Bywam ostrożna w kontakcie z książkami zawierającymi przepisy. Wciąż się obawiam - i jak się okazuje nie do końca bezzasadnie - że kolejne receptury kulinarne najeżone będą produktami o obco brzmiących nazwach, dostępnymi tylko w wysoko wyspecjalizowanych sklepach i kosztującymi mrowie a mrowie. W przypadku książki Przemysława Ignaszewskiego porzuciłam wszelkie lęki. Pewnie nie byłoby mi tak łatwo, gdyby nie fakt, że bloga Vegenerat Biegowy podczytuję już od pewnego czasu. Trafiłam do niego szukając lekkich, niewielkich objętościowo, a jednocześnie dających energii, przekąsek na wycieczki rowerowe. Zalazłam, rozejrzałam się na blogu i postanowiłam się rozgościć.
O czytaniu, książkach, pisaniu. O tym co warto i z kim poczytać. O zwierzakach, bez których dom staje się nudny. O życiu, po prostu:)