Anna Rybkowska. Uśmiech zimy.

Anna Rybkowska. Uśmiech zimy.


Anna Rybkowska zaistniała w mojej świadomości wraz ze swoją debiutancką powieścią Nell w 2009 roku. Niestety - nie uznałam spotkania za udane i to na długo. Zwabiona informacją, że powieść autorki dotyka tematyki zimy i Bożego Narodzenia zdecydowałam się na powrót do twórczości Rybkowskiej. Czy jest lepiej niż było?

Berenika Popielawska, bohaterka powieści Uśmiech zimy, ma dorosłe dzieci, jest po rozwodzie i mieszka z rodzicami, którzy wymagają stałej opieki. Pracuje dorywczo, w najróżniejszych miejscach, bo z nieokreślonych przyczyn nie może znaleźć stałego zatrudnienia. Pewnego dnia dostaje list z kancelarii prawnej, gdzie dowiaduje się o odziedziczonym w spadku domu wraz z rozległym terenem na Podlasiu, Warunkiem przyjęcia spadku jest to, że Berenika przemieszka w podarowanym domu przez rok. Mogłaby zrezygnować, ale dzieci - już dorosłe - namawiają ją argumentując utratą taaakich pieniędzy jakie może otrzymać po sprzedaży domu i ziemi za rok. Kobieta jedzie wraz z parterem i prawnikiem na Podlasie, zostaje tam i tu zaczyna się kalejdoskop zdarzeń nieprawdopodobnych, czy wręcz przerysowanych z kompletnym pominięciem jakiejkolwiek logiki. Zaczyna się od tego, że każdy z mężczyzn spotkanych przez Berenikę zaczyna czynić starania, by spędzić z nią czas intymnie. Co więcej - udaje się to nie tylko jednemu. Kobieta, żyjąca w domu rodziców raczej w cieniu, po zamieszkaniu na "swoim" czuje się swobodnie, a owa swoboda przejawia się głównie z litrach alkoholu towarzyszącego jej bardzo często. To, że autorka postanowiła w otoczeniu bohaterki osadzić ludzi mówiących łamaną polszczyzną, z wtrętami białoruskimi, że Berenikę odwiedza bardzo ją lubiący nastoletni syn jej partnera, a robi to najczęściej w ramach wagarowania i to, że mieszka i uczy się w Poznaniu zdaje się nie mieć znaczenia), że po kilku miesiącach mieszkania w nowym domu nadal nie odwiedziła strychu i tak naprawdę nie wie, co odziedziczyła, to zaledwie drobiazgi.

Uczciwie przeczytałam powieść Anny Rybkowskiej do końca. Przeczytałam mimo, że autorka nie dostarczała mi argumentów do tego, by to zrobić. 

Natasza Socha. Godzina zagubionych słów.

Natasza Socha. Godzina zagubionych słów.

 

Natasza Socha w Godzinie zagubionych słów pozwala nam zajrzeć w czyjeś życie. Tworzy obrazek zabieganej codzienności toczącej się wśród uliczek, kawiarni, miejsc tworzonych z pasją i przez ludzi, którzy kochają to co robią. Okazuje się jednak, że są sprawy, których nie należy odkładać - nawet jeśli wydaje się nam, że coś jest pilniejsze. Te sprawy to rozmowy z bliskimi, słowa na wypowiedzenie których czekamy, nie wiadomo z jakiego powodu, gesty, które cofamy w ostatniej chwili z obawy przed ośmieszeniem, czy racja jakiej nie przyznajmy z niemalże dziecięcego uporu.

Każdy z bohaterów powieści Nataszy Sochy traci kogoś bliskiego. I czy jest to matka, czy przyjaciel, z którym poróżniła Aleksa kobieta, mąż mający romans z kobietą nijaką, każde z nich dostaje szansę na rozmowę. Godzinę, podczas której mogą porozmawiać tak jak nigdy wcześniej im się nie zdarzało, szczerze i bez lęku.

Lubię pisanie Nataszy Sochy i choć nie wszystkie jej książki są mi bliskie, ta się taka stała. Najmocniejsze wrażenie zrobiła na mnie relacja Katarzyny i jej matki, to jak wiele obydwie zrozumiały i do jak głębokich emocji przyznały się podczas rozmowy.

Godzina zagubionych słów ma szanse stać się furtką do Waszych wspomnień o osobach, których dziś już z Wami nie ma. Co chcielibyście im powiedzieć? Co od nich usłyszeć? Zapiszcie to sobie, niech przyjmie to papier.

Polecam.

Zbigniew Rokita. Kajś.

Zbigniew Rokita. Kajś.

 


Na Śląsku zamieszkałam 10 lat temu. I co o nim wiem? Niewiele, choć przecież wciąż coś gdzieś słyszę, czytam, dowiaduję się z opowieści. Wciąż jednak moją wiedzę można nazwać jedynie fragmentaryczną. I choć bardzo chciałabym się czuć Ślązaczką, to nie czuję, bym miała prawo tak o sobie mówić.

A jak w splątanej śląskiej rzeczywistości sytuuje się Zbigniew Rokita? Którędy zawiedzie nas, by pokazać Śląsk jaki odkrywał dla siebie. Kajś... Tak po prostu. Pomiędzy opinie ważne i ważniejsze, racje władców i zwykłych ludzi, dążenia i tęsknoty, marzenia i pragnienia, pomiędzy wspomnienia przywoływane i te nadal przemilczane.

Lektura Kajś Zbigniewa Rokity do podróż w czasie, ale i w tożsamość. Wędrówka świetnie znanymi ścieżkami, które nagle odkrywają swoje inne, przeszłe, ja. Wędrówka do wyobrażonego i tego z przyszłości podszyta nadziejami i obawami. Wędrówka, w której przewodnicy przybierają nowe miana, bo tego od nich wymaga historia.
Dopiero podczas pisania tej książki zdałem sobie sprawę, że to właśnie moje drzewo genealogiczne najlepiej opowiada historię tego miejsca.
Moja babka ojczysta z lwowskiego ojca i góralskiej matki.
Mój dziadek ojczysty z podczęstochowskiej wsi.
Moja babka macierzysta z Górnego Śląska.
Mój dziadek macierzysty z podkarpackiej wsi.
To przepis na dzisiejszego Ślązaka.

A jak wygląda Wasze drzewo genealogiczne?

Zachęcam do lektury i zapraszam na spotkanie ze Zbigniewem Rokitą, człowiekiem o olbrzymiej wiedzy i równie dużej ciekawości świata, w którym żyje. Filię nr 25 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach autor odwiedzi 23 listopada. Na spotkanie obowiązują miejscówki, a miejsc jest tylko 9.

Dla dzieciaków (57)

Dla dzieciaków (57)

Liane Schneider, Zuzia w czasie pandemii

 

Pierwsze książki o pandemicznym świecie i zasadach nim rządzących zaczęły się pojawiać się jeszcze w marcu. Ta pojawia się teraz i to równie dobry czas na sięgnięcie po nią, jak ten wczesnowiosenny. Wszyscy jesteśmy zmęczeni zmianami, nie zawsze umiemy zrozumieć chaos panujący wokół nas, a dzieciom trudno jest pojąć czemu pewnych rzeczy wciąż nie można robić. Możliwość utożsamienia się z lubianą bohaterką, stwarza szansę na to, by umiejętnie omówić to, co się dzieje i czego jesteśmy świadkami i uczestnikami.


Lauren Gordon, Kury, czyli krótka historia o wspólnocie


Kury. Pierze, dzioby, rozmaita kolorystyka i duża chęć do gdakania. I choć wypadałoby tu napisać o kolejnym skojarzeniu z kurami - czyli jajkach - moje wegańskie serce stawia opór. Nie będzie zatem o jajkach, ale o innych przymiotach tychże jakże niedocenianych stworzeń. Gdy pewnego dnia kury dostrzegają, że zniknęło dwoje spośród nich, natychmiast zaczynają szukać przyczyny. Zaraz po niej szukają rozwiązania. A w trakcie tych poszukiwań budzą się między nimi rozmaite nieporozumienia. Kto i jak ma iść? Jaka przybrać metodę? Kto powinien mieć pierwszeństwo, a kto może ustąpić pola?

