznego udziału w wyzwaniu Znalezione pod choinką nie mogłam pominąć polskiej książki. 

Kamila i Lena są siostrami. Już dorosłe, z rodzinami, szykują święta. Kamila w małym mieszkanku, zirytowana na męża, rozczulająca się nad synem, ze źle skrywaną zawiścią skierowaną wobec nieobecnej siostry i niechęcią wobec rodziny męża. Lena cieszy się świętami w nowym, przestronnym i pachnącym szczęściem domem. Jej radość podzielają córki i mąż, a mąci - teściowa wciąż krytykująca daleką od ideału, jej zdaniem, synową.

Kolejne Wigilie Leny, które obserwujemy w książce, są coraz bardziej oddalone od tego, co zwykło się uważać za rodzinne, wesołe święta. Jest gorzko, zamiast miłości pojawia się niechęć, czy nawet nienawiść, a kolacja wigilijna staje się farsą.

Wśród najróżniejszych, związanych tematycznie ze świętami Bożego Narodzenia, książkami i filmami, polskie  utwory dominują beznadzieją, brakiem szczęścia, zadumą podszytą nieszczęściem. Zastanawiam mnie, czy nie możemy beztrosko świętować, czy konieczne dla naszej polskiej duszy jest smęcenie, doszukiwanie się w czymś co ma być radosne i ma napawać nadzieją, traumy.

Poczytaj mi mamo. Księga druga.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Pisząc o drugiej księdze serii "Poczytaj mi mamo" czuję się jakbym zachęcała Was do oddychania. Opowiadania Heleny Bechlerowej, Wandy Chotomskiej, Sławomira Grabowskiego i Marka Nejmana, Tadeusza Kubiaka, Małgorzaty Musierowicz, Juliana Tuwima, czy Danuty Wawiłow zapewniają wysoką jakość bajania  i cudowną podróż we własne dzieciństwo.

Zastanawia mnie, czy z "Poczytaj mi mamo" bardziej cieszą się rodzice (pamiętający lekturę z lat dzieciństwa), czy dzieci, których rodzice chcą zauroczyć opowiastkami o pięknym złotym koniu, Zarozumiałej łyżeczce, kąciku ze smokiem, ptasich ulicach, zasypianiu, przyjaźni, Kamilu, który chciał być kompozytorem i rozmowach rur. 

Pamiętam, że było mi bardzo smutno, gdy okazało się, że koń już nie może przyjeżdżać do Piotrusia, bo przepisy nie pozwalają. I przepiękne słowa konia: Będę przyjeżdżał wtedy, kiedy przepisy będą spały.

Fascynujący jest wpływ jaki na dzieci mają historie zebrane w "Poczytaj mi mamo", jak wiele emocji budzi lektura i jak bardzo zapada w dziecięcą pamięć.

Gdyby ktoś miał wątpliwości - polecam.

22 grudnia 2011

Zapach czekolady. Opowiadania i wiersze dla dzieci.


Wydane przez
Wydawnictwo Drzewko Szczęścia

W zbiorze "Zapach czekolady" zamieszczono ponad trzydzieści tekstów napisanych przez znanych i cenionych pisarzy. Tematyka opowiadań jest najróżniejsza, podobnie jak tematyka wierszy przeplatających prozę. Mamy tu zatem historie z przedszkola: o zakochiwaniu się, o Eryku, o królewnie; szkolne, ale najwięcej jest tych, które dzieją się w domu, wśród podwórkowych przyjaciół lub z rodziną. Elementem je łączącym jest humor, serdeczność i mądrość.

Niektóre z zamieszczonych tekstów wzbudziły mój zachwyt. Na przykład w opowiadaniu Muszka i flamastry Doroty Suwalskiej przeczytać możemy:

Kiedy już wyglądałem odpowiednio, mama powiedziała, że wreszcie może zająć się sobą i poszła się szykować. Szykowanie polega na tym, że tata stoi pod drzwiami łazienki i mówi mamie, ze już jest strasznie późno, a mama jest okropnie zdenerwowana i nic nie mówi, tylko się maluje. [s.13]

Wiersz Marka Bartkowicza Mietek i telewizja przestrzega z udany sposób przed nadmiernym przywiązaniem do odbiornika telewizyjnego, pilota i informacjami płynącymi z telewizji.

Anna Onichimowska w opowiadaniu Warkoczyk pokazała jak w ładny sposób mogą się różnić ludzie i jak owe różnice warto przekuwać na rzeczy pozytywne zamiast ulegać pokusie, by inne traktować jak gorsze.

