18.7.19

Mikrowyprawy (Miesięcznik Znak)

Mikrowyprawy (Miesięcznik Znak)

Ależ to przyjemny numer, ten wakacyjny... Przeczytałam od deski do deski, nie opuszczając ani jednej strony, bo tak idealnie treści zgrały się z moimi mentalnymi potrzebami wakacyjnych wypraw z nieodległe strony.

Jakub Konhauser opowiada jak z mikrowypraw uczynić sposób na życie i jest to propozycja, która radośnie zagościła się w moim sercu. Lechosław Herz zaprasza nas na niespieszny spacer sławiąc przy okazji piękno Mazowsza. Podczas przedstawiania krótkiej historii polskiej turystyki pieszej autorka rozwiewa mity dotyczące znaczenia kolorów szlaków turystycznych, a Filip Springer, Małgorzata Halber, Piotr Paziński, Olga Drenda i inni dzielą się swoimi odkryciami dokonanymi dzięki mikrowyprawom i tym, za co cenią taki sposób poznawania świata. Jest artykuł o solidarnej turystyce, fragment książki Zbigniewa Mentzla o Leszku Kołakowskim. W Stacji Literatury gości Magdalena Tuli, Dorota Bidzińska przypomina rzemieślników - tych, którzy już są mistrzami i tych nowych, którzy na nowo dla społeczności miast odkrywają piękno i nietuzinkowość ręcznej pracy. 

Oczywiście, nie wyczerpałam w powyższym opisie całego bogactwa najnowszego numeru Miesięcznika Znak. Po lekturze tego i wcześniejszych numerów coraz mocniej nabieram przekonania, że to pismo, które zagości u mnie na stałe.

Polecam gorąco:)

17.7.19

Shaun Bythell. Pamiętnik księgarza.

Shaun Bythell. Pamiętnik księgarza.

Shaun Bythell jest księgarzem w miasteczku Wingtown, Mieście Książek w Szkocji. Prowadzi antykwariat, ma kota, ekscentryczne współpracownice i uważa, iż Amazon to największe - bo jeszcze nie do końca zbadane - zło jakie nas spotyka.

Pamiętnik Shauna to, z pozoru wydające się nudne, zapiski dotyczące tego ilu było w księgarni klientów, ile pieniędzy jest w kasie oraz ile zamówień spłynęło (i ile zrealizowano) z internetowych ofert sprzedaży książek. Jedna to, co pomiędzy takimi suchymi liczbami się kryje, stanowi o znaczeniu tej książki.

Bythell pisze, nie krygując się, o miłych i niemiłych, roszczeniowych klientach, odnotowuje dziwactwa niektórych z nich i dzieli się nimi na koncie facebookowym księgarni, opisuje kulisy organizacji festiwalu literackiego w Wigtown, zdradza na czym polega codzienność życia księgarza czy antykwariusza. Czyni to prosto, szczerze, nieco zgryźliwie, co sprawia, że czas poświęcony lekturze jest czasem odświeżającym.

Podobają mi się różne idee, które zaczęto realizować, by propagować czytanie, obcowanie z literaturą i słowem pisanym. Muszę przemyśleć, czy dałoby się niektóre z nich przenieść na nasz grunt:)

Przyjemnej lektury!

16.7.19

Philipp Schott. Weterynarz z przypadku.

Philipp Schott. Weterynarz z przypadku.

Nie mogłam się doczekać tej książki, bo już dano nie było nic weterynaryjnego, w beletrystycznej formie, na polskim rynku wydawniczym. I oto jest, a ja przeczytałam ją w niecałą dobę.

Philipp Schott na początku przyznaje, że głównie nastawiał się na bycie biologiem, a weterynaria to dla niego wtórny wybór. Kiedy jednak zdecydował się na studia, praktyki i samodzielną pracę odkrył, że owszem - by być dobrym lekarzem weterynarii należy lubić zwierzęta. Ale nie sposób wykonywać tego zawodu jeśli nie lubi się ludzi.

Wspomnienia, w narracji mocno ironiczno-żartobliwej, przeplatają się tu z opisami przypadków, a te z poradami jak zadbać o dobrostan swojego zwierzęcia i jak zrozumieć jego potrzeby. I choć w praktyce weterynaryjnej Schotta najczęstszymi pacjentami są psy i koty, to opowiada on również o kaczce, dzikim króliku, czy strusiu. Przywołuje stereotypy i rozprawia się z nimi, robi listę podstawowych czynności, które sprawią, iż lekarz uzna swoich klientów za miłych, przywołuje najdziwniejsze zwierzęce imiona, pokazuje ciemniejsze strony bycia weterynarzem.

Kiedy czytałam tę książkę nie mogłam oprzeć się wrażeniu przebywania w poczekalni kliniki weterynaryjnej. Tu głośniej, tam spokojniej, tu ciszej, tam bardziej nagląco. Udało się autorowi oddać klimat swojej pracy doskonale.

Miłośnikom tematyki polecam. A o pracy innych weterynarzy poczytacie także u Jamesa Herriotta, Luke'a Gamble i Nicka Truot :)

15.7.19

Magdalena Kordel. Antolka.

Magdalena Kordel. Antolka.

Antolka to skonfliktowana z kostyczną matką, żywiołowa, pragnąca szczęścia i odrobiny wolności młoda kobieta. Stoi przed wyborem studiów, a właściwie broni się przed wyborem jakiego dokonała dla niej nieskazitelna pani doktor, a jej rodzicielka. Po intensywnej kłótni Antolka wymyka się z domu z planem na przyjemne wakacje. A o reszcie pomyśli jutro...

