Anna Łacina. Dziewczyna o perłowych włosach.

Anna Łacina. Dziewczyna o perłowych włosach.


Osiemnastoletnia Sylwia mieszka z dwa lata młodszą siostrą, tatą i babcią. Oraz Toperzem - niewielkich rozmiarów psem. Pewnej soboty słyszy piszczenie psa proszącego o spacer i złości się, że to znów ona musi podjąć się tego obowiązku. Uczucie szybko zastępuje ulga - to tata wychodzi z mieszkania z psem. Gdy dziewczyna budzi się kilka godzin później taty i psa nadal nie ma. Nie ma ich też wieczorem oraz kolejnego ranka, a trzy kobiety - z początku tylko zdumione - zaczynają odczuwać strach o bliskiego.

Wpadamy w tę wielowątkową i bardzo emocjonalną powieść już od pierwszych scen. Obserwujemy zachowania obydwu córek nieobecnego mężczyzny, relacje między nimi, babcią, ich stosunek do ojca, a także więzi w gronie rówieśników. Obserwujemy i - wielu z nas - odnajdzie w tym swoje uczucia, swoje lęki, myśli, czasami miłe, a czasami pełne złości - bo młodsze rodzeństwo, obowiązki, zakazy i nakazy, zawiedzione nadzieje, pochopne decyzje, niespełnione marzenia. Przyglądamy się wrażliwości i blokadzie na zbyt wiele przeżyć, niezgodzie na powroty do przeszłości, rozkwitające powoli zainteresowanie i narastającą świadomość, że ktoś kto mówi, że kocha, nie zawsze pojmuje znaczenie tego słowa.

Dawno nie sięgałam po książki Anny Łaciny (autorka też nie wydawała nic przez kilka ostatnich lat), więc z dużą przyjemnością wróciłam do  świata jej powieści. Dziewczyna o perłowych włosach to historia o trudnych doświadczeniach rodziny, które pozwalają im poznać siebie samych, siebie nawzajem i przepracować na nowo to, co ich łączy. Powieść, w której wielu z nas będzie się mogło przejrzeć.

Polecam!

Marta Kisiel. Małe Licho i babskie sprawki.

Marta Kisiel. Małe Licho i babskie sprawki.

 


Czekam na kolejną książkę z Małym Lichem zawsze tak samo niecierpliwie. Biorę ją do ręki i smakuję, by po chwili dać się porwać fabule, biegowi wydarzeń, postaciom i - co istotne - temu co się dzieje z nimi i między nimi. Docieram do ostatniego zdania i mam wrażenie, że wiele ominęłam. I z takim przekonaniem, już nasycona, na spokojnie - zaczynam czytać od nowa...

Bożek jest w klasie czwartej. Wraz z nimi Witek, którego wątpliwą przyjemność miał Bożek widywać także w wakacje (a o tym przeczytacie w tej książce - KLIK) oraz niezawodny, doskonale obojętny na przedziwny stan rodzinno-domowy przyjaciela, Tomek. Klasa czwarta charakteryzuje się także i tym, że uczniowie mają nowych nauczycieli, w tym także wychowawcę. A Cebulon (czyli pan Więch), ku utrapieniu Bożydara, uczy matematyki, z którą chłopiec ma, delikatnie mówiąc, kłopoty.

Nowi nauczyciele, nowe przedmioty i nowe osoby w klasie. A właściwie jedna - Zuzanna Myłka, co do której glutowaty ojciec głównego bohatera ma plany, których nijak nie chce przyjąć do wiadomości jego syn. Zmyłka jest świetnym rozmówcą, doskonałym kompanem, mądrym, ciekawym towarzyszem i nauki, i wydarzeń mniej z nauką związanych.

Marta Kisiel pokazuje nam ciepły - mimo Kondziowego sarkazmu - dom, dogadujące się dzieciaki, bogactwo relacji ojcowsko-synowskich oraz koleżeńskich. Pokazuje także więzi łączące świat dorosłych ze światem dorosłych nieco mniej, jedność w działaniu i jedną, najważniejszą potrzebę, którą zaspokajać powinni nie tylko bohaterowie powieści - potrzebę rozmawiania. O tym, co miłe i co nie. O tym, co sprawia przyjemność i co uwiera tu i ówdzie. O tym, co cieszy, a co lęka. Rozmowę i otwartość na to, co usłyszymy.

Małe Licho i babskie sprawki, jak każda z wcześniejszych powieści o chłopcu i jego aniele stróżu, przeczytana, zapada we mnie, kiełkuje i się rozwija. A mnie cieszy to, co daje mi ta lektura. Sprawdźcie, czym będzie dla Was, zachęcam! 

O świętowaniu urodzin

O świętowaniu urodzin

 


Zajrzałam do archiwum i aż się zdumiałam - ostatni wpis urodzinowy popełniłam w 2018 roku. Dziś jestem zupełnie inną osobą niż wówczas i tym bardziej uważam, że blogostrona jest idealnym miejscem, by swoje 45 urodziny świętować w Waszym towarzystwie. 

Co się działo, czego doświadczyłam i czego się o sobie dowiedziałam w minionym roku?

Dokładnie rok temu przystąpiłam do rozwojowego wyzwania Fundacji Kobieta Niezależna. Brałam udział w poprzednim do końca września i widząc oszałamiające efekty i zmiany postanowiłam rozpocząć kolejne (trwa nabór na wyzwanie sezonu 2021/2022, zerknijcie). Zaczęłam też ćwiczyć z Joanną Kajsturą, w zaciszu domu, przy współudziale kotów;-) Jesień w pracy była bardzo gorącym okresem - mnóstwo spotkań autorskich online, realizacja projektów, które miały się odbyć wcześniej, ale z racji epidemii zostały przeniesione na później i spokojna, wyciszona końcówka roku. W górach sypnęło śniegiem, więc ku uciesze Amber, spacerowaliśmy po białych szlakach. Góry Sowie okazały się być tak samo urocze jak rok wcześniej i znaleźliśmy kolejne miejsce, które miło zapisało się we wspomnieniach.


Wśród różnorodnych szkoleń, w których zdecydowałam się uczestniczyć i książek sprzyjających rozwojowi, po które sięgnęłam, znalazłam wreszcie inspirację do zrobienia sobie testu Gallupa. I tak, rację mają ci twierdzący, że wyniki objaśniają nam nasze zachowania, pokazują je w pełniejszym świetle. Wiem, które z talentów mam niedojrzałe i nad którymi należy pracować. 

Koronawirus krążył to tu, to tam i choć długo udawało mi się uniknąć zarażenia, to kwiecień upłynął mi pod znakiem choroby i kwarantanny. Jeszcze 10 kwietnia realizowałam bieg w ramach akcji "Biegam z czysta przyjemnością", a już 12 - zasypiałam z wysoką temperaturą. Czas mojej choroby i izolacji domowników był okresem, w którym bardzo mocno polegaliśmy na znajomych i przyjaciołach - zjawiali się i zabierali Amber na spacery, każdego dnia - 4 razy dziennie. Bardzo Wam za to dziękuję, Mili!

Dwa tygodnie po wyzdrowieniu pojechałam w góry, by sprawdzić swoją kondycję i samopoczucie, świat księgarsko-biblioteczny został zarzucony imprezami targowymi, spotkaniami autorskimi i nowościami, a ja po pierwsze - umówiłam się na kilka spotkań z coachem, po drugie - spełniłam swoje marzenie. Na bieganie po Bieszczadach zapisałam się już pod koniec roku i z wielką przyjemnością 31 maja stanęłam na starcie Dychy na Jeleni Skok w Cisnej. Ależ to była przyjemność!

Czerwiec to jazdy na motocyklu, rowerze, długie spacery z psem i trzymanie kciuków za realizację marzeń bliskiej mi osoby. W lipcu wróciłam na szlak, cieszyłam się poranną kawą na balkonie, odwiedziłam Rabkę Zdrój, by pozachwycać się festiwalem, a wreszcie zabrałam Amber do pociągu i pojechałyśmy na Mazury, na kilka dni odpoczynku:-)

Powrót do domu rozpoczął niecierpliwe oczekiwanie (i etap ostatnich przygotowań) do spełnienia kolejnego marzenia. Więcej będę o nim jeszcze pisała, ale już teraz mogę wspomnieć, że 20 sierpnia, z plecakiem i przytroczonym do niego namiotem, wkroczyłam na czerwony szlak. Postanowiłam przejść Główny Szlak Beskidzki, najdłuższy (500 km) górski szlak w Polsce. I choć namiot odesłałam po dwóch dniach, to pomysłu by przespacerować się z Ustronia do Wołosatego nie porzuciłam. Do kropki wieńczącej szlak dotarłam po 19 dniach wędrówki. I to było takie piękne uczucie! Radość tym większa, że u mety czekał na mnie mój Człowiek i mój Pies :-)

W kolejny rok wkraczam dumna z dokonanych rzeczy, bogatsza o nowe doświadczenia, ze spełnionymi marzeniami, ale też kolejnymi do spełnienia. Wkraczam u boku bliskiego człowieka, w otoczeniu życzliwych osób, ze zwierzakami.

