28 sierpnia 2012

Alexander Steffensmeier. Krowa Matylda na czatach.


Wydane przez
Wydawnictwo Media Rodzina

Czy podziwialiście kiedykolwiek krowie oczy? Wierzcie mi, są zachwycające, wyglądają jak oczy hinduskiej piękności! 

Krowa Matylda jest niedoceniana jak większość krów. A trzeba przyznać, że ma rzadko spotykane hobby - straszenie wiejskiego listonosza (prawda, że w życiu byście na to nie wpadli?). Kiedy zobaczycie jak co rano Matylda wymyśla coraz to nowsze kryjówki aby przestraszyć biednego listonosza, na pewno nie opanujecie śmiechu. 

Jeśli tak jak ja lubicie książki dla dzieci, które bawią także Was, "Krowa Matylda na czatach" na pewno spełni wasze oczekiwania. Świetna na rodzinne, weekendowe leniuchowanie na łonie natury, najlepiej z miłych stadem krów w zasięgu wzroku. Wielki plus za piękne ilustracje!

Izabela mama Heleny


20 sierpnia 2012

Jerónimo Tristante. Zagadka ulicy Calabria.


Wydane przez
Wydawnictwo Noir Sur Blanc

Tak, "Zagadka ulicy Calabria" była jedną z książek towarzyszących mi podczas urlopu. Czytanie o dziewiętnastowiecznej Barcelonie na rozgrzanych skałach nadawało lekturze fascynującego smaku.

Trzecia książka Jeronimo Tristante, której bohaterem jest wart uwagi inspektor Victor Rosa, opisuje wydarzenia brutalne, tajemnicze i budzące niepokój nie tylko w Barcelonie, ale także w stolicy. Pewnego dnia wychodzi z domu szanowany powszechnie don Gerardo Borras i w tym momencie ślad po nim ginie. Pojawiając się czas jakiś później przed drzwiami swojego domu nie przypomina siebie; jest wycieńczony, okaleczony i reaguje agresją na symbole religijne. Jego dziwaczne zniknięcie interesuje policję oraz węszące skandal media. Dokładniejsze zbadanie przeszłości Don Gerarda przez Victora Rosę pokazuje, iż ów mężczyzna nie do końca był takim, za jakiego go uważano, a jego zainteresowania dotyczące sfery intymnej były dość specyficzne.

Od tej chwili zaczynamy, wraz z bohaterem, przemierzać ciemne zaułki Barcelony, dotykać - wbrew niechęci - potwornych zbrodni czynionych na tych, którzy są najsłabsi i których krzywdzenie jest doświadczeniem cieszącym jedynie zdegenerowane umysły.

Co łączy tajemnicze wydarzenia w Barcelonie z węgierską księżniczką, Elżbietą Batory? Jak wygląda Hiszpania w XIX wieku? Które z działań Victora Rosa wypływają z jego poczucia obowiązku, a które z potrzeby serca? Warto sięgnąć po "Zagadkę ulicy Calabria", by odpowiedzieć sobie na te pytania.

Doskonały kryminał, podobnie jak poprzedzające go "Tajemnica Domu Arandów" i "Sprawa Czarnej Wdowy".

19 sierpnia 2012

Niedzielnik nr 37


Dni uciekają szybko, a wczesnym rankiem czuć już zbliżającą się jesień. Już cieszę się na myśl o szeleszczących, różnokolorowych liściach i kasztanach. 

*   *   *

Półki z książkami o zwierzętach wzbogaciły się ostatnio o Gerarda Durella i kilka innych książek. Wobec ogarniającego nas coraz większego zainteresowania literaturą o zwierzętach szukamy różnych, dotychczas nam nieznanych publikacji, filmów. Gdybyście znali coś, co warto przeczytać - proszę o informacje:-)


*   *   *

Skoro już o filmach mowa... Oglądaliście już "Hotel Marigold"?Doskonali aktorzy, specyficzny temat i czas mija nie wiedzieć kiedy. Tym, którzy lubią przeczytać książkę, a później obejrzeć film polecam "Nie taki wilk straszny" Farleya Mowata oraz ekranizację zatytułowaną "Never cry wolf".



*   *   *

8 września o 12:00 w Spodku będziemy wręczali Złote Zakładki nagrodzonym przez nas Autorów. Mam nadzieję, że stawicie się licznie i będziemy mogli porozmawiać o książkach, blogowaniu i tym wszystkim, o czym rozmawiamy na formach, w komentarzach.

