23 kwietnia 2014

Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich

Świętujemy dziś. Świętują pisarze, wydawcy, czytelnicy... Świętuje cały, mam nadzieję, związany z książkami świat.

Taki dzień jak dziś idealnie nadaje się do tego, by zastanowić się nad tym jakimi czytelnikami jesteśmy. Ja, najkrócej ujmując, jestem zachłanna, uzależniona, czasami nieuporządkowana, ale nieodwracalnie zakochana w książkach. Portal księgarski Książka.net.pl proponuje dziś zabawę, która pomoże nam uświadomić sobie co z nami i naszym życiem robią książki:-) Podjęłam rękawicę - oto pytania i odpowiedzi:

Czytasz więcej niż jedną książkę miesięcznie? Tak. ..więcej niż jedną książkę tygodniowo? Tak. ..więcej niż jedną książkę dziennie? Zdarza mi się. Na przykład wczoraj.
Czytasz więcej niż jedną książkę naraz? Tak. ..więcej niż dwie książki naraz? Nie. ..więcej niż trzy książki naraz? Nie.  Straciłeś/Straciłaś rachubę, ile książek czytasz w tym samym czasie? Nie.
Wolisz randkę z książką od randki z nieznajomym/nieznajomą? Umawiam się na randki tylko z mężem i nie,  nie wolę od spotkań z nim randek z książką. Wolisz spotkanie z książką od spotkania z przyjacielem? Bywa. Wolisz randkę z książką niż z ukochanym/ukochaną? Nie.  Wolisz książki i tyle? :-D
Zasypiasz z książką częściej niż raz w tygodniu? Tak, zawsze zasypiam z książką. Nie zasypiasz z książką. Kto ma czas na spanie, kiedy jest tyle do przeczytania? ;-)
Masz jedną książkę na szafce obok łóżka? ..dwie książki na szafce obok łóżka? ..ogromny stos książek na szafce obok łóżka? Ogromny może nie, ale jakieś 3-4 książki. Nie masz szafki tylko gigantyczny stos książek, który ją udaje? Nie, aż tak nie;-)
Masz w domu półkę z książkami? Masz dwie półki z książkami? Masz trzy półki z książkami? Masz półki z książkami zamiast ścian w domu? Tak:-D Nie wiesz nawet, co to półki na książki, cały twój dom jest zbudowany z książek? ;-)))
Masz kartę biblioteczną? Masz wiele kart bibliotecznych? Oj, tak:-)
Czytasz przy jedzeniu? Tak.
Czytasz gdy rozmawiasz z przyjacielem? Nie, raczej nie;-)
Czytasz idąc ulicą? Tak.
Czytasz jadąc na rowerze? Nie.
Czytasz prowadząc auto? Zdarzyło mi się - podczas stania w korku. I słuchałam audioksiążki podczas jazdy:-)
Zdarzyło Ci się głośno śmiać podczas lektury? Tak. ..płakać? Tak. ..przeklinać pod nosem? Nie. ..przeklinać na głos? Nie. ..krzyczeć? Nie. ..rzucać książkę w kąt i wołać „DLACZEGO?!” Nie.
Czy kiedykolwiek przegapiłeś swój przystanek, bo czytałaś/czytałeś? Nie, ale byłam bardzo blisko.
Czy kiedykolwiek przegapiłeś swój pociąg, bo czytałeś? Nie;-)
Zdarzyło Ci się wziąć urlop na żądanie żeby dokończyć książkę? Nie. 
Czy nosiłaś/nosiłeś słuchawki podczas czytania (bez muzyki) tylko po to, żeby nikt Ci nie przeszkadzał? O, nie pomyślałam o tym...
Czy mając przed sobą ważne życiowe decyzje zastanawiasz się, co by zrobił Twój ulubiony bohater literacki? Nie, choć przy mniej ważnych czasami przemknie mi przez myśli ta, czy inna postać literacka.
Masz radykalne zasady co do pożyczania książek znajomym? Nie.
Nie pożyczasz książek i tyle? Pożyczam, ale tylko kilku osobom:-)
Masz problem z omijaniem księgarni? Nie.
Znasz wszystkich księgarzy z okolicy po imieniu? Nie. 
Idziesz do księgarni kiedy tylko dostaniesz wypłatę? Nie.
Kupujesz książki nawet jeśli nie stać cię na zapłacenie czynszu? Nie.
Za wszelką cenę unikasz przeprowadzki, bo masz tak wielką bibliotekę? Nie, choć zdaję sobie sprawę jak trudno byłoby mi się przeprowadzić:-)
W bibliotece czy księgarni czujesz się jak w domu? Zdecydowanie tak.
Marzyłaś/marzyłeś kiedyś o porwaniu swojego ulubionego pisarza żeby zmusić go do skończenia twojej ulubionej serii książek? Nie, aż tak radykalna nie jestem.
Jesteś dumna/dymny ze swojej zdolności do przekształcenia absolutnie wszystkiego w zakładkę do książki? Tak :-)
Nosisz przy sobie zawsze przynajmniej jedną książkę? Oczywiście - nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez książki. 