A efekt... Przekonacie się na ostatniej ilustracji książki. Zanim jednak do niej dotrzecie dowiecie się sporo o tym na czym polega wspólnota i jakimi cechami oznaczają się kury (choć wiemy, że w domyśle ludzie), którzy dążą do budowania wspólnoty i który co do owej nie są przekonani.

Świetna książka, polecam:-)

Marta Szloser, Ania Jamróz, Warstwy


Piękna i bardzo mądra książka. Opisująca warstwy świata i tego co na świecie. Jak pisze autorka - to książka dla marzycielek i marzycielek, dla tych, którzy lubią patrzeć głębiej i widzieć dokładniej. Książka, która strona po stronie otwiera Wasz umysł, odblokowuje emocje, skłania do tego, by stawiać pytania i by wkraczać na drogę poszukiwania odpowiedzi.
Graficzka jest idealnie połączona z tekstem, niekoniecznie w formule 1:1, a jednak opowieść słowami i opowieść barwą i kreską stworzyły niesamowity efekt, efekt - mnie - dający ukojenie i jednocześnie budzący tęsknotę za tym, aby móc realnie wkroczyć w ów wykreowany przez Martę Szloser i Anię Jamróz świat.

Zdecydowanie polecam:-) 

Agnieszka Jeż. Szaniec.

Agnieszka Jeż. Szaniec.



Przyznaję, że do sięgnięcia po Szaniec skłoniło mnie miejsce gdzie rozgrywa się powieść. Okolice Giżycka sportretowane w powieści to wciąż rarytas, z którego chciałam skorzystać. Poza tym - dawno już nie czytałam kryminału i trochę byłam ciekawa jak się odnajdę w powieści debiutującej na tym polu Agnieszki Jeż.

Bohaterowie powieści to policyjny duet składający się z Janusza Kosonia zbliżającego się do emerytury, z lekka odłączonego od życia i Wiery Jezierskiej, od dwóch lat pełniącej służbę, wciąż jeszcze naiwnej, z zapałem i gniewem patrzącej na świat, w którym tacy jak ona i jej partner powinni być niosącymi prawo i porządek. I są, wbrew wszystkiemu.

Zostają wezwani do starego majątku, miejsca, w którym po wyremontowaniu i nadaniu mu ascetycznego stylu organizowane są turnusy wypoczynkowo-surwiwalowe dla kilku osób, w niebotycznej scenie. Zmarłym, a jak się okazuje po oględzinach patologa zabitym, jest starszy ksiądz. W jego pokoju znaleziono kartkę z biblijnym cytatem mówiącym o zemście i zapłacie.

Problem jaki podjęła Agnieszka Jeż nie jest łatwy i budzi kontrowersje. Zatem - doskonały wybór w przypadku zmiany tematyki powieści, które się pisze. Osadzenie powieści na dwojgu bohaterach sprawdza się tu doskonale - gorączkowa Wiera i spokojny Janusz tworzą parę nieco na zasadach mistrz i uczeń, nieco na zasadzie dopełniania się w zadaniach służbowych. O ile jednak poznajemy nieco bliżej życie dziewczyny, to sprawy jej partnera pozostają w niedomówieniu, napomknięciu. 

Szaniec to książka, która ma szanse stać się pierwszą z serii poczytnych powieści o mazurskich policjantach. Trzymam kciuki, Pani Agnieszko!

Nusia [*]

Nusia [*]

Od początku była jednocześnie dzieciuchem i charakterną istotą. Lata mijały, a ona wciąż była właśnie taka: potrzebująca Twojej uwagi, przytulania i sama decydująca o tym w jakim zakresie chce Twojej obecności. Gdy jej nie chciała, umiała to wyraźnie pokazać.

 

Miała wyjątkowy apetyt. Na życie, jedzenie, poznawanie nowego, przytulanie i bliskość. 

 

Wędrowała ze mną przez różne mieszkania, różne strony Polski, spędzała długie godziny w samochodzie i wszędzie tam, gdzie dotarłyśmy ważne było dla niej to, by móc zasnąć wtuloną we mnie.


Była ciekawska, odważna, szła przez życie z zachłannością i przełamując własne lęki. Przypadło na mną sporo problemów zdrowotnych, ale nie poddawała się - walczyłyśmy obydwie. Tylko temu ostatniemu nie daliśmy rady - ani my w domu, ani nasz lekarz. 


To było piękne 12 lat. I choć dziś mi strasznie trudno nie widzieć jej czekającej na śniadanie na kuchennym blacie, nie czuć jej ciężaru na swoim brzuchu, nie słyszeć jej mruczenia, to przepełnia mnie wdzięczność za każdy dzień jaki z nią spędziłam.

Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska. Gorsza siostra.

Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska. Gorsza siostra.

 


Zdarza mi się, jak wiecie, sięgać po literaturę obyczajową. Czytałam poprzednie książki duetu autorskiego (1, 2, 3) i pełna ufności sięgnęłam po Gorszą siostrę.

Ida ma dwadzieścia kilka lat, kochającego męża (który występuje w książce bardzo marginalnie), córeczkę oraz białaczkę, szansę w której daje tylko przeszczep. Nie ma jednak dawcy i niknie z dnia na dzień, z czym zdecydowanie nie może pogodzić się jej matka. 

Urszuli, żyjącej chorobą córki, śni się matka powtarzająca zdanie o tym, że krew jest najważniejsza. I byłaby Urszula przyjęła to za majak zmęczonego umysłu, gdyby nie to, że do klasztoru w Tyńcu wzywa ją brat matki, Iwo, wspominając o informacjach istotnych dla ratowania Idy.

Wuj i siostrzenica spotykają się, wuj zdradza tajemnicę spowiedzi i zaczyna się opowieść wyjaśniająca wszelkie zawiłości rodzinne.

Doceniam, że autorki napisały powieść dotykającą tematyki trudnej i wciąż stanowiącej społeczne tabu. Bycie dawcą, czy krwi, czy szpiku, wciąż obrośnięte jest mitami i chwała tym, którzy próbują pod osłoną historii rodzinno-obyczajowych, rozwiewać owe mity. Jeśli dobrze kojarzę to nie pierwsza powieść polska poruszająca tematykę dawców szpiku, ale najwyraźniej kwestia jest wciąż mało znana i każda publikacja o nią zahaczająca jest ważna.

Jednak co do intrygi obyczajowej jaką zaproponowały Justyna Bednarek i Jagna Kaczanowska to... Dość szybko nastąpił taki moment, w którym poczułam się rozbawiona co ani nie przystawało do losów opisywanych bohaterów, ani do sytuacji głównej bohaterki. Poziom komplikacji w rodzinie Idy podniesiony został do poziomu, przy którym trudno mi było zachować powagę. I tak - mam świadomość, że nie takie były intencje autorek, ale najwyraźniej ta akurat ich powieść nie do końca zgrała się z moim upodobaniem do tego, co znaleźć można w powieściach obyczajowych.

Gorsza siostra to książka o świetnym przesłaniu, pokazująca splątane losy jednej z krakowskich rodzin w okresie wojny i powojennym. Autorki osadziły swoich bohaterów w ramach ważnych wydarzeń historycznych i pokazały sprawnie ludzkie emocje i zachowania w obliczu sytuacji granicznych.

James Clear. Atomowe nawyki.

James Clear. Atomowe nawyki.

 

1 października 2019 roku przystąpiłam do wyzwania Kamili Rowińskiej. Wśród rozmaitych działań jakie należy w nim podejmować, jest również czytanie i to czytanie książek mogących podnieść naszą wiedzę i poziom sprawczości. Taką książką są niewątpliwe Atomowe nawyki znajdujące się na liście wyzwaniowych lektur.

Powstrzymam się od streszczania wszelkich wyjaśnień procesu kształtowania nawyków jakie w swojej książce podaje James Clear. Skupię się jedynie na kilku sformułowaniach, które miały znaczenie dla mnie.

