17.5.19

Dla dzieciaków (25)

Dla dzieciaków (25)
Marcin Wicha. Klara. Proszę tego nie czytać! Słowo na "Szy".


Nowe wydanie historii Klary napisanej przez Marcina Wichę zrobiło wokół książki nieco szumu i bardzo się cieszę, bo dzięki temu miałam okazję się o niej dowiedzieć. Sięgnęłam po wydanie poprzednie, w dwóch tomach i choć nie ma tu chwalonych mocno ilustracji, to doceniam całą sobą treść.

Klara ma 9 lat, młodszego brata i rodziców. Marzy o psie (kto w jej wieku nie marzy), pisze pamiętnik i bardzo skrupulatnie obserwuje świat wyciągając wnioski z tego co widzi. Ironia, jaką dokłada do wypowiedzi Klary Marcin Wicha sprawia, że przygody dziewięciolatki są szalenie pouczające dla dorosłych czytelników. Autor, obserwacjami dziewczynki, tropi absurdy, pokazuje wynaturzenia, obśmiewa dziwactwa, które wytworzyliśmy sobie sami i do których próbujemy dorównać.

Zacytuję Wam fragment, jakże aktualny wobec niedawnego strajku nauczycieli:
Kiedy on [tata - przypisek mój] był mały, ciągle stawiali dwóje, wpisywali uwagi do dzienniczka i kazali nosić coś, co się nazywało juniorki. Zwłaszcza wywiadówki były okropne. Babcia musiała chodzić do szkoły i obiecywać, że tata się poprawi.Na szczęście teraz nie mamy żadnych stopni, tylko grzybki, motylki i kwiatki, żeby się nie stresować. Nie ma też zeszytów, tylko karty pracy. No i nie mamy wywiadówek. Zamiast tego jest dzień otwarty. Wtedy pani musi zostać dłużej w pracy i obiecać rodzicom, że się poprawi (...). [s. 69]
Poczytajcie - to bardzo pouczająca lektura.

Kamila Loskot, Łukasz Loskot. Czy to pies, czy to bies, czyli zbiór słowiańskich stworów.



Podoba mi się rozkwitająca moda na mitologię słowiańską. Po długim okresie zachwytów mitami innych nacji, przyszła pora na nasze swojskie południce, mamuny, strzygi, zmory i inne. Tekst Łukasza Łoskota idealnie współgra z ilustracjami Kamili Łoskot, wzajemnie się dopełniają i sprawiają, że jedno bez drugiego nie byłoby tak sugestywne, przemawiające i urokliwe.

Książka adresowana jest do dzieci i autor tekstów pisze ją tak, by dzieci zrozumiały kim są stwory słowiańskich mitów, ale by nie przeraziły się nimi zbytnio. Ot, na przykład o mamunach dowiadujemy się, że: (...) wylęgają się z duszyczek nieślubnych dzieci, które niespodziewanie opuściły ten świat [s. 26], a o chmurniku, że rodzi się z duszy człowieka, który został porwany przez wichurę lub zginął trafiony piorunem i nie jest dobrze wychowanym dżentelmenem [s. 68]

Przyznam Wam, że podczas lektury tej książki nie umiałam się oprzeć zamyśleniu nad tym, jakim stworem byłabym, gdybym miała być. I cóż... Odpowiedź - dla tych, którzy mnie znają - jest łatwa: leszym lub przedstawicielem plonek.

A Wy?

David McKee. Urodziny Elmera.


Fanką Elmera jestem już od dawna i na wieść, że w tym roku kraciasty, kolorowy słoń obchodzi 30 urodziny uśmiechnęłam się szeroko. 25 maja będziemy świętować, a póki co - zapraszam do lektury.

Słonie postanawiają zrobić Elmerowi niespodziankę - dzień przed jego urodzinami namawiają wszystkie zwierzęta, aby udawały, że zapomniały o święcie. Zwierzęta podejmują próby wyjaśnień, dopytują, ale słonie są skupione i nie pozwalają na dyskusje. Następnego dnia większość zwierząt mija przyjaciela w kratkę z lekko niewyraźnymi minami, a gdy nadchodzi wieczór jeden ze słoni pyta: Nie jest ci smutno? Nikt nie złożył ci życzeń urodzinowych.