*   *   *

Mam wyrzuty sumienia. Przyznaję się do nich pod wpływem dzisiejszej notatki Kasi. Moje wyrzuty dotyczą odpowiadania na Wasze komentarze. Większość komentarzy pojawia się w dzień, kiedy jestem w pracy. Nie odpisuję na nie, bo wiadomo - jestem w pracy. Kiedy zaś wracam do domu, to nie zawsze po 8 godzinach pracy przy komputerze mam ochotę siadać przed ekranem. Czasami komentarze pojawiają się wieczorem, a ja widzę je dopiero rano, gdy przed ósmą otwieram pocztę. I tu koło się zamyka... Przepraszam jeśli czasami czekacie na moją odpowiedź zbyt długo. Staram się odpowiadać na każdy Waszych komentarzy i odpowiadam, nawet jeśli po kilku dniach. Wybaczycie?:-)

*   *   *

Na koniec - wielka prośba. Szukamy domu dla Petunii i Ptysia. Tam, gdzie są teraz, mogą być tylko do końca sierpnia. Może Wy lub ktoś z Waszych znajomych chciałby adoptować Petunię, Ptysia lub obydwoje razem?

Temple Grandin, Catherine Johnson. Zwierzęta czynią nas ludźmi.



Wydane przez
Wydawnictwo Media Rodzina


Tytuł i podtytuł (Jak zapewnić najlepsze życie zwierzętom w naszym otoczeniu) wiele mówią na temat tego, o czym jest ta książka. Grandin, której już przedstawiać nie będę (pisałam o niej tutaj i tutaj) pisze przede wszystkim o zwierzętach domowych, aczkolwiek dwa rozdziały poświęca zwierzętom dzikim, w tym mieszkańcom ogrodów zoologicznych. Osobne rozdziały zostały poświęcone psom, kotom, koniom, krowom, świniom oraz kurom i innemu drobiowi.

Grandin pisze w sposób fascynujący i każdy znajdzie w książce coś dla siebie. W rozdziale o psach autorka opowiada między innymi o tym, w jaki sposób funkcjonują wilki żyjące na wolności, obalając przy okazji wiele mitów dotyczących tych przodków psa. Istotne jest to, że Grandin nie obala tych mitów jako pierwsza (gdyż przed nią o wilkach pisali rozmaici autorzy), natomiast daje znakomity referat ze stanu badań naukowych.

Dla zachęty powiem, że ze wszystkich psów najbardziej podobne są do wilków syberyjskie husky, a nie, jak myśli większość ludzi, owczarki niemieckie. Naukowcy wyodrębnili piętnaście najczęściej występujących u wilków zachowań agresywnych i poddańczych, po czym pod kątem występowania owych zachowań zbadali różne rasy psów. Okazało się, że spaniel cavalier king charles przejawia tylko dwa z piętnastu wilczych zachowań, labrador retriever dziewięć, owczarek niemiecki jedenaście, a syberyjski husky wszystkie piętnaście.

Pisząc o psach Grandin podkreśla, że zwierzęta te w procesie ewolucji przeszły pedeomorfozę, co oznacza, że szczenięta psów przestają rozwijać się wcześniej niż młode wilki, a z tego faktu wynikają poważne konsekwencje, które Grandin pokazuje.

Mnie, rzecz jasna, najbardziej zainteresował rozdział o kotach. Koty, w porównaniu z pozostałymi zwierzętami domowymi, mają najmniej cech neotenicznych, co wynika z tego, że w najmniejszym stopniu poddały się naciskom selekcyjnym. Dorosły kot domowy ma tylko trzy zachowania "infantylne": ugniatanie łapami, miauczenie oraz burczenie (w polskim przekładzie mowa jest o mruczeniu; większość ludzi mówi, że koty mruczą, ale ja mówię, że nie mruczą tylko burczą). W skrócie idzie o to, że na tle wszystkich innych zwierząt, które człowiek udomowił, w kotach pozostało najwięcej "dzikiej krwi".

W ostatnim rozdziale Grandin odpowiada na pytanie, które często zadają jej czytelnicy, mianowicie: jak to się dzieje, jak to jest możliwe, że ona, która wie o zwierzętach tak wiele, jak mało kto, która kocha zwierzęta, ciągle pracuje dla przemysłu mięsnego, między innymi projektując urządzenia do rzeźni? Nie ujawnię tego, co w odpowiedzi na to pytanie napisała Grandin, powiem tylko, że jest to odpowiedź rzetelna, obszerna, dobrze uargumentowana i bardzo osobista.

Wojciech Widłak. Pan kuleczka. Radość.


Wydane przez
Wydawnictwo Media Rodzina

"Pan Kuleczka. Radość." to moje pierwsze spotkanie z serią książek o Panu Kuleczce i równocześnie miłość od pierwszego przeczytania. 