Janek to młody mężczyzna biorący odpowiedzialność za wszystko i wszystkich. Niczym kwoka chce mieć całą rodzinę przy sobie i o każdego, wręcz obsesyjnie, drży. O chorego tatę, który już nie powinien wracać do pracy w tartaku mimo, że to on był jego twórcą i podporą przez wiele lat, o siostrzenicę, którą pozostawiła matka, o siostrę i jej dziecko, która niefrasobliwie (zdaniem Janka) rozmyśla o wyjeździe za granicę, do męża. Janek u progu zaledwie czterodniowego urlopu zamartwia się, czy jego odpoczynek, to na pewno dobry pomysł i waha się, czy jechać na Mazury. Gdyby wiedział, co go tam spotka - zaręczam Was - nie wahałby się ani chwili.

Pokochałam tę książkę już w chwili, w której Ola, przyjaciółka Antolki, wspomniała coś o ciotce w Harszu. A gdy później czytałam o tym, jak dziewczyna uczy się żeglowania pływając od Sztynortu, po Kal, zahaczając o Piękny Brzeg, to uśmiechałam się całą sobą. Bo jak się nie cieszyć?


(Kliknięcie w zdjęcie przekieruję Was na stronę 1- Sztynortu, 2 - Pięknego Brzegu)

Magda Kordel Antolką sprawiła, że znów zniknęłam dla świata na kilka godzin. Wędrowałam z tą pyskatą, uroczą i wrażliwą dziewczyną przez mazurskie jeziora, dzieliłam z nią emocje, słuchałam głosu serca i dobrych słów innych ludzi. Gdy czytałam o Synku gardło mi się ścisnęło, a łzy napłynęły do oczu. Zapragnęłam też odwiedzić Duklę, bo choć jest jej w powieści mniej niż Mazur, to sprawia równie przyjazne miejsce, jak te, które znam doskonale Znam, gdyż jestem stamtąd, z tymi miejscami się identyfikuję, tam jest moja Mała Ojczyzna.

13.7.19

Kociokwiki u PanDoktora

Kociokwiki u PanDoktora
W tym tygodniu Kociokwiki odwiedziły PanDoktora. Podzielone według wieku, bo z wizyta z pięcioma kotami jednocześnie zablokowałaby lecznicę na czas dłuższy.


Sisi, mimo kuracji kwasem hialuronowym, nadal ma problemy ze stawami, będziemy włączali lek przeciwzapalny i przeciwbólowy, aby jej nieco ulżyć. Jak zwykle w gabinecie wyszła śmiało z transportera i czym prędzej przeskoczyła ze stołu na swoje ulubione miejsce na szafce. Po badaniu i ważenie wróciła na to samo miejsce i tam doczekała końca wizyty. Nie chudnie, nie tyle, waży 4,9 kg.


Nusia to kot na epopeję. Nadżerka na języku, która cofnęła się podczas antybiotykoterapii wróciła, nasiliła się i Nusia nie dość, że ma kłopoty z jedzeniem, to jeszcze się nie myje. Z polecanych preparatów został do przetestowania balsam Szostakowskiego. A później już tylko biopsja języka. Cierpi wyraźnie, chodzi brudna i zaśliniona, ale mimo wszystko je. Waga 6.5 kg.


Dwuletnia Ronda, kotka, która dyskutuje z ludźmi, pyskuje na zwróconą jej uwagę, jest w bardzo dobrej kondycji. Ostatnio upodobała sobie kosz drapaka, nieco wcześniej sypiała na balkonie. Kocha włazić do szafy i tam siedzieć cichuteńko nie bacząc na zawołania. Zdarza jej się niestety zaznaczyć moczem przedmioty, które jej zdaniem, pachną niewłaściwie. Na wadze 4,6 kg.


Miya, kotka z zawadiackim charakterem, gadatliwa, mrucząca, wyrosła na solidnej postury kotkę. Ma mniej więcej 1,5 roku, waży tyle co Ronda i wyraźnie próbuje przejąć rządy w domowym stadzie. Na czele stawa stoi najstarsza, czyli Sisi i choć jest mało aktywna i unika konfliktów, to jednak ona jest szefową. A Miya nadal próbuje. Jest kotką najbardziej oddzielną. Sporadycznie zdarza się jej pojawiać na głaskanie, kontakt z człowiekiem nawiązuje, gdy chce go obudzić, bo w brzuchu zapanował głód. Ostatnio przybiega też do kuchni i łazienki w chwili, w której odkręcam wodę; odkryła swój żywioł.


Najmłodszy, najszczuplejszy pozostaje Kajtek. Waży o kilogram mniej niż Miya i Ronda, ma mniej więcej rok i przypadła mu w udziale rola giermka Miyi. Co nie oznacza, że chodzi za nią krok w krok. Uwielbia spać na balkonie, z zaciekłością poluje na wszelkie owady, a gdy jest w nocy głodny budzi mnie iskając.


Koty odbyły przegląd, Ronda została zaszczepiona i ustaliliśmy z PanDoktorem działania na najbliższy czas. Sisi tabletki, Nusia balsam i szampon (a w tle narkoza i biopsja), a pod koniec miesiąca wszyscy do odrobaczenia i ewentualnie profilaktyki antykleszczowej.

Cudnie się wraca do domu, w którym czekają na Ciebie koty. Wiecie?

12.7.19

Dla dzieciaków (29)

Dla dzieciaków (29)
Marcin Przewoźniak, Puk, puk! Zastałem króla?


Stanisław, choć jego imię brzmi szalenie poważnie, jest uczniem. Ma tatę, pracownika muzeum oddanego całą duszą i sercem starociom i mamę, pracownika ochrony na lotnisku. Żyją sobie względnie spokojnie, tak jak wiele polskich rodzin, aż do dnia, w którym tata z duma oznajmia, ze znalazł drzwi. Idealnie pasujące do framugi pustej od 103 lat.

I gdy już drzwi są na swoim miejscu, a rodzina zastanawiała się czy i jak odświeżyć zdobyte drzwi, rozległo się pukanie. Od strony spiżarni, wejścia do której broniło teraz solidne drewniane skrzydło. Drzwi się uchyliły i wyszedł zza nich chłopiec mając na ustach pytanie o obecność króla.

