30 kwietnia 2018

Sezon się zaczął...

Gdyby nurtowało Was na pytanie na co zaczął się sezon, to czym prędzej spieszę donieść, że na tymczasowanie.

23 kwietnia, wieczorem, zamieszkał w Kociokwiku Lord. Lord Biszkopt lub Sir Herbatnik - jak kto woli :-D Powoli, spokojnie przemierza mieszkanie, choć zdarzają mu się zabawy z myszką, łapanie promieni słońca, czy wskakiwanie na komodę i zaglądanie do łóżka. Pewnie miałby ochotę spać razem ze mną, ale Nusia wyraźnie daje mu do zrozumienia, że nie jest mile widzianym gościem (i to w mieszkaniu, a co dopiero w łóżku), więc trzyma się na dystans. Uwielbia być głaskany, cichutko mruczy, wzorcowo korzysta w kuwety, zjada ze smakiem to, co mu postawiono - kot ideał. Wstępnie jest ktoś zainteresowany adopcją, ale gdyby jednak nic z tego nie wyszło - to Lord będzie szukał domu.


Skoro tydzień zaczął się od nowego kota, to i nowym kotem skończył. W piątek raniutko prosto ze schroniskowej klatki przywiozłam tę oto piękną, ruchliwą, jak każde młode kocię, panienkę. Otrzymała imię Na(r)nia, ale dla wygody w rozmowie z nią wyrzucam owo środkowe "r". Nania jest, jak na czterotygodniowe kocie dziecko przystało, ciekawa świata, nieustraszona, mięciutka, delikatna i wszędobylska. Tak, na nią również czeka już dom:)


O ile Lord został od progu skrzyczany przez Nusię, a i Sisi wyraziła swoją negatywną opinię na temat jego obecności, tak Nanię kocice przyjęły z dużo większą wyrozumiałością. Kocur jest nadal traktowany jako intruz, mała - choć żadna z ciotek nie poświęca jej czasu - pełni rolę kulki we fliperze, która po prostu jest. Nusia nawet nie wyraziła dezaprobaty po tym, jak Nania wpakowała się jej cała do miski z jedzeniem. 



Sisi żyje własnym życiem. Wygrzewa się na słońcu, w nocy przychodzi przytulić się do mnie i współdzielić ze mną poduszkę, a dnie spędza albo na balkonie, albo na komodzie w przedpokoju, skąd ma dobry ogląd na cały dom i wszystkich jego mieszkańców.




Nusia, jeśli tylko może, nie odstępuje mnie na krok. Wczoraj, gdy z powodu kiepskiego samopoczucia nie wyruszyłam na wycieczkę rowerową, towarzyszyła mi i podczas czytania balkonowego, i podczas tego na łóżku. W nocy śpi to z jednej, to z drugiej strony, a rankiem zagląda prosto w twarz i sprawdza czy już wstajemy. Głaszczę ją i uspokajam, że jest najmojsza, że żaden kot nie zagrozi jej miejscu w naszym życiu. I choć wiem, że nie rozumie, to też wiem, że uspokaja ją gest i ton w jakim wypowiadam słowa.


To oczywiście dopiero początek sezonu, więc pewnie jeszcze nie raz w tym roku zaprezentuję Wam tymczasowych mieszkańców Kociokwika. Ostatnia psia tymczasowiczka, Nuka już od miesiąca jest na swoim, a Fundacja Adopcje Malamutów - za moją zgodą, rzecz jasna - szykuje kolejne psisko do Kociokwika. Ale o tym już w oddzielnym wpisie...

26 kwietnia 2018

3 dla dzieciaków

Julian Gough, Jim Field. Królik i Misia. Sposób na przekąskę.


To moje pierwsze, ale zdecydowanie nie ostatnie spotkanie z sympatycznymi bohaterami książek Juliana Gougha i Jima Fielda. Gdy tylko zerknęłam do trzeciej części, zdjęłam z bibliotecznych półek dwie poprzednie, aby przedłużyć sobie przyjemność obcowania ze Misią i Królikiem.