Co było dalej i czy Elmerowi faktycznie było smutno, doczytajcie. A później pomyślcie o niebywałym optymizmie i pogodzie ducha słonika i przedstawcie go (o ile jeszcze nie znają) dzieciom. To bardzo inspirująca postać:)

15.5.19

Maria Paszyńska. Owoc granatu.

Maria Paszyńska. Owoc granatu.

Przyznaję - gdyby nie to, że jutro odwiedzi Bibliotekę Maria Paszyńska, a mnie przypadnie rola moderatora rozmowy autorki z czytelnikami - pewnie nie sięgnęłabym po trylogię Owoc granatu.

Bliźniacze siostry, Elżbieta i Stefania spędzają lato 1939 roku u dziadków na wsi. Pierwsza z nich u boku ojca i dziadka zachwyca się naturą, wykazuje zainteresowanie gospodarstwem, angażuje się w działalność charytatywną babci. Druga - znudzona brakiem miejskich rozrywek, szuka sposobu na uprzykrzenie życia siostrze i podejmuje życiową decyzję - zostanie żoną młodego mężczyzny, którego ujrzała w kościele. To, że  - jak z czasem odkrywa - Jędrzej kocha jej siostrę, traktuje jak zdradę. Gdy wybucha wojna siostry wraz z matką i młodszym bratem trafiają do transportu na Syberię. Bliższa światu realnemu Halszka przejmuje odpowiedzialność za rodzinę, Stefania - wciąż żyjąca mrzonkami i wciąż w pretensjach - nie dostrzega zagrożeń, nie docenia charakteru Rosjan, nie potrafi zauważyć jak wiele dla niej robi jej siostra.

Tak się zaczyna tom pierwszy. W trakcie czytania wędrujemy z dziewczętami na Syberię, a stamtąd do Iranu. Towarzyszymy im przez wiele lat, obserwując ich doświadczenia, przemiany. Patrzymy na to jak poddają się upływowi czasu, co się zmienia w ich postrzeganiu świata i jednocześnie obserwujemy jak zmienia się świat wokół nich.

Te wątki, przemian społecznych i politycznych, zaciekawiły mnie najbardziej, choć gdy czytam opinie o trylogii dostrzegam w nich zupełnie inne podkreślane, jako interesujące, tematy. Ale to chyba dobrze, prawda? Najpiękniej jest się dobrze różnić:)

P.S. Zapraszam jutro:

10.5.19

Kelly Branhill. Syn wiedźmy.

Kelly Branhill. Syn wiedźmy.

Potrzebowałam więcej, niż zwykle, czasu, by dać się wciągnąć w magiczną opowieść Kelly Barnhill. Ale w chwili, w której poczułam, że historia Neda i Aine, Głazów i władców jest mi bliska, przepadłam.

Ned jest niewłaściwym chłopcem. Jego brat bliźniak utonął, a mieszkańcy wsi uznali, że ten, który zginął był bystrzejszy, mądrzejszy, lepszy. Matka chłopców nie pogodziła się ze śmiercią jednego z nich i sięgnęła po magię, którą miała wykorzystywać tylko na rzeczy dobre i nigdy dla siebie. A jednak...

Aine jest córką kobiety morza i mężczyzny, który z miłości dla żony porzucił swój bandycki tryb życia. Gdy jednak mama Aine zmarła, ojciec wraz z córką przenoszą się w głąb lasu, gdzie Król Bandytów próbuje sięgnąć po magię i władzę jaką ona daje.

Kelly Branhill zabiera nas w świat, który - choć wykreowany jej wyobraźnią - rządzi się doskonale znanymi nam prawami: źli zostają ukarani, prawi i dobrzy odniosą zwycięstwo. Jak jednak krętą drogą wiedzie nas autorka do tej prostej konstatacji nie zdradzę, dość będzie powiedzieć, że siła magii miłości, podobnie jak w poprzedniej książce Kelly Barnhill zatytułowanej Dziewczynka, która wypiła księżyc, odgrywa tu znaczącą rolę.

