Mariola Zaczyńska. Więcej niż siostry.

Mariola Zaczyńska. Więcej niż siostry.

 


Dawno nie czytałam nic Marioli Zaczyńskiej, więc gdy zobaczyłam na bibliotecznej półce jej ostatnio wydaną książkę, pomyślałam, ze pora wrócić do tej autorki. Wróciłam i jakież było moje zdumienie, gdy zamiast lekkiej, prostej historii dostałam powieść osadzoną w realiach zmagań z przeszłością, nieprzepracowanych traum i odrobiny grozy.

Benita to dziennikarka, która odchodząc z warszawskiej telewizji zdecydowała się na pracę w lokalnym, siedleckim, portalu internetowym, którego jest gwiazdą. Roma, towarzyszka Brudera, psa tropiącego, jest ratowniczką działającą w szeregach straży pożarnej, gdzie wraz ze swoim psem szuka żywych ofiar katastrof i wypadków. Niegdyś niemalże jak siostry, dziś nieprzyjaciółki trzymające się od siebie z dala. Życie Siedlcach i bywanie w podobnych kręgach towarzyskich nie ułatwia im wzajemnego unikania, a one - stanowiąc dla siebie wciąż jątrzące się mentalne rany - siłą wydarzeń zbliżają się ku sobie.

Obydwie kobiety sportretowane przez Mariolę Zaczyńską są bardzo wyraziste. To niemalże modelowe przykłady postaci - bardzo się od siebie różniących, podążających w życiu innymi ścieżkami, bo, jak wyraźnie pokazuje to autorka, wychowanymi w inny sposób. Jedną z nich kształtowała matka szantażująca emocjonalnie ojca, drugą - dziadek żołnierz.

W powieści Więcej niż siostry znajdziecie i nieco ironiczny ukłon w stronę działania mediów, i dobrze opisane relacje międzyludzkie, wraz z ufnością, zakochaniem, namiętnością, i to, co Mariola Zaczyńska podkreśla bardzo wyraźnie - portret psychiczny kobiet, które dorastały bez ojca.

Polecam gorąco.

Kilka ostatnich książek

Kilka ostatnich książek

Czytam ostatnio powoli. Nie wynika to z braku lektur, czy spowolnienia tempa czytania, ale tego na co czas wolny poświęcam. A tak w ogóle - zwróćcie uwagę na opozycję słowną: czas wolny vr. czas... Zniewolony? Czasami tak czuję, a najgorsze jest, ze świetnie wiem jak ów czas na czytanie - choć częściowo - odzyskać. Tylko wiedzieć nie zawsze oznacza robić, prawda?


Teraz czytam najnowszą książkę Jodi Picoult, Księgę Dwóch Dróg. Opowieść o douli od umierania, która niegdyś była egiptolożką to ciekawe (acz w wersji pop, wiadomo) zgłębienie tematyki wierzeń związanych ze śmiercią, współczesnego do niej podejścia i tego, co umieranie może znaczyć dla umierających i tych, których opuszczają. W treści książki przewinął się także kot Oskar, o którym przeczytacie [KLIK] na blogu.


W uszach mam ostatni tom opowieści o Cormoranie Strike'u, Niespokojną krew. On i Robin przedzierając się przez pełne odniesień do astrologii zapiski z dawnych akt policyjnych próbują wyjaśnić sprawę zaginięcia blisko 40 lat temu pewnej lekarki. Książka jest długa, można się nią delektować, bo oprócz sprawy kryminalnej autora idealnie buduje napięcie między dwójką detektywów.



Niedawno skończyłam czytać książkę wyzwaniową [KLIK], czyli Zaczynaj od dlaczego Simona Sinka. Autor wyjaśnia w bardzo obrazowy sposób dlaczego pewne marki stają się kultowe, a ich klienci utożsamiają z nimi swoje wartości. Namawia też do pracy nad sobą i swoim postrzeganiem roli litera w organizacji czy firmie. Hasło, które pięknie oddaje idee jakie głosi Sinek brzmi Inspiruj ludzi do robienia rzeczy, które ich inspirują.


Książką, która sprawiła mi wielką niespodziankę i na która trafiłam przypadkiem i jedynie dlatego, że spodobał mi się jej tytuł okazała się być Znalazłam swoje plemię Ruth Fitzmaurice. Autorka opowiada o życiu rodzinnym i małżeńskim z ukochanym chorującym i umierającym na stwardnienie zanikowe boczne. Nie opisuje, jak pewnie musiałaby to czynić mieszkająca w Polsce osoba towarzysząca choremu, zmagań o pieniądze i opiekę pozwalającą utrzymać człowieczeństwo mężowi, a swoje emocje, myśli, zachowania dzieci, które próbują odnaleźć się w świecie, w którym tata niegdyś mógł przytulać, a teraz już nawet tego nie może dać swoim dzieciom. Przedstawia także inne kobiety - swoje przyjaciółki, które dzięki wspólnym pasjom dodają sobie otuchy. Bardzo polecam!

Joanna Kajstura, Miazga® i Psitulisko

Joanna Kajstura, Miazga® i Psitulisko

 



Na Joannę, czyli Fit Matkę Wariatkę trafiłam podczas ratowania psów z Radys. Mignęła mi gdzieś podczas wypowiedzi o tym, co tam zastali wolontariusze. Poszperałam i okazało się, że jest twórczynią programu ćwiczeń Miazga®. We wrześniu zdecydowałam się na zaabonowanie darmowego tygodnia, na próbę, i na tej decyzji się skończyło. Nie rozłożyłam maty ani razu.

