Joanna Jagiełło, Popękane życie

Joanna Jagiełło, Popękane życie


Gdy rodzice się kłócą, a potem rozstają, w życiu dzieci jest najwięcej niewiadomych. Bo o ile dorośli zauważają zmiany jakie zachodzą w ich wzajemnej relacji - są wszak motorami owych zmian - tak w przypadku dzieci sytuacja jest o wiele bardziej skomplikowana. One nie widzą, a potem często unikają widzenia przeczuwając, że wkrótce staną przed dylematem lojalności wobec jednego z rodziców.

W podobnej sytuacji znaleźli się Laura, Leo i Lena, młodzi bohaterowie książki Joanny Jagiełło. Najstarsza z nich, Laura, wraz ze stresem związanym z przygotowaniami do matury i dalszą edukacją, dostaje od rodziców pakiet wzajemnych oskarżeń i kociołek niechęci. Dziewczyna próbuje sobie z tym poradzić, próbuje też zwracać uwagę na młodsze rodzeństwo, a szczególnie na siostrzyczkę. Gdy rodzice, po rozstaniu, wchodzą w nowe związki, sytuacja staje się na nowo skomplikowana, ale też nieco bardziej, w pozytywnym znaczeniu, rozwojowa. Tylko czy to da Laurze poczucie bezpieczeństwa na tyle mocne, by umiała wybrać co chce zrobić dalej ze sobą? Ciekawie sportretowany jest nastoletni Leo - jeszcze niby dziecko, a już aspirujący do miana (prawie) dorosłego. Przyjmuje zupełnie inną niż starsza siostra taktykę radzenia sobie z kwestią rozpadu ich rodziny - jest zagubiony, czuje się samotny i podejmuje działania autodestrukcyjne.

"Popękane życie" to doskonała powieść, w której młodzi ludzie w sytuacji rozwodu rodziców będą mogli przejrzeć się jak w lustrze i która ich rodzicom podpowie, jak ich rozstanie mogą postrzegać i przeżywać ich dzieci.

Rashimi Sirdeshpande, Forsa

Rashimi Sirdeshpande, Forsa


Prawniczka pisząca o pieniądzach? Dlaczego by nie. Co więcej, autorka opisując relacje człowieka z pieniędzmi, przytacza też własna historię i tłumaczy czemu zaczęła pisać książki dla młodych czytelników.

Książka podzielona jest na sześć rozdziałów, w których w prosty i szalenie przekonujący sposób Rashimi Sirdeshpande wyjaśnia czym są pieniądze, jak je zarabiać, jak wydawać, oszczędzać, pomnażać i co ciekawe - dzielić się nimi z innymi. Ten ostatni rozdział zaskoczył mnie najbardziej, ale też wybrzmiał mocno pozytywnie.

Czytałam książkę o forsie żałując, że gdy dorastałam coś takiego nie wpadło w moje ręce. Być może wówczas pozbyłabym się wielu obciążających przekonań na temat związku człowieka z pieniędzmi i poznałabym podstawy rozsądnego, dającego dobre efekty w życiu, nimi gospodarowania. Wszak z książki byłoby łatwiej niż podczas eksperymentów i to - jak się domyślacie - nie zawsze udanych.

Gorąco polecam Wam tę książkę - "Forsa" to cos co warto podarować młodemu pokoleniu.

Marta Kisiel. Nagle trup

Marta Kisiel. Nagle trup

 


Na wieść o tym, że powstaje Wydawnictwo Mięta, zareagowałam radością. Kolejna moja myślą było - to gdzie teraz będzie publikowała Marta Kisiel? ;-)

Debiut autorki w debiutującym wydawnictwie był mocno oczekiwany przez wielbicielki i wielbicieli jej twórczości. A że i ja się do nich zaliczam - czekałam niecierpliwie (tak jak teraz na Bazyla :-) ) No i dostałam. A to, co dostałam, w pełni potwierdza, że Marta Kisiel Wielką Ałtorką jest i jej wyobraźnia galopuje na rączym jednorożcu w oszałamiającym pędzie i w niezmierzoną dal.

W niewielkim, acz ambitnym wydawnictwie dochodzi do zbrodni. W łazience zostaje znaleziony redaktor, choć nikt nie potrafi wyjaśnić jak znalazł się tam, gdzie dokonał żywota i czemu akurat tam. Co więcej - prowadząco śledztwo policjanci (o szalenie oryginalnych metodach wywiadowczych), zderzają się z oryginałami jakich mało, jednostkami wielce profesjonalnymi i równie wielce zwichrowanymi. 

I tak - począwszy od Pozgonnego, który podczas przesłuchiwań emanował, poprzez Grześka - zawodowo grafika, prywatnie - eksperta w chustowaniu oraz Szumskiego błyskającego kiedy trzeba muskulaturą, po Arkadiusza - który w tej powieści deklasuje wszystkich wokół (i mam wrażenie, że nie tylko w tej).

Marcie Kisiel nalezą się wielkie brawa nie tylko za to, że pozwala nam szaraczkom, czytelniczym obłąkańcom, zajrzeć za kulisy pracy wydawniczej. Jeszcze większe znaczenie ma w powieści "Nagle trup" rzeczywistość w jakiej żyjemy i z której autorka czerpie żywiołowo, mocno podkreślając w niej to, co powoduje u niej niezgodę na stan istniejący. Sięgając po realia społeczno-polityczne Marta Kisiel swoich bohaterów konstruuje z cech nieakceptowalnych przez takie, a nie inne grona, a tworząc fabułę bogato wyposaża ją w opinie o świecie wokół nas. Bardzo opinie, że tak napiszę ;-)

Zdarza się jakoś tak, że książki Marty Kisiel czytam, a potem jeszcze słucham, dla wyłapania z nich tego, czego nie doczytałam. Jeszcze nie wiem, czy spodoba mi się sposób w jaki Bartosz Głogowski interpretuje "Nagle trupa", wiem jednak, że to co napisała Marta Kisiel, podoba mi się bardzo.

Polecam :-)

Agnieszka Dydycz. Nigdy nie będę wyższa

Agnieszka Dydycz. Nigdy nie będę wyższa

Z wielka przyjemnością obserwuję rozwój Oficyny Wydawniczej Silver. Wydają książki adresowana do kobiet dojrzałych wiekiem i umysłem, opisujące bohaterki w podobnym do czytelniczek wieku. Nie sprawdzałam ile lat maja autorki publikujące w tych wydawnictwie, ale po lekturze jednej z książek, przekonałam się, że to dobra robota.

Bohaterką książki Agnieszki Dydycz jest Małgorzata w wieku 58 plus. Przyznaje sama sobie honorowy pas mistrzowski za całokształt relacji w kategorii matka z córką. A właściwie córka z matką. Ma męża, dwoje dzieci, a profesję inżyniera zamieniła na profesję pisarki.

Życie Małgorzaty jest nieco przewidywalne. Mąż i dorosły syn oczekują obiadów i zaopiekowania, mama - stałej obecności na niedzielnych obiadach i podporządkowania i chyba tylko córka żyje i daje w spokoju żyć matce. W tym wszystkim jednak pojawia się promotor Piotra, z którym niegdyś znała się na gruncie towarzyskim.  Spotkany podczas obrony doktoratu, pragnie się Małgorzacie przypomnieć, a gdy się spotykają, to wiele się zmienia w życiu głównej bohaterki.