Pierwsze - szalenie uderzające porównanie. Jeśli wyruszasz w swoim życiu w drogę do osiągnięcia celu, to rób tak, by iść nią najprościej jak potrafisz. Krok po kroku, działanie po działaniu, mając ów cel wciąż przed sobą. Jeśli samolot ruszając z lotniska zmieni kurs o 2-3 stopnie, doleci zupełnie w inne miejsce niż było planowane. 

Jedynym sposobem na zrobienie postępów są  małe kroki wykonywane codziennie. Świetnie wiem, że nie jest to łatwe, codziennie obiecuję sobie, że już dziś popołudniu na pewno włączę aplikację z ćwiczeniami i poćwiczę, ale ostatecznie ćwiczę wzrok i mózg czytając;-)

Nawyk to sposób działania naszego mózgu. W każdej sytuacji mamy wybór: czy po pracy odpalamy aplikację czy ćwiczymy, czy czytamy leząc na kanapie. Mózg nie musi dokonywać codziennie wyboru i tracić energii - podażą ścieżką nawyku, automatyzuje działanie, usprawnia codzienne funkcjonowanie.

Kształcenie nawyków to wyzwanie i gra z samym sobą. Pomocne w tym mogą być rozmaite techniki opisane w książce, w tym jedna z nich - autozobowiązanie. Działa na Was?

Lubimy się nagradzać i to natychmiast. Ale nie od dziś wiadomo, że jeśli poczekamy - przyniesie nam to więcej dobra niż błyskawiczne zaspokajanie naszych zachcianek. 

Pomyślcie i policzcie: możemy być jutro o % lepsi lub gorsi od siebie dzisiaj. Możemy zrobić dziś jedną pompkę, jutro dwie, by za rok stwierdzić, że jakiekolwiek pompki to dla nas żadna trudność (i w bonusie mamy silne ramiona, mięśnie klatki piersiowej i brzucha). Lub - jeśli dziś przeczytasz 5 stron książki, jutro znajdziesz czas dla stron dziesięciu, to za rok będziesz mieć na koncie cały stosik przeczytanych lektur.

I zdanie bodajże najważniejsze w całej książce: zapytaj siebie kim chcesz być i codziennie rób coś co cię w tym umacnia. Jeśli powiem sobie, że chcę być kobietą, która codziennie wieczorem pracuje sobie ubrania do pracy, żeby mieć rano czas na dłuższe czytanie i piecie kawy, to aby to osiągnąć wyciąganie wieczorem żelazka i deski stanie się moim nawykiem. Jeśli chcę utożsamiać się z umiejętnością szydełkowania, to nie poprzestaję na kupieniu szydełka i stosu włóczek, a biorę do ręki wybrana nić i przekładam przez nie szydełko, by po roku umieć zrobić na szydełku wszystko od szalika po płaszcz. Proste prawda? I takie trudne :-)

Poczytajcie i wprowadźcie w życie, polecam:-)

P.S. 1 października rusza kolejne wyzwanie, tym razem organizowane przez Fundację Kobieta Niezależna. Zachęcam do udziału:-)
Wspomnienie wakacji (dla dzieciaków 56)

Wspomnienie wakacji (dla dzieciaków 56)

     


Trzy powieści, które od zawsze kojarzą mi się z wakacjami. Im bliżej końca czerwca tym bardziej w głowie rozbrzmiewa mi Halina Kunicka i jej przebój. A letnie dni mijające zdumiewająco szybko podsuwają mi obrazy z książek i filmów i młodych ludziach nurzających się w rozkoszach wakacyjnej przygody.

Wakacje z duchami Adama Bahdaja to opowieść o kilkorgu nastolatkach, którzy podczas letniego pobytu w leśniczówce postanawiają zająć się pracą detektywistyczną. Okazja jest ku temu doskonała, bo na pobliskim zamku straszy, a ktoś przeprowadza tajemnicze, choć niby archeologiczne, poszukiwania.

Adam Bahdaj miał szczęście do ekranizacji swoich powieści. I Wakacje z duchami i Podróż za jeden uśmiech zrealizował Stanisław Jędryka (tu o nim posłuchacie i poczytacie o filmie), a obydwa seriale zapadły w pamięć wielu setkom widzów. 

Mnie jednak ukształtowały w znacznej mierze (tak widzę to dziś, ponownie czytając o wędrówce Poldka i Dudusia z ciotką Ulką) słowa odważnego, łaknącego przygody i zachłystującego się nią, chłopaka:
Dla mnie podróż wcale nie straciła uroku. Zdaje mi się, że żadna podróż uroku nie potrafi stracić, a co dopiero taka - autostopem. Jedziemy sobie przez polską ziemię. Ciągnie nas sto mechanicznych mustangów, a za każdym zakrętem czeka niespodzianka. Nie wiadomo, co sie wyłoni: srebrzysta tafla żyta czy brzozowy zagajnik, ściana starego lasu czy ciemne jezioro. Możesz zgadywać i nigdy nie zgadniesz, bo nasza ziemia jest piękna i tak urozmaicona, że nikt tego nie potrafi opisać.
I każdy dzień jest inny.
A najciekawsze, że sam się zmieniasz.
Powieść Kornela Makuszyńskiego opublikowano w 1937 roku. A mimo to, czytając ją czułam się jakbym odwiedzała doskonale znane sobie miejsca tchnące przyjacielską, ciepłą atmosferą. Tytułowy Szatan z siódmej klasy, Adam, ulega prośbie profesora i jedzie wraz z nim do podupadłego majątku rodzinnego, by tam - odkryć tajemnicę w czasów napoleońskich. Makuszyński pisał o tym tak, jakby owa kampania rosyjska odbywała się zaledwie kilkanaście lat wcześniej niż akcja powieści. Klimat historii stworzonej przez twórcę Koziołka Matołka zabiera nas w piękną podróż w czasie.

Dawno już obiecywałam sobie powrót do tych trzech powieści. Cieszę się, że w tym roku się na to zdobyłam, a jeszcze bardziej - że, mimo moich obaw o to jak odbiorę stworzone przez Makuszyńskiego i Bahdaja historie, wakacje w towarzystwie bohaterów nastoletnich lektur nadal są dobrą przygodą.

Beth O'Leary. Zamiana.

Beth O'Leary. Zamiana.


To jak piszę Beth O'Leary miałam okazję sprawdzić czytając Współlokatorów. Spodobało mi się na tyle, by w ciemno sięgnąć po kolejną książkę autorki, Zamianę.

Leena po śmierci siostry wpadła w pracoholizm. Jej zmęczone ciało, mózg i psychika odmawiają posłuszeństwa podczas jednej z ważniejszych prezentacji w firmie. Od szefowej otrzymuje ultimatum - idzie na dwumiesięczny urlop lub zostanie zwolniona.

Eileen, babcia Leeny, mieszkająca w niewielkim miasteczku starsza pani pragnie podbudować swoje poczucie wartości i szuka mężczyzny, z którym spędzi resztę dni. Uświadamia sobie, że po tym jak opuścił ją mąż, chce spróbować innego życia niż znała, chce przypomnieć sobie o swoich marzeniach i tęsknotach.

I wówczas pada propozycja - zamieńmy się miejscami. Z początku starsza z kobiet wzbrania się, ale jednak kusi ją wizja przygody, przepraszam PRZYGODY, w Londynie i decyduje się przenieść do mieszkania wnuczki, które ta wynajmuje z dwoma innymi osobami. Sama zostawia Leenie swój dom, znajomych i obowiązki społeczne.

Świetny pomysł! Każda z pań pozostając sobą próbuje wpasować się w świat w jakim - choćby na chwile - przyszło jej żyć. Co więcej, będąc takimi jakimi są, mają niebagatelny wpływ na życie osób je otaczających, na miejsce, w którym się znalazły. Dla Leeny ma to dodatkową wartość - w miasteczku mieszka również mama dziewczyny, której ta nie potrafi wybaczyć pewnych decyzji.