Jeśli tęsknicie za baśniami, to czytajcie Kelly Barnhill.

9.5.19

Marcin Wilk. Kwiatkowska. Żarty się skończyły.

Marcin Wilk. Kwiatkowska. Żarty się skończyły.

Marcin Wilk, autor strony Wyliczanka.eu oraz - między innymi - biografii Anny Jantar, tym razem przybliża nam postać Ireny Kwiatkowskiej, doskonałej polskiej aktorki, kobiety, która mając za sobą olbrzymie doświadczenie sceniczne, wielu osobom najwyraziściej kojarzyć się będzie z serialem o czterdziestoletnim inżynierze Karwowskim.

Urodzona w 1912 roku, wychowana na pracowitą perfekcjonistkę, przez całe życie traktowała surowo siebie i innych, szczególnie na polu zawodowym. Skrupulatnie prowadziła pamiętnik, zarówno w czasach szkolnych jak i latach pracy w kolejnych teatrach, dzięki któremu wiemy na co ile wydawała oraz, że gdy odwiedziła po raz pierwszy( w roku 1931) Katowice spostrzegła, iż:
Charakterystyczną cechą dla Katowic są liczne cukiernie i na ulicach sprzedawane gorące kiełbasy. [s.62]

Popularność przyjmowała dwojako: jako coś co sprawia, że godna jest szacunku, bo zapracowała na nią z całym oddaniem, ale jednocześnie jako coś, co nie daje jej prawa do gwiazdorzenia; dla ludzi z ulicy pozostała skromną, normalną, bywało, że wręcz "żoną męża", który w pewnym czasie jako prowadzący teleturniej w telewizji był bardziej rozpoznawany na ulicach niż ona.

O Irenie Kwiatkowskiej doczytacie, a w jaki sposób Marcin Wilk pisał o bohaterce swojej książki? Nie widać go, co jednych czytelników pewnie ucieszy, a inni odczują to jako zawód. Autor opowiada o życiu aktorki sięgając do najróżniejszych źródeł (brawo za bibliografię, minus za przypisy umieszczone na końcu książki;))

Z dużym zainteresowaniem czytałam o epoce, na której piętno odcisnęła Irena Kwiatkowska. O jej współpracy z Gałczyńskim, Przyborą i innymi tuzami literackiego świata. Ze smutkiem zbliżałam się do końca książki, wiedząc że przyjdzie mi się tam rozstać z bohaterką. Na szczęście pozostaje mi Ninateka...

P.S. Już jutro będzie można wypytać Marcina Wilka o prace nad książką, zapraszam:)


8.5.19

Pobudka majowa

Pobudka majowa

Aż wstydzę się patrzeć jak długo mnie tu nie było... A im więcej czasu blog zarasta pajęczynami, tym trudniej się na niego wraca - zapewne znacie to z własnych doświadczeń.

Od połowy kwietnia byłam w rozjadach - a to Łódź i szkolenie służbowe, a to świąteczny obiad na skraju lasu, a to spacery brzegami jezior podczas mazurskiego, kilkudniowego, urlopu. W czasie majówki próbowałam łapać pogodę, wizytowałam z Nusią PanDoktora (Nuś znów ma kłopoty ze zmianami na języku), rozstawałam się z pandzią (spędziłyśmy razem prawie 16 lat, aż trudno uwierzyć!) i czytałam czekając na koniec wolnych dni.

Czytałam, ale - skoro już o tym mowa - nie udało mi się w przeczytać nic z kwietniowego wyzwania czytelniczego. Do majowego nawet nie podchodzę, ale zerknijcie - może się skusicie.

Przygotowując się do majowych spotkań z Marcinem Wilkiem, Marią Paszyńską i Przemysławem Ignaszewskim, poznawałam ich książki, zmuszając otoczenie do wysłuchiwania co ciekawszych fragmentów ;-)

Maj się zaczął świątecznie - urodziny mojej Siostry, moje imieniny, dziś Dzień Bibliotekarza, który również obchodzę :-)

Czytam, popołudnia spędzam głaszcząc koty i spacerując, jeżdżę na rowerze, rozglądam się za autem, śledzę nowości i zapowiedzi oraz planuję pobyt w Warszawie (raczej jednodniowy, ale zawsze i to dobre).

