26 sierpnia 2016

Ulubione serie, czyli...

wpis, do którego zainspirowała mnie Karolina z bloga Zwiedzam wszechświat.

Istnieją książki, do których zawsze wracam z przyjemnością. Joanna Chmielewska, Lucy Maud Montgomery, Agatha Christie, Gerald Durrell to autorzy podręczni i blisko serca. To ich książki ratują mnie podczas czytelniczej niemocy, po ich powieści sięgam, gdy jestem tak zmęczona, że nie mam siły skupić się na niczym, co musiałabym zapamiętywać. Ich opowieści niczym ciepłe, przyjemne w dotyku swetrzysko opatulają słowami, a ich największą mocą jest to, że są.

Wśród wielu przeczytanych przeze mnie książek trafiłam jednak na takie, które - zostawiwszy niezatarty ślad w moim czytelniczym życiu - są mi bliskie, ale nie aż TAK bliskie, jak te wspomniane wcześniej. Darzę ich Autorów wyjątkową estymą, bohaterów znam i traktuję jak własnych znajomych oraz emocjonuję się przy każdym z nimi spotkaniu.

James Herriot i jego zapiski początkującego (i coraz bardziej doświadczonego) weterynarza. Napisane z olbrzymim poczuciem humoru przedstawiają nieco niedzisiejszy już świat. Z książek Herriota wyłania się wielki szacunek do zwierząt i hm, hm... cierpliwość do ludzi;)

(klik)

Na książki Noaha Gordona trafiłam w szkole średniej. I do dziś darzę je nieustającą miłością oraz staram się zarażać moim uwielbieniem. Gdybyście mieli ochotę obejrzeć film, to bardzo Was proszę - przeczytajcie wcześniej książkę:)

(klik)


Pochwały dla Alexandra McCalla Smitha wygłaszałam tu już tak często, że aż natarczywym wydaje mi się czynienie tego po raz kolejny. Bardzo klimatyczne powieści o Botswanie, oddające koloryt społeczny za pośrednictwem Mma Ramotswe i jej Agencji Detektywistycznej. Chciałabym umieć tak patrzeć na świat jak najsłynniejsza detektywka Afryki.

(klik)

Z Jan Karon i jej pastorem sprawa wygląda podobnie, jak w powyższym przypadku. Chwalę ów cykl, polecam i czynię to na tyle często, że wydawnictwo Zysk i S-ka poprosiło mnie o udostępnienie fragmentu tekstu na skrzydełku okładki. Z wielką niecierpliwością czekam na kolejny tom, a książki, których głównymi bohaterami są Mitford i Tim Kavanaugh, stanowią stały element mojego czytelniczego cyklu rocznego.

(klik)
Znacie twórczość "młodego" Łysiaka? Nie mam pojęcia co robi aktualnie Tomasz Łysiak, ale cykl powieściowy napisany przez niego zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie już kilka lat temu. Wciąż obiecuję sobie powrót do tych książek, ale sami wiecie jak to jest w powrotami i obietnicami, prawda?

(klik)

Mam wrażenie, że Marcina Wrońskiego przedstawiać nikomu nie trzeba. Jego książek również. Powieściowy cykl kryminałów retro zabiera czytelników do Lublina i czyni owo miasto - mimo zbrodni - tak sugestywnie przyjaznym, że niejednokrotnie, podczas lektury, miałam chęć wsiąść do pociągu czy autobusu zmierzającego do Lublina i zanurzyć się w uliczkach opisywanego miasta. Komisarza Zygę Maciejewskiego stawiam nad wszystkich Mocków i innych polskich detektywów;)

(klik)

Tu znów kryminalna seria. I to taka, ze wstydem przyznaję, której uroku długo nie mogłam dostrzec i przed którą długo się broniłam. Ale gdy już wyzwoliłam się z uprzedzeń (albo prościej ujmując - dojrzałam do lektury) zapadłam w opowiadane przez Martę Grimes historie, a inspektor Richard Jury budzi we mnie niekłamany zachwyt.