Niby lekka lektura, ale gdzieś tam pod pierwszą warstwą, tą zabawną, ironiczną i po prostu odprężającą autorka ukrywa warstwę drugą - tę skłaniającą do rozejrzenia się wokół siebie, przemyślenia obserwacji i wyciągnięcia wniosków.

Polecam.

Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak. Łódź. Miasto po przejściach.

Wojciech Górecki, Bartosz Józefiak. Łódź. Miasto po przejściach.

 


Mieszkałam w Łodzi w drugiej połowie lat 90. Celowo nie piszę miałam przyjemność lub miałam nieprzyjemność, bo to miasto, które wyłania się z kart historii przedstawianych przez reportażystów, musi budzić wątpliwości co do tego, do jakiej kategorii relacji zaliczyć mieszkanie w nim.

Pamiętam stary dworzec Łódź Fabryczna i Łódź Kaliska. Pamiętam Piotrkowską rozpaloną słońcem, otwarcie pierwszego w Polsce supermarketu Billy, Kurczaki, Aleję Włókniarzy i ekshibicjonistę czatującego na kobiety zmierzające na przystanek tramwajowy w Parku Zdrowie. Pamiętam wynajmowane pokoje (choć na szczęście ustrzegłam się tych w mieszkaniach bez toalety), dorywcze prace i piękny zielony rower, który kupiłam za pierwszą wypłatę (zastąpił mi komunikację miejską).

Szukałam w książce o Łodzi takiego miasta jakie pamiętam. Takiego i współczesnego - zestawionego w układzie 1:1, by móc porównać, śledzić dalsze losy, obserwować zmiany. No i nie bardzo dostałam, to czego szukałam. Dostałam coś innego...

Wojciech Górecki, którego wiedzę o Kaukazie podziwiam, przytacza w tym zbiorze swoje reportaże z początków lat dziewięćdziesiątych. Pisze o obsadzaniu politycznych stołków, o przepychankach na stanowiskach, o mieście, które umiera przytłoczone horrendalnie wysokim poziomem bezrobocia. Czasami te teksty zostają wpisane w rytm książki bez komentarza, czasami kilka zdań dopisane na ich końcu pokazuje pewien proces zmian. I w tym, i w tym przypadku czułam niedosyt.

Są też teksty współczesne, Bartosza Józefiaka, z ostatnich 2-3 lat, traktujące o rewitalizacji dzielnic zaniedbanych i o przymusowym wysiedlaniu z nich osób, które tworzyły "zły" klimat, nie płaciły czynszu i opłat za media, którym zaproponowano mieszkania socjalne na obrzeżach miasta, daleko od sąsiadów, którzy - szczególnie w przypadku starszych, samotnych osób, byli wsparciem, mieszkania - wymykające się jakimkolwiek standardom określającym warunki w jakich mogą żyć ludzie. Reportaże przeplecione są wywiadami - rozmowy dotyczą tego, czy miasto ma przyszłość, czy  trzecie co do liczebności mieszkańców miasto w Polsce, ma szansę stać się ważne w społecznym pojmowaniu.

Łódź. Miasto po przejściach czytałam z dużym zainteresowaniem, trochę jednak rozczarowana brakiem połączenia między historiami dawniejszymi i współczesnymi. Ta podróż w czasie pokazała mi jednak, jak wiele z przeszłości zapominamy, jak nasza pamięć oszukuje nas podkładając fragmentaryczne obrazki, które nie zawsze mają tak pesymistyczny wydźwięk jak te ukazujące się z reportaży Góreckiego i Józefiaka. Sprawdźcie, czy macie podobne odczucia.

P.S. Czytałam elektroniczną wersję książki, a piszę o tym, że być może tylko w takiej formule odczuwa się pewien brak. Bardzo przeszkadzało mi to, że data powstania reportażu nie znajduje się na początku tekstu. Przydałoby się także nazwisko autora.

P.S. 2. Książkę kupicie w Litres.pl

Arto Paasilinna . Rok zająca.

Arto Paasilinna . Rok zająca.

 


Arto Paasilinna to autor, którego książki miałam już przyjemność czytać (KLIK 1, 2] . Przyjemność, bo autor pod dawką dobrze wyważonego humoru i ironii wymierzonej w absurdy współczesności, pokazuje doskonale ludzką naturę. Czy w Roku zająca czyni podobnie?

Główny bohater powieści, Kaarlo Vatanen, żyje niejako siła przyzwyczajenia i rozpędu, jak wielu z nas. Praca, dom, obowiązki, niewiele czasu wolnego, powinności, oczekiwania, ciągłe ściganie się z czasem. Są chwile przebłysków, zmęczenia, chwile, w których odzywa się pragnienie zmiany, ale ... To tylko chwile. Dla Kaarlo taką chwilą było potrącenie zająca. Wracał z kolegą z wyjazdu służbowego, potrącili zwierzę i dziennikarz zostawił na szosie kolegę i auto, by odnaleźć rannego, jak podejrzewał, szaraka. I z każdym krokiem, którym oddalał się od samochodu i wchodził w las, zmieniało się jego życie. To niemalże iluminacja - olśnienie ukazujące w całej swoje prostocie jak wiele brakowało mu do tego, by być szczęśliwym. I od tej pory jest, a przynajmniej dąży ku temu by być, negując zupełnie swoje wcześniejsze życie. Towarzyszy mu w tym przesympatyczny, z dnia na dzień coraz bardziej przyjacielski zająć.

Jest zabawnie, jest ironicznie, jest chwilami przedziwnie. Kaarlo Vatanen wędrując zaprzecza temu jak żył dotychczas. Najmuje się do różnych zajęć, uprasza swoje życie (i zająca) do minimum, karmi się mentalnie tym, co porządkuje jego dzień w stały rytm mający cztery filary: spanie, jedzenie, praca, odpoczynek. Nic więcej i nikt więcej - on i jego zająć są najistotniejsi.

Wymowa książki może przynieść Wam skojarzenia ze Stulatkiem, który... Owszem, jest tu zabawnie, podobnie jak tam, ale jednak akcja nie zmierza w aż tak szalone miejsce. Choć przyznaję - nieco szaleństwa jest;-) Arto Paasilinna kolejny raz pokazał jak bardzo wtłaczamy się w pewne ramy - sami lub dajemy się wtłoczyć innym. A wystarczy tylko raz zrobić coś "pod prąd", by odzyskać siebie i zawalczyć o swoje szczęście.

Cieszę się z lektury tej książki. Na tle wszystkiego co ostatnio czytałam jest szalenie odświeżająca.

Polecam.

P.S. Książkę kupicie w Litres.pl

Marta Kisiel. Małe Licho i lato z diabłem.

Marta Kisiel. Małe Licho i lato z diabłem.

 


Premiera najnowszych przygód Bożydara Antoniego Jakiełłka oraz Małego Licha już za dwa dni. I choć miałam okazję sięgnąć do książki wcześniej, specjalnie czekałam na to, by napisać Wam o niej tuż, tuż przed pojawieniem się jej na półkach księgarni. Dlaczego?

Każdą książkę o Małych Lichu i jego dziecięcym podopiecznym czytam dwukrotnie. Pierwsze czytanie jest zachłanne, by na szybko dotrzeć do tego, co można nazwać przesłaniem Marty Kisiel. drugie - znacznie spokojniejsze, z docenianiem smaczków, żartów, wartości jakie autorka podkreśla swoim pisaniem. Tym razem urządziłam sobie również powrót do wcześniejszych tomów: Tajemnicy Niebożątka i Anioła z kamienia.*

Licho chce przeżyć przygodę. Ominęło go wszystko to, czego doświadczał Bożydar i marzy, tęskni, pragnie Przygody. Rodzina się zgadza, chłopiec i anioł zostają wyposażeni w rower z przyczepką i wyekspediowani do cioci Ody, u której jest Kuleczka, Bazyl, Ossa, przestrzeń i niczym nieskrępowana (lub tak się wydaje) wolność. 