Pod koniec grudnia uznałam, że skoro kolejny raz dzieje się tak, że można spróbować, a potem wykupić dostęp do aplikacji płacąc za jeden miesiąc, a otrzymując opcję ćwiczeń przez dwa, to jest to dla mnie znak - jeśli chcę osiągnąć cele jakie sobie na ten rok wyznaczyłam, to ćwiczenia wzmacniające są mi niezbędne. I tak oto ćwiczę:-)

Miazga® ma 9 etapów. Pierwszy z nich składa się z trzech poziomów: maluchów, młodszaków i starszaków, które wybrać należy w oparciu o własne ćwiczeniowe zaawansowanie. Zaczęłam od środkowego, za kilka dni finiszuję w starszakach.

Ćwiczyć można 5 razy w tygodniu, dwa są przeznaczone na rekreację. Treningi trwają od 20 do (jak na razie) 35 minut. Najważniejsza jest technika, co FMW podkreśla nieustająco. Mało skakania, dużo pracy nad tym, co utrzymuje nasze ciało w dobrej pozycji - wzmacnianiem brzucha i, co za tym idzie, kręgosłupa.

Są treningi, podczas których wszystko pogwizduje we mnie z radości, są takie, podczas których czuję jak z każdym ruchem mój poziom głodu wzrasta, są i takie, gdzie na koniec zalegam na macie rozciągając się leniwie, bo siły do wstania muszę pozbierać. 

To co my - ćwiczący (bo w gronie są nie tylko kobiety) - płacimy za Miazgę®, wspiera Psitulisko - projekt, który FMW wcieliła w życie czas jakiś temu. Wyciąganie ze schronisk psich, schorowanych staruszków i kwaterowanie ich w domach tymczasowych oraz szukanie domów stałych jest dla mnie warte każdych pieniędzy i każdego bólu mięśni podczas ćwiczeń. Jeśli zatem mogę ćwicząc pomagać - to, gdybym tego nie robiła - w mojej etyce - byłabym słabym człowiekiem.

 

Zaciekawiona Joanną i kompletnie nie zrażona jej soczystym sposobem komunikacji, sięgnęłam po książki. Pierwsza opisuje jej, jak by to nazwać, filozofię życiową. Druga - różne doświadczenia. Pewne fakty mi się poukładały, za pewne sformułowania polubiłam ja bardziej i doceniłam zaangażowanie.

Piszę o tym wszystkim nie tylko ze względu na książki i zupełnie nie po to, żeby się pochwalić jaka jestem wytrwała. Piszę o tym, bo od 1 do 7 marca znów jest promocja i ponownie można dołączyć do programu ćwiczeń na dwa miesiące, płacąc za nie 59,99 zł. A, nie napisałam - na platformie ćwiczeniowej oprócz Miazgi® są rozgrzewki, rozciąganie, joga, pilates, dance, zdrowy kręgosłup, przypominajki o piciu wody, konsultacje z fizjoterapeutą, dietetykiem, stylistką, seksuologiem, można skomponować sobie dietę z gotowych elementów lub z dodanych przez siebie lub pobrać gotowy jadłospis wraz z przepisami jak przygotować to, co wybraliśmy. Wśród gotowych materiałów znalazłam też wegańskie na różnym poziomie kaloryczności :-) Tam jest tego więcej, ale same sobie poszukacie, jeśli się zdecydujecie.

Pierwsze 3 dni są za darmo. Możecie sprawdzić czy to coś dla Was. A do 7 marca możecie w dobrej cenie wesprzeć psy i zadbać o swoje dobre samopoczucie po ćwiczeniach. Jedyny minus tego rozwiązania jest taki, że do lata być może będziecie musiały wymienić garderobę na mniejszą :-)

Wszelkie szczegóły znajdziecie tutaj. I nie, to nie jest wpis sponsorowany. 

To co - spotkamy się w aplikacji?

Katarzyna Ryrych. Pas startowy.

Katarzyna Ryrych. Pas startowy.

 


Opowieść o dorastaniu, patrzeniu głębiej i dostrzeganiu rzeczy, które z punktu widzenia dziecka nie istniały, a punktu widzenia nastolatka, osoby o budzącej się świadomości, są widoczne. Czasami aż za bardzo.

Opowieść prowadzona jest w dwugłosie. Czytamy historię pewnego wyjazdu wakacyjnego najpierw z punktu widzenia Krystiana, a później Korneli. Dwoje dzieci z tzw. dobrych domów, spotykających się i niespodziewanie szybko zaprzyjaźniających podczas pobytu ich rodzin w Grecji. Skąd ta nagła sympatia? Co sprawiło, że dziewczyna i chłopak tak bardzo do siebie przylgnęli?

Katarzyna Ryrych jak zwykle otwiera oczy czytelników. Pokazuje jak przejawia się aksamitna patologia i jak daleko jej od normalnego życia. Tytułowy Pas startowy to przestrzeń: ta rzeczywista i mentalna z jakiej startujemy w dorosłe życie. Bohaterowie powieści - wbrew pozorom - nie mają łatwo. A Wy? Lub - jeśli zajrzą tu rodzice dzisiejszych młodszych nastolatków - jaki pas startowy mają Wasze dzieci?

Mimo, że książka została wydana w serii Plus minus 16, to warto by po najnowszą powieść Katarzyny Ryrych sięgnęli także dorośli. To mocny i znaczący przekaz.

Barbara Kosmowska. Zachmurzenie umiarkowane.

Barbara Kosmowska. Zachmurzenie umiarkowane.