I tak oto zaczyna się wędrówka przeróżnych postaci znanych dotąd Stanisławowi z podręczników historii i opowieści taty. A czasami i tych pomniejszych, mniej ważnych, którzy jednak służąc tym znamienitym odegrali całkiem istotną rolę w kształtowaniu historii codziennej.

Ciekawie napisane, bez przynudzania i z polotem. Wydawnictwo zapowiada już część kolejną, więc czekam.


Andy Seed, Dzikie sekrety przyrody.

Dziesięć rozdziałów zawierających mnóstwo informacji o świecie natury podanych w formie graficzno-słownej i wzbogaconej zagadkami, quizami, podpowiedziami, to uczta dla młodych miłośników przyrody. 

Gdy przeglądałam tę książkę po raz pierwszy od razu pomyślałam o leśnych szkołach, harcerzach, czy uczestnikach rajdów, którzy przy wieczornym ognisku, korzystając z zasobów Dzikich sekretów przyrody doskonale bawią się tworząc wzajemnie dla siebie zadania do rozwiązania, wprowadzając element rywalizacji i do służącej dobremu, bo zwiększeniu świadomości przyrodniczej.

Czy gryzą, jak się kamuflują, czy mieszkają tylko tam, gdzie się ich spodziewamy, kto lata, a nie jest ptakiem, jak się komunikują, co robi pleśń i czy to prawda, że ludzie używają ptasich gniazd do jedzenia?

Mnóstwo pytań, tyle samo wyczerpujących, wzbogacających wiedzę wypowiedzi, a przede wszystkim - to naprawdę wygląda jak świetna zabawa.

Nie będę udawała - wiele informacji spisanych przez Andy'ego Seeda jest dla mnie czymś nowym. I tym zachłannie wczytywałam się w książkę, im mniejsza była moja wiedza. Ciekawe jak jest z Wami :)

Bjørn F. Rørvik. Kawiarenka pod Ptasim Ogonem, Leśna gazeta

 

Od dawna w literaturze sprawdzają się duety. Nie inaczej jest i tu - pierwszoplanowymi bohaterami obydwu książeczek są Lisek i Prosiaczek z niezakręconym ogonkiem. Obydwaj, zakorzenieni bardzo mocno w społeczności zwierzęcej, aktywnie wpływają na jej funkcjonowanie.

Powołanie do istnienia Kawiarni pod Ptasim Ogonem to pomysł Prosiaczka, który chciał pomóc spełnić marzenia przyjaciela. Lisek marzył bowiem o kolekcji barwnych i rozmaitych piór z ogonów. A przecież nie jest łatwo namówić ptaki, by się takich piór pozbywały dobrowolnie. A jednak - Prosiaczek okazał się być mistrzem marketingu.

Gazeta to dla odmiany pomysł Lisa. Mianował się Rudaktorem, a Prosiaczek rzucił się - jak na dziennikarza przystało - na poszukiwania atrakcyjnych tematów, o których społeczność leśna będzie czytała z ciekawością. Okazuje się jednak, że o nośne, chwytliwe tematy trudno, więc teraz Lisek wykoncypował coś, co w wcale, jak sądzę, nieprzypadkowy sposób, przypomina zachowania dziennikarzy tabloidów.

Świetna rozrywka dla dzieciaków. Nawet jeśli one nie zrozumieją wszystkich kontekstów kulturowych, to Wy - bawiąc się przednio - z pewnością to zrobicie. 

11.7.19

Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska. Jak przechytrzyć nieboszczyka.

Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska. Jak przechytrzyć nieboszczyka.

Lucyna i Elwira, znużone rozbieżnościami między tym co obiecują wczasy all-inclusive, a tym co oferują, postanawiają wynająć mały, spokojny domek w nadmorskiej miejscowości. Rezerwują z dużym wyprzedzeniem i jadą. A na miejscu...

Na miejscu coś się im nie zgadza. Dom nie tak wysprzątany jak się spodziewały, wygląd też odbiega od tego, co widać było na zdjęciach. Jednak spragniona wypoczynku psycholożka Elwira, namawia łatwo się poddającej sugestiom innych Lucynę, że trzeba owe zmiany przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza. Choć chyba wypowiedziała to w złą godzinę.

Jak przechytrzyć nieboszczyka to zabawna opowieść o przyjaciółkach, które muszą sobie poradzić z pewnym zmarłym (z przyczyn naturalnych, aczkolwiek nie dociekajmy jakich) mężczyzną i własnymi oczekiwaniami co do tego, na czym polega wypoczynek na urlopie. 

Powieść doskonała, nie do końca wszak realistyczna, na leniwe, wakacyjne czytanie. I proponuję zrobić tak jak bohaterki - na samym początku urlopu wyłączyć telefony i nałożyć na siebie okrutną karę za skuszenie się na wcześniejsze - niż koniec kanikuły - włączenie :)

10.7.19

Aleksandra Zbroja, Agnieszka Pajączkowska. A co wyście myślały?

Aleksandra Zbroja, Agnieszka Pajączkowska. A co wyście myślały?

Wczesną wiosną słuchałam w jednej z audycji radiowych rozmowy z Aleksandrą Zbroją i Agnieszką Pajączkowską. Od tamtej pory nastawiłam się na lekturę ich wspólnej książki. No i przeczytałam.

Pomysł autorki miały taki - pojedziemy do wsi położonych w województwie mazowieckim, będziemy zaczepiały spotykane kobiety i zachęcały je do rozmów. Mam wrażenie, że gdy już nagromadziły tych rozmów nieco, uznały, iż same wypowiedzi kobiet wiele nie wnoszą i przydałoby się jakieś merytoryczne podbudowanie. Sięgnęły zatem po wypowiedzi naukowców i te wypowiedzi zamieściły w książce przeplatając nimi rozmowy. Podały również motywy jakie kierowały nimi poruszając tematykę współczesnej mazowieckiej wsi. Babcia jednej z nich mieszkała niegdyś na wsi, rodzice drugiej mieli dom wiejski, oddalony do Warszawy o 50 km.