Dziękuję, że jesteście ze mną!

Eddie Jaku. Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi.

Eddie Jaku. Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi.

 


Abraham Salomon Jakubowicz - tak brzmiały imię i nazwisko autora książki. Brzmiały, bo z biegiem dni i narastającymi doświadczeniami zmieniły się i one, i to gdzie i jak żył. Doświadczenia życiowe wiodące go od Lipska, poprzez Tuttligen, Buchenwald, Auschwitz, Brukselę do Sydney nie są łatwe i wydawać się być mogło, że tytuł książki jest przewrotny. A jednak...

Eddie Jaku urodził się w rodzinie niemieckich Żydów. Dorastanie w latach trzydziestych okazało się trudne dla niego i całej rodziny. Musiał przybrać fałszywą tożsamość, by się uczyć, wyjechać z domu na kilka lat i zaprzestać kontaktów z najbliższymi. Miał 13 lat, gdy opuścił Lipsk i rodzinny dom.

Kolejne lata - co wiemy z historii - były koszmarem. Praca ponad siły, utrata rodziny i przyjaciół, codzienne ryzyko śmierci i walka z otaczającym złem o życie. Dlaczego więc Eddie Jaku pisze o sobie jako o szcześliwcu?

Każdy z niezbyt długich rozdziałów książki ma swoje motto, które pokazuje sposób w jaki autor patrzy na życie. W jego słowach można dostrzec skłonność do zauważania pozytywów w każdej sytuacji, doceniania tego, co wielu z nas uznaje za oczywiste i niemalże nam należne. Eddie Jaku wie, że nic się nam nie należy - a wszystko to, co dostajemy jest nam dane i wdzięczność za te dary napełni nasze serce radością i pewnością.

Na świecie dzieją się cuda, nawet jeśli można odnieść wrażenie, że wszystko jest beznadziejne.

To, co ujęło mnie w książce Najszczęśliwszy człowiek na Ziemi to brak zadęcia, martyrologii. Eddie Jaku nie ubarwia, nie dorabia swoim przeżyciom tła męczennika. Opowiada szczerze, przedstawia fakty i nawet jeśli są one przefiltrowane przez jego pamięć, czy wrażliwość, obrazuje grozę wojny i morderczej machiny eksterminacji europejskich Żydów, tak jakby chciał nam powiedzieć, że walka o sobie i przeżyty każdy dzień napełniały do mentalną siłą, wiarą w siebie i miłością. 

Jeśli wydaje się to Wam mało realne - zachęcam, abyście sięgnęli po książkę. I podsuńcie ją nastolatkom.

Marta Kisiel. Efekt pandy.

Marta Kisiel. Efekt pandy.

 


Na wieść, że nadchodzi Efekt pandy uśmiechnęłam się całą sobą. Jest mi w życiu dobrze i cudnie, robię rzeczy, które lubię, ale dodatkowa dawka śmiechu przyda się zawsze, prawda? A tego, że Marta Kisiel zapewni mi w swojej powieści sporo radości, byłam pewna. Myliłam się?

Mama Tereski Trawny, od lat mieszkająca we Francji, odwiedzała córkę rzadko i gwałtownie. Pojawiała się, brylowała żonglując trzema językami - polskim, rosyjskim i francuskim - używanymi naprzemiennie i bez żadnego uporządkowania, po czym znikała odlatując do męża. Tym razem - choć nieświadoma tego jeszcze Tereska nastawiała się na ponowną błyskawiczną wizytę (wizytację?) - miało być inaczej. Briżit postanowiła zabrać córę i wnuczkę do SPA. Skoro jednak w domu Trawnych obecna była także i mama Andrzeja, to i Mira wyruszyła do Dierżążni-Zdrój, by zażywać relaksu. I Pindzia, rzecz jasna też.

Cztery kobiety w różnym wieku i na różnych poziomie doświadczeń życiowych w niewielkim apartamencie. Trzy z nich ze wspólnymi genami, podobnymi charakterami, a czwarta - doskonale je uzupełniająca - z ciekawością świata, skłonnością do węszenia za intrygami i dysponującą białym czołgiem oraz odwagą.  Myślę, że nie trzeba pisać zbyt wiele, by wskazać kierunek w jakim najnowsza powieść Marty Kisiel miała okazję podążyć.

I choć śmiechu jest wiele, to autorka nie byłaby sobą, gdyby nie przekazała w swojej książce ważnych treści. Tych o wartości więzów rodzinnych oraz traumach, które wykształcone w dzieciństwie w wyniku tychże więzów, kołaczą się nam, dorosłym, po sercach, umysłach i ciele, stanowiąc potężne samoograniczenia. O ciałopozytywności i niezgodzie na to, by to mężczyźni urządzali nam świat. o relacjach na linii matka-córka, które czasami krew mrożą w żyłach i spać nie pozwalają po nocy. O tym, że dobrym ludziom też zdarza się błądzić. I o wielu innych istotnych rzeczach, które trafią do was, gdy tylko otrzecie oczy po łzach ze śmiechu.

Cóż - nie pozostaje mi nic innego niż napisać - czytajcie, śmiejcie się i wyciągajcie wnioski!


Jakub Małecki. Święto ognia.

Jakub Małecki. Święto ognia.

 

Może trudno w to uwierzyć, ale dotychczas nie miałam okazji czytać książek Jakuba Małeckiego. Choć nie wiem, czy słowo okazji jest tym najwłaściwszym. Jakie byłoby lepsze?

Święto ognia to historia rodziny. Jest Tata, który nade wszystko kocha swoje, już przecież dorosłe, córki i który z jeszcze większym ogniem kochał swoją żonę. Jest Łucja, która na pierwszym spotkaniu z baletem usłyszała coś, co pokutuje w niej do dziś i co sprawiło, że wciąż ćwiczy więcej, dba o siebie i walczy z oporem jaki zdarza się jej stawiać ciało. Jest i Anastazja, której życie wiąże się z tym, że ciało nie słucha jej wcale, ale za to duchem jest silna i stworzona, by osiągać wiele. Obydwie młode kobiety dążą do osiągania własnych sukcesów w przełamywaniu tego, co je ogranicza. 

I wiecie... Czytałam to i miałam wrażenie, że choć fabuła jest ważna, i postaci w powieści też, to o wiele ważniejsze są emocje, wątki niedopowiedziane, klimat, dla którego tata i jego córki są elementem wypełniającym, służącym do tego, by go uwypuklić.

Święto ognia zostawia ślad. Każe sobie zadawać pytania. Przenicowuje nasze spojrzenie na rzeczywistość. Pokazuje, że nasze życiowe wybory - nie zawsze zrozumiałe dla innych - mają prawo być naszymi, bo to my poniesiemy w najpełniejszy sposób ich konsekwencje.

Nie miałam przyjemności czytać dotychczas książek Jakuba Małeckiego, ale po tej lekturze wiem, że sięgnę po jego wcześniejsze powieści. Polecicie od czego mam zacząć?

Piotr Bielski. Życie na lekko.

Piotr Bielski. Życie na lekko.

 


Wędrując po najróżniejszych stronach rozwoju osobistego trafiałam na zachęty do lekkiego życia. Tłumaczone jednak ową lekkość życiową w tak pokrętny sposób, ze nie do końca wiedziałam, jak opisywany model przyłożyć do swojego życia, by było ono - tak jak obiecywano - lekkie i przyjemne. Piotr Bielski w swoim zbiiorze feletonów pokazał mi, że to nie jest trudne, dostepne i w zasadzie nie trzeba robić nic, poza zmianą myślenia i odrzuceniem przekonań, które dodają nam (po)wagi hamując lekkość. Niby łatwe?

A jednak - autor pisząc o tym jak wygląda jego życie, jak przyjmuje to co ono przynosi w darze (bez względu na to, czy nazwalibyśmy owe dary pozytywnymi czy negatywnymi), jak buduje relacje i jak patrzy na świat - wybrzmiewa zaraźliwie i ... Tak, macie rację - lekko.

I choć wiem, a Jogin śmiechu, pracujący z wieloma ludźmi, w najróżniejszych konfiguracjach, wie o tym pewnie jeszcze bardziej, nie jest to zawsze łatwe, to mam w sobie chęć i gotowość do tego, by spróbować.

Poczytajcie - może i Was zarazi:-)

Olaf w Kociokwiku

Olaf w Kociokwiku

 


Przywieźliśmy do do domu 6 sierpnia. Miał około 3 tygodni, co oznacza, że słabo trzymał równowagę, nieporadnie się poruszał, jadł mleko kocie z butelki, sikał po pomasowaniu brzucha i potrafił bardzo głośno oznajmiać swój głód czy niezadowolenie.

Dziś już biega, je - oprócz butli na dzień dobry - mus kurczęcy lub indyczy z talerzyka, zaczepia starsze koty i psa, a nawet czasami zdarza się mu pójść samemu do kuwety.


