01 lipca 2016

Dzień Psa

Kiedy 1 lipca 2013 roku pisałam ten wpis, nie spodziewałam się, że już jesienią moja tęsknota do zamieszkania z psem zostanie zaspokojona. Po latach kociego towarzystwa postanowiłam zaprosić do domu także psa - malamutkę, którą już świetnie znacie, Sarę.


Sara miała być pierwotnie tylko psem tymczasowym, do chwili, w której Fundacja znajdzie jej najlepszy dom pod słońcem. Okazało się jednak, że nie wyobrażam sobie życia bez niej, więc została w Kociokwiku i już 11 października będziemy świętowały wspólne trzy lata.

Jak to jest mieć psa? Ten kto nie ma - nie zrozumie. Ten, kto psów się boi lub ich nie rozumie, nie zrozumie tym bardziej.

Dzwoni budzik. Oddech Sary zmienia częstotliwość. Na dźwięk mojego głosu zaczyna delikatnie, mocno jeszcze zaspana, machać ogonem. Wstaję, więc wstaje i ona. Zagradza mi drogę do kuchni, do której w zasadzie wkładam tylko rękę, by włączyć ekspres. Gdy się myję ona leży w progu łazienki, by za chwilę powędrować ze mną do sypialni. Z zainteresowaniem śledzi każdy łyk kawy, bo im szybciej ubędzie jej w filiżance, tym szybciej pójdziemy na spacer. Wędrujemy pustymi, mokrymi od rosy ścieżkami parku, czasami ją zagaduję, czasami muszę przywołać, a czasami obserwuję tylko uśmiechając się coraz szerzej jak szuka w wysokiej trawie zapachów przebiegającego nieco wcześniej zająca.

Jest ze mną zawsze, gdy gotuję. Gdy biorę na kolana koty, przybiega sprawdzić, czy może jednak chciałabym je zrzucić. Jeśli robię sobie piżama party i z książką, herbatą i czymś smakowitym ląduję w łóżku, pilnuje mnie najdokładniej pod słońcem i zdecydowanie okazuje kotom, że nie są mile widziane (przynajmniej do chwili, do której mam jedzenie).

Zasypiam, a ona śpi na swoim legowisku lub tuż przed łóżkiem. Sapie mocno przez sen, czasami gdzieś biegnie, czasami wita się z kimś machając ogonem. 

Lubię ją mieć przy sobie.

Ale pies (i w ogóle zwierzęta), to nie tylko przyjemność. To także obowiązek. Plan dnia ustawiacie pod psie spacery. Podobnie jak spotkania towarzyskie oraz wszelkie inne zajęcia. Tak, także treningi, wspólne wypady rowerowe, bieganie, czy cokolwiek innego aktywnego robicie. Nie zawsze Wasz pies może czy wręcz powinien towarzyszyć Wam podczas aktywności fizycznej. Może nie pozwala mu na to jego wiek lub kondycja, a może Wasi współtowarzysze ćwiczeń nie czują się bezpiecznie z psem? Wyjazd z miasta, szczególnie latem, też nie jest łatwy. Jeśli macie samochód z klimatyzacją lub lubicie podróżować nocą sprawa jest ułatwiona. Wystarczy jedynie znaleźć miejsce, gdzie przyjmą Was z psem, a to się na szczęście robi coraz łatwiejsze (vide nasza ubiegłoroczna wycieczka). Ale pamiętajcie, że samotne wyprawy z psem oznaczają np. zastanawianie się, co zrobić z czworonogiem, gdy chce się w zatłoczonym schronisku na szlaku, wejść do łazienki. My wchodziłyśmy razem. Pociąg czy autobus jako środek komunikacji nasuwają większe ryzyko - inni ludzie mogą nie życzyć sobie Waszego towarzystwa. Zostawienie psa w domu wymaga znalezienia dla niego opiekuna, więc tu kolejne logistyczne zadanie. 