Podoba mi się pewna nonszalancja w jaką Agnieszka Dydycz wyposażyła Małgorzatę, jestem też autorce wdzięczna za postaci kobiece i pokazanie kobiecej przyjaźni. Opisy ćwiczeń na jakie Irenka namawia Małgorzatę mnie rozbawiły, choć może to nie opisy samych ćwiczeń, a instruktorów? Dobrze wybrzmiało mi także to, że bohaterka mimo wieku w jakim niedawno wypadało być tylko babcią, ma swoje życie, pasje, fascynacje i - choć wizja siebie w roli babci jej nie odstrasza - nie jest to jedyna tożsamość w jakiej się spełnia.

Pani Agnieszko, gratuluję powieści, Pani Ireno - pomysłu na wydawnictwo.

Jestem bardzo ciekawa jak książkę odbiorą czytelniczki w wieku bohaterki, bo mój krem ma zaledwie 45+ na opakowaniu;-)

Katarzyna Węgrzyn, Gdzie w Polsce do miasta

Katarzyna Węgrzyn, Gdzie w Polsce do miasta


Rzadko korzystam z przewodników, ale tym razem uznałam, że zamiast na ślepo szukać po rozlicznych stronach i blogach w Sieci, sięgnę po książkę. I choć część z opisanych przez Katarzynę Węgrzyn miast miałam już przyjemność odwiedzić, to wędrowanie według jej wskazówek będzie zupełnie czymś innym od moich wcześniejszych doświadczeń.

Widząc na liście miast opisanych Białystok, Bydgoszcz i Szczecin ucieszyłam się z tego, że autorka zabiera nas tam, gdzie mało kto. Widząc Kraków, Gdańsk, Wrocław i Warszawę nieco się skrzywiłam - wszak o tych miastach piszą wszyscy. A jednak okazało się, że może i wszyscy, ale i tak znalazłam w propozycjach miejsc do odwiedzenia dużo takich, o których nawet nie wiedziałam (a co dopiero mówić o zwiedzaniu).

Podobało mi się to, że Katarzyna Węgrzyn wskazuje na lokalne hity kulinarne, ale mniej, że dokonując wyboru miejsc noclegowych prezentowała najczęściej te oznaczone maksymalną liczbą znaczków symbolizujących kosztowność. Zauroczyła mnie liczba muzeów w poszczególnych miastach (Muzeum Cebularza w Lublinie ;-)), uśmiechnęłam się widząc dodane do każdego opisywanego miasta instaspoty, pokiwałam głową z zadowoleniem widząc oznaczenia miejsc przyjaznych dzieciom i psom (lub im nieprzyjaznych).

Co mnie jeszcze zaskoczyło? Nie wiedziałam, że poznańskie muzea tak mocno związane są z wojskowością, że w Warszawę można zwiedzać Szlakiem Kulturalnych Piwnic Starego Miasta, a kaplica, w której pochowany został Karol Scheibler, łódzki fabrykant, wygląda jak gotycka katedra.

Nie każdy z nas może pozwolić sobie na długi urlop. Warto zatem wykorzystać 2-3 dniowe wyjazdy na to, by zachwycić się miastami i ich historią. Bo wiecie, jeździmy po świecie, lepiej niż Kraków znamy Berlin, a Barcelonę oglądamy znacznie dokładniej niż Białystok, a to przecież stąd jesteśmy, z tych miast i tego niebywałego klimatu miejsc. Warto je poznać i docenić.

Gdzie w Polsce do miasta Katarzyny Węgrzyn z pewnością w tym pomoże. 

 Anna Dziewit-Meller, Darcie pierza

Anna Dziewit-Meller, Darcie pierza


Felietony Anny Dziewit-Meller, publikowane wcześniej w Tygodniku Powszechnym i Polityce słusznie zebrano w jeden tom i przedstawiono czytelnikom. Ich lektura pokazuje bowiem jak niewiele zmieniło się nasze życie i - paradoksalnie - jak owych zmian, szczególnie w ostatnim czasie, było dużo.

Felieton, z założenia komentujący w sposób osobisty, tematykę społeczną, polityczną, czy kulturalną, daje szansę autorce na to, by nieco się odsłoniwszy, filtrowała własna wrażliwością, codzienność w Polsce pięciu ostatnich lat. A pisać było o czym.

Przyznaję, lubię pisanie Anny Dziewit-Meller i lubię tę jej część osobowości, życia, jaką upublicznia. Rozpięta uczuciowo między Śląsk - Warszawę - Warmię, jest mi bliska i z tego powodu, że we mnie wciąż jest pamięć Mazur i teraźniejszość Śląska, czyli dwóch rejonów w jakich przyszło mi żyć i z jakimi, w mniejszy lub większy sposób, się utożsamiam.

Podoba mi się dociekliwość spojrzenia autorki na poruszane tematy. Jej umiejętność przekucia drobiazgu w opowieść ważną i znaczącą, nie tylko dla niej, ale i rzeszy czytających jej felieton, pozwalającą poczuć się w jakiś sposób tożsamym z jej doświadczeniami, czy emocjami.

Anna Dziewit-Meller staje po stronie kobiet. Widać to wyraźnie i w zbiorze felietonów, i działaniach jakie komunikuje na własnych stronach. W swoich tekstach broni zarówno dziewczynek, którym minister Czarnek wmawia, że trzeba im dodatkowych godzin poświęconych szkolnemu klubowi sportowemu, jak i posłanek, czy feminatywów rozpalających wyobraźnię i dyskusję tych, którzy uznając, że to jakaś nowomowa, wykrzykują głośne veto.

Darcie pierza to zbiór warty czytania. Tak po prostu. Polecam.

Wydane przez Wydawnictwo Literackie

Katarzyna Zawodnik, Zapisz zmiany

Katarzyna Zawodnik, Zapisz zmiany


 

Przyznaję, gdyby nie to, że Katarzyna Zawodnik napisała do mnie i zapytała, czy chciałabym przeczytać jej książkę, pewnie nie dostrzegłabym tej powieści w masie innych wydawanych obficie. Na szczęście napisała, a ja - wbrew temu, co odpisuję zazwyczaj - poprosiłam o egzemplarz. Było warto, zdecydowanie!

Zapisz zmiany Katarzyny Zawodnik to powieść opisująca jeden z wariantów naszej przyszłości. Ludzkość w wyniku skażeń będących efektem wojny amerykańsko-rosyjskiej, zmuszona jest zamieszkać w wysoce stechnizowanym świecie zbudowanym pod ziemią. Obyczajowość zmieniła się znacznie, standardem w wyposażeniu domu jest robot sprzątający, gotujący, robiący wszystko, zwany humanem, dzieci rodzą się w sposób naturalny tylko u lekko zwichrowanych małżeństw (cała reszta w wylęgarniach, och mój ulubiony Nowy wspaniały świat Huxleya od razu mi zabrzmiał), a widok za oknem wybieramy sobie kliknięciem (lub dodatkową opłatą za pakiet premium). Co więcej - na rynku zaczynają się pojawiać humanoidy, partnerzy doskonali, których zadaniem jest spełniać wszelkie wyobrażenia i pragnienia osoby zamawiającej oraz kochać ją do granic własnej sztucznej inteligencji.

Czujecie się zaintrygowani? I słusznie.

Autorka prowadzi narrację z punktu widzenia Liv, wyklutej, samotnej kobiety, która chce być wreszcie szczęśliwa, Cezara - mającego jej owo szczęście zapewnić i Olgi, staruszki pamietającej poprzednie zasady życiowe i próbującej, nieco rebeliancko pokazać, że życie bez prawdziwych uczuć się nie uda.

