24.5.19


Kiedy Katarzyna Ryrych opowiadała o książce Hodowla zapowiadając jej wydanie, miałam przed oczyma inny obraz tego co przeczytam. Wydawało mi się, że historię opowiedzą nam nastoletni bohaterowie, którzy dostrzegą to, czego nie chcą dostrzegać ich rodzice. Z dużym zdumieniem przyjęłam starszy, niż wyobrażony przeze mnie, wiek narratora. Ze zdumieniem i - z każdą obracaną kartką - poczuciem, że taki zabieg narracyjny sprawił, iż powieść ma wymowę silniejszą niż miałaby, gdyby jej bohater miał lat naście.

Wracanie po dziesięciu latach do miasta, w którym się mieszkało i w którym przeżyło okres dojrzewania do własnych idei, rozwoju społecznego, fizycznego oraz wspinało się na wyższy niż w latach dziecięcy poziom obserwowania świata, może być trudne. I takie też jest dla narratora - mężczyzna spacerując po miejscach odwiedzanych z kolegami, przestrzeniach, które dla nich - młodzieży licealnej - były miejscami pierwszych poważnych rozmów, spotkań, przy jeszcze wówczas nielegalnie pitym alkoholu, miejscami odkryć i fascynacji płcią przeciwną. Chodzi po mieści i wraca myślami do szkolnych dni. Do tego, by zawsze było wszystko jak najlepiej, nie bacząc na predyspozycje i chęci uczniów. Do tego, że w hierarchii szkolnej byli równi i równiejsi, a to po czyjej wówczas stali stronie zdeterminowało ich dorosłe lata i wybory życiowe. Do czasów tolerancji i jej braku, chwil pełnych wyzwań wobec terroru jedynej słusznej racji.

Bohater ogląda się wstecz i dostrzega to, co będąc nastolatkiem jedynie przeczuwał. Podczas spotkania z kolegą, niezbyt lubianym dawniej, odkrywa pewne tropy, które pozwalają mu zauważyć więcej i z innej, niż dotychczas, perspektywy.

Mocna książka. W kontekście dyskusji nad współczesną edukacją - bardzo potrzebna i bardzo trafnie wypunktowująca błędy systemu.

Polecam.

23.5.19

Łukasz Pilip. Podwórko bez trzepaka. Reportaże z dzieciństwa.


Trzynaście reportaży o dzieciach, których dzieciństwo wygląda inaczej niż to sielskie, jakie istnieje w naszej wyobraźni, wspomnieniach, czy kodzie kulturowym kojarzonym z pierwszymi latami życia.

Bohaterami tekstów Łukasza Pilipa są dzieci - celebryci, dzieci zmagające się z nieuleczalnymi chorobami, agresją własną bądź czyjąś, narażone na zainteresowanie dorosłych o zabarwieniu seksualnym, dzieci niechciane, zbyt wcześnie dorosłe, przejmujące rolę opiekunów rodziny.

Trudna to lektura, wymagająca i pokazująca świat na jaki niekoniecznie chcemy patrzeć. Ale to przecież rola reportaży - aby pokazywać nam coś, czego sami nie dostrzegamy, czy to z powodu omijania wzrokiem, czy zbyt małej empatii.

P.S. Autor jest laureatem Festiwalu Wrażliwego, znacie Festiwal?

22.5.19

Brigitte Bardot. Łzy walki.

Brigitte Bardot. Łzy walki.

Brigitte Bardot dla wielu z nas na zawsze pozostanie gwiazdą srebrnego ekranu, legendą, symbolem seksu. Kobietą podziwianą, kochaną, w towarzystwie której chciano się pokazywać. Kobietą, która pewnego dnia powiedziała stanowcze "dość" i postanowiła swoją popularność wykorzystać w walce o prawa zwierząt.

Z manifestami osób zaangażowanych w propagowanie idei, której są oddane, może być niełatwo. Często w grę wchodzą emocje wybrzmiewające silniej niż przesłanie, które autor tak naprawdę chciałby zawrzeć w swoich słowach. I choć - gdyby chodziło o jakiekolwiek inne niż upominanie się o zwierzęta idee - mogłabym się zżymać na pewną chaotyczność wywodu spowodowaną właśnie emocjami, to w przypadku tego tematu w pełni rozumiem.

Brigitte Bardot opowiada o swoim domu dzielonym ze zwierzętami, opowiada o pierwszych chwilach walk o zakaz zabijania foczych dzieci, o transportach koni i tych wszystkich strasznych rzeczach, które my ludzie w swojej bezduszności i krótkowzroczności robimy zwierzętom. 

Dziś, w Dniu Praw Zwierząt, nie sposób przedstawić Wam innej książki. Książki, która jest zapisem tego, jak nierówna jest walka człowieka wrażliwego z ludźmi, którzy koncentrują się na zyskach, nie bacząc na cierpienie jakie sprawiają innym niż człowiek stworzeniom.

Jednak, nie bacząc na to jak boli okrucieństwo wobec zwierząt, trzeba się o cierpiące i osamotnione zwierzęta upominać. Wciąż i wciąż. Trzeba im nieść pomóc na każdy z możliwych sposobów, bo to my jesteśmy winni temu złu, które staje się ich udziałem.

17.5.19

Dla dzieciaków (25)

Dla dzieciaków (25)
Marcin Wicha. Klara. Proszę tego nie czytać! Słowo na "Szy".


Nowe wydanie historii Klary napisanej przez Marcina Wichę zrobiło wokół książki nieco szumu i bardzo się cieszę, bo dzięki temu miałam okazję się o niej dowiedzieć. Sięgnęłam po wydanie poprzednie, w dwóch tomach i choć nie ma tu chwalonych mocno ilustracji, to doceniam całą sobą treść.

Klara ma 9 lat, młodszego brata i rodziców. Marzy o psie (kto w jej wieku nie marzy), pisze pamiętnik i bardzo skrupulatnie obserwuje świat wyciągając wnioski z tego co widzi. Ironia, jaką dokłada do wypowiedzi Klary Marcin Wicha sprawia, że przygody dziewięciolatki są szalenie pouczające dla dorosłych czytelników. Autor, obserwacjami dziewczynki, tropi absurdy, pokazuje wynaturzenia, obśmiewa dziwactwa, które wytworzyliśmy sobie sami i do których próbujemy dorównać.

Zacytuję Wam fragment, jakże aktualny wobec niedawnego strajku nauczycieli:
Kiedy on [tata - przypisek mój] był mały, ciągle stawiali dwóje, wpisywali uwagi do dzienniczka i kazali nosić coś, co się nazywało juniorki. Zwłaszcza wywiadówki były okropne. Babcia musiała chodzić do szkoły i obiecywać, że tata się poprawi.Na szczęście teraz nie mamy żadnych stopni, tylko grzybki, motylki i kwiatki, żeby się nie stresować. Nie ma też zeszytów, tylko karty pracy. No i nie mamy wywiadówek. Zamiast tego jest dzień otwarty. Wtedy pani musi zostać dłużej w pracy i obiecać rodzicom, że się poprawi (...). [s. 69]
Poczytajcie - to bardzo pouczająca lektura.

Kamila Loskot, Łukasz Loskot. Czy to pies, czy to bies, czyli zbiór słowiańskich stworów.



Podoba mi się rozkwitająca moda na mitologię słowiańską. Po długim okresie zachwytów mitami innych nacji, przyszła pora na nasze swojskie południce, mamuny, strzygi, zmory i inne. Tekst Łukasza Łoskota idealnie współgra z ilustracjami Kamili Łoskot, wzajemnie się dopełniają i sprawiają, że jedno bez drugiego nie byłoby tak sugestywne, przemawiające i urokliwe.