A co u Was?

26.4.19

Dla dzieciaków (24)

Dla dzieciaków (24)

Swapna Haddow stworzyła postać Małej Króliczki, która wędrując z dziadkiem, Wielkim Królikiem, obserwowała swoje najbliższe z innej niż dotychczas perspektywy. Bardzo innej.

Kiedyś przeczytałam, że gdy dziecko mówi "Nudzę się", to należy mu pogratulować, bo to świetny stan na wymyślenie czegoś nowego i odkrywczego. Mała Króliczka też się nudziła i z tej nudy zdecydowała się pomóc Wielkiemu Królikowi. Odwiedzili Babcię Jeżową, Kreta, Wiewiórkę, pana Orzesznicę i okazało się, że każdemu z nich trzeba także (mimo, ze o to nie proszą) w jakiś sposób pomóc.

Dziadek uczy wnuczkę tego, by uważnie obserwować otoczenie i sąsiadów, by dostrzegać prośby niewypowiedziane, problemy, z którymi ktoś sobie nie radzi z racji choroby, wieku, czy innych czynników, a które dla nich - Wielkiego Królika i Małej Króliczki - są sprawami wymagającymi odrobiny wysiłku i dużego serca.

Ciepła opowieść pełna życzliwości. Polecam:)


Rocio Bonilla przedstawiając historię Jerzyka - chłopca przekonanego, że istnieje po to by latać, konfrontuje nas z tym, o czym marzymy.

Jerzyk marzy. Podejmuje próby, doczepia sobie skrzydła, balony i nie ustaje w wysiłkach, których celem jest latanie. I nagle mama znajduje rozwiązanie - podsuwa mu książkę. Zachwycony chłopiec czyta, a po niej sięga po kolejną. I jeszcze jedną, jeszcze jedną i jeszcze... Tworzy się z nich olbrzymia wieża, na szczycie której tkwi mały, zaczytany chłopczyk.

Czy ta niesamowita liczba przeczytanych książek przybliża go do latania? Czy tam znalazł wiedzę w jaki sposób unosić się jak ptak? Co dało mu czytanie?

Nie opowiem Wam - to zadanie Najwyższej na świecie wieży z książek. Poznając treść popodziwiajcie też ilustracje - są jednością z tym, o czym będziecie czytali.

Piękne:)


Alexander Steffensmeier i jego krowa Matylda podbili moje serce już dawno. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych tomów opowieści o rezolutnej krowie i z przyjemnością obserwuję jak dzieci rozjaśniają się słuchając o Matyldzie i podziwiając jej przygody na ilustracjach.

Matylda, wraz z przyjaciółmi, bawiła się w rycerzy. Dzielnie broniła zamku, ale jak to zazwyczaj bywa - ktoś dorosły, jakimś niestosownym poleceniem zepsuł zabawę. Kąpiel i przygotowanie do snu, które zaproponowała gospodyni w żaden sposób nie rekompensowały przerwanej zabawy. Widząc opór Matyldy gospodyni chciała zastosować fortel. A potem kolejny... I jeszcze kolejny...

Zabawne, nieco przewrotne, powodujące uśmiech, radość i bardzo ciepłe uczucia kierowane w stronę krowy Matyldy.


Książki Doroty Sumińskiej czytam w ciemno. Te dla dorosłych i te dla dzieci również (pamiętacie jeża Jerzego?). Dlaczego hipopotam jest gruby? to kolejna z jej publikacji, którą - jak się okazuje podczas lektury - dostarczy wiedzy nie tylko dzieciom, ale też dorosłym.

Dlaczego leniwiec jest leniwy? Czy są łyse zwierzęta? Czy świstak świszcze? i czemu oko jest przezroczyste? Na te i całe mnóstwo innych dziecięcych pytań dotyczących funkcjonowania świata zwierząt, a więc i nas w tym świecie, odpowiada cierpliwie, bogato i adekwatnie do percepcji pytających Dorota Sumińska.

