Przejdź do głównej zawartości

Dariusz Lis. No i mam za swoje.

Wydane przez
Wydawnictwo Impuls

Nie mogłam nie przeczytać książki - wspomnień napisanych przez nauczyciela uczącego nieopodal mnie.

"No i mam za swoje" to wspomnienia o początkach pracy pedagogicznej. Po studiach bohater książki zapragnął zamieszkać na wsi i uczyć w wiejskiej szkole. Opowiada z dużą życzliwością o swoim pierwszym, przyszkolnym gospodarstwie domowym, o uczniach, ich rodzicach, społeczności wiejskiej, w której przyszło mu stawiać pierwsze pedagogiczne i polonistyczne kroki.

Z opowieści wyłania się obraz ambitnego, serdecznego mężczyzny, któremu chce się podjąć wysiłek, któremu chce się pracować z młodymi ludźmi, być dla nich drogowskazem, nauczycielem, przyjacielem na drodze ku odkrywaniu własnych zdolności, upodobań, talentów, pasji.

Książka Dariusza Lisa napawa optymizmem. Pokazuje świat ludzi wzajemnie się szanujących, deklarujących i żyjących zgodnie z deklarowaną miłością do małej ojczyzny, ludzi ciekawych, może nie zawsze wierzących w siebie, ale z pewnością zmotywowanych do tego, by osiągnąć sukces (którym jest takie życie, jakie dla nich najlepsze).

"No i mam za swoje" to wyimek rzeczywistości ważnej dla Autora i dla bohaterów jego książki. To rzeczywistość, do której wszyscy możemy wzdychać z nostalgią szepcząc "kiedyś w szkołach było inaczej". Może jednak warto sprawić, aby i teraz było tak, jak we wspomnieniach Dariusza Lisa? 

Komentarze

Nemo pisze…
"Może jednak warto sprawić, aby i teraz było tak, jak we wspomnieniach Dariusza Lisa?"

Ambitny zamiar :)
Monika Badowska pisze…
Nemo,
to supozycja, nie zamiar;)))
Nemo pisze…
Tak czy owak - ambitna :)
Anonimowy pisze…
Bardzo ciekawa książka, polecam dla mlodziezy ktora moze cofnąć się o kilka lat wstecz i zobaczyć jakie warunki pracy były kilka lat temu..

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...