Książka adresowana jest do dzieci i autor tekstów pisze ją tak, by dzieci zrozumiały kim są stwory słowiańskich mitów, ale by nie przeraziły się nimi zbytnio. Ot, na przykład o mamunach dowiadujemy się, że: (...) wylęgają się z duszyczek nieślubnych dzieci, które niespodziewanie opuściły ten świat [s. 26], a o chmurniku, że rodzi się z duszy człowieka, który został porwany przez wichurę lub zginął trafiony piorunem i nie jest dobrze wychowanym dżentelmenem [s. 68]

Przyznam Wam, że podczas lektury tej książki nie umiałam się oprzeć zamyśleniu nad tym, jakim stworem byłabym, gdybym miała być. I cóż... Odpowiedź - dla tych, którzy mnie znają - jest łatwa: leszym lub przedstawicielem plonek.

A Wy?

David McKee. Urodziny Elmera.


Fanką Elmera jestem już od dawna i na wieść, że w tym roku kraciasty, kolorowy słoń obchodzi 30 urodziny uśmiechnęłam się szeroko. 25 maja będziemy świętować, a póki co - zapraszam do lektury.

Słonie postanawiają zrobić Elmerowi niespodziankę - dzień przed jego urodzinami namawiają wszystkie zwierzęta, aby udawały, że zapomniały o święcie. Zwierzęta podejmują próby wyjaśnień, dopytują, ale słonie są skupione i nie pozwalają na dyskusje. Następnego dnia większość zwierząt mija przyjaciela w kratkę z lekko niewyraźnymi minami, a gdy nadchodzi wieczór jeden ze słoni pyta: Nie jest ci smutno? Nikt nie złożył ci życzeń urodzinowych.

Co było dalej i czy Elmerowi faktycznie było smutno, doczytajcie. A później pomyślcie o niebywałym optymizmie i pogodzie ducha słonika i przedstawcie go (o ile jeszcze nie znają) dzieciom. To bardzo inspirująca postać:)

15.5.19

Maria Paszyńska. Owoc granatu.

Maria Paszyńska. Owoc granatu.

Przyznaję - gdyby nie to, że jutro odwiedzi Bibliotekę Maria Paszyńska, a mnie przypadnie rola moderatora rozmowy autorki z czytelnikami - pewnie nie sięgnęłabym po trylogię Owoc granatu.

Bliźniacze siostry, Elżbieta i Stefania spędzają lato 1939 roku u dziadków na wsi. Pierwsza z nich u boku ojca i dziadka zachwyca się naturą, wykazuje zainteresowanie gospodarstwem, angażuje się w działalność charytatywną babci. Druga - znudzona brakiem miejskich rozrywek, szuka sposobu na uprzykrzenie życia siostrze i podejmuje życiową decyzję - zostanie żoną młodego mężczyzny, którego ujrzała w kościele. To, że  - jak z czasem odkrywa - Jędrzej kocha jej siostrę, traktuje jak zdradę. Gdy wybucha wojna siostry wraz z matką i młodszym bratem trafiają do transportu na Syberię. Bliższa światu realnemu Halszka przejmuje odpowiedzialność za rodzinę, Stefania - wciąż żyjąca mrzonkami i wciąż w pretensjach - nie dostrzega zagrożeń, nie docenia charakteru Rosjan, nie potrafi zauważyć jak wiele dla niej robi jej siostra.

Tak się zaczyna tom pierwszy. W trakcie czytania wędrujemy z dziewczętami na Syberię, a stamtąd do Iranu. Towarzyszymy im przez wiele lat, obserwując ich doświadczenia, przemiany. Patrzymy na to jak poddają się upływowi czasu, co się zmienia w ich postrzeganiu świata i jednocześnie obserwujemy jak zmienia się świat wokół nich.

Te wątki, przemian społecznych i politycznych, zaciekawiły mnie najbardziej, choć gdy czytam opinie o trylogii dostrzegam w nich zupełnie inne podkreślane, jako interesujące, tematy. Ale to chyba dobrze, prawda? Najpiękniej jest się dobrze różnić:)

P.S. Zapraszam jutro:

10.5.19

Kelly Branhill. Syn wiedźmy.

Kelly Branhill. Syn wiedźmy.

Potrzebowałam więcej, niż zwykle, czasu, by dać się wciągnąć w magiczną opowieść Kelly Barnhill. Ale w chwili, w której poczułam, że historia Neda i Aine, Głazów i władców jest mi bliska, przepadłam.

Ned jest niewłaściwym chłopcem. Jego brat bliźniak utonął, a mieszkańcy wsi uznali, że ten, który zginął był bystrzejszy, mądrzejszy, lepszy. Matka chłopców nie pogodziła się ze śmiercią jednego z nich i sięgnęła po magię, którą miała wykorzystywać tylko na rzeczy dobre i nigdy dla siebie. A jednak...

Aine jest córką kobiety morza i mężczyzny, który z miłości dla żony porzucił swój bandycki tryb życia. Gdy jednak mama Aine zmarła, ojciec wraz z córką przenoszą się w głąb lasu, gdzie Król Bandytów próbuje sięgnąć po magię i władzę jaką ona daje.

Kelly Branhill zabiera nas w świat, który - choć wykreowany jej wyobraźnią - rządzi się doskonale znanymi nam prawami: źli zostają ukarani, prawi i dobrzy odniosą zwycięstwo. Jak jednak krętą drogą wiedzie nas autorka do tej prostej konstatacji nie zdradzę, dość będzie powiedzieć, że siła magii miłości, podobnie jak w poprzedniej książce Kelly Barnhill zatytułowanej Dziewczynka, która wypiła księżyc, odgrywa tu znaczącą rolę.

Jeśli tęsknicie za baśniami, to czytajcie Kelly Barnhill.

9.5.19

Marcin Wilk. Kwiatkowska. Żarty się skończyły.

Marcin Wilk. Kwiatkowska. Żarty się skończyły.

Marcin Wilk, autor strony Wyliczanka.eu oraz - między innymi - biografii Anny Jantar, tym razem przybliża nam postać Ireny Kwiatkowskiej, doskonałej polskiej aktorki, kobiety, która mając za sobą olbrzymie doświadczenie sceniczne, wielu osobom najwyraziściej kojarzyć się będzie z serialem o czterdziestoletnim inżynierze Karwowskim.

Urodzona w 1912 roku, wychowana na pracowitą perfekcjonistkę, przez całe życie traktowała surowo siebie i innych, szczególnie na polu zawodowym. Skrupulatnie prowadziła pamiętnik, zarówno w czasach szkolnych jak i latach pracy w kolejnych teatrach, dzięki któremu wiemy na co ile wydawała oraz, że gdy odwiedziła po raz pierwszy( w roku 1931) Katowice spostrzegła, iż:
Charakterystyczną cechą dla Katowic są liczne cukiernie i na ulicach sprzedawane gorące kiełbasy. [s.62]

Popularność przyjmowała dwojako: jako coś co sprawia, że godna jest szacunku, bo zapracowała na nią z całym oddaniem, ale jednocześnie jako coś, co nie daje jej prawa do gwiazdorzenia; dla ludzi z ulicy pozostała skromną, normalną, bywało, że wręcz "żoną męża", który w pewnym czasie jako prowadzący teleturniej w telewizji był bardziej rozpoznawany na ulicach niż ona.

O Irenie Kwiatkowskiej doczytacie, a w jaki sposób Marcin Wilk pisał o bohaterce swojej książki? Nie widać go, co jednych czytelników pewnie ucieszy, a inni odczują to jako zawód. Autor opowiada o życiu aktorki sięgając do najróżniejszych źródeł (brawo za bibliografię, minus za przypisy umieszczone na końcu książki;))

Z dużym zainteresowaniem czytałam o epoce, na której piętno odcisnęła Irena Kwiatkowska. O jej współpracy z Gałczyńskim, Przyborą i innymi tuzami literackiego świata. Ze smutkiem zbliżałam się do końca książki, wiedząc że przyjdzie mi się tam rozstać z bohaterką. Na szczęście pozostaje mi Ninateka...