Misia jest opanowana, cierpliwa, zrównoważona. Królik popada ze skrajności w skrajność, od twierdzenia "to mój najlepszy dzień w życiu" potwierdzenie oznajmiające, że jest to dzień najgorszy, ma łatwość przypisywania komuś złych intencji i zdecydowanie nie lubi przyznawać się do błędów.

Gdy pewnego dnia w ich lesie pojawia się sowa i to pojawia się nagle i hałaśliwie, bo zderzając się z drzewem i wpadając do wody, reakcje zwierząt na nowego przybysza różnią się diametralnie. Tym bardziej, że stereotypy dotyczące sów, wśród mieszkańców lasu, mają się wyśmienicie.

Ironicznie, zabawnie, z morałem - tak można podsumować przygody Królika i Misi. Morałem mówiącym o tym, że na pierwszy rzut oka wszyscy wydajemy się normalni :-D

Jørn Lier Horst, Hans Jørgen Sandnes. Operacja Zjawa.


Biuro detektywistyczne nr 2 mieszczące się w Elvestad zajmuje się najróżniejszymi sprawami. W dziesiątym już tomie historii Tiril i Olivera, młodzi detektywi próbują wyjaśnić zagadkę ducha z zamku łowieckiego na Wielkiej Górze. 

Zjawę, pojawiającą się przy wtórze przeraźliwych dźwięków uwiarygodnia historia służącej hrabiego, która lecząc hrabinę ziołami zasłużyła w jej oczach na miano czarownicy. Tiril i Oliver, z nieodłącznym Otto, wybierają się do zamku, by przekonać się jak bardzo groźna jest owa zjawa i czy to na pewno duch Urliki.

Prosta historia z ukrytymi zagadkami dla spostrzegawczych młodych czytelników z pewnością zachęci do tego, by sięgać po wcześniejsze tomu dwójki przyjaciół, jak i do tego, by baczniej obserwować rzeczywistość wokół siebie.

Joanna Rezak. Kazik mieszka w mieście.

Książka Joanny Rezak jest gratką dla tych wszystkich, którym zależy na wyglądzie miejsc w jakich żyją. 

Autorka powołując do książkowego życia Kazika, mieszkającego w kamienicy na obrzeżach miasta z rodzicami i kotem Felkiem, pokazuje codzienność miast z punktu widzenia architektury i planowania przestrzeni miejskiej. Mowa jest zatem o drogach dojazdowych do centrum, do planach miast i parkach, o komunikacji miejskiej, sposobach projektowania, o tym, co zazwyczaj ukryte - czyli kablach, rurach, przewodach, o rzekach przepływających przez miasta, obiegu wody, mostach, wieżowcach, neonach i oświetleniu. 

Tak naprawdę ta książeczka, utrzymana w czarno-białej kolorystyce, daje nam pełny obraz tego, jak mówić z dzieckiem o mieście, jak uczyć go estetyki na przykładzie przestrzeni miejskiej i jak kształcić w nim poczucie odpowiedzialności za własne miejsce na ziemi.

Zdecydowanie warto.

20 kwietnia 2018

Bonnie Leon. Skrzydła nadziei.


Pamiętacie Kate Evans, bohaterkę książki Sięgając chmur o pilotce, która wyruszyła na Alaskę, by tam realizować swoje marzenia o lataniu? Niedawno ukazała się druga część historii Kate i z ciekawością po nią sięgnęłam.

Codzienność wśród alaskańskich pejzaży do najłatwiejszych nie należy. Codzienność pilotów jest jeszcze trudniejsza. Kate do swoich obowiązków dołożyła jeszcze jeden - lata dostarczając doktora Paula Andersona od osady do osady, od domu do domu, czyli wszędzie tam, gdzie przyda się pomoc lekarska. Znajomość Paula i Kate kwitnie, ale cieniem na jej rozwoju jest przeszłość Paula, o której mężczyzna nie wspomina. Czy jednak jego traumatyczne doświadczenia mogą zagrozić związkowi pilotki i lekarza?

