Przejdź do głównej zawartości

Bez zmian, choć...

miesiąc już minął. A może jednak trochę się zmieniło? Na pewno wszyscy jesteśmy starsi o miesiąc :-) 

Piotruś odwiedził weterynarza i w związku z tym kocur jest już kompletnie gotowy do adopcji - zaszczepiony, wykastrowany, z wynikiem FelV-. PanDoktora odwiedziła też Sisulka i to nie zaplanowane czyszczenie paszczy, a na badania krwi. Zrobiło się jej jakoś mniej i bałam się, że operacja może okazać się zbyt dużym wyzwaniem dla jej organizmu. Moje przeczucia okazały się mieć podstawy medyczne - Sisi waży 4,6 kg, ma nieco mniej mięśni niż miała wcześniej, a badanie wykazało - o ile dobrze zrozumiałam - że ma kłopot z przyswajaniem i utrzymywaniem wartości odżywczych pokarmu. Potrzebne są dodatkowe badania, tym razem moczu.

Wojtuś, w towarzystwie Piotrka, rozkwita. Ganiają się przed świtem i popołudniami i mimo, że niby nie zaprzyjaźnili się wyjątkowo mocno, to zdecydowanie widać obszary wspólnych zainteresowań. 

Gusia funkcjonuje w stanie z lekka obrażonym, być może nieco więcej niż zazwyczaj. Od kilku dni nie przychodzi do kuchni na poranne jedzenie, ale na szczęście wieczorami jest zawsze. O, własnie - to jest nowość. Po porannym spacerze, kiedy karmię psa, zapraszam na śniadanie także koty. Wrzucam im do misek małą puszkę bardzo dobrej mięsnej karmy, a na parapecie - poza psim zasięgiem - zostawiam suche w miseczce. Musi im to wystarczyć do mojego powrotu z pracy.

Najciekawsza jest obserwacja relacji - wciąż się rozwijających in plus - między Piotrkiem i Sarą. Psica jest jedynym zwierzęciem w domu, które podporządkowuje się rudemu terroryście. Owszem gania go, podejmuje próby przepędzenia go z moich kolan, czy w ogóle z mojego otoczenia, ale on - tez jako jedyny - nie prycha na nią, nie ucieka, nie wysuwa pazurów i nie fuka obrażony. Co więcej - dziś zauważyłam, że Piotrek robi do Sary baranki i ociera się o nią. Nie wiem, która z nas miała bardziej zdumioną minę ;-)

Nusia bywa chwilami zazdrosna o uwagę Wojtka - przytrzymuje go wówczas i pucuje mu łepetynkę oczekując wzajemności. Burczy, układa się na moich rzeczach, dopomina się uwagi, a ja już zaczynam się cieszyć na dni wolne w grudniu - będzie czas na głaskanie, przytulanie i wspólne lenistwo:-)

P.S. Ludzi chętnych do zaadoptowania Piotrka proszę o kontakt :-)

Komentarze

Loui Choco pisze…
Szkoda, że nie mam warunków ... Ale popytam po znajomych :))

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Daphne Du Maurier. Rebeka

Gdybym była damą w kapeluszu pijącą z przyjaciółką herbatę na tarasie w letnie popołudnie powiedziałabym o ksiażce: "Jakie to angielskie...". Młoda dziewczyna, podróżująca ze starszą, zgryźliwą, ciekawską kobietą dociera do Monte Carlo, gdzie poznaje zamożnego Maxima de Wintera, właściciela uroczej posiadłości Manderley, owdowiałego przed niespełna rokiem. Gdy starsza pani choruje, Maxim zaczyna opiekować się dziewczyną, a w dniu, w którym obie panie zamierzaja opuścić Monte Carlo, prosi ją o rękę. Młoda pani de Winter ma kłopoty z aklimatyzacją w nowym miejscu, wśród nowych ludzi, w nowej roli. Nie pomaga jej w tym zarządzająca domem niania pierwszej, tragicznie zmarłej, pani de Winter. Mąż nie dostrzega rozterek żony, wciąż walczy z upiorami przeszłości. Gdy dziewczynę ogarnia zniechęcenie i przekonanie, że ona nigdy nie dorówna Rebece, którą zachwycaja się wszyscy, pewnien splot okoliczności ukazuje jej zupełnie inne oblicze pierwszej pani de Winter. Ta wiedza wzmacnia ją ...