Pies Pypeć, kaczka Katastrofa i mucha Bzyk-Bzyk to towarzysze i przyjaciele Pana Kuleczki, którzy razem z nim odkrywają uroki i małe przyjemności codziennego życia. Teatrzyk kukiełkowy, lody w upalny dzień, spacer w parku, zabawa w chowanego - każdego dnia przydarza im się tak wiele miłych rzeczy, które trzeba tylko umieć je docenić. O tym właśnie jest ta książka, o docenianiu niespodzianek od losu, szczęśliwych chwil każdego dnia i tego, że wielkie szczęście czasem czeka na nas tuż obok. Ta książka jest jak plaster na nasze rodzicielskie zestresowane i zabiegane serca. Czytanie jej to przyjemność, czytanie Komuś Małemu na głos - przyjemność podwójna. Bo przecież każdy i każda z nas chce, żeby nasze dzieci po prostu były szczęśliwe, prawda? Pan Kuleczka uczy jak cieszyć się z tego co się ma i znajdywać radość tam, gdzie inni nie mogą jej dostrzec. 

Jeśli macie listę książek, które poprawiają wam humor i sprawiają, że czujecie się lepiej, a świat jest bardziej kolorowy - dopiszcie do niej "Pana Kuleczkę. Radość". I koniecznie wybierzcie się dziś nad jakiś staw popuszczać kaczki. Dlaczego? Odpowiedź znajdziecie w książce.

Izabela mama Heleny


18 sierpnia 2012

Mika Waltari. Egipcjanin Sinuhe.


Wydane przez
Wydawnictwo Książnica

Dawno, dawno temu czytałam "Egipcjanina". Kiedy jednak wróciłam do niego (bo do niego się wraca, a nie się po niego sięga) okazało się, że nic nie pamiętam, a wędrówka z egipskim lekarzem jest pasjonujaca. Od razu przyznam, że 3/4 książki wysłuchałam i to moje pierwsze w pełni udane spotkanie z audiobookiem. Nie bez znaczenia jest zapewne osoba, która czytała, czyli Pan Ksawery Jasieński.

Sinuhe, niczym Mojżesz, przypłynął z nurtem Nilu w łódeczce uplecionej z sitowia. Senmut, lekarz biedoty, i Kipa, jego żona, przygarnęli chłopca i usynowili. Kobieta wybrała imię, które nosił baśniowy bohater i tym samym, wedle opowieści, zdeterminowała życie Sinuhego, by toczyło sie podobnie jak życie jego legendarnego poprzednika. A było to życie barwne, bo Sinuhe będąc lekarzem odwiedził wiele obcych ziem, rozmawiał z wieloma możnymi, z władcami odwiedzanych krain i był również lekarzem faraona. Obserwował narodziny monoteizmu nad Nilem, śmierć Minotaura, życie w Babilonie i Jerozolimie. Wędrował szpiegując dla dowódcy wojsk faraona, wędrował, by rozwijać swoją wiedzę i umiejętności, wędrował - wreszcie - za porywem serca, dla tych, które kochał.

"Egipcjanin Sinuhe" to powieść, która - jeśli jej na to pozwolić - zawładnie myślami i sercem czytającego. Mika Waltari poprzez swojego bohatera pokazał duży wyimek historii, nakreślił bogactwo doznań, wierzeń, idei, które poruszały ówcześnie żyjących. 

Sinuhe, który widział wiele, który doświadczył życia od ubogiego dziecka, przez wyklętego, wyśmiewanego, po cenionego i szanowanego lekarza, w podeszłym wieku zrozumiał, co tak naprawdę liczy się w życiu.
Prawda jest jak patroszący nóż, prawda jest jak nieuleczalna rana w ciele człowieka, prawda jest jak ług żrący serce. Dlatego w dniach młodości i siły mężczyzna ucieka do domów rozpusty i mami oczy pracą i różnoraką działalnością, podróżami, władzą i budowaniem. Ale potem przychodzi dzień, gdy prawda przeszywa go jak oszczep i od tej pory nie ma już żadnej radości ze swoich myśli albo z pracy rąk swoich, tylko jest sam. [s.10]

Ta książka zachwyciła mnie tak bardzo, że aż brak mi słów, by dobrze, a nie rozwlekle, ją Wam zarekomendować. "Egipcjanin Sinuhe" to literackie arcydzieło, to opowieść o człowieku i jego kondycji, opowieść o sile i władzy, o mitach i zabobonach, o wierze i nadziei. Mika Waltari pisząc "Egipcjanina Sinuhe" zapewnił sobie w niebie miejsce wśród Wielkich Pisarzy.

