Przejdź do głównej zawartości

Szymon Hołownia. Ludzie na walizkach.


Wydane przez

Wydawnictwo Znak

"Ludzie na walizkach" to rozmowy z ludźmi, którzy doświadczyli bólu lub z bólem obcują codziennie. Podoba mi się to, że w książce większy nacisk położono na rozmowy z lekarzami, czyli tymi, którzy w dużej mierze pomagają zwalczyć ból, niż na historie osób chorych; wówczas książka mogłaby przechylić się w stronę łzawych opowieści, a tak jest rozmową na temat etyki medycznej w zderzeniu z cierpieniem.

Największe wrażenie zrobiła na mnie rozmowa jaką Autor przeprowadził z Profesorem Januszem Gadzinowskim, pediatrą i neonatologiem na temat cierpienia dzieci i tego, jak medycyna sprzeciwia się naturze.

W książce jest jeszcze przepiękna opowieść o dobrym umieraniu, rozmowa o dylematach przed jakimi codziennie stają lekarze, rozmowa o chorobie dotykającej osobę sławną, o tym, co trzema ludzi przy życiu, o wielkiej determinacji i wyborach jakich dokonuje lekarz pogotowia na miejscu wypadku.

Niepozorna książka zawiera dużo treści. I to treści, nad którymi warto się zadumać.

P.S. Czytałam "Ludzi na walizkach" i zastanawiałam się, po co Hołownia poszedł do "Mam talent".

Komentarze

hanyszka pisze…
Hołownia poszedł do "Mam talent" albowiem jest człowiekiem wszechstronnym ;-)Wielokrotnie wspominał w wywiadach,że ogladał angielską wersję i robiła ona na nim duże wrażenie, więc z przyjemnością zgodził się współprowadzić polską edycję programu. Myślę, że słuzy to jego wizerunkowi - nie zamyka się w ograniczającej etykietce "dziennikarza religijnego", przez co byc może dla wielu osób staje się bardziej "prawdziwy", wiarygodny. Ja tam Holownię szanuję i lubię, choc ideologicznie mi do niego bardzo daleko. A co do "Ludzi na walizkach", to zaczęłam kiedyś tę książkę czytać w Empiku, z założeniem, że później ją sobie kupię. I chyba tak zrobię.
Lunatica pisze…
Dziękuję za przypomnienie. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się przeczytać tak jak "Tabletki z krzyżykiem" SH.
Monika Badowska pisze…
Hanyszko,
ja Hołownię znam z kilku tekstów, tych wywiadów i programu w TVN-ie. I w moich oczach ów dziennikarz raczej traci niż zyskuje robiąc z siebie idiotę z Prokopem u boku. Wolałabym, aby się ograniczył do etykietki o jakiej piszesz;)
No, chyba, że uznamy, iż "dziennikarzem religijnym" został jakoś tak z przypadku i bez własnej silnej chęci, a program ma mu pomóc zmienić wizerunek;)
Abstrahując od jego wyborów medialnych - ksiażka jest warta przeczytania:)

Lunatico,
cieszę się, że przypomniałam:)
insider pisze…
Przeczytałem dotychczas obie książki Hołowni - "Tabletki z krzyżykiem" i "Kościół dla średniozaawansowanych" - po ich lekturze stałem się fanem pisarstwa Hołowni, jego stylu, żartu, ironii, inteligencji.
Doznałem lekkiego szoku, gdy dowiedziałem się, że wychwalany przeze mnie "inteligencik" stał się gwiazdą show-bizu. Pisząc wprost - sporo u mnie stracił.
Kto wie, może najnowsza książka przywróci mi wiarę w Hołownię?
Anonimowy pisze…
To ja dorzucę coś od siebie :)
"Mam talent" to typowy program TVN-owski, czyli patos oraz "prawdziwe i żywe emocje" w wydaniu groteskowym - jedna wielka szmira. Też bardzo cenię sobie p. Szymona, a ta decyzja, tak mi się wydaje, była spowodowana tylko ze względów finansowych. Religia TV, której przewodzi jest naprawdę dobrym kanałem jak na standardy TVN-owskie. Dobry dziennikarz z racjonalnymi poglądami na świat. Mnie również jest bliski jego światopogląd.
Monika Badowska pisze…
Krzysztofie,
usunęłam kopię komentarza:)
Nie znam Hołowni z Religia TV.
Mary pisze…
a dlaczego miał nie pójśc? w niczym mu to chyba nie uwłacza ani nie przeszkadza. Nie jestem religijna i jego poglądy są dla mnie kompletnie obce i dziwne natomiast mysle ze dobrze że pokazuje sie w takim programie, inaczej pewnie bym go kojarzyła jako gościa która nawraca i ględzi o modlitwie. A tak? przynajmniej jest sympatyczny prowadzący, bo Prokopa to juz w ogole nie trawie.

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...