 


Barbara Kosmowska napisała powieść o ludziach dojrzałych. O ludziach, którzy na etapie wkraczania w czas emerytalny decydują się zmienić swoje życie. Diametralnie. Przykład bohaterów Zachmurzenia umiarkowanego pokazuje, że na zmiany nigdy nie jest zbyt późno.

Karol Polny w sylwestrową noc wychodzi z domu i nie wraca. Zostawia w nim tzw. dorobek życia, ukochane przedmioty i chyba nie do końca ukochaną żonę. Róża Polny przechodzi wszystkie fazy emocjonalne związane z byciem porzuconą: niedowierzanie, złość, nieufność, poszukiwanie rywalki... Swoja rytualną niemalże żałość odbywa wśród przyjaciółek. I choć to słowo wydaje się właściwe, to gdyby tak przyjrzeć się bliżej relacjom między kobietami, to trudno byłoby może znaleźć wśród nich przyjaźń. To co je łączy i po co się spotykają? I co tak naprawdę wiedzą o sobie wzajemnie Róża i Karol?

Piękna to opowieść. Historia o tym, że z biegiem dni powszedniejemy sobie wzajemnie i żyjemy w przekonaniu, że wiemy wszystko o osobie, która budzi się koło nas co rano. Wiemy, co powie, z kim i o czym rozmawiała, jakie są jej marzenia i pragnienia. Nie, nie wiemy, nie znamy jej pragnień, bo one przecież rosną i dojrzewają wraz z nami. To, że były takie gdy mieliśmy po lat 20, nie oznacza, że są takie same, gdy jesteśmy o kilka dekad starsi.

Podoba mi się wrażliwość wywierająca z powieści Barbary Kosmowskiej. Polecam do czytania nie tylko rówieśnikom Róży i Karola.

Dla dzieciaków (62)

Dla dzieciaków (62)

 Marcin Szygielski, Co jedzą czarownice?


Książka Co jedzą czarownice? stanowi szósty tom serii, w której Marcin Szczygielski opisuje przygody Mai. Szósty, ale nie musicie znać wcześniejszych, by czytać ten - jest on bowiem nietypowy. Otóż - Mama Mai zgodnie z zaleceniami lekarza ma odpoczywać podczas wyjazdu, a w domu zostaje młodsza siostra Mai, Tata (który z gotowaniem jest bardzo na bakier) i dziewczynka, nie znająca co prawda za bardzo tajników kuchennych, ale obdarzona czarodziejskimi mocami. Wszak jest się czarownicą, prawda? Na pomoc Mai przychodzą jej znajomi podpowiadając młodej adeptce sztuki kulinarnej proste, smaczne i zdrowe potrawy, które przygotuje z minimalną pomocą osoby dorosłej.

Na wyróżnienie zasługuje oprawa graficzna książki, trzy wstążki do zaznaczania ulubionych przepisów i porady jak przygotować nieco makabryczny makaron. 

Mikołaj Łoziński, Prezent dla dwojga



Mikołaj Łoziński wspominał o tej książce podczas swojej wizyty w naszej bibliotece. Mówił, ze jego synowie mają już po kilka lat, a na książkę czekali od dawna. I wreszcie jest, a mnie ciekawi jakie były ich wrażenia z lektury.

Prezent dla dwojga jest książką graficzną. Rysunki Janka Kozy współgrają z przekazem treściowym, uzupełniają go, dopowiadają to, co zostało pominięte w słowach. A opowieść toczy się w noc sylwestrową, gdy nagle mieszkańcy brzucha Julii, na miesiąc przed czasem, postanowili się wydostać się na drugą stronę brzucha. Narratorem jest ojciec bliźniąt, z lekka oszołomiony i sprawiający wrażenie nieprzygotowanego do zetknięcia się z oczekiwaniami potomków.

Mikołaj Łoziński w interesujący sposób opowiada o uczuciach ojca stykającego się ze swoimi dziećmi po raz pierwszy. I choć książek o ojcostwie pojawia się coraz więcej, ta z pewnością zasługuje na wyróżnienie.


Magdalena Kilarska, Bagażnik, czyli rzecz o pakowaniu
Nie wiem jak się to stało, że przegapiłam tę książkę, ale bardzo się cieszę, że nie przegapiłam jej zupełnie. Jednak szperanie na bibliotecznych regałach daje sporo frajdy i cudnych odkryć (polecam!)

Magdalena Kilarska w Bagażniku opisuje w prosty, klarowny sposób metody pakowania się przed wyjazdem. Podpowiada co ze sobą zabrać, w co się spakować, jak zadbać o potrzeby ducha, brzucha i bezpieczeństwo oraz zdrowie. Tworzy odrębne historie, w których nawiązuje do różnego typu wypraw - na spływ kajakowy, zwiedzanie miasta, czy wędrówkę po górskich szlakach. Sugeruje co warto zabrać na plażę, a co gdy jedziemy na obóz sportowy. Na koniec prezentuje listy jakie warto przygotować, by nie zapomnieć o niczym.

Wiem, ferie już minęły i to takie, o których większość z nas chce czym prędzej zapomnieć. Ale przecież niedługo zaczniemy myśleć o wakacjach i wówczas Bagażnik może się okazać lekturą nieodzowną.

Sylwia Borowska. Ślub pod chupą.

Sylwia Borowska. Ślub pod chupą.


Nie czytałam pierwszej książki autorki, bo nie udało mi się na nią trafić, więc gdy tylko zobaczyłam Ślub pod chupą w bibliotece, to czym prędzej zamówiłam. 