Wczoraj Wiktoria, autorka bloga "Przeczytaj mnie" zaprosiła mnie do zabawy. Zasady głoszą, że trzeba odpowiedzieć na pytania, wymyślić swoje i wskazać tych, którzy na nie odpowiedzą. I oto:

1. Jakiego bohatera bajki bałeś/aś się najbardziej? Niestety, nie pamiętam. Pewnie moja Mama będzie wiedziała:-)
2. Gdybyś  umiała/umiał malować, jaki obraz stworzyłabyś/byś jako pierwszy? Swojego wymarzonego domu.
3. Jajko czy kura? Kura. 
4. Podchodzi do ciebie dziecko i mówi „na ziemię, strzelają!”, co zrobisz? Padam.
5. Czego nigdy przenigdy w życiu nie zjesz? Mięsa.
6. Pomarańcze czy cytryny? Bez różnicy.
7. Czy istnieje książka, przy czytaniu której, miałeś/aś wrażenie, że została napisana specjalnie dla ciebie? Oczywiście, to "Terytorium Komanczów" Arturo Perez-Reverte'go.
8. Prowadzisz pamiętnik? Nie.
9. Dlaczego nie piszesz zwykłych listów na papierze? Nie mam do kogo.
10. Twój ulubiony drugoplanowy bohater? Ptaszniczka z cyklu książek o Marry Poppins.
11. Zamknij oczy, wyobraź sobie las, w lesie jest domek, w domku skrzynia. Co jest w skrzyni? (pierwsze skojarzenie!) Książka :-)

Mam tylko jedno pytanie, które brzmi "Jakim jesteś czytelnikiem?". Chętnie przeczytam odpowiedzi Padmy, autora bloga Wyliczanka.eu, Kasi Eire, Jane Doe, Agnes oraz wszystkich tych, którzy zechcą podzielić się swoją refleksją.

I na koniec - cudnie ironiczny komiks z Gackolandii. Należycie do DDK?


Udanego świętowania!

22 kwietnia 2014

Jo Nesbø i Harry Hole

Długo broniłam się przed urokiem prozy Jo Nesbø. Słyszałam wokół zachwyty, a im więcej ich słyszałam, tym bardziej dystansowałam się wobec gromady tych, którzy czytają o Harrym Hole. Lekkie wahanie przeżyłam po obejrzeniu "Łowców głów", choć to przecież inny, niż Hole, bohater, i książka spoza cyklu. Gdy jednak dostałam propozycję, aby wysłuchać powieści "Karaluchy" nagranej w formie słuchowiska, uległam. Uległam i uzależniłam się:-)


"Karaluchy" to druga książka z dziesięciu składających się na cykl o Harrym Hole. Zaczęłam swoją przygodę z twórczością Jo Nesbø od niej i już zawsze Harry będzie miał dla mnie urok Borysa Szyca; bo to ten aktor wcielił się w rolę norweskiego policjanta.

Na początku trudno było przywyknąć do hałasu miasta towarzyszącego powieściowym postaciom. Gdy już jednak przyzwyczaiłam się i zaczęłam traktować go jak tło, głosy aktorów wybiły się na pierwszy plan. Szczególną przyjemność sprawiało mi słuchanie dialogów Borysa Szyca i Bogusława Lindy; Linda odgrywa rolę Ivara Lokena.

Śmierć norweskiego ambasadora w domu publicznym to kłopot nie tylko kryminalny, ale i dyplomatyczny. Harry Hole oddelegowany do Tajlandii robi wszystko, by nie przeżyć szoku kulturowego i wyjaśnić sprawę, do której wyjaśnienia został wysłany.

Fragmentu książki posłuchacie tu, a na filmie poniżej zobaczycie jak realizowano nagranie:




Zauroczywszy się Jo Nesbø sprawdziłam którymi z jego książek w wersji audio dysponuje moja biblioteka i sięgnęłam ku początkom - powędrowałam z Harrym Hole do Australii. Fabuła porwała mnie na tyle, że pewne rozdziały wysłuchałam powtórnie, a wyobraźnia rozbudzona przez wcześniejsze słuchowisko, pracowała szalenie intensywnie. Na tyle intensywnie, że po "Człowieku nietoperzu", rozemocjonowana postanowiłam zrobić sobie przerwę.


