30 sierpnia 2015

O kiełkujących zębach i głaskaniu między książkami

Sierpień w Kociokwiku upłynął pod znakiem Sawy. Zamieszkała z nami w pierwszym dniu miesiąca i mimo, że nie wzbudziła zainteresowania kotów, wpadła mocno w serce Sary i moje.


Karmiona butelką błyskawicznie nauczyła się, że dźwięk budzika oznacza jedzenie. Biegała pod moimi nogami głośno domagając się karmienia, a reszta stada - mniej lub bardziej cierpliwie - bezgłośnie, acz wyraziście poganiała mnie do działania. Jedzenie dla Sawy oznaczało także śniadanie dla nich.


Małe koty szybko się uczą, więc i Sawa sprawnie opanowała korzystanie z kuwety (mimo, że musiała się do niej wspinać), wchodzenie na łóżko, czy fotele. Świat, wciąż wielki, oswajała powoli, ale ostoją w przestrzeni byłą dla niej zawsze Sara. To do niej szła się przytulić, a podczas wieczornego czasu na chwilę przed zgaszeniem światła leniwie drapała ją po brodzie, podgryzała w ucho, czy lizała po nosie. Sawa siadywała przy leżącej Sarze, jakby chciała móc zobaczyć i poczuć to samo, co starsza, spokojna, psia ciotka.

Gdy Malutka przestała jeść i zaczęła mieć kłopoty żołądkowe powędrowała na jeden dzień ze mną do pracy. Głównie spędziła czas w transporterze, ale na czas karmienia, pojenia i sprzątania trzeba ją było wyciągać. Mimo osłabienia bawiła się świetnie.



Okazało się, że kłopoty żywieniowe związane były z wychodzeniem zębów. Z pomocą farmakologiczną opanowaliśmy bolesność i kociątko zaczęło nadrabiać stracony czas:-) Broniła miseczki z karmą całą sobą, warczała na inne, zbliżające się zbyt mocno, koty i posunęła się do zastosowania rękoczynów wobec Nusi, która skończywszy swoją kolację uznała, że pożywi się u najmłodszej. Nie udało się.

Jakąś godzinę po zamieszczeniu w Internecie ogłoszenia o tym, że Sawa szuka domu zadzwonił telefon. Dwa dni później odwiedzili nas ludzie, którzy szukali towarzystwa dla swojego kocurka. A za kolejne kilka dni Sawa przeprowadziła się do swojego domu.

W Kociokwiku jest teraz 6 kotów (2 tymczasy) i pies. A gdy zabrakło tej najmniejszej i najmłodszej, czarnego Malutka, zrobiło się dziwnie pusto, cicho i spokojnie.

Skoro już o tymczasach... Nadal domu szukają Tygrys i Szczotek. Urodzeni w maju są teraz w takim wieku, że wciąż chcą i lubią się przytulać, wciąż mruczą i szukają głaszczącej ludzkiej dłoni, ale jednocześnie okazują daleko posuniętą żywiołowość. Nauczyły się błyskawicznie kociokwikowych zasad żywienia i spania i z dużą przyjemnością korzystają z możliwości spacerowania po osiatkowanym balkonie. Szukając domu wspólnego lub domu gdzie będą kolejnym kotem.


Sara zadebiutowała w roli pomocnika bibliotekarza. W ramach wakacyjnej akcji dla dzieci w jednej z bibliotecznych filii odbyło się spotkanie związane tematycznie z opieką nad zwierzętami. Koleżanka opowiadała o kotach, ja o psach, ale i tak najważniejsze było to, że na spotkaniu był pies i psa można było głaskać.





Za niedługo do kociastych przyjedzie ciocia J., a my z Mamutkiem wyruszymy na urlopowe ścieżki wędrowne. Trzeba nam już zmienić trasy spacerów :-)

26 sierpnia 2015

Marcin Wilk. Tyle słońca. Anna Jantar. Biografia.


Kiedyś nie czytałam biografii. Uznawałam je za mało zajmujące, przepełnione faktami, które nic mi osobiście nie wnoszą, bo zapamiętać ich nie zapamiętam, a poświęcić im uwagę podczas lektury trzeba.

Podejście to ewaluuje i obecnie jestem na etapie przekonywania się, czy dojrzałam do czytania książek biograficznych. Wybredna przy tym jestem okrutnie i niektóre postacie opisane przez biografów omijam z daleka, a niektóre poznaję bliżej zwabiona CZYMŚ. W tym przypadku owym CZYMŚ była sympatia jaką mam do autora bloga Wyliczanka, a tym samym Autora książki o Annie Jantar.