Zdarza się jednak coś, co przysłania Bożkowi radość z wakacyjnych szaleństw. Dni spędzone u cioci w towarzystwie nieodłącznych przyjaciół zakłóca prośba Ody o to, by chłopiec spędził weekend w towarzystwie klasowego kolegi. Witek dokucza Bożkowi, jest dzieckiem (zdaniem tego ostatniego) przeintelektualizowanym, który ma silną potrzebę zaimponowania wiedzą. Imponuje - głównie dorosłym, a irytuje rówieśników. Jeśli jeszcze, dodatkowo, wyzywa ich od dzikusów - jak czyni to z Bożkiem - nie ma co liczyć na wzajemną sympatię i zrozumienie. A jednak - wbrew niechęci chłopców ciocia jednego i babcia drugiego wymuszają na nich wspólny czas.

Marta Kisiel snując swoją opowieść, po raz kolejny, niby mimochodem, opowiada nam o relacjach ludzkich, o emocjach jakie biorą nas we władanie i zderzeniu tychże z poczuciem powinności, szlachetności i najzwyklejszym - bo tak trzeba. I nie ważne jest czy się kogoś lubi, czy nie, istotne za to jakim człowiekiem okazujemy się z kontaktach z tym drugim. Jeszcze istotniejsze - czy umiemy wyciągać wnioski ze swojego zachowania.

Gorąco Wam polecam. Na przedłużenie lata. Na szkolne powodzenia i niepowodzenia. Na powroty z urlopów. Na relacje w domu, pracy i szkole. Na ładne i mniej ładne dni. Po prostu - przeczytajcie:-)

Za scenę, w której Małe Licho oswaja Bazyla - dziękuję:-)

*Urządziłam sobie powrót do wszystkich książek Marty Kisiel :-)

Deb Caletti. Biegnij, moje serce, biegnij

Deb Caletti. Biegnij, moje serce, biegnij

 

Ile razy zdarzyło się Wam słyszeć niewybredne komentarze, mało wyrafinowane zaczepki na wpół pijanych mężczyzn? Ile razy musiałyście się odsuwać, by nie dać się dotknąć, a ile razy nie zdążyłyście i dłoń obcego nietrzeźwego mężczyzny, któremu wydaje się, że jest miły i zabawny i, że może tak robić, złapała Was za rękę, pośladek, ramię?

Dla Annabelle ten jeden raz to za dużo. Przepojona złością na sytuację, w której się znalazła i na to, co wydarzyło się w przeszłości, zaczyna biec. Biegnie przed siebie, w zwykłych ubraniach, tak jakby każdym krokiem oddalenia od miejsca, w którym ktoś ją zaczepił, nabierała sił i stawała się mocniejsza. Nie do końca tak jest, co uświadamia dziewczynie spotkanie z matką i bratem. Na wieść o tym, że Annabelle zamierza biec do Waszyngtonu, ze Seattle, mama dziewczyny wpada w panikę i zakazuje, a brat... Brat wyciąga z bagażnika ekwipunek na dalszą biegową wędrówkę starszej siostry. 

Najważniejsze jednak w książce jest to, co dzieje się w głowie Annabelle. Poznajemy, powoli, krok po kroku, jej doświadczenia, towarzyszymy jej myślom, patrzymy jak - dzięki wsparciu najbliższych i swojej determinacji - dokonuje czegoś co w oczach wielu ludzi jest symbolem walki z zachowaniami agresywnymi, symbolem walki z wychowywaniem kobiet na grzeczne i miłe.

Deb Caletti bardzo wyraziście pokazała jak dziewczyna z każdym przebiegniętym dniem uczy się czegoś o sobie, a dzięki spotkanym ludziom uwalnia się od pewnych przekonań na temat swój i innych. Pozwala sobie na rzeczy, na które nie dawała sobie zgody, które blokowała z potrzeby kontroli rzeczywistości wokół.

Biegnij, mojej serce, biegnij pokazuje pewne prawidłowości, schematy, które wciąż rządzą naszymi zachowaniami, a które przynoszą wiele szkody. Uczy zauważania drobnych symptomów tego, co może niepokoić i pokazuje jak zawalczyć o siebie. I niekoniecznie oznacza to przebiegnięcie wielu kilometrów, tak jak zrobiła to bohaterka powieści.

Polecam.

P.S. Treść książki przeplatana jest informacjami o sercu; świetny pomysł.





Malwina Ferenz. Miłość z odzysku.

Malwina Ferenz. Miłość z odzysku.


Potrzebowałam czegoś lekkiego, niezbyt angażującego, czegoś co sprawi, że być może miło spędzę czas. Dostałam książkę przy której popłakałam się ze śmiechu.

Pan Staszek świętujący dwudziestą rocznicę ślubu nader hucznie przychodzi do pracy i pisze jedno, jedyne pismo na które pozwala mu samopoczucie. Traf chce, że p. Staszek jest pracownikiem kuratorium i w owym piśmie zobowiązuje jedną z podległych placówek do wzięcia udziału w biegu z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Placówka ta nigdy nic wspólnego z jakimikolwiek sukcesami na polu sportowym nie miała, ale przecież pracownik kuratorium się NIE MYLI.

Dalej mamy Barbarę, która próbuje sobie ułożyć życie bez męża, acz z nastoletnim synem, Kamilem oraz jej przyjaciółkę Klarę niechętną rodzajowi męskiemu (z wyłączeniem Kamila). I Anatola, dyrektora wskazanej przez kuratorium szkoły, który w życiu prywatnym wychowuje nastoletnią Otylię i broni się, przy pomocy kolegów z rockowej kapeli, przed kulinarną nadopiekuńczością matki. Anatol ma przyjaciela, Marka, lidera wspomnianej kapeli. Tak, mamy zatem dwóch samotnych mężczyzn i dwie samotne kobiety, więc - zgodnie z sugestią tytułu - pojawia się miłość. Ale mnie w tej książce nie wątki miłosne sprawiły największą frajdę i nie one skłoniły do zadumy.

Po 1) akcja powieści dzieje się we Wrocławiu, który to bardzo lubię i za którym po cichutku tęsknię.
Po 2) autorka znalazła w powieści miejsce na pokazanie relacji nastolatków. Sytuacja Kamila jako dochodzącego do klasy nie jest godna pozazdroszczenia, a manipulacje pod płaszczykiem przyjaźni to coś na co warto zwracać uwagę; tak nastolatków jak i ich rodziców.
Po 3) środowisko szkolne kontra obchody rocznicy, którą uczcić należy, ale nikt nie ma do tego serca - jakież to prawdziwe, Pani Malwino!
Po 4) normalni dorośli w książce z wątkiem romantycznym to nie zawsze rzecz oczywista. A tu tacy są. Oczywiście, mają swoje fisie, każdy ma wyrazisty charakter, ale są pozbawieni, na szczęście, cech bohatera wydumanego.

Nie będę wymieniać więcej, choć mogłabym. Zostawię Wam jednak przyjemność odkrywania swoich punktów radości i namysłu w tej książce. Na koniec pragnę podziękować autorce szczególnie za jedną postać: siostry Augustyny. Chociaż może bardziej babci Honorci? Albo Sławomira? 

Jak widzicie i tu macie pole do wyboru swojej ulubionej postaci powieściowej.

P.S. Na półkę w Legimi wrzuciłam wcześniejsze książki Malwiny Ferenz z nadzieją, że będę się przy nich bawiła równie dobrze jak przy Miłości z odzysku.

Anna Dziewit-Meller. Od jednego Lucypera.

Anna Dziewit-Meller. Od jednego Lucypera.

 


Książka Anny Dziewit-Meller zabiera nas w przestrzeń, czas, stereotypy i emocje. Zabiera w zadymiony Śląsk, zawilgocony Amsterdam, przeszłość i teraźniejszość, kobiecość i męskość i ... Emocji jest zbyt wiele, by określić je w tak prosty sposób jak wcześniejsze elementy.

