26 listopada 2015

Astrid Lindgren. Ronja, córka zbójnika.

Wstyd się przyznać, ale nie pamiętam już ile lat minęło od mojego ostatniego spotkania z Ronją. Jednak bez względu na to, jak duży dystans czasowy dzieli mnie od tego dnia, w historię córki zbójnika wkroczyłam zdumiewająco łatwo.

Choć może nie powinnam się temu dziwić? Wszak powieści Astrid Lindgren mają ową magiczną właściwość, że porywają serca bez względu na ich, owych serc, wiek.

W Zamku Mattisa, w pewien wietrzny dzień, przychodzi na świat córka herszta. Wychowywana między zbójeckimi kamratami pierwotnie uważa, że kamienna sala jest cały światem. Gdy stała się nieco starsza i przyszedł czas, by wyruszyła poznawać samodzielnie świat poza Zamkiem usłyszała od ojca bodajże najpiękniejsze rady, jakie ojciec może dać swojemu dziecku:
- Uważaj na Wietrzydła, Szaruchy i zbójców Borki.
- A jak poznam, że to są Wietrzydła, Szaruchy i zbójcy Borki? - zapytała Ronja.
- Zauważysz - odparł Mattis.
- Aha - powiedziała Rojna.
- I uważaj, żeby nie zablądzić w lesie - ciągną Mattis.
- A co mam robić, jak zabłądzę? - zapytała Ronja.
- Odnaleźć właściwą ścieżkę.
- Aha - powiedziała Ronja.
- I uważaj, żeby nie wpaść do rzeki.
- A co mam robić, jak wpadnę do rzeki? - spytała Ronja.
- Pływać.
- Aha - odparła Ronja.
Prawda, że mądre?

Cieszę się, że ponownie sięgnęłam po historię Ronji. Ciepła opowieść o ludziach którzy się szanują, o emocjach, którym zdarza się brać górę nad spokojem i o tym, jak dobrze jest być kochanym.

Pisanie, że polecam byłoby truizmem.

16 listopada 2015

Jan Antoni Homa. Kręgi albo kolejność zdarzeń.


Rzadko przywołuję tu książki raz już opisane. Na prośbę czytelniczki bloga sięgnęłam ponownie do powieści Jana A. Homy i nie czuję, aby ponowna lektura "Kręgów", stanowiła czas zmarnowany. Wręcz przeciwnie.

Kiedyś, kiedy będzie dorosły i silny, sprawi, aby na jeden dzień ściany wszystkich zakładów, w których mordowano zwierzęta, stały się przeźroczyste. Ludzie muszą zrozumieć, czego są współsprawcami, w czym tak naprawdę biorą udział. Zrozumieć i poczuć odrazę. [s.221]
 To takie proste; każde zabicie jest aktem nieposzanowania wobec życia. Pogardy, której ulegamy, którą się zarażamy, którą nasiąkamy bez udziału woli i świadomości, której pełni jesteśmy dla innych niż my sami. Która nie pozostaje obojętna dla kształtu i funkcjonowania naszego codziennego świata. [s.286]
 Po chwili defilada ponad stu ocalałych z wypadku, szorujących brzuchem po ziemi ptasich karykatur, karykatur zdeformowanych przez człowieka i dla człowieka, ruszyła za ludzkimi przewodnikami w kierunku wsi. [ s. 301]

P.S. Poprzednio o książce pisałam tak.

09 listopada 2015

Szanowni Państwo z Działów Promocji - chylę czoła...

Ów świetny wpis zobaczyłam u Agnes z Dowolnika w sobotę rano. Ale jak wiecie, po lekturze poprzedniego postu, weekend miałam pracowity, a w sobotni wieczór nie dość, że nie pomyślałam o pisaniu czegokolwiek, to w dodatku, zasnęłam zanim zdążyłam otworzyć książkę, by przeczytać choć stronę, na dobry sen. Ale dziś, już wypoczęta przystępuję do - jakże miłej - pracy.

W listopadzie mija 8 blogolat. Mnóstwo czasu, mnóstwo książek i mnóstwo ludzi, których dzięki książkom poznałam, nawet jeśli poznałam tylko wirtualnie. W tym oczywiście ci, którym poświęcony jest dzisiejszy wpis, czyli pracownicy działów promocji wydawnictw. Wspominałam ostatnio, że tak długi czas jest doskonałą okazją do obserwowania migracji wydawniczych i pozabranżowych, ślubów, rozwodów, pojawiających się na świecie dzieci, dzieci rozpoczynających edukację, czy wręcz edukację kończących. Tak, wciąż mówię o ludziach z działów promocji i ich historiach :-) Osiem lat, to czas w którym można się naprawdę dobrze poznać.

Komu chcę podziękować w sposób szczególny?