Niestety, druga część historii Evans wydaje mi się słabsza od poprzedniej. Mniej tu Alaski, więcej wahań emocjonalnych, a czasami nawet w moim odczuciu - zbyt wiele. Dużo się dzieje, ale czasami wątki są jakby specjalnie skracane, aby szybko wywieść kolejne. Gdyby tak ponownie dać się czytelnikom pozachwycać Alaską, a historie poszczególnych bohaterów rozwinąć solidnie, to spokojnie moglibyśmy wyczekiwać trzeciego tomu. 

Mimo jednak tych uwag - trzeba przyznać głównej bohaterce, że ma dystans do siebie, że nawet jeśli przez chwilę straciła wiarę w to o czym marzy, sprawnie się podniosła po koszmarnych doświadczeniach i wróciła do tego, co kocha.

I bądźmy takie jak Kate - zawsze pamiętajmy, co jest dla nas najważniejsze.

19 kwietnia 2018

Agnieszka Suchowierska i jej różne opowieści...

Czytam, piszę o książkach, pracuję wśród książek i z ludźmi, którzy książki czytają i piszą. A jednak zdarza mi się czasami przeoczyć czyjeś nazwisko i dotrzeć do niego z pewnym opóźnieniem. Tak też było z Agnieszką Suchowierską, na której książki dla dzieci trafiłam niedawno. Niedawno, ale uznałam, że warto Wam o nich wspomnieć.


Ada Judytka i zaginiony tałes to opowieść o dzieciach z Białegostoku. Ada ma mamę Żydówkę i w jej domu obchodzi się święta według kalendarza hebrajskiego, ale też według polskiego. Tata Ady jest Polakiem. W szkole dziewczynki jest Ksenia, uczęszczająca na religię prawosławną, Selim - muzułmański Tatar z Polski, Satsita, Czeczenka znająca oprócz rodzimego języka także rosyjski. 

Ada, Ksenia i ich kolega Kuba porównują datowanie lat, rozmawiają o obyczajach związanych z poszczególnymi religiami i kulturami, zastanawiają się nad tym kiedy kto obchodzi Nowy Rok i jak się on nazywa, co dobrego jada się przy okazji najrozmaitszych świat. Uczą się alfabetów i poznają tradycyjne stroje.

Dużo wiedzy, która jednak - umiejętnie dawkowana - może stać się źródłem do szalenie interesujących dyskusji i odkrywania wielu nowych rzeczy.


Bohaterem książki Mat i świat jest miś, który zszyty z kawałków tkanin przyszedł na świat 20 sierpnia wieczorem w azjatyckiej fabryce. Przyozdobiony w dżinsy, koszulę i plecak, ometkowany, ukryty w pudełku wśród płatków suszonych róż, rozpoczął podróż przez życie jako przedmiot luksusowy.  Z Chin do Rotterdamu, z Holandii do Białegostoku, z Polski do Kairu. Miś spotyka różnych ludzi i doświadcza ich bogactwa i ubóstwa, troskliwości i lekceważenia, obserwuje ich, a jego obserwacje pozwalają czytelnikom książki dostrzegać różnice w funkcjonowaniu różnych grup społecznych.


Milenka, przezywana przez rówieśników z 3 b Kluską, ma lalkę i wielkie z nią związane marzenie. Otóż, dziewczynka chciałaby wyglądać jak Rita - mieć jasne włosy, szczupłe ciało, wąską talię, długie, zgrabne nogi i malutkie stopy. Pewnego dnia jej marzenie się spełnia, a na usta cisną się słowa: uważajcie o czym marzycie.

Dziewczynka zamienia się w Ritę. Ma wąską szyję, na której nie może utrzymać głowy. Maleńkie, zgrabne stopy, ale by móc na nich chodzić musi je wsuwać w gumofilce wypełnione odważnikami. Nie może chodzić do szkoły, bo nikt nie wierzy, ze ta piękna pani jest Milenką. Jej koleżanki traktują ją jak lalkę i nieustająco proponują spędzanie wolnego czasu podczas zabawy w salon piękności. A to - cieszy dziewczynkę coraz mniej.