Autorka rozmawia z Polkami, które mieszkają w Izraelu. Są żonami Żydów, Żydówkami po konwersji, kobietami, które wybrały taką drogę świadomie. Niejednokrotnie jest też tak, że zanim spotkały swoich dzisiejszych mężów, wybrały życie w Izraelu i w ramach reguł panujących w religijnej części społeczeństwa izraelskiego.

Ciekawie było czytać o tym jak rozmówczynie Sylwii Borowskiej są przyjmowane w gronie znajomych i rodziny w Polsce i w Izraelu. Dzięki rozmowom mogliśmy zajrzeć do ich domów, dowiedzieć się czegoś o koszernej kuchni, wychowywaniu dzieci, podziale obowiązków domowych, zasadach życia codziennego regulowanych przez religię. Kobiety rozmawiające z autorką opowiadały tez o powodach przyjazdu do Izraela, drodze do konwersji, obyczajach ślubnych (i przed) i byciu żoną religijnego Żyda.

Ślub pod chupą jest reklamowany hasłem nawiązującym do Unorthodox Deborah Feldman. Ja polecam Wam obydwie książki :-)

Sarah Ban Breathnach. Ścieżka Prostej Obfitości.

Sarah Ban Breathnach. Ścieżka Prostej Obfitości.

 


Głęboko jestem przekonana o tym, że pewne książki trafiają do nas we właściwym czasie i naszej odpowiedniej gotowości na to, by z nimi współgrać. I tak oto trafiła do mnie Ścieżka Prostej Obfitości - w idealnym czasie, bo już nie przed 1 stycznia, a wtedy gdy rok nabrał rozpędu, a ja po kilku innych lekturach, pomyślałam, że przydałoby mi się coś, co stanowiłoby pewien całoroczny szkielet pracy nad sobą.

Pierwsze wydanie książka miała w 1995 roku, a to, które dziś dostajemy jest już trzecim. Sprzedane w kilku milionach egzemplarzy rozważania Sarah Ban Breathnach podbijają kobiecy świat wszędzie tam, gdzie są publikowane. Co jest w nich takiego niesamowitego?

Treść ma układ rozważań na każdy dzień roku. Zaczyna się cytatem, po którym następuje coś na kształt rozmowy autorki z czytelniczką. I są to rozmowy zarówno o tym, co należy poukładać w głowie i emocjach, jak i o tym, co wymaga naszej uwagi w domu i poza nim. Sarah Ban Breathnach podsuwa nam swoje przemyślenia, dzieli się z nami z nami - innymi kobietami, które bez względu na to, gdzie żyją, mają podobne radości i smutki.

Na końcu każdego miesiąca (zastanawiam się czemu nie przed) zamieszczono pomysły na dobre przeżycie nadchodzących dni, pomysły nawiązujące do konkretnych świąt, pogody, stanu ducha. W poradach na luty jest i zupa czekoladowa, i czerwona szminka i cudne zdanie:

Jeśli naprawdę chcesz poznać co to znaczy czuć się rozpieszczaną, to spraw, by rano witała cię czysta kuchnia i pusty zlewozmywak.

Trafne? Piękne? Mądre? To nie jedyne zdanie, które cieszy moje serce i sprawia, że owa propozycja na 365 dni do życia w harmonii i radości, stanowi coś, z czym zamierzam być przez najbliższy rok. Być, dostrzegać lekcje dla siebie, dbać i znajdować radość.

Może i Wy zechcecie się przekonać, czy Sarah Ban Breathnach napisała swoją książkę do Was?

Siedem odcieni miłości & Silna - opowiadania

Siedem odcieni miłości & Silna - opowiadania

 


Dwie książki (jedna już po premierze, druga - przed) będące zbiorami opowiadań o sile i miłości zdecydowałam się przeczytać niemalże w tym samym czasie i mogę Wam ów sposób polecić. Bo choć autorki inne, i temat główny również, to przecież w byciu silną potrzebujemy miłości, a w miłości - być silną.

Barbara Kosmowska napisała o uczuciu, które jedną osobą zawładnęło tak bardzo, że domniemywa, iż i druga czuje to samo. Lilianna Fabisińska opowiedziała o Ewelinie, którą przytłaczają oczekiwania mamy, co do dalszej drogi życiowej dziewczyny. Agnieszka Jeż doskonale sportretowała najgorszą przyjaciółkę Julki; wiele z nas ma podobną, więc warto sprawdzić. Opowiadanie Katarzyny Ryrych nosi bardzo dwuznaczny tytuł; Naprawdę wielki ogień nie dotyczy tego, co jako pierwsze przychodzi nam na myśl.  To nie tak jak myślisz Joanny Jagiełło to historia miłości zaborczej postawionej wobec miłości dopiero pączkującej, nieśmiałej i nie omówionej na tyle dobrze, by sprzyjać dobremu porozumieniu. Małgorzata Warda opowiada o miłości między córką i matką, między rodziną, między młodymi ludźmi i miłość do zwierząt i świata. Dużo tego, ale nie martwcie się - wszystko spójne i mocne. Opowiadanie Anny Onichimowskiej przedstawia historię nastolatki zakochanej w nauczycielu.