Bardzo podoba mi się wiersz Lwy, autorstwa Hanny Januszewskiej. Zaczyna się tak:

Gdy jestem taki jak dziś - zły
że pięści aż zaciskam
to chciałbym, wiecie, spotkać lwy,
lwy o drapieżnych pyskach. [s. 24]

Jeśli lubujecie się w twórczości Danuty Wawiłow, Natalii Usenko, Doroty Gellner, Grzegorza Kasdepke i wielu innych, równie utalentowanych, pisarzy sięgnijcie po "Zapach czekolady". Pijąc przy tym, rzecz oczywista, gorącą czekoladę:-)

Olga Gromyko. Wiedźma Naczelna.


Wydane przez
Wydawnictwo Fabryka Słów

Minął już ponad rok od kiedy czytałam książki Olgi Gromyko i albo zmieniło mi się nastawienie do autorki, albo piąty tom przygód wiedźmy W. Rednej jest nieco mniej interesujący od wcześniejszych.

Wiedźma pozostawiając ukochanego wyrusza gnana dziwnie rozumianym poczuciem obowiązku. Odbywając niby staż na stanowisku wiedźmy naczelnej wplątuje się, z właściwym sobie rozmachem, w różne nietypowe i zagadkowo-groźne sytuacje, podczas wypoczynku zmuszona jest walczyć ze smokiem, zdumiona dowiaduje się, że jej przyjaciele, na prośbę jej przyszłego męża, stanowią ochronę, a wreszcie - dając się ponieść wybuchowemu charakterowi - zrywa zaręczyny z Lenem.

"Wiedźma naczelna" jest zatem irytująco samodzielna, zabawna, uparta, bywa naiwna, a czytanie o jej perypetiach działa na tyle odprężająco, że wobec wszechogarniającego lenistwa można pośmiać się nad najnowszą książką Olgi Gromyko.

Petr Horáček. Gąska Zuzia i pierwsza gwiazdka.


Wydane przez
Wydawnictwo Babaryba

Gąska Zuzia z przyjaciółmi spotykają się w wigilijny wieczór przy choince. Jest miło, sympatycznie, ale czegoś im brak. Bystra gąska zauważa, że choinki nie wieńczy gwiazda. Postanawia sięgnąć nieba i zdjętą z niego gwiazdę zaczepić na szczycie choinki.
Starania gąski nie przynoszą natychmiastowego efektu, sięgnięcie po gwiazdę okazuje się być trudne, bardzo trudne, ale Zuzia bardzo chce podkreślić uroczysty charakter spotkania przy choince. Wędruje i naraża się na niebezpieczeństwo, ale dzięki przyjaciołom wszystko kończy się dobrze.

Dwujęzyczny tekst prostej historii gąski Zuzi jest lekturą odpowiednią dla kilkuletnich dzieci, historią uczącą o wartości przyjaźni.

21 grudnia 2011

Koty. Fotografie - Jane Burton.

Wydane przez
Wydawnictwo Olesiejuk

Album, w którym prezentowane są najróżniejsze koty (choć nie tylko), ucieszy wszystkich miłośników tych wspaniałych czworonogów. Ucieszy tym bardziej, że zdjęcia w nim zawarte wykonane zostały przez Jane Burton, specjalistę fotografii zwierzęcej, od trzydziestu lat robiącej zdjęcia zwierzętom domowym, a od długiego już czasu zajmującej się zatrzymywaniem w kadrze przyrody.

Zdjęcia opatrzono, a to cytatami sławnych postaci, które niekoniecznie mówią o kotach, a to komentarzami do póz zajmowanych przez kociaki. Czasami kotom towarzyszą inne zwierzęta (moim ulubionym zdjęciem jest kot w towarzystwie królików), jednak częściej są same. Koty o najróżniejszym umaszczeniu, w rozmaitym wieku i w zaskakujących czasami pozycjach cieszą oczy i powodują, że im bardziej się album ogląda, tym bardziej ma się dobry humor:-)

Wśród zdjęć Jane Burton prezentowanych w sklepie z plakatami znalazłam jedno, które po pierwsze ma stanowić dla Was próbkę umiejętności fotografki, a po drugie - przedstawia sobowtóra mojej Sisi.

Meave Binchy. Dublin 4.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Dawno nie czytałam nic Meave Binchy, a że jej książki w jakiś przedziwny sposób kojarzą mi się ze świątecznym czasem, poszperałam w bibliotece. 