Tak naprawdę z wypowiedzi kobiet mazowieckich wynika, że mogłyby to być kobiety mieszkające na wsiach w każdym innym regionie Polski. Na kłopoty z komunikacją mają własne auta, na bezrobocie - swoje firmy, działalność lub pracę w nieodległym większym mieście. Spora część rozmówczyń autorek do wdowy, kobiety wspominające pracę w PGR-ach lub czasy wojny. Owszem, zdarzają się też młodsze, ale odnoszę wrażenie, że pozostają w mniejszości.

Obraz wiejskiej kobiety wyłaniający się z tych rozmów, to obraz kobiety świadomej siebie, zaradnej życiowo, przekonanej o własnych mocnych stronach i śmiało patrzącej na życie. I choć w dużej mierze mającej poczucie pewnego zamknięcia w enklawie społeczności wsi, to jednocześnie umiejącej owo zamknięcie zamienić w atut.

Agnieszka Pajączkowska wydaje kolejną książkę. Tym razem jeżdżąc po wisach będzie proponowała ludziom zrobienie im fotografii portretowej. Pewnie przeczytam ;)

9.7.19

Beth O'Leary. Współlokatorzy.

Beth O'Leary. Współlokatorzy.

Przyznaję - decydując się na czytanie tej powieści uległam intrydze na jakiej osnuto powieść. 

Dwoje młodych ludzi Tiffy i Leon dzielą mieszkanie. Dzielą je przedziwnie, bo w określonych godzinach doby. Ona od 18 do rana, on od rana, do późnego popołudnia. Ona nie miała zbyt wielu pieniędzy na wynajęcie mieszkania, a on potrzebował zastrzyku finansowego, który pozwoliłby mu opłacić prawnika. Dzielą mieszkanie, śpią w jednym łóżku, mają wspólną szafę, kuchnię, łazienkę i nie widują się przez wiele, wiele dni. Za to piszą do siebie na żółtych kartkach i ze zdumieniem zauważają, że można kogoś całkiem nieźle poznać kierując się informacjami jakich dostarcza ta osoba komponując otoczenie wokół siebie.

I właściwie mogłoby być w tej książce miło, słodko i do szybkiego zapomnienia, ale autorka zdecydowała się wpleść w historię Tiffy i Leona bohatera negatywnego, Justina. Były chłopak Tiffy jest człowiekiem, który do perfekcji doprowadził umiejętność manipulowania innymi, a już szczególnie osobą, która jest w nim zakochana. Stosuje rozwiniętą w szeroki wachlarz możliwości przemoc psychologiczną, wystrzegając się (do czasu) przemocy fizycznej. Dziewczyna mieszkając oddzielnie, wspierana przez przyjaciół, zaczyna dostrzegać jak wiele w jej życiu złego działo się, gdy tworzyła parę z Justinem, jak mocno jest skrzywdzona przez niego. Cieszę się, że taki wątek pojawił się w literaturze popularnej i - co więcej - został dobrze napisany.

Podobało mi się jak autorka stworzyła bohaterów powieści, i to nie tylko tych pierwszoplanowych. Przyjaciele Tiffy, brat Leona, a nawet sąsiad robiący wino z bananów są postaciami charakterystycznymi, realnymi, interesującymi.

Ciekawe jak się Wam spodoba:)

8.7.19

Matt Whyman. Zaskakujący geniusz świń.

Matt Whyman. Zaskakujący geniusz świń.

Tej książce przyglądałam się już czas jakiś. Przyglądałam i niepomna doświadczeń z książkami o zwierzętach pisanymi przez laików, wiele sobie po niej obiecywałam. Czy słusznie?

Matt Whyman, wraz z żoną i dziećmi, postanowili zaprosić do swojego życia świnki. Miniaturowe, aczkolwiek świnki, bo jedną z ich ról miało być pokojowe koegzystowanie z kurami i jednoczesne dawanie sygnału okolicznym lisom, że kury są pod opieką. Wybrawszy, zapłaciwszy więcej niż za zwykłe świnie, rodzina Whymannów sprowadziła do domu Roxi i Butcha. Gdy dni mijały, a słodkie, różowiutkie prosiątka zamieniały się - wbrew oczekiwaniom - w pełnowymiarowe świnie, Matt i jego bliscy musieli pogodzić się z faktem, że ich miniaturki miniaturkami nie są oraz, że trzeba im zapewnić odpowiednie warunki do życia i to na dworze, a nie w domu.

Opowieść narratora wzbogacona jest informacjami jakie Matt uzyskał od profesora weterynarii, Michaela Mendla, dbającego o dobrostan świń hodowlanych oraz hodowczyni Wendy Scudamore, stojącej, jak wynika z jej wypowiedzi, na przeciwległym biegunie w stosunku do profesora, w zakresie tego, co myśli o świniach i jako co je traktuje.

O ile opowieści autora można zaliczyć do ciekawych, to tak naprawdę, dla mnie, o wartości tej książki, świadczą wypowiedzi Wendy. Ma olbrzymi ogrodzony teren, po którym swobodnie spacerują świnie znajdując sobie miejsce do życia, odpoczynku, funkcjonowania w swojej ulubionej rodzinie. Dzieli się z Mattem i nami obserwacjami na temat funkcjonowania świńskich rodzin, charakterów uzależnionych częstokroć od rasy, opowiada o obyczajach, wskazuje na pozytywne cechy świńskich towarzyszy, ale przestrzega również przez traktowaniem ich jak zabawki.