P.S. Już jutro będzie można wypytać Marcina Wilka o prace nad książką, zapraszam:)


8.5.19

Pobudka majowa

Pobudka majowa

Aż wstydzę się patrzeć jak długo mnie tu nie było... A im więcej czasu blog zarasta pajęczynami, tym trudniej się na niego wraca - zapewne znacie to z własnych doświadczeń.

Od połowy kwietnia byłam w rozjadach - a to Łódź i szkolenie służbowe, a to świąteczny obiad na skraju lasu, a to spacery brzegami jezior podczas mazurskiego, kilkudniowego, urlopu. W czasie majówki próbowałam łapać pogodę, wizytowałam z Nusią PanDoktora (Nuś znów ma kłopoty ze zmianami na języku), rozstawałam się z pandzią (spędziłyśmy razem prawie 16 lat, aż trudno uwierzyć!) i czytałam czekając na koniec wolnych dni.

Czytałam, ale - skoro już o tym mowa - nie udało mi się w przeczytać nic z kwietniowego wyzwania czytelniczego. Do majowego nawet nie podchodzę, ale zerknijcie - może się skusicie.

Przygotowując się do majowych spotkań z Marcinem Wilkiem, Marią Paszyńską i Przemysławem Ignaszewskim, poznawałam ich książki, zmuszając otoczenie do wysłuchiwania co ciekawszych fragmentów ;-)

Maj się zaczął świątecznie - urodziny mojej Siostry, moje imieniny, dziś Dzień Bibliotekarza, który również obchodzę :-)

Czytam, popołudnia spędzam głaszcząc koty i spacerując, jeżdżę na rowerze, rozglądam się za autem, śledzę nowości i zapowiedzi oraz planuję pobyt w Warszawie (raczej jednodniowy, ale zawsze i to dobre).

A co u Was?

26.4.19

Dla dzieciaków (24)

Dla dzieciaków (24)

Swapna Haddow stworzyła postać Małej Króliczki, która wędrując z dziadkiem, Wielkim Królikiem, obserwowała swoje najbliższe z innej niż dotychczas perspektywy. Bardzo innej.

Kiedyś przeczytałam, że gdy dziecko mówi "Nudzę się", to należy mu pogratulować, bo to świetny stan na wymyślenie czegoś nowego i odkrywczego. Mała Króliczka też się nudziła i z tej nudy zdecydowała się pomóc Wielkiemu Królikowi. Odwiedzili Babcię Jeżową, Kreta, Wiewiórkę, pana Orzesznicę i okazało się, że każdemu z nich trzeba także (mimo, ze o to nie proszą) w jakiś sposób pomóc.

Dziadek uczy wnuczkę tego, by uważnie obserwować otoczenie i sąsiadów, by dostrzegać prośby niewypowiedziane, problemy, z którymi ktoś sobie nie radzi z racji choroby, wieku, czy innych czynników, a które dla nich - Wielkiego Królika i Małej Króliczki - są sprawami wymagającymi odrobiny wysiłku i dużego serca.

Ciepła opowieść pełna życzliwości. Polecam:)


Rocio Bonilla przedstawiając historię Jerzyka - chłopca przekonanego, że istnieje po to by latać, konfrontuje nas z tym, o czym marzymy.

Jerzyk marzy. Podejmuje próby, doczepia sobie skrzydła, balony i nie ustaje w wysiłkach, których celem jest latanie. I nagle mama znajduje rozwiązanie - podsuwa mu książkę. Zachwycony chłopiec czyta, a po niej sięga po kolejną. I jeszcze jedną, jeszcze jedną i jeszcze... Tworzy się z nich olbrzymia wieża, na szczycie której tkwi mały, zaczytany chłopczyk.

Czy ta niesamowita liczba przeczytanych książek przybliża go do latania? Czy tam znalazł wiedzę w jaki sposób unosić się jak ptak? Co dało mu czytanie?

Nie opowiem Wam - to zadanie Najwyższej na świecie wieży z książek. Poznając treść popodziwiajcie też ilustracje - są jednością z tym, o czym będziecie czytali.

Piękne:)


Alexander Steffensmeier i jego krowa Matylda podbili moje serce już dawno. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych tomów opowieści o rezolutnej krowie i z przyjemnością obserwuję jak dzieci rozjaśniają się słuchając o Matyldzie i podziwiając jej przygody na ilustracjach.

Matylda, wraz z przyjaciółmi, bawiła się w rycerzy. Dzielnie broniła zamku, ale jak to zazwyczaj bywa - ktoś dorosły, jakimś niestosownym poleceniem zepsuł zabawę. Kąpiel i przygotowanie do snu, które zaproponowała gospodyni w żaden sposób nie rekompensowały przerwanej zabawy. Widząc opór Matyldy gospodyni chciała zastosować fortel. A potem kolejny... I jeszcze kolejny...

Zabawne, nieco przewrotne, powodujące uśmiech, radość i bardzo ciepłe uczucia kierowane w stronę krowy Matyldy.


Książki Doroty Sumińskiej czytam w ciemno. Te dla dorosłych i te dla dzieci również (pamiętacie jeża Jerzego?). Dlaczego hipopotam jest gruby? to kolejna z jej publikacji, którą - jak się okazuje podczas lektury - dostarczy wiedzy nie tylko dzieciom, ale też dorosłym.

Dlaczego leniwiec jest leniwy? Czy są łyse zwierzęta? Czy świstak świszcze? i czemu oko jest przezroczyste? Na te i całe mnóstwo innych dziecięcych pytań dotyczących funkcjonowania świata zwierząt, a więc i nas w tym świecie, odpowiada cierpliwie, bogato i adekwatnie do percepcji pytających Dorota Sumińska.

Podoba mi się sposób na spis treści; stanowi on listę zwierząt wspomnianych w książce, nad którym widnieje zachęta, by poczytać o sekretach zwierzęcia interesującego młodego czytelnika.

Polecam:)

19.4.19

Dla dzieciaków (23)

Dla dzieciaków (23)

Pamiętacie Amandę z Mejli na miotle? Nadal uważa, że szkolna edukacja to element uprzykrzający życie i wciąż fascynuje ją flamenco. Mieszka u przyjaciółki, z mamą, mieszkającą w Krakowie, rozmawia przez skajpa, taty unika, a pieniądze zarabia sprzątając mieszkania.

Podczas pobytu u mamy dziewczyna przenosi się w czasie i poznaje Jakuba z Gdańska, który zupełnie inaczej niż ona podchodzi na możliwości uczenia się. Gdy okazuje się, że poznany młodzieniec nie jest tym za kogo się podawał, a jego obecność wśród żaków jest więcej niż niemile widziana, Amanda zaczyna dostrzegać plusy swojego życia.

Jak zwykle, polecam to co wyszło spod pióra Agnieszka Tyszka.



Jeśli wejdziecie na stronę Quentina Greban (https://www.quentingreban.be) odkryjecie, że znacie jego ilustracji. Ilustrował kilka książek, które się w Polsce ukazały, ale chyba nie miał szansy na to, by zaistnieć nieco wyraźniej w świadomości czytelniczej. Mam nadzieję, że dzięki Kiedy dorosnę ten stan się zmieni, a ciepło płynące z jego prac i opowieści, sprawi to, że i Wy, podobnie jak ja, będziecie chcieli więcej jego książek.

Kiedy dorosnę to prosta i bardzo mądra opowieść. Dzieci, zapytane przez panią, co chcą robić w przyszłości, opisują siebie przez pryzmat zainteresowań, uzdolnień, predyspozycji i w nich upatrują tego, czym chcą się zajmować będą dorosłymi. I tak - dziewczynka budująca największe zamki z piasku wie, że będzie w przyszłości budowała domy. Heniu, kochający jazdę na rowerze, chce być listonoszem. Julka lubi zadawać pytania, więc zostanie nauczycielką, a Robert stoi zawsze na przedzie i będzie maszynistą w pociągu.

