Przejdź do głównej zawartości

... (zapomniałam o tytule)




Sisuleńce bardzo spodobał się regał. Układa się na nim wygodnie, myje sie i ucina sobie drzemkę - jak niegdyś na przypiecku. Gdy wracam do domu Sisi zsuwa się nieco ze swego legowiska i wywąchuje zapachy jakie przynoszę. Po chwili zeskakuje z regału na stół i biegnie na szafke przedpokojową, by powąchać mnie z bliskości i liznąć w nos.

Gusia szczególnie lubi koc leżący na wersalce. Ale lubi na nim leżec tylko w nocy. Popołudnia sa zarezerwowane dla koszyczka lub kocyka na pudełku, koło kaloryfera. Regał odwiedza rzadko, woli szafki kuchenne - tam często zasypia podczas odkurzania. Ale zdarza się nam ją znaleźć na dywanie z głową wsuniętą po kaloryfer.

Nusia ostatnio upodobała sobie koc (ten, z któwym zlewa się kolorystycznie Sisi). Przychodzi na niego spać w nocy i teraz też na nim śpi w pozycji obwarzanka. Wizytując regał czy szafki w kuchni Nusia szuka przygody, nie snu. Na spanie przychodzi do solarium;)

P.S. Nusia ma umówioną wizytę sterylizacyjną u weterynarza. Na 19 stycznia.

Komentarze

Anonimowy pisze…
Biedna Nusia .ale wy będziecie mieli spokój .chociaż przeżyć to wydarzenie nie będzie łatwo.ślicznie kocórki się prezentują:)
kociokwik pisze…
Ano, nie będzie łatwo...
alexls pisze…
Bedzie dobrze! Ja tez sie bardzo stresowalam przed tym zabiegiem u moich kociczek - poradzily sobie naprawde dzielnie! Przyszly do siebie bardzo szybko, bo naciecie jest naprawde malutkie. Tylko brzuch smiesznie potem wyglada po ogoleniu;) dopoki wlosy nie odrosna.
Trzymam kciuki!
kociokwik pisze…
Alexls,
wet, który zajmie się Nusią stosuje jakąś inna metodę nacieć - małe i z boku. Zobaczymy...
hersylia810 pisze…
Nie pamiętam czy Sisi ma tę "wizytę sterylizacyjną" za sobą? Słyszałam o tym małym nacięciu z boku - podobno świetna metoda, ale jeszcze niewielu lekarzy stosuje ją rutynowo. Na pewno będzie dobrze.

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...