Amber najchętniej myje go zaraz po jedzeniu, gdy na pyszczku są jeszcze resztki mleka lub mięsa. W pozostałych sytuacjach unika bliskości, bo Olaf wczepia się w sierść i próbuje się w niej zakopać. Z kotów najbardziej skłonny do zabawy, pucowania Małego, czy siłowania się jest Kajtek. Roch czasami również włącza się do zabaw, z dużą ostrożnością, jak to Roch. Miya czasami liźnie, ale częściej karcąco zdzieli łapką, a Ronda konsekwentnie udaje, że go nie dostrzega.


Sennego Olafa można znaleźć w szufladzie z pościelą lub na psim legowisku. Podczas zabaw radośnie tupie goniąc starszych braci. Głodny domaga się natychmiast (NATYCHMIAST!) napełnienia brzucha, ale najbardziej ze wszystkiego lubi towarzystwo człowieka. Ciepło, głaskanie, przytulanie, mizianie, czyli to wszystko co sprawia, że kot czuje się kochany, zaczyna mruczeć, a wtedy i człowiekowi robi się błogo.

Uświadomiliśmy sobie, że ani jeden z obecnie tworzących Kociokwik kotów nie był z nami od swoich najmłodszych chwil. Owszem, Ronda była najmłodsza z nich wszystkich, ale była z bratem, a wówczas socjalizacja wygląda nieco odmiennie niż wtedy, gdy pojedynczy kociak trafia do ludzi.


Olaf - jak się domyślacie - szuka Rodziny, która go pokocha. Jest już odrobaczony, przed nim, za około miesiąc pierwsze szczepienie i wówczas będzie mógł się przeprowadzić. Wymagane są procedury adopcyjne (umowa, zabezpieczenie okien). Będę wdzięczna za pomoc w szukaniu dobrego Domu dla kociaka.

Book Tour z Fannie Flagg

Book Tour z Fannie Flagg


Na zaproszenie Wydawnictwa Literackiego biorę udział w akcji Book Tour z Fannie Flagg. Dziś ma polską premierę Powrót do Whistle Stop, najnowsza powieść Fannie Flagg będąca kontynuacją Smażonych zielonych pomidorów. Z wielką radością przedstawiam Wam jej fragment :-)

W akcji oprócz mnie biorą też udział cztery inne blogerki: Agnieszka - www.ksiazka-od-kuchni.blogspot.com, Małgorzata - www.lareinemargot.pl, Monika - niesamapraca.wordpress.com i Ola - www.hygge-blog.com 

Na kolejny fragment powieści zapraszam jutro o 10:00 na blog Moniki niesamapraca.wordpress.com. Poprzednie znajdziecie u Agnieszki [KLIK] i u Małgorzaty [KLIK]. Dobrej lektury!


Odejście Ninny

WHISTLE STOP, ALABAMA

Grudzień 1986

Dot Weems najpierw zadzwoniła do Idgie i Juliana i przekazała im, że właśnie się dowiedziała o śmierci ich szwagierki Ninny Threadgoode. Następnego dnia rano Julian i Idgie pojechali do Alabamy, żeby zająć się przygotowaniami do pogrzebu. Dla obojga była to smutna podróż. Ninny, przemiła osoba, żona ich najstarszego brata Cleo, patrzyła na świat trochę inaczej niż większość ludzi. Dostrzegała to, co najlepsze w życiu, i niemal wszystkich sobie zjednywała.

Ninny została pochowana na małym cmentarzu w grobie rodziny Threadgoode, tuż za tym, co zostało ze starej świątyni baptystów. Oprócz Juliana i Idgie przyszło jeszcze paru innych starych mieszkańców Whistle Stop. Z Birmingham przyjechała Onzell, córka Opal Butts i Dużego George’a, z Fairhope przybyli Dot i Wilbur Weems, a z Tennessee — Grady Kilgore i jego żona Gladys. Nabożeństwo odprawił syn wielebnego Scrogginsa, Jessie Ray, który teraz miał własną kongregację w Birmingham. Smutno się zrobiło zebranym na widok zamkniętej świątyni i starego miasteczka, w którym okna były pozabijane deskami. Na szczęście po pogrzebie pewna pani, która kiedyś była sąsiadką Ninny, zaprosiła żałobników na poczęstunek do swojego domu w pobliskim Gate City. Po jedzeniu wszyscy usiedli na werandzie przed domem i zaczęli rozmawiać o Ninny i starych, dobrych czasach jeszcze sprzed okresu, kiedy zamknięto stację rozrządową.

Robiło się już późno. Pierwszy wyjechał Jessie Ray Scroggins z żoną. Gdy ich samochód zniknął w oddali, Gladys Kilgore zwróciła się do Idgie:

— Koszmarne święta, prawda? Że też akurat w Boże Narodzenie musieliśmy pożegnać naszą kochaną Ninny.

Idgie nie wiedziała, że w kwietniu 1988 roku odbędzie kolejną smutną podróż do Whistle Stop, tym razem żeby pochować swojego brata Juliana. Tamtego dnia, zanim wróciła na Florydę, raz jeszcze wstąpiła na cmentarz i położyła coś na grobie Ruth. Była to świąteczna kartka, na której napisała:

„Zawsze będę Cię pamiętać.

Twoja przyjaciółka,

zaklinaczka pszczół”.

Fragment powieści Powrót do Whistle Stop Fannie Flagg. Przeł. Ilona Możdżyńska. Wydawnictwo Literackie, 2021.

Neal Shusterman, Jarrod Shusterman. Szusza.

Neal Shusterman, Jarrod Shusterman. Szusza.


Wyobraźcie sobie - podchodzicie do kranu, odkręcacie, a z niego nie leci woda. Moja pierwsza myśl to zakręcony zawór, remont na ulicy (i wówczas gorączkowo przeszukuję pamięć, bo może przegapiłam kartkę z komunikatem), ewentualnie awaria. A gdybym już od pewnego czasu słyszała dobiegające zewsząd komunikaty, że należy oszczędzać wodę, bo jest jej mało? Przyznacie, wówczas tok myślenia byłby zupełnie inny.

Rodzina Alyssy do braku wody w kranie podchodzi racjonalnie i w miarę spokojnie. Dopiero wizyta w sklepie - przepełnionym, z walczącymi o ostatnie butelki wody czy soku ludźmi zaczyna napawać dziewczynę i jej brata strachem. Ze zdumieniem i lękiem obserwują zachowania sąsiadów, którzy - dotąd wyśmiewający rodzinę preppersów - nagle oczekują od tych, z których kpili, dzielenia się zgromadzonymi zapasami i bycia miłymi i życzliwymi sąsiadami. Z narastającym przerażeniem obserwują zmieniający się wokół siebie świat i jednocześnie wiedzą, ze zaczęła się walka o to, kto przeżyje. Wszak woda - to życie.

Po książkę sięgnęłam na dzień przed podróżą z myślą, ze zacznę, by resztę doczytać w pociągu. Nie udało mi się. Całość przeczytałam w jeden dzień. Treść powieści jest na tyle sugestywna, ze podczas lektury wypiłam ponad 3 litry wody, a po odwróceniu ostatniej kartki, zaszyłam się w kuchni i ugotowałam zupę. Świadomość tego, że mam wodę i mogę z niej korzystać, by się napoić i najeść była jak balsam. Gdy po kilku dniach zanurzyłam się w wodach jeziora, na nowo odetchnęłam z ulgą. Ta ulga jest jednak podszyta ostrożnością. Bo wiem, że pewnego dnia wody zabraknie. Pytaniem otwartym jest tylko "kiedy".

Gorąco polecam lekturę, a tych, którzy chcieliby zajrzeć "bardziej" do książki (data polskiej premiery to 11 sierpnia) odsyłam na stronę powieści.

Przygody z nauką: jajko, cytryna, papier

Przygody z nauką: jajko, cytryna, papier

 

Trzy świetne książki pokazujące dzieciom zagadkowy świat nauki i ów świat przybliżający. 

Pytania o skorupkę jajka i jej wytrzymałość, sposoby na gotowanie, sprawdzanie czy jajko jest świeże oraz propozycje eksperymentów z jajkiem w roli głównej. I choć jako zadeklarowana weganka i osoba, która nie pochwala zabaw jedzeniem nie powinnam polecać tej książki, to jednak dopuszczam myśl, że nie każdy podchodzi tak rygorystycznie do tego tematu, a chciałby wiedzieć jak opowiedzieć dzieciom o tym niezwykłym darze natury.

Nóż z papieru? Prędzej skojarzymy papierową czapeczkę, ale przecież niejednej osobie zdarzyło się skaleczyć podczas przewracania stron. Dzieci zostają niemalże wessane w rytm zabaw i eksperymentów - pisania tajnych wiadomości, sprawdzania z czego jest papier i jaką ma wytrzymałość, malowania na papierowych ręcznikach, łączenia książek bez kleju i innych. Wiedza i rozrywka w jednym!

Cytryna. Zrobiło się Wam kwaśno w ustach? Zaczynamy od poznania cytryny i jej roślinnych krewnych, sprawdzamy jak wycisnąć z niej sok i co tym sokiem można zrobić.  Pytanie Dlaczego cytryna pływa, a limonka tonie nieco przypomina doświadczenia jednej z bohaterek Jeżycjady, ale - przyznacie - budzi zaciekawienie.