Ależ to się dobrze czytało! Futurystyczna wizja świata odmalowana przez Katarzynę Zawodnik była bardzo przekonująca i tym samym - oszałamiająco prawdziwe stawały się problemy ludzi żyjących w XXII wieku. Właściwie powinnam powiedzieć ludzi i nieludzi, bo i tych na tych drugich autorka ogniskuje uwagę czytelnika. 

Wartością powieści Zapisz zmiany jest tez i to, że już dziś, kiedy jeszcze nie tworzymy związków z homanoidami, ale grzebiemy w ludzkim ciele i zasobach inteligencji próbując stworzyć nadczłowieka (co - jak uczy historia też jest groźne), możemy rozważyć gdzie nas ów pęd do ulepszania życia doprowadzi. 

Pani Katarzyno, gratuluję debiutu! A Was zachęcam do lektury.

3 dla dzieciaków (66)

3 dla dzieciaków (66)

 


Emmanuelle Figueras, Tristan Gion, Dlaczego orangutany nie lubią pasty do zębów. Tłumaczenie: Paulina Blaszczykiewicz

Wydawać by się mogło, że pytania jakie w książce stawia autor są dziwne. Bo co maja wspólnego - jak w tytule orangutany z pasta do zębów lub rowerzysta z niedźwiedziami polarnymi? I czemu niby film z Internetu miałby wędrować dnem morskim?

Te i inne - przyznajcie - intrygujące pytania padają w książce francuskiego autora. Padają i sprawiają, że po 1) od razu chce się poznać na nie odpowiedź, 2) tę odpowiedź dzieci zapamiętają.

Najważniejszą jednak zaletą tej książki jest tematyka jaka podejmuje. W prostych, czasami pozornie zagadkowych, stwierdzeniach zostają wyjaśnione zależności między naszymi działaniami, a zmianami klimatu. Mocą tych historii jest pokazania tego, co jako dorośli znamy z innych dziedzin życia - układu bodziec - reakcja. Przykład? Jeśli rolnik spryska swoje plony środkami grzybo- i owodobójczymi, populacja owadów spadnie. Malejąca liczba owadów to mniejsza ilość pokarmu, na przykład da jaskółek. Czyli pryskanie pól = zmniejszenie liczby ptaków.

Warto, by tę książkę dziecko czytało w towarzystwie osoby dorosłej, która będzie zwracała uwagę na to, jak przedstawione w niej treści korelują z wrażliwością dziecka. Łatwiej będzie wówczas wyjaśnić młodej czytelniczce czy młodemu czytelnikowi, że powinno się używać pasty do zębów, która nie ma w składzie oleju palmowego, niż później ukoić dziecięce łzy wynikające z tego, że każde umycie zębów zabija małego orangutana.

Wydane przez Wydawnictwo Kropka




Grzegorz Kasdepke, Koronkowa robota

Dziewięcioletni Staszek, siedmioletnia Róża i ich rodzice na urlop wybrali się do Koniakowa. Tak, tego od koronek - jak już tytuł książki mógł Wam zasugerować. Nie spodziewając się niczego fascynującego w niewielkiej górskiej miejscowości, chłopiec wymyśli, że napisze książkę. I to nie byle jaką - gdyż będzie to kryminał. Zaczął zatem bacznie obserwować ludzi i zdarzenia i choć jego młodsza siostra, czepialska straszliwie, wtrąciła się i tym razem, to raczej wyszło to i chłopcu, i jego opowieści na dobre.

Fabuła szalenie przyjemną, jakość grzegorzowokasdepkowa, więc jest dobrze. Na wielki plus zasługuje coś, na co pada nasz wzrok zaraz po tym gdy miniemy stronę tytułową. Znajduje się tam bowiem INSTRUKCJA OBSŁUGI KSIĄŻKI :-) Genialny pomysł, gratuluję! Podoba mi się i to, że zanim dotrzemy do historii właściwej, poznajemy jej bohaterów - uwielbiam takie rozwiązania. A za opis pani Marii, który docenią bardziej rodzice niż dzieci - serdecznie dziękuję:-)

Polecam:-)

Wydane przez Wydawnictwo Literatura



Lucy Maud Montgomery, Anne z Zielonych Szczytów. Tłumaczenie: Anna Bańkowska

Burza jaka przetoczyła się przez gremia zainteresowane tym, czy Ania to na pewno Anne i czemu rudowłosa dziewuszka z Zielonych Wzgórz nagle zamieszkała w Zielonych Szczytach, nieco mnie zdumiała. I rozbawiła. Nie skusiła jednak do tego, by czym prędzej czytać nową wersję tłumaczenia i przekonywać się kto ma rację. Nie czuje się kompetentna do takich ocen.

Nieco czasu minęło, w zapowiedziach wydawniczych pojawiła się kolejna część losów panny Shirley, a na platformie audiobookowej, z której korzystam pojawiła się Anne z Zielonych Szczytów. Postanowiłam zatem posłuchać, zamiast czytać. I to był bardzo dobry wybór.

Od dawna mówię o tym, że słuchając książek uruchamiam inny poziom rozumienia, niż czytając. Są pewne frazy, opisy trafiające do mnie bardziej, na zupełnie inne rzeczy zwracam uwagę, inne mi się w fabule uwypuklają. I nie inaczej było w tym przypadku.

Macie gdzieś pod ręką 10-11- letnie dziecko? Popatrzcie na nie, zastanówcie się co umie, jakie ma talenty, czym się interesuje, jak wygląda standardowy dzień z jego życia. I teraz zestawcie to sobie z Anne, która w wieku jedenastu lat zwierza się obcej kobiecie do domu, której omyłkowo trafiła, że całą noc nie spała z przejęcia na myśl o tym, że będzie miała własny dom. Dotychczas bowiem Anne mieszkała i pracowała w różnych domach, gdzie - niczym służąca - zajmowała się dziećmi, domem i tym, co trzeba było. Była wszak dzieckiem niczyim.

Rozczuliła mnie rozmowa Anne i Diany na temat tego, że już niedługo będą mogły nosić długie spódnice i upięte włosy i będą wówczas już prawie dorosłe. I teraz wykonajcie rzut oka na współczesne trzynastolatki.

Mam nieodparte wrażenie, że wartości jakie były cenne dla Anne Shirley i jej rówieśnic, zostały już dawno zapomniane. I to, w odróżnieniu od samej powieści, wcale mi się nie podoba.

Wydane przez Wydawnictwo Marginesy

Paweł Armada, Mistrzowie koncentracji (Tom I i II)

Paweł Armada, Mistrzowie koncentracji (Tom I i II)

 


Tych z Was, którzy towarzyszą mi na Instagramie, podpytywałam, czy mam pisać o książkach Wydawnictwa animi2, czyli tego, w którym pracuję. Potwierdziliście, więc na pierwszy ogień idzie publikacja, której poświęcam ostatnio sporo czasu.

Mistrzowie koncentracji Pawła Armady to wywód wymagający skupienia i albo dobrego rozeznania w ideach filozoficznych, albo pokornego przyznania przed samym sobą, że erudycją nam do autora daleko. Co wszakże nie znaczy, że przyjemności z czytania mieć nie będziemy.

