Przejdź do głównej zawartości

Niedzielnik nr 62 (o marzeniach)

Dwa lata temu byłam na spotkaniu z Mieczysławem Hajerem Bieńkiem i jak zaczarowana słuchałam jego gawędy o podróżowaniu rowerem przez Kirgistan. Na koniec podeszłam do Hajera i powiedziałam, że podczas jego opowieści obiecałam sobie, iż do 50 roku życia pojadę do tej części świata, o której opowiadał i tak jak on przemierzę ją na dwóch kółkach napędzanych siłą nóg. Nie miałam wówczas roweru i nie jeździłam od kilku lat. I nagle, na przełomie roku zostałam zaproszona na wycieczkę rowerową, a później by dołączyć do rowerowej grupy. Od marca jeżdżę (o czym wiecie) i sprawia mi to niesamowitą przyjemność. A Kirgistan na rowerze staje się coraz bliższy:-) 


Kiedyś, na blogu Ania Maluje, trafiłam na doskonały tekst o marzeniach. Nie umiem go odszukać* (może Wam się uda), ale to co z niego zapamiętałam, da się streścić w kilku słowach: pozwól sobie marzyć, nie wprowadzaj autokorekty, nie ograniczaj się, tylko mów, zapisuj, deklaruj wyraźnie to, co chcesz osiągnąć. Nie bój się, że Twoje marzenia mogą być śmieszne, nieważne, pompatyczne. Są Twoje i odważ się, by je mieć i by się do nich przyznawać. Proste, prawda? Ale wcale nie łatwe - trzeba się tego uczyć.

Nigdy nie umiałam odpowiedzieć na pytanie o marzenia. Zawsze wydawało mi się, że marzenia nie są dla mnie - muszę realnie patrzeć na życie, korzystać z tego, gdzie los mnie rzuci i tam szukać najlepszego dla siebie rozwiązania. Nie dążyć, nie zastanawiać się nad tym co bym chciała, a jedynie poruszać się w obszarze tego co tu i teraz jest mi dostępne. Uwierzcie, dopiero od niedawna uczę się (i czuję, że już odrobinę się nauczyłam) mieć marzenia. I jakież to cudowne uczucie!

Jestem przekonana, że rozmowa z Hajerem i moja przynależność do teamu rowerowego to nie przypadek. To droga do spełnienia marzenia:-) 

Mój duch jest Duchem Wędrowca. Doskonale czuję się podróżując, bez względu na cel i sposób podróży. Liczy się tylko towarzystwo i pchająca mnie przed siebie ciekawość świata oraz rozkosz życia w drodze. Pamiętam, dawno temu leżałyśmy z Siostrą na podłodze w rodzinnym domu, wokół nas rozpościerały się mapy i atlasy, a my rozważałyśmy ile czasu zajmie nam objechanie autostopem Morza Czarnego i czy to bezpieczne. Nie wyruszyłyśmy w tę wędrówkę. Ale kto wie - może jeszcze kiedyś? Z każdą kolejną przeprowadzką pozbywałam się "przydasiów". Jednak nigdy w głowie nie powstała mi myśl o tym, by pozbyć się mojej skrzynki z mapami. Są w niej takie pokazujące kawałek świata dziś już urządzony inaczej, takie, na których widnieją rejony w jakie się nigdy nie wybiorę i takie, które przedstawiają świat do jakiego zobaczenia tęsknię. Te mapy to mój łącznik z marzeniami o podróżach. O wędrowaniu, smakowaniu i wąchaniu innych stron niż te, w których jestem codziennie. O zachwycaniu się szumem lasu, smakiem borówek na języku, śpiewnym nawoływaniem na bałkańskich targowiskach i zapachem kawy z tygielka unoszącym się nad bośniackimi wsiami. O pustce na plaży i szlakach górskich, o wietrze i słońcu, o ciszy i zgiełku. 

[Tu powinna być stosowna mapa pobrana z zasobów Polony. Ale Polona się zbiesiła, więc póki co - wklejam link.]

Gdy od bliskich usłyszałam pytanie o to, co chcę na urodziny, odpowiedź przyszła mi niemalże bez namysłu. Chcę czas i możliwość wyjazdu, bo to w moim przypadku towar mocno deficytowy. Gdy się ma zwierzaki niełatwo jest wyruszyć gdziekolwiek. Marzenie się powoli urzeczywistnia - szukam dobrego miejsca w Bieszczadach i nad morzem. Co prawda, już zdążyłam usłyszeć, że pojedynczych osób nie przyjmują, ale jestem optymistką:-) Jeśli możecie zarekomendować coś w okolicach Ustrzyk Górnych, z aneksem kuchennym i w rozsądnej cenie, to polecam się Waszej pamięci. Wasza porada, to krok w stronę realizacji marzenia.

Korespondowaliście kiedyś za pośrednictwem poczty bez @ z kimś z innego kraju? Moje doświadczenia wiążą się jedynie z listami wysyłanymi do dzieci z radzieckich szkół, których adresy ukazywały się w specjalnej rubryce gazety (nie pamiętam jakiej) oraz wymianie listów z uczniami zrzeszonymi w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Kusi mnie od kilku lat przyłączenie do postcrossingu, ale wciąż się waham. Ale tak, to także moje marzenie:-) Wyobrażam sobie jaką przyjemność musi dawać wybieranie pocztówki dla adresata mieszkającego gdzieś daleko i jak ekscytujące czekanie na widokówkę od kogoś innego. 


