28 lipca 2015

Polecanki


Od dłuższego czasu noszę się z myślą, by zaprosić Was do odwiedzenia stron/blogów, których lektura sprawia mi przyjemność. Nie wykluczam, że będę to robiła częściej:-)

Paragon z podróży odkryłam dzięki książce Patryka. Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie (napiszę o niej niedługo), a wędrując przez odmęty Internetu trafiłam na blog podróżniczy prowadzony przez Patryka i Bartka. Zakochałam się w zdjęciach, zaczęłam czytać i dodałam do stron odwiedzanych. 


Kojarzycie najnowszą książkę profesora Zimbardo i grafikę na niej? Jeśli ilustracja przypadła Wam do gustu, wejdźcie na bloga Kryzys Wieku.


Blog Godne życie opisuje codzienność, w której liczą się pieniądze. Liczą się, ale nie w ten sposób o jakim pomyśleliście:-) Autorka i jej rodzina zna wartość pieniędzy i wie jak oswoić życie, by było przyjemne mimo niewielkich środków finansowych.


Kanionek.pl to świat niby z bajki. Przestrzeń, zwierzęta, wokół zieleń, cisza i spokój. Ale nie oszukujmy się - to także mnóstwo ciężkiej pracy, ryzyka związanego mieszkaniem na prowincji, czasami - jak podejrzewam, bo na stronie tego nie widać - nieludzkim wręcz zmęczeniem.


Krynolina to spis blogów modowych. Nie chodzi tu jednak o modę współczesną, a historyczną, czy wręcz kostiumową. Przeglądanie blogów z tego spisu przysporzyło mi mnóstwo radości.


Miłego wędrowania :-)

27 lipca 2015

Sprzedaż książek na Synów Anarchii

Zaprzyjaźniony Dom Tymczasowy, czyli ten, w którym mieszkają Szczotuś i Tygrys (Maryś już przeprowadził się do domu stałego), nazwał kocich chłopaków - powodowany rzecz jasna zamiłowaniem do serialu - Synami Anarchii :-)

I na wsparcie finansowe owego Domu Tymczasowego sprzedają poniższe książki. Ceny są niższe od tych na allegro, książki w doskonałym stanie, a kociaki jedzą jak smoki (tu sprawdzicie ile kosztuje jedzenie dla kociąt). 


Gildia Magów - twarda oprawa - 5 zł
Nowicjuszka - 8 zł
Wielki Mistrz  - 15 zł (sprzedane)
Całość - 25 zł


Uczennica Maga - 13 zł (sprzedane)
Komplet 4 książek - 36 zł


Kapłanka w bieli - 12 zł


Ostatni z Dzikich - 17 zł


Szepty Dzieci Mgły i inne opowiadania - twarda oprawa - 10 zł (sprzedane)


Kobieta na krańcu świata - twarda oprawa - 20 zł


Czeczenia. Rok III. - 24 zł


Suche i wilgotne - 28 zł

Kupujący pokrywa koszty wysyłki. Wysyłam PP, paczkomatem. Można też odbierać osobiście. Zapraszam serdecznie:-)

P.S. W prawej szpalcie jest baner sklepu zoologicznego. Jeśli zrobicie zakupy wchodząc przez ten baner na konto Kociokwika wpłynie 3% od Waszego zamówienia. Polecam się:-)

P.S. A skoro Synowie Anarchii, to nie może zabraknąć mojego ulubionego:

25 lipca 2015

Złota Zakładka powraca


Kilka lat temu miałam przyjemność być w gronie osób, które zainicjowały proces wręczania Nagrody Blogerów Książkowych i dlatego z dużą radością witam reaktywację Złotej Zakładki. 

Czym jest owa Nagroda, jakie są zasady jej przyznawania i wreszcie, kto może zgłaszać książki do Nagrody i kto ma prawo głosu na już zgłoszone książki? O wszystkim dowiecie się ze strony Śląskich Blogerów Książkowych, którzy zadbali o ponowne pojawienie się Złotej Zakładki.

Niewiele książek, tych przeczytanych w minionym roku, przedstawiłam na blogu. Niektóre, wydane w 2014, czytam dopiero teraz. Zatem, aby było mi łatwiej uporządkować nominacje otworzyłam katalog biblioteczny, posortowałam książki wg roku wydania i zaczęłam żmudną pracę nad szukaniem książek, które po 1) przeczytałam, a po 2) chciałabym zgłosić do wyróżnienia Nagrodą.