Brakowało mi w tej książce wyraźniejszego rysu poznawczego, bo wstawki Scudamore i Mendla nie zaspokoiły w pełni mojej ciekawości. Ale jeśli chcecie przeczytać historię o tym, jak mądre są świnie i jak bardzo podobne nam ludziom, to zdecydowanie odsyłam Was do książki Zaskakujący geniusz świń.

7.7.19

Niedzielnik 76

Niedzielnik 76

Kolejny weekend ma się ku końcowi. Jesteście zadowoleni z tego jak go spędziliście?

Ponownie skorzystałam z możliwości mikrourlopu w piątek i wyruszyłam na mikrowyprawę (swoją drogą, aktualny numer Miesięcznika Znak jest poświęcony takiemu właśnie odkrywaniu najbliższych okolic, polecam).

Tym razem wyruszyłam z Wisły Głębce, by dojść - szlakami górskimi - do Ustronia. Trasa nieco dłuższa od tej z minionego piątku, przepiękna krajobrazowo, nieco bardziej uczeszczana. Kliknijcie, aby zobaczyć - KLIK.






Myślę o kolejnych wędrówkach. Mam już kilka opracowanych tras, ale może są wśród Was znawcy i polecą coś od siebie?

*   *   *

Dzięki bibliotecznemu abonamentów Legimi, testuję platformę z książkami i podoba mi się coraz bardziej. Korzystacie? Macie umowę, czy płacicie ciut więcej, żeby móc zrezygnować kiedy będziecie chcieli?

*   *   *

Niedaleko mnie odbywa się właśnie koncert jazzowy, siedzę na balkonie z książką, Nusią, kawą Inką (robię dektoks od czarnej, to już dwa tygodnie!) i cieszę się życiem. 

Czego i Wam życzę😊

5.7.19

Dla dzieciaków (28)

Dla dzieciaków (28)
Tomasz Samojlik. Żubr Pompik.


Kiedy w marcu ubiegłego roku przedstawiałam Wam żubra Pompika i jego pobratymców nie spodziewałam się, że ponownie zagoszczą na blogu. Ale - skoro są wakacje, to możne warto powędrować razem z sympatycznymi żubrami na zwiedzania Polski?

Czy bycie innym jest złe? Gdy żubry, a właściwie obrażona na trudną drogę Polinka, na widok nieznajomego zwierzęcia woła, że jeszcze takiego nie widziała, a jej brat dodaje, iż musi to być obcy gatunek, sprawiają przykrość nieznajomemu zwierzątku, które się przed nimi chowa. Zawstydzone żubrzątka szukają życzliwego stworzenia i gdy go już odnajdują dowiadują się, ze to muflon. Tak - to wyprawa w Karkonosze.

Koszatka, orzesznica i popielica, zamieszkujące Park Narodowy Gór Stołowych, to - jak je nazwał Pompik - drobiazgi, ale w chwili zagrożenia zagubieniem wśród wielkich głazów umieją pomóc nawet dużemu żubrowi. O Górach Stołowych i ich cudach dzieci dowiedzą się z kolejnej ksiązeczki autorstwa Tomasza Samojlika.

Dziarskie puszczyki, podobnie jak dziarska Polinka, wyruszają wraz z żubrami na wyprawę po Wielkopolskim Parku Narodowym. Wędrują, polują bardzo zaciekle i z zapamiętaniem, a nad tym wszystkim czuwa - niemalże niewidoczny - dorosły puszczyk, który owszem, pochwala samodzielność dzieci, ale uważa, że samodzielność kontrolowana jest najlepszym rozwiązaniem. Podobnie chyba uważa mama Pompika i Polinki. Skąd wiadomo? Przekonajcie się:)

Boguś Janiszewski, Max Skorwider. Kosmos. To, o czym dorośli ci nie mówią.


Książki przedstawiające zagadnienia kosmosu, ekonomii, budowy mózgu z adnotacją, iż nie mówią o tym dorośli, bo sami nie wiedzą, obudziły we mnie zachwyt i nadzieję, że młodsze pokolenie, to do którego książkę adresowano, również się zauroczy. I - przyznaję - moja wiedza o kosmosie jest, a właściwie była, mocno niepełna.

Droga mleczna (czy to mleko bez laktozy?), kosmiczne zasady, eksperymenty tłumaczące czym jest atom, obalające mity myślowe, prywatne życia gwiazd oraz ich narodziny, wybuchy, planety, kosmiczne przestrzenie czasowe to główniejsze z tematów poruszanych w tej książce. Czytelników oprowadza Gaja i jej współpracownicy: Lucjan, Ama i Teo, którzy wyjaśniają, zadają pytania (mnóstwo pytań) i dodając ironii do wszystkich odpowiedzi sprawiają, ze pewne z pozoru skomplikowane rzeczy stają się bardziej zrozumiałe.

Polecam całą serię.

4.7.19

Milena Wójtowicz. Vice versa.

Milena Wójtowicz. Vice versa.

Dawno już nie śmiałam się tak bardzo, jak podczas czytania Vice versa Mileny Wójtowicz.

Nietypowa agencja BHP, nietypowa, bo obejmująca opieką klientów nienormatywnych, prowadzona przez strzygę Sabinę i wspierającego ją Piotra, inkuba, została powiększona personalnie o Żanetę, dziada borowego, czyli jednostkę z przyrodzenia ekologiczną i odczuwającą jedność z naturą. I stąd też pomysł Sabiny, aby Żaneta studiowała ochronę środowiska.

Wśród wielu interesujących doświadczeń, jakie stały się udziałem młodej dziewczyny, było jeżdżenie autem szefowej, transport złotego cusia, zaklęcie miłosne jakiemu uległ jej akademicki kolega wybierając za obiekt zadurzenia właśnie ją, rozmowa z potomkinią rodu łowców nienormatywnych i oswajanie Sabiny i jej złych humorów słodyczami. A i to nie wszystko.

