Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Lord

Baloo i kocie tymczasy

Mija miesiąc od dnia, w którym na parkingu w Częstochowie, odebrałam psa. Energicznego, zaciekawionego, z wyłażącą sierścią, pobudzonego. Do psa dostałam też prawie pustą książeczkę, bo schronisko - mimo, że obiecało Fundacji nieco inne rzeczy - obietnic niekoniecznie dotrzymało. Wróciliśmy do siebie i prosto z auta poszliśmy na spacer. Pierwsze dni upłynęły nam, a to na głaskaniu i przymilaniu się, a to na warczeniu, gdy próbowałam odebrać psu najważniejszą - jego zdaniem - zdobycz, czyli np. saszetkę po kocim jedzeniu. Na koty nie warczał, nie wykazywał zainteresowania i nawet, gdy Nusia wyrażała swoje oburzenie, to odsuwał się i odchodził. Zabierałam go do pracy. W pierwszy dzień  95% czasu krążył w kółko. U PanDoktora krążył. W domu krążył. Ale trzeciego dnia wspólnego pobytu w biurze położył się w wygodnym miejscu i spał. Coraz częściej chodził w koło tylko jakby szukając wygodnej pozycji do tego, by się ułożyć, a nie by być w gotowości, pełen zdenerwowania. G...