Moje nominacje są następujące:

1. Najlepsza literatura kobieca.
Długie lato w Magnolii / Grażyna Jeromin-Gałuszka
Stuletnia gospoda / Katarzyna Majgier

2. Najzabawniejsza książka.
Kobieta z impetem / Mariola Zaczyńska
Pomelo się zastanawia / Ramona Badescu, Benjamin Chaud

3. Najlepsza literatura faktu.
Między światami / Marzena Filipczak
Mniej : intymny portret zakupowy Polaków / Marta Sapała
Białe : zimna wyspa Spitsbergen / Ilona Wiśniewska

4. Najlepsza książka dla dzieci i młodzieży.
Zosia z ulicy Kociej na wiosnę / Agnieszka Tyszka
Wakacje grzecznego psa / Wojciech Cesarz, Katarzyna Terechowicz
Ciocia Jadzia w Rzymie / napisała i zilustrowała Eliza Piotrowska

5. Najciekawsza książka z przeszłością w tle.
Znaki szczególne / Paulina Wilk
Czarny dom / Peter May 

6. Najbardziej wzruszająca powieść.
Miasteczko ostatnich westchnień / Grzegorz Gortat

7. Najlepsza powieść fantastyczna.
Golem i dżin / Helene Wecker

8. Najciekawsza intryga.
Pochłaniacz : (powietrze) / Katarzyna Bonda
Nie lubię kotów / Katarzyna Zyskowska-Ignaciak
Martwe popołudnie / Mariusz Czubaj

9. Najmroczniejsza powieść.

10. Najbardziej apetyczna książka.
Księgarenka w Big Stone Gap : o przyjaźni, wspólnocie i nadzwyczajnej przyjemności z dobrej książki / Wendy Welch

Książki, które nie pasują wg mnie do żadnej z kategorii, a na które chciałabym zwrócić Waszą uwagę, to:
52 tygodnie / Ludmiła Piasecka
Bóg zawsze znajdzie ci pracę : 50 lekcji jak szukać spełnienia / Regina Brett
Człowiek z wyspy Lewis / Peter May
Dzika strona jedzenia : utracone ogniwa zdrowego odżywiania / Jo Robinson
E-migranci : pół roku bez internetu, telefonu i telewizji / Susan Maushart 
Głosy rewolucji żywnościowej : możesz uzdrowić swoje ciało i świat tym, co jesz / John Robbins, Ocean Robbins
Księgarnia spełnionych marzeń / Katarina Bivald
Lawendowy pokój / Nina George
Transsyberyjska : drogą żelazną przez Rosję i dalej / Piotr Milewski
Wilki dwa : męska przeprawa przez życie / Robert "Litza" Friedrich, Adam Szustak
Wyspa na prerii / Wojciech Cejrowski

A gdy już zastanowicie się, które z książek wydanych w 2014 roku zasługują na Waszą, Blogerską, nagrodę, nie zapomnijcie wysłać własnych nominacji na adres: zlotazakladka@silesiaczyta.pl.

Autorom życzę powodzenia, a Wam - przyjemnego wybierania książek wartych nagrodzenia!

23 lipca 2015

Szczotuś i ferajna

W poniedziałek odwiedził nas Tymon. Na początku, mocno jeszcze zaspany, rozglądał się niepewnie, by za chwilę - rozejrzawszy się coraz baczniejszym spojrzeniem - ruszyć w szaleńcy bieg po mieszkaniu. Przedpokój, łazienka, przedpokój, pokój, balkon, i znów pokój, przedpokój, kuchnia. Po drodze, rzecz jasna, przebiegł Sarze po ogonie, wspiął się na wersalkę, poturlał w drapaku, zaczepił Wojtka, przewrócił butelkę z wodą, zapolował na Nusię i biegał, biegał, biegał. Człowiek Tymona donosi, że z powodu panującego u nich upału, Tymon większość dnia przesypia, a budzi się o 3 rano i zaprasza ludzi do zabawy. Na co ludzie, ku jego zdumieniu, reagują mało ochoczo.

Podobną energię mają też kociaki z zaprzyjaźnionego Domu Tymczasowego. Są jednak we trzy, mają trzy dorosłe kocie ciotki i swoich ludzi eksploatują w o wiele mniejszym zakresie. Owszem, przychodzą czasami przytulić się, gdy śpią, ale nawet i to uwielbiają robić synchronicznie w kocim stadzie. Człowiek jest potrzebny głównie do karmienia i sprzątania. A Tygrys, Szczotuś i Maryś, czekające pełne energii (choć na zdjęciach tego nie widać) na dom stały prezentują się tak oto:








Maryś (ten najjaśniejszy) jest kotkiem o dużej dawce strachu;-), więc powinien znaleźć dom albo w dwupaku z Szczotusiem albo dom na tzw. dokocenie. Tygrys natomiast jest kotem odważnym, silnym i z żywiołowością kroczącym przez życie. Szczotuś, jak to dziecko ani najmłodsze, ani najstarsze, jest opiekuńczy, ale i śmiały, szalony i bardzo energiczny.