Mam mieszane uczucia co do tej książki. Owszem, we właściwym czasie pojawia się babcia i przemodelowuje dziewczynce w głowie w sposób zdecydowanie rozsądny, opowiadając jej o kobietach, które wiele zawdzięczają swojej determinacji, uporowi, chęci kształcenia, a nie li i jedynie urodzie, ale proporcje między tekstem sławiącym urodę Milenki zamienionej w Ritę, a zdroworozsądkowym podejściem seniorki rodu są przesunięte nieco bardziej w tę pierwszą stronę.

Każda z książek Agnieszki Suchowierskiej dotyka innego tematu i każda pokazuje inne zaangażowanie bohaterów. Elementem je łączącym jest, bez wątpienia, walor poznawczo-edukacyjny opowiadanych przez Autorkę historii. Warto uczestniczyć, jako rodzic/opiekun, przy poznawaniu przez dzieci każdej z nich - czy to w roli osoby objaśniającej, czy jako głos doradczy, czy też po prostu jako  współczytelnik obserwujący to, jak dziecko reaguje na przygody bohaterów.

18 kwietnia 2018

Joanna Sędzikowska. Psy z piekła rodem. Zdobywca świata.


Dawno nie cieszyłam się z żadnej książki tak bardzo jak z tej. Na jej pierwszą wersję trafiłam dawno temu i zachwyciła mnie tak bardzo, że efektem lektury było zaoferowanie Sarze domu. Gdy Sara zmarła nie wyobrażałam sobie domu bez malamuta i tak trafiła do Kociokwika Nuka. Nuka jest już na swoim, a Kociokwik wkrótce ponownie stanie się Domem Tymczasowym dla kolejnego psa. Rasy wiadomej...

Joanna Sędzikowska z nieco innym życiu niż to, które wiedzie w tej chwili, była panią w kostiumikach i czółenkach. Owo inne życie odmieniło się, gdy na jej drodze stanął pies. Malamut alaskański. Szczenię o silnym charakterze, jeszcze silniejszej osobowości, a przy tym przecież puchate, cieszące oko i błyskawicznie rosnące.

Autorka opisuje codzienność z psem. Opisuje ją tak, że wędrując alejkami parku z książką przed oczyma, zaśmiewałam się do łez. Ale łzy leciały mi także ze wzruszenia; są przecież w życiu codziennym z psami i takie momenty, w których głos więźnie w gardle.

Nie umiałabym wybrać mojego ulubionego fragmentu. Może ten o rowerze? Albo wakacyjny wpis o sadzawce? Lub ten, którym Joanna Sędzikowska opisuje wizytę u wujostwa, z dwoma malamutami, które bezceremonialnie wylizywały szarlotkę z cieniutkich porcelanowych talerzyków i  ustalając - tuż przed jedzeniem - który z psów ma prawo zjeść pierwszy. Łasuchującym z pewnością spodobają się przepisy na ciasta, w których dość ważnym elementem jest  ten: Ustawiamy na 60 minut i idziemy z psem na spacer. Po powrocie wycieramy psom łapy, zrzucamy zabłocone ubranie, pijemy niecierpliwie szklankę wody i wyjmujemy ciasto z pieca. I przez 15 minut wyganiamy rodzinę i psy z kuchni.

Jeśli kiedykolwiek w Waszym życiu było jakieś zwierzę - przeczytajcie. Jeśli nie - przeczytajcie tym bardziej; kto wie, może i Was dopadnie bzik malamuci?

A na zachętę zerknijcie na stronę Psy z piekła rodem.

17 kwietnia 2018

Donato Carrisi. Dziewczyna we mgle.



Dawno już nie sięgałam po kryminał. Owszem, gdzieś tam między kawą pitą o poranku, a wskazówkami zegara nakazującymi wyjść do pracy przemknęłam przez jakieś kryminalne czytadełko, ale do prawdziwego kryminału nie zaglądałam już naprawdę długo.

Przede wszystkim - powieść Donato Carrisiego różni się od kryminałów skandynawskich i amerykańskich. Nie, nie różni się na niekorzyść.

