Przejdź do głównej zawartości

Koty są wszędzie...

Nie zaginęłam, nie przepadłam, koty zdrowe i w pełni sił. Wakacjowałam jedynie i to - o zgrozo - bez kociastych, które wraz z Z. zostały na gospodarstwie. Odwiedziłam Ciri, która ma już całkiem siwiutki pyszczek i Kavkę.




Potem powędrowałam hen daleko, by podłapać nieco słońca. Koty są wszędzie, więc i tam, gdzie zabrnęłam:










 :-D


Ostatnie zdjęcia to niespodzianka. Niedaleko figury św. Franciszka zauważyłam fontannę i zdumiały mnie uroczo poukładane figurki żółwi. Okazało się, że to nie figurki :-)





Koty podejrzanie łatwo wybaczyły mi moją nieobecność...

Komentarze

retro77 pisze…
Piękne zdjęcia - pozdrawiam :)
amyszka pisze…
Sporo tych kotów wypatrzyłaś ;)) Ja mam to samo na wyjazdach ... ;)
A ta wyspa-fontanna żółwiowa rewelacja ! :-)
iw-nowa pisze…
Skoro koty były pod dobrą opieką, to dały radę :)
Zdjęcia urocze, mam nadzieję, że wypoczęłaś!
ewko77 pisze…
I te żółwie tak po tych skałkach dają radę? Szacuneczek...
Szczególnie podoba mi się 13. zdjęcie: wąska uliczka z kotem urządzającym sobie siestę.
kociokwik pisze…
Sporo, bo tak tęskniłam za swoimi, że się tylko rozglądałam:-)
kociokwik pisze…
Iw - nowa,
pod najlepszą:-) Bardzo, dziękuję:-)
kociokwik pisze…
Ewko,
dają radę - siedziałam przy tej fontannie jak zaczarowana i uważam, że to najpiękniejsze miejsce w całym Śibeniku:-)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Daphne Du Maurier. Rebeka

Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...