Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą audioksiążka

Grażyna Plebanek. Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy.

Po raz pierwszy od bardzo dawna żałuję, że książkę poznaję uszami, a nie oczami. Zżera mnie ciekawość słów, które Grażyna Plebanek zebrała w tomie Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy . Słucha się tego przeuroczo, tym bardziej, że czyta autorka i jako ta, która stworzyła zbór słów, wybrała te a nie inne wedle sobie znanej motywacji, doskonale wie, jak uwypuklić to, co chce pokazać czytelnikom. W tym czytaniu jest miejsca na uśmiech, powagę, żart i ciepło. I mimo tych wszystkich niezaprzeczalnych plusów wynikających ze słuchania Grażyny Plebanek, to byłoby mi jednak łatwiej do pewnych słów wrócić, rozsmakować się nimi ponownie, gdybym miała przed sobą papier.  Bo tak to niestety nie pamiętam jak brzmi słowo o przepięknym znaczeniu, to, które określa rzeczy drobne, które robimy dla innych z miłości. Ta poranna kawa podana do łóżka, pierogi z ulubionym nadzieniem, ciasto drożdżowe tylko z kruszonką, które zawsze na mój przyjazd przygotowuje Mama. Słucham c...

O świętowaniu

Aneta Jadowska. Dynia i jemioła. Jeśli czytujecie książki Anety Jadowskiej - Dynia i jemioła będzie dla Was miłym przypomnieniem i rozwinięciem niektórych znanych już Wam historii. Jeśli nie - to pierwsze spotkanie może przynieść wieloletnią przyjaźń z Nikitą, Dorą i innymi bohaterami powieści Jadowskiej. Wersja słuchana, w której poznawałam zbiór opowiadań, ma swoje dobre i złe strony. Złe to niestety te, że przejścia pomiędzy poszczególnymi opowiadaniami brzmiały dość topornie, że głośność była różna. Największym rozczarowaniem okazał się głos lektorki opowiadania o Baalu. Dobra strona jest właściwie jedna - ktoś mi czytał, gdy ja szalałam kuchennie i porządkowo w domu i dzięki szalenie zajmującym historiom, nie czułam zmęczenia domowymi obowiązkami, a co więcej - zaczynałam się zastanawiać, co bym jeszcze mogła zrobić, żeby mieć pretekst do słuchania. Zauroczyła mnie Malina i jej rodzina. Zrobiło mi się ciepło na sercu, gdy słuchałam o Duchu i upartej dziewczynce, sąsiedz...

Audiobooki dla młodszych (choć nie tylko)

Astrid Lindgren. Dlaczego kąpiesz się w spodniach wujku? Tata Melkerson i jego czwórka dzieci pewnego roku przybywają na wyspę Saltkrakan na wakacje. Wynajmują podniszczoną nieco Zagrodę Stolarza i całymi sobą cieszą się wypoczynkiem i doskonałą, przyjazną atmosferą panującą na wyspie. Przez stałych mieszkańców Saltkrakan przyjęci są bardzo życzliwie, a ze szczególnym zainteresowaniem wita ich Tjorven, nieco samotna i bardzo zainteresowana wszystkim kilkuletnia dziewczynka. Towarzyszy jej oddany i tchnący spokojem bernardyn, Bosman. Dwie starsze siostry Tjorven błyskawicznie zaprzyjaźniają się z Johanem i Niklasem, Pelle - najmłodszy z Melkersonów - mnóstwo czasu spędza z dziewczynką i jej psem, a Malin, najstarsza córka roztargnionego pisarza, matkuje rodzinie i zaprzyjaźnionym dzieciakom oraz prowadzi gospodarstwo, co wcale nie przeszkadza jej  w umawianiu się na randki. Nie wiem jak to się stało, że w dzieciństwie przeczytałam "Dzieci z Byllerbyn", a ominęłam h...

Książki w wersji audio

Zintensyfikowało mi się słuchanie. Wpadłam w nie po - nomen omen - uszy i gdy wychodzę z domu bez włączonego audiobooka, to jakoś mi dziwnie. Ostatnio miałam okazję posłuchać tego, co polecić warto, ale też zetknąć się z czymś, co zainteresowało mnie o wiele mniej. Kolejność - od najbliższego sercu:-) Tak naprawdę nie umiałabym określić, czy w audiobookowej wersji powieści "Zły" Leopolda Tyrmanda większe wrażenie robił na mnie poetycki język i umiłowanie Warszawy widoczne w książce, czy sposób w jaki Adam Ferency opowiedział "Złego". Bo, Mili Czytelnicy bloga, Adam Ferency nie przeczytał powieści, on ją mnie (ale i Wam, jeśli zechcecie) opowiedział.  Owszem, z pozoru wydawać się może, że "Zły" to historia półświatka, walk między warszawską łobuzerką, gangami. Ale dla mnie to opowieść o mieście, które miało klimat i tożsamość, o mieście i jego ludziach - fryzjerach, kierowcach autobusów, mieście i miejscach w tymże - lodowiskach, targowi...

Niedzielnik nr 54

Z nadejściem cieplejszych dni i z zapachem wiosny, który powoli czuć coraz mocniej, życie nabrało pędu. Dni obfitują w miłe spotkania i choć z tego powodu na czytanie czasu jest jakby mniej, to przecież zawsze mam przy sobie audiobooka i mogę go słuchać w wolnych chwilach. W czwartek rano, przed wyjściem do pracy, dostałam przesyłkę. Jakież było moje szczęście, gdy po jej rozpakowaniu znalazłam to: Popołudniu wybrałam się na spotkanie z Mieczysławem Bieńkiem - Hajerem. Na mojej półce stoją dwie jego książki, ale przyznaję, że dotychczas nie miałam okazji, by go posłuchać i pewnie dlatego nie przeczytałam tego, co napisał. A teraz, po spotkaniu, już wiem, że czytać będę. Czwartkowe spotkanie dotyczyło podróży rowerowej przez Kirgistan i Kazachstan. Hajer opowiada barwnie, wciąga słuchaczy w swoją bajdę, daje mnóstwo wskazówek praktycznych tak, jakby spotkał się z ludźmi, którzy za miesiąc, góra dwa wyruszą jego śladem i przyda im się informacja o puszystym dywanie...

Część pierwsza

Od ostatniego wpisu minęło sporo czasu. A ja - mimo, że nie piszę - wciąż czytam, słucham, a nawet oglądam. Postanowiłam zgromadzić w jednym miejscu okładki/plakaty tego, co towarzyszyło mi w lutym. Zgromadziłam, popatrzyłam i uznałam, że nie będę oszukiwała ani sobie, ani tym bardziej Was, łudząc, że jestem w stanie każdemu utworowi poświęcić osobny wpis. Poczynię zatem wpis zbiorczy, z kolejnością przypadkową. Abrahamem J. Heshelem zafascynowałam się już czas jakiś temu. Odnajduję w czytaniu jego pism wyjątkowy spokój, melodię, bliskość, której nie rozumiem, ale z której czerpię. Wśród książek przygotowywanych w pracy do zasobów antykwarycznych znalazłam "Pańską jest ziemię", pożyczyłam i rozsmakowywałam się w tej niewielkiej rozmiarowo, ale głębokiej treścią, książce przez kilka dni. Gdy zaczęłam czytać książkę Waldemara Wolańskiego pomyślałam, że jest odważny, bo pisanie o hodowli psów w czasach, w których co chwila z mediów dowiadujemy się o tym, że coś...

Teraz słyszę*

Słucham książek. Kiedyś na pytanie, czy zdarza mi się czytać więcej niż jedną książkę równocześnie odpowiadałam przecząco, dziś - potwierdziłabym. Jedną książkę czytam w domu, przy kawie, podczas jedzenia, przed snem. Inną mam ze sobą zawsze wtedy, gdy mam telefon - podczas spacerów z psem, w  drodze do pracy, na zakupy, gdziekolwiek. Gdy byłam dzieckiem uwielbiałam słuchowiska, bajki w radio i na winylowych płytach. Do dziś umiem zaśpiewać piosenkę Piętaszka. Później, tylko czasami, w czasie wieczornych podróży samochodem udawało mi się trafić na teatr radiowy, czy właśnie słuchowisko. Czas gnał do przodu, a wraz z nim technologie. Okazało się, że większość książek nagrywanych dla niewidomych na kasetach otrzymała drugie, cyfrowe życie, a ja poczułam się jak u progu raju - dusza ochocza, ale ciało słabe. Nie umiałam znaleźć czasu, który byłby odpowiednim na słuchanie. Sprzątanie, gotowanie? Do polubienia audiobooków nakłoniła mnie drobna kontuzja, podczas której najwy...

Zanurzenie w intrygach kryminalnych

Komisarz Kowalski, z "Magika" Magdaleny Parys, spacerując z psem stara się nie myśleć o tym, że za rozświetlonymi oknami mieszkań mogą kryć się jego kolejni "klienci". Ja, szczególnie podczas wczesnoporannych wędrówek przez osiedle, zastanawiam się, co skłoniło lokatorów mieszkań, w których już świeci się światło, do wczesnej pobudki - zaburzenia snu, praca, potrzeba opieki na dzieckiem, osobą starszą? ( źródło zdjęcia ) "Magika" poznaję w wersji słuchanej - od pewnego czasu kryminały lepiej wchodzą mi przez uszy. Tu pierwsze zdumienie - dwoje lektorów. Dorota Landowska czyta rozdziały, w których główną rolę odgrywają kobiety, Mariusz Bonaszewski oddaje swój głos męskim częściom książki (tych jest zdecydowanie więcej). O ile poszczególnych fragmentów słucha się dobrze, to przejścia między lektorami stanowią dla mnie zgrzyt; muszę się na nowo oswajać i podgłaszać lub przyciszać odtwarzacz, Dorota Landowska jest zdecydowanie cichsza. I jeszcze...

Marcin Wroński. Pogrom w przyszły wtorek. Haiti.

Książki Marcina Wrońskiego lubię z rozmaitych powodów. Cenię je, bo Autor posługuje się dobrą polszczyzną, a to sprzyja czytaniu. Lubię bohaterów - i Zygę Maciejewskiego, i Lublin. Kibicuję powstawaniu serii od pierwszej książki i każdy kolejny opublikowany tom jest dla mnie przyjemnością literacką, ale też świadectwem tego, że kryminały retro - dobrze pisane - cieszą się powodzeniem. Moja radość z popularności książek o komisarzu Maciejewskim wypływa także z sympatii do Autora. "Pogromu w przyszły wtorek" wysłuchałam, bo choć lubię mieć książki o Maciejewskim na półce, stwierdziłam, że szybciej zapoznam się z wersją do słuchania. Tomasz Sobczak sprawdził się idealnie. Powieść, której akcja rozgrywa się we wrześniu 1945 roku, udanie portretuje Polskę powojenną, Polskę z czasów umacniania się władzy przychodzące z zewnątrz. "Haiti" to już rok 1951. Choć tu, podobnie jak w poprzedniej powieści, Autor zastosował dwa plany czasowe - wracamy z Maciejewsk...