Pan Artur, niegdyś z Muzy, dziś w miejscu mi nieznanym. Jako pierwszy zaufał blogerom, to od niego dostałam pierwsze książki do recenzji i to z nim, jeszcze na targach w Pałacu Kultury, ucięłam sobie co najmniej godzinną dyskusję o ulubionych pisarzach. 

Pani Magda z Wydawnictwa Literackiego. W czasie, gdy coraz lepiej poznawałyśmy się z Panią Magdą, okazało się, że poza pasją literacką, łączy nas również umiłowanie do zwierzaków. Widujemy się rzadko, ale nawet w mailach książkowych mamy zawsze miejsce na to, by podesłać sobie kilka słów o kotach i psach. Mam niejasne poczucie, że gdybyśmy miały okazję spędzić na rozmowach więcej czasu niż ten, który mamy na targach, w idealnych proporcjach wymieszałybyśmy tematykę zwierząt i literatury. Za dyskusje pełne zrozumienia, cierpliwość - dziękuję:-)

Pani Agnieszka z Wydawnictwa Czarnego. To także osoba, która zaufała mi na początku mojej recenzenckiej historii blogowania. Dziś kontaktujemy się rzadziej, ale zawsze myślę o Pani z dużą sympatią.

Maciej, niegdyś z Claroscuro, dziś w Business & Culture. Dzięki niemu przeczytałam mnóstwo książek z najodleglejszych części świata i poraził mnie "Świadek". A ci, którzy lubią Murakamiego, mogą się dzięki niemu cieszyć klubem na Placu Zbawiciela:-) Podziwiam i kibicuję!

Pani Agnieszka oraz Pan Antoni z Iskier. Pani Agnieszko, pamięta Pani nasze spotkanie na Jarmarku Dominikańskim? Do dziś żałuję, że nie miałyśmy wówczas możliwości wyskoczenia na kawę i pogadania o różnościach. Panie Antoni, uwielbiam z Panem rozmawiać i każdorazowo cieszę się widząc z daleka Pański uśmiech:-) Dziękuję Państwu za Stachurę, Konwickiego i wiele, wiele przyjemności z obcowania z doskonale wydawanymi przez Iskry książkami.

Pana Mariusza z EMG znałam tylko korespondencyjnie, ale to dzięki niemu odkryłam Gaję Grzegorzewską i jestem mu za to bardzo wdzięczna. Podobnie jak za odkrycie Macieja Malickiego. Panie Mariuszu, nie wiem, gdzie Pana losy rzuciły, ale życzę powodzenia gdziekolwiek Pan jest.

Pani Małgosia - kiedyś z Literatury. Zdecydowanie czułam się rozpieszczana przez Panią:-) Cudnie się z Panią współpracowało, myślałam z serdecznością o Pani książce, a  dziś często wspominam nasze kontakty z wielką przyjemnością.

Łukasz i Iza ze Skrzata. Zawdzięczam Wam poznanie twórczości Marcina Pałasza, powrót do książek o Mamie, Kaście i gangsterach oraz ostrożność z Nudzimisiami;-) Daliście mi szansę poprowadzenia gali nagród literackich dla dzieci szkolnych, napisania kilku słów na okładkę książki ulubionego pisarza i świetne rozmowy prowadzone na targach, w mailach, czy via Facebook. Iza jest już poza wydawnictwem, a Łukasz milczy, więc pewnie też już wywędrował ze Skrzata.

Pani Agata z Wydawnictwa Nasza Księgarnia. Ileż książek, ileż rozmów, ileż zachwytów literackich! Z Panią Agatą kojarzy mi się życzliwy uśmiech, zaufanie i szacunek. Jestem niezmiernie wdzięczna za serdeczność, zrozumienie dla mojego upodobania do historii Zosi z ulicy Kociej, dziecięcych audiobooków, czy prozy Katarzyny Majger. Dziękuję:-)

Pan Marcin z Publicata. Kiedyś zaskoczył mnie Pan pytaniami o blogosferę, blogerów i wzajemne relacje, powiązania oraz efekty naszego, blogowego, pisania o książkach w kontekście sprzedaży tychże. Nie na każde pytanie umiałam Panu odpowiedzieć, ale bardzo miło wspominam tamtą rozmowę i z przyjemnością witam się z Panem na kolejnych targach. Dziękuję za zrozumienie dla mojego umiłowania powieści Miki Waltariego :-)

Pani Ola z W.A.B., a dziś - jeśli dobrze pamiętam - w Bellonie. Miło wspominam, Pani Olu, naszą współpracę i wszelkie odkrycia literackie, na które mnie Pani namówiła.