Przygody z nauką (jest ich więcej, poszukajcie w księgarniach) zapewnią Waszym dzieciom (i Wam) wiele miłych chwil na poznawaniu świata nauki. Tej obecnej w kuchni i pozostałych pomieszczeniach domowych. Poeksperymentujcie, zapraszam!

Gosia Herba, Mikołaj Pasiński. Van Dog.

Gosia Herba, Mikołaj Pasiński. Van Dog.

 

Van Dog to absolutne mistrzostwo. Docenili to organizatorzy 58. Międzynarodowych Targach Książki dla Dzieci w Bolonii i towarzyszącej targom wystawy; Gosia Herba i Mikołaj Pasiński zostali wybrani do grona 77 twórców, których wyróżniono uczestnictwem w wystawie.

W książce obserwujemy dzień z życia malarza. Psi artysta u progu dnia je w pracowni śniadanie, po czym wsiada na rower i wyrusza na łąkę. Wszak jest piękny dzień, dzień idealny do malowania. Podczas gdy Van Dog rozstawia sztalugi i sięga po farby i pędzel - łąka zaczyna się budzić. Nieco zdegustowane jego obecnością owady bzyczą gniewnie, ciekawska gąsienica chce zerkać na jego pracę, przestrzeń wokół psa zaczyna się wypełniać (od)głosami. Robi się coraz tłoczniej, Van Doga odrywa od malowania Godzilla...

Resztę pozwolę Wam odkryć w towarzystwie Waszych dzieci, bo dla nich ta książka może być cudną przestrzenią eksploracji barw, kształtów, onomatopej i wszystkiego, co dobra książka dla dzieci w sobie ma.

Gorąco polecam!

Liliana Hermetz. Rozrzucone

Liliana Hermetz. Rozrzucone

 


Rozrzucone Liliany Hermetz to przejmujący wielogłos pokazujący wpływ przeszłości na teraźniejszość i konsekwencje decyzji, nie zawsze podejmowanych przez nas. Dla mnie to też pewnego rodzaju obudzenie, ale o tym za chwilę.

Podkarpacie. Wieś, niezbyt zamożna, więc i ludzie raczej skromnie żyjący. Czasy PRL-u. W domu Zofii, jej córka Hanka i zięć Szczepan wraz z dziećmi zasiadają przy stole, na którym mężczyzna stawia paczkę. Paczkę nie byle jaką, bo zagraniczną. Z Francji.

Alzacja. Marysia, nadająca paczki z odzieżą i innymi dobrami do Polski, na obczyźnie ma na imię Irene, męża, dwoje dzieci i restaurację, którą niby prowadzi jej mąż, ale to ona jest sercem tejże. Ma też poczucie bycia rozdartą.

Członkowie obydwu rodzin: tej polskiej, i tej alzackiej, odwiedzali się wzajemnie i próbowali scalić to, czego się przecież nigdy scalić nie uda. Doświadczenia wojny, czasu powojennego i życia w innych warunkach społecznych i ekonomicznych postawiły pomiędzy nimi barierę, której pamięć i tęsknota Marysi nie pokonają. Coraz trudniej też kolejnym pokoleniom żyjącym w Polsce zrozumieć nostalgię mieszkającej w Alzacji krewnej.

A my - czytelnicy - patrzymy na wszystko z boku i widzimy co spowodowało nagromadzenie emocji w tej rodzinie, jak wydarzenia z lat minionych odcisnęły się na wzajemnych relacjach.

Liliana Hermetz swoją powieścią zawiesza nas na chwile w czasie i przestrzeni, nakłania do zastanowienia się nad własnymi korzeniami i tym, jak daleko odeszliśmy od naszych przodków i jak mocno poluzowaliśmy więzi łączące nas z nimi.

A moje obudzenie? Ta książka uświadomiła mi, jak mało ostatnimi czasu czytam powieści - powieści. Czegoś czego nie da się przeczytać w jedno popołudnie i zapomnieć dwa popołudnia później, nie poradników i książek rozwojowych, nie przewodników, czy jak jeszcze inaczej nazwać książki jakie czytuję. Teraz tylko musze wyciągnąć z tego wnioski i zmienić czytelnicze nawyki:-)

Rozrzucone gorąco polecam.

Kate Spicer. Pies i ja.

Kate Spicer. Pies i ja.

 


Zależało mi bardzo na tym, by zaprezentować Wam tę książkę dziś, w Dzień Psa:-) Zależało na jej przeczytaniu, bo gromadzę historie, w których psy zmieniają ludzie postrzeganie świata, relacje, emocje i wszystko to, co wiąże się z tym jak mamy poukładane w głowach. Dostałam coś innego niż myślałam, ale coś, co mnie bardzo cieszy.

Autorka, a zarazem bohaterka, bo Pies i ja to historia autobiograficzna, ma ponad czterdzieści lat i żyje w związku, w którym silniej od miłości, działa wspólny kredyt na mieszkanie. Jest dziennikarką, pisze, pisuje, wiecznie cierpli na niedosyt finansów, a gdy już je ma to często zdarza się jej je wydawać na kokainę i alkohol. Ocenia siebie źle, a już szczególnie wówczas, gdy zestawia swoją niedoskonałość i nieuporządkowanie, z doskonałością i uporządkowaniem swojego partnera Charliego.

Pewnego dnia uświadamia sobie, że chce mieć psa. Że pies dopełni jej życie. I tak, do domu Kate i Charliego, trafia Woolfie. 

Czytając wyznanie autorki nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że z takim samym zapałem, z jakim wcześniej oddawała się destrukcji, utyskiwaniu, życiu na krawędzi bezpieczeństwa, tak równie emocjonalnie i entuzjastycznie wkracza w tę część swoje życia, które od momentu adopcji nazywać można życiem z psem.

Są w tej historii momenty przejmujące, są smutne i radosne. Powstrzymałabym się jednak przed określeniem książki jako zabawnej, a takim zdaniem się ją promuje. Przeczytałam Pies i ja z dużym zainteresowaniem, ale wciąż trudno jest mi uwierzyć autorce. I choć bardzo chciałabym powstrzymać się przed wartościowaniem tego, jak wiele widać miłości w książce, to wydaje mi się, że więcej jest tu kreacji niż uczucia.

Niemniej - zachęcam abyście wyrobili sobie własne zdanie.

Aneta Jadowska. Denat wieczorową porą.

Aneta Jadowska. Denat wieczorową porą.

 


Trzeci tom opowieści, która rozgrywa się w Ustce, jest nieco mroczniejszy niż wcześniejsze. Ale też autorka przestrzegała by nie przywiązywać się zbytnio do lekkości Magdy, czy przemyśleń Tamary,  pierwszoplanowych bohaterek wcześniejszych książek.

Oszustwo to słowo jakie przychodzi mi na myśl jako pierwsze na wypadek, gdyby ktoś poprosił mnie o lakoniczne podsumowanie. Monika oszukuje męża, że się nie martwi. Maria oszukuje wnuczkę, przyjaciółkę i syna, że nie ma kłopotów, wczasowiczka udaje wczasowiczkę, Aniela udaje potulną babcię i chyba tylko Magda jest w pełni Magdą Garstką.  No, dobrze - może i policjanci - wuj Marek i Straszewicz (nie pomyliłam nazwiska?) nie są skłonni mataczyć. Przynajmniej do pewnego czasu.

Jest zima, w pensjonacie hula wiatr, Aniela ucieka od dzieci, bo się nią zaopiekowały wmawiając siedemdziesięciolatce, że jest zgrzybiałą staruszką, a anonimy których nadawca przekonuje Marię, że o wszystkim wie i wkrótce spotka ją kara przychodzą nieprzerwanie. Wśród nich przychodzi także zaproszenie na tajemniczy bal, który - jak się zapewne domyślacie - z balem niewiele miał wspólnego. Za to z morderstwem, daleko posuniętą izolacją ofiar/sprawców bardzo wiele.

Lubiłam Garski chaotyczne, wahające się i choć z trupami, to jakoś mniej dotkliwymi dla bohaterek. Z drugiej jednak strony uznaję konieczność uwolnienia właścicielki pensjonatu od przekonania o własnej winie, tam gdzie jej nie było. Autorce wielkie brawa należą się za wykorzystanie konwencji znanej z powieści Agathy Christie, a jeszcze większe za obdarzenie Anieli energią na tyle wielką, by dała radę porwać również zmartwioną i przytłoczoną kłopotami Marię.

Denat wieczorową porą pokazuje wyraźnie, że tajemnice z przeszłości mogą znienacka wymierzyć nam cios, małe miasteczka wcale nie są idylliczne, a tym dla czego warto walczyć o siebie są bliskie osoby.