Maria w latach czterdziestych walczy o to, by być kobietą szanowaną w rodzinie i wśród znajomych. Do celu doprowadzić ją może porządne się prowadzenie (jak wciąż słyszy w domu rodzinnym) i tytuł najlepszej pracownicy. Gdyby jeszcze mężczyzna, którego kocha chciał się z nią ożenić, jej status byłby umocniony na wysokim poziomie.

Niemalże stulecie później Kasia, pochodząca z tej samej rodziny co Maria, wciąż walczy o to, by to ona była godna szacunku, a nie ona dopełniona mężczyzną, dzieckiem, tzw. ogarnianiem życia, czyli pracą zarobkową, prowadzeniem domu, byciem idealną pracownicą, idealną panią domu, matką i kochanką. Kasia nie staje do wyścigu, staje w antywyścigu, staje przeciw sobie.

Mnóstwo się we mnie pootwierało rzeczy podczas lektury Od jednego Lucypera. Wrażliwość autorki pozwoliła jej stworzyć historię kobiet z jednej rodziny w sposób umożliwiający czytelnikom zajrzenie w głąb herstorii na przestrzeni lat i znalezienie w niej tego, co łączy. A łączy - wbrew upływowi czasu - bardzo wiele. Powieść Anny Dziewit-Meller jest zachętą do baczniejszego spojrzenia na nasze dzisiejsze funkcjonowanie społeczne. Na oczekiwania jakie stawiamy sobie same, jakie stawiają nam inni ludzie i jakim się poddajemy nie bacząc na to, że ich realizacja bardziej nam szkodzi niż rozwija.

Polecam.

Dla dzieciaków (55)

Dla dzieciaków (55)

Anna Llenas, Kolorowy potwór idzie do przedszkola

Kolorowy potwór, to jak głosi kilka słów o autorce na okładce książki, jest jedną z ulubionych postaci Anny Llenas. Po tym jak go poznałam zaryzykuję twierdzenie, że ma szanse stać się także ukochanym literackim towarzyszem zabaw dziecięcych. Bo któż by nie chciał mieć potwora, który przejmuje nasze obawy, robi rzeczy, których my nie powinniśmy i zmienia kolory?

Kolorowy potwór przed pierwszą wizytą w przedszkolu chce zapakować laser, maść na nietoperze i różne - zupełnie inne od tego, co naprawdę jest potrzebne - rzeczy. Gdy wchodzi do sali trwożnie się chowa, w łazience bawi papierem toaletowym, pożera książki, zajmuje jedyną huśtawkę i bawi się jedzeniem. Kolorowy potwór to figura, która ma za zadanie oswoić dziecko z tym co nieznane i pokazać, że emocje rozsadzające przedszkolaka w pierwszych dniach można ukierunkować i uporządkować.

Polecam stworzenie własnego Kolorowego potwora i wsunięcie go do przedszkolnego plecaka - pierwsze dni w przedszkolu w towarzystwie zaprzyjaźnionego potwora mogą okazać się znacznie łatwiejsze. Dla dzieci i rodziców:-)


Anita Lehmann i Kasia Fryza, Tuli tuli cmok cmok


Główną bohaterką książki Tuli tuli cmok cmok jest Emma. Ma 5 lat i 5 miesięcy i uwielbia przytulać się do mamy i taty. Nie lubi natomiast przytulających i całujących ją gości. Pewnego dnia w domu dziewczynki pojawia się ktoś, kto sprawia, że wizyty gości przestają być dla Emmy uciążliwe.

Doskonałym pomysłem narracyjnym jest to, że każdą z osób Emma opisuje cechami zwierząt i zapachami. Mamy zatem pręgowanego rysia o miękkich plecach i zapachu śniegu, mamy łabędzie z długą szyją i zapachami piwnicy, morsa z dużymi kłami pachnącego wodorostami i inne.

Zaciekawiło mnie w tej książce to, że rodzice Emmy są prawie nieobecni. Nie ma tu zachęcania dziecka "idź pocałuj babcię, bo będzie jej przykro", ale nie ma też zasłaniania dziecka sobą - to dziewczynka nie lubi bliskości z kimś więcej niż mama i tata i to ona musi sobie poradzić z emocjami, które odczuwa.I choć ostatecznie to tata podsuwa dziewczynce rozwiązanie sprawy, ma ona jedna poczucie sprawczości.

Tuli tuli cmok cmok to mądra książka o tym, że nie każdy jest taki sam, a każde dziecko, tak jak i dorosły, ma prawo do wyrażania swoich potrzeb o komunikowania tego, co mu przeszkadza.

Ida Pierlotkin, 10 minut rowerem


Lubię pisanie Idy Pierelotkin, a książka której akcja rozgrywa się latem i ma w tytule rower jest czymś po co musiałam sięgnąć. Nie zawiodłam się.

Karolina znużona upałem panującym w Białymstoku oraz stałą obecnością zdesperowanej i chimerycznie nieszczęśliwej przyjaciółki mamy, decyduje się na wyjazd do Reszek i mieszkających tam ciotek Eryki i Felicji. Starsze panie różnią się zatrważająco charakterami i sposobem bycia: jedna serwuje dietetyczne dania i nawołuje do wstrzemięźliwości w każdej dziedzinie życia, druga proponuje korzystanie z młodości i gotuje nie bacząc na kalorie, obficie i pysznie. Jako element centralny występuje w opowieści obydwu ciotek, a także w krajobrazie Reszek i okolic, Kazek Wilczek, którego męscy przodkowie cieszą się zasłużoną opinią pożeraczy damskich serc.

10 minut rowerem to powieść nastoletnia, z nastoletnimi problemami. Choć po lekturze dochodzę do wniosku, ze może nie tak do końca są one jedynie nastoletnie. 

Wiejski festiwal literacki "Patrząc na Wschód"

Wiejski festiwal literacki "Patrząc na Wschód"


Szósty już Festiwal literacki Patrząc na Wschód odbył się w dniach 13-16 sierpnia 2020 r. W trzech jego pierwszych dniach miałam przyjemność uczestniczyć.




Aby jednak uczestniczyć trzeba dojechać. Z Katowic do Warszawy, a z Warszawy do Suwałk. Tę drugą część podróży odbywałam wraz z rowerem w przedziale pocztowym, co powodowało sporo ekwilibrystyki przy wsiadaniu i wysiadaniu. Rowerów było znacznie więcej niż widać na zdjęciu - to stan zaraz po zajęciu miejsca. W Augustowie, z powodu wypadku na dalszej trasie, przesiedliśmy się (ja i mój rower) do podstawionego dla pasażerów PKP autobusu. I tam spotkałam jednego z prelegentów;-) 

Pozwoliłam sobie na wczesny obiad i kawę w Suwałkach i wyruszyłam ku siedzibie Wigierskiego Parku Narodowego, gdzie czekał na mnie pokój. Po zadomowieniu się wsiadłam na rower i przepiękną ścieżką rowerową biegnącą wzdłuż drogi łączącej Sejny i Suwałki, pojechałam do Budy Ruskiej. Ze ścieżki zjechałam kilka kilometrów dalej, by jechać już bez ścieżki między domami, polami, jeziorami. Aż wreszcie zjechałam na taką drogę i wiadomo było, że po 1) bez roweru nie dałabym rady, po 2) powinno już być blisko;-) 


Spotkania, ludzie, klimat - cudne! Dyskusje, śmiechy, dzieciaki, psy. Nieodległa Czarna Hańcza zachęcała do kąpieli, bufet z przepięknie pachnącymi potrawami, kawą i słodkościami do tego, by biesiadować, rozmawiać, cieszyć się ludźmi wokół. 3 dni wypełnionych rozmowami, poznawaniem nowych ludzi, chłonięciem atmosfery i czerpania pełnymi garściami z Suwalszczyzny i pogody to doskonały czas.


A oto przyczyna, dla której w podróż zabrałam rower ;-)


Podczas wędrówek rowerowych, z dala od głównej drogi spotykałam krowy, konie, bociany i żurawie. Te ostatnie urządziły nawet w pewny poranek konkurs zawołaj. Jakoś przed 6 rano:-)



Te przedziwne budowle to gliniane ule dla dzikich zapylaczy. Od razu sobie obiecałam, ze gdy tylko będę miała własny dom, to w kącie ogrodu wybuduję taki ul i posadzę wokół odpowiednie rośliny.