Z twórczości Anny Jantar znam tytułową piosenkę. I tyle. Usłyszałam o niej pierwszy raz, gdy podczas rosnącej popularności małej Natalii mama wyjaśniła mi, ze mama śpiewającej dziewczynki zginęła w katastrofie lotniczej. 

Książka Marcina Wilka przybliża mi postać polskiej celebrytki lat siedemdziesiątych. Mimo to, podczas czytania biografii czułam się jakbym była w pokoju z wieloma zasłonami - czasami, gdy już wchodzimy za kolejną i kolejną, cała prawda okazuje się być skryta za muślinową zasłonką, która wabi są przeźroczystością, ale nie daje łatwych odpowiedzi na pytanie o to, kto się za nią ukrywa.

Podczas czytania "Tyle słońca" widać pracę jaką Autor włożył w dotarcie do wielu, wydawać by się mogło - niby nieznaczących faktów. Ale on uznał, że są ważne, że należy o nich opowiedzieć współczesnym czytelnikom. I to - ów wybór w kreśleniu osoby, której biografię się pisze - wydaje mi się jednocześnie najpiękniejszą i najtrudniejszą stroną pisania.

Anna Kamińska pisząca o Simonie Kossak mówiła, że nie chciała jej wybielać, ale nie chciała też nadmiernie krytykować i trudno jej było chwilami zachować równowagę w tworzeniu portretu opisywanej kobiety. Ciekawa jestem, czy Marcin też miał z tym kłopot i z jak wielu faktów musiał zrezygnować, aby Anna Jantar ukazująca się na kartach jego książki, była taka, jaką chciał nam pokazać.

Kiedyś nie czytałam biografii. Dziś sięgam po niej coraz śmielej, bo zauważam, ze jak żadne inne książki, budzą we mnie rzadko dotychczas uruchamiane pokłady emocji.

23 sierpnia 2015

Niedzielnik nr 56


Pisałam o tym już niejednokrotnie - lubię ten stan, kiedy nic nie muszę. Niedzielne popołudnie wybrzmiewające muzyką na jaką mam ochotę, z książką i oddechami śpiących zwierzaków wokół mnie. 

Nie wiedzieć kiedy minęły wakacje. Podczas porannych spacerów czuć już w powietrzu zbliżającą się jesień, a ja mimo tego zwiastuna, na liście "do zabrania na urlop" umieszczam strój do pływania. Jeszcze tylko kilkanaście dni i wyruszę.

*   *   *

Ostatnio przekonałam się, że niektóre firmy, które świadczą usługi, świadczą owe usługi tylko teoretycznie. Zakupy w zooplusie robię od 2009 roku. Zamawiam sporo, zawsze z opcją dostawy kurierskiej do domu. Gdy w godzinach przedpołudniowych w domu był ktoś, kto mógł paczkę odebrać, nie było kłopotów. Od kiedy pracuję tak, że nie mogę czekać na kuriera o 8 czy 9 rano, problem się pojawił. Kurier przyjeżdża, zostawia awizo i już. A paczki lekkie nie są i dlatego cenię sobie bardzo opcję dostarczenia do domu.



W piątek od 7:30 dzwoniłam do GLS-u próbując poznać nr telefonu kuriera mającego dostarczyć mi dwie paczki, których etykiety widzicie powyżej. Gdy wreszcie osiągnęłam sukces i zadzwoniłam o 9:15, usłyszałam, że pan kurier to już u mnie był, nikogo nie zastał (dziwne, prawda?!) i wracał się, żeby zostawić paczki u sąsiadów, nie będzie, gdyż paczki są ciężkie i jemu się nie chce nosić. Wyraziłam przekonanie, że na tym chyba polega praca kuriera i usłyszałam, że paczki będą na mnie czekały w parcel shopie.

Oczywiście, odebrałam i przyniosłam. Zdumiewa mnie jednak obojętność zooplusa, który skarg na kurierów GLS-u przyjmuje na pęczki (vide: forum miau i stosowny wątek) oraz samego GLS-u. Mam coraz poważniejsze wątpliwości, czy mam chęć korzystać z takich "usług".