17 sierpnia 2012

Cieszy mnie nadchodzący weekend


Obecność Wojtka w naszym domu elektryzuje pozostałe kotki. Energiczny kociak potrzebuje zabawy, więc gania za starszymi koleżankami, a te - odpędzając się od natręta groźnymi pomrukami - uciekają przed nim lub zniecierpliwione odwracają się i z gonionych stają się goniącymi. Oczywiście, najwięcej cierpliwości ma do nastolatka Nusia, która myje go, daje się gryźć w ucho i pozwala mu na wiele więcej szaleństwa niż pozostałe kotki. Duszka na Wojtka krzyczy, Sisi najszybciej odpłaca się goniącemu, a Gusia próbuje go przestraszyć. Zmęczone jego aktywnością zasypiają, synchronicznie, w koszykach.



Ale Wojtek się zmienia. Dorasta. Zdarza mu się już położyć na kołdrze, tuż obok nas i spać. Daje się wziąć na ręce i pogłaskać. Jest ciekawy, odkrywa nowe miejsca, poluje na balkonie na liście przynoszone przez wiatr i szuka dla nich skrytek w mieszkaniu. Ma chęć próbować wszystkiego z naszych talerzy, zagląda do kubków, pieca, lodówki. Odkrył również przyjemność spania w koszyku.



Weekendowa obecność w domu, z kotami pokazuje jak obecność kotów wycisza i uspokaja. Sisi, która  dopomina się uwagi tak długo, aż odłożę wszystko, przytulę ją i zacznę do niej mówić. Gusia nad ranem układająca się na mojej ręce, burcząca i liżąca mnie po powiece, by tylko poprosić o głaski. Duszka, która mimo, że jest nieco zrażona zabiegami leczniczymi wokół niej, z przyjemnością poddaje się dotykowi i asystuje w kuchni, nawet podczas krojenia cebuli. Nusia z westchnieniem układa się nocą na moich nogach, koniecznie chce spróbować sałatki z pomidorów i z przedziwnym zacięciem znajduje sobie miejsce do popołudniowej drzemki na czytanej przeze mnie książce.

16 sierpnia 2012

Książki z duszą

Lubię szperać wśród zakurzonych książek, lubię znajdować między pożółkłymi stronami notatki, bilety, odczytywać dedykacje i znajdować na mapach miast, gdzie znajduje się szkoła, której uczennica czy uczeń otrzymali książkę za dobre wyniki w nauce. Książki, które stały u kogoś na półce, książki z historią, książki z duszą. Prawdziwe cudeńka za niewielkie pieniądze będące świadectwem mijających dni. Takie jak te poniżej.
 Jan  Żabiński. Przekrój przez ZOO.
 Olgierd Budrewicz. Bedeker warszawski.
 Emil Zola. Wszystko dla Pań.
 Jak widać:-)
 Honore de Balzac i Wojtuś
Honore de Balzac i Wojtuś, ponownie.

Paszczęka Duszki

Zauważyliśmy, że Duszka je z trudem i mniej chętniej niż dotychczas. Zerknięcie w kocią paszczękę przekonało nas, by zarezerwować termin wizyty u Doktora.

W sobotę Duszka niechętnie zajęła miejsce w transporterze, niechętnie zajęła miejsce na stole w gabinecie lekarskim i swoje zniecierpliwienie okazała studentce ostatniego roku weterynarii odbywającej praktykę w naszym ulubionym gabinecie. Za chwilę jednak kotka dała się obejrzeć Doktorowi i później już, niejako z rozpędu, poddawała się głaskom studentki.

Okazało się, że Duszka ma zapalenie dziąseł. Dostała antybiotyk i leki przeciwzapalne w zastrzyku, tabletki do domu i maść do smarowania. 

Tabletki Duszka połyka, choć nie czyni tego z entuzjazmem. Natomiast smarowanie dziąseł irytuje ją niepomiernie i za każdym razem wyraźnie pokazuje mi swoje niezadowolenie z faktu, że została zmuszona do jakiegoś smarowidła. Za sugestią Doktora tą samą maścią smarujemy także dziąsła Nusi i o ile Duszka jest wzorem irytacji, to Nusia doskonale oddaje coś, co określić można mianem Furii.

W piątek jedziemy na kontrolę. Mamy nadzieję, że będzie poprawa, bo z naszych obserwacji wynika, że Duszce je się już znacznie lepiej niż przed przyjmowaniem lekarstw.

15 sierpnia 2012

Program partnerski, czyli nie jest tak pięknie jakby mogło być...

Dawno, dawno temu obiecałam notatkę o zooplusie i programie partnerskim. Czekałam na odpowiedz ze sklepu, ale skoro się nie doczekałam, to realizuję swoją obietnicę bez opinii "drugiej" strony.

Dziękowałam Wam jakiś czas temu za robienie zakupów w zooplusie za pośrednictwem reklamy sklepu zamieszczonej na kociokwiku. Uczestnicząc w programie partnerskim otrzymuję - w zamian za wspomnianą reklamę - procent od Waszych zakupów.