Dziecięce marzenia są proste i ładne, prawda? Quentin Greban prowadzi nas przez nie czułą i delikatną ilustracją, pokazując jednocześnie jak bardzo dorosłe plany na przeszłość dzieci mogą różnić się od tego, jakie swoje mocne strony dostrzegają najmłodsi i jak logiczne wydaje się im czerpanie z nich do tworzenia wizji swojej dorosłości.


Wydawać by się mogło, że jest jeszcze za wcześnie na pisanie o tym, jak oswoić dziecko z przedszkolem i obowiązkiem codziennego rozstawania się z rodzicami. A jednak - rynek wydawniczy czasami podsuwa nam pewne książki na tyle wcześnie, abyśmy mieli czas na reakcję. O ile z podsuwaniem książek bożonarodzeniowych w październiku nie mogę się pogodzić, tak pojawienie się książki Anny Sójki Pora do przedszkola witam ze zrozumieniem.

Każda z czternastu opowieści zamieszczonych w książce jest adresowana do innego dziecka. Każda przedstawia inny problem, z którym dziecko mierzy się podczas edukacji przedszkolnej. A to strachy wychodzą spod łóżka podczas leżakowania, a to kolega użył brzydkiego słowa i ono tak mocno pcha się na usta, a to urodziła się młodsza siostra i rodzice nie zwracają już uwagi na starsze dziecko lub koleżanka wciąż wszystko wszystkim zabiera, bo nie umie się dzielić.

Anna Sójka pokazuje sens bycia w grupie rówieśniczej, socjalizacji, której nie zastąpi przebywanie tylko z rodzicami, dziadkami, czy nianią. Autorka, w wyważony, bardzo naturalny sposób pokazuje jakie są recepty na dziecięce obawy i lęki, a stworzone przez nią dzieciaki i panie przedszkolanki pozwolą przygotować się adeptom przedszkolnych doznań do nowego, ważnego etapu w życiu.

12.4.19

Dla dzieciaków (22)

Dla dzieciaków (22)

Kotki Dorotki Joanny Krzyżanek... I tu właściwie mogłabym skończyć opisywanie książki, bo wszyscy wiedzą, że Autorka wypuszcza ze swoich rąk i głowy rewelacyjne historie kochane przez dzieci mniejsze i większe. Oraz tych wszystkich, którzy metrykalne dziećmi już nie są, ale w sercach wciąż umieją się po dziecięcemu zachwycać.

Wspomniana książka to zbiór kilku, niewielkich rozmiarami, ale wielkich zapełniającymi je kocimi osobowościami, opowiadań. Jednak nie tylko one są bohaterami tekstów. Jest tu bowiem zadufany w sobie pan Tonton, panie Umiem i Nieumiem, piękna czerwona kulka, która okazała się być... A, nie powiem Wam kim😊

Na każdej stronie, pod tekstem, znajduje się pytanie związane z tym o czym przeczytaliśmy przed chwilą. Pytanie, dzięki któremu sprawdzimy na ile uważnie dziecko słucha/czyta i które umożliwi kształcenie w dziecku umiejętności czytania ze zrozumieniem.

Mnie, jak wiecie, zafiksowanej na zwierzakach, podoba się to, że psy i koty występujące w opowiadaniach są członkami opisywanych rodzin.


Zaginiona księgarnia Katie Claphman to książka w typie moich ulubionych, czyli o książkach. O tych przedziwnych wytworach ludzkich rąk (a dziś już maszyn), które kryją w sobie radości i tajemnice, przygody i mądrości, które sprawiają, że nasze życie może ulec zmianie. O książkach i ludziach książek.

Milly jest zafascynowana panią Minty. Bo też pani z księgarni wie wszystko, a jeśli nawet sama nie wie, to zna książki, w których można znaleźć odpowiedzi na niezliczone dziecięce pytania.

Ale zarówno księgarnia, jak i pani Minty mają już swoje lata i dziewczynka martwi się o przyszłość swojego ulubionego miejsca.
Jeśli nikt inny nie będzie chciał prowadzić księgarni, być może zostanie zastąpiona przez bank albo zakład optyczny. Ale po co ludziom okulary, skoro nie będą mieli żadnych książek do czytania? [s. 29]
Oprócz treści Zaginionej księgarni, w której autorka przekazuje prostą, acz nie powszechnie zrozumiałą prawdę o tym, że bez książek ludzkość podupada, uwagę zwraca sposób wydania: twarda okładka, przyjemny torebkowy rozmiar, twardsze strony i spójna grafika.

Zaginiona księgarnia ma w sobie jeszcze jedno przesłanie - autorka dedykuje książkę przyjaciołom prowadzącym niezależne księgarnie.



Wydawać by się mogło, że do 1 czerwca jest jeszcze mnóstwo czasu. Tym jednak, którzy lubią z wyprzedzeniem planować, już dziś podsuwam pomysł na prezent dla dziecka.

To my dzieci świata Elizy Piotrowskiej, zilustrowane przez Huberta Grajczaka jest opowieścią o podróży przez świat, różne kraje, regiony, a co za tym idzie - kultury, dwójki dzieci, Igi i Gutka oraz nieodłącznego czterołapego Globusa.

Rodzice wyposażają potomków w to co niezbędne w wędrówce, rozsądnie dokładając do ich bagażu niewielkie upominki z Polski i najmłodsi wyruszają.

Anglia, Włochy, Arktyka, Włochy, Chiny, Grecja, Madagaskar to zaledwie kilka z odwiedzonych przez Igę i Gutka miejsc. Wszędzie spotykają się z lokalnymi dziećmi i to od nich dowiadują się o obyczajach, grach, zabawach, codzienności.

To my dzieci świata jest doskonałą książką do rozbudzania dziecięcej ciekawości. Daje podstawy, które - w trakcie późniejszego zgłębiania tematu - można weryfikować, poprzedzać o nowe wiadomości, by wreszcie samemu odwiedzić omawiane miejsca i doświadczyć tego, co bohaterowie książki.

11.4.19

Natasza Socha. (Nie)miłość. Z Tobą i bez Ciebie.

Natasza Socha. (Nie)miłość. Z Tobą i bez Ciebie.

Do mojego prywatnego rankingu pisarek niebanalnych należy również Natasza Socha. Pisząca początkowo zabawnie, acz demaskując stereotypy, głównie te związane z podziałem ludzkości na dwie płcie, zastraszająco obecne w naszym postrzeganiu świata.

Z książki na książkę jest jednak u Nataszy Sochy mniej żartobliwie, a bardziej prawdziwie, chwilami wręcz gorzkawo.

(Nie)miłość. Z Tobą i bez Ciebie to powieść o wygasłym małżeństwie. Trwa ono na papierze, trwa w przestrzeni ograniczonej wspólnym mieszkaniem i świadomością rodziny i znajomych, którzy postrzegają Cecylię i Wiktora jako parę. Nie trwa natomiast w ich głowach, bo oni obydwoje przekonani są do tego, że trzeba się rozstać i czekają - jedynie - na krok tego drugiego małżonka.

I nagle drobna stłuczka i wcale nie drobne jej konsekwencje, skazują ich na ponowne zainteresowanie się sobą, na ponowne okazywanie sobie troski, wzajemną empatię, delikatność, myślenie o sobie z zainteresowaniem i czymś, co zdumiewająco dla obojga zaczyna przypominać emocje pierwszych dni ich związku.

Z (Nie)miłości płynie jasny wniosek - codzienna rutyna, rozmowy oparte o polecenia, a nie pytania o uczucia i nastrój, a nie o zainteresowanie tym, jak bliskiej nam osobie minął dzień, czym się ucieszyła, a co ją zmartwiło, zabija relacje międzyludzkie.

Polecam. Tę i inne książki Nataszy Sochy.

P.S. W maju ukaże się (Nie)piękność. Czekam niecierpliwie.