Anna Lou Kastner wyszła z domu do kościoła, ale nigdy tam nie dotarła. Averchot, niby spokojne miasteczko okolone górskimi szczytami, skrywa tajemnicę, do rozwikłania której zaproszony jest agent specjalny Vogel - mężczyzna zapatrzony w siebie, elegancki, skupiony na celu. Ale czy na pewno przyświecającym mu celem jest odnalezienie dziewczyny?

Dziewczyna we mgle realizuje ten pomysł na fabułę, w którym wśród doskonale znających się osób ginie ktoś, kto jest bez winy. Zaginięcie Anny Lou otwiera różne ścieżki interpretacji, budzi ciekawość i angażuje media, które zaczynają koczować w Averchot chcąc złowić chociaż najmniejszy ślad działań policyjnych.

Podobało mi się - te nieoczywistości, ów brak pewnych schematów i jednocześnie interesujące rozstrzygnięcia pewnych wątków. Jestem bardzo ciekawa filmu, jaki powstał na podstawie książki.

11 kwietnia 2018

Juliana Burhing. Droga, którą jadę.


Czasami, by ruszyć się i zmienić swoje życie potrzebujemy dużego wydarzenia, często traumatycznego. Dla Juliany czymś takim była utrata ukochanej osoby. Kobieta zasklepiła się w żalu, żałobie i tkwiła w niemocy przez długi czas. 
Głęboki smutek bardziej naznacza człowieka niż fizyczna blizna. Po tygodniach obezwładniającej żałoby obudziłam się pewnego dnia i spojrzałam w lustro. Wiedziałam że muszę coś zrobić, żeby się ratować, albo pochłonie mnie głęboka melancholia, w której tonęłam. [s. 24]
Impulsem do zmian była informacja o rowerowej wyprawie dookoła świata trwającej 194 dni. Rzecz ekscytująca, pozwalająca zmierzyć się z własną słabością, tak bardzo totalnie afirmująca życia, jak bardzo silna była wcześniejsza melancholia Juliany. Gdy kobieta zaczęła się bardziej interesować tematem, zdecydowała się objechać świat samotnie jako pierwsza kobieta i dokonać tego, pobijając męski rekord, w 150 dni.

Wyobrażacie sobie? Samotność i samodzielność. Obcowanie z własnymi myślami (i ewentualnie treścią słuchanej książki). Przezwyciężanie pogody i własnej niemocy. Zachwycanie się mijanymi krajobrazami i siłą mięśni. Tęsknota za porządną kawą, strach przed zdziczałymi psami i radość z kolejnego pokonanego wzniesienia. 
Nie jesteśmy niczym innym, jak tylko maleńkimi, nieznaczącymi organizmami, którym wydaje się, że są środkiem wszechświata. (...) Jadąc na rowerze dookoła świata, jestem bez znaczenia. Wszechświat był przed nami i będzie trwał długo po naszym krótkim okresie świadomości. A jednak, być może, gdzieś w podświadomości, był to jeden z wielu powodów, dla których wyruszyłam w podróż rowerem dookoła świat. Żeby uczcić nieprawdopodobieństwo tej egzystencji. Żeby zostawić odcisk stopy w cemencie, jak jaskiniowiec, który zostawia odcisk dłoni na ścianie jaskini. Może tworzenie dziedzictwa to jest to, co co naprawdę nam chodzi. [s. 228]
Podziwiam Julianę Buhring. Bardzo podziwiam. 

08 kwietnia 2018

Clémentine Beauvais. Pasztety, do boju!



Świetna powieść!

Mirelle Laplanche, Astrid Blomvall i Hakima Idriss uczą się w tej samej szkole. Oprócz tego łączy je przedziwny i dość chamski ranking prowadzony przez Malo, jednego z kolegów szkolnych (a niegdysiejszego przyjaciela) Mirelle. Chłopak przyznaje najbrzydszym dziewczynom tytuły Złotego, Srebrnego i Brązowego Paszteta. Tak, w chwili, w której poznajemy dziewczyny, to one dzierżą owe  obraźliwe tytuły.