Polecam:-)

Donatella Rizzati. Mała zielarnia w Paryżu

Donatella Rizzati. Mała zielarnia w Paryżu

 



Donatella Rizzati zabiera nas, byśmy towarzyszyli jej bohaterce - Violi - w układaniu życia po niespodziewanej śmierci męża. Kobieta zmaga się ze smutkiem, poczuciem bezsensu życia, a także pewnego rodzaju wyrzutami sumienia. Lekarstwem na to wszystko ma być wyjazd do Paryżą, do kobiety prowadzącej niewielką zielarnię i do samej zielarni - miejsca, gdzie Viola stawiała pierwsze kroku w fascynujący świat ziołolecznictwa i naturoterapii.

Jest tu trochę smutku, radości. Wieści naturoterapeutycznych i emocji związanych z relacjami rodzinnymi. Jest trochę szaleństwa i szybciej bijącego serca, ale też dużo ciepła wynikającego z odradzającej się do życia kobiety.

Miłe, lekkie - idealne na wakacje.

Magdalena Witkiewicz. Wizjer.

Magdalena Witkiewicz. Wizjer.

 


Dziś premiera, więc spieszę z opinią o najnowszym "dziecku" Magdaleny Witkiewicz.

Od dawna już mówi się wszędzie, że uczestnicząc w internetowym życiu przehandlowujemy za lajki i serduszka, to co mamy najcenniejszego, czyli informacje o nas. Coraz więcej spraw (a wyjątkowo nasiliła to epidemia) wymaga podłączenia się do Internetu, aktywności, wyrażania zgód wszelakich. I aż dziw, że tak mało w literaturze popularnej głosów przywołujących nas w tej przyjaznej wersji do rozważności.

Laura Kirsch jest samodzielną mamą. W wychowywaniu synka wspiera ją niania, ale to i tak na niej spoczywa jedyna odpowiedzialność za to, by zadbać o finanse rodzinne. Gdy po powrocie do pracy w banku napotyka na mur niechęci ze strony przełożonej marzy, by móc odejść z pracy i spełniać się zawodowo w zupełnie innych warunkach. Jej marzenia zahaczają o firmę Argus, potentata w dziedzinie IT. Tym bardziej, że współpracuje z tą firmą i korzystając z uprzejmości jednego z jej pracowników - ma zapewnione bezpłatne uczestnictwo w konferencjach organizowanych przez tę firmę. A to już prawie, jakby złapała Boga za zelówki. Za kostki łapie go wówczas, gdy w reakcji na jej CV w ciągu 15 minut otrzymuje odpowiedź pozytywną. Rysuje się przed nią piękne życie...

Praca dla Argusa jest świetna, wymaga analizowania wielu danych, w czym Laura czuje się pewnie. Jednak pojawiają się pewne zgrzyty, a dane, które tak chętnie przegląda, pokazują jej pewnie niepokojące rzeczy. Jakie?

Były takie momenty w tej powieści, podczas czytania których myślałam, że autorka nazbyt mocno chciała skomplikować życie bohaterki, a mimo to kolejne wydarzenia są dość przewidywalne. Całość jednak broni się, szczególnie wówczas jeśli skupimy się na tym jakie przesłanie ze sobą niesie.

Cieszę się, że Magdalena Witkiewicz napisała tę książkę - jako poczytna autorka ma szansę zwrócić uwagę na ryzyko szafowania danymi w Internecie wielu osobom, do których komunikaty na specjalistycznych stronach i pisane żargonem, nie trafią do serca.

Zofia Stanceka, Marianna Oklejak. Basia i przyjaciele. Marcel (HP 4.2.)

Zofia Stanceka, Marianna Oklejak. Basia i przyjaciele. Marcel (HP 4.2.)


Och, jak dawno nie sięgałam do książek o Basi. Helena już wyrosła, a ja zajęłam się inną literaturą. I jaka wielka jest moja radość, że powrót do książki świetnego duetu pisarki i ilustratorki, przydarzył mi się własnie na historii Marcela.

Bo Marcel kocha zwierzęta. Zgodnie z tym, czego nauczyła go ciocia, uważa, że każde życie jest cenne i dlatego - oraz dzięki wielkiej miłości do zwierząt rodziców Marcela - jego dom zamieszkują papuga, koty, pies.

Poznajemy historię przyjaźni Marcela ze zwierzętami, historie wiążące się z tym, w jaki sposób każde z nich trafiło do domu chłopca. Wszystko to przesycone jest potężną dawną miłości i szacunku do braci mniejszych.

Gorąco polecam!

Wsparcie Fundacji to 10 zł za tę książkę.

Mo Willems. Czy umiem się dzielić? Czekanie jest takie trudne! (4.1)

Mo Willems. Czy umiem się dzielić? Czekanie jest takie trudne! (4.1)

 

Kocham Świnkę Malinkę i Słonia Leona. Co więcej, mam wrażenie, że Mo Willems ma w sobie tak wiele z dziecka, że w zachwycający sposób potrafi dotrzeć do tych fragmentów naszych serc, w których ukryte są dziecięce wspomnienia. A co dopiero mówić o trafianiu do serc dzieci?

Leon z radością kupuje u lodziarza gałkę w ulubionym smaku. Podskakuje z radości na myśl o tym jak będzie jadł zimny przysmak, gdy nagle... Przypomina sobie, że przecież nie tylko on lubi lody, że lubi je także Malinka. I może dobrze byłoby się z nią podzielić? Ale przecież ona się nie dowie, że on zjadł sam - czyż nie?

Zostawiamy Leona z dylematem i wkraczamy we własne wspomnienia o zachowaniach dzieci. Przypominamy sobie myśli (widoczne na przejętych twarzach) poświęcone temu, by podzielić się z kimś czymś co jest nasze, tylko nasze i na dodatek najulubieńsze. 

Nie ma tu groźnego głosu dorosłej osoby oznajmiającego - nie bądź sobkiem, podziel się lub nieładnie jest się nie dzielić, a jednak Leon otrzymuje wartościową lekcję.

Malinka ma dla Leona niespodziankę. Aby ją dostać Leon musi wykazać się cierpliwością. A to - jak wiemy - jest trudne. W zachowaniu Leona widzimy całe bogactwo jakie niosą ze sobą radość z prezentu, niecierpliwość, złość, że trzeba czekać. Leon się gniewa, płacze, obraża, pokazuje, że jest dzielny. A Malinka dzielnie mu w tym wszystkim towarzyszy, bo wie, że niespodzianka jest warta czekania.

Brawa dla autora za pomysł na niespodziankę :-)

Wesprzyj Fundację za 20 zł (obydwie książki).

Paulina Płatkowska, Truskawkowe Lato (HP 3.3)

Paulina Płatkowska, Truskawkowe Lato (HP 3.3)

 


Książka Pauliny Płatkowskiej opowiada o pierwszych zauroczeniach, myślach, które z dziecka czynią nastolatka, fascynacji druga osobą i wszelkich kłębiących się w dorastających emocjach. A - przyznacie - szczególnie z tym ostatnim nie jest w życiu łatwo.

Klara wraz z rodzicami wyjeżdża na wakacje. Ku zdumieniu jej mamy, szykującej się na ten wyjazd od dłuższego czasu - nie jadą na zorganizowaną wycieczkę do Włoch, ale samodzielnie - do Grecji. Po pierwszym szoku wyprawa okazuje się być bardzo przyjemną. Dla Klary - wyjątkowo. Spotkała tam bowiem chłopaka, dla którego szybciej zabiło jej serce.

Ale zanim doszło do wyjazdu dowiadujemy się z kim Klara się przyjaźni, kogo chciałaby sobą zafascynować i w jaki sposób z dzieciaków chodzących po prostu do jednaj klasy, tworzą się nastolatki wrażliwe na innych, gotowe nieść pomoc, a zwykłe koleżeństwo zamienić w przyjaźń.

Ciekawie opowiedziana historia Klary i jej bliskich powinna zainteresować dzieciaki z V i VI klasy.

Wesprzyj Fundację, kup za 10 zł:-)


Keri Smith. Wykończ tę książkę. (HP 3.2)

Keri Smith. Wykończ tę książkę. (HP 3.2)

 


Wbrew tytułowi - ta książka nie namawia do tego, by ją drzeć, palić, podtapiać. Namawia jednak do tego, by nie stawiać jej w gablocie za szybą, a używać. Czytać, zabierać na spacery, odkładać do tajemnych skrytek.

Czytam przy jedzeniu. Instagramowa ankieta, w której odpowiadaliście na pytanie, czy też tak robicie pokazała, że większość z Was tak. O to, co czytacie już nie pytałam, ale podejrzewam, ze tu też jesteśmy do siebie podobni. Przy jedzeniu towarzyszą mi najczęściej książki moje, nie biblioteczne, mocno zaczytane, znane już na pamięć, którym kropla pomidorowej czy barszczu nie zaszkodzi, a jedynie sprawi, że będą bardziej moje. Nie, nie pochwalam nurzania książek w truskawkach i lodach, ale wiem, że te najbardziej ukochane, towarzyszące mi w najróżniejszych chwilach życia mają w sobie i piasek z plaży, i niezapominajkę z przechadzki po łące, i ślady po pomidorze.