9.4.19

Renata Frydrych. Niespodziewanie jasna noc.

 Renata Frydrych. Niespodziewanie jasna noc.

Renata Frydrych, której druga książka Niespodziewanie jasna noc ukazała się niedawno, należy również do tych niesztampowych pisarek, o jakich wspominałam kilka dni temu. Jej powieści, bo także Załatw pogodę, ja zajmę się resztą, to historie ludzkich emocji, myśli, a szerzej - kondycji społeczeństwa pokazanego poprzez pryzmat kilku, dokładnie narysowanych postaci.

Alice, pochodząca z Londynu, decyduje się przyjechać do Warszawy, by wziąć udział w artystycznych warsztatach. Kuba, realizujący w życiu pomysł rodziców o tym, że ich syn ma się parać prawem, fascynuje się teatrem i to z aktorstwem chce połączyć swoją przyszłość. Młodzi ludzie poznają się, zaczynają w opowieści pojawiać się najróżniejsze oboczności, które - stanowiąc ważną część ich życia - rzutują na ich funkcjonowanie, trakcie, otoczenie.

Do tego wszystkiego mamy Harmonia. W poprzednim życiu cynicznego Henryka, którego dewizą było " po trupach do celu", a który po ciężkiej chorobie nie pamięta niczego z wcześniejszych lat i staje się kimś kogo bez wahania mogłabym określić jako osobę dostrzegającą sedno. Dla zabieganego, egoistycznego świata Harmoń jest naiwniakiem, ale gdy tylko ktoś pozwoli sobie na dostrzeżenie jego spokoju, zaczyna myśleć.

Renata Frydrych losami swoich bohaterów pyta o to, co robimy ze sobą i światem. Pyta, czy obchodzi nas to ku czemu zmierzamy, przypomina, że mamy jedno życie i to od nas zależy jak ono będzie wyglądało.

Warto.

8.4.19

Joanna Tekieli. Rok w Pensjonacie Leśna Ostoja.

Joanna Tekieli. Rok w Pensjonacie Leśna Ostoja.

Rok w Pensjonacie Leśna Ostoja to kontynuacja historii pewnego domu przerobionego na pensjonat z zarządzenia prezesa Konsultraku. Co więcej - prezes ma pomysł na to, by jego pracownicy, w każdym miesiącu ktoś inny, zarządzali rozkwitającym na głębokiej prowincji pensjonatem. Czy to jednak ma jakikolwiek sens?

Zarówno jedna, jak i druga powieść Joanny Tekieli podoba mi się, bo autorka nie udaje, że napisała coś innego niż odprężającą, radosną prozę. Ewidentnie książki służą temu, by po prostu mile spędzić z nimi czas, polubić (lub nie) ich bohaterów, zauroczyć się opisywanym pięknem okolic Drzewia i spotkać w nich ludzi podobnych do tych spotykanych w naszym otoczeniu.

Bardzo podobał mi się pomysł, by kolejne miesiące - a więc opisy perypetii występujących podczas dyżurów różnych pracowników Konsultraku - poprzedzać cytatami. Brawo za ideę i za dobór poezji.

Jeśli szukacie książki mocno osadzonej w klimacie serdeczności, życzliwości i pozytywnego podejścia do życia, to polecam pisanie Joanny Tekieli :)

6.4.19

Magdalena Kordel. Serce w obłokach.

Magdalena Kordel. Serce w obłokach.

Magdalena Kordel pisze książki-plasterki. Na czas kiedy Wam smutno, na czas kiedy jesteście tak zabiegane, że wieczorami zasypiacie z książką w garści, po przeczytaniu dwóch zdań, na nieprzespane noce, na kłótnie, szarości w myślach i wszystko to, co plasterka wymaga.

Wiosna nad Miasteczko przychodziła kapryśnie. Jednak wraz z wiatrem rozwiewającym zimowe chmury nadeszło do domu Klementyny coś, co zapowiadała jej Stara Anna. Zaczęło się niewinnie, od sroczego dziecka, znalezionego z Dobrochną w drodze do szkoły, a skończyło... Skończyło na tajemnicach rodzinnych, które - choć bolesne - główna bohaterka chciała rozwikłać.

Dom Klementyny to dla mnie przestrzeń wymarzona. Taka, w której każda zbłąkana dusza, zranione serce, człowiek w potrzebie znajdzie kogoś, kto wysłucha bez oceniania i pomoże jeśli tylko będzie w stanie. Taka, w której każdemu dobrze, gdzie wszyscy się czują bezpiecznie i taka, za którą wszyscy jej bywalcy czuja się odpowiedzialni.
Wiesz, kiedy dom staje się domem? Kiedy zaczyna pachnieć, kiedy na kuchence bulgocze i paruje, kiedy dzieci rozrzucają na podłodze zabawki, a na stołach wiecznie pojawiają się sterty książek i gazet. Kiedy wpadają do ciebie znajomi twoi i twoich dzieci i kiedy złościsz się, że w przedpokoju znów chrzęści ci piach pod nogami, a podłogę w kuchni ktoś wymazał dżemem. [s.143]
Wiecie - może to idealistyczne, może naiwne. Ale czasami każdemu z nas trzeba takiej książki, a Magdalena Kordel i jej Serce w obłokach zaspokoi Waszą potrzebę.

5.4.19

Agnieszka Tyszka. August. Koniki z Szumińskich Łąk.

Agnieszka Tyszka. August. Koniki z Szumińskich Łąk.

To, jak pisze Agnieszka Tyszka, ma na mnie uroczo kojący wpływ. I choć trudno mi powiedzieć, w jaki sposób jej książki odczytują osoby, do których są głównie kierowane, to polecam je całym sercem.

Opowieść o Szumińskich Łąkach zabiera nas w ciekawy, barwny świat prowincji. Niewielka miejscowość zamieszkana jest przez nietuzinkowe osoby, którym chce się żyć, są pasjonatami, a swoją energią i pomysłami na to jak sprawić, aby było wokół piękniej i przyjemniej, z jednoczesnym poszanowaniem tego co tradycyjne, dzielą się hojnie.

Owszem, życie Klary, Pauliny i ich mam, koleżanek, czy innych mieszkańców Szumina, nie jest wolne od problemów jakie niesie współczesny świat, bo Autorka pisze i o emigracji zarobkowej, i o korporacjach, o zmianach, z którymi trudno się pogodzić, a które są efektem zbyt dużego tempa funkcjonowania w codzienności. Pokazuje alternatywę, pokazując jej pozytywne i te nieco mniej - strony.

Wydawnictwo Akapit Press oznacza książkę symbolem 8+, więc to lektura dla młodszych, niż nastolatkowie, czytelników. Odnoszę jednak wrażenie, że pewne idee przekazane w Auguście trafią do zdecydowanie starszych.

2.4.19

Podsumowanie wyzwania marcowego

Podsumowanie wyzwania marcowego

Córka kucharki to zbeletryzowana historia dziecka zaadoptowanego przez Lucynę Ćwierciakiewicz, najsłynniejszą XIX- wieczną kucharkę, panią domu, autorkę rozlicznych poradników o tym jak gotować, sprzątać, prowadzić dom. Tosia, dorastająca u boku apodyktycznej, przekonanej o własnej - najwyższej - wartości matki, wyrosła na silną, mądrą, szalenie uporządkowaną, obdarzoną wieloma umiejętnościami pasjonatkę zagadek detektywistycznych. Jej osobowość, odbiegającą o osobowości wielu panien na wydaniu, pozwoliła jej, zupełnie niespodziewanie znaleźć sobie samodzielnie męża, przyjaźnić z pierwszą warszawską dorożkarką i właścicielką powozowni, prowadzić życie pełne miłości, pasji, bliskich ludzi.

Czyta się książkę Weroniki Wierzchowskiej doskonale. Osadzona w dwóch planach czasowych, także w świecie rodzącego się PRL-u i nowej jakości życia, pokazuje całe bogactwo rozsądku i zdrowego podejścia do życia tej, wychowanej w surowym domu, kobiety. 