Miła już byłam Anny Cieplak to głos Igi, związanej z kimś, kogo toksyczność dostrzega dopiero w pewnym oddaleniu. Dostrzega i staje wobec świadomości, która niejako wymusza na niej działanie. Natalia Fiedorczuk pisze o przemocy w szkole. I o tym, kto jest wobec niej silny, a kto tchórzliwie stara się jej nie dostrzec. Aneta Jadowska i jej Duch w szafie to kolejna odsłona świata Kurczaczka, córki Witkaca, szamana z uniwersum Dory Wilk. Katarzyna Berenika Miszczuk sięgnęła po siłę charakteru, którą zestawiła z pewnym rodzajem użalania się nad sobą. Agnieszka Płoszaj, z którą spotykam się po raz pierwszy snuje opowieść o sile śmierci i tych, którzy mają odwagę się jej przeciwstawiać. Dominika Słowik zabiera nas do świata po apokalipsie i tajemniczych, ratujących życie umiejętności.

Trzynaście autorek i tyleż opowiadań to dobre zanurzenie się w literaturę. Każda z nich dotyka wskazanego tematu na swój charakterystyczny sposób, każda podsuwa naszej wyobraźni inne rozwiązania narracyjne, każda - stawia nas przed innym lustrem, w którym mamy się przejrzeć. Jestem ciekawa, jak bardzo te opowiadania Was poruszą.

Polecam.

Irena Małysa. W cieniu Babiej Góry.

Irena Małysa. W cieniu Babiej Góry.

 


Wybrałam tę książkę ze względu na lokalizację akcji powieści. I faktycznie, Irena Małysa, solidnie osadziła swoich bohaterów w cieniu Babiej Góry. Począwszy od kobiecego spaceru, Baby na Babiej, który miał być czymś na kształt wieczoru panieńskiego jednej z nich, aż po gwarę, którym posługują się niektórzy z nich. Podobają mi się też dwa plany czasowe i wskazywanie czytelnikom wcale nie oczywistych wątków łączących rok 1969 z 2019. 

Przyszła panna młoda, córka posła i narzeczona syna właściciela lokalnego tartaku, umiera niemalże wśród przyjaciół. Jej śmierć odkrywa dawna przyjaciółka, policjantka odesłana z krakowskiej komendy na prowincję. Barbara upiera się przy tym, by rozwiązać sprawę śmierci Izy, a przy okazji tropienia śladów trafia na ludzi, którzy, w jej mniemaniu, należą do tak innego kręgu społecznego niż Iza, że aż trudno uwierzyć w to, że mogło ich coś łączyć. Jak zawsze - mieszkańcy małych miast mają swoje tajemnice i sprawy, o których niechętnie mówi się światu.

Samolot lecący w kwietniu 1969 roku z Warszawy do Krakowa, w przedziwny sposób schodzi z kursu i obniża się zbyt mocno, by było to bezpieczne. Jego uderzenie w zbocze góry słychać z daleka, a że w lesie pracują robotnicy leśni, szybko trafiają na miejsce katastrofy. I jeszcze szybciej żałują, że się tam znaleźli. Czy jednak śmierć pasażerów samolotu jest jedyną straszną rzeczą jaka się wówczas wydarzyła?

Spod ciekawie i sprawie poprowadzonej fabuły dostrzec można chwilami pewien gatunkowy schemat, w który wpisuje się autorka. Czyni to wielce udanie, mimo, że bywają takie rozwiązania, które wybrzmiewają nieco szorstko i wyglądają na zbyt łatwe.

Historia rozbitego samolotu jest bardzo ciekawa, Baśka Zajda pełnokrwista, a mnie (i pewnie Wam) pozostaje czekać na kolejne spotkanie z twórczością Ireny Małysy i jej bohaterką. 

Marta Kisiel. Dywan z wkładką.

Marta Kisiel. Dywan z wkładką.

 


W tej książce działo się tak wiele i tak wiele się we mnie zaczepiło, że od soboty chodzę i zastanawiam się od czego zacząć, by dobrze zawrzeć w słowach to co czuję. A łatwe to nie jest;-)

Tereska Trawna ma męża, Andrzeja, córkę Zoję i syna Maciejkę, teściową Mirę i życie bogate w najrozmaitsze wydarzenia (niby jak każdy z nas), które z właściwymi sobie talentem i osobowością przekuwa a to na klęski, a to na radości dnia powszedniego.

A wszystko zaczęło się od szczególnie akustycznej lodówki i równie akustycznej w wyrażaniu emocji i uniesień sąsiadki. I nagle pp. Trawny wyprowadzają się do wiejskiego domu, tuż przy drodze, która kończy się w ich sąsiedztwie. Kilka domów, las, cisza, oczko wodne koją duszę Tereski, będącej choleryczką (i chaotyczką), a przynajmniej czynią to w jej wyobrażeniach. Bo wcale nie jest tak cicho i spokojnie, a sąsiedzi mili i sympatyczni.

Nie będę Wam odbierała przyjemności śledzenia intrygi zawartej w fabule powieści, ale muszę, po prostu MUSZĘ, podziękować za kilka rzeczy Marcie Kisiel.

Zatem: za podbitkę i jej mieszkańca cyzelującego wymowę "rzy", za sąsiada kanalię, który jest kanalią, bo nie ma ekologicznego nastawienia (między innymi), za labradorowatość i takiż stan skupienia, za crossfit i presję, za życie erotyczne opisane po prostu, rajstopy w czachy, Pindzię, za to, że płacenie podatków może rzutować na sprawność umysłową, za ciężko ranne ptaszki (choć sama należę do lekko rannych), asany i Magnuma (którego - uczciwie przyznaję - musiałam wygooglać). Mam nadzieję, że czujecie się zaintrygowani i czym prędzej sięgniecie po książkę.

Na facebookowej stronie autorki znajdziecie fragmenty książki, ale ostrzegam, że ich czytanie wzmaga niecierpliwość.