Vice versa oprócz świetnej zabawy zapewnia też materiał do przemyśleń na temat tego, jak wiele zła wyrządziliśmy światu czerpiąc z niego, niszcząc i nie znając w tym umiaru.

Zachęcam :)

P.S. Jest też Memento mori; kliknięcie w okładkę przeniesie Was na stronę autorki, gdzie pobierzecie plik do czytania:)

 

3.7.19

Gerald Durrell. Moja rodzina i inne zwierzęta.

Gerald Durrell. Moja rodzina i inne zwierzęta.

Pisanie Geralda Durrella wielbię od lat wielu i choć czasami nieco mi wstyd przed samą sobą za to, że wracam nieustająco do jego książek, to tym razem nie mogłam się oprzeć. Nowe wydanie, obecne od rynku po długotrwałej przerwie, kusiło, kusiło, aż skusiło:)

Rodzina Geralda Durrela, w której on - narrator - jest najmłodszy, wyjeżdża z Anglii do Grecji, na Korfu. Mama, córka i trzech synów zmierzają ku nieznanemu z przekonaniem, iż musi być im tam lepiej niż w dotychczasowym miejscu życia.

Pięć lat opisane w książce czas chłonięcia miejsca, klimatu, relacji między wyspiarzami, przyrody. Korfu z opisów Durrella przybiera postać mitycznej, rajskiej krainy, a to, co w filmie pokazano jako uciążliwości życia, tu w opowieści autora, ma o wiele mniej ostry wydźwięk.

Niezwykłe przyjaźnie, doznania jakich na próżno szukać w innych stronach świata, rodzina, wiecznie skonfliktowana, ale też nieustannie ciesząca się swoją obecnością, mieszkańcy okolicznych wiosek, dla których dziesięcioletni chłopiec szybko stawał się "swoim", sprawiły, że Moja rodzina i inne zwierzęta jest lekturą idealną, kojącą, budzącą nostalgię i zarazem ciekawość.

Polecam tę i pozostałe książki Geralda Durrella. Opisują świat, którego już nie ma...

2.7.19

Sigrid Nunez. Przyjaciel.

Sigrid Nunez. Przyjaciel.

Główną bohaterką książki Sigrid Nunez, i zarazem narratorką, jest kobieta, która opłakuje śmierć wieloletniego przyjaciela. Ich przyjaźń przetrwała trzy małżeństwa mężczyzny, jego rozliczne związki krótkotrwałe i była dla obydwojga relacją ważną, nadającą znaczenie życiu jakie wiedli. Gdy jednak mężczyzna umiera, jej, kobiecie wykształconej, nauczycielowi akademickiemu, nie pozostaje nic innego, jak w sposób - mimo wszystko racjonalny - poradzić sobie z jego śmiercią. Płacze i przekonuje samą siebie, że śmierć mentora i przyjaciela uczyniła zbyt wielką wyrwę w jej życiu, by umieć dać sobie z tym radę. I wówczas zostaje poproszona o przysługę - ma przygarnąć psa, doga arlekina, który szaleje z rozpaczy po śmierci swojego pana. Kobieta, wbrew wszelkim głosom rozsądku, zabiera psa i dzieląc z nim żałobę, po - dla nich obydwojgu, najbliższym człowieku - opowiada czytelnikom o tym jakim człowiekiem był jej przyjaciel, opowiada o bogactwie świata literackiego, o krzywdach spotykających ludzi i, co najważniejsze, o misternej, nie do końca przez nas poznanej, zwierzęcej duszy rozpaczającej z powodu braku miłości i swojego człowieka.

Przyjaciel to książka, którą najchętniej rozdawałabym na ulicy ludziom. Do przeczytania której chciałabym nakłonić znajomych, przyjaciół, rodzinę. Historia opowiedziana przez Sigrid Nunez jest opowieścią wrażliwą i jednocześnie twardą i mocną. Dotyka w sercu czułych stron i nie pozwala zostać obojętnym. To książka, nad którą miłośnicy zwierząt pochylą się mówiąc "To wszystko, co autorka pisze o zwierzętach i ich więzi z ludźmi, jest prawdą" i jednocześnie taka, w której rozmiłowani w tropieniu literackich smaczków, odnajdą miejsce dla siebie. Podobnie jak fascynaci ludzkiej duszy.

Przyjaciel boli podczas czytania. Ale to bardzo dobry ból.

Czytajcie.

30.6.19

Niedzielnik 75

Niedzielnik 75

Przyszły ciepłe dni, a ja nie mogę się nacieszyć słońcem i tym, że zachodzi ono tak późno. korzystam zatem, jak mogę - dojeżdżam do pracy rowerem, w weekendy jeżdżę i udało mi się także pospacerować po górach. 

Trasa: Łodygowice – Wilkowice | mapa-turystyczna.pl

  



Moja biblioteka wykupiła dostęp do platformy Legimi i jazdę pociągiem umilałam sobie czytaniem. Jestem zaskoczona jak dobrze strony dopasowują się do formatu ekranu telefonicznego, choć wciąż mnie nieco odstręcza idea czytania z telefonu. Ale zasób książek interesujący, więc będę czytała:) Zaczęłam już kolejną.


Sobotę spędziłam na rowerze. Odwiedziliśmy Racibórz, w którym jeszcze nie byłam. Samo centrum warte pooglądania na spokojniej, a Arboretum Bramu Morawskiej - powrotów.



Mam nadzieję, że i Was cieszy słońce. Jak spędzaliście weekend?

28.6.19

Dla dzieciaków (27)

Dla dzieciaków (27)
Alfonso Casas. Freddie Mercury. Biografia.


Z tej książki wyłania się nie tylko postać muzyka - legendy, ale też widać w niej wielką sympatię autora do bohatera biografii. 

