Przejdź do głównej zawartości

Salley Vickers. Anioł Panny Garnet.

Wydane przez
Wydawnictwo Zysk i S-ka

Wenecja, której nie chciałabym odwiedzić, ale której opisy oczarowują stała się miejscem ucieczki od szarości samotnego życia w Londynie tytułowej bohaterki powieści Salley Vickers.

Panna Garnet, po śmierci mieszkającej z nią przyjaciółki, czuje się osamotniona i zaskoczona tym, jak bardzo brakuje jej drugiej osoby. W poszukiwaniu pozytywnych emocji wyrusza do Wenecji wcześniej wynajmując swoje mieszkanie. Nowe miejsce i nowi ludzie gwarantują niedoświadczane dotychczas doznania, a te niepostrzeżenie zmieniają osobowość i sposób bycia panny Garnet.

Największą atrakcją tej książki było dla mnie obserwowanie przemiany Julii Garnet. Niegdysiejsza socjalistka zainteresowana Tobiaszem (tym od Księgi Tobiasza uznawanej przez katolików i prawosławnych jako księgę biblijną, a przez kanon hebrajski i protestancki uznana za księgę apokryficzną) i jego wędrówką w towarzystwie Archanioła Rafała, poddająca się urokowi weneckich kościołów, figur świętych zmienia swoje nastawienie wobec ludzi i relacji jakie można z nimi nawiązywać, zmienia poglądy na życie i społeczeństwo, doświadcza tego, przed czym zawsze się wzbraniała uznając, iż dama nie powinna odczuwać radości życia.

"Anioł Panny Garnet" to powieść pisana w nieco odmiennym od współczesnych powieści stylu (mimo, że napisana została w 2000 roku). Wymaga od czytelnika szacunku i czasu. Dobrze jest czasami zwolnić...

Komentarze

Aneta pisze…
Nie moje klimaty, ale jak gdzieś mi wpadnie w ręce to się z nią zapoznam :)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...