Na Suwalszczyźnie jest mnóstwo drewnianych domów. W jednym z nim było biuro festiwalowe, w innym wszelkie urzędy gminy Krasnopol. Drewniane domy stoją na wsiach, ale także w Suwałkach.


Suwałki to miasto, w którym urodziła się Maria Konopnicka. Można wędrować jego ulicami w poszukiwaniu śladów poetki i kransali. Mnie udało się spotkać trzy.


Suwalszczyzna to także pokamedulski klasztor na Wigrach świecący olśniewająco różem i bielą,


Dwór Miłosza w Krasnogrudzie (choć to już może Sejneńszczyzna?),


jeziora pojawiające się nagle pomiędzy drzewami, wzdłuż dróg, za pagórkami,


czy wreszcie ulica Chłodna w Suwałkach wraz z pamiątkowymi tablicami wmurowanymi w chodnik z okazji kolejnych odsłon festiwalu bluesowego.


Zgodnie z myślą Oskara Miłosza - wyruszyłam, więc pora było też wracać. Suwałki - Białystok, Białystok - Warszawa, Warszawa - Katowice i później jeszcze kawalątek na rowerze. Przejechałam na nim prawie 230 km w te dni i wciąż czuję niedosyt oglądania cichej i spokojnej okolicy Suwałk, Sejn i bliskich im wsi. Pewnie kiedyś tam wrócę:-)
William B. Irvine. Wyzwanie stoika.

William B. Irvine. Wyzwanie stoika.

 


Wydawać by się mogło, że William B. Irvine, profesor filozofii, nie pisze o niczym odkrywczym. Jednak to, w jaki sposób przybliża nam filozofię stoików i pokazuje jak on ową filozofię przetransponował na zasady własnego życia, pokazuje jak wiele dobrego możemy czerpać od starożytnych i że filozofia - wbrew temu co kusi nas myśleć - może mieć kolosalne znaczenie na nasze życie. Jeśli jej tylko na to, w pełni świadomie, pozwolimy.

Nie zawsze mamy wpływ na to, co nam się przytrafia [...], ale zawsze mamy wpływ na to, co z tym zrobimy. Alison Botha [s. 57]

Brzmi prosto, prawda? Ale doskonale wiemy, i Wy i ja, że pewne nasze reakcje są odruchowe, a gdy tym, co nas spotyka są wydarzenia problematyczne, czy jak nazywa je Irvine, komplikacje, to najczęściej reakcje przepełnione są poczuciem krzywdy i gniewem.

Kto z Was burczał na kierowcę jadącego przed sobą, że jedzie za wolno, nieostrożnie, zbyt ślamazarnie? Kto biegł na przystanek do tramwaju wiedząc, że kolejny ma za 5 minut, złoszcząc się na wszystkich wokół? Kto używał słów mocno niecenzuralnych oblawszy się rano kawą i tym samym uważając, że jego dzień jest do niczego?

Im bardziej pozwalamy, by gniew nami zawładnął, tym bardziej niszczymy siebie. Zgodzicie się? Sama po sobie widzę, że czasami nakręcam się nadmiernie. Drążę temat, zamiast go wyrzucić z głowy, podsycam złość ukrywając je pod "zatroskaniem". Po lekturze Wyzwania stoika zacznę baczniej przyglądać się swoim reakcjom, zacznę analizować, bo do tego autor zachęca. Podpowiada również, by rozpocząć analizę od obserwacji innych, a potem skupić się na tym jak sami reagujemy. 

Irving opisuje efekt zakotwiczenia, zwany współcześnie negatywną wizualizacją i to, co dobrego może dla nas wyniknąć dzięki jej stosowaniu. Przedstawia również efekt ram interpretacyjnych, czyli metod w jakie możemy interpretować spotykające nas komplikacje. Wymienia ich sześć, a ja wciąż waham się, czy narracyjna, czy stoickich prób przemawia do mnie bardziej. Choć chyba ta druga jest mi bliższa (dałam temu wyraz w porannym instagramowym wpisie).

Wyzwanie stoika to świetna zabawa i zachęta do tego, by pracować nas sobą i swoim szczęściem. Prosto i efektywnie.

Zachęcam do lektury i podjęcia wyzwania:-)

Zygmunt Miłoszewski. Kwestia ceny.

Zygmunt Miłoszewski. Kwestia ceny.


Od dawna powtarzam, że są takie książki, których samodzielne czytanie w zestawieniu z audiobookiem byłoby stratą czasu. Bo Harry Potter brzmiący Fronczewskim, Harry Hole - Bonaszewskim, a Cormoran Strike - Stuhrem są nie do przecenienia.

W przypadku Kwestii ceny zaryzykowałam, głównie z niecierpliwości. Któż wie kiedy miałabym w rękach wersję drukowaną. Tę w uszach mogłam mieć natychmiast po premierze. Zaczęłam słuchać i przepadłam. Bo i lektorzy świetni, i treść tak wieloznaczna, z tak obfitymi nawiązaniami do rzeczywistości wokół nas, że aż przyjemnie śledzić tropy. Te sensacyjne i te realne.

Bazując na fascynującej historii Bronisława Piłsudskiego Zygmunt Miłoszewski stworzył postać etnografa, który poznawał obyczaje Ajnów, ludu z Północy. Tropem zesłańca i badacza podążają Zofia Lorenz, znana z Bezcennego, i Bogdan Smuga (jeśli macie skojarzenia literackie, to są one prawidłowe).

Okazuje się, że oprócz spisków, barwnych postaci, intryg na skalę międzynarodową, Kwestia ceny zawiera pewnego rodzaju obraz społeczeństwa i tego, jaka jego nasza przyszłość. 

I gdy tak Wam piszę o tej książce, i w myślach wędruję przez jej treść, to nabieram ochoty, by przesłuchać jej ponownie. A nie zdarza mi się to zbyt często.

Polecam:-)
Beata Szady. Wieczny początek.

Beata Szady. Wieczny początek.



Przyznaję, że przeczytanie tej książki zajęło mi sporo czasu. Zaskakująco sporo. Gdy jednak po dłuższej przerwie wróciłam do lektury, na urlopie wśród mazurskich lasów i jezior, dostrzegłam w niej wartość większą niż wówczas, gdy czytałam ją w domu, w zupełnie innym niż mazurski czy warmiński zakątek Polski.

Beata Szady zamieszkała na czas pisania tej książki w województwie warmińsko-mazurskim. Województwie, o nazwie skrywającej dwie krainy, które rozróżnia niewielu ludzi. A jednak autorka postarała się, by owe różnice pokazać, by oddać pamięć miejscom i ludziom, by wskazać to, co inne i pokazać podobne.

Mieszkałam i na Warmii, i na Mazurach. Sporo też po tych terenach wędrowałam i doskonale wiem, o czym pisze Szady mówiąc o pewnym - zdawać by się mogło nieuchwytnym - klimacie przestrzeni kulturowej. Widziałam (a po lekturze tej książki widzę jeszcze wyraźniej) podupadające, traktowane jedynie jako problem, a nie potencjał, domy i stodoły. Wsie najeżone ruinami, bo łatwiej i taniej postawić nowe niż remontować stare. Odwiedzałam kościoły, których charakter wskazywał na to, że lata całe nie były katolickie. Patrzyłam na miejsca, które kryły w sobie ludzki strach i nienawiść do innego.

Wieczny początek do pouczająca lektura. To opowieść o świecie, który niemalże przeminął, świecie, o którego pamięć dbają już tylko nieliczni. Zadeptane turystycznie Mazury i cicha spokojna Warmia mają urok - myślę jednak, że ciekawie jest wiedzieć jaka jest ich historia i co kształtowało te ziemie i ludzi, którzy na nich mieszkają.

Gorąco polecam!
Dorota Sumińska. Dość.