Namawiam serdecznie do zaadoptowania chłopaków:-) Numer telefonu, pod którym uzyskacie pełnię informacji i umówicie się na wizytę przedadopcyjną to: 607 662 636.

Kociokwiki przeczekują upał. Mimo, że mieszkanie mamy chłodne, to temperatura powietrza wciska się przez uchylone okna i przejmuje dom we władanie. Dobre w tym jest to, że jedzą mniej - choć oczywiście Sara nie. Gusia uznała, że najprzyjemniej i najchłodniej jest w szafie z ręcznikami i wędruje tam dostojnie zaraz po tym, jak zje śniadanie. Wojtek dniem i nocą okupuje balkon, a tylko popołudnia spędza na regałach, zalegając pod samym sufitem. Nusia leży w przedpokoju w pozycji "myziaj mnie po brzuchu", a Sisuleńka, jakby nie robią sobie nic z upałów, zwija się w kłębuszek na bocianim gnieździe. Sara wykłada się tam, gdzie najchłodniej, a sądząc po entuzjazmie jaki okazuję, gdy tylko otwieram lodówkę, śmiem podejrzewać, że nie chodzi tylko o arbuza, który się od wczoraj tam chłodzi.

P.S. Bo w kocim spaniu nie chodzi o to, żeby było wygodnie:



21 lipca 2015

Katarzyna Żbikowska-Jusis. Kobieta w biegu.


Po książkę Katarzyny Żbikowskiej-Jusis sięgnęłam nieco z przekory wobec samej siebie. W podstawówce moje oceny z biegania nie wychodziły poza najniższe pozytywne, nigdy nie widziałam sensu, ani też przyjemności w tym, by zamiast chodzenia, poruszać się biegnąc. Nudne, męczące i właściwie po co?

Autorka opowiada o swoim życiu z bieganiem. Może właściwiej byłoby powiedzieć o bieganiu przez życie? Pracuje, jest matką, prowadzi - jak sama przyznaje - z mniejszym lub większym zacięciem, dom i biega. Zaszczepiona pasją biegania przez amerykański system edukacyjny, po przyjeździe do Polski długo mierzyła się ze specyficznym, krytykanckim podejściem nauczycieli do powierzonych sobie uczniów. Zanim ponownie uwierzyła, że bieganie może sprawiać frajdę, minęło nieco czasu, ale gdy już się o tym na nowo przekonała - ruszyła przed siebie.

Nie znajdziecie tu programów treningowych, ściśle rozpisanych diet, czy reklam butów i ubrań do biegania. Znajdziecie za to pełną pasji opowieść, że bieganie działa odświeżająco i motywująco, a ci, którzy mają wiele zadań są mistrzami w wykorzystywaniu każdej chwila dnia.

"Kobieta w biegu" to książka, która - choć lekka w odbiorze - zawiera ważne przekonania Autorki. Książka, która... Hm, hm... Zaraża;-)

Po tym, gdy skończyłam czytać książkę Katarzyny Żbikowskiej-Jusis, przygotowałam sobie wieczorem strój do biegania, a rano zasznurowałam tenisówki i pobiegłam. Biegnę tak co rano już dwa tygodnie, a wczoraj odważyłam się dołączyć do grupy Night Runners i choć trasę 6,28 km pokonałam z przyjemnością, to przyznaję, że na ostatnim kilometrze miałam kłopot ze złapaniem oddechu. Nie przejmuję się tym jednak zbyt mocno - za tydzień będzie lepiej:-)

Jeśli, tak jak ja, nigdy nie byliście przekonani, że bieganie daje moc i energię (po tym, jak już się złapie oddech, a ubrania wrzuci do pralki), sięgnijcie po "Kobietę w biegu". A później - nie jedźcie do sklepu po wypasione buty i obszczuplające* spodenki - tylko załóżcie wygodne ubranie, buty i biegnijcie. Po prostu przed siebie.

* Czyli obcisłe, opinające. Zawdzięczam słowotwórstwu koleżanki :-)

17 lipca 2015

Wyzwanie Minimalistki! Do prostszego życia.