Keri Smith namawia do zakumplowania się z książką. Do nawiązania z nią emocjonalnej więzi. Dołączam do tego namawiania:-)

Kupując książkę za 15 zł (cena minimalna) wspierasz Fundację.

Roczny Roch, czyli prawie przegapione urodziny

Roczny Roch, czyli prawie przegapione urodziny

 


W sierpniu tamtego roku trafił do Kociokwika Roch. Mały, szczurkowaty i wypłoszowaty. Miał trzy miesiące, które przeżył na terenie kuźni przemysłowej. Skoro w sierpniu miał już kwartał życia za sobą, to znaczy, ze w maju przypadają jego urodziny, prawda?

Dziś jest szczupły, długołapy, wiecznie głody i dysponuje potężnymi zasobami energii. Uwielbiam czuć jego sprężyste ciałko zwinięte w kłębek tuż przy moich plecach. Gdy się kręcę w nocy, podnosi się, przeczekuje i układa ponownie. Budzi się wraz ze mną i od razu biegnie do kuchni. Siada na ekspresie do kawy, wtula we wciąż jeszcze ciepłą rurkę pionu grzewczego i czeka. Gdy wyciągam miski porzuca pozę zblazowanego kota i wskakuje między nie nijak nie rozumiejąc, że im bardziej mi przeszkadza, tym bardziej opóźnia napełnianie misek.

Przez rok wiele się nauczył. Cudnie było obserwować jak naśladuje starsze koty i robi dokładnie to, co one. Owszem - zdarza mu się robić to, czego one nie, ale to chyba podpowiada mu jego dziecięco-młodzieżowa fantazja. Jako jedyny w domu zaczepiał się czterema łapami na makramowej osłonce doniczki i bujał się wraz z kwiatkiem pod samym sufitem. Układa się wokół słupka na drapaku i robiąc z siebie kółko, łapie własny ogon. Jednak czynnością, która zdumiała nas najbardziej, okazało się być stawanie dwoma łapkami na krawędzi telewizora po to, by sięgnąć do wskazówek zegara - przesuwaj je lub odginać jak tylko się da.

Jada kukurydzę, oliwki, ciamka z zadowoleniem masło orzechowe i żółtko. To oczywiście okazjonalnie, bo jednak podstawą żywienia jest karma przeznaczona dla kotów ;-) Tu nie grymasi - czy puszka mięsna, czy rybia, sama ryba, czy suche - zjada grzecznie i już nawet wie, że nie wolno iść wyjadać z cudzej miski, gdy się opróżni swoją najszybciej.

Rozczula mnie, gdy podchodzi do wyspacerowanej Amber i obwąchuje ją delikatnie i uważnie zbierając z niej zapachy łąki, czy lasu. Nauczył się już jak duży musi być sus, aby przeskoczyć nad nią w drodze na balkon i tylko czasami w czasie szalonych gonitw po domu zapomina, że nie wolno biegać po psie.

Cieszę się, że z nami został:-)

 Anna Sakowicz, Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer (HP 3.1)

Anna Sakowicz, Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer (HP 3.1)


Temat - jak sugeruje tytuł książki - trudny. Bardzo trudny, bo też niełatwo jest patrzeć jak osoba nam bliska nagle zaczyna zachowywać się inaczej niż dotychczas, przestaje nas poznawać, zapomina, staje się obca i wroga. Trzeba jednak przyznać autorce, że poradziła sobie z tym mistrzowsko. Być może dlatego, że czerpała, czego współczuję, z własnych doświadczeń.

Do domu Anielki, zajmowanego dotychczas przez nią, jej siostrę i ich rodziców, wprowadza się babcia. Dziadek pracuje, a starsza kobieta potrzebuje stałej obecności drugiej osoby w domu. Kimś takim jest mama Anielki. Dziewczynka wie, że babci towarzyszy pan Alzheimer (podsłuchała rozmowę dorosłych) i postanawia pisać do niego listy. Listy, w których powie mu jak bardzo go nie lubi i jak bardzo przeszkadza jej to, w jaki sposób zmienia babcię i ich życie.

To bardzo realna i bardzo wzruszająca opowieść. Emocjonalny odbiór wzmaga strona graficzna książki, za którą wydawnictwu Poradnia K należą się brawa.

Nawet jeśli dziś Waszej rodziny nie dotyczy problem opisany w książce Anny Sakowicz, to sięgnijcie po nią, przeczytajcie, by umieć odnaleźć się w chwili, w której pan A. postanowi zamieszkać wśród Was.

Wsparcie Fundacji - 10 zł (minimum).

Seria Czytam Sobie (HP 2.3)

Seria Czytam Sobie (HP 2.3)


Pięć książeczek z serii Czytam sobie trafi w gusta i umiejętności tych, którzy już czytają sprawnie, i tych którzy dopiero stawiają pierwsze kroki na tej niełatwej, ale jakże satysfakcjonującej, drodze. 

Mnie najbardziej do serca przylgnęły "Letni koncert", bo Karolina Grabarczyk postarała się, by tekst czytany głośno nie tylko przedstawiał nazwy owadzich muzyków, ale był również wyzwaniem dykcyjnym oraz "Wielki bal" - z powodu ekologicznego wydźwięku, a także ilustracji Jola Richter Magnuszewska, do której od lat mam słabość. 

Na letnie wyprawy, wspólne wyprawki czytelnicze i odkrywanie przyjemności czytania - idealne! 

Wesprzyj Fundację za minimum 15 zł:-)

Agnieszka Stelmaszyk. Zagadka Purpurowej Orchidei. (HP 2.2.)

Agnieszka Stelmaszyk. Zagadka Purpurowej Orchidei. (HP 2.2.)

Agnieszka Stelmaszyk ma w moim katalogu książek dla młodszych czytelników specjalne miejsce dzięki cyklowi Kroniki Archeo odpowiadającemu o dzieciach archeologów, które samodzielnie rozwiązują zagadki z przeszłości. Cyklem tym postawiła wysoko poprzeczkę samej sobie.

Zagadka purpurowej orchidei to historia grupy zrzeszonej w Klubie Przyrodnika. Nastolatki angażują się w działania ekologiczne, zajmują się także edukowaniem rówieśników - wydają biuletyn z informacjami przyrodniczymi i wspierającymi lokalne działania ekologiczne. Ich aktywność zazębia się ze zniknięciem kilku osób, które łączy jedynie to, że również działają w zakresie ochrony przyrody. W jaki sposób zagrożona wyginięciem purpurowa orchidea i dzieciaki z Polski są ze sobą powiązane, odkryjecie podczas lektury.

Mimo, że chwilami miałam poczucie niedosytu i pewnych, zbyt daleko idących, uproszczeń nadających dynamiki opisywanym wydarzeniom, sądzę, że warto warto sięgnąć po pierwszy tom serii i przekonać się jak wiele z ludzkich działań ma negatywny wpływ na przyrodę nas otaczającą.

Wesprzyj Fundację kwotą minimum 10 zł.

Justyna Bednarek. Dom numer pięć (HP 2.1)

Justyna Bednarek. Dom numer pięć (HP 2.1)


Justyna Bednarek w Domu numer pięć pokazuje siłę przyjaźni i moc słów jakie używamy wobec innych. 

Dwunastoletni Piotrek traci wzrok. Dzień za dniem widzi coraz słabiej, a to w jakiś przedziwny sposób powoduje, że jeden z jego klasowych kolegów czuje pokusę by dokuczać mu mocniej. Gdy po jednym z meczów (w których o dziwo Pepe grał i w dodatku wrzucił decydującego kosza) Eryk kradnie mu okulary, chłopak - trochę ze strachu, trochę z potrzeby zawalczenia o siebie - ucieka przed prześladowcą. Obydwaj chłopcy trafiają do dziwnego świata, świata, w którym wciąż trwa wojna, żołnierze walczą na słowa (ale też amunicję), Piotrek odzyskuje wzrok, a Eryk przestaje widzieć.

Jak to jest wejść w skórę tego drugiego? Jak z ofiary stać się prześladowcą? Jak z prześladowcy stać się obiektem kpin i okrucieństwa? Kiedy jest czas na bycie bohaterem i co tak naprawdę oznacza to słowo?

Podoba mi się to, że autorka nie zatrzymała swoich bohaterów w wieku dziecięcym, że pozwoliła im dorosnąć i przekonać się czym jest siła przyjaźni. Mimo, że zazwyczaj mam kłopot z czytaniem tekstów Justyny Bednarek, Dom numer pięć zrobił na mnie dobre wrażenie.

Wesprzyj Fundację za minimum 10 zł :-)

Dla HaszczychPaszczy (1.3)

Dla HaszczychPaszczy (1.3)

 Debbie Powell, Dzień z przyrodą

Dzień z przyrodą. 101 zadań inspirowanych naturą opiera się na zaangażowaniu dziecka w tworzenie treści, na zaproszeniu go do zabawy, a przez to - do utrwalania wiadomości poznawanych dzięki rysowaniu, klejeniu, rozwiązywaniu kolejnych zadań.