Podoba mi się sposób na spis treści; stanowi on listę zwierząt wspomnianych w książce, nad którym widnieje zachęta, by poczytać o sekretach zwierzęcia interesującego młodego czytelnika.

Polecam:)

19.4.19

Dla dzieciaków (23)

Dla dzieciaków (23)

Pamiętacie Amandę z Mejli na miotle? Nadal uważa, że szkolna edukacja to element uprzykrzający życie i wciąż fascynuje ją flamenco. Mieszka u przyjaciółki, z mamą, mieszkającą w Krakowie, rozmawia przez skajpa, taty unika, a pieniądze zarabia sprzątając mieszkania.

Podczas pobytu u mamy dziewczyna przenosi się w czasie i poznaje Jakuba z Gdańska, który zupełnie inaczej niż ona podchodzi na możliwości uczenia się. Gdy okazuje się, że poznany młodzieniec nie jest tym za kogo się podawał, a jego obecność wśród żaków jest więcej niż niemile widziana, Amanda zaczyna dostrzegać plusy swojego życia.

Jak zwykle, polecam to co wyszło spod pióra Agnieszka Tyszka.



Jeśli wejdziecie na stronę Quentina Greban (https://www.quentingreban.be) odkryjecie, że znacie jego ilustracji. Ilustrował kilka książek, które się w Polsce ukazały, ale chyba nie miał szansy na to, by zaistnieć nieco wyraźniej w świadomości czytelniczej. Mam nadzieję, że dzięki Kiedy dorosnę ten stan się zmieni, a ciepło płynące z jego prac i opowieści, sprawi to, że i Wy, podobnie jak ja, będziecie chcieli więcej jego książek.

Kiedy dorosnę to prosta i bardzo mądra opowieść. Dzieci, zapytane przez panią, co chcą robić w przyszłości, opisują siebie przez pryzmat zainteresowań, uzdolnień, predyspozycji i w nich upatrują tego, czym chcą się zajmować będą dorosłymi. I tak - dziewczynka budująca największe zamki z piasku wie, że będzie w przyszłości budowała domy. Heniu, kochający jazdę na rowerze, chce być listonoszem. Julka lubi zadawać pytania, więc zostanie nauczycielką, a Robert stoi zawsze na przedzie i będzie maszynistą w pociągu.

Dziecięce marzenia są proste i ładne, prawda? Quentin Greban prowadzi nas przez nie czułą i delikatną ilustracją, pokazując jednocześnie jak bardzo dorosłe plany na przeszłość dzieci mogą różnić się od tego, jakie swoje mocne strony dostrzegają najmłodsi i jak logiczne wydaje się im czerpanie z nich do tworzenia wizji swojej dorosłości.


Wydawać by się mogło, że jest jeszcze za wcześnie na pisanie o tym, jak oswoić dziecko z przedszkolem i obowiązkiem codziennego rozstawania się z rodzicami. A jednak - rynek wydawniczy czasami podsuwa nam pewne książki na tyle wcześnie, abyśmy mieli czas na reakcję. O ile z podsuwaniem książek bożonarodzeniowych w październiku nie mogę się pogodzić, tak pojawienie się książki Anny Sójki Pora do przedszkola witam ze zrozumieniem.

Każda z czternastu opowieści zamieszczonych w książce jest adresowana do innego dziecka. Każda przedstawia inny problem, z którym dziecko mierzy się podczas edukacji przedszkolnej. A to strachy wychodzą spod łóżka podczas leżakowania, a to kolega użył brzydkiego słowa i ono tak mocno pcha się na usta, a to urodziła się młodsza siostra i rodzice nie zwracają już uwagi na starsze dziecko lub koleżanka wciąż wszystko wszystkim zabiera, bo nie umie się dzielić.

Anna Sójka pokazuje sens bycia w grupie rówieśniczej, socjalizacji, której nie zastąpi przebywanie tylko z rodzicami, dziadkami, czy nianią. Autorka, w wyważony, bardzo naturalny sposób pokazuje jakie są recepty na dziecięce obawy i lęki, a stworzone przez nią dzieciaki i panie przedszkolanki pozwolą przygotować się adeptom przedszkolnych doznań do nowego, ważnego etapu w życiu.