Paweł z Impulsu. Gdy byłam czynną nauczycielką chętnie sięgałam po publikacje najlepszego - moim zdaniem - wydawnictwa oświatowego w Polsce. Teraz odeszłam od zawodu i siłą rzeczy pozostaję poza nurtem publikacji branżowych. Mimo to, współpracę z Pawłem wspominam szalenie miło:-)

Pani Marta (już nie) z Zakamarków. Kobieta o dużej energii, wielkim sercu i silnym uścisku dłoni. Zniknęła Pani, Pani Marto, ale mam nadzieję, że to nie oznacza końca naszej współpracy. Jeśli kiedyś będzie Pani szukała ludzi do współpracy przy okołoksiążkowych projektach, proszę o mnie pamiętać.

Moja historia blogowania naznaczona jest, Szanowni Państwo z Działów Promocji, Państwa stałą  i pozytywną obecnością. Jak pokazuje powyższa lista dziękczynna - z wieloma osobami nie mam już kontaktu, ale to one pomogły mi w drodze do miejsca, w którym dziś jestem. Za każdy życzliwy list, za rozmowy o książkach, życiu, pasjach - dziękuję. Za wyrozumiałość, cierpliwość, zaufanie, za udostępnianie linków, podsuwanie kolejnych wartych przeczytania lektur - dziękuję. 

04 listopada 2015

Wpis reklamująco-zapraszający

Najbliższy weekend obfitował będzie w najróżniejsze wydarzenia okołoliterackie. I choć zazwyczaj tego nie robię, dziś chcę zaprosić Was na to, co robimy. My, czyli Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach.

W piątek, o 10:00 ruszają Śląskie Targi Książki. Odwiedzając stoisko nr 18 będziecie mieli możliwość wzbogacenia Waszych księgozbiorów za niewielkie pieniądze. Każda książka za jedyne 2 zł, czyli w cenie drożdżówki. A nie idzie w biodra;-)

O 14:00 w Filii nr 11, na ul. Grażyńskiego 47, rozpoczyna się - po raz pierwszy w Katowicach - Żywa Biblioteka. O tym, czym jest Żywa Biblioteka i z kim możecie, podczas niej, porozmawiać dowiecie się z facebookowej strony.

Także w piątek, ale w Filii nr 14, na ulicy Piastów 20, na Tysiącleciu, możecie spotkać się z Ziemowitem Szczerkiem. Zapraszamy go również w sobotę na Targi, ale tam będziemy musieli trzymać się wytyczonych przez organizatorów Targów czasów; spotkanie w bibliotece daje większą swobodę. I, gdyby dyskusje przeciągnęły się do późna, zawsze można przenieść się do nieodległych miejsc gastronomicznych;-) A sądząc po różnorodności tematycznej książek Ziemowita Szczerka jest duża szansa na to, że dyskusje będą trwały i trwały... [Wydarzenie na FB]

W sobotę o 10:00 ruszamy z Targami i warsztatami literacko-artystycznymi dla dzieciaków. O 14:00 odbędzie się spotkanie z Ziemowitem Szczerkiem, a o 15:00 kolejne warsztaty. Oczywiście, cały czas będzie można na stoisku kupować książki.

W Filii nr 11 również o 10:00 rozpocznie się drugi dzień Żywej Biblioteki.

A o 18:00 w Fabularnej na Warszawskiej, zacznie się PechaKuchaNight organizowana przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Katowicach wraz z partnerami. Pecha Kucha ("peczakcza" - po japońsku „pogawędka”) to impreza organizowana w ponad 800 miastach na całym świecie. PechaKucha Night ma charakter otwarty i niekomercyjny, ma być okazją do spotkań ludzi twórczych, do pokazania ciekawych projektów szerszej publiczności i swobodnej wymiany myśli. Uczestnicy imprezy prezentują swoje pomysły wg prostego schematu: 20 × 20, czyli 20 slajdów po 20 sekund na jeden slajd, co daje w sumie 6 minut i 40 sekund prezentacji. Ciekawe, prawda?

W niedzielę zapraszamy na Targi. Ostatni dzień weekendu wzmożonej aktywności, bo przecież nie wzmożonej aktywności bibliotecznego Działu Promocji w ogóle ;-) Zapraszamy na organizowane przez nas spotkania, te opisane powyżej i inne. Zerkajcie TU i odwiedzacie nas:-) Czekamy;-)

03 listopada 2015

A w Kociokwiku...

Książki, książki, ale przecież też zwierzęta...

24 października przyjechała do Kociokwiku Kavka ze swoją Panią. Zdarza się jej być mało cierpliwą wobec innych kotów na swoim terytorium, więc, dla bezpieczeństwa Maleńtasów, Tola i Borek przeprowadzili się do Tymczasowego Domu Tymczasowego. Są tam rozpieszczane, rosną jak na drożdżach i energii mają aż je roznosi. Tola na przykład koniecznie chciała wczoraj pomóc cioci T. umalować sobie oczy. Bardzo, bardzo;-) Maluchy odwiedziła wczoraj Pani, do której mają docelowo trafić; potrzebne są jednak szczepienia, zatem kocie dzieci pomieszkają jeszcze trochę w owym TDT.