Miłym, jak się domyślacie, był zatem list z zooplusa, że oto uczestnicząc w programie nazbierałam 105 zł prowizji, która to suma została przelana na moje konto. Dostałam ów list w pewien czwartek, a przelewu dokonano w środę. Minął czwartek, piątek, weekend i poniedziałek, a pani w infolinii sklepu powiedziała, że ona co prawda nic nie wie o zasadach programu partnerskiego, ale od nich pieniądze idą zawsze długo. Idą... Doszły w czwartek. 

Jakież było moje zdumienie, gdy na koncie znalazłam przelew od zooplusa na kwotę 60 zł z dopiskiem "Prowizja BRE - 45 zł". Przeczytałam ponownie regulamin programu partnerskiego i NIE ZNALAZŁAM żadnej informacji nt. tego, że prowizją za przelew bankowy z konta zagranicznego obciążony jest partner sklepu, a nie sklep. Napisałam w ów rzeczony czwartek list do zooplusa. Dziś mijają dwa tygodnie od chwili, w której wysłałam list.

Jest mi przykro. I nie chodzi tu o 45 zł (za które mogłabym np. kupić żwirek), ale o to, że zostałam, a wraz ze mną i Wy, wykiwana. Przystępując do programu partnerskiego zooplusa nie otrzymałam pełnych danych nt. funkcjonowania tego programu, a co gorsza - gdy już okazało się, że jest jak jest - nie odpowiedziano na mój list mimo, iż na stronie wciąż widnieje informacja, że "z reguły zapytania opracowywane są w 24 godziny".

Na razie reklama zostaje. To, czy będziecie za jej pośrednictwem kupować, zależy od Was.

10 sierpnia 2012

Anne Plichota , Cendrine Wolf. Oksa Pollock. Ostatnia nadzieja.


Wydane przez
Wydawnictwo Czarna Owca

Moje spotkanie z nastolatką, która pewnego dnia dowiedziała się, że nie jest tak zwyczajna jak dotychczas myślała, uważam za udane.

Oksa przeprowadza się, wraz z rodzicami i babcią, do nowego domu. Jej rodzice postanawiają otworzyć restaurację w Londynie i przenoszą się z Francji do Anglii stawiając na głowie życie całej rodziny. Nowa szkoła i nowe otoczenie daje się jednak Oksie łatwo oswoić, bo u jej boku stoi przyjaciel, syn przyjaciół rodziny.

Nie da się ukryć, że historia Oksy Pollock inspirowana była bestsellerową opowieścią o chłopcu z błyskawicą na czole. Ale skoro już szukać wzorców to tam, gdzie są one sprawdzone i przyniosły dobre efekty, prawda?

Ciekawa jestem, czy Oksa Pollock zdobyła wielbicieli w Polsce i czy będą tłumaczone kolejne części książek z tą bohaterką.

P.S. W Chorwacji ukazały się już II i III tom:

09 sierpnia 2012

Izabela Sowa. Zielone jabłuszko.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Bohaterka książki Izabeli Sowy jest starsza ode mnie o kilka lat, więc wiele z jej doświadczeń jest jednocześnie moimi. 

Gdy czytałam - po raz kolejny - historię życia Ani Kropelki i jej bliskich w Bajkolandii, myślałam o tym jak bardzo różni się nasza codzienność od tej sprzed trzydziestu laty. Sytuacje dziś proste i  łatwe wówczas miały posmak sukcesu, a to co dziś wielu osobom sprawia trudności wówczas było proste. O czym piszę? O zakupach, czyli mówiąc ogólniej - o aprowizacji oraz o kontaktach międzyludzkich, przyjaźniach. 

Wyjątkowo podczas tego spotkania z "Zielonym jabłuszkiem" bliżej było mi do rozgoryczenia niż do nostalgii. Rozgoryczenia wynikającego z tego, w jakim  świecie musieliśmy dorastać.


Izabeli Sowie gratuluję powieści realistycznie oddającej atmosferę przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, a Was zapraszam do lektury.

07 sierpnia 2012

Konrad T. Lewandowski. Sensownik Matki Polki.


Wydane przez
Wydawnictwo G + J Książki

Konrad T. Lewandowski w książce, której narratorkę uczynił kobietą, podejmuje kilka ważnych tematów na pierwszy plan pozwalając wysunąć się problemowi zespołu stresu pourazowego. 