Przedstawiając Freddiego Mercury'ego Alfonso Casas, w prosty, obrazowy sposób opowiada o jego dzieciństwie, dorastaniu i życiu dorosłym. Wspomina o początkach muzycznej kariery, pierwszych sukcesach, a którymi nadeszły kolejne i kolejnej. Przywołuje opinie Freddiego o własnej muzyce, o tym, że teksty piosenek mówią o miłości, bo to jest ta dziedzina, na której piosenkach się zna. Bo też - gdy śledzi się losy bohatera - widać, że jego życie naznaczone było poszukiwaniem miłości i akceptacji.

Książka dobrze wydana - podręcznej wielkości, w twardej oprawie, z interesującymi ilustracjami. Kolorystyka, podobnie, jak ta na okładce, jest dość nieoczywista, ale dzięki temu przykuwająca uwagę.

Do poczytania z zainteresowaniem. I koniecznie włączcie muzykę zespołu Queen :)


Roksana Jędrzejewska-Wróbel. Jeleń.


Przepiękna, oszczędna w słowach i przebogata w znaczenie opowieść o Panu Jeleniu, który był posiadaczem swojego ukochanego mieszkanka oraz samochodu. I który pewnego dnia wracając do swojego przytulnego mieszkania nie miał gdzie zaparkować auta. Oddalał się w poszukiwaniu wolnych miejsc parkingowych od domu, oddalał, aż wreszcie trafił w rejony sobie nieznane, obce dzielnice, tunel i nową drogę, którą nigdy wcześniej nie jechał. Ta nowa droga doprowadziła do w nowe miejsce...

Ależ Roksana Jędrzejewska-Wróbel umie opowiadać historie...


Boguś Janiszewski, Max Skorwider. Ekonomia. To, o czym dorośli ci nie mówią.
Co to jest PKB, na czym polega pranie brudnych pieniędzy i obcinanie stóp procentowych oraz skąd się bierze pieniądze na emerytury, to tylko nieliczne z zagadnień ekonomicznych poruszanych w tej książce. Dziedzina ważna, a  - mam wrażenie - wciąż traktowana nieco z dystansem, bo niby to wszystko za trudne. Boguś Janiszewski opisał ekonomię tak, że argument o jej zawiłościach odpada, a grafiki stworzone przez Maxa Skorwidera uprzyjemniają zrozumienie wszelkich pojęć i pozwalają ja tworzenie nader prostych, acz skutecznych skojarzeń zagadnień ekonomicznych z innymi dziedzinami życia.

Warto sięgnąć także po inne tytułu, serię tworzą cztery: KLIK.

27.6.19

Aneta Jadowska. Dzikie dziecko miłości.

Aneta Jadowska. Dzikie dziecko miłości.

Dzikie dziecko miłości to najmroczniejsza i dotykająca najtrudniejszych tematów powieść Anety Jadowskiej. To również doskonały przykład na to, że literatura z kręgu fantastyki skupia się na realnych problemach.

Zbliża się końcówka października, a zbyt mocno samotna w opustoszałym mieszkaniu Dora otwiera drzwi bardzo zdenerwowanemu młodemu wilkowi. On i jego pobratymcy znajdują w lesie grób. Po przybyciu na miejsce okazuje się, że grobów jest więcej, a z jednego z nich niedawno ktoś wyszedł. Namiestniczka znajduje kobietę, która uciekła z mogiły i tu zaczyna się to, czego zarówno Dora, jak i pomagający jej woleliby nie doświadczyć.


Podczas czytania wciąż obrzmiewał mi w uszach głos pytający Kto może chcieć robić komuś drugiemu takie rzeczy. A później uderzała mnie z wielką mocą świadomość, ze Aneta Jadowska włożyła w ramy świata fantastycznego, zapełnionego wampirami, wilkołakami, demonami sytuacje z tak zwanego prawdziwego życia, takie, o których możemy przeczytać w gazetach, w książkach reportażowych, jakie wyciekają z doniesień medialnych. I tylko bestialstwa dokonuje nie czarownik, a człowiek. Drugiemu człowiekowi jak w tym przypadku lub zwierzęciu.

Mocna, warta przeczytania historia.

26.6.19

2 lata

2 lata
...minęły od bolesnej, zakończonej śmiercią Sary, nocą. Na szczęście - poprzedzonej 3,5 letnim wspólnym przebywaniem, narodzeniem się i codziennym umacnianiem więzi, wspólnymi radościami i chwilami, które łączyły mnie z nią, jak z nikim innym.


Tęsknię. Codziennie.

25.6.19

Olga Rudnicka. Miłe Natalii początki.

Olga Rudnicka. Miłe Natalii początki.

Sięgnęłam po książkę Olgi Rudnickiej z sympatii do autorski i niektórych z jej bohaterów. Ot, choćby ze względu na Natalie. Sięgnęłam przeczytałam i mam mieszane uczucia oraz uwagę natury ogólniejszej niż treść tej książki.

Ojca świetnie nam znanych Natalii, Jarosława, poznajemy gdy ów ma lat 10. W domu jest biednie, ojciec nie żyje, matka zarabia sprzątaniem, a babcia dokłada do wspólnego życia lichą emeryturę. Chłopiec jest inteligentny i ma w sobie zadatki na takiego, którzy przez życie będzie szedł czerpiąc korzyści. Ze wszystkiego i wszystkich zakładając, iż to co jemu przyniesie zysk, a nie każe zapłacić zbyt wielkiej ceny, liczy się jako najważniejsze.

Chłopcem zainteresował się oficer służby bezpieczeństwa, zdecydował się łożyć na jego wykształcenie i wspierać rozwijanie różnorodnych talentów, bo - doskonale wyczuł w młodym Sucharskim potencjał do bycia człowiekiem podobnym sobie.

Wśród najróżniejszych zadań jakie Jarek wykonywał dla tzw. wujka znajdował czas na życie prywatne. I tym sposobem - jako, że uwielbiał kobiety - miał jedną żonę, konkubinę, drugą żonę, a później się rozwiódł, ale tylko z pierwszą i poślubił trzecią kobietę. I tak - jak wiemy - do pięciu razy, bo też z każdego związku miał dziecko, córeczkę o imieniu Natalia.