*   *   *

A teraz coś przyjemniejszego, czyli książki :-)


Jak widzicie, nie czytam w tym miesiącu zbyt wiele, a sama lektura "Pani fortuny" Grahama Mastertona zajęła mi tydzień. Przy czym przyznaję - warto było. "Pani fortuny" opowiada historię kobiety, która w początkach XX wieku postanawia być bankierem. Jej ojciec jest właścicielem banku, jej bracia przejmują schedę po ojcu, ale i ona ma zmysł do zarządzania pieniędzmi. Ku oburzeniu bankierów i innych panów z towarzystwa, w którym kobiety powinny zajmować się co najwyżej śpiewem, zarządzaniem kuchnią i wyszywaniem Effie wtrąca się do rozmów, doradza i wraz z braćmi zarządza wielomilionową fortuną. Kobieta idzie przez życie lekko wyobcowana, samotna, ale z pomysłem na siebie - kobietę pracy i pieniędzy. Cudna saga, o której napisanie nie podejrzewałam autora kojarzącego mi się głównie z horrorami.


Kolejne miłe odkrycie to książka Fiolki Najdanowicz. "Głośny śmiech" opowiada o życiu Fiolki, ale jest to opowieść mocno osadzona w kontekście przemian polityczno-społecznych i tym, co za nimi szło - głównie w kontekście polskiego rynku muzycznego, nowych gwiazd, przyjaźni. Autorka nie ukrywa gorszych okresów w swoim życiu, ale bez względu na to, czy opisuje swoją biedę, czy oszałamiający sukces, czyni to z dystansem i humorem. Podziwiam i rekomenduję lekturę; mimo mojej nędznej orientacji muzycznej książka sprawiła mi wielką, pozytywną, niespodziankę.



Rozczarował mnie natomiast "Papież sztuk". Mam wrażenie, że w temacie Lokiego Jakub Ćwiek już dawno powinien powiedzieć pas. Dość wyznać, że zajmujące mniej więcej 1/3 książki słowo od Autora przeczytałam z większym zainteresowaniem, niż opowiadania o Kłamcy.


"Lektor z pociągu 6.27" to dla mnie kolejny pstryczek w nos i zachęta do tego, bym częściej sięgała po literaturę francuską. Bohaterem powieści jest mężczyzna bezbarwny, nijaki, który pracuje w niszczarni książek. Codziennie, czyszcząc maszynę mielącą makulaturę, ratuje kilka przypadkowych kart książek, a ich treść odczytuje współpasażerom podczas porannej drogi do pracy. Bardzo klimatyczna, romantyczna opowieść, do przeczytania w jedno popołudnie.


"Nieprzewidziane konsekwencje miłości", podobnie jak wcześniej opisana książka, przypominają film. Jill Mansell, niczym twórcy "To właśnie miłość" pokazuje nam kilka powiązanych ze sobą osób, które ulegają - niczym błyskawicznie rozprzestrzeniającej się epidemii - wzruszeniom miłosnym. Jest tu humor, odrobina dystansu, tajemnica, zdrada, a całość dzieje się w Kornwalii, która wydaje się mieć w sobie coś specjalnego. Miła, niezobowiązująca, bardzo weekendowo-wakacyjna, lektura.


"Uderzenie szczęścia" to opowieść króciutka, z lekka nieporządkowana, ale szalenie motywująca. Kirk Douglas opowiada o udarze jakiego doznał mając już ponad osiemdziesiąt lat i o swojej żmudnej walce z afazją, która go dotknęła w wyniku udaru. Walce, którą wygrał i nauczył się, ponownie, mówić. Chylę czoła, podziwiam i pamiętam o tym, co przeczytałam w każdej chwili, w której myślę, że czemuś nie dam rady. Jeśli on dał, ja też muszę:-)

*   *   *

W prawej szpalcie bloga znajdziecie dwa ważne dla mnie "ogłoszenia". Jedno - priorytetowe - to informacja o kotach do adopcji. Po kliknięciu w obrazek zostaniecie przekierowani do stronę zawierającą zdjęcia i charakterystykę kociaków. Będę wdzięczna za udostępnianie Tygrysa i Szczotka i pomoc w znalezieniu im kochających ludzi.

Drugie ogłoszenie do zdjęcia książek, z którymi zdecydowałam się rozstać. Kilkanaście z nich znalazło już nowych właścicieli, ale wciąż zapraszam na zakupy. Ceny są do ustalenia, niższe niż te na allegro, a w przypadku większych zakupów możemy negocjować. 

*   *   *

Przede mną dwa tygodnie poświęcone przygotowywaniu trzech dużych wydarzeń kulturalnych, a co za tym idzie - pełne wytężonej pracy i nowych obowiązków. Jednym z nich jest oczywiście Narodowe Czytanie. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko się udało:-) 

15 sierpnia 2015

Pies je. Kot jada.