Polecam i Córkę kucharki, i Panią od obiadów, czyli biografię Lucyny Ćwierciakiewiczowej.


Kolejna książka wyzwania Trójka e-pik, idealnie wpisująca się w moje plany czytelnicze, to Sól morza Ruty Sepetys, autorki, która dała się poznać w Szarych śniegach Syberii jako pisarka sięgająca po wydarzenia historyczne, o których rzadko mówi się na lekcjach historii i pokazująca je przez pryzmat doświadczeń najzwyklejszych ludzi, których los rzucił w taką a nie inną rzeczywistość.

W Soli morza bohaterami są mieszkańcy Prus, Litwini uciekający przed ofensywą radziecką oraz jeden z młodych marynarzy, zaokrętowany na statku mającym przynieść ratunek uciekinierom. Historia każdej z przedstawianych postaci jest podobnie tragiczna, każde z nich niesie ze sobą tajemnicę tego przed czym ucieka i co zrobił, by móc znaleźć się na pokładzie Wilhelma Gustloffa. 

Nie zawiodłam się na kunszcie snucia opowieści litewskiej autorki, co więcej - sposób narracji jaki wybrała do przedstawienia losów nieznanych sobie ludzi, których wspólna droga ku morzu, uczyniła sobie bliskimi, przemawia do emocji czytelnika.


Charakterna Molly Murphy, nowojorska detektyw żyjąca u progu XX wieku, przypływa - dla wykonania powierzonego sobie zadania - do rodzinnej Irlandii. Już na statku wplątuje się w aferę kryminalną, a im dalej w powieść, tym bardziej zdumiewające są losy młodej kobiety.

Szósty tom serii odsłania przed czytelnikami zmagający się z wieloma przeciwnościami, groźnymi i pozornie błahymi, irlandzki ruch wyzwoleńczy. Pokazuje, co warte podkreślenia, znaczącą rolę kobiet w tym okresie.

Ciekawostka, do poczytania w wolniejszej chwili i ku odprężeniu☺️

1.4.19

Katarzyna Ryrych. Wdowie wzgórze.

Katarzyna Ryrych. Wdowie wzgórze.

Wśród pisarek tworzących w szeroko pojmowanym nurcie literatury obyczajowej, jest kilka takich, które wyłamują się ze schematów i utrwalonych rozwiązań fabularnych, pisząc tak, by stworzyć nową jakość, prozę charakterystyczną tylko dla samych siebie.

Katarzyna Ryrych jest niewątpliwie jedną z nich. Pisze, świetnie recenzowane przez literaturoznawców książki dla dzieci i dla młodych czytelników, ale równie doskonale radzi sobie w literaturze skierowanej do dorosłych.

Wdowie wzgórze to opowieść o bohaterkach nieoczywistych, rzadko dobrze obecnych w polskiej literaturze. Są nimi kobiety stare, kremy dla których w drogeriach oznaczać by można 75++. Kobiety, które owdowiawszy, zaczynają szukać w sobie tego kim są; bo nareszcie nie są żonami żyjącymi według reguł, upodobań i wskazówek mężów.

Powroty do samych siebie pozwalają Franciszce, Weronice, Salomei i innym bohaterkom zajrzeć w przeszłość i pogodzić się z teraźniejszością w mądry, właściwy kobietom, które wspierają się w codzienności, sposób.

Był taki moment w powieści, w którym poczułam potrzebę zajrzenia do schematu wzajemnych powiązań powieściowych postaci. Ale uznałam, że jeśli będę chciała zaspokoić ciekawość, to po prostu przeczytam książkę raz jeszcze.
W tej samej chwili łąka zaludniła się - chabry błyszczały niebiesko niby oczy dzieci, rozczochrane kule dmuchawców zamieniły się w głowy sędziwych starców, mąki zakuły w oczy czerwienią odświętnych sukienek. /s. 270/
Plastycznie, rozsądnie, ale jednak z odrobiną magii. Warto czytać.

1.4.19

Kwietniowa Trójka e-PIK

Kwietniowa Trójka e-PIK


Wyzwanie czytelnicze reaktywowane przez Zuzannę na blogu Książki Sardegny spodobało mi się na tyle, by chcieć dołączyć do niego także w kwietniu.

Kategorie na ten miesiąc to:
Ciało w roli głównej (książka z częścią ciała w tytule)
Książka z motywem sztuki
"Dom, mój dom", czyli książka z "domowym" hasłem w tytule (okno, dach, drzwi, pokój itd.)

Wybrałam - specjalnie sięgając po wersje elektroniczne książek - trzy, które czekają na czytanie. Co ważne, każda z nich reprezentuje innego rodzaju narrację.


John Irving. Czwarta ręka.
Edmund de Waal. Biały szlak. Podróż przez świat porcelany
Ursula K. Le Guin. Wracać wciąż do domu.

A Wy co czytacie w kwietniu? :)

6.3.19

Dan Person. Rok w ogrodzie.

Dan Person. Rok w ogrodzie.

Ogród to miejsce, w którym mogę się zagubić tak jak wtedy, gdy byłem dzieckiem, nie bacząc na upływ czasu, przez co dwie godziny bez trudu rozciągały się na całe popołudnie lub nawet dłużej. Jest to pewnego rodzaju sanktuarium – takie, które pozwala mi łączyć przeżycia duchowe z czysto fizycznymi. To miejsce, które uwalnia jasność myśli. - tak pisze Dan Pearson we wstępnie do swojego swoistego bardzo dziennika. Bo też Rok w ogrodzie to książka o tyleż nietypowa i atrakcyjna, że trudno znaleźć coś podobnego. 

Autor dzieli się obserwacjami przyrody, doświadczeniami w obcowaniu z nią i czasami, z ludźmi, których świat natury pochłania tak bardzo jak jego. Dan Person pisze o roślinach, ich wzrastaniu z czułością, spokojem, podziwem. Jego zapiski usystematyzowane są w układzie kalendarzowym, w poszczególnych miesiącach znajdziemy wpisy związane z konkretnymi dniami i opisem tego, co autor robił w ogrodzie, sadzie, wśród roślin.

Fascynują mnie opowieści Dana Persona, niespieszny rytm jego sów, który każe zasłuchać się, zapatrzeć i docenić bogactwo świata roślin. Dla nas, ludzi, którzy wciąż gdzieś pędzą, którzy próbują wykraść na odpoczynek chwile spośród wielu obowiązków, Rok w ogrodzie jest książką ucieczką, książką zatrzymaniem w czasie, książką motywatorem. Obcowanie z narracją autora i formą wydania opowieści, niby monochromatyczną, acz zieloną, sprawia, że chce się tej książki więcej i więcej. A potem chce się ogrodu...

4.3.19

Trójka e-pik, czyli wyzwanie u Sardegny

Trójka e-pik, czyli wyzwanie u Sardegny

Wyzwaniu przyglądam się od jego reaktywacji, ale dopiero teraz - w marcu - postanowiłam dołączyć. Zadanie brzmi tak: 

  • książka powyżej 500 stron, czyli cegła
  • książka z motywem katastroficznym
  • książka z miastem w tytule


Mój wybór padł na:

   

Do książki Weroniki Wierzchowskiej przymierzam się od jesieni ubiegłego roku. Postanowiłam się zmotywować i przekonać jak Lucyna Ćwierczakiewiczowa została przedstawiona w powieści. Ruta Sepetys napisała kilka lat temu książkę zatytułowaną Szare śniegi Syberii, a ja miałam przyjemność, aby z nią o tej powieści porozmawiać (klik). Do książek Rhys Bowen przymierzam się też już długo - wyzwaniowe czytanie o Dublinie będzie doskonała okazją, by poznać bohaterkę cyklu.

Trzymajcie proszę kciuki:) Może i sami rozważycie dołączenie?