Dorota Sumińska. Dość.



Najnowsza książka Doroty Sumińskiej to protest, słowa nawołujące go opamiętania i stanięcia w prawdzie wobec pytania - Jak możemy żyć wiedząc, że dzieją się (sprawiamy by się działy) tak straszne rzeczy?

Układ pierwszej części niewielkiego zbioru tekstów o mocnym przekazie jest prosty: felieton i dane statystyczne dotyczące tematu, o jakim autorka pisze. Gdy mowa jest o rybach, to i w przytoczonych liczbach, przywoływanych wysokich komisjach, organizacjach, tworach, które z nazwy brzmią ładnie, a z jestestwa przyczyniają się do uregulowania sposobu zadawania cierpienia i śmierci, mowa jest o tym co Światowa Organizacja Zdrowia Zwierząt mówi o sposobach ogłuszania ryb.

Druga zatytułowana - w opozycji do pierwszej noszącej tytuł Krzywda zwierząt - Dobrostan ludzi, pokazuje czym kierują się ludzie udając, że nie wiedzą ile bólu jest wart schabowy na ich talerzu.

Bardzo mocna to książka. Czytałam ją długo, bo potrzebowałam robić sobie przerwy. Mocna i dająca do myślenia - także w tej części poświęconej zwierzętom towarzyszącym.

Marzę o tym, by ta książka dokonała zmian w myśleniu ludzkim. A jednocześnie obawiam się, że ani Głód Caparrósa, ani książka Singera o etyce jedzenia, ani przedstawiane właśnie Dość nie będą zaczątkiem rewolucji. Niechby choć zapoczątkowała ewolucję w naszym, pełnym antropocentycznego spojrzenia, działaniu...
Dla dzieciaków (54)

Dla dzieciaków (54)


Marzenna Plich-Nowak, W czasie deszczu dzieci się nudzą...?

Lato w tym roku mamy takie jak mamy i książka Marzenny Plich-Nowak współgra z aktualną pogodą idealnie. Jeśli szukacie przepisu na to, co zrobić, aby deszcz nie oznaczał nudy - zapraszam do lektury.

Rodzina Walków jest rodziną zarówno nietypową, jak i tradycyjną. Mama zajmuje się domem, tata pracuje głownie w delegacjach, a trójka dzieci uczy się na różnych etapach szczebli edukacyjnych. Tradycją rodziny, z której pochodzi mama jest nadawanie córkom imienia Klementyna, tradycją rodziny taty - obdarzanie dziecka imieniem jakiego jeszcze w rodzinie nie było. I tak mama jest Klementyną, tata Teofilem, córki - po wyłamaniu się z tradycji - Dianą i Matyldą. Synowi przypadło Gabriel, ale w domu mówią do niego Gogo. Tradycyjne w owej rodzinie są także wakacje. W Stokrotce z nieodłącznym deszczem, który wszyscy, trzymając nosy na kwintę przeczekują w objęciach cywilizacyjnych zdobyczy. Rok, w którym toczy się opowieść był jednak inny - Teofil dostał od kolegi z pracy klucze do willi w Bagienku. Rodzina wyrusza, a na miejscu okazuje się, ze owa willa to podupadająca drewniana chatka, w której dawno już niej nie mieszkał i nie sprzątał. Pogoda też wpisuje się w nastrój rodziny - zaczyna padać deszcz.

I nagle wszystko się zmienia. Wystarczy iskra optymizmu, spojrzenie na sytuację w jakiej Walkowie się znaleźli z innej niż dotychczas strony i życzliwi ludzie nieopodal, aby wakacje, które miałby szanse być największym koszmarem, stały się czymś do czego się tęskni.

Podoba mi się ta opowieść. Autorka barwnie charakteryzuje postaci, ciekawie prowadzi historię rodziny Walków, pokazuje jak wiele  może dać wsparcie rodziny i jak mocno codzienność może skrywać przed nami nasze własne pragnienia, marzenia i umiejętności.

Co dokładnie się stało? Poczytajcie:-)

Abner Graboff, Co potrafią koty?


Ależ to ładne! I nie mówię tu tylko o grafikach - prostych, oszczędnych, jedynie trójkolorowych, oddających za to wszystko, co powinny ze smakiem i wyrafinowaniem. Tekst, w tłumaczeniu Emilii Kiereś, też jest ładny. I prosty.

Narrator zastanawia się nad umiejętnościami kotów. Nad wysuwającymi się w ich łapek pazurkami, nad miękkimi poduszeczkami, nad tym jak mruczą i czy mogą zdejmować ciepłe futro na lato. Wskazuje ich rozmaite umiejętności i przyjemności jakim się oddają - od słuchania śpiewu ptaków, po używanie języka jako myjki, czy wreszcie śpiewania dzieciom do snu (ale czy to działa?).

Książka Abnera Graboffa to opowieść, którą można czytać i czytać wciąż od początku. A jeśli w Waszym domu są koty, to z pewnością można do niej zapisać inne dziecięce zadziwienia kocimi towarzyszami.

Książkogry

Ćwiczenia z myślenia z psem Plusem
Kopnięte królestwo. Zabawy z matematyką i językiem polskim.
Baśniowa gimnastyka w dwóch językach
Wyszukiwanka Łośka Tośka. Ćwiczenia dla oka, ręki i głowy


Tak, wiem, że są wakacje;-) Skoro jednak w ich czasie jest sporo dni deszczowych warto przygotować sobie alternatywne sposoby na odpoczynek i to nie elektroniczne i izolujące.

Natalia Usenko w Kopniętym królestwie zaprasza do przyjrzenia się przedziwnym mieszkańcom, którzy liczą, rymują i rysują. W Kopniętym królestwie mieszkają Apolonia Śmieszka, Glutosław Papusław Maziasty, Czyścioch Franciszek Pucuś i wielu innych. W książce przeczytacie bajeczki matematyczne, poznacie nakrapianki, domalunki, pokolejki i grę planszową "Królewski przewodnik".

Baśniowa gimnastyka to wędrówka przez znane nam wszystkim zaproponowana przez Monikę Hałuchę. A to prowadzimy czerwonego Kapturka do domu babci przez labirynt, gdzie wszystkie nazwy na planszy są zapisane w języku angielskim, a to kolorujemy odpowiednimi barwami obrazem, by wyłonił się z niego Kopciuszek, a to uciekamy wraz ze Śnieżką do domu krasnoludków. No i gra - w tym tomie jest to memo.

Ćwiczenia z myślenia z psem Plusem Karoliny Haka-Makowickiej to zadania i zagadki matematyczne przypominające nieco te z testów na inteligencję. Jaki miś powinien siedzieć na półce jako kolejny? Którędy ma iść kot, gdy drogę wyznaczają prawidłowe wyniki działań matematycznych? Dopasuj budę do psa przy założeniu, że... I tu następują warunki typu kolor dachu, miejsce zamieszania są, itp. Jest też gra "Kosmiczny rajd".

Wyszukiwanka Łośka Tośka Małgorzaty Węgrzyckiej wymaga od czytelników bystrych oczu i sprawności w wyszukiwaniu elementów. Mamy rozsypankę elementów, obrazek na których trzeba je odszukać i sprawdzić jaka litera kryje się w danym miejscu. Gdy już ją znajdziemy - należy wpisać w odpowiednie rubryki, a to da nam hasło stanowiące dokończenie zdania, rozpoczętego na stronie obok. Gra zabierze Was do wielkiej biblioteki w ukrytej komnacie.

P.S Wydawnictwo Nowa Era organizuje konkurs literacki dla uczniów szkół podstawowych Popisz się talentem. W tym roku dzieciaki oddawały głos zwierzętom, dzięki Zwierzofonowi, wynalazkowi profesora Antoniusza Wścibonosa. Wybrano już nagrodzonych autorów i już wkrótce dostępny będzie tom pokonkursowy. Przyjrzycie się idei - może w 2021 roku w konkursie literackim wezmą Wasze dzieci?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Prowincjonalna nauczycielka , Blogger