Sobota. Postanawiam pospać dłużej, co w moim przypadku oznacza, że budzik zadzwoni o 5:20. 

Jest jeszcze szarawo, gdy ze snu wyrywa mnie głośne dyszenia Sary. Na wpół obudzona myślę, że muszę wstać, otworzyć jej balkon, żeby miała świeższe i chłodniejsze powietrze. Obracam się i już wiem, czemu dyszenie było tak głośne - psica wpakowała mi się do łóżka i dyszała prosto w moje ucho. Przy poduszce siedzi Nusia, która widząc, że już nie śpię przystępuje do lizania mnie po czole. Z transportera ustawionego przy łóżku odzywa się zaspana Sawa; już za chwilę galopuje po mnie, by zajrzeć mi w oczy i ponaglić do wstawania.

Patrzę na zegarek. Jest 4:52.

Do łazienki idę szurając nogami. Sara zastawia mi drogę, Wojtek przebiega z podniesionym ogonem, Sisi radośnie pokrzykując wskakuje na lodówkę, Nusia robi baranki w progu łazienki, Sawa biega i krzyczy, jakby w nadziei, że im szybciej będzie się ruszała i głośniej wołała, tym łatwiej będzie mi podstawić jej miseczkę z jedzeniem. I tylko Gusia ze stoickim spokojem, mocno zaspana, spogląda na to całe szaleństwo z koszyka na koty.

Nabieram suchej karmy dla Sary do słoika, którym odmierzam dzienną porcję. Z opakowania tabletek na wspomożenie funkcjonowania stawów, wyłuskuję jedną i - wciąż uważając, by nie nadepnąć małego, czarnego wrzaskuna - idę do pokoju, w którym Sara tańczy taniec niecierpliwości. Napełniam miskę, zamykam za sobą drzwi - łapiąc w ostatniej chwili Sawę biegnącą na oślep do psiej miski - i idę do kuchni.

Ustawiam 4 miski i spodek na blacie kuchennych szafek. Otwieram puszkę i pasztecik dla juniorów. Napełniam miski, rozgniatam porcję pasztetu, by małej jadło się wygodniej i podaję wygłodniałym kotom. Pierwsi dostają Nusia i Wojtek, później Sawa. Miska Sisi staje przed nią na lodówce, a miska Gusi na parapecie. 

Spokój. I tylko dźwięki mlaskania dobiegające od misek świadczą o tym, że nie mieszkam sama. Nastawiam kawę, z którą wkrótce wracam pod kołdrę. Nie udało mi się dłużej pospać, ale chociaż kawę wypiję w łóżku. 

11 sierpnia 2015

"My, wróbelki", czyli o szukaniu wydawcy

To miała być długa opowieść, ale jest gorąco i nie mam sił pisać, więc będzie krótko ;-)

Pewna blogerka napisała o książce "My, wróbelki". Że zachwycająca, zabawna, pouczająca. Pożyczyłam, przeczytałam i uznałam, że miłe i z ciekawym humorem.

Kilka dni później rozmawiałam z Domowniczką Tymona. Okazało się, że jej praca dyplomowa to "My, wróbelki" - ulubiona książka jej siostrzeńców. Na zdjęciach poniżej zobaczycie jak wygląda ją książka oryginalna i odświeżona. 

Opowiadania zamieszczone w oryginale zostały z projekcie dyplomowym rozbite na kilka mniejszych książeczek, tak, by ułatwić dziecięce czytanie. Całość zebrana jest w czymś na kształt segregatora - twardej obwolucie. Zdaję sobie sprawę, że to, co było pracą dyplomową niekoniecznie musi być opłacalne w przypadku wydania książki na komercyjnym rynku. Niemniej jednak - Daria szuka wydawcy, którzy będzie chciał przypomnieć czytelnikom o wróbelkach i nawiązać z nią współpracę. 

Polecam "My, wróbelki" Waszej uwadze:-)









07 sierpnia 2015

Patryk Świątek. Dotknij Boga. W poszukiwaniu ludzi, którym pozostało tylko szczęście.


Wychodzisz z domu. Masz plecak, śpiwór i kilka adresów. Nie masz pieniędzy, karty do bankomatu, opcji "w razie czego przenocuję u wujka". Masz wiarę w to, że ludzie, których szukasz, otworzą przed Tobą drzwi. I mimo, że czasami zastajesz, wbrew swoim oczekiwaniom, drzwi zamknięte, jedziesz dalej, do kolejnego domu, którego istnienie ufundowane zostało na Bogu.

