Przejdź do głównej zawartości

Michael D. O'Brien. Dziennik zarazy.


Wydane przez

Wydawnictwo Znak

To bardzo smutna książka. Opowiada o rozwijającym się totalitaryzmie, o tym, że ludzie w coraz większym stopniu są kontrolowani, że coraz bardziej tracą swoją indywidualność, że coraz bardziej stają się masą, przy czym sam totalitaryzm nie jest czymś najgorszym, ale to, że ludzie poddają się temu, co sprzedawane jest w ładnym opakowaniu, do kupna czego zachęcają hasła nie tyle mądre, ile obliczone na to, że trafią do tych, do których mają trafić. O'Brien pisze:

"Ku swojemu zaskoczeniu i niedowierzaniu zauważamy, że naszym wrogiem nie jest wcale ta czy tamta tyrania, ale pewna koncepcja człowieka, która tymczasem stała się niemal powszechnie akceptowana."

Bohater, właściciel lokalnej gazety, jest ścigany przez urząd bezpieczeństwa i parę innych państwowych agencji za to, co pisał w swoich artykułach. A pisał o tym, że szkoła indoktrynuje, że rząd poprzez tę właśnie indoktrynację prowadzoną w szkołach pozbawia rodziców wpływu na dzieci. Pisał o paru innych rzeczach i pisał tak, jak dzisiaj nie należy pisać. W efekcie musi się ukrywać, a kiedy dzwoni do swojego ojca, byłego dyrektora szkoły, który uważa się za liberała, ojciec nie chce mu pomóc; nie chce, bo już nie wierzy swojemu synowi. O'Brien pisze:

"Zapomniałem, jak bezwarunkowo mój ojciec wierzy w psychologię i socjologię. To jego religia. Nigdy nie przejmował się tym, że rozwijające się konstelacje teorii w tych dziedzinach nieustannie ze sobą walczą. Co więcej, teorie są cały czas obalane i rekonstruowane. Jednak mój ojciec ufa im bezgranicznie. Wierzy, że są to nauki ścisłe. (...) Nie potrafi już dostrzec sprzeczności w świecie materializującym się wokół nas. Co mu się stało? Nawdychał się za dużo wszechobecnego gazu ideologicznego? Stał się istotą kierującą się pierwszymi wrażeniami, tak jak wszyscy inni albo prawie wszyscy inni? Porzucił swoją samotną wyprawę w poszukiwaniu Prawdy? Wszak jest to skarb, którego, jak twierdzi, zawsze pragnął. Co się z tym stało?

To bardzo smutna książka.

Komentarze

Anhelli pisze…
Smutne książki także są potrzebne, pozwalają ludziom zbyt zadufanym w sobie odkryć, że nie są czubkiem uniwersum.

pozdrawiam serdecznie :)
Vi pisze…
tej pozycji nie znam, ale może być całkiem dobra ... a przeczytałaś już może "Złoty notes"? Ja jestem na 120 stronie tej ponad 800 stronicowej książki i jak na razie wciąga mnie bezgranicznie :)
Monika Badowska pisze…
Anhelli,
:)

Virginio,
"Złoty notes" oddałam i chyba już do niego nie wrócę.
Anonimowy pisze…
To rzeczywiście smutna książka, ale bardzo pouczająca, jak sądzę. Czytając ją miałam miejscami mieszane uczucia, czasem się nie zgadzałam i nie miałam ochoty czytać. Ale skończyłam, bo uznałam, że jeśli "obrażę się" na autora, to tak jakbym przyznała rację "tamtym". Więc chyba efekt został osiągnięty:)
pozdrawiam

Popularne posty z tego bloga

Konkurs na Blog Roku

Wczoraj ów konkurs wkroczył w kolejny etap. Za nami czas zgłaszania blogów, przed nami czas głosowania na te, co zgłoszone, a po południu 22 stycznia najpopularniejsze blogi oceniać będzie Kapituła Konkursu. Aby zagłosować na bloga, którego właśnie czytacie należy wysłać sms-a o treści E00071 (e, trzy zera, siedem, jeden) na nr 7144. Taki sms kosztuje 1,22 zł. Szczegóły konkursu: http://www.blogroku.pl/

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę

Paweł Beręsewicz. Kiedy chodziłem z Julką Maj.

Wydane przez Wydawnictwo Literatura Książka Pawła Beręsewicza wprawiła mnie w dobry nastrój. Opisując pierwsze drżenia serca, pierwsze zakochanie z punktu widzenia piętnastoletniego Jacka Karasia Autor dokonuje wyłomu - bodaj pierwszy raz mam szansę przeczytać, jak reaguje nastolatek szykując się na randkę, co i czy w ogóle mówi rodzicom o swojej dziewczynie i czy tylko dziewczyny martwią się o to, w którą stronę skierować nos przy pocałunku. Jacek Karaś, którego czytelnicy mieli okazję poznać w książce " Jak zakochałem Kaśkę Kwiatek ", kończy gimnazjum i w ostatniej klasie dostrzega niezwykły urok swojej klasowej koleżanki, Julki Maj. Zdobywając się na straceńczą odwagę pyta Julkę, czy zechciałaby być jego dziewczyną. Później, wbrew temu, co myślał Jacek, bywa trudniej - nagle trzeba myśleć o wielu sprawach, nad którymi nigdy nie było powodu się zastanawiać, funkcjonować w inny niż dotychczas sposób. Cenię sobie ostatnie rozdziały powieści. Nie powiem nic więcej - czytaj