3.3.19

Bo koty to stan umysłu...

Bo koty to stan umysłu...
Kiedyś myślałam, że już nigdy nie będę mieszkała w towarzystwie innych kotów niż Sisi i Nusia, i dopiero po ich śmierci rozważę zaproszenie do swojego życia kolejnych. Jednak to, co sobie wyobrażałam nijak się miało do Losu i teraz mam okazję zachwycać się codziennie nowymi dla mnie ogoniastymi.

Miya to kilkumiesięczna kotka. Gadatliwa, zaintrygowana wszystkim, łasa na próbowanie nowych smaków i nowych doświadczeń, aktywna. Wciąż nieco boi się wyciągniętej do głaskania ludzkiej dłoni (robi unik), ale gdy zaczynać głaskanie nie od głowy, a od boku, to wita dotyk z dużą przyjemnością. Mięciutka, niemalże przelewająca się przez dłonie. A przy tym szybka, wszędobylska i szalenie wojownicza. Wyraźnie imponuje jej Sisi - przygląda się starszej koleżance, traktuje ją z szacunkiem i wielokrotnie naśladuje.


Ronda przyjmuje świat na swój własny, bardzo indywidualny sposób. Zastanawia się długo nad każdą podjętą aktywnością, nie daje się niczym i nikomu ponaglić, bo to JEJ pomysł na życie i nic innym do tego. Na dodatek lubi sobie podyskutować z ludźmi, a w chwilach wielkiego oburzenia wydaje z siebie dźwięki całkiem podobne do tych wydawanych przez stwora z Puszczy Amazońskiej będącego bohaterem filmu Kształt wody. Ronda jest nieprzekupna, zazdrosna o uwagę poświęcają komuś innemu niż jej (szczególnie w chwilach, w których życzy sobie, by to na nią skierować swoja atencję) i przy tym wszystkim przekochana.


Sisi, wiadomo - Królowa Kotów. Ma dwa ulubione miejsca w nowym domu, co noc melduje się na mojej poduszce (czasami lojalnie uprzedza, że się kładzie liżąc moje powieki). Na dokuczającego jej Kajtka reaguje z dużą złością, ale nie atakuje; woli się wycofać. Zachwyt Miyi sobą przyjmuje jak na Królową przystało - nie spoufala się, ale pozwala wyjadać ze swojej miseczki po tym, jak się już naje i umyje. Podczas jedzenia spogląda co jakiś czas na szylkretkę dając jej do zrozumienia, że widzi jej oczekiwanie, ale poprosi o trzymanie dystansu. Wyważona, ciekawa, ale z należnym kotce w jej wieku i z jej pozycją, zblazowaniem.


Kajtkowi wydaje się czasami, że z racji płci może dominować nad stadem. Jest najmłodszy, a starsze koleżanki to naprawdę silne osobowości, więc nie - nie może. Z zapyziałego, zaniedbanego kociego dzieciaka, wyrósł na pięknego kawalera, który próbuje określić swoje miejsce w domowej hierarchii. Bywa dość natarczywy w zabawie i właściwie jego szaleństwa znosi jedynie Miya (i to nie zawsze). Czasami przypomni mu się, że tęskni za ludzkim dotykiem i wtedy - także entuzjastycznie - przybiega i domaga się, już teraz, natychmiast, głaskania. Gdy nad ranem koty są głodne, wysyłają Kajtka, który budzi mnie iskając. Zawsze działa;)


Nusia wciąż - mimo jedenastu lat życia - zachowuje się czasami jak koci dzieciak. Wrażenie to potęguje fakt, że od niemalże 2 miesięcy choruje. I nie znam przyczyny. Choroba objawia się tak, że Nusia przestała się myć i ma wciąż mokrą sierść wokół pyszczka. Oczywiście, przy gorszym samopoczuciu, uaktywniły się kłopoty z oczami. Biedna wygląda na porządnie zaniedbaną, ale widzę, że lizanie (a zatem i mycie się) jest dla niej nieprzyjemne. Niestety, nie umiemy dociec co jest tego przyczyną. Badanie krwi wykazało zapalenie trzustki, które ustąpiło po antybiotyku. Podczas przyjmowania leków Nusia była bielutka, czyściutka i wszystko było w porządku. Niespełna 2 tygodnie po zakończeniu antybiotykoterapii, problemy wróciły. Dostaje beta glukan i ma za sobą dwie dawki zylexisu (jutro dostanie trzecią). I nadal nie mamy pomysłu. W stadzie funkcjonuje na zasadzie pozostawania na uboczu. We dnie zakopuje się pod koc, noce - przytulona do mnie. Nie zachęca do bliższych relacji żadnego kota i niespecjalnie szuka towarzystwa. 

Cudownie się wraca do domu, w którym są koty. Cudownie się z nimi mieszka - mimo nocnego ugniatania, próśb o jedzenie, konieczności wzmożonego sprzątania. Cudownie, po prostu.

1.3.19

Dla dzieciaków (21)

Dla dzieciaków (21)
Katarzyna Borys. Łaty na fotelu.


Dom rodziny Łatów nie należy do najzamożniejszych. Dzieci są obiektem kpin rówieśników, a zbliżające się ferie i perspektywa tego, że trzeba je będzie spędzić w domu, powoduje, że czas wolny od szkoły nie cieszy tak bardzo jakby mógł. Wszystko się jednak zmienia za sprawą wizyty w antykwariacie, sklepie zapełnionym meblami z duszą. Bo w takim sklepie, moim Mili, to można kupić cuda...

Katarzyna Borys proponuje, aby do artefaktów przenoszących w czasie i przestrzeni dołączyć stary, wygodny, niemalże szepczący swoją historię, fotel. Sprawdźcie, gdzie dzięki niemu, zegarowi z kukułką i domkowi dla lalek, młodzi bohaterowie książki spędzili ferie.


Kazimierz Szymeczko. Gołąbek niepokoju.


Książka Kazimierza Szymeczki, dotycząca Powstań Śląskich, ukaże się w serii Wojny dorosłych - historie dzieci

Chłopiec, spędzający najwięcej czasu z dziadkiem, zafascynowany hodowlą gołębi (robi to po raz pierwszy samodzielnie), z opowieści starszego pana dowiaduje się wiele o tym, w jak ważnym momencie dla historii przyszło im żyć. Gustlik obserwuje rodzinę, przyjaciół, sytuację, a o to czego nie rozumie - pyta. Takie zabieg narracyjny pozwala w jasny sposób przekazać czytelnikom wiedzę o tematyce książki, a autorowi stwarza szansę na to, by treść podać adekwatnie do grupy wiekowej.

13 marca w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Katowicach odbędzie się premiera książki z udziałem Kazimierza Szymeczko i wydawcy, Wydawnictwa Literatura. Zapraszam serdecznie, dołączcie do wydarzenia, aby nie zapomnieć i pojawcie się (będą autografy i zniżki na książki).

Magdalena Kiełbowicz. Huczy jak w ulu.


Och, jaka to jest świetnie napisana książka. Aż chce się zamieszkać w kamienicy przy Makowej i doświadczać tych wszystkich rzeczy, które są udziałem Uli i jej sąsiadów.
To ja, Ula Hernik, badaczka lwów i dyrektorka ogrodu zoologicznego. Oczywiście w przyszłości, bo na razie mam osiem lat i chodzę do trzeciej klasy, ale - jak to mówi babcia Janina - najważniejsze to wiedzieć, czego się chce w życiu. [s.7]
Przyznacie, powieść dla niedorosłych czytelników zaczynająca się w ten sposób intryguje. I zachęca do czytania.