Cztery kobiety: w różnym wieku, z różnymi przeżyciami, w odmiennych stanach finansowych i społecznych. Każda z nich skupia jednak naszą uwagę swoim podejściem do innych osób, do problemów i życia.

Kolacja w Donnybrook opowiada historię kobiety w średnim wieku, która - ku zaniepokojeniu przyjaciół i rodziny - postanawia wydać proszoną kolację. Wśród gości mają być przyjaciele, znajomi i znana młoda malarka będąca kochanką męża Carmel.

Bohaterką Mieszkania w Ringsend jest młoda dziewczyna szukająca mieszkania w Dublinie. Gdy udaje jej się znaleźć pokój w mieszkaniu zajmowanym przez dwie sympatyczne dziewczyny ma nadzieję, że zaprzyjaźnienie się, wspólne pogaduszki. Nadzieje Jo okazują się być płonne, a gdy pewnego dnia dziewczyna zostaje sama, a jej współlokatorki znikają, Jo zaczyna poszukiwać przyczyny.

Decyzja dziewczyny z Belfield to historia Pat i jej rodziny, a szczególnie starszej siostry. Cathy spotykająca się z młodym człowiekiem zaszła w ciążę, a ponieważ nie chciała wychodzić za mąż, rodzice  zasugerowali, iż powinna wyjechać poza miasto podając powody inne niż prawdziwe. Sytuację starszej siostry poznajemy z punktu widzenia Pat; młodszej z dziewcząt, która pozostaje poza pewnymi, rodzinnymi, informacjami.

Emma Moore z Zasłyszane w Montrose czeka wraz z dziećmi na powracającego z kliniki antyalkoholowej męża. Czeka z niepokojem i nadzieją. Czeka, bo chce zapomnieć o dniach upokorzenia, o strachu, lęku o dzieci i siebie. Oprócz niej czekają przyjaciele i rodzina. 

Opowiadania wigilijne. Pod choinkę od polskich pisarzy.


Wydane przez
Wydawnictwo Literatura

W ubiegłym roku byłam bardziej zdyscyplinowana w kontekście uczestnictwa w czytelniczym wyzwaniu przedświątecznym. Wiem to między innymi stąd, że pierwsze wydanie "Opowiadań wigilijnych" czytałam 14 grudnia 2010 roku.

Podczas lektury wydania drugiego towarzyszyły mi podobne uczucia jak te odczuwane rok temu; nadal lubię to, co lubiłam, a obruszają mnie gawędzące o byciu daniem karpie.

Zajrzyjcie, ku zachęcie, do środka:


Piszę o tej książce przede wszystkim po to, by przypomnieć o zbiorze opowiadań tym, którzy szukają interesującej lektury dla dziecka na czas świąt i by - tym, którym nie udało się zaopatrzyć w książkę wydaną rok temu - uświadomić istnienie kolejnego wydania.

20 grudnia 2011

Maryna, gotuj pierogi !


Wydane przez
Wydawnictwo Tatarak

Pamiętacie przyśpiewkę? Tekst książki jest swobodnym nawiązaniem do ludowej piosenki, choć otoczenie w jakim odbywa się dyskusja o pierogach i potrzebnych do ich gotowania składnikach jest wcale nie ludowe, a mocno mieszczańskiej i to dzięki pracy graficznej Katarzyny Boguckiej.

Czas na książkę o pierogach i leniwych gospodyniach jest idealny. Co prawda dziś chyba rzadko spotyka się tak wytrwałe w marudzeniu gospodynie, ale pewnie spotkać łatwo tak wytrwałych w donoszeniu produktów (i spragnionych pierogów) mężów, którym znudziły się już mrożonki;-)

Książkę, zrobiwszy farsz na pierogi wigilijne, serdecznie polecam:-)

P.S. Na okładkach książki znajdują się przepisy na pierogowe ciasto i trzy rodzaje nadzienia. Ta książka jest wielorakiego zastosowania - podpowiada jak zrobić pierogi, uczy wrażliwości estetycznej oraz sprawia, że przy lepieniu pierogów ma się ochotę śpiewać. Oczywiście gromko i oczywiście "Maryna, gotuj pierogi!"

Jakub Małecki. W odbiciu.


Wydane przez
Wydawnictwo Powergraph

Jakub Małecki, znany mi dotychczas z jednej tylko książki, po raz drugi przekonał mnie do siebie. Owo przekonywanie odbyło się nie bez moich silnych emocji.