Dzieci zaproszone są do tego, by rysowały (np. swój wymarzony ogród, niebo nocą, czy pajęczynę błyszczącą od rosy o poranku), opisywały (to, co widzą w najbliższym otoczeniu, czy podczas spaceru po lesie). Ich zdaniem jest zbudowanie gniazda, przejście labiryntu, przygotowanie chorągiewek z symbolami zwierząt na ogrodowe przyjęcie, pudełka na skarby z motywami zwierzęcymi. A czasami po prostu mają coś przykleić, stworzyć z odcisków palców owady, zaprojektować wzór na motylich skrzydłach. Codziennie można spróbować czegoś innego i codziennie - wyglądając za okno - można uczyć się o świecie nas otaczającym. 

Ta książka wspomoże pierwsze próby poznawania otoczenia i będzie doskonałym remedium na niepogodę podczas wakacyjnego wypoczynku.

Wesprzyj Fundację za minimum 10 zł :-)

Dla HaszczychPaszczy (1.2)

Dla HaszczychPaszczy (1.2)

 Marcin Szygielski, Co jedzą czarownice?




Książka Co jedzą czarownice? stanowi szósty tom serii, w której Marcin Szczygielski opisuje przygody Mai. Szósty, ale nie musicie znać wcześniejszych, by czytać ten - jest on bowiem nietypowy. 

Otóż - Mama Mai zgodnie z zaleceniami lekarza ma odpoczywać podczas wyjazdu, a w domu zostaje młodsza siostra Mai, Tata (który z gotowaniem jest bardzo na bakier) i dziewczynka, nie znająca co prawda za bardzo tajników kuchennych, ale obdarzona czarodziejskimi mocami. Wszak jest się czarownicą, prawda? Na pomoc Mai przychodzą jej znajomi podpowiadając młodej adeptce sztuki kulinarnej proste, smaczne i zdrowe potrawy, które przygotuje z minimalną pomocą osoby dorosłej.

Oprawa graficzna książki, trzy wstążki do zaznaczania ulubionych przepisów i porady jak przygotować nieco makabryczny makaron oraz całe mnóstwo innych przepisów przeplatanych fascynującymi opowieściami to idealny zestaw dla dzieciaków, które chcecie nauczyć do tego, by potrafiły gotować i dla tych, które się do gotowania garną.

Wesprzyj Fundację za minimum 10 zł :-)

Dla HaszczychPaszczy (1.1)

Dla HaszczychPaszczy (1.1)

 Anna i Krzysztof Kobusowie, Podróżownik



Powoli zbliżają się wakacje i choć jeszcze nie do końca wiemy na co będzie można sobie pozwolić, a na co nie - zaczynamy myśleć o letnim wypoczynku. Podróżownik, ten lub jego inne tomy, będą doskonałym pomocnikiem i dziennikiem podczas planowania i dokumentowania rodzinnych wypraw.

Zwierzęta, klimat, zabytki, ulubione potrawy kulinarne, znaki drogowe, środki transportu, zabudowa miast - temu wszystkiemu (oraz innym tematom) poświęcone są kolejne strony Podróżownika. To publikacja, która pozwala uważniej patrzeć na odwiedzane miejsca, stawia przed dziećmi zadania, które pozwolą lepiej zapamiętać otoczenie, w którym odpoczywają, a po pewnym czasie - z nostalgią wrócić do minionych podróży.

Jeśli orientujecie się w rynku planerów tworzonych dla dorosłych, to zapewne wiecie, że powstają również te poświęcone podróżom. Tu mamy wersję dla młodszych, wersję rozbudowaną o różnego typu zadania pozwalające czerpać radość z podróży.

Wesprzyj Fundację za minimum 10 zł :-)

Bazarek dla podopiecznych Fundacji HaszczePaszcze

Bazarek dla podopiecznych Fundacji HaszczePaszcze


Jak wiecie psy ras północnych zajmują specjalne miejsce w moim sercu. Gdy tylko zobaczyłam, że Fundacja HaszczePaszcze prosi o zakup karmy dla swoich podopiecznych, drgnęło we mnie i pomyślałam, że pora zrobić bazarek celowy. Mam w domu sporo książek dla młodszych czytelników, które chętnie przekażę w Wasze ręce w zamian za datek na cel zakupu karmy. Z pozyskanych w ten sposób pieniędzy zamówię karmę, która trafi prosto tam, gdzie psy na nią czekają. Nadwyżkę, o ile powstanie, wpłacę na konto Fundacji, a dokumenty poświadczające jedno i drugie przedstawię na blogu.

Zapraszam!

1. Książki prezentowane na bazarku są moją własnością.

2. Opis książki zawiera cenę minimalną. Jeśli ktoś życzy sobie zapłacić więcej - to świetnie! Będzie więcej karmy:-)

3. Zakupy na bazarku odbywają się na zasadzie "kto pierwszy ten lepszy".

4. Prezentacja książek na sprzedaż nastąpi o 9.00, 14.00 i 18.00 na blogu i w mediach społecznościowych. 

5. Zakup jest możliwy tylko poprzez podanie ceny w komentarzu na blogu.

6. Wysyłam paczkomatem, na terenie Polski, a za wysyłkę płaci kupujący.

Ruszamy o 9 - w trakcie dnia w tym wpisie pojawią się propozycje książek.

Zróbmy razem coś dobrego!

Milena Wójtowicz. Zaplanuj sobie śmierć.

Milena Wójtowicz. Zaplanuj sobie śmierć.



Jeśli pracujecie w korporacji, a Wasze umysły przesiąknięte są metodą pięciu pytań "dlaczego", ideami lean menagmentu, szkoleniami z teambuldingu, produktywności, asertywności i zarządzania różnorodnością, reagujecie z lekka nerwowo na dźwięk słów RODO i kodeks pracy - to Milena Wójtowicz napisała książkę idealną dla Was. Jeśli to wszystko co powyżej nie jest Waszą codziennością - to w Zaplanuj obie śmierć obejrzycie życie korporacyjne w krzywym, i budzącym na widok efektów śmiech, zwierciadle.

Autorka zabiera nas do zakładu produkcyjnego w kompletnie nietypowym dla tegoż zakładu dniu pracy. Nietypowość ta polega na tym, że główny planista staje się ofiarą zbrodni. Trupa znajduje w poniedziałkowy poranek magazynier, a podejrzenia wszystkich skupiają się na planistce produkcji, która z (aktualnie martwym) Mireczkiem dzieliła pokój służbowy i eufemistycznie rzecz ujmując - darła koty.

W firmie pojawia się policja, prokurator, a nieco później niezależny konsultant prawny zatrudniony przez prezesa i mający wspomóc policję w szybkim i sprawnym rozwikłaniu tajemniczej śmierci.

Milena Wójtowicz sprawie żongluje idiolektem korporacyjnym i czyni to wkładając w usta bohaterów wypowiedzi szalenie charakterystyczne w równie charakterystycznych sytuacjach, nie zawsze zgodnych z tym, co nauka zarządzania zespołem mówi;-) Ubawiłam się zacnie i z radością wyłapywałam cudne rozmowy prowadzone przez powieściowe postaci.

55 lat temu w sali konferencyjnej znaleziono Stolarka uduszonego paskiem od szlafroka. Teraz przyszła pora na Biernackiego. Powieść opisująca perypetie po pośmiertnym złożeniu głównego planisty produkcji, do szuflady mogącej pomieścić 2 tony sześciometrowych profili, okazała się być doskonałą komedią kryminalną.

Czytajcie! Dla wybuchów radości i przyjemności :-)

Powrót po przerwie

Powrót po przerwie

Dawno mnie tu nie było, starałam się jednak być aktywna na Facebooku i Instagramie. Starałam to bardzo dobre słowo - bo koronawirus wyłączył mnie z czynności innych niż spanie na dłuższy czas;-) Na szczęście mam zwierzaki, które z ochotą mi towarzyszyły.

Gdy już poczułam się lepiej, sporo czytałam. A gdy już wreszcie mogłam wyjść z domu - chodziłyśmy z Amber na kilka spacerów dziennie, niedługich, nieodległych, ale częstych, które w idealny sposób pozwoliły mi na odbudowanie kondycji.

Czas spędzony w mieszkaniu pokazał mi jak istotne jest stworzenie domu. Nie posiadanie czterech ścian, ale zbudowanie z drugim człowiekiem (i zwierzętami - wiadomo) Domu - opoki, miejsca, które jest ważne, w którym czujemy się bezpiecznie, do którego wracamy z przyjemnością i w którym przebywamy także z przyjemnością.

Oprócz powrotu do bloga, wróciłam też do pracy. Zapraszam Was już na spotkanie w najbliższą sobotę:


[Spotkanie zostało odwołane, odbędzie się w innym terminie.]

Mam nadzieję, że dopisuje Wam zdrowie. Ślę ciepłe myśli :-)

Mariola Zaczyńska. Więcej niż siostry.

Mariola Zaczyńska. Więcej niż siostry.