Ciekawe ile osób po przeczytaniu powieści Dywan z wkładką będzie bliskie temu, by wyznać Marcie Kisiel miłość lub chociażby uwielbienie. Ja jestem;-)

Liane Moriarty. Sekret mojego męża.

Liane Moriarty. Sekret mojego męża.

 



Sekret mojego męża to moje pierwsze spotkanie z twórczością Liane Moriarty. Czy udane? O tym poniżej.

Akcja powieści rozgrywa się w Sydney, ale ja wciąż nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że przestrzeń, w której poruszają się bohaterowie jest niewielka, skupiona wokół szkoły i kościoła, sprzyjająca temu, by sięgać do zakamarków pamięci i stwarzać miejsce bezpieczne. Choć co do bezpieczeństwa, to jest ono dyskusyjne...

Cecilia Fitzpatrick jest kobietą aktywną, szczęśliwą żoną, produktywną matką, doskonałą podporą lokalnej społeczności. Tess, wywodząca się z tej samej społeczności, po rozmowie z mężem i kuzynką - przyjaciółką, zabiera syna i wyjeżdża z Melbourne do kontuzjowanej matki. Rachel do dziś nie może pogodzić się ze śmiercią córki, wówczas nastolatki, i przeraża ją myśl o tym, że syn i synowa planują, wraz z jej ukochanym wnukiem, wyjechać do Nowego Jorku.

Opowieść przywołuje archetypiczne historie o zbrodni i karze. Liane Moriarty nie zatrzymała się jednak w podkreślaniu konsekwencji pewnych działań na jednej osobie, tej, która ponosi winę. Co więcej - miałam wrażenie, że wręcz przesuwa punkt ciężkości zmagania się ze świadomością dokonanych błędów (to dość eufemistyczne sformułowanie) z osoby za nie odpowiedzialnej, na te, które ją otaczają.

Gdzie przebiega granica tajemnicy korespondencji? Co sprawia, że można drugiej osobie powiedzieć - zmieniło się, dziś czuję inaczej, a za chwil parę się z tego wycofywać? Czy da się zapomnieć niezapominalne?

Od dawna miałam ochotę na powieść napisaną przez Line Moriarty i bardzo się cieszę, że moje pierwsze z nią spotkanie jest tak satysfakcjonujące. Z układanki wątków, postaci, wydarzeń autorka stworzyła ciekawą historię z bohaterami podobnymi nam.

Teraz już z pewnością sięgnę po inne książki Liane Moriarty:-)

Pożegnanie z rokiem 2020

Pożegnanie z rokiem 2020

 Każda drobna zmiana jaką wprowadzamy, zwraca się z nawiązką/Cati Flanders/


Lubię ten moment zastanowienia się nad życiem, któremu sprzyja zmiana daty w kalendarzu. Końcówka roku* skłania do tego, by spojrzeć wstecz, by dostrzec swoje sukcesy i niepowodzenia, a z tych ostatnich wyciągnąć lekcje.

Najtrudniejszym w tym roku dla mnie było pożegnanie Nusi. Dostrzeżenie tego momentu, w którym utrzymywanie jej przy życiu byłoby egoizmem i równało się ze skazywaniem na powolne umieranie w bólu. To był tak bardzo ciężki moment, że wyparłam go ze świadomości. Wiem, że jej już nie ma, nie przyjdzie się przytulić, nie zamruczy, nie nafuka, ale kompletnie usunęłam z głowy moment, w którym umarła. Robiąc podsumowanie roku znalazłam zapisek w kalendarzu, ale wiem, że ani dzień ani miesiąc nie tkwią we mnie tak bardzo, jak dni odejścia innych zwierząt.

Oczywiście, pewnym wyłomem w życiu stała się epidemia i to wszystko co ze sobą przyniosła. Nowe nawyki (maseczki i dezynfekcja), zakazy, puste półki w hipermarkecie z marcu, zakaz wchodzenia do lasu, praca zdalna, widywanie współpracowników tylko dzięki systemom zdalnych rozmów, zmiany w prawie i zaufaniu do rządzących.

Co było nowego? Dobrego?

Pierwszy raz w życiu byłam w Górach Sowich i wróciłam oczarowana. Podobnie było z Bieszczadami - zachwyciłam się i długo po powrocie nie mogłam się ocknąć ze swojego zachwytu. Kilka razy wyjechałam w najbliższe Beskidy, dwa razy odwiedziłam Mazury. Pierwszy raz wzięłam udział w Festiwalu Literackim Patrząc na Wschód i z przyjemnością wróciłam na Suwalszczyznę. Wzięłam udział w trzech biegach - jednym w świecie realnym, wraz z innymi biegaczami, w dwóch organizowanych wirtualnie. W PZU Cracovia Maraton pobiegłam na trzech dystansach (5, 10, 13 km). Wyniańczyliśmy dwa kociaki - Jagoda zamieszkała w rodzinie, Roch został z nami. Ukończyłam VI wyzwanie Kamili Rowińskiej i jestem jedną z 119 osób (startowało nas 4196), które przez rok biegały, czytały, rozwijały się w ramach wyzwania. Skróciłam włosy na kilkumilimetrowe. Dokształciłam się i owo kształcenie uwieńczyłam odpowiednimi certyfikatami. Wzięłam kilka lekcji jazdy na motocyklu,  jeździłam jako pasażerka, zostałam bohaterką reportażu radiowego, zdecydowałam się na wolontariat w jednym z parków narodowych (niestety, tu akurat pandemia pokrzyżowała mi plany). Wyjechaliśmy w góry z okazji moich urodzin. I w ostatnich dniach roku odwiedziliśmy Wrocław, a w podróży okazało się, że Amber jest podróżnikiem doskonałym. Zaczęłam też ćwiczyć z aplikacją, którą Wam czas jakiś temu polecałam - Miazgą. Jest oczywiście kilka rzeczy, których nie zrealizowałam i nie zrobiłam tego z przyczyn wynikających z własnego niezdecydowania, braku przekonania, nadmiernej ostrożności. Wiem już jednak, że zrobię je w tym roku.