Od pewnego czasu podczytuję różnego rodzaju książki o minimalistycznych konotacjach. I te, sugerujące robienie porządku we własnej szafie, i te, w których namawia się do robienia porządku we własnej głowie. Z każdej wydobywam coś dla siebie i choć niektóre z idei zostają ze mną na dłużej, a z innymi rozstaję się, bo nie są tak do końca moje, sam pomysł na minimalistyczne podejście do życia jest mi bliski. Owszem, słowo "minimalizm" zaczyna dominować w świecie czytano-pisanym i może to być irytujące, ale sam pomysł na to, by czynić swoje życie prostsze w świecie chaotycznym, rozpędzonym i egocentrycznym, pobrzmiewa kojąco i wyciszająco.


Na bloga, o którym zaraz wspomnę, trafiłam przypadkiem. I choć nie sądzę, abym została stałą czytelniczką, przyglądam się z zainteresowaniem projektowi "szafa minimalistki" prowadzonym przez Autorkę bloga, a teraz skusiłam się na wyzwanie minimalistki mające stanowić drogę ku prostszemu życiu. Katarzyna Kędzierska z bloga simplicite.pl już po raz drugi namawia do wyzwania, które pomoże się nam zmierzyć z przydasiami, półkami, na których odkładamy rzeczy tylko na chwilę, z paprochami w szafkach kuchennych, ale też nieuporządkowaniem w samych sobie. Oczywiście - to tylko propozycja, podpowiedź, zaproszenie do wspólnego działania, którego efekt zależy od każdego z nas, kto zdecyduje się przyłączyć. 

Aby ułatwić sobie pilnowanie zamierzeń wpisałam je do kalendarza. Nie jest to rozwiązanie idealne, więc dla uzupełnienia zadania na poszczególne dni zanotowałam także w papierowym kalendarzu (używam w tym roku LanyBook i dawno nie byłam tak zadowolona jak teraz).

Zaczynam dziś. Nie będę zanudzała Was opisami tego, jak wysprzątałam apteczkę, ale z pewnością coś na temat samego wyzwania napiszę. A może i wy dołączycie?

12 lipca 2015

Niedzielnik nr 56


"Lubię niedzielę, bo w niedzielę nic nie muszę" - pisałam tydzień temu na facebookowej stronie bloga, a teraz - tydzień później - mam chęć napisać to samo :-)

I z tego "nicniemuszenia" oraz atmosfery sennej i leniwej zapraszam Was do oglądania zdjęć.

 Nusia uznaje zasadę przymusu do mycia.












Tymon poszedł dziś na swoje. 
Trafił do bardzo sympatycznego domu i mam nadzieję, że będzie im razem dobrze.


Wczoraj w ogrodzie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach wymienialiśmy się książkami, uczyliśmy się jak rysować komiks oraz graliśmy w gry. Zabawa była przednia - humory i pogoda dopisały, było co wymienić i z kim pograć. A warsztaty zasługują na oddzielne pochwały. Śledźcie to, co dzieje się w bibliotekach:-)

08 lipca 2015

Anna Kamińska. Simona.


Skończyłam czytać książkę o Simonie Kossak i mi smutno. Nie, nie dlatego, że odwróciłam już ostatnią stronę tej opowieści. Smutno mi, bo choć białowieskie życie wnuczki Wojciecha Kossaka wygląda fascynująco, to podczas lektury nie opuszczało mnie wrażenie, że bohaterka książki jest postacią tragiczną. Osobą, która tylko na pozór żyje tak jak chce, a wszystko co robi, tak naprawdę służy temu, by udowodnić swoją wartość jako Kossakówna.

Miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu, podczas którego rozmowa dotyczyła pracy nad książką i nad reportażem o Simonie Kossak. Anna Kamińska wyznała, że bohaterka zaciekawiła ją w chwili, w której jej znajomi nie chcieli o niej rozmawiać, z werwą i entuzjazmem opisywała te rozmowy ze znajomymi Simony, do których udało się doprowadzić oraz te tropy jakimi próbowała pójść, a w jakich nic dla siebie - biografki - nie znalazła. 



Po części poświęconej książce nastąpił pokaz reportażu pt.: "Miejsce w raju" przygotowanego przez prowadzącą spotkanie redaktor TVP Białystok, Beatę Hyży-Czołpińską. Po filmie rozgorzała dyskusja na temat ochrony Puszczy Białowieskiej i tego w jaki sposób Simona Kossak walczyła o jej dobro.