12.4.19

Dla dzieciaków (22)

Dla dzieciaków (22)

Kotki Dorotki Joanny Krzyżanek... I tu właściwie mogłabym skończyć opisywanie książki, bo wszyscy wiedzą, że Autorka wypuszcza ze swoich rąk i głowy rewelacyjne historie kochane przez dzieci mniejsze i większe. Oraz tych wszystkich, którzy metrykalne dziećmi już nie są, ale w sercach wciąż umieją się po dziecięcemu zachwycać.

Wspomniana książka to zbiór kilku, niewielkich rozmiarami, ale wielkich zapełniającymi je kocimi osobowościami, opowiadań. Jednak nie tylko one są bohaterami tekstów. Jest tu bowiem zadufany w sobie pan Tonton, panie Umiem i Nieumiem, piękna czerwona kulka, która okazała się być... A, nie powiem Wam kim😊

Na każdej stronie, pod tekstem, znajduje się pytanie związane z tym o czym przeczytaliśmy przed chwilą. Pytanie, dzięki któremu sprawdzimy na ile uważnie dziecko słucha/czyta i które umożliwi kształcenie w dziecku umiejętności czytania ze zrozumieniem.

Mnie, jak wiecie, zafiksowanej na zwierzakach, podoba się to, że psy i koty występujące w opowiadaniach są członkami opisywanych rodzin.


Zaginiona księgarnia Katie Claphman to książka w typie moich ulubionych, czyli o książkach. O tych przedziwnych wytworach ludzkich rąk (a dziś już maszyn), które kryją w sobie radości i tajemnice, przygody i mądrości, które sprawiają, że nasze życie może ulec zmianie. O książkach i ludziach książek.

Milly jest zafascynowana panią Minty. Bo też pani z księgarni wie wszystko, a jeśli nawet sama nie wie, to zna książki, w których można znaleźć odpowiedzi na niezliczone dziecięce pytania.

Ale zarówno księgarnia, jak i pani Minty mają już swoje lata i dziewczynka martwi się o przyszłość swojego ulubionego miejsca.
Jeśli nikt inny nie będzie chciał prowadzić księgarni, być może zostanie zastąpiona przez bank albo zakład optyczny. Ale po co ludziom okulary, skoro nie będą mieli żadnych książek do czytania? [s. 29]
Oprócz treści Zaginionej księgarni, w której autorka przekazuje prostą, acz nie powszechnie zrozumiałą prawdę o tym, że bez książek ludzkość podupada, uwagę zwraca sposób wydania: twarda okładka, przyjemny torebkowy rozmiar, twardsze strony i spójna grafika.

Zaginiona księgarnia ma w sobie jeszcze jedno przesłanie - autorka dedykuje książkę przyjaciołom prowadzącym niezależne księgarnie.



Wydawać by się mogło, że do 1 czerwca jest jeszcze mnóstwo czasu. Tym jednak, którzy lubią z wyprzedzeniem planować, już dziś podsuwam pomysł na prezent dla dziecka.

To my dzieci świata Elizy Piotrowskiej, zilustrowane przez Huberta Grajczaka jest opowieścią o podróży przez świat, różne kraje, regiony, a co za tym idzie - kultury, dwójki dzieci, Igi i Gutka oraz nieodłącznego czterołapego Globusa.

Rodzice wyposażają potomków w to co niezbędne w wędrówce, rozsądnie dokładając do ich bagażu niewielkie upominki z Polski i najmłodsi wyruszają.

Anglia, Włochy, Arktyka, Włochy, Chiny, Grecja, Madagaskar to zaledwie kilka z odwiedzonych przez Igę i Gutka miejsc. Wszędzie spotykają się z lokalnymi dziećmi i to od nich dowiadują się o obyczajach, grach, zabawach, codzienności.

