Przejdź do głównej zawartości

Katarzyna Zychla. Bardzo mała dziewczynka i bardzo duży miś.


Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Książki wydane w serii "Bajki-zasypiajki" opowiadają historie jakie dzieci znają ze swojego życia, uczą, tłumaczą, objaśniają świat wyciszając to, co niepokojące. 

Miś Maurycy czeka na sklepowej półce marząc o dziecku, dla którego stanie się ważny. Gdy zauważa go Marta i zabiera ze sobą do domu zaczyna się przygoda - zarówno w życiu Maurycego, jak i dziewczynki. Obecność misia powoduje, że Marta, zawsze z ochotą rysująca, rysuje jeszcze więcej i stwarza las, w który z Maurycym u boku wkracza.

Katarzyna Zychla porusza w książce dwa bardzo istotne tematy. Po pierwsze, pisze o upływającym czasie i odchodzącym dzieciństwie, o czasie na pluszowe misie i czasie, w którym pochłaniają nas inne - niż zabawki - rzeczy. Drugi z ważnych tematów poruszany przez autorkę dotyczy sieroctwa i adopcji. Przedszkolna koleżanka Marty mieszka w domu dziecka i dziewczynka poprzez kontakt z nią dowiaduje się o tym, iż istnieją dzieci, które nie mieszkają ze swoimi rodzicami.

"Bardzo mała dziewczynka i bardzo duży miś" to książka, która uczy wrażliwości. Opowieść o Marcie, jej rodzinie, przyjaciołach jest bardzo mocno skupiona na tym, by podkreślać wagę relacji międzyludzkich i zachęcać do tego, by się o jakość tychże relacji bardzo troszczyć.

P.S. Zaczęłam się, pod wpływem tej książki, zastanawiać, gdzie są moje ulubione dziecięce zabawki. Ze wstydem przyznaję, że nie wiem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...