Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Saszka

Połowa stycznia za nami...

Nowy Rok nastał, a ja nie mogłam zmusić się do tego, by podsumować minione 12 miesięcy. Gdy myślałam o tym, co było, skupiałam się przede wszystkim na śmierci ukochanych zwierząt. Taki rok nie mógł być zaliczony do udanych. Jednak 1 dzień Nowego Roku okazał się być na tyle przyjemny, że warto o nim wspomnieć. W drodze z Dolnego Śląska w Bieszczady odwiedziła nas moja Siostra wraz z Saszką. Gapa ze mnie, bo nie zrobiłam żadnego zdjęcia psom. Pospacerowałyśmy około godziny obserwując relacje między Saszką i Sarą i podziwiając to, w jak płynny sposób Saszka poddała się przewodnictwu/starszeństwu Sary. Podczas spaceru spotkałyśmy znajomego chow-chowa, który każdorazowo wita się entuzjastycznie z Sarą (ona z nim nieco mniej, bo bywa natarczywy) i który tym razem oszalał na punkcie Saszki. Biegł za nami! Kto zna chow-chowy ten wie, że to dość nieoczekiwane zachowanie. Fajerwerkom, jak co roku, z największym zainteresowaniem przyglądała się Gusia. Dołączyła do niej też, ku mojemu zdumieniu, N...

W zwierzyńcu

Poprzedni weekend miałam przyjemność spędzić poza domem. Przyjemność polegała na tym, że odwiedziłam Lulu i Saszkę oraz ich ludzi, a potem powędrowałam w towarzystwie Siostry, Siostrzenicy i Saszki do domu rodzinnego, gdzie oprócz Rodziców czekała na nas Kavka.  Moja pierwsza myśl po ujrzeniu Saszki to "Jaka ona jest mała!". Psica powitała mnie radośnie, Lulu też nie stroniła od głasków i poczułam się niemalże jak w domu:-) Gdy wyruszyłyśmy późnym wieczorem na północ Polski Saszka grzecznie zajęła miejsce w wyznaczonej części samochodu i ciesząc się podróżą przespała większość drogi. Kavka nie pałała entuzjazmem z powodu odwiedzin psa. Nas powitała radośniej. Rodzice przenienieśli się z mieszkania do domu, więc kotka ma mnóstwo nowych miejsc do obwąchiwania, sprawdzania, itp. Zaakceptowała nawet drapak, któremu wcześniej okazywała idealną obojętność i potraktowawszy go jak trampolinę postanowiła wskoczyć na piec. Niestety - waga jakby nie sprzyja skokom. Ale zwiedzanie piwnic...

Zwierzyniec na wyjeździe

Piątkowe popołudnie i sobotę spędziłam w towarzystwie Lulu, Saszki i ich ludzi. Lulu pozwalała się głaskać, Saszka radośnie witała każdą okazję do spaceru, czy zabawy, a ja, przy okazji, poznawałam świat miejskich psów.   Tajson nastawiony zadaniowo. Przynosił piłkę, kład pod nogi człowieka i czekał na rzut.  O, tę różową piłkę... Vega okazała sie być stateczniejsza - pobiegła tylko kilka razy.  Lulu uznawszy, że to ona powinna być gwiazdą wieczoru, zasiadła na stoliku telewizyjnym. A za to, co na zdjęciu dostane burę... Haszczorowi nie wolno wchodzić na kanapę, ale...  Zasnęłysmy w takiej pozycji...

Szczęśliwy (bo wspólny) czas

Długi weekend sprzyjał obserwowaniu kociokwików, cieszeniu się nimi i odkrywaniu nowych dokonań futrzastych przyjaciół. Zrobiło się chłodniej, więc kociaste niemalże jak jeden mąż (bo bez Wojtusia) przywędrowały do naszego łóżka. Sisi i Gusia w tym pędzie do znalezienia sobie optymalnego miejsca potrafiły się ułożyć także na poduszkach. Zdjęć nie mamy - próbowaliśmy spać mimo maźnięć ogonów. Z przyczyn zupełnie mi nieznanych koty postanowiły spróbować rzeczy, których dotychczas nie jadły. Szczególnie zdumiała mnie Gusia, ktora nie należy do osób rozmiłowanych w nabiale. A tu, pewnego poranka, zastałam ją z głową w kubku, na którego dnie odrobina mleka czekała na zalanie gorącą kawą. Co więcej - Gusia nie dość zadowolona z wpychania głowy do naczynia wyprostowała się i włożyła do mleka łapkę, by po chwili ją oblizać. Mimo wiedzy, że kotom mleko szkodzi przelałam pomacane mleko na spodek, by ułatwić Guzi dostęp do niego. To, że Nusia jada melony i arbuzy nie było dla mnie niczym nowym, c...