Wielkim plusem tej książki jest społeczność, wśród której Ula mieszka, którą obserwuje, od której się uczy. Dziewczynka ma obok siebie babcię i dziadka, rodziców i młodszego brata oraz starszą siostrę z pierwszego małżeństwa taty. W otoczeniu Uli pojawia się także Józefina, ciocia Halinka (Dorośli dzielą się na fajnych i ciocie Halinki [s.51] - kocham to zdanie!), pradziadek Franek, Alfa i Omega, czyli pani Dąbrowska i jej mąż, zagrożony wyginięciem (czytajcie :-)) i całe mnóstwo innych osób, dzięki którym Ula rozwija się wśród młodszych i starszych, wśród tych, którym trzeba pomagać i tym, którzy sobie pomocy nie życzą, wśród tych, których się lubi i tych, którzy irytują. W opowieści jest też pies i on również jest ważną istotą w życiu dziewczynki.

Magdalena Kiełbowicz pokazuje w swojej książce jak ważne dla dziecka, jego wzrastania emocjonalnego i mentalnego, są bliskie mu osoby. Podkreśla wagę relacji międzyludzkich i - choć można by się upierać, że rodzina Uli nie należy do tradycyjnych - świat otaczający główną bohaterkę powieści Huczy jak w ulu, jest cudownym miejscem do życia.

Czytajcie. Sobie, dzieciom własnym lub niekoniecznie, komukolwiek :) I jeszcze obejrzyjcie.

28.2.19

Marta Kisiel. Oczy uroczne.

Marta Kisiel. Oczy uroczne.

Marta Kisiel, kolejny raz, zaprasza nas do lektury przywabiając czytelników takimi sprytnie pookładanymi zdaniami, że nie pozostaje nic innego niż dać się uwieść humorowi i postaciom z opowieści.

A gdy już polubimy bohaterów, poczujemy z nimi (jednymi bardziej, drugimi mniej - wiadomo) więź emocjonalną Autorka zabiera nas w otchłanie ludzkich emocji, bogactwa doznań i doświadczeń, a warto zauważyć, iż nie zawsze są to emocje i doznania, jakich sami chcielibyśmy być obiektem.

Oda Kręciszewska mieszkająca pośrodku niczego, aczkolwiek, w domu postawionym na miejscu Lichotki, waha się co do tego kim tak naprawdę jest i na czyje zawołanie powinna zareagować. Czas zimowego przesilenia nie pozostawia obojętnym także Rocha, zaprzyjaźnionego płanetnika i pozostałych istot z otoczenia kobiety. Pojawiają się nowi dla Ody i dla nas mieszkańcy świata, których ludzie z nieodległego miasteczka nie zauważają w swoim zadufaniu i ignorancji.

Wprowadzanie do powieści istotnych tematów społecznych stało się znakiem rozpoznawczym Autorki, a ja z książki na książkę czekam nie tylko na to, co nadprzyrodzone, ale coraz wyraźniej na to, co wzięte z życia naszego codziennego.

Oczy urocze to doskonale napisana i równie doskonale przemyślana książka. Połączenie wątków chwilami budzi uśmiech, chwilami grozę, a jeszcze kiedy indziej - wzruszenie. Książki Marty Kisiel dają do myślenia i ta jest następną w dorobku pisarki potwierdzającą tę tezę.

15.2.19

Dla dzieciaków (20)

Dla dzieciaków (20)
Britta Teckentrup. Blisko natury. 
Moja mała kaczuszka. 
Moja mała myszka.


Kusi mnie bardzo, by napisać, że Wydawnictwo Nasza Księgarnia wraca do korzeni, czyli książek dla najmłodszych czytelników, ale nie wiem, czy nie dokonałabym nadużycia. Bo owszem - pamiętam (i Wy zapewne też) serię Poczytaj mi Mamo, ale wcale nie jestem pewna, że w czasach mojego dzieciństwa ukazywały się książeczki kartonowe. Niemniej jednak - seria Blisko natury mnie ucieszyła, bo o ile książek dla najnajów jest sporo, to te, które stworzyła Britta Teckentrup są wyjątkowe.

Po pierwsze - i moim zdaniem najważniejsze - są naprawdę z kartonu. Szarego, lekko chropowatego, po których cudnie przesuwa się dziecięcymi łapkami. Po drugie - kolory są stonowane, takie właśnie kartonowe, brak im agresji i uderzenia, które czasami męczy wzrok. Te nie męczą, a wręcz przeciwnie - zachęcają do tego, by dojrzeć w nich coś więcej.

Co do treści - to proste historie opisujące jeden dzień z życia tytułowego zwierzątka. Są przyjaciele, nowe postacie zamieszkujące najbliższą okolicę, mama, która dogląda i pilnuje spokojnego snu, wspólne zabawy, radość i towarzystwo najbliższych. Czyli to wszystko czego potrzebują najmłodsi - niezależnie od tego, czy są ludźmi, czy zwierzętami.

Ze strony Britty Teckentrup wynika, że seria liczy sobie sześć tytułów; mam nadzieję, że i u nas ukażą się kolejne.

Wojciech Cesarz, Katarzyna Terechowicz. Zakochany grzeczny pies.


Pamiętacie Wintera, grzecznego malamuta? Spieszę donieść, że niedawno wydana została kolejna część przygód tego sympatycznego psiska i jego najbliższych. Dla przypomnienia - Winter mieszka z Hanką, Henrykiem i ich dziećmi - Julką i Alkiem oraz psem Rudym, kotem Marianem i chomikiem Popkornem. Dom i rodzina bogate w różne gatunki i różne - silne osobowości. Tak, macie rację - Winter należy do tych najsilniejszych. Ustępuje nieco Hance;)

W tytule powieści kryje się zakochanie, więc w najnowszej książce znajdziemy opowiadania o Nindży, cocker spanielce z sąsiedztwa. wybrance serca Mariana, koleżance Alka, diecie cud jaką próbuje wprowadzić do domowego żywienia Hanka, nauce jazdy na rolkach z Winterem, jakiej podejmuje się Henryk i o wielu, wielu sytuacjach, które wydają się śmieszne, a które - z malamutem u boku - są świadectwem jednego. Wielkiej miłości do tegoż malamuta:)

Polecam gorąco!

Sarah Moore Fitzgerald. Wyścig marzeń.



Byłam przekonana, że przedstawiłam Wam na blogu Ciasto ze szczyptą nadziei. Okazało się, iż pisałam o tej książce tylko na facebooku, gdzie serdecznie zapraszam.

Arminta, na którą mówią Minty, jest spokojną, słuchającą rodziców dziewczynką. Dostrzega w jednym z uczniów swojej klasy coś, co skłania ją do zmian. Chcę mieć własne zdanie, móc robić pewne rzeczy, realizować swoje marzenia, mieć przyjaciół. To, w jaki sposób dziewczynka reaguje na Neda Buckley'a i jego pozostawanie poza nawiasem społeczności szkolnej i miejskiej, nie podoba się niektórym z nauczycieli i przede wszystkim jej rodzicom. Chociaż - czy oni są nią tak naprawdę zainteresowani?

Sarah M. Fitzgerald przedstawia w swojej powieści kilka ważnych kwestii. Pisze o rodzinie Minty, która w odczuciu dziewczynki nie jest już rodziną; tata ma nową żonę, a mama owładnięta  potrzebą zaprzeczania własnym emocjom pokazuje całemu światu, że jest świetnie i doskonale sobie radzi.  Przedstawia Neda, który wraz z babcią mieszka w przyczepie nad rzeką, opiekuje się końmi i przygotowuje do wielkiego wyścigu. Pokazuje szkołę, która niczym pryzmat skupia w młodych osobach poglądy i uprzedzenia ich rodziców.

Wyścig marzeń to powieść, z której da się wysnuć wiele wątków do prowadzenia rozmów z młodszymi nastolatkami. Podobnie, jak wspomniane wcześniej Ciasto ze szczyptą nadziei, jest historią o ludzkich emocjach, przyjaźniach, miłości, akceptacji i jej braku, o wszystkim tym, co dla każdego z nas jest bardzo ważne. 
Copyright © 2016 Prowincjonalna nauczycielka , Blogger