Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą Kisiel

Marta Kisiel. Efekt pandy.

  Na wieść, że nadchodzi Efekt pandy uśmiechnęłam się całą sobą. Jest mi w życiu dobrze i cudnie, robię rzeczy, które lubię, ale dodatkowa dawka śmiechu przyda się zawsze, prawda? A tego, że Marta Kisiel zapewni mi w swojej powieści sporo radości, byłam pewna. Myliłam się? Mama Tereski Trawny, od lat mieszkająca we Francji, odwiedzała córkę rzadko i gwałtownie. Pojawiała się, brylowała żonglując trzema językami - polskim, rosyjskim i francuskim - używanymi naprzemiennie i bez żadnego uporządkowania, po czym znikała odlatując do męża. Tym razem - choć nieświadoma tego jeszcze Tereska nastawiała się na ponowną błyskawiczną wizytę (wizytację?) - miało być inaczej. Briżit postanowiła zabrać córę i wnuczkę do SPA. Skoro jednak w domu Trawnych obecna była także i mama Andrzeja, to i Mira wyruszyła do Dierżążni-Zdrój, by zażywać relaksu. I Pindzia, rzecz jasna też. Cztery kobiety w różnym wieku i na różnych poziomie doświadczeń życiowych w niewielkim apartamencie. Trzy z nich ze wspólnym...

Marta Kisiel. Dywan z wkładką.

  W tej książce działo się tak wiele i tak wiele się we mnie zaczepiło, że od soboty chodzę i zastanawiam się od czego zacząć, by dobrze zawrzeć w słowach to co czuję. A łatwe to nie jest;-) Tereska Trawna ma męża, Andrzeja, córkę Zoję i syna Maciejkę, teściową Mirę i życie bogate w najrozmaitsze wydarzenia (niby jak każdy z nas), które z właściwymi sobie talentem i osobowością przekuwa a to na klęski, a to na radości dnia powszedniego. A wszystko zaczęło się od szczególnie akustycznej lodówki i równie akustycznej w wyrażaniu emocji i uniesień sąsiadki. I nagle pp. Trawny wyprowadzają się do wiejskiego domu, tuż przy drodze, która kończy się w ich sąsiedztwie. Kilka domów, las, cisza, oczko wodne koją duszę Tereski, będącej choleryczką (i chaotyczką), a przynajmniej czynią to w jej wyobrażeniach. Bo wcale nie jest tak cicho i spokojnie, a sąsiedzi mili i sympatyczni. Nie będę Wam odbierała przyjemności śledzenia intrygi zawartej w fabule powieści, ale muszę, po prostu MUSZĘ, podzię...

Marta Kisiel. Małe Licho i lato z diabłem.

  Premiera najnowszych przygód Bożydara Antoniego Jakiełłka oraz Małego Licha już za dwa dni. I choć miałam okazję sięgnąć do książki wcześniej, specjalnie czekałam na to, by napisać Wam o niej tuż, tuż przed pojawieniem się jej na półkach księgarni. Dlaczego? Każdą książkę o Małych Lichu i jego dziecięcym podopiecznym czytam dwukrotnie. Pierwsze czytanie jest zachłanne, by na szybko dotrzeć do tego, co można nazwać przesłaniem Marty Kisiel. drugie - znacznie spokojniejsze, z docenianiem smaczków, żartów, wartości jakie autorka podkreśla swoim pisaniem. Tym razem urządziłam sobie również powrót do wcześniejszych tomów: Tajemnicy Niebożątka i Anioła z kamienia .* Licho chce przeżyć przygodę. Ominęło go wszystko to, czego doświadczał Bożydar i marzy, tęskni, pragnie Przygody. Rodzina się zgadza, chłopiec i anioł zostają wyposażeni w rower z przyczepką i wyekspediowani do cioci Ody, u której jest Kuleczka, Bazyl, Ossa, przestrzeń i niczym nieskrępowana (lub tak się wydaje) wolność....

5 pisarek, które sprawią, że będziecie się śmiać

Zaczynamy kolejny tydzień izolacji, czy jak mówią inni - kwarantanny społecznej. Coraz częściej słychać głosy, że tęsknimy za towarzystwem ludzi, że martwimy się o zdrowie swoje i bliskich, że doskwiera nam zamknięcie w czterech ścianach, a i kryzys gospodarczy, który się właśnie zaczyna, powoduje obawy i poczucie braku kontroli nad życiem. Pomyślałam, iż to idealny czas, by sięgnąć do książek mogących na chwilę oderwać nas od rzeczywistości, podchowujących, że zaczniemy się śmiać, a nasze głowy choć na trochę powędrują ku jaśniejszym stronom życia. Kolejność autorek jest przypadkowa, po książki każdej z nich sięgam chętnie i wiem, że spotkanie z nimi będzie dobrym spotkaniem. Marta Kisiel Popełniła  Dożywocie  w 2011 roku i od tamtej chwili, po każdej książce, grono jej fanów rośnie. Grono wielbicieli Konrada Romańczuka i aniołka z alergią na pierze oraz wszystkich dożywotników również. Inne książki Marty znajdziecie na blogu tu ( KLIK) . Olga Rudnicka...

Marta Kisiel. Płacz.

Ledwie zdążyłam wrócić z krótkiego wyjazdu w Góry Sowie, a już przeniosłam się tam ponownie dzięki literaturze. Trzecia, i ostatnia, część cyklu wrocławskiego ( link zawiedzie Was do części pierwszej), zaczyna się bowiem we Wrocławiu, ale później przenosi się na południowy-wschód od Wałbrzycha. Przyznaję - byłam ignorantką, lecz własna podróż, podkreślona powieścią Marty Kisiel, otworzyła mi szerzej oczy. Eleonora zniknęła. Telefon Dżusi jest atakowany wielokrotnie, a gdy kobieta decyduje się odebrać słyszy w nim jedynie jakieś niezidentyfikowane głosy i szumy. Ciotka dziewczyn, Klara, odwiedza wciąż siostry Bolesne, wyglądając jak jeden wielki wyrzut sumienia. I wówczas wydarza się coś, co elektryzuje wszystkich, co sprawia, że zaczynają działać wspólnie, miast pogrążać się w żałowaniu dni za szybko mijających, okazji niewykorzystanych, czynów dokonanych. Wyruszają, by odnaleźć Eleonorę, gdyż pomiędzy dźwiękami realnego świata dobiega ich jej głos. Głos wołający o pomoc. ...

Marta Kisiel. Małe Licho i anioł z kamienia.

Bożydar Antoni Jekiełłek mający lat dziesięć, dawno już przeszedł proces inicjacyjny związany z opuszczeniem domowego zacisza, pełnego przedziwnych i mało typowych mieszkańców, by dołączyć do uczniów szkoły. Tak, to ma już za sobą, wszelkie sporne na tym etapie kwestie przemyślane, omówione, rozważone, więc pora, by pozwolić mu doświadczyć kolejnych, nowych rzeczy. W wyniku rodzinnej narady spowodowanej szalejącą w domu ospą (dopadła Licho, Konrada i Krakersa) Bożek wraz z Tsadkielem i Guciem zostaje wysłany na ferie zimowe do cioci Ody*. W głębi lasu na polanie, wraz z ciocią mieszka trójłapa Kuleczka oraz czort Bazyl, stworzenie życzliwe, opiekuńcze i zarazem pocieszne. W tej jakże rodzinnej, ciepłej i miłej atmosferze anioł wyczuwa coś niepokojącego i jest mu coraz gorzej. Zupełnie inaczej niż chłopcu, który w towarzystwie Gucia i Bazyla odkrywa mnóstwo atrakcji w miejscu, gdzie niegdyś stała Lichotka. Gdy między Bożkiem i Tsadkielem następuje zgrzyt i anioł wychodzi z domu,...

Marta Kisiel. Oczy uroczne.

Marta Kisiel, kolejny raz, zaprasza nas do lektury przywabiając czytelników takimi sprytnie pookładanymi zdaniami, że nie pozostaje nic innego niż dać się uwieść humorowi i postaciom z opowieści. A gdy już polubimy bohaterów, poczujemy z nimi (jednymi bardziej, drugimi mniej - wiadomo) więź emocjonalną Autorka zabiera nas w otchłanie ludzkich emocji, bogactwa doznań i doświadczeń, a warto zauważyć, iż nie zawsze są to emocje i doznania, jakich sami chcielibyśmy być obiektem. Oda Kręciszewska mieszkająca pośrodku niczego, aczkolwiek, w domu postawionym na miejscu Lichotki, waha się co do tego kim tak naprawdę jest i na czyje zawołanie powinna zareagować. Czas zimowego przesilenia nie pozostawia obojętnym także Rocha, zaprzyjaźnionego płanetnika i pozostałych istot z otoczenia kobiety. Pojawiają się nowi dla Ody i dla nas mieszkańcy świata, których ludzie z nieodległego miasteczka nie zauważają w swoim zadufaniu i ignorancji. Wprowadzanie do powieści istotnych tematów spo...

Marta Kisiel. Pierwsze słowo.

Pierwsze słowo , czyli zbiór opowiadań Marta Kisiel-Małecka przedstawia spectrum tego, co Autorka ma czytelnikowi do zaproponowania. A jest tego dużo i różnorodnie na tyle, by zadziwić tych przyzwyczajonych do postaci kochającego Anioła w bamboszach i młodej kobiety mieszkającej w drewnianej chacie pośrodku niczego. Znalazłam w tekstach zamieszczonych w "Pierwszym słowie" grozę, świat korporacji, które wykorzystują pracowników, na wskroś współczesną historię z cyrografem w roli głównej, uśmiech, realistyczną ocenę rzeczywistości, materiał do tego, by myśleć, strach i lęk. Marta Kisiel przypomniała mi za co lubię tomy opowiadań - za ich różnorodność. Jej udało się napisać je tak, aby ponaciskać mnóstwo wrażliwych miejsc w moim sercu. Dziękuję.

Marta Kisiel. Małe Licho i tajemnica Niebożątka.

Gdybym miała, zgodnie z rytmem blogowym, który sobie narzuciłam, przedstawić Wam książkę we właściwym czasie, to byłby to wtorek. Ale to książka, z pisaniem o której czekać nie należy, książka zapewniająca uśmiech, wzruszenie i skłaniająca do myślenia. Książka dla dzieci? Owszem... Niebożątko, zwane coraz częściej Bożkiem, to najmłodszy mieszkaniec domu pod uśmiechniętym, acz szczerbatym dachem. Chłopiec mieszka z mamą, wujkami, aniołami, potworami, królikami o różowej sierści, kotką Zmorą, widmami niemieckich żołnierzy i wieloma innymi postaciami, które pomieszkują w domu chwilowo, gdyż dom stanowi - oprócz przystani dla najbliższych Bożkowi - czasową przystań (zwaną pensjonatem) także dla niezwykłych dożywotników. Bożek z niemowlęcia staje się dziecięciem, z dziecięcia  - chłopięciem, zaczyna zadawać pytania, rozwija się, okazuje ciekawość światu i... nie ma kontaktu z rówieśnikami. Zapada wówczas decyzja - wbrew nieśmiałym protestom rodzicielki chłopca i całkiem...

Marta Kisiel. Toń.

Toń Marty Kisiel noszę przy sobie pieczołowicie od dłuższego już czasu. Spoglądam na zdjęcia zamieszczane na Instagramie, omijam wzrokiem recenzje książki, bo chcę napisać o niej sama, nie nasiąkając wrażeniami innych czytających. Czuję potrzebę (choć widzę też trudność) w napisaniu o najnowszej powieści twórczyni Licha po swojemu. Justyna i Eleonora, wychowane przez ciotkę w atmosferze tajemnic, niedopowiedzeń, zakazów i nakazów, są tak bardzo różne, jak różne mogą być siostry. Pierwsza z nich - przebojowa, dodająca sobie wzrostu wysokimi obcasami, pyskata, po zmianie imienia na Dżusi, zamieszkała z dala od rodzinnego domu. Druga - wciąż mieszkająca z ciotką - jest klasycznym wręcz przykładem bibliotekarskiego stereotypu - szara, mało barwna, uporządkowana, z doskonałą pamięcią i maniacko punktualna. Gdy w mieszkaniu przy ulicy Lompy (pod nieobecność pozostałych mieszkanek) pojawia się Ramzes, a Dżusi Stern - mimo wieloletniego zakazu wpuszczania do domu obcych - zaprasza go ...