Ostatnio, po wysłuchaniu spokojniejszych książek, zapragnęłam czegoś mrocznego i od razu pomyślałam o kolejnej książce Jo Nesbø. "Czerwone gardło", trzecia powieść z cyklu, dotyka problematyki nazizmu we współczesnej Norwegii, ale sięga też do czasów II wojny światowej i obecności norweskich żołnierzy w wojskach niemieckich. O moim zachwycie nad książką niech świadczy fakt, że nawet podczas świątecznych spacerów z psem słuchałam powieści (a zazwyczaj chodząc z psem nie słucham książek). Wartością dodaną do zajmującej fabuły "Czerwonego gardła" jest lektor, Tadeusz Falana. Mocny, zdecydowany głos, bezdźwięczne "h", optymalna interpretacja tekstu - można się zasłuchać.


Dziś w bibliotece czeka na mnie czwarta powieść. Oczywiście w wersji audio, czytana przez Tadeusza Falanę. Zostały mi trzy fragmenty "Czerwonego gardła" do wysłuchania, więc od jutra zacznę kolejne spotkanie z prozą Jo Nesbø. A Was, jeśli jeszcze nie przekonaliście się do Harry'ego Hole, zachęcam do słuchania.

19 kwietnia 2014

Czasami trudno uwierzyć...

Kiedy Zuzanna latem odwiedziła mnie w pracy i pokazała w niewielkim, podobnym z kolorystyki i rozmiaru do zabawki, transporterku swojego nowego tymczasa aż trudno było uwierzyć, że to taki maleńtas. Miał ranę na głowie i uszku, przepiękne ubarwienie i duży strach w oczach.

Nie pamiętam kiedy zobaczyłam Jerzyka, wraz z towarzyszącą mu Szczawinką, kolejny raz. Być może dopiero 10 września kiedy kociaki trafiły do nas na czas wakacyjnego wyjazdu swoich Dużych do nas. Szczawinka pierwsza nas sobie oswoiła - Jerzyk wolał przyglądać się z boku i dopiero upewniwszy się, że nic mu z naszej strony nie grozi odważył się do nas przytulać.

Malańtasami zajęła się Nusia, choć tak naprawdę najszczęśliwsze były same ze sobą. Ganiały się, odkrywały nowe zapachy, dźwięki spacerując po rozświetlonym słońcem balkonie, odwiedzały nowe dla nich miejsca, polowały na siebie na drapaku. 

Kibicowaliśmy wzrastaniu kotków i szukaniu im domu stałego. Gdy już zaszczepione, wysterylizowane, po 7 miesiącach spędzonych w domu tymczasowym znalazły wspólny dom, to mimo, że było nam smutno, że już ich nie zobaczymy, cieszyliśmy się, bo trafiły do dobrego domu, troskliwego, opiekuńczego, po prostu najlepszego (zaraz po domu Zuzanny, rzecz jasna).

Tym trudniej było nam przyjąć informację o chorobie Jerzyka. W pierwszym momencie myśleliśmy, że to może infekcja, coś do wyleczenia. Ale później dowiedzieliśmy się, że weterynarz podejrzewa FIP. A później... Później już Jerzyk nam zmarł. Zmarł Zuzannie, swojej nowej pani, ale i nam.


P.S. Zuzanna prosiła, żeby nie składać kondolencji.

15 kwietnia 2014

Odkurzam bloga...

gdyż zakurzył się okrutnie. Czas jakiś temu podjęłam decyzję o tym, by zmienić dział w pracy. Obowiązki inne, codziennie uczę się czegoś nowego, a bywa i tak, że pracuję częściej niż dotychczas. Nie piszę tego, by się skarżyć, ale po to być choć trochę wyjaśnić owo zakurzenie bloga.

Zwierzęca codzienność pookładała się na tyle, że koty akceptują psa, a pies koty. Wojtuś nosi na plecach namiocik, a Sara przygląda mu się ze zdumieniem. Nusia urządza pokabrzuszki, czy burczenia tuż przed Sarenkowym nosem. Gusia śpi na mnie, a zbliżającą się Sarę ostrzega syczeniem. Owszem, koty pewnie wolałyby żeby psa nie było, ale nie jest też tak, że dają nam do zrozumienia, że psa sobie nie życzą.

Zaczął się sezon balkonowy w pełni. Weekend na szczęście zaszczycił nas ładną pogodą i kociaste, a osobliwie Gusia, zaległy na szafkach łapiąc promienie słońca. Sara z ciepła zadowolona była nieco mniej, ale nieco pozwoliłam jej się zmoczyć w parkowej sadzawce, więc wytrwała. Nawet trochę biegałyśmy :-)

Niecierpliwie czekam do Wielkanocy - będzie kilka wolnych dni na to, by pocieszyć się zwierzakami.