Paweł Armada opowiada bowiem o tym kim są mistrzowie koncentracji i dość bezlitośnie udowadnia jak wiele tego, co o sobie myślimy i czym się w życiu kierujemy, jest dalekie od mistrzowskiego poziomu. Nie jest tu jednak w pełni pesymistyczny i nie stwierdza, że owa obserwacja zwalnia nas od rozwoju, pracy nad sobą i dążenia do ideału. O, co to to nie - autor bowiem stwierdziwszy naszą indolencję, wygodnictwo i różne inne niedoskonałości, wyraźnie nawołuje do tego, by - na własną miarę - dążyć do bycia mistrzem koncentracji. Pokazuje też sylwetki owych przywoływanych przez siebie mistrzów i wtłacza w nas otuchę.

Ciekawa rozmowa rozwinęła się pod wpisem o książkach; dotyczy ona tego, czy będąc zapracowaną i zarzuconą obowiązkami kobietą można dążyć do poziomu mistrzów. Co sądzicie?

Mnie lektura sprawiła dużo przyjemności. Znalazłam w niej stwierdzenia z takiego punktu widzenia, który- choć z założenia całkowicie mi obcy - w konkluzji stawał się podobny do tego, co myślę. 

P.S. Tu poczytacie wywiad z Pawłem Armadą, a na moim FB - fragment rozmowy, która będziemy z pewnością kontynuowali.

Eva Swedenmark, Nikt nie ma wszystkiego, każdy ma coś (seria)

Eva Swedenmark, Nikt nie ma wszystkiego, każdy ma coś (seria)

 


Trzy powieści zawarte w serii Nikt nie ma wszystkiego, każdy na coś, to historie, których bohaterowie liczą sobie około 70-80 lat, żyją w szwedzkim Aspuden, a ich życie towarzyskie ogniskuje się wokół sklepiku z używanymi rzeczami o wdzięcznej nazwie Po Siostrze.

Książki, w interpretacji Maszy Boguckiej, dostępne są w aplikacji storytel i choć nie jest to reklama/płatna współpraca, chciałabym Wam owe książki polecić.

Świat szwedzkich seniorów jest bowiem zgoła inny od tego, co mogę zaobserwować wokół siebie. I nawet jeśli uznamy, że Eva Swedenmark podkoloryzowała rzeczywistość pozwalając na to, by Viola i Rick spotkali się po ponad 30 latach rozłąki, a innych bohaterów prosto do łóżka zaprowadziła współdzielona pasja do lalek, to jednak pewne realia są zdecydowanie prawdziwe.

Seniorzy pracują mimo emerytur, bo lubią, a nie dlatego, że muszą. Realizują swoje pasje. Kupują bilet na samolot i lecą do USA, bo chcą szukać aktualnej lub minionej miłości swego życia. Zaniedbane seniorki wychodzące spod rąk fryzjerki, makijażystki i stylistki z szarych, myszowatych kobiet zamieniają się w piękności, by za Oceanem tworzyć wizerunki siebie jako seniorskich modelek szczególnie rozchwytywanych na rodzimej ziemi. Bliskość, nie tylko emocjonalna, ale i ta fizyczna, pełna uniesień i rozkoszy, nie stanowi dla nich wspomnień, o których nie wypada nikomu mówić, tylko coś co jest, będzie i - nieco zaczepienie - a dlaczego, by nie spełniać swoich pragnień także w zakresie seksualnym?

Uderzające jest to, co pewnego dnia powiedziała Viola - licząca sobie sporo ponad osiemdziesiąt lat niegdysiejsza hipiska z Harlemu: te wszystkie leki, którymi mnie faszerowano miały mnie optępić i zabrać chęć do życia. Bo starych wypycha się na margines.

Na szczęście istnieją powieści takie jak te: Sklepik przeciwzmarszczkowy, Podróż ujędrniająca, Ślub pielęgnacyjno-odżywczy. Miłego słuchania!

3 dla dzieciaków (65)

3 dla dzieciaków (65)

 


Paweł Pawlak, Felcia czyli szkice z kichającym berecikiem


Paweł Pawlak postanowił przedstawić współczesnym dzieciom dziewczynkę, która urodziła się - jak sam objaśnia we wstępie - więcej niż pół wieku temu. Czy to może być ciekawe?

Bo czym różniło się życie Felci od życia dzieci, które będą o niej czytały? Chciałoby się napisać - wszystkim, ale przecież, to czym się różniło, dotyczyło zaledwie tego, co zewnętrzne. Natomiast, ciekawość świata, chęć do psocenia, różne aktywności, które tylko całkiem przypadkiem wychodziły zupełnie inaczej niż miały - to chyba dzieci maja wspólne?

A zewnętrzne? Czarno-białe telewizory. Porzeczki u babci w ogrodzie. Zdjęcia na kliszy pozwalającej zrobić ich tylko 36 i oglądane dopiero po wywołaniu w zakładzie fotograficznym. Ubrania (i nie tylko) w paczkach od cioci z Ameryki. Ser żółty kupowany na kilogramy/bochenki otoczone czerwonym woskiem. Samochód syrenka. Lądowanie Neila Amstronga na Księżycu.

Wędrówka przez czas i do czasów minionych zapoczątkowana przez lekturę Felci, może być wstępem do interesującego nurkowania w historię rodziny, obserwowania podobieństw i różnic na portretach i fotografiach przodków, dowiadywania się tego, co i komu w genach zawdzięczają dzisiejsze dzieciaki. A gdy sięgniecie do zdjęć z Mikołajem i Panią Śnieżynką, okazać się może, że warunki zewnętrzne uległy zmianie, ale serca dzieci - nie.

Zaprzyjaźnijcie się z Felicią, warto :-)

Wydane przez Wydawnictwo Wilga





Keith Negley, Twardziele też czują


Książek obrazkowych przedstawiających emocje jest wiele. Czy ta różni się od pozostałych. I czemu tak bardzo, że warto zwrócić na nią uwagę?

Kim są twardziele? Włączcie filmy Marvela, relacje z zawodów sportowych, zaobserwujcie tak zwane męskie zawody, by bez trudu odpowiedzieć na pytanie. A jacy są twardziele? Wiadomo, twardzi. Ciałem, duchem i emocjami.

A jednak temu ostatniemu przekonaniu, jako szkodliwemu, Keith Negley mówi "stop. W swojej książce pokazuje twardzieli jako ludzi, którym emocje nie są obce, którzy czasami zmagają się z ciężarem społecznych oczekiwań, którzy mają dość tego, że wymaga się od nich wciąż pełnej gotowości do czynienia dobra światu, mimo odczuwanych przez nich uczuć, niedyspozycji, wahań.

Czy kapitan dowodzący statkiem może obawiać się burzy? Wytatuowany motocyklista płakać nad potrąconym zwierzęciem? Zawodnik walczący na macie mieć już dość tego, jak jest postrzegany?

Przekonania to coś, nad czym można i trzeba pracować. Wyposażenie w te służące nam mamy szansę na dobre, zgodne ze sobą życie. Przekonania, które nas krzywdzą - tak jak to zabraniające twardzielom odczuwać emocje - upośledzają nasze umiejętności społeczne i czynią nas nieszczęśliwymi.

Panowie - czytajcie z synami książkę Twardziele też czują. Dajcie im i sobie przyzwolenie na odczuwanie emocji.

Wydane przez Wydawnictwo Słowne Młode



Katarzyna Ryrych, Wojna w Kuropatkach


Wydana w serii Wojny dorosłych-historie dzieci książka opisująca pobyt Melu u babci na podlaskiej wsi, przedstawia w sposób bardzo delikatny i jednocześnie sugestywny wojnę, o której media już milczą. Wojnę na granicy łączącej Polskę z Białorusią. Wojnę, w wyniku której umierają ludzie, a inni zarabiają krocie na szybkim budowaniu muru.