Ubodzy, silni pracą własnych rąk, są z ubogimi. Są obok nich, z nimi, bo napisanie, że niosą im pomoc mogłoby zabrzmieć pejoratywnie. Są, gdy ktoś odczuwa głód, gdy zatęskni za używkami, gdy roznosi go złość i wtedy, gdy świat wokół niego wydaje się mu być dobry, miły i pełen życzliwych ludzi (a to nie zawsze jest tak).

Sporo jeździłam autostopem i wiem jak bardzo zmienia się perspektywa podróży, gdy zaczynamy traktować ten sposób podróżowania nie jako wakacyjną przygód, ale jako jedyny - oprócz własnych nóg - środek transportu. Nocowanie w lesie, czy w parku miejskim też może wydawać się miłą rozrywką, o ile doświadczymy tego raz, czy dwa podczas włóczęgi letniej.

Stanięcie przed czyimiś drzwiami i poproszenie o nocleg jest trudne. Trudne jest w ogóle proszenie o pomoc, zgodzicie się? O jedzenie, ciepły i suchy kąt, modlitwę... Patryk Świątek zaryzykował i wyruszył.

Z tej książki tchnie spokojem. Serdecznością, ciepłem i czymś, czego nie waham się nazwać dotykiem Absolutu. To, co stało się doświadczeniem Patryka, owo dzieło, którego był świadkiem, nie może być tylko dziełem ludzi.

Rozejrzyjcie się. Może koło Was jest wspólnota, która tak, jak te odwiedzone przez Partyka, składa się z ludzi, którym pozostało tylko szczęście?

Przeczytajcie "Dotknij Boga" i zacznijcie uważniej spoglądać.

06 sierpnia 2015

Cały naród czyta, czyli o Bolesławie Prusie

5 września 2015 r. w całej Polsce odbędzie się Narodowe Czytanie. Po Mickiewiczu, Fredrze i Sienkiewiczu nadszedł czas na Bolesława Prusa i jego "Lalkę".


Z najsłynniejszą powieścią Prusa spotkałam się po raz pierwszy w szkole średniej i było to spotkanie dość pobieżne. Przeczytana w noc przed sprawdzianem z treści książka, nie porwała mnie, choć zdążyłam polubić Wokulskiego i wyłaniającą się z powieści Warszawę. Powrót do lektury  po kilku latach zaowocował moim zachwytem, a ostatnie wysłuchanie "Lalki" w interpretacji Jerzego Kamasa ów zachwyt jedynie spotęgowało. Czytane niegdyś "Kroniki" sprawiły, że Prus przestał być panem z książki do polskiego, a stał człowiekiem z krwi i kości, bacznym obserwatorem otaczającego go świata i mistrzem pióra.

Szukając informacji o Prusie, cytatów z jego twórczości, fragmentów tekstów publicystycznych i wiadomości o dotychczasowych wydaniach, trafiłam na coś, co mnie bardzo ucieszyło.

Otóż, jak głosi strona, Wydawnictwo Episteme wygrało konkurs na graficzne i redakcyjne opracowanie oraz wydanie edycji krytycznej "Pism wszystkich Bolesława Prusa" w ramach prestiżowego projektu naukowego z Narodowego Programu Rozwoju Humanistyki. To ogólnopolskie przedsięwzięcie badawcze realizowane jest pod auspicjami Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza.

Lubię wiedzieć, że wydano wszystko to, co napisał lubiany przeze mnie Autor. Lubię móc sięgnąć po dobrze opracowaną książkę, która nie tylko pozwoli mi poznać poglądy Autora na wiele spraw, ale pozwoli nawiązać silniejszą z nim więź, dając jednocześnie przyjemność płynącą z obcowania z porządnie wydaną książką. Jestem maniaczką książek oprawionych w płótna; na straganach bukinistów szukam wydań z lat pięćdziesiątych, zakurzonych, ale z płóciennymi okładkami. Mam taką "Lalkę", "Nędzników", "Moby Dicka", powieści Balzaka i Conrada. Tym bardziej cieszy mnie myśl o tym, że takie właśnie będzie "nowe" wydanie Prusa.






Tym, których nęcą rzeczy wyjątkowe, podpowiadam, że każdy z 35 tomów "Pism wszystkich Bolesława Prusa" zostanie wydany jedynie w 500 egzemplarzach.