I tu pojawia się kolejne marzenie. Marzenie urodzinowo-podróżniczo-pocztówkowe. Zdaję sobie sprawę, że takie pragnienia ogłaszają światu przeważnie osoby młodsze ode mnie, ale skoro to moje marzenie to nie zamierzam go wypierać. Otóż, chciałabym Was prosić o przesłanie widokówki. Z miejsca, w którym żyjecie, które odwiedzacie, które jest dla Was z jakiegoś szczególnego powodu ważne lub którego żywiołowo nie lubicie. Chciałabym móc ułożyć sobie z Waszych kartek mapę:-) Korespondencję możecie kierować - wpisując moje nazwisko lub nick - na adres: MBP w Katowicach, Kossutha 11, 40-844 Katowice. Osobom, które zdecydują się podać adres zwrotny zrewanżuję się widokówką. 
A jeśli się zdecydujecie wysłać wiadomość do mnie, to pomyślcie również o Wydawnictwie Czarnym - oni też świętują urodziny i mają pocztówkową prośbę:-)

1 października mam urodziny. Okrągłe, pyzate i uśmiechnięte. Będzie mi bardzo miło, jeśli odwiedzając 2. Śląskie Targi Książki, zajrzycie na stoisko 101 i uśmiechniecie się do mnie. Wysoka blondynka w okularach i sukni balowej to będę ja. Zapraszam na coś słodkiego:-) 

Aby dobrze rozpocząć świętowanie zapraszam Was na rozmowę o marzeniach. O 10:00 w Forum 1, Panna Pollyanna i ja będziemy wypytywać Agnieszkę Krawczyk o realizacje marzeń, o tym co zrobić, by zostać pisarzem na cały etat i jak dążyć do urzeczywistnienia swoich pragnień. Rozpoczniemy również nabór na warsztaty pisarskie. Zachęcam - zjedzmy razem śniadanie:-)

Przyjemne jest pozwalanie sobie na marzenia. Ważna jest wiedza, że niektóre z nich poprzestaną na fazie bycia marzeniami, niektóre urealnione uświadomią nam, że tylko nam się wydawało, iż chcemy ich spełnienia, a niektóre - zrealizowane - dadzą nam szczęście.

Pomyślcie nad swoimi marzeniami, znajdźcie chwilę na dopuszczenie ich do głosu w myślach, a później je zwerbalizujcie. Nawet te, które wydają się Wam śmieszne - jak bukiet kwiatów ogródkowych, który chciałabym móc postawić na stole obok tortu:-)


*Znalazłam za to inny, poczytajcie - klik.

Komentarze

natanna pisze…
Akurat wpadłam tu 1 października.
Mnóstwa dobra Ci życzę z okazji Urodzin. Wiele radości z tego co robisz, sporo ciekawych książek i spełniania się życzeń oraz marzeń co najmniej w 90 % w kolejnym roku.
Radości, radości i 100 lat.
AnnRK pisze…
Ja zawsze marzyłam po cichu i nie zapędzałam się zbyt daleko jakby się bojąc, że te marzenia i tak nie mają szans na spełnienie, więc szkoda na nie czasu.
Od jakiegoś czasu marzę odważniej i robię co się da, by zbliżyć się do spełnienia nawet tych, które na razie mnie przerastają. Złożyłam wniosek o paszport, zapisałam się na hiszpański, kupiłam mapy i przewodniki, przekopuję internet w poszukiwaniu przydatnych wiadomości. Nie wiem, czy marzenie o wyjeździe na Kubę się spełni, ale na pewno będę krok po kroku się do tego zbliżać.
Monika Badowska pisze…
Ann RK,
trzymam kciuki za wyjazd:) I inne marzenia:)

Popularne posty z tego bloga

Konkurs na Blog Roku

Wczoraj ów konkurs wkroczył w kolejny etap. Za nami czas zgłaszania blogów, przed nami czas głosowania na te, co zgłoszone, a po południu 22 stycznia najpopularniejsze blogi oceniać będzie Kapituła Konkursu. Aby zagłosować na bloga, którego właśnie czytacie należy wysłać sms-a o treści E00071 (e, trzy zera, siedem, jeden) na nr 7144. Taki sms kosztuje 1,22 zł. Szczegóły konkursu: http://www.blogroku.pl/

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę

Paweł Beręsewicz. Kiedy chodziłem z Julką Maj.

Wydane przez Wydawnictwo Literatura Książka Pawła Beręsewicza wprawiła mnie w dobry nastrój. Opisując pierwsze drżenia serca, pierwsze zakochanie z punktu widzenia piętnastoletniego Jacka Karasia Autor dokonuje wyłomu - bodaj pierwszy raz mam szansę przeczytać, jak reaguje nastolatek szykując się na randkę, co i czy w ogóle mówi rodzicom o swojej dziewczynie i czy tylko dziewczyny martwią się o to, w którą stronę skierować nos przy pocałunku. Jacek Karaś, którego czytelnicy mieli okazję poznać w książce " Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek ", kończy gimnazjum i w ostatniej klasie dostrzega niezwykły urok swojej klasowej koleżanki, Julki Maj. Zdobywając się na straceńczą odwagę pyta Julkę, czy zechciałaby być jego dziewczyną. Później, wbrew temu, co myślał Jacek, bywa trudniej - nagle trzeba myśleć o wielu sprawach, nad którymi nigdy nie było powodu się zastanawiać, funkcjonować w inny niż dotychczas sposób. Cenię sobie ostatnie rozdziały powieści. Nie powiem nic więcej - czytaj