Jednak w myśl powiedzenia poniżyć może cię tylko ten, komu dasz się poniżyć, dziewczyny, pod silnym przewodnictwem Mirelle, weteranki rankingu, ocierają łzy i postanawiają na przekór wszystkim nie umartwiać się, ale zrobić coś dobrego i istotnego dla siebie. Każda z nich ma inny cel, ale wszystkie dążenia zbiegają się w jedno - Mirelle, Astrid i Hakima chcą być 14 lipca w Paryżu, by wziąć udział w garden-party w Pałacu Elizejskim.

Zadanie jakie postawiły przed sobą bohaterki książki z pewnością nie było łatwe. Sceptycyzm niektórych, dezaprobata innych na szczęście zniwelowane zostały przez entuzjazm dziewcząt i rzeczowe wsparcie starszego brata Hakimy, Kadera, którzy zaangażował się czynnie w pomysł głównych bohaterek.

Pasztety do boju to doskonale opowiedziana historia o tym, że warto sięgać po marzenia, nawet jeśli ktoś próbuje nam odebrać nadzieję.

Czytajcie i podsuńcie nastolatkom:)

07 kwietnia 2018

William Kent Krueger. Zwyczajna łaska.


Akcja powieści rozgrywa się w latach sześćdziesiątych, w niewielkim miasteczku w stanie Minnesota. Narratorem jest dojrzały mężczyzna, który w opisywanym przez siebie okresie miał trzynaście lat. Frank, syn pastora, ma młodszego brata i starszą siostrę, a rok 1961 wydobywa go z dziecięctwa, stając się dla niego czasem przejścia w dorosłość.

W rozmowach dorosłych wciąż pobrzmiewają echa wojny. Ojciec Franka, jego przyjaciel, inni mężczyźni z miasteczka nie mówią o swoich doświadczeniach, ale wiele z ich zachowań tłumaczy się tym, co przeżyli. Kobiety są podległe mężczyznom i na ich tle żona pastora, Ruth, paląca papierosy, pijąca alkohol, mająca własnych przyjaciół i upodobania (mimo, że wzorowo prowadząca chór), budzi mieszane uczucia.

Wydarzenia czasu wspominanego przez Franka naznaczone są śmiercią. Zaczyna się od chłopca, jedynego synka niemłodych już ludzi, kolejny jest nieznany nikomu mężczyzna. Są i następne zgony, a każdy z nich jest wynikiem innego zdarzenia. Śmierć z jaką mieli dotychczas do czynienia członkowie rodziny Drumów, uporządkowana rytuałami pogrzebowymi, naturalna kolej losu, nie przygotowuje ich na to, czego doświadczają. Zarówno w nich, jak i w społeczności New Bremen, wypadek, samobójstwo, morderstwo, czynią wyrwę w spokojnej i usystematyzowanej codzienności.
To było dokładnie to, o czym do tego momentu udawało mi się nie myśleć. O różnicy między śmiercią a umieraniem. Śmierć to była jedna rzecz, wcale nie straszna, ponieważ było to coś skończonego, a jeśli wierzyło się w Boga, a ja wierzyłem, to oznaczało, że przypuszczalnie jest się w lepszym miejscu. Natomiast umieranie to koszmarnie ludzki proces, czasem, o czym dobrze wiedziałem, pełen bólu i cierpienia, i ogromnego strachu (...) [s. 349]

Zwyczajna łaska to mocna powieść. Taka, która nie zostawia nas obojętnym. Taka, która zostaje w myślach. 

Polecam.

06 kwietnia 2018

Agnieszka Krawczyk. Kamienica pod szczęśliwą Gwiazdą. Uśmiech losu.


Lubię takie książki. Takie to znaczy pokazujące różnych ludzi, z ich doświadczeniami, sympatiami i antypatiami, przeszłością i marzeniami dotyczącymi o przeszłości, zgromadzonych w jednym miejscu, niejako sobie przeznaczonych, by nie napisać - skazanych na siebie.

Kamienica przy ulicy Gwiaździstej na krakowskich Dębnikach to miejsce, do którego wprowadza się Zuzanna z dwojgiem małych dzieci. Zajmuje dotychczas niewidzianą mansardę, której właścicielem jest jej ojczym. Młoda, pozytywnie nastawiona do świata kobieta, szybko znajduje w nowej przestrzeni przyjazne osoby, choć i tych mniej przyjaznych nie brakuje. 