Zamierzacie brać udział w Narodowym Czytaniu w Waszych miastach? Czytujecie powieści, nowele, publicystykę Bolesława Prusa? Lubicie reprezentowany przez niego okres literacki? Powieści pozytywistyczne i realistyczne?

05 sierpnia 2015

3 książki wiejące chłodem

Jak jest za oknem, każdy widzi. Jedna z telewizji opublikowała mapkę, w której wskazuje, gdzie wystąpią bardzo wysokie temperatury. Skoro gorąco i bardzo gorąco będzie prawie wszędzie, to składam Wam propozycje czytelnicze.


"Czułość wilków" to książka, którą czytałam kilka lat temu i którą obiecuję sobie przeczytać raz jeszcze. Może teraz jest dobra pora? Kanadyjska północ, pustkowie, zimno i tajemnica.


"Okrutny szlak" opowiada historię prawdziwą. W niewielkim miasteczku na Alasce wybucha epidemia błonicy. Ze względu na trudne warunki pogodowe surowice można dostarczyć tylko korzystając z psich zaprzęgów, co i tak nie jest łatwe. Oprócz samego opisu walki z przyrodą w książce znajdzie się mnóstwo informacji o psach ras północnych i historii ich relacji z ludźmi. Bardzo mocna, wchodząca w serce i pamięć książka.


"Zew natury" to opis wydarzeń jakie stały się udziałem autora. Postanowił on bowiem zostawić swoje dotychczasowe życie i wyjechać na Alaskę. Mieszkając tam przez rok zmagał się z pogodą, własnymi przyzwyczajeniami, samotnością i wszystkim tym, co człowieka spotkać może w zimnie i głuszy.


Czytaliście którąś z powyższych książek? Możecie polecić coś innego dla ochłody?

*   *   *

Dopisek na podstawie komentarzy z Facebooka:

Jakub Rybicki Po Bajkale
Dan Simmons Terror
Ilona Wiśniewska Białe. Zimna wyspa Spitsbergen
Jon Krakauer Wszystko za Everest
Joe Simpson Dotknięcie pustki
Alistair MacLean Noc bez brzasku
Michelle Paver Cienie w mroku
Agot Gjems-Selmer Nad dalekim cichym fiordem 
Tove Jansson Zima w Dolinie Muminków

02 sierpnia 2015

Gdyby wierzyć książkom...

to Sawa, która dołączyła do nas wczoraj ma 3 tygodnie. A może 2,5 tygodnia? Owszem ma wciąż przygięte do głowy, niezbyt duże uszy, chodzi już, a nie pełza, ale jest to chodzenie obarczone wieloma wahaniami i nieporadne w swej istocie. Przewrócona na plecy nie umie, niczym żuczek, stanąć na nogi.Umie za to pić z butelki, zajadać kawałki karmy dla kocich niemowląt, a głos ma donośny niczym syrena okrętowa. Gdy się na nią patrzy, łatwo uwierzyć, że praprzodkiem wszystkich stworzeń były ptaki.


Sisi i Gusia udają, że jej nie widzą. Wojtek obwąchuje ją z ciekawością, ale nie natarczywie. Nusia syczy (i ku mojemu zdumieniu Sawa syczy na Nusię). Sara ma duże cierpliwości wobec córczynych zapędów Sawy, ale są chwile, w których patrzy na mnie, ziewa i całą sobą daje znać, abym zabrała kocie dziecko z jej sierści. A łatwe to nie jest, bo małe wczepia się niczym małpiatka w ciepłą, dużą i mocno owłosioną ciotkę.


Sawa szuka domu stałego. Zostanie zaszczepiona, zaczipowana, wyposażona w kupon sterylizacyjny. Będę wdzięczna za rozsyłanie wiadomości o kotce:-)

*   *   *

Wczoraj odwiedziłam zaprzyjaźniony Dom Tymczasowy. Szczotuś i Tygrys w pełni sił i energii, a ich ciotki - wyważone i spokojne - też załapały się na zdjęcia. Brakuje tylko Czarci, która będąc niezdrową, odmówiła jakichkolwiek kontaktów z obcą babą i jej aparatem.

Pirania
Julia
 Szczotek i Tygrys
Tygrys i Szczotek

Przypominam o sprzedaży książek na rzecz chłopaków. I o tym, że obydwaj szukają Domu Stałego. Są uroczy do tego stopnia, że Dom Tymczasowy od kilku tygodni nie korzysta z TV - koci chłopcy są lepsi niż każdy program rozrywkowy i dużo lepiej odstresowują. Komu, komu? :-)

Miłej niedzieli!