Mąż tytułowej Matki Polki to amerykański żołnierz, który z wojny w Iraku, oprócz pieniędzy, przywiózł nienajlepszy stan psychiczny. Kusiło by mnie, by napisać "przywiózł sobie", ale on przywiózł całej rodzinie: synowi i żonie także. Klaudia, spodziewająca się drugiego dziecka i ukrywająca ów fakt przed mężem, próbuje uleczyć traumę Davida sięgając po obrzędy pierwotnych wierzeń (a, po drodze, przypadkowo, prosząc katolickiego księdza o błogosławieństwo).

Trudno byłoby mi polubić nieco chaotyczną Klaudię. Owszem - wspierała męża zasługując na miano godnej kulturowych ról pisanych przez wojenne tradycje amerykańską i polską - ale mimo to, nie budziła mojej sympatii.

Im bliżej miałam do końca książki, tym bardziej nurtowało mnie pytanie co Autor uczynił głównym tematem powieści. I choć pozornie wydaje się, że to stres pourazowy wydaje się być motywem, wokół którego Konrad T. Lewandowski zbudował fabułę, mam dziwne przekonanie, że znacznie ważniejsze dla Autora było zaprezentowanie słowiańskich wierzeń.

Przeczytałam "Sensownik Matki Polki" z zainteresowaniem, ale bez upodobania. Za daleko jestem od poglądów przekazywanych przez Konrada T. Lewandowskiego w powieści.

06 sierpnia 2012

M.C. Beaton. Agatha Raisin i ciasto śmierci.



Wydane przez
Wydawnictwo Edipresse Polska

Zakończenie pracy zawodowej i rozpoczęcie okresu emerytalnego dla wielu osób jest czasem szalenie stresującym. Dobrze jest mieć wówczas jakiś plan działania na pierwsze dni, w których nie trzeba wstawać na budzik i pędzić do pracy. Agatha Raisin sprzedaje stworzoną przez siebie agencję public relations i wyprowadza się z Londynu na prowincję, do Cotswolds.

Spragniona towarzystwa i akceptacji mieszkańców miasteczka Agatha decyduje się wziąć udział w konkursie kulinarnym. Pozornie niegroźne wydarzenie kończy się zgonem sędziego, a podejrzenia wszystkich padają na nową w społeczności Cotswolds osobę.

Sympatyczny Bill Wong, ciekawska Agatha Raisin, nieprzyjazna Pani Barr i fascynujące wzajemne relacje łączące mieszkańców Cotswolds sprawiają, że pierwszy tom przygód ex-mieszkanki Londynu stanowi lekturę  zapewniająca miłą rozrywkę. Autorka zadbała o to, by czytelnicy spotkali się z wyrafinowanym angielskim humorem i by, poza przyjemnością płynącą z obcowania z książką, mieli okazję poznać miałomiasteczkową społeczność angielską.

Dziś w kioskach można kupić kolejny tom o frapującym tytule:
P.S. Strona serii.

05 sierpnia 2012

Sheila Roberts. Uliczka aniołów.


Wydane przez
Wydawnictwo Świat Książki

Emma, właścicielka sklepu z materiałami, Jamie - Czekoladowa Królowa i Sarah, właścicielka piekarni, dyskutując o swoim mieści wymyślają ideę przywrócenia miastu dobrej, pełnej atmosfery życzliwości. Inicjują akcję "Miej serce dla Heart Lake", której założeniem jest spełnienie codziennie jednego dobrego uczynku dla kogoś ze społeczności miasteczka. Zaangażowanie kobiet nie stanowi gwarancji tego, że wszystkim trzem paniom będzie się dobrze wiodło w życiu prywatnym i w interesach; każda z nich musi zmierzyć się ze swoimi "strachami".

Książka niestety bardzo nie dla mnie. Czytałam ją w pociągu zmierzając na wytęskniony urlop, ale nawet te cudne okoliczności nie przekonały mnie do tego, by bezkrytycznie zachwycić się "Uliczką aniołów". Owszem, doceniam ideę, doceniam pomysł jaki Autorka zrealizowała w swojej powieści, ale nie do końca umiem zgodzić się z tym, by dobrze zaopiniować sposób realizacji. Wiem, to ma być lekka książka, książka dobra do czytania na urlopie i pewnie taka jest... Ale moim zdaniem aż prosi się, by pewne wątki rozbudować, dodać głębi, a niektóre lęki zaprezentować w sposób bardziej wiarygodny.

A może jestem zbyt wymagająca, a Sheila Roberts napisała doskonałą, ciepłą powieść?

Ram Oren. Przysięga Gertrudy.


Wydane przez
Wydawnictwo PWN

W czasie II wojny światowej Żydów nie chroniło nic; ani pieniądze, ani koneksje. Gdy we wrześniu 1939 roku Niemcy zaatakowali Polskę Jakub Stołowicki był we Francji, a jego ukochana żona z synem w warszawskim domu. Nieobecność męża i ojca mogłaby mieć dla obydwojga groźne skutki, gdyby nie obecność Gertrudy, polskiej niani Michała Stołowickiego. To ta skromna, pracowita i przyzwyczajona do różnych kolei losu kobieta wyprowadziła z miasta Michała i jego matkę, a później opiekowała się chłopcem jak swoim dzieckiem.