Karol i Natalia to para jakich wiele. Młodzi, szczęśliwi, żyjący w pewnym błogim stanie niezmienności uczuć i otoczenia. Wokół nich są przyjaciele, znajomi, rodzina. Zmiana, pęknięcie owej błogiej otoczki zaczyna się od Mariusza, zwanego Pielgrzymem. Kolega Karola przedkładający alkohol nad żonę i córkę stał się włóczęgą i jednocześnie mistykiem; ostrzega przed nadchodzącym Złem i spotyka się z lekceważeniem.

W fascynujący sposób autor przedstawił rozprzestrzenianie się zapowiadanych przez Pielgrzyma apokaliptycznych wydarzeń. Zjawiska tragiczne, krwawe, pełne agresji intensyfikują się, sięgają coraz szerzej, pochłaniają kolejne osoby, związki, relacje między ludźmi.

Jakub Małecki zabiera czytelników w podróż w głąb lęków jakie każdy z nas skrywa w sobie. Czyni to w prawdziwie mistrzowski sposób.

Kolorowe bazgroły na świąteczne stoły.


Wydane przez
Wydawnictwo Olesiejuk

Oglądając "Kolorowe bazgroły..." pożałowałam, że nie mam 6-7 lat, że nie wypada mi wziąć do ręki kolorowych kredek i bazgrolić gdzie popadnie i jak mi w duszy zagra.

Autorzy książki zachęcają dzieci do swobody. Podsuwają modemu czytelnikowi zaczęty obrazek górskiej doliny i kuszą "dorysuj drzewa, domy, co chcesz...". Pokazują z bliska natłok świątecznych ozdób i szepczą "pokoloruj". W dole kartki umieszczają choinkowy szlaczek i podpowiadają "nabazgrol" (cóż za przepiękne słowo).

Wzorów, stron, na których można wykazać się wyobraźnią i inwencją, jest sporo i ma to walor nie tylko taki, że w przedświątecznym szaleństwie jest czym zająć dzieci. Tematyka ilustracji zawartych w książce oscyluje wokół zimy i świąt, ich trudność jest na tyle zróżnicowana, że zainteresują się nią i młodsze, i nieco starsze dzieci, a każdemu z dzieci (także tym najstarszym) zabawa z książką sprawi frajdę.

A rodzice, odłożywszy kredki, zeskanują obrazek wykonany przez dziecko i przeczepią magnesem do lodówki:-)

19 grudnia 2011

Sheila Roberts. Strajk na Boże Narodzenie.


Wydane przez
Wydawnictwo Świat Książki

Zbliżające się Święta Bożego Narodzenia w wielu domach powodują panikę. Kobiety robią w myślach (albo na kartkach) spis zakupów i rzeczy do zrobienia, myślą gdzie usadzić gości, by wszyscy czuli się dobrze, zastanawiają, w którym kartonie schowane są łańcuchy zrobione 10 lat temu przez dzieci i czy czerwona wstążka do prezentów lepiej pasuje do choinki niż srebrna.

Cztery bohaterki, z różnych powodów, decydują się ogłosić strajk świąteczny. Mają już dość nieustającej pracy, której nikt nie docenia, dbałości o wygląd domu, która ich zdaniem idzie na marne, a przede wszystkim tego, że mężczyźni nie angażują się w przygotowanie świąt. Idea strajku jest na tyle nośna i interesująca, że artykuł o buntowniczych kobietach trafia do prasy, a w domach, w których czytuje się "Holly Herald" kobiety zaczynają dołączać do strajku.

Jak myślicie, czy łatwo jest obserwować mężczyzn, którzy przygotowują święta? Wchodzić do błyszczącej zazwyczaj czystością kuchni i widzieć jak wygląda po mężowskim pieczeniu ciasteczek?  Na przyjęciu przedświątecznym w pracy jeść chipsy i kupione ciasto? Choinkę mieć nieco krzywą, dzieci na zdjęciach z Mikołajem rozczochrane, a prezenty otrzymać w postaci zawiniętego w szary papier nieforemnego pakunku zawierającego cokolwiek?

Nie powiem Wam jakie efekty poszczególnym rodzinom przyniósł strajk opisany w książce Sheili Roberts, a jedynie namówię byście wyobraziły sobie święta przygotowane rękoma Waszych mężczyzn ;-)

P.S. Na końcu książki znajdują się przepisy. Zacytuję fragmenty jednego z nich, bo rozbawił mnie w kontekście fabuły książki.

Kruche paszteciki filo według przepisu Joy.

Pudełko gotowego nadzienia do pasztecików
(...)
4 mrożone warstwy ciasta filo
16 foremek do muffinek. [s. 336]

*   *   *
Książka przeczytana w ramach wyzwania