 (klik)
Tu chyba nie trzeba słów. W kilku się nie da, a na pisanie epopei wychwalającej Terry'ego Pratchett'a nie mam wystarczająco dużo miejsca. Z nim jest trochę jak w Ani z Zielonego Wzgórza - są tacy, którzy znają Pratchetta i ci, którzy nie. Tym pierwszym nie trzeba nic tłumaczyć, drugim nie ma sensu;)


Z racji upodobań, ale też wykonywanych prac zawodowych, staram się być zorientowaną co i kto dobrego wydaje dla młodszych czytelników. Gdybyście zatem poszukiwali cyklu książkowego godnego polecenia, to służę pomocą:)

Winter, malamut alaskański, porwał moje serce od pierwszego spotkania na kartach książki. Blaski i cienie psio-ludzkiego życia opowiadane z perspektywy czworonoga, bawią i uczą. Już nie mogę się doczekać premiery kolejnego tomu.

(klik)


O serii Podpalacze książek powinno być głośno. Bardzo głośno. A niestety - mam wrażenie, że nie jest. To powieści adresowane do czytelników w wieku 12-16 lat, oparte na dynamicznej akcji, zaskakujących rozwiązaniach i - co najistotniejsze - przesłaniu, że książki są skarbnicą mądrości i bez nich jesteśmy społecznie/cywilizacyjnie nikim. Niezbyt często kupuję książki, ale w tym przypadku jestem coraz bliższa wydania pieniędzy. A nic by mnie tak nie uszczęśliwiło, jak wersja audio wszystkich trzech powieści.

(klik)

Przygody Elfa, schroniskowego psiaka, który trafiwszy do rodziny Dużego i Młodego, staje się pełnoprawnym członkiem tejże oraz nadaje nową jakość życiu obydwu panów. Seria bardzo przygodowa, ale też bardzo edukacyjna. Znajdziemy w niej informacje o tym, czym karmić psa, co to są pseudohodowle, jak traktować czworonożnego przyjaciela na spacerach i w domu oraz mnóstwo niezbędnych młodocianym (i nie tylko) miłośnikom psów wiadomości. Jako suplement występuje poradnik traktujący o tym, jak wychować sobie człowieka. 

(klik)

Różni autorzy, różna tematyka, a element spajający to adresat - młodzi ludzie, wkraczający w nastoletni wiek, potrzebujący literatury dla siebie. Takiej, która porusza sprawy im bliskie, pokazuje życie innych młodych ludzi we współczesnych realiach. Zbiór takich powieści prezentowany jest w serii Plus Minus 16. Serii, którą bardzo sobie cenię i której - ze wstydem przyznaję - czytam wciąż za mało.

(klik)

Cykl poświęcony Zosi z ulicy Kociej i jej najbliższym prezentuję tu z zapałem od pierwszego z nim spotkania. Dobrze napisane, bardzo przyjacielsko-rodzinne powieści o dniu codziennym pewnej rodziny. Nowe miejsce zamieszkania, nowi przyjaciele, otoczenie, kolejni członkowie rodziny i upływający czas, pozwalają czytelnikom śledzić przygody rodzinne, ale i dorastać wraz z główną bohaterką.  

(klik)

Wpis o ulubionych seriach powstawał kilka dni. Przymierzałam się do niego, oglądałam półki, rozważałam, którego z Autorów cenię bardziej i co mogę o nim napisać, by Was zachęcić. Mam nadzieję, że choć na niektóre z przywołanych tytułów zerkniecie z przychylnością:)

5 komentarzy:

Marcin Pałasz pisze...

Być wymienionym jednym tchem z Jan Karon... Mój Boże!!! Dziękuję!
Ściskamy i merdamy -
Marcin i Elf :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Marcinie,
Sara odmerdowuje, a ja się uśmiecham:)

Karolina Małkiewicz pisze...

A wiesz, że ja też na powieści Noaha Gordona trafiłam w liceum? Z wielką chęcią przeczytałabym je znów, bo do tej pory pamiętam, z jaką przyjemnością je pochłaniałam! Dzięki za przypomnienie ;)
Seria o Elfie - fantastyczna, oby więcej książek z psim bohaterem! ^^

Mama Misi i Lucusia pisze...

A tak swoją drogą, może masz wtyki w wydawnictwie czy pojawi się tłumaczenie "In the Company of Others"? Była zapowiedź na obwolucie "Powrót do Holly Springs"( tak mi się wydaje, nie mogę sprawdzić, bo pożyczyłam książkę), w każdym razie martwi mnie, że wyszedł już tom 12, a o 11 zapomniano. Pisałam do wydawnictwa, ale najwyraźniej potraktowali mnie jak muchę natrętną i nie odpisali.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Karolino,
:)

Mamo Misi i Lucusia,
zapytałam - gdy tylko dostanę odpowiedź podzielę się nią:)