*   *   *

Kilka lat temu poczułam się urażona, gdy Adam Wajrak odpowiadając na pytanie dzieci, czemu napisał książkę o wilkach, z dużą bezpośredniością odrzekł: Bo mi wydawca kazał. Dziś oburzyłabym się mniej, bo coraz częściej trafiam na książki napisane na zamówienie. Wiem, że requiem Mozart napisał na zamówienie, że Kroniki Warszawskie Prusa, dzięki którym tak przyjemnie możemy zajrzeć w inną epokę również są dziełem pewnego kontraktu, ale jednak... Jednak tęsknię za literaturą napisaną z potrzeby umysłu, a nie z powodu tego, że wydawca dopatrzył się w jakimś temacie szansy na zysk lub czytelnicy maja problem z rozstaniem się z bohaterem. O książkach na zamówienie mówią wydawcy i autorzy. Mówią, a moje wciąż bardzo naiwnie podchodzące do pisania książek serce, drży.

Zauważyliście taką tematyczno-finansową tendencję?

24.6.19

Krzysztof Skórzyński. Świat na głowie.

Krzysztof Skórzyński. Świat na głowie.

Dzień Ojca od kilku lat świętować można książkami, które o poczuciu ojcostwa, doświadczaniu bycia tatą oraz blaskami i cieniami tegoż opowiadają. Również i w tym roku pojawił się zbiór tematyczny - zbiór rozmów przeprowadzonych przez Krzysztofa Skórzyńskiego. 

Rozmówcami się - choć nie do końca inicjator pisze o kryterium wyboru - Adam Nowak, Cezary Nowak "Cezik", Bartek Królik, Misiek Koterski, Przemysław Saleta. Opowiadają o rzeczach, które ich zaskoczyły - w dziecku, żonie, nich samych, o zmianach jakie zaszły w ich życiu i rodzinie jaka zaistniała wraz z pojawieniem się w związku dzieci. Opowiadają o marzeniach, tym, jak pojmują rolę ojca, jacy byli ich ojcowie i jakimi oni chcą być ojcami dla swoich dzieci.

Najmocniej tę kwestie, w moim odczuciu, mają przemyślane Misiek Koterski, tata z niewielkim stażem, i Adam Nowak, ojciec czworga dzieci. W ich wypowiedziach widać namysł nad tą, poważną, by nie powiedzieć - najważniejszą - rolą w ich życiu.
Powiedziałem dzieciom, że muszą umieć trzy rzeczy w życiu: musza umieć jeździć na rowerze, bo mogą nie mieć samochodu, muszą zrobić prawo jazdy, bo życie bez prawa jazdy jest dziś ciężkie, i muszą umieć pływać - ale nie po to, żeby się nie utopić, tylko żeby móc kogoś uratować. [s. 132]
Największą wartością tej książki jest, w moim odczuciu, to, że rozmówcy Skórzyńskiego nie krępują się mówić o emocjach i uczuciach. O strachu, nadziejach, o procesie budowania miłości. To chyba takie tematy, które rzadko poruszane są w męskich rozmowach.

Polecam, przede wszystkim mężczyznom.

19.6.19

Marcin Meller. Nietoperz i suszone cytryny.

Marcin Meller. Nietoperz i suszone cytryny.

Po Nietoperza i suszone cytryny sięgnęłam przygotowując się do spotkania z Marcinem Mellerem, które to spotkanie miałam przyjemność moderować. Sięgnęłam, zatopiłam się w felietonach na najróżniejsze tematy i odnalazłam haczyków do myślenia.

Wyboru - jak autor opowiadał wczoraj na spotkaniu - dokonywać było trudno, bo to przecież głównie polega na wycinaniu i rezygnowaniu z tekstów już istniejących. Kluczem była aktualność, rozmaitość tematyczna, ale też myślenie o tym, że podczas trasy promocyjnej będzie się rozmawiało o tym, co w książce, więc i na to trzeba było zwracać uwagę.

Czy też tak macie, że jeśli pisarz mówi, iż kocha książki, które i dla Was są ważne, to z marszu lubicie go jakoś bardziej? Zachwyty Marcina Mellera nad Hrabią Monte Christo i Terytorium Komanczów Arturo Perez-Reverteza, czy felietonami Bolesława Prusa wzbudziły moją sympatię i obietnicę złożoną samej sobie, że choć do Dumasa sięgnę w najbliższym czasie.

Autor pisze przejmująco o ojcostwie, o tym jakiego miał ojca i jak bycie ojcem odmieniło jego życie. Zapytany o to podczas spotkania, wplótł anegdotyczne pytanie dotyczące tego, jak wiele o rodzicach i życiu rodzinnym wiedzą przedszkolanki. 

Opowieść o komikach, którzy w swoich występach próbują ograć, poradzić sobie z wojenną traumą zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Walka z reżimem będąca walką absurdem i humorem jest tym skuteczniejsza, im skuteczniejsi są ludzie ją stosujący. I zapewne nie tylko im pozwala oderwać się od rzeczywistości i obśmiewając jej najstraszniejsze momenty, powoli wracać do normalności.

Marcin Meller opowiadał o specyfice pracy felietonisty i redaktora wydawniczego, o kontakcie z polityką, światem biznesu i realnością życia dziś w Polsce. Mówił o rodzinie, o swoich doświadczeniach akademickich, cechach charakteru, które ułatwiają funkcjonowaniu w świecie hejtu z jakim się często spotyka.

Nietoperz i suszone cytryny to bardzo udana lektura. A możliwość posłuchania autora w rozmowie bezpośredniej - tym bardziej udana.


P.S. Zdjęcia autorstwa Anny Kajzer.
Copyright © 2016 Prowincjonalna nauczycielka , Blogger