Dwunastoletnia Mela w towarzystwie młodszej siostry trafia podczas wakacji do babci. I choć kocha i ją, i jej dom, jego otoczenie, zwierzęta, to czuje, że tegoroczne wakacje będą inne. Po pierwsze - babcia w rozmawia z tata i pali. Po drugie - ma kota. Dużego, o niespotykanej urodzie. I ma go z lasu. Po trzecie - do lasu nie można chodzić, bo - jak mówi babcia - pojawiły się wilki.

Nagle świat w Kuropatkach gęstnieje od słów niewypowiedzianych, a  przyjaciel Meli, oprócz zwyczajowych obowiązków wiejskiego dziecka, ma też inne, takie, o których nie chce mówić, a gdy już mówi - to w wielkiej tajemnicy.

Katarzyna Ryrych ma tę niebywałą umiejętność budowania nastroju dzięki półsłówkom, zdaniom niby nie oddającym istoty sprawy, a jednak sięgającą do niej i mocno w głąb rozumiejącego serca i umysłu. Atmosfera jaka odmalowała pisząc Wojnę w Kuropatkach nie pozostawia obojętnym czytelnika, przywołuje go pytaniem o to, co zrobił, by we wsiach podobnych do tej opisywanej, wojna się już skończyła.

Grzegorz Kasdepke napisał, ze ta ksiązka jest jak oręż. To bardzo trafne słowa.

Wydane przez Wydawnictwo Literatura
Erin Entrada Kelly. Cześć, Wszechświecie

Erin Entrada Kelly. Cześć, Wszechświecie

 


Choć w Polsce ukazała się już jedna książka Amerykanki o filipińskich korzeniach, nie miałam okazji jej przeczytać. Po lekturze Cześć, Wszechświecie i wnikliwym wczytaniu się w stronę autorki, sięgnę po tamtą książkę i jednocześnie będę trzymała kciuki, by i inne jej powieści zagościły na naszym rynku wydawniczym.

Virgil Salinas jest nieśmiały. Ma rodziców i rodzeństwo, od których różni się tak bardzo, że często zastanawia się, czy nie jest dzieckiem znalezionym. Boi się powiedzieć im, że chce być traktowany jako odrębny człowiek, a nie przez pryzmat rodzinnych upodobań i zachowań. W szkole prześladuje go Chet Bullens, który naśmiewając się ze wszystkich słabszych (w jego oczach  - gorszych) rówieśników, odreagowuje emocje jakie pojawiają się w nim podczas konfrontacji z własnym ojcem. Jest też Valencia - miłośniczka przyrody, baczna obserwatorka, która z powodu swojej niepełnosprawności słuchowej czuje się wyobcowana, nie tylko w towarzystwie szkolnych koleżanek i kolegów. Fascynujące grono nastolatków dopełniają Kaori i jej młodsza siostra, Gen. Starsza z dziewczyn rodziny Tanaka przekonana jest o tym, iż ma niebywałe moce, jest medium i choć dotychczas jej jedynym klientem był Virgil, nie trafi wiary w swoje zdolności. Wszyscy oni pewnego dnia trafiają do lasu, w którym rozkwita akcja powieści.

Erin Entrada Kelly sięgając do legend i opowieści (jak sądzę) filipińskich, buduje historię, w której to co na jawie, miesza się udanie z tym, co przeczuwane, duchowe i nadprzyrodzone. Strach odczuwany przez nastoletnich bohaterów, ukrywany przez nich głęboko w sercach, zostaje poddany weryfikacji, a oni sami musza zdecydować, czy to, co odczuwają będzie dla nich w dalszym ciągu ograniczeniem, czy stanie się trampoliną do lepszego życia, do życia o jakim marzą.

Cześć, Wszechświecie to powieść, podczas czytania której, może się Wam wydawać, że to ot taka opowiastka o dzieciakach z trudnościami w komunikacji z sobą i innymi. Gdy jednak po przeczytaniu odłożycie książkę i pozwolicie sobie na myślenie o tym, co się w niej wydarzyło, zacznie odkrywać się przed Wami całe bogactwo znaczeń, jakie Erin Entrada Kelly ukryła w powieści.

Dobrej lektury!

Wydane przez Wydawnictwo Zysk i S-ka

Dominika Buczak, Całe piękno świata

Dominika Buczak, Całe piękno świata

 


Całe piękno świata Dominika Buczak zamknęła w trzystu pięćdziesięciu stronach. I choć wydawać by się mogło, że to idealna wielkość książki na weekendowe czytanie, to przyznaję - nie było łatwo. Dlaczego?

Dorka i Stach opuszczają podhalańską wioskę. On marzył o morzu, ale ona - od zawsze żyjąca w górach - uprasza męża o to, aby z nowego domu też był widok na góry. Mężczyzna daje się przekonać i wybiera okolice Kłodzka jako miejsce, w którym po raz pierwszy młodzi małżonkowie będą na swoim, w którym dane im będzie zapomnienie o nędznym domu, zabitych członkach rodziny, mieszkaniu niesamodzielnym, bo u rodziców.

Propaganda głosi, że prasłowiańskie rejony Wrocławia i Kłodzka pora zaludniać Polakami. Bąkowie trafiają do Poręby, a lokalny działacz kwateruje ich w pięknym domu. Dom ów ma jednak mankamenty: Evę, Petera i ich czwórkę dzieci. Niemców, którzy wybudowali dam, b w nim żyć, aż do śmierci i których - jak wielu innych - zaskoczyła wiadomość, że to już nie jest ich Ojczyzna, że mają się wynosić.

Dorka patrzy na swoje sąsiadki, patrzy na siebie. Ciała Polek są dla niej przezroczyste. Pod skórą widzi w każdej sarkofag pełen pogrzebanych lęków i wspomnień. Rozumie, dlaczego niektóre mówią. Rozumie, dlaczego inne milczą. Rozumie, ze dzieci trzeba chronić przed sarkofagami matek. [s. 145]

Dominika Buczak poetycko odmalowuje doświadczenia wojenne i powojenne swoich bohaterek. Zabiera nas do domu, który przychodzi dzielić Niemce (gospodyni, która odchodzi) i Polce (gospodyni, która przychodzi). Pokazuje nam Lichtenwalde / Porębę i zmiany społeczno-historyczne, które znane z kart podręczników są suchymi słowami. Poznawane dzięki wrażliwości autorki, łapią za gardło i każą szukać wokół czegoś pozytywnego, by nie rozpaść się czytając o tych, które - jak w każdej wojnie, także tej trwającej dziś - traciły najwięcej.

Całe piękno świata to ważny głos w dyskusji o pamięci. Przeczytajcie koniecznie.

P.S. Pewne rzeczy zrozumiecie jaśniej, gdy sięgniecie także po Jak wychować nazistę.

3 dla dzieciaków (64)

3 dla dzieciaków (64)

 


Świat w sekundzie to książka, której wymowa stała mi się szczególnie bliska na początku epidemii covid-u. Dziś, po ponad miesiącu wojny w Ukrainie, ponownie przywołuje do siebie aktualnością i mądrym przesłaniem.

Książka ta bowiem zwraca naszą uwagę na najkrótszą, wskazywaną przez zegarki jednostkę czasu - sekundę. Zatrzymuje nas na sekundę i jednocześnie zabiera w podróż - szybką - przez świat, by pokazać jak wiele może się wydarzyć w tak krótkim czasie.

Może runąć bombardowany dom. Winda - zatrzymać się na innym piętrze niż chcemy. Mleko wykipi, upuszczony talerz rozbije się na kawałki, ptak wzbije się do lotu, a Ty usłyszysz, że ktoś Cię kocha. Ktoś zasypia, ktoś się budzi, w czyimś domu rozbrzmiewa dźwięk otwieranych drzwi, a gdzie indziej dziewczyna zrywa piękną kość winogron.

Wiecie już o co chodzi? O cały świat zamknięty w sekundzie. Jak bardzo naprawia to nasze patrzenie na życie. Nie wierzycie? Spróbujcie :-)

Isabel Minhós Martins, ilustracje Bernardo Carvalho, przekład Jakub Jankowski, Świat w sekundzie
Wydane przez Wydawnictwo Tako



Poznani tydzień temu Pola i Piotruś tym razem spotykają się w parku. Piotruś przyjeżdża na hulajnodze, a rozpierająca go radość pozwala mu śmiegać tu i tam, z górki i zza zakrętu. Pola wpatruje sie w kolegę zachwycona i prosi o pozyczenie pojazdu. Gdy staje na hulajnodze, podobnie jak Piotruś, odczuwa wielką radośc i wielka wolność. Jeździ i jeździ nie bacząc na to, że chłopiec robi się nieco zły. Aż nagle... Pola wywraca się, a Piotruś...

Wiecie, to niby prosta historia. Ale bardzo pouczająca. Bo mamy tu radość, złość, empatię, współpracę, niesienie pomocy, refleksję o tym, że nadużywamy czyjejś uprzejmości, dążenie do zgody. A co mnie szczególnie zachwyciło? To, że Piotruś miał w swoim plecaku plaster z opatrunkiem. Ręka do góry, drodzy rodzice - kto wyposaża swoje dziecko w apteczkę?

Zajrzyjcie z maluchami, warto!

Camilla Reid, Axel Scheffler, tł. Ewa Borówka, Pola i Piotruś. Hulajnoga.
Wydane przez Wydawnictwo Wilga



Umieszczam tę książkę w piątkowym, dziecięcym wpisie, choć jestem przekonana, że to książka głównie adresowana dla młodych stażem rodziców. Czy dla dzieci też? Tak, ale one zrozumieją ją na zupełnie innym poziomie niż my dorośli.

Początek brzmi tak:
Ryś jest zwierzęciem, które zwykle zakrada się do domów późnym popołudniem. I musicie wiedzieć, że gdy Rysio już się u Was zadomowi, łatwo się od niego nie uwolnicie. Minie wiele lat, zanim zdołacie się go pozbyć.
Sarkastycznie, prawda? Dalej jest podobnie, a doskonałe ilustracje Marie Dorléans, podbijają znaczenie tekstu powodując szeroki uśmiech na twarzach rodziców. Mowa jest o podziwianiu Rysia przez rodzinę - mimo, że Ryś nie pachnie najpiękniej, o zabieraniu go do parku, czy o czasie, w którym Ryś będzie tak duży jak Wy, będzie zapraszał rówieśników, a Wam przyjdzie się pocieszać, że Wasz Ryś na tle innych Rysiów wygląda korzystnie.

Finał tej ironicznej opowieści jest jednak dość zaskakujący w sferze emocji. Jaki? Cóż - pozostaje Wam sięgnąć po książkę. Polecam :-)

Agnès De Lestrade, Marie Dorléans, tłumaczenie Sylwia Sawicka, Jak oswoić Rysia? 
Wydane przez Wydawnictwo Polarny Lis

Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Stan splątania

Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Stan splątania

 


Słyszałam o tej książce wiele dobrego. Pożyczyłam i zupełnie niepotrzebnie kazałam jej czekać na półce. Zatem - jeśli macie ją u siebie i jeszcze się nie wzięliście do czytania, to nie czekajcie. 

Lena, Maria i Miłosz chodzą do jednej klasy. Kolejny rok spędzają sporo czasu w jednym miejscu, ale tak naprawdę niewiele o sobie wiedzą. Nie rozmawiają ze sobą po szkole, mimo, że mieszkają na jednym osiedlu, nie dzielą pasji (bo na te wożą ich rodzice, nie pytając, czy to ich marzenia i zachwyty, czy to raczej rodzicielskie potrzeby), po prostu uczą się w jednym budynku i w tym samym czasie. Słysząc zewsząd, że dobre liceum zapewnia, oprócz świetnych ocen, aktywność społeczna i przyznane za nią punkty, trafiają jako wolontariusze do domu seniora. A tam - zaczynają się cuda.

Roksana Jędrzejewska-Wróbel, pisząca dotychczas mądre książki dla młodszych czytelników, napisała powieść kierowaną do młodzieży. Hm... Napisałam to i zastanowiłam się - czy to powieść tylko dla młodych ludzi? Autorka z wrażliwością pokazuje świat nastolatków, których nikt nie słucha, bo jest pewien system, w który zgodnie z oczekiwaniami dorosłych powinni się wpasować. Świat aktywnych zawodowo dorosłych - zmęczonych schematami w jakich żyją i jednocześnie niedostrzegających, że tego samego chcą dla swoich dzieci. I wreszcie - dorosłych w wieku poprodukcyjnym (nazwijmy to tak sucho i nieładnie), którzy, jak nastolatkowie, tracą prawo głosu i ze względu na swój wiek, choroby, niedomagania są odsunięci na margines życia. Tak, jakby z przekroczeniem granicy lat życia, doświadczenie zawodowe, umiejętności, cechy osobowości, zanikały, by dać miejsce procesowi odindywidualizowania i nadania jednego określnika - senior.

Autorce gratuluję empatii i umiejętności opowiadania historii. Historii, która porusza bez względu na to ile masz lat. Stan splatania to jedna z tych książek, do czytania której mam ochotę zachęcić bardzo intensywnie każdego z Was, by potem móc zapytać - I jak wrażenia?

Małgorzata Wasilewska, Kobiece everesty

Małgorzata Wasilewska, Kobiece everesty

 


Małgosię Wasilewską poznałam na jednej z fecebookowych grup. Gdy w jednym z wątków napisała o tym, że wkrótce wydaje książkę, pomyślałam, że warto abyśmy o tej książce porozmawiały. Mijał czas, ja zmieniłam pracę, Kobiece everesty miały premierę, aż wreszcie się udało spotkać. Z racji oddalenia lokalizacyjnego spotkanie odbyło się on-line, zapis znajdziecie tutaj.

Kobiece everesty to opowieści o kobietach w czasie zmian. Dwadzieścia trzy kobiety opowiedziawszy swoje historie autorce przystały na to, by ich opowieść została wydrukowana i przedstawiona wszystkim tym, którzy sięgną po książkę.

Opowieści, których wysłuchała Gosia, czasami są prostą drogą ku sukcesowi, czasami nieco bardziej krętą. Zdarza się, że owa droga wciąż trwa, bo bohaterka uznaje, że zmiana jest czasem jej sprzyjającym, w innym przypadku zmiana oznacza definitywne zamknięcie za sobą przeszłości, by móc iść do przodu. Pewne wymagały terapii, inne konsekwencji w działaniu, jeszcze inne zawierzenia bliskim, czy Wszechświatu w to, że nowe = lepsze.

Jest jedno, co niewątpliwie łączy opowieści tych silnych, odważnych kobiet - ich doświadczenia są inspirujące. O tym, jak bardzo, przekonacie się sięgając po książkę. Do kupienia na stronie gosiawasilewska.pl

3 dla dzieciaków (63)

3 dla dzieciaków (63)

 



Piotruś odwiedza Polę w domu i, po grzecznym odstawieniu kaloszy i odwieszeniu płaszcza przeciwdeszczowego, spędzają sporo czasu na wspólnej zabawie. Zajęte wożeniem lalek, budowaniem torów i innymi atrakcjami dzieciaki zapominają o jedzeniu i piciu. Gdy wreszcie sobie o tym przypominają i chłopiec gasi pragnienie, po chwili okazuje się, że zapomniał jeszcze o czymś. Zabawa pochłonęła go tak bardzo, że zapomniał pójść do łazienki. Na szczęście Pola jest jego przyjaciółką i wspiera Piotrusia w wstydliwej dla niego chwili.

Prościutka historia niesie w sobie bardzo pozytywny przekaz. I nie mówię tu tylko o tym, co można wyczytać z kilku zdań, a bardziej o tym, co wyłania się z ilustracji. Pola jest oparciem dla kolegi, a cała historia pokazuje, że dzieci - dopóki nie nauczymy ich segregowania płciowego i nie wtłoczymy w stereotypy dotyczące tego, co komu wypada, a co nie - mają o wiele prostsze i przyjaźniejsze relacje niż dorośli.

Camila Reid, Axel Scheffler, Pola i Piotruś. Plama

Wydane przez Wydawnictwo Wilga


*   *   *




Znacie pierwszą część komiksu o Pikapiduli? To krótkie historyjki powiązane ze sobą postaciami bohaterów - dziewczynką, jej rodzicami, kotem i psem. W drugiej część Pikapidula wspomina w pierwszych dniach szkoły swoje wakacyjne wojaże. Bo kiedy wszyscy w klasie opowiadają, że letnie miesiące spędzili w górach, nad morzem, nad jeziorami, to ona może się pochwalić wizytą na Dzikim Zachodzie!

Tak wiem - do wakacji jeszcze sporo czasu, a w wyniku wojny za bliska granicą, pandemii, która trzymała w kleszczach naszą gospodarkę, nie każdego będzie stać na zabranie dziecka czy dzieci w podróż (jak nam się wydaje) marzeń. Warto zatem sięgnąć do komiksu Agnieszki Surmy, by znaleźć w nim inspirację na szczęśliwie i niebanalnie spędzony wakacyjny czas.

Agnieszka Surma, Pikapidula. Jupijajej

Wydane przez Wydawnictwo Egmont

*   *   *


Mroczna książka skierowana do młodszego czytelnika? Dreszczowiec dopasowany do wieku 9+? Tak, taką propozycję dla swoich czytelników ma Wydawnictwo Polarny Lis.

Mathieu przysnął na lekcji języka francuskiego. Nauczyciel odsyła go za karę do biblioteki dodając zgryźliwie, że trzeba ćwiczyć także mózg. Zgryźliwość owa dotyczy tego, że chłopak jest koszykarzem, a on i czytanie nie są tym, co w jakikolwiek sposób się może komukolwiek kojarzyć ze sobą. Nastolatek wykonuje polecenie nauczyciela i trafia do Viateura Leclerca, który proponuje mu wynagrodzenie w zamian za pomoc w uporządkowaniu podziemi biblioteki. Chłopak zwabiony zarobkiem pojawia się w opustoszałej szkole w sobotni poranek i...

No, a później następuje owa mroczność, o której nie będę Wam opowiadała, bo straciłaby swój urok. Dość powiedzieć, że podziemia kryją tajemnice i to nie do końca takie jakich bohater (i czytelnik) mógłby się spodziewać.

Zaskakujący eksperyment, świetna okładka i szata graficzna książki. Intrygujące - bardzo!

Francois Gravel, Strzeż się starych książek

Wydane przez Wydawnictwo Polarny Lis

P.S. Już ponad rok nie pojawiały się wpisy z serii 3 dla dzieciaków. Na Waszą prośbę - wraca :-)

  Cary Fagan, Sekretne życie Grety O.

Cary Fagan, Sekretne życie Grety O.

 


Hartley ma rodziców, starszą siostrę i starszego brata. Siostra, jak to siostra - nie lubi młodszego brata, a Jackson uciekł z domu, co zaburzyło funkcjonowanie nie tylko rodziców, jak i całej rodziny. I tak oto trzynastolatek próbuje żyć w miarę normalnie, co - jak się domyślacie - nie jest łatwe. 

Nastolatek czuje się chwilami niewidzialny. Zniknięcie jednego z członków rodziny zaburzyło codzienność i wiele zdarzeń jest dyktowanych tym, czy mogą przypomnieć Jacksona, czy też nie. I choć mama i tata Hartleya próbują zadbać o obecne dzieci, bywa to trudne. Pewnego dnia chłopak znajduje piękną, kolażową kartkę. Hasło nienawidzę wszystkich flag z wyjątkiem pirackich, brzmi intrygująco. Druga - z tymi samymi inicjałami budzi w chłopaku chęć odkrycia kto jest autorem. I tak Hartley - zamiast głowić się nad tematem projektu szkolnego jaki powinien przygotować na zakończenie nauki w ósmej klasie - stara się rozwikłać tajemnicę G.O.

Spokojna, niespieszna opowieść dotyka problemów nie tylko tych rodzinnych, ale i szeroko rozumianych - rówieśniczych. Ważnym tematem powieści Cary'ego Fagana są relacje łączące rodziców i ich dzieci, osobność nastolatków, pewnego rodzaju zasklepianie się w kokonie nieśmiałości, wstydu, czy lęku.

Autor udanie pokazał budzące się więzi, metamorfozę uczuć i to, jak wiele możemy zrobić dla innych dodając im otuchy właściwym słowem wypowiedzianym we właściwym czasie.

Wydane przez Wydawnictwo Literackie

Irena Małysa. Więcej niż jedno życie.

Irena Małysa. Więcej niż jedno życie.

 


Książka Ireny Małysy Więcej niż jedno życie rozgrywa się głównie na jednym ze szpitalnych oddziałów. Oddziale specyficznym, bo takim, w którym o życie walczą dzieci z chorobami onkologicznymi. O ich życie walczą też matki - obecne przy swoich pociechach niemalże bez przerw.

A jednak - ktoś umiera. I to nie w cierpieniu na szpitalnym łóżku, a wylatując z okna i roztrzaskując się o chodnik. Tym kimś jest młoda lekarka, bezkompromisowo podchodząca do swojej misji, czasami aż nadto szczera wobec rodziców.

Baśka Zajda, znana z pierwszej książki Ireny Małysy, trafia na oddział przypadkowo. I znajduje się tam w czasie odpowiednim ku temu, by zaangażować się w śledztwo.

Co ciekawe - mimo, że sprawa kryminalna rozgrywa się w Krakowie, to pobrzmiewają w powieści tęsknoty Baśki za górami i pojawia się uroczy (acz nie tkliwy) fragment, w którym nie tylko jej jest dane poczuć radość z obcowania w góralskim folklorem.

Kiedy autorka odwiedzała katowicką bibliotekę wspominała, że często słyszy od czytelników i wie, sama oceniając swoją debiutancką powieść, że próbowała w nią włożyć zbyt wiele wątków i treści. W Więcej niż jedno życie widać pilność Ireny Małysy w odrabianiu literackich lekcji.

Więcej niż jedno życie to powieść nie tylko kryminalna. Mimo wyraźnie zarysowanego wątku z udziałem policji, nie mniej ważny jest ten, który pokazuje codzienność kobiet (no, bo głównie kobiet) zamkniętych wraz ze swoimi ciężko chorymi dziećmi w szpitalach. Walka o każdy dzień bez bólu i strachu, o diagnozę, która daje nadzieję, o życie dziecka - wszak życie matek jest w takiej sytuacji podporządkowane tylko jednemu celowi.

Kibicuję Irenie Małysie i czekam na jej kolejne książki. A tę najnowszą polecam Wam z dużą ciekawością tego jak ja odbierzecie.

P.S. 11 kwietnia o 19.00 spotkam się zdalnie z Ireną Małysą na rozmowie o jej książkach. Przypomnę Wam w odpowiednim czasie, ale zapraszam już dziś :-)
Robin Sharma. Manifest codziennego bohatera.

Robin Sharma. Manifest codziennego bohatera.

 


Manifest codziennego bohatera to niezwykła książka. Czemu - zapytacie? Jest niezwykła w swej prostocie.

Robin Sharma opisuje swoje życie, dzieli się tym, co u niego działa i tym, co z tego co wdraża u siebie i proponuje swoim klientom, przynosi dobre rezultaty. Od chwil dzieciństwa, prostego i skromnego finansowo, po dzisiejszą codzienność, w której autor jest człowiekiem zamożnym - opowieść toczy się płynnie, przykłady i odkrycia zaskakują i inspirują. 

101 rozdziałów, raczej krótszych niż długich, podaje nam jak na tacy pewne rozwiązania, sposoby na szczęśliwe i skuteczne życie. Sharma zachęca by zastanowić się nad tym o co warto zapytać na 6 miesięcy przed końcem życia, podpowiada by oczekiwać niewdzięczności (i tu się łapie, że to trudne, a później daje po d...), opisuje osiem form bogactwa (i pieniądze nie są wszystkimi ośmioma), dzieli się czterdziestoma rzeczami, których nie wiedział mając 40 lat (Jedna z nich, ta, która najbardziej zamieszkała we mnie brzmi: Prowadzenie dziennika to forma modlitwy na papierze, a wszystkie modlitwy zostają wysłuchane).

To książka, której nie zalecam czytać na raz. Zbyt szybko wówczas umkną nam wartościowe idee i myśli przekazywane przez autora. Manifest codziennego bohatera to książka warta tego, by mieć ją obok siebie, zaglądać, a wraz z tym zaglądaniem robić w zeszycie notatki zawierające nasze refleksje i myśli o tym, co czujemy czytając słowa Robina Sharmy i co z jego lekcji chcemy wziąć do swojego życia.

Malwina Ferenz. Miasto w płomieniach.

Malwina Ferenz. Miasto w płomieniach.

 


Potężny huk. Nie tylko się go słyszy, lecz także i czuje. Jest taki nacisk na uszy, że człowiek ma wrażenie, jakby ktoś mu włożył głowę w imadło. Bomba musiała być duża i spadła niedaleko, a można to poznać też po tym, że przez chwilę ciężko jest oddychać i nie da się nabrać powietrza do płuc.

To pierwsze zdania najnowszej powieści Malwiny Ferenz. Powieści znacznie różniącej się od tego, do czego autorka przyzwyczaiła swoich czytelników. Miasto w płomieniach jest bowiem powieścią na wskroś realistyczną i opisującą sytuację mieszkańców Breslau w latach II wojny światowej.

Mathilde Jansen opuszcza, ku zdumieniu sąsiadów, schron i decyduje się przedrzeć przez płonące miasto do swojego domu (lub tego, co po nim zostało) na Flurstrasse. To zaledwie 4,5 kilometra, ale wśród ulic ogarniętych ogniem oraz radzieckiego ostrzału, odległość ta nie zwiastuje miłej przechadzki, a raczej zapowiada - z każdym krokiem - walkę o życie. A jednak młoda kobieta wychodzi z bezpiecznego miejsca i idzie. Po co? Dlaczego?

Breslauerka ukrywa się przed śmiercionośnymi strzałami, bombami i płomieniami. Idzie, a swoją wędrówkę dedykuje nieobecnemu mężowi. Opowiada mu, wspominając ich lata młodości, o przyjaźni, początkach małżeństwa i zmianach zachodzących w państwie niemieckim. Wraca myślami do minionych dni, tak jakby one mogły sprawić, że otaczająca ją rzeczywistość stanie się łatwiejsza do zniesienia, jakby ślady przeszłości zapisane w jej myślach mogły stanowić kokon osłaniający ją przed strachem i okrucieństwem jakiego doświadcza. 

Ale i retrospekcja staje się coraz pełniejsza grozy, lęku o bliskich, niedowierzania, naiwności pomieszanej z wiarą. I tak idziemy, wraz z Mathilde, patrząc na to, co wokół niej, podglądając wspomnienia i nagle zdajemy sobie sprawę, iż każda jej refleksja obnaża przez nami ból i cierpienie tych, którzy zostali upodleni, obciążeni nie swoimi winami, zderzeni z wojną i wygnani z miejsca, które uważali za swoje.

Miasto w płomieniach to powieść, którą czyta się z napięciem. Powieść, przy której Wasze gardło zaciśnie wzruszenie, a w oczach pojawią się łzy. Powieść, która ujmuje się za tymi, którzy w konfliktach zbrojnych liczą się najmniej - za dziećmi i kobietami.

Jestem dumna, że miałam możliwość i przyjemność objąć patronatem Miasto w płomieniach. Dziękuję Malwinie Ferenz i Wydawnictwu Filia za zaufanie.

P.S. Kliknięcie w grafikę przeniesie Was do spotkania na FB; zapraszam serdecznie.

 Katarzyna Olkowicz. Nietypowy mundurowy.

Katarzyna Olkowicz. Nietypowy mundurowy.


Nietypowy mundurowy
to książka, o której mówi się zdecydowanie za mało. Jest co prawda opisem dość wąskiego wycinka rzeczywistości, ale jest to rzeczywistość interesująca. Mowa bowiem o publikacji, w której głównymi bohaterami są psy pracujące w służbie mundurowej i więziach jakie owe psy łączą z ludźmi - przewodnikami.

Swoją drogą - ciekawe jest to, że o ile w przypadku psów towarzyszących osobom o specjalnych potrzebach życiowych mówi się jako przewodnika, tak w przypadku psów pracujących mianem przewodnika określa się człowieka. Który nie znalazłby narkotyków, broni, osoby zaginionej, gdyby nie genialny węch i chęć współpracy jego czworonożnego partnera ;-)

Katarzyna Olkowicz odsłania przed nami kulisy naboru psów do służby, pokazuje ich codzienny trening, wielość zadań w jakich się spełniają i życie po służbie, te popołudniowe, i te nazywane stanem spoczynku, czyli emeryturę. Głos oddawany trenerom i przewodnikom odsłania bogactwo współpracy, moc wzajemnych więzi i pokazuje spectrum radości i smutków jakie wypełniają psio-ludzką służbę. GOPR, Żandarmeria Wojskowa, Straż Pożarna, Policja to tylko niektóre z miejsc, gdzie zatrudniane są psy. Każda ze służb ma swoją specyfikę i tę udało się autorce doskonale pokazać.

Przeczytałam z dużą ciekawością. Moreni, dziękuję za zwrócenie uwagi na tę książkę.

Copyright © Prowincjonalna nauczycielka , Blogger