To my dzieci świata jest doskonałą książką do rozbudzania dziecięcej ciekawości. Daje podstawy, które - w trakcie późniejszego zgłębiania tematu - można weryfikować, poprzedzać o nowe wiadomości, by wreszcie samemu odwiedzić omawiane miejsca i doświadczyć tego, co bohaterowie książki.

11.4.19

Natasza Socha. (Nie)miłość. Z Tobą i bez Ciebie.

Natasza Socha. (Nie)miłość. Z Tobą i bez Ciebie.

Do mojego prywatnego rankingu pisarek niebanalnych należy również Natasza Socha. Pisząca początkowo zabawnie, acz demaskując stereotypy, głównie te związane z podziałem ludzkości na dwie płcie, zastraszająco obecne w naszym postrzeganiu świata.

Z książki na książkę jest jednak u Nataszy Sochy mniej żartobliwie, a bardziej prawdziwie, chwilami wręcz gorzkawo.

(Nie)miłość. Z Tobą i bez Ciebie to powieść o wygasłym małżeństwie. Trwa ono na papierze, trwa w przestrzeni ograniczonej wspólnym mieszkaniem i świadomością rodziny i znajomych, którzy postrzegają Cecylię i Wiktora jako parę. Nie trwa natomiast w ich głowach, bo oni obydwoje przekonani są do tego, że trzeba się rozstać i czekają - jedynie - na krok tego drugiego małżonka.

I nagle drobna stłuczka i wcale nie drobne jej konsekwencje, skazują ich na ponowne zainteresowanie się sobą, na ponowne okazywanie sobie troski, wzajemną empatię, delikatność, myślenie o sobie z zainteresowaniem i czymś, co zdumiewająco dla obojga zaczyna przypominać emocje pierwszych dni ich związku.

Z (Nie)miłości płynie jasny wniosek - codzienna rutyna, rozmowy oparte o polecenia, a nie pytania o uczucia i nastrój, a nie o zainteresowanie tym, jak bliskiej nam osobie minął dzień, czym się ucieszyła, a co ją zmartwiło, zabija relacje międzyludzkie.

Polecam. Tę i inne książki Nataszy Sochy.

P.S. W maju ukaże się (Nie)piękność. Czekam niecierpliwie.

9.4.19

Renata Frydrych. Niespodziewanie jasna noc.

 Renata Frydrych. Niespodziewanie jasna noc.

Renata Frydrych, której druga książka Niespodziewanie jasna noc ukazała się niedawno, należy również do tych niesztampowych pisarek, o jakich wspominałam kilka dni temu. Jej powieści, bo także Załatw pogodę, ja zajmę się resztą, to historie ludzkich emocji, myśli, a szerzej - kondycji społeczeństwa pokazanego poprzez pryzmat kilku, dokładnie narysowanych postaci.

Alice, pochodząca z Londynu, decyduje się przyjechać do Warszawy, by wziąć udział w artystycznych warsztatach. Kuba, realizujący w życiu pomysł rodziców o tym, że ich syn ma się parać prawem, fascynuje się teatrem i to z aktorstwem chce połączyć swoją przyszłość. Młodzi ludzie poznają się, zaczynają w opowieści pojawiać się najróżniejsze oboczności, które - stanowiąc ważną część ich życia - rzutują na ich funkcjonowanie, trakcie, otoczenie.

Do tego wszystkiego mamy Harmonia. W poprzednim życiu cynicznego Henryka, którego dewizą było " po trupach do celu", a który po ciężkiej chorobie nie pamięta niczego z wcześniejszych lat i staje się kimś kogo bez wahania mogłabym określić jako osobę dostrzegającą sedno. Dla zabieganego, egoistycznego świata Harmoń jest naiwniakiem, ale gdy tylko ktoś pozwoli sobie na dostrzeżenie jego spokoju, zaczyna myśleć.

Renata Frydrych losami swoich bohaterów pyta o to, co robimy ze sobą i światem. Pyta, czy obchodzi nas to ku czemu zmierzamy, przypomina, że mamy jedno życie i to od nas zależy jak ono będzie wyglądało.

Warto.
Copyright © 2016 Prowincjonalna nauczycielka , Blogger