Czasy II wojny światowej jak chyba żadne wydzierały z ludzi ich bohaterstwo. Postawieni przez okrutnymi faktami mogli być silni albo pogrążyć się w niemocy. Oczywiście, dużą rolę odgrywała w ówczesnych czasach ludzka życzliwość, wzajemna pomoc, odpowiedzialność wraz ze świadomością, że wydarzenia codzienne stanowić mogą o życiu lub śmierci.

Opowieść o Gertrudzie, oparta na wydarzeniach prawdziwych, jest świadectwem minionych dni. Świadectwem, którego nie można pominąć.

Kudłate szczęścia

Koty mają ustalony porządek dnia i mało co, jest w stanie je z niego wybić. Troszkę inny jest układ godzinowy weekendu, ale o tym za chwilę. W zwykły, roboczy dzień pobudka przypada gdzieś na 5 rano. Jestem wówczas budzona i proszona o jedzenie. Gdy ja wstaję, godzinę później, koty najczęściej leniwie snują się po domu, popatrują na mnie podczas mycia się i tylko Gusia prosi, by ja wypuścić na balkon. Gdy wychodzę z domu koty zasypiają mniej więcej do 10:00, kiedy to Duszka dostaje zastrzyk. Kolejne ożywienie kociuszków następuje koło 13-14, czyli w porze na obiad. A następne - gdy wracam koło piątej do domu. Z powodu ciepła koty przestały z nami spać. Wybierają podłogę, porzucając także wygodne koszyki. Na poniższych zdjęciach widać śpiące i leżące, a przyłapane w najróżniejszych miejscach.








Gusia powróciła do  świętowania weekendu. Wczoraj, podczas maratonu filmowego jaki sobie urządziliśmy nie schodziła z moich kolan, a dziś, koło 5 rano, postanowiła nas odwiedzić i podomagać się czułości. Burczała, lizała mnie po twarzy (a to się zdarza bardzo, bardzo rzadko), układała się to na mnie, to na Z. i ogólnie ujmując - migdaliła się intensywnie.

Obecność Wojtka ma dobroczynny wpływ na starsze kotki. Mały gania je, zaczepia, a one - z dużą urazą i oburzeniem, uciekają przed nim lub gonią go, by mu zademonstrować swoją przewagę. On sobie nic z tego nie robi, bo wie, że nie zrobią mu krzywdy, a poza tym - Nusia pozwala mu na wszelkie pozorowane walki, szaleństwa i czułości.

Codziennie odczuwam dobroczynny wpływ kotów na samopoczucie, na motywację. Kociaste uświadamiają co jest w życiu ważne, układają plan dnia wg tego, co jest dobre - dla nich i dla nasi sprawiają, że nie wyobrażamy sobie domu bez nich. też tak macie?

P.S. Może ktoś, kto jest najlepszym domem na świecie, chciałby dokocić się przyjmując Wojtusia do rodziny?

P.S. Z zooplusem nie jest tak fajnie jak pisałam ostatnio, ale całość opiszę, gdy dostane odpowiedź ze sklepu.

04 sierpnia 2012

Enrique Ortego. Iker Casillas. Skromność mistrza.


Wydane przez
Wydawnictwo SINE QUA NON

Na piłce znam się mniej więcej tak, jak na żużlu albo jak na chemii organicznej. Wiem jednak, że od kilku lat wszystkie ważne turnieje wygrywają Hiszpanie, a największą gwiazdą hiszpańskiej drużyny jest Iker Casillas.  Podczas ostatnich mistrzostw Europy wszyscy zachwycali się Casillasem, który prawie nie puszcza bramek i broni w takich sytuacjach, w jakich nikt inny nie dałby rady.

Popytałam ekspertów, czyli chłopów, i prawie wszyscy mówią, że Casillas to najlepszy bramkarz na świecie. Jeden tylko ekspert stwierdził, że równie dobrym bramkarzem jest Gianluigi Buffon, ale reszta ekspertów utrzymuje, iż Buffon w miarę skutecznie konkurowała z Casillasem dobrych parę lat temu.

Książka opowiada historię kariery wielkiego sportowca. Mamy tu opisy najważniejszych meczów, ale też mnóstwo anegdot z życia prywatnego Casillasa, anegdot, który nie usłyszymy podczas transmisji telewizyjnych. Chyba nie trudno się domyślić, że najbardziej interesowały mnie właśnie te opowieści okołosportowe.

