Lubię barwy jesieni. Żółcie, pomarańcze, brązy poprzetykane wypłowiałym odcieniem zieleni. Jednak czas jaki mogę spędzić na podziwianiu jesiennych kolorów uległ znacznemu skróceniu; gdy spacerujemy rano jeszcze jest ciemno, gdy popołudniu - zaczyna się szarówka, a wieczorem - wiadomo... Postanowiłam zatem zadbać o to, by mieć wokół siebie kolory. I zapachy. Zachcianki spełniłam dzięki wytężonej pracy i zasobom sklepu IKEA. Kupiłam latarenkę (przed paleniem świec zawsze powstrzymywała mnie obawa o kocie wąsy i ogony) oraz świeczki o zapachu poziomkowym i mandarynkowym. Zdecydowanie potrzebowałam działania pobudzającego tych zapachów. Mam dużo książek. I dużo regałów. Idąc za radą mojej Siostry zaczęłam układanie książek od górnego lewego rogu. Poruszałam się w prawo, wypełniające kolejne półki tomami i dziwiąc się jak mam ich wiele. Oraz o ilu z nich zdążyłam zapomnieć ;) Pod koniec pracy nieco mniej uradowana, a bardziej zmęczona byłam tym, jak dużo ich jest. Niemniej jednak ...
O czytaniu, książkach, pisaniu. O tym co warto i z kim poczytać. O zwierzakach, bez których dom staje się nudny. O życiu, po prostu:)