[źródło zdjęć]
Przyznaję, że spotkanie przed przeczytaniem książki, dało mi nieco inny obraz Simony Kosak niż ten, który ostatecznie zobaczyłam na kartach biografii. Inny, czyli w moim odczuciu szczęśliwszy. 

Zdumiewa mnie to, że z całym swoim fiołem na punkcie zwierząt/przyrody, nigdy nie słyszałam o Profesor Simonie Kossak. Bywało przecież tak, że całe miesiące słuchałam  Radia Białystok, w którym Simona miała swoje gawędy "Dlaczego w trawie piszczy?". A reportaż, o którym wspominam powyżej, obejrzycie na stronie TVP Białystok.

Cieszę się, że dzięki książce Anny Kamińskiej miałam szansę dowiedzieć się o istnieniu Simony Kossak. Teraz zacznę czytać jej książki, by poznać lepiej jej patrzenie na przyrodę.

06 lipca 2015

Pierwszy raz

Czas jakiś temu Panna Pollyanna pytała o to, kiedy po raz ostatni zrobiłeś coś po raz pierwszy? Ostatnio mocno się nad tym zastanawiałam i postanowiłam zrobić coś pierwszy raz. Tym czymś był wyjazd w góry, z psem, dwudniowy, z noclegiem w schronisku.

Pierwszy popas na szlaku
Widok ze schroniska
Łąka do zostawiania zapachu
 Różne takie :-)









Górska rzeka ma w sobie pewien urok.
 I dobrze się nad nią śpi.

Podczas wędrowania nasunęło mi się kilka przemyśleń. Po pierwsze - chodzenie po górach składa się z wielu czynników ryzyka, czynników, które zaważyć mogą na powodzeniu lub niepowodzeniu wyprawy. Myślę tutaj o samym szlaku i jego wyglądzie, o oznaczeniach. Oczywiście, czynnikiem mającym wpływ na wędrowanie jest pogoda, a także - zależna od wędrującego - uważność lub jej brak. Pomylenie szlaku może przynieść mało pozytywne skutki. Ważne jest też to z kim wędrujemy oraz nasza i towarzystwa kondycja. Być może wędrowanie staje się psychicznie łatwiejsze jeśli ma się ze sobą namiot i wówczas, w przypadku zmęczenia, czy niewłaściwego oszacowania czasu niezbędnego do przejścia danej trasy, można go rozłożyć i zasnąć. Stałe miejsce noclegowe jest pewnego rodzaju ograniczeniem.

Po drugie - mnóstwo ludzi uczy dzieci, że zanim pogłaszcze się psa, należy zapytać osobę towarzyszącą psu o zgodę. I dzieci to robią, zazwyczaj. Szkoda tylko, że dorośli o tym nie pamiętają.

Po trzecie - przez pierwszy rok współmieszkania z Sarą odczuwałam niemalże misyjną konieczność informowania mijających ludzi, że to nie jest husky, to malamut. Już nie odczuwam tej konieczności, bo jakże mam podważać opinię babci tłumaczącej przejętym wnukom, że to nie wilk, tylko pies husky? Albo zachwiać pewnością siebie ojca rodziny, który autorytatywnie, mijając nas, rzuca w przestrzeń - "Husky!". Nie zdzierżyłam tylko w jednym wypadku, podczas odpoczynku na zaludnionym szczycie podczas wędrówki. Grupa około 15 osób zaczęła się głośno zachwycać pięknością Sary i rozwijać swoje opowieści o tym, co oni wiedzą o husky'ch. Brutalnie ściągnęłam ich na ziemię mówiąc, że to malamut.

Po czwarte - w restauracjach/barach prośba o wodę dla psa najczęściej budziła zrozumienie i wskazanie miejsca z wodą lub przyniesienie miski pod psi pysk. Zamówienie psu porcji ryżu lekko dziwiło, ale nie szokowało. Większym problemem dla obsługi okazywało się jednak nie to, co chcę dla psa, ale to, co zamawiam sobie. W jednym z lokali, zwanym szumnie restauracją, aż niemiło kelner dał mi odczuć, że rachunek jaki zapłacę za dwie porcje ryżu, surówkę z marchewki i herbatę, nie jest wart jego wysiłków. Tym bardziej, że siedzący przy stoliku obok ludzie wydali na same napoje 3 razy więcej niż ja. Trochę to przykre...

Po piąte - nie wiem, czy warto wybierać wariant: samochód + nocleg. Może jednak warto spróbować wariantu: pociąg + wędrówka i powrót tego samego dnia?