Weekendowe doniesienia...

Weekend z deszczem i chłodem nie sprzyja zbyt długiemu przebywaniu poza domem, więc wolne dni upływają nam na kocio-ludzkich czułościach. Oczywiście - bez względu na stan aury niektóre kotki muszą wizytować balkon wielokroć w ciągu dnia. Wojtka bardzo zafrapowała flaga wisząca na balkonie, ale nie udało mi się zrobić zdjęcia - za szybko biegł w stronę aparatu. Odwiedził nas gość - mój Tata. Duszka niezłomnie spała na tapczanie i dziwiła się dlaczego jest wynoszona wieczorem z pokoju, Nusia się obraziła i przez dwa dni fukała niezadowolona, a reszta kotów przyjęła pobyt gościa bez większych zdumień.  Sisi wykazała olbrzymie zainteresowanie imieninowymi różami;  nie mogła się zdecydować, czy lepsze są płatki róż, czy ich liście. Oczywiście - dni kocie nie mogą upływać bez solidnej dawki snu. Podczas weekendu odwiedzaliśmy także Eskadę, kotkę, która zamieszkała w domu Ptysia i Petunii brykających już za Tęczowym Mostem. W doniesieniach z Warszawy na prowadzenie wybija się Lulu z ...

Coś się kończy, coś się zaczyna...

6 kwietnia w domu mojej siostry i jej rodziny zamieszkała siedmiomiesięczna dziewczynka rasy husky. Szczuplutka, lekko zaniedbana od pierwszego dnia odwiedziła lekarza weterynarii i zaczęła być karmiona dobrą karmą i warzywnymi smakołykami. Chętna do spacerów, pokojowo nastawiona, grzeczna i kochająca mocno swoich ludzi. To trzeci dom Saszki w jej krótkim życiu, więc tym ważniejsze jest, by czuła się w nim bezpiecznie. W czwartek pieska była mocno niespokojna. Ściągnęła pościel, podarła prześcieradło, nie chciała jeść, popiskiwała. Podjęto decyzje o wizycie u doktora, by wykluczyć jakieś wirusy, czy chorobę odkleszczową. W drodze do kliniki, na niewielkim trawniku Saszka urodziła swoje pierwsze dziecko - dzieczynkę. Siostra zawinęła maleństwo w szalik i czym prędzej pobiegła z Saszką do lekarza. W gabinecie weterynaryjnym na świat przyszło jeszcze dwoje dzieci Saszki: dziewczynka i chłopiec. Hela i jej rodzice w czasie błyskawicznym stali się z towarzyszy jednego psa i kota towarzyszam...

Relacje z ostatnich dni

Tydzień temu odwiedziłam Lulu i Saszkę (i ich rodzinę). Lulu jak zwykle jest grzeczną panienką, Saszka z radością rozdaje buziaki i dopomina się o głaski. Kotka objęła w swoje posiadanie pokój Heli, gdzie psica ma zakaz wstępu. Ów zakaz, rzecz jasna, obowiązuje tylko wtedy, gdy ludzie są w domu. W tym tygodniu obydwie zwierzęce dziewczyny zostały przyłapane na wspólnym spaniu w łóżku Heleny. Może dzięki kociemu towarzystwu Saszka nie będzie tęskniła z ludźmi tak mocno, jak tęskni teraz. Nasza codzienność na pięć kotów upływa radośnie i sympatycznie. Zrobiło się ciepło, więc już kilka minut po dzwonku budzika pod kuchennym oknem stoi kolejka chętnych do wyjścia na balkon. Oczywiście, wszystkie uważają, że budzik powinien dzwonić co najmniej 40 minut wcześniej, ale nie podzielamy ich opinii. Spacerują lub śpią na balkonie (Wojtek wraca najszybciej, bo marznie), wracają do domu na drzemkę, jedzą około 14, a później - koło piątej popołudniu - krążą po...