Pomijam obowiązki podstawowe, czyli troskę o dobrostan zwierzęcia. Są tak podstawowe, że aż czuję, że nie powinnam o nich tu pisać; jesteście zbyt świadomymi ludźmi.

Życie ze zwierzętami jest bogatsze od tego bez nich. Pełniejsze, szczęśliwsze, dające więcej satysfakcji. Uczy wielu rzeczy - żonglowania czasem, sobą, dokonywania wyborów, odpowiedzialności. Przegania egoizm i antropocentryzm, kształci wyrozumiałość, cierpliwość, umiejętności komunikacyjne.

Życie z psem jest pięknym życiem. Doceniam i cieszę się każdym dniem z Sarą. Pomyślcie o swoich psach, a jeśli jeszcze nie zaprosiliście żadnego do swojego życia, to może właśnie dziś, w Dniu Psa, warto to rozważyć?


Jeśli zrobicie zakupy w zooplusie wchodząc do sklepu przez baner sklepu w prawej szpalcie bloga, to procent od Waszych zakupów zasili miski Sary i kotów. Zachęcam i serdecznie dziękuję tym wszystkim, którzy tak zrobią:)

5 komentarzy:

Agnieszka z Niebieskiego Stoliczka pisze...

Śliczny piesek :) Miałam kiedyś owczarka niemieckiego, dostarczał mi wiele radości :)

Moreni pisze...

Lubię psy (właściwie to ja wszystko lubię, ostatnio nawet pająki).:) Ale doszłam do wniosku, że to nie jest zwierzę dla mnie. Po prostu nie byłabym w stanie zaspokoić wszystkich jego potrzeb. Leniwa buła ze mnie, ze spacerami porannymi ciężko by było; wychowanie psa to ogromna odpowiedzialność i nieustanny obowiązek, jak z dzieckiem, bardzo czasochłonny. Poza tym Luby boi się dużych psów. Myślę, że to równie ważne, żeby przemyśleć swoje ograniczenia (niestety, często pomijany przez hurraoptymistyczne kampanie w mediach na rzecz adopcji. Problem co prawda jest znacznie bardziej złożony, ale finał jest taki, że zwierzęta wracają do schronisk) gdy wybiera się czworonożnego towarzysza. I dlatego nam towarzyszą trzy świnki.:)

Ale nie wykluczam, że kiedyś będę mieć psa i będzie sobie biegał po moim prywatnym, przydomowym ogródku. I będzie to mops albo buldog francuski (boston terier odpada, bo może się nie dogadać z gryzoniami w domu) Tylko najpierw muszę mieć ten dom i ogródek.:)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Agnieszko,
:-)

Moreni,

oczywiście, że to ważne i cudnie, że jest coraz więcej osób, które tak jak Ty świadomie wybierają zaproszenie lub nie zwierzęcia do swojego życia. Zawsze warto rozważyć, ale nie zawsze jest dobry czas na adopcję. Wcale nie wiem, czy gdybym dotychczas nie miała zwierząt, to z dnia na dzień czułabym się gotowa do adopcji kotów i psa. Może żyłabym w niezasierścionym, pustym mieszkaniu i nikt nie wyrywałby mi szczoteczki do zębów, żeby powąchać pastę, nie rozpychał się na poduszce, nie siedział na środku kuchni łakomie spoglądając na każdy mój ruch, czy w końcu - nie deptałby mi po twarzy w środku nocy, gdy go najdzie ochota na okazywanie miłości.

:-)

Kocham duże psy. Północniaki, owczarki wszelkich ras (choć wiem, że nie umiałabym ogarnąć kaukaza), leonbegery, pasterskie - słowem duże i puchate:-)

Marcin Pałasz pisze...

Ściskamy i merdamy - Marcin i Elf

Marcin Pałasz pisze...

Ściskamy i merdamy - Marcin i Elf