Korzystając ze, wspominanego Wam czas jakiś temu, YearCompass przemyślałam to, ku czemu chcę dążyć w 2021 r. i co chcę zrobić/osiągnąć. To świetne narzędzie pozwalające na pomyślenie o kolejnym roku w naszym własnym tempie, na określenie tego, co będzie najważniejsze w poszczególnych obszarach życia, na zapisanie tego, co w sobie pokochamy, czym umilać będziemy sobie życie, czemu będziemy się przeciwstawiać i jak świętować będziemy sukcesy. Zachęcam do skorzystania:-)

Z początkiem roku przyglądam się ciekawie nadchodzącym dniom, uczę od innych,  przyglądam własnym rolom w rozmaitych przedsięwzięciach i wiem, że chcę, aby 2021 rok był dla mnie rokiem obfitości. Niech się dzieje wiele i dobrze w miłości, zdrowiu, podróżach, pracy i wszystkim tym, co ważne. Tego i Wam życzę:-)

Życie dzieje się teraz w tej chwili, to wszystko co mamy. I to wszystko czego nam potrzeba. 
/Raynor Winn/



* Właśnie czytam "12-tygodniowy rok" i to może zmienić moją perspektywę. Bardzo zmienić:-)

Maja Lunde. Ostatni.

Maja Lunde. Ostatni.

 


Zapomniałam już jak fascynująco Maja Lunde opowiada, jak bardzo snuta przez nią historia pochłania czytelnika, zabiera go w głąb - myśli, emocji, przeżyć.

Autorka przyzwyczaiła już nas do historii osadzonych w trzech różnych planach czasowych. Rosyjski weterynarz, pracownik petersburskiego ogrodu zoologicznego wyrusza w 1881 roku szukać na stepie konia, określanego do dziś koniem Przewalskiego. Karen, matka dorosłego syna - narkomana - przyjeżdża, w 1992 roku, w jego towarzystwie, wraz z ukochanymi końmi, tymi dzikimi, nazywanych przez miejscowych tachi, do Mongolii, by dać swoim podopiecznym wolność. I wreszcie przyszłość - 2064 rok, opustoszałe domy, wędrowcy idący przez świat w poszukiwaniu lepszego życia, którego nikt nie ma nadziei znaleźć. Jest pusto, głodno, niebezpiecznie, a przyroda - okaleczona przez człowieka - odbiera sobie to co chce. I w tym wszystkim żyje Eva, wraz nastoletnią Isą i Louise, która przywędrowała nie wiadomo skąd i której obecność zmienia relacje między matką i córką. Stałym elementem, pojawiającym się we wszystkich trzech opowieściach są konie i to, co utożsamiają.

Człowiek to niewiarygodnie głupie zwierzę, tyle w tym temacie. Nie potrafimy wybiec myślą w przyszłość dalej niż do następnej wiosny, do kolejnego miotu. Właśnie dlatego wszystko trafia szlag. Widać natura tak urządziła świat, że prędzej czy później  wszystkie idzie w diabły. [s. 344]

Wkroczcie w świat powieści Mai Lunde, dajcie się uwieść jej słowom i poczuć się powołani do troski o świat. Jeśli nie poczuliście się tak po lekturze "Historii pszczół" i "Błękitu", to tym razem macie na to wielką szansę.

AJ Pearce. Droga pani Bird

AJ Pearce. Droga pani Bird

 


Droga pani Bird to książka, która choć wydana w okresie świątecznym, wcale nie musi być czytana jedynie pod choinką. Jej treść ma w sobie bowiem element pokrzepienia niezbędny ludziom nie tylko w grudniu.

Emmy Lake marząca o zwojowaniu świata piórem korespondentki wojennej trafia do redakcji londyńskiej gazety. Przyjmuje pracę nieświadoma, że zamiast śledzić tajniki decyzji rządów zamieszanych w konflikt z Niemcami, prowadzić będzie walkę z niewłaściwymi treściami (zdaniem jej szefowej) w korespondencji od czytelniczek. Lista tematów nieakceptowalnych przez p. Bird jest długa, a dotyczy stosunków małżeńskich, przedmałżeńskich, pozamałżeńskich, działań niezgodnych z prawem, działań o charakterze politycznym i religijnym, wojny (wszak jest rok 1941, a wojna i rodzi mnóstwo niepokoju) i wielu innych spraw. I gdy młoda dziewczyna przezywa rozterki między potrzebo niesienia pomocy, a nieustępliwością p.o. naczelnej redaktor, słyszy od jednego ze współpracowników: Panno Lake, proszę znaleźć coś, w czym jest pani dobra, i stać się jeszcze lepsza. To zdanie traktuje jak drogowskaz.

Bardzo klimatyczna opowieść o odwadze kobiet. O niesieniu nadziei i pomocy. O tym, co w życiu ważne. I nawet jeśli główna bohaterka wyda się Wam zbyt naiwna, to pamiętajcie - Emmy żyła w innych niż my czasach, i miała 22 lata.

Polecam serdecznie!

Bonnie Leon. Ulotna radość.

Bonnie Leon. Ulotna radość.