Zdjęcia z jakiegoś wcześniejszego weekendu - zrobione przez Ciocię Z; dziękujemy. Na zdjęciach widać haszczory, które często spotykamy podczas parkowych spacerów. I Sarę :-)







P.S. Do dziś, gdy wpisuję słowa kluczowe w opisie wpisu na blogu, mam chęć kliknąć "Duszka".

John Bradshaw. Zrozumieć psa. Alexandra Horowitz. Oczami psa.


Wydane przez
Wydawnictwo Czarna Owca

Kiedy miałam tylko koty, to czytałam o kotach wszystko, co mi wpadło w ręce. Nie czytałam wiele o koniach, psach czy kanarkach :-) Od kiedy w naszej rodzinie jest Sara (a w zasadzie od chwili, w której już wiedziałam, że będzie), najpiękniejsza na świecie mamutka, o psach czytam wszystko, co się da. Książki Bradshawa i Horowitz przeczytałam dawniej (pomimo tego, że to książki o psach :-) ale ostatnio do nich wróciłam.

Lubię przeczytać w książkach to, co już o zwierzętach wiem i to, czego nie wiem. Wydaje się, że o zwierzętach o wiele więcej nie wiem, niż wiem, a zatem przede mną całe stosy książek i życie z naszymi zwierzątkami. Bradshaw i Horowitz to naukowcy, a do tego maja psy; ponadto umieją pisać, więc napisali ciekawe książki.

W roku 2012, a mówiąc dokładniej – w Boże Narodzenie 2012 roku - napisałam, że być może tezę o tym, iż antropocentryzm w podejściu do zwierząt jest postawą jak najbardziej błędną, należy uznać za najważniejsze przesłanie książki Bradshawa. Od Bożego Narodzenia 2012 roku przeżyłam kilkanaście miesięcy ze swoimi zwierzętami i przeczytałam wiele książek o zwierzętach. Po tym wszystkim wiem, że uniknięcie antropomorfizowania w stosunku do jest właściwie niemożliwe. Ale nie jest to wielki kłopot, to całe antropomorfizowanie; zresztą – nawet język zmusza nas do antropomorfizowania. Mówimy przecież, że zwierzę coś wie, o czymś myśli, czegoś chce, że nas kocha, że lubi i kocha inne zwierzęta, że kradnie jedzenie itd.

Właściwie to nie bardzo wiadomo, kiedy mówiąc o zwierzętach antropomorfizujemy, a kiedy nie. Sara co jakiś czas zwędzi nam coś, co sobie przygotowaliśmy do jedzenia; raz nawet zwędziła kiszoną kapustę. Ale czy Sara kradnie? Kradzież to termin używany w kontekście prawa i moralności, ale to są ludzkie prawo i moralność. Trudno wymagać od psa, żeby stosował się do naszej moralności i przestrzegał naszego prawa. Chyba zatem antropomorfizujemy mówiąc, że Sara kradnie?

Z drugiej strony Bradshaw pisze, klarownie przedstawiając stosowne argumenty, że istnieje rozsądny powód pozwalający przypuszczać, że psy naprawdę nas kochają, a nie, że tak nam się tylko wydaje”. [s. 222]

Temple Grandin w książce „Zrozumieć zwierzęta” pisze wprost: Zwierzęta kochają inne zwierzęta.

Wygląda na to, że w wielu przypadkach, kiedy mówimy o zwierzętach, nie antropomorfizujemy, bo na przykład kochanie jest uczuciem nie tylko ludzkim. Z książek „Zrozumieć psa” i „Oczami psa” dowiaduje się między innymi tego, że mamy wiele wspólnego ze zwierzętami. I coraz bardziej podobają mi się różnice, jakich między nami i zwierzętami jest mnóstwo.

02 kwietnia 2014

Święto Książek dla Dzieci


W naszym domu zawsze były książki. Wzrastałyśmy wraz z siostrą w otoczeniu bajek, baśni, powieści dla nastolatków, czy starszych czytelników. Widziałam czytającego Dziadka, w szufladach szafki należącej do Babci leżały książki w jej rodzimym języku, czytała Mama, a Tata po wypłacie zawsze wracał do domu z torbą pełną książek.

Dziś nadal wszyscy czytamy. Nie odżegnujemy się także od literatury kierowanej do najmłodszych czytelników. Czytamy Heli, czytamy zanim zaczniemy czytać Heli, żeby wiedzieć co jej podsunąć. Czytamy też swoje przy Heli, więc najmłodsza w rodzinie wie, że czytanie jest czymś, co robić warto, co robić jest miło. Odwiedzamy także wspólnie targi książki.

Wczoraj Hela, przy wsparciu dorosłych, robiła porządki w księgozbiorze. Budujący widok, prawda?






Sięgnijcie czasami po książki z dzieciństwa - ucieszą się:-)