Kamienicę zamieszkują osoby, które znajdą się od dawna. Wiedzą o sobie lepsze i gorsze rzeczy, widziały się już w różnych sytuacjach. Mają także wyrobione poglądy o sąsiadach i gdy w kamienicy zamieszkuje ktoś nowy, budzą się z pewnego rodzaju skostnienia, by zerknąć na siebie na nowo. Owszem, są cechy, które pozostają niezmienne, ale są i takie, które zaskakują współmieszkańców.

Zuzanna Lorenc funkcjonuje nieco na zasadzie postaci - klucza otwierającej stałych mieszkańców kamienicy na siebie wzajemnie. Jej obecność prowokuje do przywoływania wspomnień, z pozoru niewinne pytania uruchamiają lawinę zwierzeń i zdarzeń, osoby wokół niej - do tej pory wszak jej nieznane - stają się niczym za zetknięciem z katalizatorem, odmienione lub choć przepełnione potrzebą zmian.

Podoba mi się wyzwanie przed jakim Autorka postawiła bohaterów. I już nie mogę się doczekać tego, jak będzie wyglądała jego realizacja u każdego z mieszkańców kamienicy pod Szczęśliwą Gwiazdą.

05 kwietnia 2018

O byciu kobietą dla młodszych i starszych


O książce Maja dorasta zrobiło się głośno już przed premierą. Podtytuł jasno sugerował, że na rynku książki dla dzieci, a właściwie, dla dziewczynek, pojawia się coś, co każda mama powinna w stosownym czasie podsunąć do czytania córce. Czym jest ów stosowny czas? Zobaczmy...

Maja ma 9 lat. Czuje coś niepokojącego w jednej z piersi, ale ten niepokój rozwiewa lekarka, którą dziewczynka odwiedza z mamą. Pani doktor tłumaczy dziewięciolatce, że właśnie wkracza w okres dojrzewania i wyjaśnia w jaki sposób będzie się zmieniało jej ciało oraz czym jest to spowodowane. Objaśnia także czego dorastające ciało potrzebuje*. Mija pół roku i Maja odwiedza ponownie lekarkę, która zapewnia ją o prawidłowym rozwoju. Zewsząd do dziewczynki i jej koleżanek docierają informacje o dojrzewaniu i tym, co się z nim wiąże. Bohaterka krótkiego poradnika dostrzega coraz więcej cech dorosłości u siebie, a gdy się rozstajemy z nią na kartach książki ma już trzynaście lat.

Monika Petix, endokrynolog pediatra, w prosty, rzeczowy sposób przedstawiła kolejne etapy dziewczyńskiego dorastania. Nie umiem się oprzeć wrażeniu, że ten typ uproszczonej narracji, wsparty nieco dziecięcymi ilustracjami, jest idealny dla dziewcząt siedmioletnich, ostatecznie ośmioletnich. Rówieśniczki Mai, a szczególnie te z nich, które już mają za sobą pierwszy okres,  [czyli są już całkiem dorosłe;-)] mogą się poczuć udziecinnione opowieścią. Jeśli potraktujemy książkę Maja dorasta jako punkt wyjścia do rozmów z dzieckiem, to świetnie. Jeśli jednak postanowimy wyposażyć dziecko w książkę bez słowa objaśnienia, uznając, że lekarz i wydawca zdejmą z naszych barków kłopotliwą rozmowę o dojrzewaniu, to mamy wielkie szanse sprawić, że głowa dorastającej dziewczynki wypełni się wieloma wątpliwościami.


Tym, którym jednak nie było dane porozmawiać z lekarką/mamą o dojrzewaniu, siostrzane wydawnictwo Debitu, czyli Sonia Draga, proponuje poradnik dla czytelniczek dorastających i dorosłych. Radości z kobiecości to napisana dokładnie, wyczerpująco i z humorem publikacja na temat tego, jak obchodzić się z tym, że jest się kobietą. Począwszy od podstaw czyli budowy kobiecego ciała, a szczególnie jego intymnych zakamarków, przez opisy związane z funkcjonowaniem kobiecego ciała w sferze bliskości, do informacji praktycznych związanych z miesiączką, ciążą, czy chorobami intymnymi. Co ciekawe, autorkom udało się uniknąć suchego naukowego języka i opowieść o anatomii przekuły w fascynującą podróż po kobiecych ciele i psychice.