Z pewnością książka jest skarbem dla tych, którzy uwielbiają wszelkie sportowe statystyki. Poza tym jednak autor nakreślił świetny portret wielkiego sportowca i naprawdę wielkiego człowieka; moim zdaniem tytuł książki jest idealny. 

Enrique Ortego, w końcu autor książki, pozostaje w cieniu i przytacza wypowiedzi mnóstwa osób. W swojej książce zamieścił opowieści samego Casillasa, jego mamy i taty, wielu trenerów, dziennikarzy sportowych i piłkarzy, w tym przyjaciół bramkarza reprezentacji Hiszpanii i Realu Madryt.

Na koniec dam cytat z wywiadu, którego Casillas udzielił dla Real Madrit TV w roku 2010: 
Pamiętam wszystkie moje mecze. Zawiodłem w czterech, czy pięciu. Właśnie po to mam wspaniałą pamięć. [s. 269] 

03 sierpnia 2012

TOP 10 NA MAKSA, czyli co czytać w upały...

Zabawę TOP 10 NA MAKSA obserwuję od początku i nawet - zarażona Waszymi polecankami - przytargałam z bibliotek kilka książek na lato.


Być może zabawa po drodze ewoluowała odchodząc nieco od pierwotnych założeń, ale przecież w każdym z nas emocje budzą się w reakcji na różne bodźce :-) Dziękuję zatem Agnieszce za klepnięcie i zapraszam do lektur: 

  1. Alexander McCall Smith z serią Kobieca agencja detektywistyczna - niebanalny humor, godna naśladowania bohaterka, zdumiewające miejsce akcji, czyli to wszystko, co z pewnością uprzyjemni Wam czas letni.
  2. David Guterson Cedry pod śniegiem - trudno mi napisać o tej książce nic poza tym, że warta jest przeczytania. Po prostu warta.
  3. Farley Mowat Nie taki straszny wilk - Kiedy czytałam tę książkę po raz pierwszy płakałam ze śmiechu. Teraz, gdy czytam ją po raz kolejny, mam to samo. Opowieść o badaczu naszpikowanym stereotypami, który podejmuje się obserwacji wilków w ich naturalnym środowisku. Niewielka, pouczająca i bardzo zabawna.
  4. James. Michener Powieść - Jeśli kiedykolwiek marzyliście, by zajrzeć do życia pisarza/krytyka/wydawcy, to "Powieść" Wam to ułatwi. Mądra, bez zbędnego zadęcia pokazująca życie okołoksiążkowej branży.
  5. Melchior Wańkowicz W ślady Kolumba, czyli Atlantyk-Pacyfik, Królik i oceany, W pępku Ameryki - Państwo Wańkowiczowie w Ameryce. Książki pisane w 1967, 1968, 1969 pokazują Stany Zjednoczone jakich nie znamy.
  6. Michael Connelly Betonowa blondynka - Twardy, oschły policjant Hieronymus Bosch początkowo budzić może niechęć. Ale później... Polecam wszystkie książki Connelly'ego.
  7. Olgierd Budrewicz Baedeker warszawski - O ile w książkach Wańkowicza obserwowaliśmy U.S.A, to w książce Budrewicza możemy przyjrzeć się Warszawie z lat 50. Warto - może komuś ułatwi to polubienie stolicy?
  8. Shirley Jackson Życie wśród dzikusów oraz Poskramianie demonów - Na książki S. Jackson zwróciłam uwagę dzięki polecance Padmy. Cudnie opisane perypetie życia rodzinnego. Momentów do tego, by się gromko roześmiać jest tam całe mnóstwo. Być może śmiech ów będzie po części wyrazem ulgi, że to nie Was dotyczą sytuacje opisane w książkach...
  9. Teresa Hołówka Delicje ciotki Dee - I znów Ameryka. Tym razem oczyma emigrantki, która wraz z mężem i dziećmi próbuje poczuć się jak u siebie po drugiej stronie oceanu. Autorce udało się idealnie (z doskonale wyważonymi humorem i ironią) wypunktować różnice między mentalnością Polaków i Amerykanów. Znów do śmiechu.
  10. William J. Caunitz Robota - Drobiazgowo, skrupulatnie pokazana praca policyjna. Słowem - bo to dobra robota jest!
Choć wymieniłam dziesięciu autorów nie udało mi się ograniczyć do dziesięciu książek. Dobrych książek jednak nigdy nie za wiele, a mam nadzieję, że uznacie te wymienione przeze mnie za interesujące. Z przyjemnością przeczytałabym teraz o tym, jakie książki polecają: Ela Zakuurzona, Skarletka oraz Bazyl.

P.S. Do polecania Noaha Gordona też dołączam:-)