Pamiętacie Synów Anarchii? Zamieszkali w cudnym, troszczącym się o nich domu. Mają do dyspozycji trzech ludzi, spore mieszkanie i ogród. 





Sawa za to zamieszkała z kotem nieco od siebie starszym, z którym zaprzyjaźnia się powoli, ale od którego uczy się łobuzować. Choć znając Sawę i sławę czarnych kotów, zastanawiam się kto kogo uczy szaleństw;-)




Sara regularnie wizytuje bibliotekę zasługując w pełni na miano psa biblioterapeuty. Dzieci wypytują o różne rzeczy związane z psem i opieką nad nim, słuchają opowieści o malamucie tym z książki, i tym, którego mogą dotknąć. A później głaszczą, a Sara aż rozpływa się pod dotykiem dziecięcych rączek. Mamy zaproszenia już na dwa kolejne spotkania.





Kilka dni temu odwiedził nas Tymon. Wiecie... Czarne koty to jednak mają coś w sobie. Zeskoczył z rąk D. z czymś na kształt zniecierpliwienia (No, wreszcie mnie tu przyniosłaś), objął łapkami kufę Sary, otarł się o nią szybciutko i pobiegł zwiedzać. Zaczęli nawet lekko grandzić w Wojtkiem, a gdy Sara goniła ich, Tymon odwrócił się wyprowadzając cios w psie pyszczydło i pobiegł dalej. Wojtek był zauroczony młodym towarzyszem, bo starsze ciotki nie chcą się z nim ganiać i biedak cierpi.

Gusia uznała, że skoro przyjechała Pani, to chyba po to, żeby kot na niej leżał. Nie bacząc na posykiwania Kavki układa się na Mamie i zalega pomrukując cichutko. Kavka uznając ważność domowniczki nad gościem udaje, że nie jest wcale urażona i kładzie się na fotelu, który zajmuje z wyjątkową przyjemnością, by nie rzec rozkoszą, na kocim pyszczku. Obydwie, a wraz z nimi reszta stada, korzystają ze słonecznych i ciepłych dni, zasiadając na balkonie.

Nusia, kotka - nie oszukujmy się - doskonale wyposażona w tkankę grzejącą, tej jesieni miłością wielką zapałała do kosza na pranie stojącego nieopodal jedynego w domu włączonego grzejnika. Można powiedzieć, że do owego kosza obowiązuje kolejka, czy wręcz zapisy;-) Zazwyczaj zajmuje go Sisi, druga w kolejności jest Nusia, ale i Wojtkowi udało się tam przytulić na chwilkę.

Za to gdy przychodzi noc... Spod kocich ogonów wyciągam kołdrę, by móc się nią okryć tak jak lubię. Zasypiam ukołysana Nusiowym burczeniem i chrapaniem dobiegającym z psiego legowiska. A jeśli zdarzy mi się bezsen, to powrotu do marzeń sennych szukam z zwierzęcym rytmicznym oddychaniu.

02 listopada 2015

Patryk Vega. Złe psy. Po ciemnej stronie mocy.


Ostatnią noc października spędziłam w towarzystwie Patryka Vegi i jego rozmówców. Nie była to lektura łatwa i przyjemna, bo i tematyka poruszana w książce do uroczych nie należała.

Praca w policji zmienia. Nie pozostawia obojętnym człowieka, który ze zwykłego przechodnia staje się kimś mogącym decydować o czyimś życiu i śmierci. Nie jest czymś, co bez problemu można zostawić przy biurku w komendzie czy komisariacie. Jest brudna i brudzi, a tylko od siły charakteru i determinacji policjanta zależy jak bardzo służba policyjna i to, co ze sobą niesie, nie stanie się częścią jego osobowości.

Owszem, są tacy, którzy wykorzystują mundur. Są tacy, którzy chcąc ułatwić sobie życie sięgają po to, co moralnie lub społecznie jest przeciwieństwem etosu pracy policjanta. Na szczęścia są wciąż i tacy, dla których bycie policjantem to służba. Przemianom jednak ulegają wszyscy; przechodzący na stronę zła i ci zderzający się z okropieństwami jakie człowiek może uczynić człowiekowi i próbujący zdystansować się do tego, by wracając do rodzin, być "czystymi".

Przeczytajcie wywiady Patryka Vegi. Spróbujcie zrozumieć. Zachęcam Was do tego. 

Córka policjanta, który był w służbie 34 lata.