Radości z kobiecości to poradnik jakiego brakowało na polskim ryku wydawniczym. Rozumiem, że pewne kwestie poruszane przez autorki należą u nas wciąż do tematów tabu, ale to, co i jak się komu w tej książce podoba, a co nie, pozostawiam Wam. Ja - polecam:)

* Otóż zdaniem autorki Maja potrzebuje trzech porcji nabiału dziennie oraz raz dziennie porcji mięsa. Ciekawe co na to wegańskie matki:)

04 kwietnia 2018

Holly Bourne. To zdarza się tylko w filmach.


Audrey niegdyś uwielbiała romantyczne filmy. Niegdyś czyli jeszcze wtedy kiedy nie wiedziała, że tata założy nową rodzinę, w której ona i jej brat, będą funkcjonować na granicy dobrego smaku, a jej cudowny chłopak okaże się być nie tak cudownym chłopakiem? Może jeszcze przed tym, gdy musiała patrzeć na pogrążającą się w rozpaczy i alkoholu matkę, która nie umiała pogodzić się z odejściem męża? I przed tym, kiedy była jedyną osobą starającą się udźwignąć rozpad rodziny, podczas gdy jej starszy brat wygodnie zdezerterował do miasta odległego o godzinę jazdy od domu, na studia, a Milo spacerował z nową dziewczyną nie bacząc na to, że jego zachowanie wobec Audrey było i jest zdecydowanie niewłaściwe?

Szkoła i praca w kinie są dla dziewczyny na tyle absorbujące, by nie musiała zbyt szybko wracać do domu i spędzać w nim za dużo czasu. Gdy dodatkowo okazuje się, że kolega z pracy wraz ze swoimi przyjaciółmi, realizuje film o zombie, dziewczyna angażuje się. I nie tylko w film - również emocjonalnie w znajomość z Harry'm Liptonem.

To zdarza się tylko w filmach jest opowieścią o dojrzewającym uczuciu, rozsądku, który nie pozwala dać się skrzywdzić ponownie, szacunku do samej siebie i bliskości, którą dobrze z jest odkrywać z kimś komu ufamy. Historia skomplikowanego życia rodzinnego Audrey przeplata się z jej doświadczeniem dorastania, budowania własnej tożsamości, relacji z rodziną, przyjaciółmi i chłopakiem. 

Powieść Holly Bourne ma ciekawy wydźwięk. Spróbujcie, czy się Wam spodoba.

03 kwietnia 2018

Katarzyna Ryrych. Wilczek.


To wojna dorosłych - powiedział (dziadek) - ale to dzieci będą się uczyć historii. [s. 49]


Wilczek Katarzyny Ryrych dołączył do innych znakomitych książek serii Wojny dorosłych - historie dzieci

Bohaterem tej opowieści jest kilkuletni Wiktor mieszkający z rodzicami w akademiku. Gdy 13 grudnia telewizor śnieżył, a po chwili na jego ekranie pojawił się pan w okularach tytułujący się szefem rządku polskiego, w życiu Wilczka i jego najbliższych zagościła wojna. I to ta, która nie reaguje na mundur i ordery dziadka i wprowadza godzinę policyjną, internowania, pacyfikacje, zapełnia ulice ciężarówkami i sprawia, że kaloryfery robią się zimne, a w kranach nie ma ciepłej wody. Tak postrzega to dziecko. 

Chłopiec próbuje zrozumieć kim jest Wron, zmierzyć się z nieznanym i groźnym. Chce być potrzebny i - na pewnym poziomie - czuje się dorosły i odpowiedzialny za losy swoich bliskich i swojej ojczyzny.

Polecam. Tak jak każdą książkę, której autorką jest Katarzyna Ryrych.