 


Dawno nie czytałam nic Marioli Zaczyńskiej, więc gdy zobaczyłam na bibliotecznej półce jej ostatnio wydaną książkę, pomyślałam, ze pora wrócić do tej autorki. Wróciłam i jakież było moje zdumienie, gdy zamiast lekkiej, prostej historii dostałam powieść osadzoną w realiach zmagań z przeszłością, nieprzepracowanych traum i odrobiny grozy.

Benita to dziennikarka, która odchodząc z warszawskiej telewizji zdecydowała się na pracę w lokalnym, siedleckim, portalu internetowym, którego jest gwiazdą. Roma, towarzyszka Brudera, psa tropiącego, jest ratowniczką działającą w szeregach straży pożarnej, gdzie wraz ze swoim psem szuka żywych ofiar katastrof i wypadków. Niegdyś niemalże jak siostry, dziś nieprzyjaciółki trzymające się od siebie z dala. Życie Siedlcach i bywanie w podobnych kręgach towarzyskich nie ułatwia im wzajemnego unikania, a one - stanowiąc dla siebie wciąż jątrzące się mentalne rany - siłą wydarzeń zbliżają się ku sobie.

Obydwie kobiety sportretowane przez Mariolę Zaczyńską są bardzo wyraziste. To niemalże modelowe przykłady postaci - bardzo się od siebie różniących, podążających w życiu innymi ścieżkami, bo, jak wyraźnie pokazuje to autorka, wychowanymi w inny sposób. Jedną z nich kształtowała matka szantażująca emocjonalnie ojca, drugą - dziadek żołnierz.

W powieści Więcej niż siostry znajdziecie i nieco ironiczny ukłon w stronę działania mediów, i dobrze opisane relacje międzyludzkie, wraz z ufnością, zakochaniem, namiętnością, i to, co Mariola Zaczyńska podkreśla bardzo wyraźnie - portret psychiczny kobiet, które dorastały bez ojca.

Polecam gorąco.

Kilka ostatnich książek

Kilka ostatnich książek

Czytam ostatnio powoli. Nie wynika to z braku lektur, czy spowolnienia tempa czytania, ale tego na co czas wolny poświęcam. A tak w ogóle - zwróćcie uwagę na opozycję słowną: czas wolny vr. czas... Zniewolony? Czasami tak czuję, a najgorsze jest, ze świetnie wiem jak ów czas na czytanie - choć częściowo - odzyskać. Tylko wiedzieć nie zawsze oznacza robić, prawda?


Teraz czytam najnowszą książkę Jodi Picoult, Księgę Dwóch Dróg. Opowieść o douli od umierania, która niegdyś była egiptolożką to ciekawe (acz w wersji pop, wiadomo) zgłębienie tematyki wierzeń związanych ze śmiercią, współczesnego do niej podejścia i tego, co umieranie może znaczyć dla umierających i tych, których opuszczają. W treści książki przewinął się także kot Oskar, o którym przeczytacie [KLIK] na blogu.


W uszach mam ostatni tom opowieści o Cormoranie Strike'u, Niespokojną krew. On i Robin przedzierając się przez pełne odniesień do astrologii zapiski z dawnych akt policyjnych próbują wyjaśnić sprawę zaginięcia blisko 40 lat temu pewnej lekarki. Książka jest długa, można się nią delektować, bo oprócz sprawy kryminalnej autora idealnie buduje napięcie między dwójką detektywów.



Niedawno skończyłam czytać książkę wyzwaniową [KLIK], czyli Zaczynaj od dlaczego Simona Sinka. Autor wyjaśnia w bardzo obrazowy sposób dlaczego pewne marki stają się kultowe, a ich klienci utożsamiają z nimi swoje wartości. Namawia też do pracy nad sobą i swoim postrzeganiem roli litera w organizacji czy firmie. Hasło, które pięknie oddaje idee jakie głosi Sinek brzmi Inspiruj ludzi do robienia rzeczy, które ich inspirują.


Książką, która sprawiła mi wielką niespodziankę i na która trafiłam przypadkiem i jedynie dlatego, że spodobał mi się jej tytuł okazała się być Znalazłam swoje plemię Ruth Fitzmaurice. Autorka opowiada o życiu rodzinnym i małżeńskim z ukochanym chorującym i umierającym na stwardnienie zanikowe boczne. Nie opisuje, jak pewnie musiałaby to czynić mieszkająca w Polsce osoba towarzysząca choremu, zmagań o pieniądze i opiekę pozwalającą utrzymać człowieczeństwo mężowi, a swoje emocje, myśli, zachowania dzieci, które próbują odnaleźć się w świecie, w którym tata niegdyś mógł przytulać, a teraz już nawet tego nie może dać swoim dzieciom. Przedstawia także inne kobiety - swoje przyjaciółki, które dzięki wspólnym pasjom dodają sobie otuchy. Bardzo polecam!

Joanna Kajstura, Miazga® i Psitulisko

Joanna Kajstura, Miazga® i Psitulisko

 



Na Joannę, czyli Fit Matkę Wariatkę trafiłam podczas ratowania psów z Radys. Mignęła mi gdzieś podczas wypowiedzi o tym, co tam zastali wolontariusze. Poszperałam i okazało się, że jest twórczynią programu ćwiczeń Miazga®. We wrześniu zdecydowałam się na zaabonowanie darmowego tygodnia, na próbę, i na tej decyzji się skończyło. Nie rozłożyłam maty ani razu.

Pod koniec grudnia uznałam, że skoro kolejny raz dzieje się tak, że można spróbować, a potem wykupić dostęp do aplikacji płacąc za jeden miesiąc, a otrzymując opcję ćwiczeń przez dwa, to jest to dla mnie znak - jeśli chcę osiągnąć cele jakie sobie na ten rok wyznaczyłam, to ćwiczenia wzmacniające są mi niezbędne. I tak oto ćwiczę:-)

Miazga® ma 9 etapów. Pierwszy z nich składa się z trzech poziomów: maluchów, młodszaków i starszaków, które wybrać należy w oparciu o własne ćwiczeniowe zaawansowanie. Zaczęłam od środkowego, za kilka dni finiszuję w starszakach.

Ćwiczyć można 5 razy w tygodniu, dwa są przeznaczone na rekreację. Treningi trwają od 20 do (jak na razie) 35 minut. Najważniejsza jest technika, co FMW podkreśla nieustająco. Mało skakania, dużo pracy nad tym, co utrzymuje nasze ciało w dobrej pozycji - wzmacnianiem brzucha i, co za tym idzie, kręgosłupa.

Są treningi, podczas których wszystko pogwizduje we mnie z radości, są takie, podczas których czuję jak z każdym ruchem mój poziom głodu wzrasta, są i takie, gdzie na koniec zalegam na macie rozciągając się leniwie, bo siły do wstania muszę pozbierać. 

To co my - ćwiczący (bo w gronie są nie tylko kobiety) - płacimy za Miazgę®, wspiera Psitulisko - projekt, który FMW wcieliła w życie czas jakiś temu. Wyciąganie ze schronisk psich, schorowanych staruszków i kwaterowanie ich w domach tymczasowych oraz szukanie domów stałych jest dla mnie warte każdych pieniędzy i każdego bólu mięśni podczas ćwiczeń. Jeśli zatem mogę ćwicząc pomagać - to, gdybym tego nie robiła - w mojej etyce - byłabym słabym człowiekiem.

 

Zaciekawiona Joanną i kompletnie nie zrażona jej soczystym sposobem komunikacji, sięgnęłam po książki. Pierwsza opisuje jej, jak by to nazwać, filozofię życiową. Druga - różne doświadczenia. Pewne fakty mi się poukładały, za pewne sformułowania polubiłam ja bardziej i doceniłam zaangażowanie.

Piszę o tym wszystkim nie tylko ze względu na książki i zupełnie nie po to, żeby się pochwalić jaka jestem wytrwała. Piszę o tym, bo od 1 do 7 marca znów jest promocja i ponownie można dołączyć do programu ćwiczeń na dwa miesiące, płacąc za nie 59,99 zł. A, nie napisałam - na platformie ćwiczeniowej oprócz Miazgi® są rozgrzewki, rozciąganie, joga, pilates, dance, zdrowy kręgosłup, przypominajki o piciu wody, konsultacje z fizjoterapeutą, dietetykiem, stylistką, seksuologiem, można skomponować sobie dietę z gotowych elementów lub z dodanych przez siebie lub pobrać gotowy jadłospis wraz z przepisami jak przygotować to, co wybraliśmy. Wśród gotowych materiałów znalazłam też wegańskie na różnym poziomie kaloryczności :-) Tam jest tego więcej, ale same sobie poszukacie, jeśli się zdecydujecie.

Pierwsze 3 dni są za darmo. Możecie sprawdzić czy to coś dla Was. A do 7 marca możecie w dobrej cenie wesprzeć psy i zadbać o swoje dobre samopoczucie po ćwiczeniach. Jedyny minus tego rozwiązania jest taki, że do lata być może będziecie musiały wymienić garderobę na mniejszą :-)

Wszelkie szczegóły znajdziecie tutaj. I nie, to nie jest wpis sponsorowany. 

To co - spotkamy się w aplikacji?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Prowincjonalna nauczycielka , Blogger