25 czerwca 2014

Gilles Legardiner. Czego się nie robi dla mężczyzny.


Wydane przez
Wydawnictwo Sonia Draga

Przyznaję – zwabił mnie kot z okładki. Wiedziałam, że książka francuskiego pisarza należeć będzie do tych o których mawia się  „idealna książka na wakacyjne lenistwo”, ale zaryzykowałam.

„Czego nie robi się dla mężczyzny” jest książką taką jakiej oczekiwałam. Julie, bohaterka powieści, jest młodą kobietą, która jest na etapie poszukiwania Jedynego. Mieszkając od dziecka w tej samej dzielnicy czuje się w niej bezpiecznie i komfortowo – pieczywo kupowane od lat w tej samej piekarni i sąsiedzi, z którymi bawiła się na podwórku, stwarzają jej atmosferę Domu. 

Gdy pewnego dnia na skrzynce na listy zauważa nowe, intrygująco brzmiące męskie nazwisko, postanawia dowiedzieć się, jaki jest mężczyzna je noszący. Niemalże popada w obsesję na punkcie Ricardo Patatrasa – pełni dyżur przy wizjerze, by zobaczyć go wchodzącego po schodach, a gdy to nie zdaje egzaminu postanawia zajrzeć do jego skrzynki pocztowej. Ręka więźnie jej w wąskim okienku i w tym samym momencie nadchodzi nowy sąsiad…

Julie, mimo, że myśli ma wciąż skupione wokół Ricardo, zaczyna – jakby z rozpędu – dostrzegać innych sąsiadów i ich problemy. Chcąc zaimponować nowemu znajomemu pomaga przyjacielowi z dzieciństwa, zajmuje się ogrodem starszej pani i dostrzega, że praca w banku jaką wykonuje nie jest czymś, czym tak naprawdę chciałaby się zajmować.

Pozytywnie zaskoczyło mnie w tej książce kilka fragmentów. Pośród tekstów o zakochaniu, podrywaniu, snucia rozważań na temat obiektu westchnień bohaterka przemyca głębsze rozważania:
Oni naprawdę mają nas za idiotów… Stosują metodę kija i marchewki. Co roku miliony pracowników mają prawo do cyrkowego widowiska pod nazwą „rocznych rozmów ewaluacyjnych”. Jest to „nieformalne spotkanie, które ma na celu przeprowadzenie niezobowiązującej rozmowy na temat zachowań każdego z pracowników, pozwalających usprawnić działalność przedsiębiorstwa i rozwinąć talenty każdej osoby zatrudnionej”. Aż chce się w to wierzyć. Kto jednak przebrnął przez spotkanie, wie, jak olbrzymia otchłań dzieli tę ekscytującą zapowiedź od rzeczywistości. [s. 48]
Zdumiała mnie także wiedza Julie na temat muzyki  - w żadnym z wcześniejszych fragmentów książki nie znalazłam zapowiedzi tego, w jak profesjonalny sposób bohaterka skomentuje kunszt muzyczny nastoletnich artystów.

„Czego się nie robi dla mężczyzny” to niewątpliwie książka na wakacyjne odreagowanie stresu, zabiegania. Książka, przy której możemy pomyśleć, że inni są bardziej szaleni od nas i mają najzupełniej dziwaczne pomysły. Jest to także książka, w której – pod lekką, niezobowiązującą tematyką, Autor skrył kilka trafnych refleksji. 

Brak komentarzy: