Urlop to taki okres, w którym mogę zupełnie lekceważyć zegarek i prawie zupełnie kalendarz (prawie, bo trzeba pamiętać kiedy się urlop kończy). To czas robienia tego na co mam ochotę, pławienia się w przyjemnościach, myślenia o rzeczach dobrych, ogólnie ujmując - relaksu. Tu od razu płynące z głębi serca podziękowania należą się J., która otoczywszy koty najlepszą z możliwych opieką, umożliwiła mnie i Sarze wyjazd. Dziękuję:-) W drodze na Mazury odwiedziłyśmy Warszawę gdzie do naszej dwójki dołączyła Sasza, przeurocza haszczanka pojawiająca się niekiedy na blogu. Dojechałyśmy, poszłyśmy na spacer i od razu okazało się, że Szasza jest psem łowiąco-kopiącym, a Sara jakby "zaraziła" się zainteresowaniem skierowanym na kretowiska i nory myszy. Szybko ustalił się plan dnia. Pobudka, poranny spacer/przebieżka przy rowerze (ewentualnie galopada po polach, bo sarny, zające, lisy). Później kawa z psem na kolanach, śniadanie psie oraz ludzkie i ogólne lenistwo. ...
O czytaniu, książkach, pisaniu. O tym co warto i z kim poczytać. O zwierzakach, bez których dom staje się nudny. O życiu, po prostu:)