Ucieszyłam się bardzo, gdy na stronie Dreams wydawnictwo dostrzegłam trzeci tom opowieści z serii Niebo nad Alaską

Kate Evans to młoda pilotka, której terenem działania jest Alaska. Tam żyje, pracuje, ma przyjaciół, a wreszcie - zakłada rodzinę. To wszystko, w surowych alaskańskich warunkach, jest wymagające, ale szczególnie trudne jest dla dziewczyny poruszanie się w sferze emocji i komunikacji między nią, a jej wybrankiem. Sprawdza się tu doskonale powiedzenie, że nie należy mieć tajemnic, bo te w najmniej odpowiednim momencie wyjdą na jaw i sprawią - mówiąc bardzo delikatnie - kłopot.

Podczas lektury zastanawiałam się jak bardzo i czy w ogóle zmienił się świat kobiet na przestrzeni lat. Wszak historia opowiadana przez Bonnie Leon zaczyna się w 1935 roku, a echa tego jak otoczenie reaguje na Kate realizującą swoje marzenia, wybrzmiewają do dziś w dyskursie społecznym o tym co wolno a czego nie kobietom.

Wydawnictwo na swojej stronie oferuje pakiet w opakowaniu prezentowym, a bliższe informacje o dwóch poprzednich tomach znajdziecie na blogu: https://tiny.pl/7kbnm

Miłej lektury!

Dla dzieciaków (61)

Dla dzieciaków (61)

Józef Wilkoń, Piotr Wilkoń, Leopantera


Leopantera to - jak zapowiada podtytuł - historia miłości. Ale nie tylko...

Bruno jest dość nieśmiały i ostrożny. Gdy pewnej nocy wybiera się na polowanie, spotyka panterę Lisę. Idą razem przez las, a potem umawiają się na kolejne spotkanie. Bruno się może się doczekać. Młodzi spędzają ze sobą coraz więcej czasu i przychodzi dzień, w którym leopard chce przedstawić panterę rodzicom.

Lisa odchodzi, a Bruno uświadamia sobie, że nie chce bez niej żyć. Pragnie ją odnaleźć i by tego dokonać wyrusza na wędrówkę. Z każdym krokiem, każdym spotkanym zwierzęciem zmaga się ze swoimi lękami i dojrzewa do tego, by stać się dojrzałym.

Książka Leopantera pokazuje najmłodszym czytelnikom jak dbać o to, co dla nas w życiu ważne, jak zawalczyć ze swoimi obawami i zdobyć najcenniejsze.

Polecam:-)

Clive Gifford, Zapaszki


Stworzenie książki o zapachach to trudna sprawa. O tych, które wcale nie są przyjemnie - w moim odczuciu - jeszcze trudniejsza. Ale tym samym, jak zapewne przyznacie po przeczytaniu książki Zapaszki, znacznie ciekawsza.

Podtytuł - O wszystkich smrodach świata - daje wyobrażenie z czym możemy zetknąć się w opowieści Clive'a Gifforda. I mimo, że czułam się ostrzeżona, wiele mnie zaskoczyło;-)

Zaczyna się od stwierdzenia - "Śmierdzisz!", po którym następuje wyliczenie tego w jaki sposób wydzielamy zapachy i co może być źródłem tych nieprzyjemnych. Autor opowiada o tym, czy jest węch, zachęca do eksperymentów węchowych i opowiada o zawodach związanych z zapachami. Na warsztat bierze nie tylko zapachy ludzkie, opisuje także zwierzęta i rośliny, podkreślając do czego niektóre z nich stosują nieprzyjemne zapachy. Na kartach książki wędrujemy w czasie i przestrzeni, także tej kosmicznej (bo i ona ma swój zapach).

Zapaszki to książka dla tych czytelników, którzy lubują się odkrywaniu tajemnic życia, zgłębiają tematykę mało znaną, z lekka odstręczającą i umieją - zafascynowawszy się - barwnie (bo i książka jest barwna) opowiadać o świecie zapachów.

Natalie Munday, Rhea Gaughan, Mara van der Meer, Kylie Hamley, Becky Cloonan, 

Mój pierwszy zegar. Akademia mądrego dziecka.


Kilkustronicowa publikacja przeznaczona jest - jak głosi napis na okładce - dla dzieci w wieku od 3 do 5 lat. Dziecko, do którego jest ona kierowana ma, w towarzystwie zwierząt, nauczyć się rozpoznawać godziny.

Mamy zatem zegar, a obok opowieść o zwykłym dniu każdego przedszkolaka: przygotowanie do wyjścia - wraz ze śniadaniem, toaletą poranną, pakowaniem, droga do przedszkola (i nie ma tu rodziców podwożących dziecko do drzwi przedszkola), czas na naukę i zabawę w gronie rówieśników, obiad, zajęcia poobiednie i czas na to by spędzić popołudnie z rodzicami i rodzeństwem. A wreszcie przychodzi czas na sen. Każda z tych czynności ma swoją określoną godzinę, a czytelnicy są proszeni, aby odwzorowywali czas pokazywany na zegarku bohaterów, z tym, który mają do dyspozycji. 

Zdarzyło mi się widzieć już kilka razy dzieci, które umiały odczytać czas tylko z zegarka elektronicznego. I niekoniecznie były to małe dzieci, bo widziałam też nastolatków mających problemy z odczytaniem czasu na zegarze ze wskazówkami. Może Mój pierwszy zegar pomoże wyeliminować te kłopoty. Czego serdecznie życzę:-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Prowincjonalna nauczycielka , Blogger