Przejdź do głównej zawartości

Christopher Ives, Zen wędrowny.


Jeśli kiedykolwiek trafiliście na książkę, przy czytaniu której co chwila myśleliście "jak ja, to o mnie", to już wiecie jak się czułam podczas lektury książki " Zen wędrowny".

Czytałam ją długo, bo nie mogłam się rozstać. Szkoda mi było dotrzeć do momentu, w którym przewrócę ostatnią stronę i skończę - jak w podróży - wędrowanie wraz z autorem po świecie realnym i duchowym. Te dwa światy, w przekonaniu Christophera Ivesa łączą się i przenikają do naszego życia właśnie podczas niespiesznego poruszania się ścieżkami życia.


Autor obficie sięga do tradycji buddyjskich, choć podkreśla też związki innych religii z mistycyzmem gór. Przybliża to jak łączy się wędrowanie po górach z osiąganiem stanu szczęśliwości i spełnienia. Mówi o tym, co czuje stawiając krok za krokiem po szlaku, ale poświęca uwagę także i temu przedziwnemu stanowi emocjonalnemu, który staje się udziałem tych wszystkich, którzy po dłuższym chodzeniu z plecakiem wracają do domu i przytłacza ich nadmiar. Od prostych porad organizacyjnych, poprzez refleksje związane z bóstwami i ich obecnością w naturze, od socjologicznych uwag, po cytaty z ksiąg nawołujących do poznawania samego siebie w oddaleniu od tego, co rozprasza.

Zauważyłam pewną prawidłowość. Im bardziej zachwyca mnie książka, tym trudniej mi się o niej pisze. Najchętniej cytowałabym ją obficiej niż teraz, bo wiele fraz celuje w emocje i otwiera we mnie poprzymykane drzwi do wspomnień. A jednak - to książka, która w szczególny sposób dotknie tych, którzy rozmiłowali się w chodzeniu i upatrują w nim nie tylko prostego przemieszczania się z punktu A do punktu B, ale też czasu na zajrzenie w głąb siebie.




Taki jest "Zen wędrowny", taki zapadł mi w serce i z takim chcę ruszyć na szlak.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...