Przejdź do głównej zawartości

Sisi

Dawno nie było tu kotów. A przecież to one były pierwsze w pisaniu, a szczególnie pierwszą była Ona - Sisi.

Wciąż pamiętam jak to było, gdy zapragnęłam zaprosić do domu kota. Minęło już nieco ponad 10 lat, a ekscytacja pierwszego spotkania z Sisuleńką i jej rodzeństwem nieodłącznie tkwi we mnie. 


Czuję, że Sisi nosi z godnością swój wiek. Z lekka pokrzykuje na mnie, gdy mijam ją i nie biorę na ręce. W łazience staje na pionowo na koszu z praniem i czeka aż ją podniosę i przytulę. Do miski z jedzeniem ją noszę, a gdy sama wskoczy na lodówkę (bo i tam stoi miska, celem ukrycia jej przed Nusią i Sarą), to później długo na tejże lodówce leży, odpoczywa i spogląda na wydarzenia domowe z odpowiedniego oddalenia i dystansu. 



Nocami przychodzi do mnie, a gdy ja - pogrążona w głębokim śnie - nie dostrzegam jej obecności, wysuwa się lekko do przodu i liże mnie w nos. Doskonale wie, że tego nie lubię i stosuje ów zabieg chcąc być pewną, że to mnie obudzi. Budzę się, przytulam Kociątkę, ona zaczyna burczeć, a ja - co ze wstydem przyznaję - zasypiam niemalże po jednym dźwięku.


Uświadomiłam sobie dziś, że gdy Kavka i Wojtek pojadą do siebie, zostanę z dwoma kotkami. Taki stan liczebny w Kociokwiku był bardzo dawno temu. I nie - nie zamierzam go zwiększać, bo uważam, że wszystkim trzem seniorkom (Nusia też się już zalicza, trudno uwierzyć) należy się spokój na miarę ich potrzeb i upodobań.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Daphne Du Maurier. Rebeka

Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...